BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Srebrzysty Nów x Piaszczysta Zamieć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Srebrzysty Nów x Piaszczysta Zamieć. Pokaż wszystkie posty

21 kwietnia 2025

Od Piaszczystej Zamieci CD. Srebrzystego Nowiu

Uśmiechnął się pod nosem. Marzenie, dość nierealne do spełnienia. Nawet teraz, gdy stał przy granicy nie miał odwagi tak po prostu dać susa i zniknąć z tego świata, tak jakby nigdy do niego nie istniał. Ciekawość jednak go tu zawiodła. Czy gdzieś tam także czekało cierpienie? Czy świat był lepszym miejscem niż to co go dotychczas spotkało? Trudno było znaleźć na to odpowiedź. 
— Ciekawe gdzie by to nas zawiodło... — odrzekł. 
— Możemy to sprawdzić. — Poczuł dotyk przy swym boku i te zawadiackie iskierki partnera. 
Mógł się spodziewać, że ten nie odpuści wycieczki poza tereny, gdy dał mu do tego taką sposobność. 
— Ale wrócimy przed zmrokiem? — Kremowy chciał się upewnić, dając Srebrnemu do zrozumienia, że nie uciekają z klanu na zawsze. 
— Nudziarz — usłyszał prychnięcie, ale kocur pokiwał głową na znak zgody. — O nic się nie bój. Nawet nie zauważą, że nas nie było. 
W końcu kiwnął łbem i ruszył za nim, kierując się ku niezbadanym terenom. 

***

Od jakiegoś czasu czuł się okropnie i z tego co widział to nie tylko on. Czy to ich beztroskie bieganie po polach doprowadziło do tego, że oboje zachorowali? Jak nic się przeziębili. Tak przynajmniej myślał, póki dość nagle ich stan się nie pogorszył. To już nie wyglądało na chorobę. Pajęcza Lilia próbowała coś na to zaradzić, ale z każdym dniem było coraz gorzej. Czyżby się otruli? Co ostatnio jedli? Jego umysł coraz wolniej pracował, aby mógł sobie cokolwiek przypomnieć. A może to był jakiś spisek? Od dzieciństwa nawiedzały go obawy, że zostanie zamordowany za to, że miał w sobie krew Piaskowej Gwiazdy, tyranki, która zniewoliła cały Klan Burzy. Czy to się spełniało? W ostatnich chwilach swego życia widział u swego boku partnera, który równie co i on zatracał kontakt z rzeczywistością. Odeszli w tym samym czasie, odrywając się w przestworza, ku gwiazdom. 

31 marca 2025

Od Srebrzystego Nowiu CD. Piaszczystej Zamieci

Strzepnął uchem, napawając się satysfakcją z obecnego biegu wydarzeń. Z chęci podtrzymania dobrych relacji, to on zawsze wychodził z inicjatywą wyjścia poza obóz, nieraz siłą wyciągając Piaska, wmawiając mu, że klan nie umrze, jak go chwilę nie będzie. Zazwyczaj szło mu to z marnym skutkiem, a jednak starania zdawały się odpłacić.
— Pierwszy dzień bycia normalnym ci sprzyja — stwierdził swobodnie. Czuł od partnera zapach ziół, i chociaż on sam miał na karku księżyców tyle, ile nigdy nie chciał mieć, tak nieustannie, od kocięcego okresu życia, wszelkie medykamenty były dla niego równoznaczne ze smrodem.
Kremowy zmrużył oczy, spoglądając na niego powątpliwie.
— A to wcześniej nie byłem normalny? — mruknął, zdając się brzmieć z lekka na urażonego.
Srebrzysty wykrzywił pysk w śmiały uśmiech, ruchem głowy zachęcając kocura do podniesienia się z ziemi i przetruchtanie się jak najdalej od zgiełku obozowiska. Wiedział, że bez słów Piaszczysta Zamieć zrozumie każdy jego ruch, spojrzenie, czy chociażby te nieodłączne, krzywe grymasy.
— Tak.
Wbrew pozorom cisza nie była niezręczna. Był jawny ze swoim nieraz specyficznym poczuciem humoru i chcąc nie chcąc, Piasek z pewnością już do tego przywyknął.
— I to jest twoja odpowiedź? — westchnął z dezaprobatą, kręcąc głową. Wibrysy za to drgnęły mu z rozbawienia.
— Jeśli cię nie zadowala, to mogę ją rozwinąć, ale pod warunkiem że się ruszysz i znajdziemy się wśród ładniejszych terenów — oświadczył, muskając końcówką ogona jego grzbiet. — Twoja łapa szybciej postawi krok w starszyźnie niż poza obozem jeśli będziesz się tak wlec... — zasugerował z uśmiechem.
Ku jego zaskoczeniu, kremowy nie odezwał się do niego ani słowem. Przez dłuższą chwilę wręcz nie ruszał się, by zaraz to Srebrny mógł tylko zaobserwować, jak kocur ostrożnie go wymija, by zaraz to dać susa pośród krzewy.
Niebieski, dotychczas przebierający łapami w miejscu, przystanął na moment, lekko zaskoczony. Minęło tak niewiele czasu, odkąd Piasek porzucił rolę zastępcy, a zdawał się być zupełnie inną wersją siebie. I to w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeni. Zaczerpnął oddech i pognał w ślad za jasną kitą.
Nic nie było przyjemniejsze od opuszczania obozu. Otwarte przestrzenie zawsze porywały go do biegów, pozwalały na uczucie wolności, odsunięcie w niepamięć myśli o żmudnych, rutynowych patrolach i tym podobnych "bzdet". Czuł, że kończyny same go niosą, a szczególne przyspieszył, gdy tylko udało mu się dogonić Piaszczystą Zamieć.
Były zastępca dotarł niemalże pod same granice klanu. Przed nimi rozpościerał się widok na spokojny nurt rzeki, za którą, na drugiej stronie brzegu, rozrastały się wysokie drzewa. Te terytoria nie należały do żadnego ugrupowania, co czyniło wizję ich odkrycia dosyć kuszącą. Gdyby tylko mieli zdolności Nocniaków, zmoczenie futra nie stanowiłoby problemu.
— Zastanawiałeś się czasem, co jest po drugiej stronie? — zagadnął go kremowy, jak gdyby miał pełen wgląd do jego myśli.
— W każdej chwili o tym myślę — odparł beztrosko. — To musi być przygoda. Zostawić tak wszystko za sobą i żyć bez żadnych zobowiązań — wymruczał. Nawet, jeśli nie był w stanie już stać się młodszym, stokroć bardziej wolał spędzić starość na czymś, co wzbudzi w nim adrenalinę, aniżeli leżeć całymi dniami w ciasnym legowisku.

<Piasku?>

16 lutego 2025

Od Piaszczystej Zamieci CD. Srebrzystego Nowiu

To nie był wcale taki głupi pomysł. Musiał raz a porządnie rozmówić się z liderką i przypomnieć jej o swojej obietnicy. Miał być w końcu zastępcą na zastępstwo, a nie na tyle księżyców! Srebrny miał rację... Były koty, które zdecydowanie lepiej nadawały się na tą role. Kocica albo tego nie widziała, albo jakaś nieczysta siła sprawiała, że była przekonana co do swojej nieomylności i faktu, że nadawałby się po jej śmierci na lidera. 
— Chyba powinienem tak zrobić — zgodził się z nim, ciesząc się pierwszy raz od dłuższego czasu spacerem. Troski od razu odeszły, gdy u swego boku miał ukochanego. Splótł swój ogon z jego, uśmiechając się do niego z wdzięcznością. Najwidoczniej naprawdę potrzebował motywacji, aby nareszcie coś z tym zrobić. 

***

Od jakiegoś czasu nie mógł spać. Co próbował zamknąć oczy, nie odpływał, targany wspomnieniami i myślami o tym co ostatnio wydarzyło się w Klanie Burzy. Czy podjął słuszną decyzję zrzekając się władzy? Był tego pewien. Królicza Gwiazda był idealnym kandydatem na to, aby poprowadzić klan, jednakże... matka na pewno przekręcała się w grobie. W końcu marzyła o tym, aby był na szczycie. A co zrobił? Zawiódł całą swoją rodzinę. Przywykł jednak do tego, że nie był idealnym synem i bratem. Chciał mimo wszystko w jednym być dobrym. Chciał mieć więcej czasu dla swojego partnera. Teraz Srebrny nie mógł narzekać na to, że był wiecznie w pracy. Nareszcie odzyskał to czego od zawsze pragnął - spokoju. Mógł teraz częściej wybierać się z nim na spacery i polowania, bo pierwszy raz w życiu był naprawdę wolny. Wszelkie ograniczenia go opuściły. Świat był pięknym miejscem, a mimo to... bezsenność go nie opuszczała. 
Obiecując Srebrnemu, że będzie znacznie bardziej o siebie dbał udał się do medyczki. Wyjaśnił jej swoje objawy i dostał zioła, które pomogły mu zmrużyć oczy. Nie wiedział jak bardzo tego potrzebował póki nie poczuł jak zalewa jego ciało ta wspaniała ulga. 
Ocknął się dopiero po jakimś czasie zauważając ukochaną mordkę. Może nie powinien czuć tego uczucia, które go ogarnęło, bowiem w tragicznych okolicznościach zmarła Obserwująca Gwiazda, lecz bardzo cieszył się tą bliskością. Zdecydowanie rzucenie tego wszystkiego pomogło mu wyrwać się z objęć ciągłego zmęczenia i pracoholizmu. 
— Dzień dobry. — Otarł się łbem o szyję Srebrzystego Nowiu mrucząc głośno. Teraz jego świat skurczył się do niego. Nic więcej się nie liczyło. Tylko oni. 
— Jak się czujesz? — zapytał kocur uważnie mu się przyglądając. 
— Lepiej. Te zioła naprawdę potrafią zdziałać cuda. Wyspałem się jak kocię. To... Co dzisiaj robimy? Idziemy na polowanie?

<Srebrny?>

Wyleczony: Piaszczysta Zamieć 

26 grudnia 2024

Od Srebrzystego Nowiu CD. Piaszczystej Zamieci

Nienawidził poważnych rozmów. Wiedział, że się do nich nie nadaje, że nie potrafi przeanalizować rozsądnie sytuacji i rzucić na koniec pełnym wsparcia słowem. Dla niego wszystko dało obrócić się w żart i to robił zawsze. Nawet po śmierci matki, czym mimo wszystko się przejął, był w stanie używać w kontekście zmarłej zabawnych sformułowań.
— Dobrze wiesz, że nie staniesz się Piaskową Gwiazdą — zaczął, starając się chociaż brzmieć na rozważnego. — Jak już to Piaszczystą.
Kremowy westchnął, patrząc na niego z lekką rezygnacją.
— Wiesz, o co mi chodzi — mruknął z żalem. — Nie chcę tego. Bycie zastępcą mnie przerasta, a co dopiero jakbym miał pewnego dnia zostać liderem — przyznał z lękiem i smętnie zawiesił nisko łeb.
Srebrny przystanął, nie wiedząc, gdzie ich pokierować na kolejną z pozornie poważniejszych rozmów. Wszędzie zdawał się widzieć koty, a ponadto Piasek co rusz zwracał na siebie wzrok innych wojowników.
— Chodź na spacer. — Zadecydował po dłuższej chwili namysłu.
— Nie mogę, muszę zająć się...
— Nie musisz — przerwał mu gwałtownie. — Jak znikniesz na chwilę, to klan nie zginie. Od czegoś jest Obserwująca Gwiazda — oświadczył i bez oczekiwania na jego przytaknięcie, ruszył przed siebie.
Spokojnie opuścił obóz, przeciskając się między ostrymi cierniami. Chwilę później usłyszał ciche kroki za swoim grzbietem, a właściciel ich łap po chwili zrównał z nim swe tempo.
— Jak na kogoś, kto nie chce byś zastępcą, bardzo przejmujesz się swoimi obowiązkami — stwierdził Srebrzysty. — Gdybyś olał je, zaniedbał, liderka nie miałaby wyboru jak gdyby zmienić cię z kimś "rozsądniejszym" — rzucił ze znużeniem.
— To wcale nie jest takie proste — odparł. — Co pomyśli o mnie reszta klanu? To co innego zrezygnować samemu, a co innego jak cię z tej roli wyrzucą sił — stwierdził. — To wstyd.
Srebrny postanowił zamilknąć na dłużej, ciesząc się widokiem natury i brakiem zatłoczenia. Wspominał z tęsknotą okres, w którym nocowali poza obozem z polecenia poprzedniej liderki. Życie nigdy nie było prostsze, niż wtedy.
— Nie pomyślą tak, bo połowa nie myśli, a druga połowa powinna sobie zdawać sprawę, że to nie jest przyjemne stanowisko i lepiej się wycofać niż na nim zawodzić — oświadczył. Był szczerze zaskoczony samym sobą, że w ogóle wyprodukował te słowa.
Piaszczysta Zamieć dalej zdawał się nieprzekonany, choć lekki uśmiech na jego pysku sugerował, że trochę go to uspokoiło. Obaj zwolnili kroku.
— A jak myślisz, kto by mógł zostać zastępcą? — spytał spokojniej.
Niebieski zmarszczył nos, szczerze zaintrygowany tym pytaniem. To była ciekawa kwestia patrząc na obecne w klanie koty.
— Nie wiem, może Króliczy Nos? Jest miły, otwarty, skory do pomocy i rozsądny. Chyba nie ma lepszego kandydata — przyznał. — Albo Barszczowa Łodgya? Łatwiej by mi było wskazać tych, którzy na pewno się nie nadają, począwszy od mojego brata... — mruknął, wstrzymując parsknięcie.
Kto jak to, ale Szepcząca Pustka to dopiero zrobiłby z ich klanu niezłe pośmiewisko.
— A co, widzisz kogoś konkretnego? Może musisz podejść do Żmii i podać jej wprost czyjeś imię — zasugerował partnerowi.

