BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
21 kwietnia 2025
Od Piaszczystej Zamieci CD. Srebrzystego Nowiu
31 marca 2025
Od Srebrzystego Nowiu CD. Piaszczystej Zamieci
— Pierwszy dzień bycia normalnym ci sprzyja — stwierdził swobodnie. Czuł od partnera zapach ziół, i chociaż on sam miał na karku księżyców tyle, ile nigdy nie chciał mieć, tak nieustannie, od kocięcego okresu życia, wszelkie medykamenty były dla niego równoznaczne ze smrodem.
Kremowy zmrużył oczy, spoglądając na niego powątpliwie.
— A to wcześniej nie byłem normalny? — mruknął, zdając się brzmieć z lekka na urażonego.
Srebrzysty wykrzywił pysk w śmiały uśmiech, ruchem głowy zachęcając kocura do podniesienia się z ziemi i przetruchtanie się jak najdalej od zgiełku obozowiska. Wiedział, że bez słów Piaszczysta Zamieć zrozumie każdy jego ruch, spojrzenie, czy chociażby te nieodłączne, krzywe grymasy.
— Tak.
Wbrew pozorom cisza nie była niezręczna. Był jawny ze swoim nieraz specyficznym poczuciem humoru i chcąc nie chcąc, Piasek z pewnością już do tego przywyknął.
— I to jest twoja odpowiedź? — westchnął z dezaprobatą, kręcąc głową. Wibrysy za to drgnęły mu z rozbawienia.
— Jeśli cię nie zadowala, to mogę ją rozwinąć, ale pod warunkiem że się ruszysz i znajdziemy się wśród ładniejszych terenów — oświadczył, muskając końcówką ogona jego grzbiet. — Twoja łapa szybciej postawi krok w starszyźnie niż poza obozem jeśli będziesz się tak wlec... — zasugerował z uśmiechem.
Ku jego zaskoczeniu, kremowy nie odezwał się do niego ani słowem. Przez dłuższą chwilę wręcz nie ruszał się, by zaraz to Srebrny mógł tylko zaobserwować, jak kocur ostrożnie go wymija, by zaraz to dać susa pośród krzewy.
Niebieski, dotychczas przebierający łapami w miejscu, przystanął na moment, lekko zaskoczony. Minęło tak niewiele czasu, odkąd Piasek porzucił rolę zastępcy, a zdawał się być zupełnie inną wersją siebie. I to w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeni. Zaczerpnął oddech i pognał w ślad za jasną kitą.
Nic nie było przyjemniejsze od opuszczania obozu. Otwarte przestrzenie zawsze porywały go do biegów, pozwalały na uczucie wolności, odsunięcie w niepamięć myśli o żmudnych, rutynowych patrolach i tym podobnych "bzdet". Czuł, że kończyny same go niosą, a szczególne przyspieszył, gdy tylko udało mu się dogonić Piaszczystą Zamieć.
Były zastępca dotarł niemalże pod same granice klanu. Przed nimi rozpościerał się widok na spokojny nurt rzeki, za którą, na drugiej stronie brzegu, rozrastały się wysokie drzewa. Te terytoria nie należały do żadnego ugrupowania, co czyniło wizję ich odkrycia dosyć kuszącą. Gdyby tylko mieli zdolności Nocniaków, zmoczenie futra nie stanowiłoby problemu.
— Zastanawiałeś się czasem, co jest po drugiej stronie? — zagadnął go kremowy, jak gdyby miał pełen wgląd do jego myśli.
— W każdej chwili o tym myślę — odparł beztrosko. — To musi być przygoda. Zostawić tak wszystko za sobą i żyć bez żadnych zobowiązań — wymruczał. Nawet, jeśli nie był w stanie już stać się młodszym, stokroć bardziej wolał spędzić starość na czymś, co wzbudzi w nim adrenalinę, aniżeli leżeć całymi dniami w ciasnym legowisku.
16 lutego 2025
Od Piaszczystej Zamieci CD. Srebrzystego Nowiu
26 grudnia 2024
Od Srebrzystego Nowiu CD. Piaszczystej Zamieci
— Dobrze wiesz, że nie staniesz się Piaskową Gwiazdą — zaczął, starając się chociaż brzmieć na rozważnego. — Jak już to Piaszczystą.