<Piasek?>

30 listopada 2024

Od Piaszczystej Zamieci CD. Srebrzystego Nowiu

 Rzeczywiście zaniedbał swoje zdrowie. Obiecał Srebrnemu, że tam zajrzy, ale jak partner się przekonał, dalej tam nie poszedł. Dlaczego? Otóż... Nie miał na to czasu. Bycie zastępcą nakładało na niego multum obowiązków, które najzwyczajniej w świecie go przytłaczały. Właśnie dlatego nie chciał tej posady. Sądził, że będzie tylko nim tymczasowo. Obserwująca Gwiazda obiecała mu, że jak znajdzie kogoś godnego na to miejsce to nareszcie go zwolni z tego przykrego obowiązku, ale... ale księżyce mijały i nic się nie zmieniło. Nic, a nic. Cierpiał na tym on, a także jego relacja z ukochanym. 
— No dobrze pójdę... — w końcu głośno westchnął czując jak jego płuca wręcz błagały o wytchnienie. Jeszcze chwila i na pewno się przekręci, a przecież to byłaby niegodna śmierć. 
— Tym razem sam cię przypilnuje — Srebrzysty Nów złapał go za ucho i zaczął ciągnąc niczym niepokorne kocię w kierunku legowiska medyka. 
— Aj... Srebrny no weź! — biadolił wojownikowi, idąc jednak tam gdzie ten go prowadził. Eh... Najwidoczniej mu nie wierzył pod tym względem. W sumie... nie dziwił się. Zasłużył na to. 
Kiedy przekroczyli próg Pajęcza Lilia już wbijała w nich swoje spojrzenie. 
— Widzę, że go znalazłeś — stwierdziła, podchodząc do zastępcy i od razu zabierając się za badanie jego dolegliwości. — Coś jeszcze ci dolega poza tymi dusznościami? — dopytywała. 
— Cóż... zaczęło się to od kataru, ale sądziłem, że samo przejdzie... — wyjaśnił medyczce.
Kocica pokiwała głową i odeszła, zaraz przynosząc odpowiednie zioła, które miały go postawić do pionu. Zjadł je szybko, dostrzegając czujny wzrok Srebrnego, który wręcz wbijał się w niego, by upewnić się, że ten zażył lekarstwa. 
— No bardzo dziękujemy za pomoc. Będę miał na niego oko, gdyby mu się pogorszyło. — Kocur uśmiechnął się do Pajęczej Lilii, a następnie wraz z kremowym opuścili legowisko medyka. — No i jak? Było tak źle? — zapytał. 
Piaszczysta Zamieć westchnął. 
— Nie... Nie było... Po prostu... Wiesz co teraz się dzieje w klanie. To powoli zaczyna mnie przerastać. Miałem być zastępcą tylko na zastępstwo, ale Obserwująca Gwiazda nadal wśród obecnych burzaków nie znalazła odpowiedniej osoby na to miejsce. A co jeśli... co jeśli zostanę liderem, kiedy Klan Gwiazdy ją zabierze do siebie? Nie chce stać się Piaskową Gwiazdą... Co jeśli ona... Ona mnie opęta? Co jeśli mi odbije? — dzielił się swoimi obawami z partnerem, wręcz wbijając w niego smutny wzrok. — Nie mógłbym znieść myśli, że mógłbym cię skrzywdzić...

<Srebrny?>
Wyleczony: Piaszczysta Zamieć

28 października 2024

Od Srebrzystego Nowiu CD. Piaszczystej Zamieci

Zastrzygł uchem, wyłapując drżenie w głosie kremowego. Nie było ono w żadnym stopniu oznaką strachu, a jedynie czegoś na wzór zakłopotania. Srebrzysty uśmiechnął się lekko, wbijając spojrzenie w mocno obgryzionego ze wszystkich stron zająca. Całe to przedsięwzięcie zwane "związkiem" z każdym dniem wydawało mu się coraz to bardziej intrygujące. Dalej nie do końca zdawał się rozumieć wszystkich aspektów bycia z kimś w tak bliskiej relacji, a to, co uznawał za już wiadome, okazywało się nieraz coraz to większą niespodzianką.
— Skąd w tobie ten głód? — wymruczał, a z rozbawienia zadrżały mu wibrysy. — Aż tak cię głodzą na tej pozycji zastępcy? — zażartował. — Czy może i ty wpadłeś w ten ciężarny szał i masz do wykarmienia więcej żołądków pod serce...
— Srebrny! — Głos Piaszczystej Zamieci był niezwykle piskliwy, a jego skóra pod futrem z pewnością przyjęła barwę czerwieńszą niż najczystsza krew. — Ty jesteś jakiś niepoważny! Jestem kocurem! — wykrztusił, rozglądając się w popłochu. — Klanie Gwiazd, mam nadzieję, że nikt tego nie usłyszał...
Reakcja kocura wręcz sama wypchnęła długą salwę śmiechu z jego jasnego pyska. Przetarł łapą nos, próbując uspokoić nagłe swędzenie, po czym wyciągnął się i oparł o jego bok.
— Oj, już pożartować sobie nie można? Okropny rygor w tym klanie... — uznał, przyglądając się wędrującym po obozie kotom.
Nie przepadał kleić się do partnera na oczach wszystkich, a spojrzenia niektórych sprawiały wrażenie, jakby byli świadkami niemoralnych czynów, a nie przelotnych przytulasów.
Kremowy zdawał się sztywny, a mimo to pochylił łeb i przesunął zająca pod pysk srebrnego.
— Zjedz już lepiej, z głodu ci odbija... — stwierdził niemrawo, na co niebieski zaśmiał się po raz kolejny, a potem nic nie mówiąc, zabrał się za swój posiłek.

***

Księżyce mijały w zawrotnym tempie i chociaż on nie odmówiłby sobie określenia jako "młody i pełen wigoru", tak widok nowych kociąt, uczniów jak i świeżo mianowanych wojowników, uświadamiał go, że robił się coraz starszy. Nie przyjmował tego do wiadomości, ale gdzieś ta informacja krążyła mu z tyłu głowy. Dopóki nie marudził na odmawiające współpracy kości i tą "dzisiejszą młodzież", uznawał, że nie było z nim jeszcze źle.
To z czym zrzędzenia nie oszczędzał, stanowił czas spędzany z Piaszczystą Zamiecią. Zmalał. Spali obok siebie w legowisku, jedli razem posiłki, ale to dla Srebrzystego Nowiu nie było niczym wyjątkowym. Znacznie bardziej preferował spacery w najbardziej oddalone miejsca od obozu, a i nieraz łapy ciągnęły go poza granice, skąd dobiegały obce, intrygujące zapachy. Bez ograniczeń, bez obowiązków...
Przeciągnął się i wyszedł od medyków, gdzie jego jedynym celem odwiedzin było dopytanie się, czy Piaszczysta Zamieć u nich był. Kocur od dwóch pór zdawał się pociągać nosem, a teraz towarzyszył temu kaszel. Gdy niebieski miał okazję oprzeć się o kremowego, niemalże słyszał charczenie dochodzące z jego piersi.
Rozejrzał się i zlokalizował partnera opuszczającego Skruszoną Wieżę. Ochoczo podszedł do niego, wyjątkowo nie uśmiechając się na powitanie.
— Mam wrażenie, że ostatni widuję cię rzadziej niż własną matkę — zaczął, z głębokim westchnięciem.
Kremowy spojrzał na niego niepewnie, wahając się, aż w końcu nie odezwał się ze sporą ostrożnością w głowie.
— Przecież twoja matka nie żyje...
— No właśnie! — odparł z przekąsem, jakby to było coś oczywistego. — Poza tym obiecałeś mi, że odwiedzisz medyka. Byłem tam. A ciebie podobno ani razu tam nie widziano — mruknął z wyrzutem.

<Piaseczny?>

26 października 2024

Od Piaszczystej Zamieci CD. Srebrzystego Nowiu

 Musiał przyznać, że partner - jak cudownie było myśleć o nim w ten sposób, miał rację. Sam był w szoku, że jego siostrzeniec tak szybko dorobił się partnerki. Nigdy nie uwierzyłby gdyby nie widział na własne oczy, jak Ognista Piękność kleiła się do boku Płomiennego Ryku. W zasadzie dalej go to dziwiło. Rudy wydawał mu się osobą, która nie przepadała za tego typu relacjami. 
Widząc dorodnego zająca, który miał zostać przez nich pochłonięty bardzo się zdziwił. Aż taki był głodny? Nie podejrzewałby go o taki wilczy apetyt. Może sam był w ciąży? Na samą myśl zaśmiał się w duchu. To było niemożliwe, a jednak bawiło. 
— Owszem — zgodził się z nim, bo mimo wszystko ten gest był naprawdę miły. Samo to, że Srebrny się starał być romantyczny powodował, że w jego brzuchu latały motyle. Był przy nim tak bardzo szczęśliwy! Na dodatek... Nie musieli już się ukrywać ze swoim związkiem, chociaż dostrzegał, że nie każdemu się to podobało. A mówiąc "każdego", miał na myśli jego rodzinę, w tym samą matkę, która na ich szczęście swoją troskę skierowała ku nowo tworzącej się rodzinie, czyli Ognistej Piękności. Czy było mu z tego powodu żal, że jego relację z matką się pogorszyły? Absolutnie nie! Srebrny był wart więcej niż cała jego rodzina. Mimo to czasami czuł się niezręcznie, kiedy to przechodzące obok koty ich obserwowały. Wtedy czuł... lekki stres na myśl co muszą sobie o nich myśleć. 
— To bardzo romantyczne... — przyznał, ocierając się łbem o jego sierść na szyi. Następnie skupił się na pokarmie i wziął dużego gryza. Mmm! Mięso było wyborne! Świeże i soczyste. Od razu zaczął się nim zajadać, co wyrwało z pyska jego partnera śmiech. 
— Wolniej, bo nic dla mnie nie zostanie — zauważył wojownik, dołączając do posiłku. 
— Przepraszam — miauknął, czując jak czerwienieją mu się zawinięte uszy. Opanował szybko swoje zachowanie, uśmiechając się lekko. — Po prostu ten zając jest wyborny. Nie powiesz, że nie? — zapytał widząc jak ten smakuje mięso. 
— Być może jest takie pyszne, ponieważ ja go przyniosłem? — zasugerował syn Różanej Przełęczy, a Piaszczysta Zamieć poczuł jak jego serce coraz szybciej łomocze mu w piersi. 
— O-och... O-oczywiście — wyjąkał. Że też zachowywał się przy nim niczym niepewny uczniak! 

<Srebrny?> 

07 sierpnia 2024

Od Srebrzystego Nowiu CD. Piaszczystej Zamieci

Co by się nie działo, zazwyczaj łatwo mu było udawać spokojnego i zachowywać swoje swobodne podejście do życia. Z całej rodziny został mu tylko brat i ojciec. Przeżyli ogrom tragedii w ostatnim czasie, jednak w tym momencie wiedział, że żadne przy towarzyszących mu wtedy katastrofach uczucie, nie dorówna lękowi, jaki odczuł, gdy Ziębi Trel wbijała w niego swe zabójcze spojrzenia i z jadem w głosie wypowiadała w jego stronę groźbę.
Czy byłaby zdolna do tego, o czym mówiła? Jego zdaniem tak. Byłby skłonny stwierdzić, że dopuściłaby się czegoś znacznie gorszego, jednak z uwagi na obecność syna, oszczędziła wizji zmasakrowania Srebrnego.
Odważył się mrugnąć i zaczerpnąć oddech, dopiero gdy odeszła, a go z trwogi wyciągnął ciepły dotyk futra Piaszczystej Zamieci, którego słowa z pewnym opóźnieniem dotarły do przyozdobionych pędzelkami uszu.
— To było straszne — wyznał niebieski, kręcąc głową na boki. To było jak podejście do wilka i liczenie, że cię nie zje. Czysta głupota. — Nigdy więcej.
Potrzebował usiąść z wrażenia. Gdyby ktokolwiek zapytał go o definicję miłości, nie umiałby dotąd udzielić jakkolwiek sensownej odpowiedzi. Dla niego od samego początku była to zagadka, bo czy samo drżenie serca i rozchodzące się od niego ciepło świadczyło o sile uczuć?
Teraz był pewien, że nie. Głównym aspektem okazała się gotowość do poświęceń. W jego przypadku było to stanięcie pyskiem w pysk z tą przebrzydłą, posiadającą mrożący krew w żyłach wzrok żmiją.
— Nie będzie już potrzeby tego powtarzać. Zrozumiała — zapewnił kremowy, wzdychając. — Ah, Srebrny, czuję w końcu wolność — przyznał, a głosu tak pełnego ulgi, niebieski nie słyszał od niego nigdy. Jeśli już od kocięcych księżyców wpychano mu w głowę niestworzone podziały, chociaż pozorna akceptacja ze strony bliskich, wydawała się zbawienna.
— Skoro tak twierdzisz, wierzę w twoje słowa — mruknął, szczerze nieprzekonany, ale nie zamierzał dołować jego wizji lepszego świata. Zdawało się, że gorzej już być nie mogło. Teoretycznie nauczyli się czegoś po popełnionych błędach, ale do czego ich to doprowadzi?

***

Ciepły, słoneczny dzień, spędzali w cieniu Skruszonej Wieży. Leżał wyprostowany, czujnie obserwując, czy nikt nie mierzy go zabójczym wzrokiem z drugiego końca obozu. Piaszczysta Zamieć opierał się o niego i również z zainteresowaniem przyglądał się okolicy.
— To się porobiło z tym dzieciakiem twojej siostry — stwierdził w końcu Srebrzysty Nów, pozwalając sobie raz na jakiś czas poplotkować w zaufanym gronie, które składało się aż z jednego kocura. — Dzieci mają dzieci, a przecież dopiero co wyszedł ze żłobka — dodał z rozbawieniem.
To było całkiem zabawne, gdyż ledwo co potomkowie jego brata opuścili kociarnię i ta już miała zostać zapełniona przez nowe pokolenie. Patrząc na wściekle rude futra obu rodziców, spodziewał się armii równie nieszczęśliwych wiewiórek. W końcu to wszystko szło od Lwiej Paszczy. Jakkolwiek ich relacje nie były chaotyczne za jej życia, nie był w stanie wyzbyć się wspomnień charakteru tego chodzącego potwora.
— Najwyraźniej życie poza kociarnią nie jest mu przeznaczone — zaśmiał się i niespodziewanie wstał, przeciągając się niespiesznie. — Pójdę po coś do jedzenia, poczekaj tu chwilkę.
Mruknął w odpowiedzi coś niezrozumiałego, nie spuszczając wzroku z kremowej kity. Pomimo rozpowszechnienia wiedzy o ich bliższej relacji, nie czuł się tym przytłoczony. Sam nie wiedział, czego się spodziewał. Krzywych spojrzeń? Nawet jeśli były, naturalnie je odtrącał. Nie miał zamiaru przejmować się opinią tych, którym zwyczajnie nudziło się w życiu.
Wybrał ze stosu jednego z większych zajęcy, by w razie co zjeść go na spółkę. Doczłapał się z nim do swojego miejsca odpoczynku i podsunął pod pysk partnera.
— Aż taki jesteś głodny? — zaintrygował się Piasek.
Srebrny obszedł go i spoczął przy jego boku.
— Jestem tak samo głodny jak i ty. Zjedzmy go razem. To jest raczej coś, co robią koty, które bardzo się lubią, prawda? — zagadnął, próbując być choć trochę romantycznym.

<Piasek?>

14 lipca 2024

Od Piaszczystej Zamieci CD. Srebrzystego Nowiu

Zamrugał zaskoczony, bo rzeczywiście naprawdę się tulili na środku obozu. Widział jak niektórzy rzucają im zaciekawione spojrzenia, co oczywiście sprawiło, że nieco się zawstydził. Nie odsunął się jednak od partnera. Jego bliskość była pokrzepiająca, dodawała mu sił, w tym też odwagi, by spojrzeć matce w oczy. A to stało się bardzo szybko, bo oczywiście, że ich zauważyła. 
Nieco sztywnym krokiem, zbliżyła się do nich, mierząc ich chłodnym i wyniosłym spojrzeniem. Nie miał pojęcia co działo się w jej głowie. Być może naprawdę to wypierała, nie chcąc dać wiary, że coś takiego mogło mieć miejsce. 
Objął ogonem ogon srebrnego i spojrzał jej w oczy. Jego pozycja była zdecydowanie wyższa niż jej, chociaż wątpił, aby matka uszanowała jego rangę, gdy w jej oczach był tylko kocięciem. Kocięciem, które chciała chronić. 
— Co to ma znaczyć? — zapytała. 
Widział, że Srebrzysty Nów chce już zabrać głos, ale powstrzymał go uniesieniem łapy. Musiał to załatwić sam. Tylko tak uda mu się zrzucić z barków ten ciężar. 
— Mamo... Kochamy się — te słowa uderzyły w jej pysk niczym wymierzony niespodziewanie policzek. 
Kocica wzięła głębszy oddech.
— Od... kiedy to trwa?
Położył po sobie uszy, bo widział w jej oczach potworny zawód. Nie tego się po nim spodziewała. Nie tego, że ją cały ten czas okłamywał. 
— Księżyce — szepnął, a ta odwróciła łeb. — Mamo... Proszę. Nie gniewaj się na mnie. Przecież wiesz, że miłość nie wybiera. Przed dołączeniem do Klanu Burzy miałaś rodzinę, która nie zwracała uwagi na kolor sierści. Dopiero tata zmienił twoje myślenie, chociaż tak naprawdę nie było go nigdy z nami. 
— To było jego życzenie... By was wychować w zgodzie z tym co głosiła Piaskowa Gwiazda. Zawiodłam... 
— Nie, mamo. Nie zawiodłaś. — Zrobił krok naprzód, opierając łeb o jej pierś. — Kocham cię i jestem wdzięczny za twą opiekę. Obiecuję, że będę przy tobie do końca twych dni, lecz proszę... Uszanuj mą wole i nie obwiniaj się o to. Nie każdy musi być Piaskową Gwiazdą. Warto być... sobą.
Starsza nic nie odpowiedziała. Stała sztywno, wpatrując się z nienawiścią na Srebrzysty Nów, który ukradł jej syneczka. Który w niezrozumiały dla niej sposób, okazał się tym, który zdobył jego serce. 
Piaszczysta Zamieć wiedział, że kocica nie zaakceptuje tego łatwo. Być może nigdy. Nie chciał jednak już dłużej tego ukrywać. Chciał cieszyć się szczęściem u boku partnera bez strachu o to co przyniesie przyszłość. 
Ziębi Trel w końcu cofnęła się i spojrzała na swojego potomka, który czekał w napięciu na jej kolejne słowa. Tak bardzo nie chciał usłyszeć słów, które zraniłyby jego serce. Wydawało się to trwać wieczność. 
— Jeśli go skrzywdzisz... — skierowała swoje słowa do syna Różanej Przełęczy. — Rozrzucę twoje flaki wroną. — I odeszła, nawet nie czekając na odpowiedź. 
Najwidoczniej to było dla niej za dużo. Wierzył jednak, że złość jej przejdzie. Sam fakt, że nie powiedziała tego czego się obawiał oznaczał, że była jeszcze dla niego nadzieja. Odwrócił się w kierunku partnera ze smutnym uśmiechem. 
— Nie było tak źle... — przyznał, wtulając pysk w jego futerko. — Cieszę się, że przy mnie jesteś. I to znosisz. Kocham cię. — Przymknął na moment oczy, zaciągając się zapachem ukochanego. Mógłby trwać w tej pozycji wieczność. 

<Srebrny?>

09 lipca 2024

Od Srebrzystego Nowiu CD. Piaszczystej Zamieci

Obóz od zawsze wydawał mu się swego rodzaju pułapką. Ciernie okalające cały ten teren dodatkowo odbierały mu poczucie bezpieczeństwa, choć właśnie taka była ich rola. Miały chronić klan przed niebezpieczeństwami nadchodzącymi z zewnątrz, jednak gdy drapieżnik dostawał się do środka, ucieczka stąd była równie utrudniona, jak wejście tu.
O wiele bardziej cenił sobie otwarte przestrzenie. Tam, gdzie mógł biec, rozpędzić się bez obawy wpadnięcia w cokolwiek i cieszyć się widokiem natury, nasłuchując przy tym szumu wiatru i śpiewu ptaków. Tu te wszystkie kwestie były utrudnione. Nie podobała mu się struktura obozu. Nie podobała mu się istota bytu całego klanu. Czuł się ograniczony i przytłoczony, choć uwielbiał towarzystwo innych kotów i życie na odludziu nie było dla niego.
Dosyć smętnie jak na niego, przyglądał się tętniącemu życiu w obozie. Jego brat doczekał się dzieciaków, co nawet pasowało mu do obrazu kocura. Może nie sama rola ojca, a to, że po prostu jego miłosne wybory doprowadzą prędzej czy później do powiększenia się klanu.
Jego wzrok powędrował ku kremowemu futru. Piaszczysta Zamieć szedł wprost w jego stronę i chociaż Srebrzysty narzucił na pysk przyjazny uśmiech, tak partner nie odwzajemnił tego gestu, a towarzyszący mu wyraz był wręcz nienaturalnie poważny. Niebieski zmrużył oczy.
Nie spodziewał się kiedykolwiek ujrzeć partnera w roli zastępcy. Nie, żeby wątpił w jego zdolności dowodzenia. Po prostu nie sądził, że po tym całym uprzedzeniu Różanej Przełęczy wobec rodu, z którego wywodził się kocur, którykolwiek z jej następców dopuściłby kogoś takiego do władzy.
Los bywał jednak zwodniczy. Nie był jednak w stanie stwierdzić, czy pozytywnie. Kochał kremowego i chciał dla niego jak najlepiej, ale lubił też jego bliskość i cenił sobie spędzony z nim czas, a tak kluczowa dla klanu pozycja z pewnością zajmowała mu go sporo.
Głośne westchnięcie partnera spowodowało u niego zaintrygowanie. Spojrzał na niego w skupieniu, przysłuchując się krótkiej, dosyć zaskakującej wypowiedzi. No tak, teraz, choć brzmiało to nie najlepiej, problemem dla ich kwitnącej relacji pozostała Ziębi Trel. A ta zdawała się ostatnimi czasy nie odstępować swojego syna na krok i to nie do końca z powodu docenienia ostatniego żywego potomka.
— Myślę, że znacznie więcej kotów mogło się domyśleć. Teraz spędzamy z sobą więcej czasu w obozie. Twoja matka może również dostrzegać, że coś jest na rzeczy, ale zwyczajnie tego do siebie nie przyjmuje. Jesteś pewny, że nie padnie trupem, jak jej powiesz prawdę? — zamruczał, bo choć kotki nie znosił, tak śmierci im w klanie wystarczyło.
— Najwyżej się na mnie obrazi, ale przejdzie jej prędzej czy później. Aż tak źle nie będzie, ostatnio zniosła... — zdawał się wahać nad doborem kolejnych słów — znacznie gorsze wieści — stwierdził.
Srebrzysty Nów przeciągnął się, pozwalając sobie na chwilę milczenia i poukładanie kilku spraw w głowie.
— Bo szybko pocieszyła ją informacja o sukcesie jej syna w dojściu do władzy — odparł. — Nie wiem, czy teraz mam przygotowane cokolwiek, co poprawi jej humor po usłyszeniu "takiej tragedii" — przyznał, siadając wygodnie. — Cóż, jak przekonasz Obserwującą Gwiazdę, by zrezygnowała z władzy i oddała ją w twoje łapy, to jestem pewien, że twoja matka wybaczyłaby ci nawet zamo... — urwał. W świetle ostatnich zdarzeń niektóre wypowiedzi mogły być wyjątkowo nieadekwatne do ich sytuacji. — Wszystko. Po prostu wszystko.
Spuścił wzrok na własne łapy, przyglądając się, jak pazury zatapiają się w podmokłej ziemi. Sam już nie wiedział, czego chciał od życia. Spokoju? Większej dawki wrażeń? Znacznie większej swobody?
Nim Piaszczysta Zamieć zdołał mu jakkolwiek odpowiedzieć, pochylił się w jego stronę, opierając łeb o jego bark.
— Proszę, tulimy się na środku obozu. Myślę, że twoja matka nie powinna mieć już żadnych złudzeń co do naszej relacji — przyznał wprost, szukając wzrokiem rudawej kotki.