Kremowy westchnął, patrząc na niego z lekką rezygnacją.
— Wiesz, o co mi chodzi — mruknął z żalem. — Nie chcę tego. Bycie zastępcą mnie przerasta, a co dopiero jakbym miał pewnego dnia zostać liderem — przyznał z lękiem i smętnie zawiesił nisko łeb.
Srebrny przystanął, nie wiedząc, gdzie ich pokierować na kolejną z pozornie poważniejszych rozmów. Wszędzie zdawał się widzieć koty, a ponadto Piasek co rusz zwracał na siebie wzrok innych wojowników.
— Chodź na spacer. — Zadecydował po dłuższej chwili namysłu.
— Nie mogę, muszę zająć się...
— Nie musisz — przerwał mu gwałtownie. — Jak znikniesz na chwilę, to klan nie zginie. Od czegoś jest Obserwująca Gwiazda — oświadczył i bez oczekiwania na jego przytaknięcie, ruszył przed siebie.
Spokojnie opuścił obóz, przeciskając się między ostrymi cierniami. Chwilę później usłyszał ciche kroki za swoim grzbietem, a właściciel ich łap po chwili zrównał z nim swe tempo.
— Jak na kogoś, kto nie chce byś zastępcą, bardzo przejmujesz się swoimi obowiązkami — stwierdził Srebrzysty. — Gdybyś olał je, zaniedbał, liderka nie miałaby wyboru jak gdyby zmienić cię z kimś "rozsądniejszym" — rzucił ze znużeniem.
— To wcale nie jest takie proste — odparł. — Co pomyśli o mnie reszta klanu? To co innego zrezygnować samemu, a co innego jak cię z tej roli wyrzucą sił — stwierdził. — To wstyd.
Srebrny postanowił zamilknąć na dłużej, ciesząc się widokiem natury i brakiem zatłoczenia. Wspominał z tęsknotą okres, w którym nocowali poza obozem z polecenia poprzedniej liderki. Życie nigdy nie było prostsze, niż wtedy.
— Nie pomyślą tak, bo połowa nie myśli, a druga połowa powinna sobie zdawać sprawę, że to nie jest przyjemne stanowisko i lepiej się wycofać niż na nim zawodzić — oświadczył. Był szczerze zaskoczony samym sobą, że w ogóle wyprodukował te słowa.
Piaszczysta Zamieć dalej zdawał się nieprzekonany, choć lekki uśmiech na jego pysku sugerował, że trochę go to uspokoiło. Obaj zwolnili kroku.
— A jak myślisz, kto by mógł zostać zastępcą? — spytał spokojniej.
Niebieski zmarszczył nos, szczerze zaintrygowany tym pytaniem. To była ciekawa kwestia patrząc na obecne w klanie koty.
— Nie wiem, może Króliczy Nos? Jest miły, otwarty, skory do pomocy i rozsądny. Chyba nie ma lepszego kandydata — przyznał. — Albo Barszczowa Łodgya? Łatwiej by mi było wskazać tych, którzy na pewno się nie nadają, począwszy od mojego brata... — mruknął, wstrzymując parsknięcie.
Kto jak to, ale Szepcząca Pustka to dopiero zrobiłby z ich klanu niezłe pośmiewisko.
— A co, widzisz kogoś konkretnego? Może musisz podejść do Żmii i podać jej wprost czyjeś imię — zasugerował partnerowi.
30 listopada 2024
Od Piaszczystej Zamieci CD. Srebrzystego Nowiu
28 października 2024
Od Srebrzystego Nowiu CD. Piaszczystej Zamieci
— Skąd w tobie ten głód? — wymruczał, a z rozbawienia zadrżały mu wibrysy. — Aż tak cię głodzą na tej pozycji zastępcy? — zażartował. — Czy może i ty wpadłeś w ten ciężarny szał i masz do wykarmienia więcej żołądków pod serce...