<Piasku?>

16 czerwca 2024

Od Piaszczystej Zamieci CD. Srebrzystego Nowiu

 Musiał przyznać, że te parę księżyców na łonie natury, poza klanowym zgiełkiem zrobiło mu na dobre. Rozluźnił się, a jego myśli nie krążyły już wokół Tropiącego Szlaku. Powoli zapominał o nękających go troskach w ramionach ukochanego, którego miał na co dzień dla siebie. To życie było piękne. Spokój i cisza, ciepło drugiego futra... Żadnych oceniających spojrzeń, żadnych komentarzy na ich temat. Byli tu... wolni. 
Musieli jednak wrócić i złożyć raport liderce ze swych poczynań. Odkąd pilnowali granic, nie zauważyli żadnych wtargnięć. Świat wtenczas wydawał się pięknym miejscem, które było pozbawione zła. Prawda jednak była taka, że nigdy nie wiadomo co działo się poza granicami. Zawsze jakiś świr mógł znów ich zaatakować. 
— Różana Przełęcz nie jest aż taka stara. Pewnie ma się dobrze — uspokoił partnera, ocierając się o jego bok. — Bardziej martwiłbym się tym, że porwą mnie dwie rude kreatury i zamęczą na śmierć pytaniami, kiedy mam zamiar wrócić do obozu. — Skrzywił się, bowiem na spotkanie ze swoją matką jak i siostrą, nie zamierzał się śpieszyć. To napięcie, gdy powracał pod Skruszone Drzewo towarzyszyło mu aż do momentu opuszczenia obozu, gdzie na powrót mógł przestać udawać kogoś kim nie był. 
— A masz taki zamiar? — zapytał partner.
— Cóż... Tak. Tylko... Co wtedy będzie z nami? Przyzwyczaiłem się do tego, że mogę spać w twoich objęciach — wyznał nieco smutno. Wątpił, aby dał radę dalej ukrywać ten związek przed rodziną. Jego miłość do Srebrzystego Nowiu była tak silna, że noc pozbawiona jego ciepła, złamałaby mu serce. 
— Jak to co? Olej swoją matkę i tą świrniętą siostrę. Co cię obchodzi co o tobie myślą? Tylko cię krzywdzą. Nie zasługują na twoją dobroć. A zresztą... jeśli zaczną sapać to ja się nimi zajmę. 
— Srebrny! — Trącił go barkiem, kręcąc głową, ale uśmiech nie schodził mu z pyska. — Wiesz, że to dla mnie trudne, no i... Nie rób nic głupiego. Lepiej już chodźmy i miejmy to z głowy. 
I tak udali się z powrotem do obozu burzaków. 

***

Ból po stracie sióstr był tak ogromny, że przez pierwsze dni po pogrzebie nie był w stanie się otrząsnąć. Może i Lew była wredną żmiją, ale była jego rodziną. Gdy był mały to w niej miał oparcie, to ona wyznaczała mu kierunek, w którym powinien zmierzać. Troszczyła się o niego na swój pokręcony sposób, a on był w stanie dla niej zabić, byle tylko ochronić ją i resztę rodziny przed kolejnym nieszczęściem. Niestety... Zawiódł. I jeszcze dodatkowo śmierć zabrała ze sobą Iskierkę. To tak bolało! Gdyby tylko zareagował szybciej, gdyby osłonił je swoim ciałem, Widmo by ich nie zabił. Kolejny ukrywający się morderca w Klanie Burzy, którego nie wykrył, który ponownie odebrał mu członków rodziny. Jeśli wcześniej nie ześwirował, tak teraz czuł jak jego psychika rozlatuje się na małe kawałeczki. Lew była ideałem. Nową ulubienicą matki. A teraz... Teraz odeszła. Czuł się winny. Nie powinien, ale i tak w głowie słyszał jej szyderczy głos, który mówił mu, że to nie stałoby się, gdyby był dobrym bratem, gdyby nie uciekł od swojej odpowiedzialności i przy nich był. 
Wiedział, że Srebrnemu też było ciężko. W końcu nie tak dawno zmarła też i jego mama. Wtedy siedział przy nim i go wspierał, a teraz role się odwróciły. Dzielili ze sobą ból straty osób, które na swój sposób kochali. 
A żeby tego jeszcze było mało został zastępcą. 
Bał się tego co planowało dla niego życie. Nie spodziewał się po Obserwującej Gwieździe takiej decyzji. No bo... On? Kot mający wygląd jak i imię po dawnej tyrance, który miał w krwi szerzenie zła. Ale według liderki nie było lepszych kandydatów. Dlatego też nie mógł odmówić, przyjął tą role w zastępstwie, by oddać pałeczkę komu innemu, gdy okaże się w oczach Żmii godnym tego miana. I chociaż był świadom, że być może nie czeka go życie lidera, tak jego matka miała na ten temat odmienne zdanie. Ziębi Trel oszalała ze szczęścia. Pomimo tego, że straciła swoje córki, jej marzenia, które wmawiała mu, gdy był małym kocięciem, nagle się urzeczywistniały. Jej negatywna opinia na jego temat od razu zniknęła, a jej obecność była wyczuwalna praktycznie na każdym kroku, kiedy to szedł nawet po posiłek. Widział jej dumę. I gdzieś w głębi siebie... cieszył się z tego, że w jakimś stopniu spełnił jej oczekiwania i nie okazał się prawdziwą pomyłką. Co innego jednak go martwiło... Czy jeśli jego związek ze Srebrnym wyjdzie na jaw... to czy ona to przeżyje...? 
Dlatego też wymknięcie się spod matczynego oka, było zdecydowanie cięższe niż przypuszczał. Kocicy włączył się instynkt macierzyński, który kazał jej chronić swoje ostatnie młode, które jako jedyne sięgnęło po namiastkę władzy. Rozumiał, że obawiała się, że i go może stracić, ale bez przesady... W klanie nie grasował kolejny morderca... Chociaż nie mógł być co do tego taki pewien. 
W końcu jednak jakimś cudem jego matka została zaczepiona przez samą liderkę, dzięki czemu mógł w końcu wydostać się na wolność. Od razu skierował swoje kroki do Srebrzystego Nowiu, siadając obok niego i głośno wzdychając. 
— Chyba... będziemy musieli im powiedzieć Srebrny... Jako zastępca mam przychylność Obserwującej Gwiazdy. Twój brat dawno się domyślił co nas łączy, ale moja matka... Musi poznać w końcu prawdę. Nie chcę jej ranić, ale nie widzę innego wyjścia. Nie porzucę cię. Nigdy. I ona będzie musiała uszanować moją wolę. Jeśli tego nie zaakceptuje... Trudno. Ty jesteś dla mnie najważniejszy. — Owinął swój ogon wokół jego ogona. 

<Srebrny?>

12 maja 2024

Od Srebrzystego Nowiu CD. Piaszczystej Zamieci

 — To zależy — odparł wprost, z lekka zaskoczony jego pytaniem. Sądził, że po jego ostatnich zaniedbaniach zdrowia, dostanie na prywatności po łbie, a potem spędzą miło i spokojnie czas ze sobą. Temat, jakiego podjął się Piaszczysta Zamieć, budził w nim jednak masę wątpliwości co do wcześniejszych założeń. — Chociaż skoro mówisz, że sprawa byłaby słuszna, to tak, jasne, jestem wyrozumiały. Szczególnie względem ciebie. — Puścił mu oczko.
Kremowy zamrugał, zerkając na bok i momentalnie zmieniając temat. Nawet jeśli dla Srebrnego była to nietypowa jak na partnera zagrywka i z lekka go to wszystko zmartwiło, uznał, że na razie nie ma co się wgłębiać w szczegóły. Potrzebowali chwili dla siebie, z dala od zgiełku obozowiska i od krzywych spojrzeń kilku rudych kotek.
Musieli jak najlepiej wykorzystać ostatnie ciepłe dni Pory Zielonych Liści.

***

Dni mijały coraz szybciej. Czuł, jak czas ucieka mu, niczym królik na polowaniu.
Wraz z Piaszczystą Zamiecią pomieszkiwali w norze blisko granicy z Klanem Nocy i Klanem Klifu. Takie zadanie dała im jego matka, pełnili rolę "strażników", z uwagi na liczne zamęty z samotnikami. Było tu względnie spokojnie, nawet o zwierzynę nie było trudno, gdyż ta często sama wbiegała im w tych rejonach pod łapy.
Wraz ze świtem słońca, uchylił powieki i przeciągnął się, wyczuwając ciepło od strony kremowego kocura, smacznie drzemiącego u jego boku. Srebrzysty niemrawo oparł się o niego i głośno westchnął, bo chociaż wciąż był zaspany, tak nużyło go tkwienie w jednym miejscu.
Z początku ogromnie fascynowało go spanie poza obozem. Wyjście z rutyny naprawdę pozwoliło mu nabrać energii, jednak teraz, i tu zaczęło mu brakować ciekawych rzeczy do robienia. Klanowe życie nie służyło mu, wszystko miało swój schemat, do którego on — pomimo urodzenia się tu — nie mógł przywyknąć.
— Piaszczyno ty moja, ile będziesz jeszcze o mnie śnić? — wymruczał do ucha partnera. — Wstawaj, możesz mnie popodziwiać na żywo — dopowiedział, przekrzywiając łeb.
Kremowe futro poruszyło się, by zaraz to jego właściciel mógł spojrzeć na niebieskiego swymi żółtymi ślepiami.
— Nie śpię — odparł, po czym jak gdyby nigdy nic, ziewnął. — Od kiedy z ciebie taki ranny ptaszek? Podmienili cię? Przyzwyczaiłem się, że wolisz spać jak najdłużej... — mruknął z zawahaniem.
Srebrny podniósł się na równe łapy, wychodząc z ich kryjówki. Lekki powiew wiatru przemknął przez jego sierść, witając go swym przyjemnym chłodem.
— To w obozie, gdzie wiem, że jak wstanę, to muszę zabrać się za pracę — odpowiedział wyraźnie tonem, jakby było to niezwykle oczywiste.
Obserwował w skupieniu przelatujący po niebie klucz ptaków. Nie był pewien, czy to kaczki, gęsi, bądź jakieś inne łabędzie, ale bardzo pozazdrościł im skrzydeł. To dopiero musiała być swoboda. Swoboda, której potrzebował.
Rozproszył się, gdy z jego lewej zawitał pysk Piaszczystej Zamieci, który raczył wstać i do niego dołączyć.
— Tu też musimy zabrać się za pracę — stwierdził kremowy.
Zielonooki przyjrzał się otaczającym ich terenom. Dalej panował tu spokój. I nuda.
— To co innego. Tu jest przyjemniej, nikt mnie nie pogania, nie gdera nad uchem — wymieniał. — Nie licząc ciebie, gdy po wizycie w krzaczkach, zapominam zakopać po sobie mo...
— Srebrny! — Kocur podniósł na niego głos. I choć starał się najwyraźniej brzmieć poważnie, niebieski dostrzegł u niego ledwo wstrzymywane rozbawienie. — Świetnie się składa, że pora wracać do obozu złożyć raport. Możesz się pochwalić takimi wyznaniami swojej matce — zasugerował.
Młodszy z Burzaków uśmiechnął się szeroko.
— O widzisz. Z kim się zadajesz, takim się stajesz. Udziela ci się mój humor — zauważył. — No dobrze, odwiedzimy moją mateczkę. O ile jeszcze dycha — dodał, mniej wyraźnie.
Nie życzył Różanej Przełęczy źle. Kochał rodzicielkę na swój sposób, ale wiedział, że tej nie zostało już dużo czasu. Z nastawieniem, jakie dzierżył, przygotowywał się na to, że pewnego razu, gdy wróci do obozu, może jej już nie ujrzeć. Wolał oszczędzić łez. Chociaż szylkretka była jaka była, na pewno nie chciałaby, aby przez nią płakał.

<Piasek?>

24 lutego 2024

Od Piaszczystej Zamieci CD. Srebrzystego Nowiu

— Tak... To naprawdę miłe — mruknął i przytulił się do jego boku. Czuł jego oddech, który owiewał mu głowę i słyszał jego miarowe bicie serca. Nie zamieniłby tego stanu, w którym teraz był za żadne skarby świata. Liczyło się teraz ich dwoje. Wszystkie troski i zwątpienia odchodziły na dalszy plan. Mógł przysiąc, że to co czuł było prawdziwe. Kochał go. Kochał kocura, który był tuż obok niego. I chciał z nim spędzić resztę życia. Był tego pewien. Nawet jeśli los zamierzał rzucać im kłody pod łapy, wierzył w to, że razem byli w stanie oprzeć się nawet najcięższej wichurze.  


***

Był przerażony. Srebrny omdlał i to nie raz. Zaczął się martwić, ale jak to Srebrny, ten bagatelizował swój stan. Pewnie zachowywałby się podobnie, gdyby nie fakt, że się o niego bardzo, ale to bardzo martwił. Nie wiedział co powodowało to jego osłabienie, więc tym bardziej czuł strach, że to jakaś nieuleczalna choroba, po której go straci. Nie zamierzał dać mu umrzeć. Nie, gdy w końcu zostali prawdziwą parą. Oczywiście... Musieli się z tym ukrywać, ale poza obozem mogli cieszyć się swoją obecnością tak, jakby kolejny dzień miał nie nadejść. A teraz... teraz naprawdę mogło to wszystko się skończyć. 
Dlatego też ciągnął go za kark niczym niesforne kocię do legowiska medyka. Ten nie opierał się, bo cóż... był nieprzytomny. Gdy tam dotarł, był cały zasapany. Ciągnięcie jego cielska taki kawał do obozu było nie lada wyczynem. Ale się udało. 
Medyk od razu wziął się do roboty i go zbadał, ogłaszając, że jego przyjaciel był odwodniony. Ha! Nie pił? No co za... Aż zabrakło mu słów. Czy to z nerwów? Rzucił w jego kierunku zatroskane spojrzenie, gdy kocur dostawał potrzebne medykamenty wraz z wodą pod pysk. Siedział przez ten cały czas przy nim i czekał aż się ocknie. Musiał go zbesztać za to kocięce zachowanie. 

***

Minęło parę dni i Srebrzysty Nów poczuł się zdecydowanie lepiej. Oh, musiał mieć go już dość, bo skakał przy nim niczym zatroskana matka. Ciągle pytał partnera czy mu lepiej i upewniał się, że ten dużo pił i właściwie się odżywiał. Napędził mu stracha, więc nie powinien się dziwić, że nieco mu odbiło. 
Musiał jednak przystopować z tą swoją nadmierną troską, ponieważ jego matka zaczęła coś węszyć. Nie mógł w końcu dopuścić do tego, aby dowiedziała się, że z synem Różanej Przełęczy łączyła go znacznie bliższa relacja niż tylko koleżeństwo. 
— Jak dobrze znów wyjść razem na spacer — mruknął do niego, kiedy wędrowali po okolicy. Postanowili nieco zapolować, a potem pocieszyć się urokami Pory Zielonych Liści, która powoli miała się ku końcowi. — Srebrny... powiedz mi... — zaczął zaraz, wpatrując się niepewnie w ziemię. — Czy gdybym... zrobił coś złego, coś niewybaczalnego, ale w słusznej sprawie, to... to nie byłbyś na mnie zły? 

<Srebrny?> 

Wyleczony: Srebrzysty Nów

14 lutego 2024

Od Srebrzystego Nowiu CD. Piaszczystej Zamieci

Nie spodziewał się tego ruchu ze strony kremowego. Wpatrywał się w niebo, mrugając powoli. Na klatce czuł ciężar ze strony kocura, który zdawał się wręcz zasypiać w jego futrze. Srebrny westchnął, niemrawo przytakując głową. Miał wrażenie, że taki poważny związek był zbyt dużą odpowiedzialnością dla niego. Nie potrafił przewidzieć swoich własnych ruchów, a co dopiero czyiś. Spoglądając na "już nie tylko przyjaciela", nie potrafił się domyślić, co mu siedzi w głowie i co powinien zrobić, aby go uszczęśliwić. A na tym pewnie polegała relacja, w którą dopiero co weszli. Na wzajemnym uszczęśliwianiu, dbaniu o drugą stronę i ciągłym podtrzymywaniu się na duchu.
Wiedział, że dla Piaszczystej Zamieci od zawsze był ogromnym wsparciem. Nie było co się dziwić, skoro jego rodzina to było jedno, wielkie wariatkowo. Niebieski starał się nie wzdychać co chwilę, z powodu tego, jak bardzo to wszystko na nim ciążyło. Był przyzwyczajony do wiecznego luzu, spokoju i do tego, że w każdej chwili, jakby coś mu się nie podobało, bez wyrzutów sumienia mógłby czmychnąć z klanu.
A od teraz nie było to takie łatwe. Nie mógł zostawić Piaska, a ten w życiu nie zostawiłby bliskich, pomimo tego, że byli dla niego — zdaniem Srebrnego — okropni.
— No już, nie ciesz się mną za bardzo, bo jeszcze ci się za szybko znudzę — rzucił z lekkim rozbawieniem, starając się odsunąć od siebie chmarę negatywnych myśli, jakie zawładnęły w jego głowie.
— W życiu — odparł pewnie kremowy, oddychając z ulgą. — Tyle na to czekałem... — westchnął rozmarzony.
— Ja też. To przykre, że nie możemy być tacy swobodni w uczuciach w obozie, bo twoja rodzina jest toksyczna i odbierają ci wolność w każdy możliwy sposób.
— Srebrzysty... — przerwał mu kocur, dosyć ostrzegawczym tonem głosu. — Tyle już na ten temat rozmawialiśmy. Proszę cię, nie mów tak o nich. Są może i z twojej perspektywy specyficzni, ale naprawdę. Dbają o mnie — zapewnił go, lekko się odsuwając.
— Też mi dbanie — parsknął, mrużąc oczy. Czym tak naprawdę była troska o drugą istotę, bliską sercu? Czy on na pewno dobrze sprawdzi się w roli kochającego partnera? Tak ciężko było mu to sobie w ogóle wyobrazić, a teraz przyszło mu to praktykować. — Wszyscy w twojej rodzinie mają coś nie tak z głową — stwierdził, wahając się na moment. — Oczywiście, nie licząc ciebie — dodał, zdając sobie sprawę, że jego słowa mogły nie mieć najlepszego wydźwięku.
Kremowy nieznacznie skrzywił się, kładąc uszy po sobie.
— Wcale tak nie jest — mruknął, ale nie brzmiał już na tak pewnego jak przy wcześniejszej wypowiedzi. — Czy naprawdę możemy o tym nie mówić? Chcę spędzić z tobą miło czas, skupić się na nas, a nie na twoich uprzedzeniach do mojej rodziny.
— Jak sobie życzysz — westchnął niebieski, odpuszczając temat. — Przyznam, że to miłe, żyć z myślą, że ma się partnera — rzucił nagle, uznając, iż warto choć trochę poprawić atmosferę. 

<Piasku?>

29 stycznia 2024

Od Piaszczystej Zamieci CD. Srebrzystego Nowiu

 Czuł jak stres rozlewa się po całym jego ciele. To nie tak miało wyglądać, nie tak! Spojrzał w kierunku Malwowego Rozkwitu, który im przerwał tą chwilę. Złość jaka nagle się w nim pojawiła, była ostra i intensywna. Miał ochotę podejść do wojownika i spoliczkować go za to co uczynił. W końcu obiecał dać im chwilę. Nie spodziewał się jednak, że tak szybko ta chwila minie, a kocur zacznie się zamartwiać. Gdyby pojawił się później, ba! Gdyby w ogóle dał im spędzić resztę dnia samotnie, to na pewno teraz w jego wnętrzu by tak nie wrzało. 
Czemu świat był przeciwko niemu? Pragnął tylko dowiedzieć się czy Srebrny czuł to co on. Czy wodził za nim wzrokiem? Czy marzył nocami o pocałunku, który rozpamiętywał przez ten cały czas? W obozie nie mógł z nim porozmawiać, ponieważ był obserwowany przez matkę i siostry. Tylko tu... z dala od nich czuł, że odwaga do niego powraca. Chciał bardzo, wręcz desperacko poznać odpowiedzi. Chciał wiedzieć, czy robił sobie płonne nadzieje, czy może jednak w tym wszystkim było ziarno odwzajemnianego uczucia. 
Ale nie... Znów przyjdzie mu się męczyć kolejne dni, szukając odpowiedniego momentu, aby zapytać Srebrnego o to wszystko. 
Czuł jak niechciane łzy pojawiają się w jego oczach, ale szybko odwrócił głowę w bok. Właśnie, że im przerwano. Czemu przyjaciel podchodził do tego tak, jakby nic się nie działo? Czy naprawdę nie widział, że się męczył? A może specjalnie unikał tematu, bo sam nie był przekonany co do ich relacji? 
— Tak... Możemy wracać — powiedział zimno. 
Nie chciał tak zabrzmieć, ale kolejny raz będzie musiał to wszystko w sobie dusić. Nie był na tyle odważny, aby powiedzieć to w obozie, gdzie każdy mógł ich usłyszeć. Niezadowolony z obrotu spraw, skierował się z nimi z powrotem do obozu. Do więzienia, w którym musiał udawać, że wszystko było w jak najlepszym porządku, aby rodzina nie spostrzegła, że coś przed nimi ukrywał. Wtedy nie tylko straciłby Srebrnego, ale i drugą najważniejszą po nim społeczność, którą kochał całym sercem. 