— Srebrny! — Głos Piaszczystej Zamieci był niezwykle piskliwy, a jego skóra pod futrem z pewnością przyjęła barwę czerwieńszą niż najczystsza krew. — Ty jesteś jakiś niepoważny! Jestem kocurem! — wykrztusił, rozglądając się w popłochu. — Klanie Gwiazd, mam nadzieję, że nikt tego nie usłyszał...
Reakcja kocura wręcz sama wypchnęła długą salwę śmiechu z jego jasnego pyska. Przetarł łapą nos, próbując uspokoić nagłe swędzenie, po czym wyciągnął się i oparł o jego bok.
— Oj, już pożartować sobie nie można? Okropny rygor w tym klanie... — uznał, przyglądając się wędrującym po obozie kotom.
Nie przepadał kleić się do partnera na oczach wszystkich, a spojrzenia niektórych sprawiały wrażenie, jakby byli świadkami niemoralnych czynów, a nie przelotnych przytulasów.
Kremowy zdawał się sztywny, a mimo to pochylił łeb i przesunął zająca pod pysk srebrnego.
— Zjedz już lepiej, z głodu ci odbija... — stwierdził niemrawo, na co niebieski zaśmiał się po raz kolejny, a potem nic nie mówiąc, zabrał się za swój posiłek.
Księżyce mijały w zawrotnym tempie i chociaż on nie odmówiłby sobie określenia jako "młody i pełen wigoru", tak widok nowych kociąt, uczniów jak i świeżo mianowanych wojowników, uświadamiał go, że robił się coraz starszy. Nie przyjmował tego do wiadomości, ale gdzieś ta informacja krążyła mu z tyłu głowy. Dopóki nie marudził na odmawiające współpracy kości i tą "dzisiejszą młodzież", uznawał, że nie było z nim jeszcze źle.
To z czym zrzędzenia nie oszczędzał, stanowił czas spędzany z Piaszczystą Zamiecią. Zmalał. Spali obok siebie w legowisku, jedli razem posiłki, ale to dla Srebrzystego Nowiu nie było niczym wyjątkowym. Znacznie bardziej preferował spacery w najbardziej oddalone miejsca od obozu, a i nieraz łapy ciągnęły go poza granice, skąd dobiegały obce, intrygujące zapachy. Bez ograniczeń, bez obowiązków...
Przeciągnął się i wyszedł od medyków, gdzie jego jedynym celem odwiedzin było dopytanie się, czy Piaszczysta Zamieć u nich był. Kocur od dwóch pór zdawał się pociągać nosem, a teraz towarzyszył temu kaszel. Gdy niebieski miał okazję oprzeć się o kremowego, niemalże słyszał charczenie dochodzące z jego piersi.
Rozejrzał się i zlokalizował partnera opuszczającego Skruszoną Wieżę. Ochoczo podszedł do niego, wyjątkowo nie uśmiechając się na powitanie.
— Mam wrażenie, że ostatni widuję cię rzadziej niż własną matkę — zaczął, z głębokim westchnięciem.
Kremowy spojrzał na niego niepewnie, wahając się, aż w końcu nie odezwał się ze sporą ostrożnością w głowie.
— Przecież twoja matka nie żyje...
— No właśnie! — odparł z przekąsem, jakby to było coś oczywistego. — Poza tym obiecałeś mi, że odwiedzisz medyka. Byłem tam. A ciebie podobno ani razu tam nie widziano — mruknął z wyrzutem.
26 października 2024
Od Piaszczystej Zamieci CD. Srebrzystego Nowiu
07 sierpnia 2024
Od Srebrzystego Nowiu CD. Piaszczystej Zamieci
Czy byłaby zdolna do tego, o czym mówiła? Jego zdaniem tak. Byłby skłonny stwierdzić, że dopuściłaby się czegoś znacznie gorszego, jednak z uwagi na obecność syna, oszczędziła wizji zmasakrowania Srebrnego.
Odważył się mrugnąć i zaczerpnąć oddech, dopiero gdy odeszła, a go z trwogi wyciągnął ciepły dotyk futra Piaszczystej Zamieci, którego słowa z pewnym opóźnieniem dotarły do przyozdobionych pędzelkami uszu.