***

Kiedy wrócili do obozu był rozchwiany. Z jednej strony chciał spędzać dnie ze Srebrnym, z drugiej strony była rodzina, której nie mógł zaniedbać. Minęły kolejne księżyce, a on wciąż był w patowej sytuacji. Lew zaszła w ciąże, a on szukał drania, który jej to zrobił, by porządnie go sklepać. Problem był taki, że samotnik nawiał i nie wyglądało na to, aby chciał wrócić na tereny burzaków. Dlatego też coraz częściej czuł się zdenerwowany, zmęczony i miał powoli tego wszystkiego dość. 
Nawet podczas trenowania ucznia, wydawał się zamyślony. Wciąż próbował poukładać sobie w głowie priorytety. Przez to, że brał tyle patroli czuł, że zaniedbuje przyjaciela. Musiał jednak pomścić siostrę... No i dochodziło do tego jeszcze odnalezienie mordercy jego ciotki. 
To... nie było dla niego łatwe. 
Czemu świat nie mógł być mniej skomplikowany? Czemu kazał mu wybierać pomiędzy rodziną, a własnym szczęściem? Oczywiście... w obozie zawsze wybierał matkę i siostry... Jednak to zmieniało się, gdy na polowaniu pojawiał się syn liderki. 
Zapominał wtedy o wszystkim, ciesząc się jego towarzystwem niczym spragniony wody. Wtedy też czuł, jak te troski i napięcia znikają. Przy nim nie było problemów, a szara rzeczywistość zaczynała mienić się wieloma kolorami. Nie chciał tego porzucać... Chciał trwać w tym stanie do końca swojego życia, ale... Musiał wrócić. Musiał, bo wiedział, że jeżeli tego nie zrobi, a rodzina dowie się o jego uczuciach do nierudego, to straci nie tyle co Srebrnego, a bliskich, którzy tak wiele dla niego zrobili. Byłby egoistą, gdyby odrzucił ich miłość. Ale czasami łapał się na tym, że chętnie skupiłby się na sobie... W ramionach ukochanego. 
Dlatego też cierpiał. Cierpiał, bowiem nie wiedział czy przyjaciel go kochał. Cierpiał, bo nie wiedział jak powiedzieć mu o uczuciach. Cierpiał, bo mógł go przecież odrzucić. Cierpiał, bo ciągle udawał, że u niego w porządku, udawał przed siostrami jak i matką, że wciąż  starał się jak mógł, aby te były z niego dumne. Cierpiał, bo nie potrafił im powiedzieć prawdy, wiedząc że te by jej nie zaakceptowały. Cierpiał, bo wiedział, ze nawet ukochana siostra byłaby zdolna go zdradzić, gdyby podzielił się z nią swoimi problemami. 
Na barkach niósł olbrzymi ciężar... Nie tyle co bycie praprawnukiem Piaskowej Gwiazdy, dziedzictwa rudości i przyszłości jako lider, ale i łatkę zdrajcy, którą starał się ukrywać przed bliskimi. Oni by mu nie wybaczyli. Oni by go zniszczyli. 

***

To co stało się na zgromadzeniu nie pozwalało mu zasnąć. Słyszał słowa, które z jednej strony raniły mu serce, z drugiej powodowały przeogromne szczęście. W końcu... udało mu się zwierzyć ze swoich uczuć. Doszło do nowej ery w jego życiu. Teraz on i Srebrny byli parą. Oczywiście... pojawiały się przez to problemy. Musieli się ukrywać. Nie chciał tego... Marzyło mu się wtulenie w jego bok i spanie z nim na jednym legowisku... Mimo tego, że nie byli dość daleko, tak tęsknił za nim każdej nocy. 
Ale ekscytacja na samą myśl, że ukochany zabierze go w teren, gdzie spędzą ten czas sam na sam, pod pozorem polowania, była cudowna. W wyobraźni widział już jak wspaniale się bawią. Jak bez przeszkód mogą być sobą... Nie umiał ukryć uśmiechu, gdy o tym myślał. Chciał być kochany, chciał zapomnieć o problemach w jego ramionach. 
Dlatego też, gdy nastał świt zaprosił go na polowanie. Dopiero, gdy oddalili się znacznie od obozu, a w okolicy nikt się nie czaił, rzucił się na niego, powalając na ziemię.
— Tęskniłem — miauknął, wtulając nos w jego sierść, zapadając się w niej coraz bardziej. 

<Srebrny?>

14 stycznia 2024

Od Srebrnego(Srebrzystego Nowiu) CD. Piaska(Piaszczystej Zamieci)

Zapatrzony w dal, powoli przetwarzał kierowane do niego słowa. Uśmiech sam mimowolnie wpływał mu na pysk, im większe zawstydzenie słyszał w głosie przyjaciela. Zerknął na niego ze spokojem, tłumiąc chęć parsknięcia krótkim śmiechem. Teraz rozumiał, skąd to dziwne dopytywanie się o poprzednie zgromadzenie i towarzyszące temu, dosyć nietypowe jak na kremowego zachowanie.
Srebrny nie potrafił podejść do tematu na poważnie. Wciąż czuł się młodą, wolną duszą i w każdym aspekcie życia szukał możliwości na dobrą zabawę. Uwielbiał Piaszczystą Zamieć, pomimo tego, że kocur momentami zdawał się zbyt kurczowo trzymać ogona swej stukniętej matki i ślepo podążać za równie szurniętymi siostrzyczkami. Niebieski nie gardził żadną chwilą spędzoną w jego towarzystwie. Słowa, które teraz słyszał, poniekąd go zmieszały i sprawiły, że momentalnie zaczął kwestionować niektóre wybory w swoim życiu. Bo dla niego wspomnienie przelotnego liźnięcia w nos nie było aż tak pamiętliwe. Może to kwestia jego ówczesnego stanu, w którym niemalże zasypiał, ale widząc minę przyjaciela, aż głupio było mu nie przejmować się tym wydarzeniem.
— Haha, to jakaś propozycja? — rzucił w końcu, szczerząc się mocniej na widoczniejsze oznaki skrępowania. Krzyżujące się łapy, podkulony ogon i wzrok pełen niepewności, skupiony wprost na nim. — Czyli musimy się znowu przespacerować na zgromadzenie, aby powtórzyć tak czuły akt? Mamusia pozwala ci na spoufalanie się z takim "niecnym łobuzem" jak ja? — kontynuował, dalej utrzymując swój głos w żartobliwym tonie.
Bo jak inaczej miał to potraktować? Byli raczej przyjaciółmi, ciekawymi życia, relacji między kotami, ale wciąż jednak przyjaciółmi. Takie zachowania kojarzyły mu się z parkami w podeszłym wieku, którym do roboty nie zostało nic więcej, niż trącać się noskami po kątach obozu.
— Nie no, miałem... miałem na myśli tutaj... — wyparował cętkowany, momentalnie chyląc głowę. Srebrny czuł jego wzrok na własnych łapach, toteż przystąpił o kilka kroków bliżej. Kremowy zadrżał na jego ruch.
— Brzmi całkiem... — zawahał się — uroczo. Skoro chciałbyś zrobić coś uroczego, to znaczy, że uważasz mnie za takiego? — zagadnął.
— Ja...
Nie dane było mu usłyszeć odpowiedzi na to pytanie. Spomiędzy krzaków, niczym goniony przez dzika, wyleciał Malwowy Rozkwit, pędząc wprost na nich. Niebieski odsunął się w porę, pozwalając kocurowi wyhamować w taki sposób, by nie staranował żadnego z nich.
— O ja cię, zgubiłem was na moment i już myślałem, że nigdy was nie znajdę! — wysapał, brzmiąc na wycieńczonego szybkim biegiem. — Taki przerośnięty zając mi wyleciał zza krzewów, że myślałem, że mnie pożre! Ja mu uciekłem, ale chciałem was ostrzec, tylko nie... — zamilkł, przyglądając się to spokojnej minie Srebrnego, a to otępiałemu Piaskowi. — O nieeee, przerwałem wam w czymś prywatnym? Przepraszam. Już zaraz sobie pójdę, chyba was to coś nie dorwie...
— W niczym nam nie przerwałeś. Wspominaliśmy sobie ostatnie zgromadzenie, na którym dane nam było być, zanim mojej matce odbiło — westchnął srebrzysty, kręcąc głową. — Chyba już możemy wracać, prawda Piaseczku? — zamruczał, czując satysfakcję z reakcji kocura na zdrobnienie jego imienia. — No, chyba że chciałbyś coś ode mnie coś jeszcze — mruknął, puszczając mu oczko. 

<Piasku?>

28 grudnia 2023

Od Piaska (Piaszczystej Zamieci) CD. Srebrnego (Srebrzystego Nowiu)

Spojrzał z zainteresowaniem na Malwowy Rozkwit i powoli zaczął rozumieć o co chodziło Srebrnemu. Nie mogli w końcu opuszczać obozu, a miły kocur mógł zostać wykorzystany w charakterze pomocnika w obejściu tej zasady. Wystarczyło go przekonać do tego, aby z nimi poszedł, a potem dał im nieco przestrzeni. Musiał przyznać, że ten plan był idealny. Uśmiech od razu pojawił się na jego mordce, ponieważ spędzenie czasu sam na sam z synem Różanej Przełęczy było tym czego pragnął. Nie mogli w końcu spotykać się jawnie w obozie, bo jego kroki były czujnie obserwowane przez matkę i siostry. Dopiero tam gdzie czuł wiatr w sierści mogli być sobą. 
— No ja nie wiem... — kremowy zaczął się wahać, ale widząc ich proszące oczy, w końcu westchnął i im uległ. — No dobrze. To chodźcie. — Malwinowy Rozkwit podniósł się z miejsca i skierował w kierunku wyjścia. 
Zmusił się, aby nie wydać z siebie radosnego okrzyku i nie rzucić się w ramiona srebrzystego. Pozwolił sobie tylko na szerszy uśmiech, ponieważ droga ku wolności stała im otworem. 
— Dzięki — zwrócił się do przyjaciela, gdy go mijał, bowiem tęsknił za ich wypadami poza obóz.

***

Poprosili Malwinowy Rozkwit o prywatność. Na początku wojownik był zdumiony, zwłaszcza że nie chcieli zbytnio mu tłumaczyć z jakich względów chcieli polować sami. Dopiero, gdy praprawnuk Piaskowej Gwiazdy zabrał go na ubocze i wyszeptał mu do ucha jak się sprawa miała, ten postanowił dać im przestrzeń. Obiecał jednak być gdzieś niedaleko, a gdyby potrzebowali pomocy, wystarczyło go zawołać. Musiał przyznać, że polubił kremowego. Raczej nikomu innemu nie zwierzyłby się z takiej sprawy, ale on nie musiał dopytywać, aby zauważyć o co naprawdę się rozchodziło. Sam się domyślił i to zaakceptował. 
Teraz byli we dwoje. On i Srebrny... Wrzosowiska o tej porze mieniły się masą barw. Sięgnął po kilka kwiatków, czując uważny wzrok przyjaciela. 
— Wiesz Srebrny... — zaczął powoli, przypominając sobie sytuację ze zgromadzenia. — Ile pamiętasz z... tamtej nocy na Bursztynowej Wyspie? 
— Tej ostatniej? No słuchaj, wszystko i nic — westchnął. — Większość zgromadzenia wtedy przespałem i jak na łysą od roślin wyspę było tam całkiem wygodnie. A potem ty i twoja siostra zaczęliście świrować, ja chciałem być miły i widzisz, do czego to doprowadziło — parsknął.
— A to co potem się stało? Gdy spacerowaliśmy... — starał się mu przypomnieć, niepewnie zerkając na boki, nie chcąc przyznać mu w pysk, że chodziło o pocałunek.
— Gdy spacerowaliśmy? — powtórzył kocur, myśląc głośno. — No ruszaliśmy łapami, żeby przesuwać się do przodu, szwendaliśmy się tam i z powrotem, potem w sumie chyba zasnąłem na stojąco... — stwierdził z zawahaniem. — I wróciliśmy do klanu. Tylko tyle się chyba zadziało — mruknął, przyglądając mu się uważnie. — Chociaż po twojej minie mną wrażenie, że zapominam o czymś ważnym...
O tak... Po tym co usłyszał, wątpliwości go zalały niczym strugi deszczu. Miał mu powiedzieć? Przypomnieć o tej krótkiej chwili, która sprawiła, że serce mu przyśpieszyło? Bał się. Co jeśli przyjaciel uzna, że to było nic takiego? Że chciał być nadal jego kolegą, a nie snuć plany na coś więcej, jak on w tym momencie. Przecież serce nie sługa, nie jego wina, że wybrało nierudego. Na dodatek matka go zabiję, wydziedziczy, ale przy nim... przy nim to się nie liczyło. Lubił bliskość i tą swobodę jaką przy nim czuł. 
— D-d-dałeś... — przełknął nerwowo ślinę, kładąc po sobie uszy. Teraz albo nigdy. Musiał to z siebie wyrzucić. — D-dałeś mi buziaka... — wziął głębszy oddech, patrząc wszędzie byle nie na niego. — T-teraz pamiętasz? — czyżby jego głos stał się bardziej piskliwszy? Ah, ten cały stres! Nie pozwalał mu wyjść z tego wszystkiego z twarzą. — I... i ja chciałem wiedzieć... Czy byś chciał... — zamilknął na moment, czując jak ten go bacznie obserwuje. — Czy byś chciał to powtórzyć... 