— To było straszne — wyznał niebieski, kręcąc głową na boki. To było jak podejście do wilka i liczenie, że cię nie zje. Czysta głupota. — Nigdy więcej.
Potrzebował usiąść z wrażenia. Gdyby ktokolwiek zapytał go o definicję miłości, nie umiałby dotąd udzielić jakkolwiek sensownej odpowiedzi. Dla niego od samego początku była to zagadka, bo czy samo drżenie serca i rozchodzące się od niego ciepło świadczyło o sile uczuć?
Teraz był pewien, że nie. Głównym aspektem okazała się gotowość do poświęceń. W jego przypadku było to stanięcie pyskiem w pysk z tą przebrzydłą, posiadającą mrożący krew w żyłach wzrok żmiją.
— Nie będzie już potrzeby tego powtarzać. Zrozumiała — zapewnił kremowy, wzdychając. — Ah, Srebrny, czuję w końcu wolność — przyznał, a głosu tak pełnego ulgi, niebieski nie słyszał od niego nigdy. Jeśli już od kocięcych księżyców wpychano mu w głowę niestworzone podziały, chociaż pozorna akceptacja ze strony bliskich, wydawała się zbawienna.
— Skoro tak twierdzisz, wierzę w twoje słowa — mruknął, szczerze nieprzekonany, ale nie zamierzał dołować jego wizji lepszego świata. Zdawało się, że gorzej już być nie mogło. Teoretycznie nauczyli się czegoś po popełnionych błędach, ale do czego ich to doprowadzi?
Ciepły, słoneczny dzień, spędzali w cieniu Skruszonej Wieży. Leżał wyprostowany, czujnie obserwując, czy nikt nie mierzy go zabójczym wzrokiem z drugiego końca obozu. Piaszczysta Zamieć opierał się o niego i również z zainteresowaniem przyglądał się okolicy.
— To się porobiło z tym dzieciakiem twojej siostry — stwierdził w końcu Srebrzysty Nów, pozwalając sobie raz na jakiś czas poplotkować w zaufanym gronie, które składało się aż z jednego kocura. — Dzieci mają dzieci, a przecież dopiero co wyszedł ze żłobka — dodał z rozbawieniem.
To było całkiem zabawne, gdyż ledwo co potomkowie jego brata opuścili kociarnię i ta już miała zostać zapełniona przez nowe pokolenie. Patrząc na wściekle rude futra obu rodziców, spodziewał się armii równie nieszczęśliwych wiewiórek. W końcu to wszystko szło od Lwiej Paszczy. Jakkolwiek ich relacje nie były chaotyczne za jej życia, nie był w stanie wyzbyć się wspomnień charakteru tego chodzącego potwora.
— Najwyraźniej życie poza kociarnią nie jest mu przeznaczone — zaśmiał się i niespodziewanie wstał, przeciągając się niespiesznie. — Pójdę po coś do jedzenia, poczekaj tu chwilkę.
Mruknął w odpowiedzi coś niezrozumiałego, nie spuszczając wzroku z kremowej kity. Pomimo rozpowszechnienia wiedzy o ich bliższej relacji, nie czuł się tym przytłoczony. Sam nie wiedział, czego się spodziewał. Krzywych spojrzeń? Nawet jeśli były, naturalnie je odtrącał. Nie miał zamiaru przejmować się opinią tych, którym zwyczajnie nudziło się w życiu.
Wybrał ze stosu jednego z większych zajęcy, by w razie co zjeść go na spółkę. Doczłapał się z nim do swojego miejsca odpoczynku i podsunął pod pysk partnera.
— Aż taki jesteś głodny? — zaintrygował się Piasek.
Srebrny obszedł go i spoczął przy jego boku.
— Jestem tak samo głodny jak i ty. Zjedzmy go razem. To jest raczej coś, co robią koty, które bardzo się lubią, prawda? — zagadnął, próbując być choć trochę romantycznym.