<Srebrny?>

12 listopada 2023

Od Srebrzystego Nowiu (Srebrnego) CD. Piaszczystej Zamieci (Piaska)

Z pyska umknęło mu ciężkie westchnienie. To, o czym mówił Piaszczysta Zamieć, mogło być jedynie marzeniem. Na pewno nie był na za młody na mianowanie, więc nie potrafił domyślić się powodu, dla którego jego matka tyle zwlekała.
— Z jej przewrażliwieniem to za szybko nie nastąpi — odparł, strzygąc uchem. — A zresztą, ja tam się czuję gotowy, Zwiędły Hiacynt też mi mówił, że jestem na dobrej drodze, więc mógłby powiedzieć to samo mojej matce i miałbym to całe uczniowskie życie z głowy — mruknął, wzdychając. — Do dupy z tym.
Widział, jak kremowy spina się na te "wulgarne" sformułowanie, ale wyjątkowo ani nie skarcił go słownie, ani nie klepnął go ogonem po grzbiecie, jak to miewał w zwyczaju. Pozwolił przez chwilę Srebrzystemu w ciszy przyglądać się zamarzniętej tafli jeziora, nim sam nie postąpił o kilka kroków bliżej.
— Co ty, chcesz się poślizgać? — zaśmiał się niebieski, podążając za nim.
— Oczywiście, że nie! — lekko się obruszył, zerkając na niego z niepewnością. — Przecież nie wiemy, na ile jest wytrzymały ten lód — mruknął.
— Oj tam, odrobina ruchu nikomu nie zaszkodzi. Nocniaki jakoś podobno dają sobie radę w wodzie, to czemu my nie możemy? — zagadnął, powoli zaczynając to dokładniej analizować.
Kremowy zmrużył ślepia.
— W tak lodowatej wodzie to i oni by zbyt długo nie popływali — odparł, lekko muskając łapą zmrożoną taflę. — Okropnie zimne... Nawet nie chcę wiedzieć, jak jest pod...
— Ale ja chcę — przerwał uczeń, wskakując na taflę. Zaraz to usłyszał pod sobą dziwne skrzypienie, jednak zanim zdążyło się cokolwiek zadziać, coś ostro szarpnęło go do tyłu za ogon.
W przelocie zdążył tylko ujrzeć pysk Piaska zaciśnięty na jego kicie, którą puścił dopiero gdy wszystkie cztery łapy Srebrzystego stały na stabilnym gruncie.
— Oszalałeś? Takich rzeczy się nie robi! — rzucił, jednocześnie brzmiąc na złego, jak i zmartwionego. Młodszy kocur natomiast, niespiesznie się otrzepał, nie przejmując się myślą o stracie życia.
— Tralala, nie byłeś pewny, czy to utrzyma nasz ciężar, więc chciałem to sprawdzić. No i patrz, teraz wiemy, że nie był to najmądrzejszy pomysł. Musimy zaprosić tu kiedyś twoje siostry i popchnąć je na...
— Srebrny! — przerwał mu.
W odpowiedzi niebieski zaśmiał się i pacnął go z lekka obolałą kitą w nos.
— Już nie płacz, wracamy do obozu — rzucił z uśmiechem, podpierając się o jego bok i stawiając pierwsze korki w stronę wspomnianego miejsca.

***

No i pech chciał, że jego dobra passa się posypała. Sądził, że będzie mu dane bardziej wykorzystać wojownicze życie, a zamiast tego wrócił do znienawidzonego punktu.
Przynajmniej nie tylko go spotkał tak okrutny los, którego sprawcą nie mógł być nie kto inny jak jego ukochana staruszka. Z takim podejściem nie powinna chodzić na zgromadzenia, a jedynie przekierować swe kroki do starszyzny. Pomimo jego luźnego podejścia, powoli zaczynało go to irytować. Nienawidził uczniowskich obowiązków i powoli miał coraz bardziej dosyć własnej matki.
Przyglądał się obozowi w zamyśle. Widział Piaska z Lew, która dzięki interwencji Srebrnego na zgromadzeniach, przestała aż tak groźnie łypać na nich okiem. Przesunął swój wzrok dalej, szukając możliwości ucieczki z tego miejsca. I gdy tak stał, coś lekko naparło na niego z boku.
Obrócił wzrok na Malwowy Rozkwit, którego widok momentalnie przysunął mu do głowy pewną myśl. Wolność wręcz sama wpadała mu w łapy.
— Ojeju, przepraszam Sreb...
— Nic się nie stało — odparł, uśmiechając się najserdeczniej, jak tylko potrafił. — Co ty na to, by wykorzystać ładną pogodę na polowanie? Chciałbym zrobić coś dobrego dla klanu, a z obecnym statusem ciężko o to...
— Ah, no tak — mruknął kremowy, a jego spojrzenie spoczęło na moment na Srebrnym. — Nie mam nic do roboty, możemy tak zrobić. Rzeczywiście, jest dzisiaj bardzo ciepło, szkoda tracić ten czas na siedzenie w obozie.
Niebieski uśmiechnął się szerzej. Wszystko szło po jego myśli.
— A co powiesz na jeszcze jednego kolegę? Im nas więcej, tym weselej — rzucił ochoczo, łapiąc w idealnym momencie kontakt wzrokowy z Piaskiem. Ruchem głowy poprosił go o podejście do nich. — O, ten tutaj. Też bardzo chciałby przejść się po tych cudownie zielonych terenach i pooddychać trochę świeżym powietrzem. Zabierając naszą dwójkę na spacer, zyskasz wspaniałe towarzystwo, a i z klan będzie szczęśliwy, jak przytachamy tu sporo zwierzyny! — Podkreślił, licząc, że przekona to miłego kocura do pomocy im w ucieczce stąd, chociaż na krótką chwilę.

<Piasku?>

24 października 2023

Od Piaszczystej Zamieci CD. Srebrzystej Łapy (Srebrzystego Nowiu)

 Zmieszał się słysząc te słowa. No... No prawda. Kiedy był sam na sam z przyjacielem, jakby nowy duch w niego wstępował. Zdawał sobie sprawę, że rodzina go ograniczała, ponieważ nigdy nie pozwoliliby mu na takie szaleństwo. Musiał w końcu zachowywać się idealnie. Matka już wiele razy dała mu po tyłku za to, że nie potrafił zabić w sobie tej kocięcej części siebie, która pragnęła tylko poczuć się chociaż raz jak dziecko. Nie dano mu w końcu nigdy tej możliwości, a teraz, kiedy był wojownikiem i miał u swojego boku przyjaciela, te ograniczenia zniknęły. Czuł się tak, jakby był w stanie przenosić góry. Śmiał się, a radość przepływała przez wszystkie jego kończyny. Nie myślał wtedy o rodzinie. Skupiał się na tym co tu i teraz. 
Prychnął pod nosem, ponieważ Srebrzysta Łapa musiał znów dodać swoje na temat jego rodziny. On jakoś nie komentował cały czas jego matki, a ten to nawet nie miał takich zahamowań! Ale i tak go lubił, ponieważ z nim najlepsza była zabawa. Czuł się swobodnie, niczym ptak, który dopiero co rozpostarł skrzydła. 
— Wcale się nie stresuje — zaprzeczył, rzucając śniegiem w pysk przyjaciela. — Gorzej było, kiedy Tropiący Szlak był moim mentorem. Wtedy to owszem, nawet nocami nie mogłem spać. Ale dość o przykrych rzeczach. Ścigajmy się! Kto ostatni na Przybrzeżnym Oku to śmierdzący nocniak! — zawołał, a następnie ruszył biegiem przed siebie. 
Biegł i biegł, chłonąc całą swoją piersią tą rozległą przestrzeń, którą pokrył śnieg. Czuł się tak, jakby szybował wśród chmur. Nawet zimno odeszło, ponieważ ruch go ogrzał. Nigdy nie spodziewał się, że będzie taki szczęśliwy, gdy zostanie już wojownikiem. Teraz czuł czym była prawdziwa wolność. 

***

Dobiegli na miejsce zziajani. Lód skuł wodę i stworzył im wspaniałe lodowisko. Nie zamierzał jednak na nie wchodzić. Aż takim ryzykantem to on nie był. Na dodatek nie ufał, aby zamarznięte jezioro ich obu utrzymało na swojej powierzchni. Nie umiał pływać, a taka śmierć nie byłaby dla nich obu chwalebna. Dlatego też przysiadł obok srebrnego, stykając się z nim swoją sierścią. Biło od niego ciepło, a on na powrót czuł mroźny powiew wiatru, który uniósł mu włosy na karku. 
— Jak tu pięknie — skomentował widok jaki się przed nimi roztaczał. — Mam nadzieję, że Różana Przełęcz niedługo cię mianuje. Wtedy będziemy mogli częściej spędzać czas razem. — Bardzo na to liczył. Miał gdzieś to, że Lew miała swoje podejrzenia i próbowała namówić go do tego, by przetestował szczerość słów przyjaciela. Zbyt zależało mu na ich przyjaźni. Nie chciał jej niszczyć nieuzasadnioną obawą rudej. Srebrzysta Łapa w końcu nigdy by go nie okłamał i nie skrzywdził. Był tego pewien. 

<Sreberko?>

09 października 2023

Od Srebrzystej Łapy CD. Piaskowej Łapy(Piasczystej Zamieci)

Naprawdę nie chciało mu się pracować. W jego opinii obóz był już wystarczająco ubezpieczony, okalany przez ostre ciernie krzewów, a każda szczelina na dodatek zatamowana była patykiem bądź mchem. Rozumiał kwestie bezpieczeństwa, ale jego matka to już powoli wpadała w paranoję. Przez te wysokie zabudowania słońce tu nie niemalże nie dochodziło, więc nie było jak wygrzewać się w jego blasku w wolnych chwilach. Powstałe "mury" odgradzały ich od porywistych wiatrów, ale i tak bywało tu raczej chłodno.
Zerknął na przybyłego przyjaciela, który bez jakichkolwiek narzekań zabrał się do roboty. Srebrny skulił uszy na brak przejawu buntów wobec tak nużących poleceń. Byli młodzi, pełni wigoru — dlaczego uczniom zlecano takie bezsensowne zadania, zamiast pozwolić im wyjść z obozu i korzystać ze sprawności kręgosłupa? Chętnie obszedłby wszystkie tereny we własnym tempie, a i gdyby tylko mógł — zaszedłby znacznie dalej. Przecież z jednej strony nie dzielili granicy z żadnym klanem, więc jakie były konsekwencje pozwiedzania tamtych okolic? Nikt ich by za to potem nie skrzyczał na tym śmiesznym zgromadzeniu.
— Jakoś idzie, Zwiędły Hiacynt jest całkiem znośnym mentorem, coś tam wie, tylko wieje nudą na treningach — mruknął, zgodnie z prawdą. — Zawsze mogło być gorzej.
Podchodził do sprawy optymistycznie. Chciał nabrać siły, doświadczenia, a jednocześnie zwyczajnie trochę się pobawić. Terminatorzy powinni mieć wyznaczony czas na rozrywkę, inaczej wszyscy pokończą jako drętwi staruszkowie z patykami wepchniętymi za głęboko w tyłek.
— To dobrze, że dostrzegasz takie pozytywy — odparł kremowy, uśmiechając się ciepło. Na moment ruchy jego łap zdawały się Srebrnemu wolniejsze, jakby kocur wahał się nad czymś. Ku jego przewidywaniom, ten zabrał ponownie głos. — Zastanawiam się, jak długo będę jeszcze uczniem. Tak właściwie to mógłbym już zostać mianowany, ale Różanej Przełęczy coś się do tego nie spieszy.
Niebieski rozmowę potraktował jako oznakę przerwy. Odsunął się od krzewów, siadając na miękkim fragmencie podłoża i zerkając za siebie, czy nie ma w pobliżu nikogo, kto pogoni go zaraz za obijanie się.
— W sumie to dopiero co przekroczyłeś ten minimalny wiek do ceremonii, więc może nie chce cię od razu rzucać na głęboką wodę i obciążać wojowniczymi obowiązkami — mruknął w zamyśle. — Chociaż bez tych treningów i ograniczeń, nie wydaje się być to trudniejszym życiem.
Piasek w przeciwieństwie do niego nie zaprzestał pracy. Srebrzysty obserwował przyjaciela. Widać, że zależało mu na udowodnieniu swojej zaradności i dobrych intencji. Nie zazdrościł mu bycia kojarzonym z liderką sprzed wielu księżyców, która uchodziła za tyrankę. Kremowy przeżywał to i niepotrzebnie męczył się przy treningach dwa razy bardziej, niż to było konieczne.
— Mam wrażenie, że niczego więcej na tym etapie się nie nauczę — stwierdził. — I nie uważam, że mam jakąś nadzwyczajną wiedzę, pozjadałem wszystkie rozumy i nie wiadomo co jeszcze. Po prostu... Twoja mama wciąż wydaje się do mnie uprzedzona. Do mnie i do mojej całej rodziny.
Młodszy skinął głową.
— W kontekście reszty twoich bliskich to jej się nawet nie dziwię... — uciął, dostrzegając znaczące spojrzenie kremowego. Owszem, nie raz był proszony o zaprzestanie obrażania takiej Lew czy Zięby, jednak było to silniejsze od niego. — Ale spójrz na to inaczej. Sam powiedziałeś, że twoja siostra robi eksperymenty. Wystawia naszą przyjaźń na próbę. Tylko po co? Obaj wiemy, że się lubimy i nasza znajomość jest normalna. Cokolwiek nie zrobię, i tak ta wariatka będzie próbowała ci wmówić, że coś jest nie tak, że ja tobą manipuluję bądź wyśmiewam się z ciebie — wymieniał to, co wydawało mu się oczywiste. — Wiesz doskonale, że taki nie jestem.
— Wiem — odparł niemalże natychmiastowo. — Po prostu... Nasze rodziny się różnią. To wszystko rzeczywiście brzmi nie najlepiej, ale u nas może trochę inaczej okazuje się troskę...
— Ta, jeśli to jest troska, to ja jestem latającą wiewiórką — prychnął, kręcąc głową. — Będę szczery. Ja martwię się tylko o ciebie, twoja rodzina mnie nie interesuje.
Nigdy jeszcze nic bardziej nie zachęciło go do pracy. Ta rozmowa wprowadzała go w zmieszanie i dyskomfort, a on nie lubił, gdy ich wymiana zdań miała negatywny charakter. Przybijało go to. Gdyby był bardziej szczery, nie hamował się, to jedno złe słowo mogłoby doprowadzić do kłótni. A tego nie chciał.
Z początku milczeli. Potem Srebrzysta Łapa podjął się bardziej odmóżdżających tematów, pozwalając, by obaj się rozluźnili. Przy tym, cały czas rozglądał się. Dopóki pewne rude istoty nie pojawiały się w zasięgu jego wzroku, był spokojny.