14 lipca 2024
Od Piaszczystej Zamieci CD. Srebrzystego Nowiu
09 lipca 2024
Od Srebrzystego Nowiu CD. Piaszczystej Zamieci
O wiele bardziej cenił sobie otwarte przestrzenie. Tam, gdzie mógł biec, rozpędzić się bez obawy wpadnięcia w cokolwiek i cieszyć się widokiem natury, nasłuchując przy tym szumu wiatru i śpiewu ptaków. Tu te wszystkie kwestie były utrudnione. Nie podobała mu się struktura obozu. Nie podobała mu się istota bytu całego klanu. Czuł się ograniczony i przytłoczony, choć uwielbiał towarzystwo innych kotów i życie na odludziu nie było dla niego.
Dosyć smętnie jak na niego, przyglądał się tętniącemu życiu w obozie. Jego brat doczekał się dzieciaków, co nawet pasowało mu do obrazu kocura. Może nie sama rola ojca, a to, że po prostu jego miłosne wybory doprowadzą prędzej czy później do powiększenia się klanu.
Jego wzrok powędrował ku kremowemu futru. Piaszczysta Zamieć szedł wprost w jego stronę i chociaż Srebrzysty narzucił na pysk przyjazny uśmiech, tak partner nie odwzajemnił tego gestu, a towarzyszący mu wyraz był wręcz nienaturalnie poważny. Niebieski zmrużył oczy.
Nie spodziewał się kiedykolwiek ujrzeć partnera w roli zastępcy. Nie, żeby wątpił w jego zdolności dowodzenia. Po prostu nie sądził, że po tym całym uprzedzeniu Różanej Przełęczy wobec rodu, z którego wywodził się kocur, którykolwiek z jej następców dopuściłby kogoś takiego do władzy.
Los bywał jednak zwodniczy. Nie był jednak w stanie stwierdzić, czy pozytywnie. Kochał kremowego i chciał dla niego jak najlepiej, ale lubił też jego bliskość i cenił sobie spędzony z nim czas, a tak kluczowa dla klanu pozycja z pewnością zajmowała mu go sporo.
Głośne westchnięcie partnera spowodowało u niego zaintrygowanie. Spojrzał na niego w skupieniu, przysłuchując się krótkiej, dosyć zaskakującej wypowiedzi. No tak, teraz, choć brzmiało to nie najlepiej, problemem dla ich kwitnącej relacji pozostała Ziębi Trel. A ta zdawała się ostatnimi czasy nie odstępować swojego syna na krok i to nie do końca z powodu docenienia ostatniego żywego potomka.
— Myślę, że znacznie więcej kotów mogło się domyśleć. Teraz spędzamy z sobą więcej czasu w obozie. Twoja matka może również dostrzegać, że coś jest na rzeczy, ale zwyczajnie tego do siebie nie przyjmuje. Jesteś pewny, że nie padnie trupem, jak jej powiesz prawdę? — zamruczał, bo choć kotki nie znosił, tak śmierci im w klanie wystarczyło.
— Najwyżej się na mnie obrazi, ale przejdzie jej prędzej czy później. Aż tak źle nie będzie, ostatnio zniosła... — zdawał się wahać nad doborem kolejnych słów — znacznie gorsze wieści — stwierdził.
Srebrzysty Nów przeciągnął się, pozwalając sobie na chwilę milczenia i poukładanie kilku spraw w głowie.
— Bo szybko pocieszyła ją informacja o sukcesie jej syna w dojściu do władzy — odparł. — Nie wiem, czy teraz mam przygotowane cokolwiek, co poprawi jej humor po usłyszeniu "takiej tragedii" — przyznał, siadając wygodnie. — Cóż, jak przekonasz Obserwującą Gwiazdę, by zrezygnowała z władzy i oddała ją w twoje łapy, to jestem pewien, że twoja matka wybaczyłaby ci nawet zamo... — urwał. W świetle ostatnich zdarzeń niektóre wypowiedzi mogły być wyjątkowo nieadekwatne do ich sytuacji. — Wszystko. Po prostu wszystko.
Spuścił wzrok na własne łapy, przyglądając się, jak pazury zatapiają się w podmokłej ziemi. Sam już nie wiedział, czego chciał od życia. Spokoju? Większej dawki wrażeń? Znacznie większej swobody?
Nim Piaszczysta Zamieć zdołał mu jakkolwiek odpowiedzieć, pochylił się w jego stronę, opierając łeb o jego bark.