***

Przeciągnął się, a jego ciało mimowolnie zadrżało od przenikliwego chłodu Pory Nagich Drzew. Biel krajobrazu była przyjemna dla oka, ale zdecydowanie brakowało mu tych jasnych dni, słonecznych promieni okalających futro i obdarowujących go swym ciepłem.
A na dodatek działo się coś złego. Zazwyczaj było tu cicho, nawet gwar rozmów nie był tu nigdy problemem. Teraz natomiast milczenie przerywały nieraz krótkie, innym razem długie i brzmiące na wycieńczające pokaszliwania.
Słyszał od brata, Rumiankowej Łapy, że mieli problem z medykamentami. Kończyły im się zioła i nie było skąd brać nowych. A chorych też przybywało. Nie dziwił się, że byli to starsi. W końcu ich organizmy były o wiele słabsze, a to tylko dobitnie przypominało mu, jak przeraża go cały proces starzenia.
Kręcił się blisko wyjścia z obozu. Bardzo chciałby uciec od tego źródła zarazków, ale wciąż był tylko uczniem, któremu nie pozwalano na zbyt wiele.
— Hej, Srebrny...
Ucho mu drgnęło na dźwięk jego ulubionego głosu. Lekko uśmiechnął się, odwracając się przodem do kremowego. Powitał go ciepłym uśmiechem, instynktownie wzrokiem dokładnie analizując otoczenie. Nie widział żadnej z bliskich kocura, więc od razu się rozluźnił.
— Chyba dawno nie rozmawialiśmy — mruknął pogodnie. — Ah, ależ przepraszam, gdzie moje maniery. Już nie jesteśmy na tym samym poziomie. — Obszedł kremowego, muskając ogonem jego grzbiet. — No, no, pan pełnoprawny wojownik. Nie wiem, czy mam prawo przebywać teraz w otoczeniu kogoś tak ważnego, Piaszczysta Zamiecio — wymruczał z rozbawieniem.
— No co ty! — Kremowy niespodziewanie dał mu lekko łapą po nosie, szczerząc się. — Oczywiście, że możesz. Niedługo też zostaniesz mianowany. Dobrze sobie radzisz — zapewnił przyjaciela, kierując zaraz wzrok w stronę nagłych pokasływań. — Mam nadzieję, że nie zachorujemy. Pora Nagich Drzew daje się mocno we znaki. Klan Burzy potrzebuje teraz każdej pary łap, bo zwierzyny praktycznie nie ma... — zmartwił się.
Srebrny nienawidził się czymkolwiek przejmować. Nie potrafił jednak stosować swojego standardowego podejścia do życia w momencie, w którym każda chwila nieuwagi mogłaby wpłynąć negatywnie na jego zdrowie. Pierwszy raz starał się na odrobinę powagi w jakimkolwiek temacie, choć żarty pchały mu się ciągle na język.
— Jak i mnie mianują, to będziemy mogli wychodzić sami na polowania — zauważył. — No, na pewno radzę sobie coraz lepiej, ale i tak brakuje mi jeszcze trochę do twojego poziomu. Postaram się przyłożyć przy najbliższych treningach, to może Zwiędły Hiacynt powie mojej mamie co nieco dobrego na mój temat — mruknął, mrużąc oczy, gdy prószący śnieg na moment przysłonił mu widok. — Jesteśmy młodzi i silni, nas takie choróbska się nie imają — zapewnił, choć nie chciał tymi słowami kusić losu.
— Mam nadzieję — westchnął jego towarzysz, po czym niespiesznie otarł się o jego bok. — Chcesz się przejść? Wiesz... Jestem wojownikiem, mogę wychodzić z obozu, więc pod moją opieką i tobie pozwolą. Co ty na to? — zaproponował. — Możemy... Porobić coś w śniegu.
Srebrzysta Łapa gwałtownie wyprostował się, gdy zdał sobie sprawę, że to, o czym mówił niewiele starszy kocur, jest w pełni legalne. Nikt nie będzie mógł na niego gderać, jeśli opuszcza obóz pod opieką wyszkolonego wojownika, a nie jako młodociany zbieg.
— Naprawdę, pytasz mnie, co o tym sądzę? — parsknął. — No weź, a myślałem, że się już dobrze znamy. W życiu nie odmówiłabym takiej propozycji — przysiągł, czując, jak łapy rwą go do przodu. — Dawaj, zanim ktoś nas zobaczy i będzie niepotrzebnie kwestionował, czy aby na pewno możemy sobie wyjść.
Niby żadne zasady nie zabraniały im owych czynów, ale czuł, że ktoś z otoczenia Piaska mógłby nie być zadowolony z tego, że kremowy przebywa w jego towarzystwie i ukradziono by mu przyjaciela sprzed nosa.
Wojownik w odpowiedzi kiwnął głową i szybko, bez żadnych problemów, się wymknęli. Od razu, gdy opuścili obóz, kremowy przyśpieszył, wychodząc na prowadzenie i śmiejąc się radośnie. Z perspektywy Srebrnego, jego próby złapania w pysk płatków śniegu, wyglądały komicznie.
— Ale tu jest cudownie! — sapnął Piaszczysta Zamieć, przystając w miejscu. — Zimno, ale wspaniale. Pokażesz mi, jak się tym bawi? — Wskazał na biały puch.
Ucznia lekko zaskoczyło to pytanie, bo akurat o wiele bardziej preferował zabawy mchem w ciepłe dni. Miał już styczność ze śniegiem, w końcu urodził się Porą Nagich Drzew, ale był wtedy jednak na tyle mały, że nie pozwalano mu zbytnio opuszczać żłóbka, by mógł wypróbować wszelkie metody zabawy na dworze. Za to pamiętał, że gdy tylko udało mu się dobrać do zimnego puchu, wpychał go w uszy brata, a tego raczej uczynić Piaskowi nie zamierzał, ani nie chciał.
— Trudno jest z tego cokolwiek zrobić, chociaż mnie zawsze fascynowało, jak łatwo odciska się w tym ślady. Patrz, możesz zrobić całą swoją podobiznę — oświadczył, po czym rzucił się pyskiem płasko w zaspę. Od razu zmroziło całe jego ciało, ale gdy dał sobie chwilę, ostrożnie wstał, by niczego nie zepsuć i odsunął się, aby Piasek mógł popodziwiać jego dzieło. — Widzisz? Widać w tym mój pysk. Tak naprawdę jak się odpowiednio w tym wytwarzasz, to możesz zrobić dziury o zabawnych kształtach. Tylko nie zapomnij zamknąć oczy! Szczypie okropnie, jak ci się to badziewie dostanie do środka.
Cętkowany nie czekał nawet, aż ten skończy mówić, powtarzając jego wcześniejsze czyny. Wyglądał na zadowolonego, gdy odsuwał się od świeżo tworu.
— Ale ekstra — miauknął, odbijając tuż obok swoją łapkę.
Ułamek oddechu, wypełniony spokojem, przerwał nagły ruch ze strony Piaska. Rzucił się w kierunku Srebrnego i oboje przeturlali się po śniegu, zatrzymując się dopiero kilka króliczych skoków dalej. Pełen energii wojownik podniósł się na łapy, otrzepując ze śniegu i oceniającym spojrzeniem zerknął na ślad, jaki stworzyli.
— Patrz! Widzę w tym nas!
Wciąż trochę oszołomiony czynem kolegi, niebieski dalej leżał na plecach, wpatrując się w niebo. Zastrzygł uchem na słowa towarzysza, niespiesznie obracając się i podnosząc do pionu.
— Nie dziwię się, pozostawiliśmy po sobie wiele wzorków — parsknął, zerkając na niego w skupieniu. — Patrz, obaj jesteśmy teraz biali. No, to się dopiero nazywa równość. — Uśmiechnął się, i nim Piaszczysta Zamieć zdążyłby się odezwać, zrobił zamach łapą i sypnął śniegiem z zaspy w przyjaciela. — No, a teraz to cię nawet własna matka nie pozna.
Reakcja kocura go zaskoczyła. Nie obraził się, a ni nie skrzywił, tylko zachichotał, po czym odpłacił się przyjacielowi. Zgarnął śnieg w łapę i rzucił nim w jego stronę.
— Nie gadaj tyle, tylko działaj. A masz! — zawołał, zaraz to umykając w kilku susach dalej, by zgarnąć kończyną nową amunicję.
Srebrzystej Łapie nie udało się wykonać uniku. Odszedł kilka kroków w tył, marszcząc zmarznięty nos. Jasna plama, jaką był Piasek, zlewała mu się na tle zaśnieżonego krajobrazu. Im dalej uciekał, tym mniejszy się zdawał.
Młodszy zaczerpnął oddechu, po czym wybił się na tylnych łapach i ruszył w pogoni za wojownikiem.
— A od kiedy ty taki śmiały jesteś? — zaśmiał się głośno, choć świst wiatru zdawał się zagłuszać jego słowa.
— Od dzisiaj. — Wystawił mu psotnie język i rzucił w jego stronę śniegiem. — No i to fajna zabawa! Nie mów, że ci się nie podoba?
Tym razem puch ledwo co musnął jego polik, przelatując dalej. Niebieski ponownie przystanął, uśmiechając się głupio.
— Podoba się, podoba — zapewnił. — Wiesz, co mi się jeszcze podoba? — zagadnął, ruszając powoli w jego kierunku. — Ta nowa wersja ciebie, jaką właśnie mam przed sobą. Jesteś taki swobodniejszy, pogodniejszy. Widzisz? Jak nie ma przy tobie twoich sióstr-świrusek i szurniętej matki, nie masz powodów do stresu.

<Piasku?>
[1856 słów]
[Przyznano 37%]