— Proszę, tulimy się na środku obozu. Myślę, że twoja matka nie powinna mieć już żadnych złudzeń co do naszej relacji — przyznał wprost, szukając wzrokiem rudawej kotki.
16 czerwca 2024
Od Piaszczystej Zamieci CD. Srebrzystego Nowiu
12 maja 2024
Od Srebrzystego Nowiu CD. Piaszczystej Zamieci
Kremowy zamrugał, zerkając na bok i momentalnie zmieniając temat. Nawet jeśli dla Srebrnego była to nietypowa jak na partnera zagrywka i z lekka go to wszystko zmartwiło, uznał, że na razie nie ma co się wgłębiać w szczegóły. Potrzebowali chwili dla siebie, z dala od zgiełku obozowiska i od krzywych spojrzeń kilku rudych kotek.
Musieli jak najlepiej wykorzystać ostatnie ciepłe dni Pory Zielonych Liści.
Dni mijały coraz szybciej. Czuł, jak czas ucieka mu, niczym królik na polowaniu.
Wraz z Piaszczystą Zamiecią pomieszkiwali w norze blisko granicy z Klanem Nocy i Klanem Klifu. Takie zadanie dała im jego matka, pełnili rolę "strażników", z uwagi na liczne zamęty z samotnikami. Było tu względnie spokojnie, nawet o zwierzynę nie było trudno, gdyż ta często sama wbiegała im w tych rejonach pod łapy.
Wraz ze świtem słońca, uchylił powieki i przeciągnął się, wyczuwając ciepło od strony kremowego kocura, smacznie drzemiącego u jego boku. Srebrzysty niemrawo oparł się o niego i głośno westchnął, bo chociaż wciąż był zaspany, tak nużyło go tkwienie w jednym miejscu.
Z początku ogromnie fascynowało go spanie poza obozem. Wyjście z rutyny naprawdę pozwoliło mu nabrać energii, jednak teraz, i tu zaczęło mu brakować ciekawych rzeczy do robienia. Klanowe życie nie służyło mu, wszystko miało swój schemat, do którego on — pomimo urodzenia się tu — nie mógł przywyknąć.
— Piaszczyno ty moja, ile będziesz jeszcze o mnie śnić? — wymruczał do ucha partnera. — Wstawaj, możesz mnie popodziwiać na żywo — dopowiedział, przekrzywiając łeb.
Kremowe futro poruszyło się, by zaraz to jego właściciel mógł spojrzeć na niebieskiego swymi żółtymi ślepiami.
— Nie śpię — odparł, po czym jak gdyby nigdy nic, ziewnął. — Od kiedy z ciebie taki ranny ptaszek? Podmienili cię? Przyzwyczaiłem się, że wolisz spać jak najdłużej... — mruknął z zawahaniem.
Srebrny podniósł się na równe łapy, wychodząc z ich kryjówki. Lekki powiew wiatru przemknął przez jego sierść, witając go swym przyjemnym chłodem.
— To w obozie, gdzie wiem, że jak wstanę, to muszę zabrać się za pracę — odpowiedział wyraźnie tonem, jakby było to niezwykle oczywiste.
Obserwował w skupieniu przelatujący po niebie klucz ptaków. Nie był pewien, czy to kaczki, gęsi, bądź jakieś inne łabędzie, ale bardzo pozazdrościł im skrzydeł. To dopiero musiała być swoboda. Swoboda, której potrzebował.
Rozproszył się, gdy z jego lewej zawitał pysk Piaszczystej Zamieci, który raczył wstać i do niego dołączyć.
— Tu też musimy zabrać się za pracę — stwierdził kremowy.
Zielonooki przyjrzał się otaczającym ich terenom. Dalej panował tu spokój. I nuda.
— To co innego. Tu jest przyjemniej, nikt mnie nie pogania, nie gdera nad uchem — wymieniał. — Nie licząc ciebie, gdy po wizycie w krzaczkach, zapominam zakopać po sobie mo...
— Srebrny! — Kocur podniósł na niego głos. I choć starał się najwyraźniej brzmieć poważnie, niebieski dostrzegł u niego ledwo wstrzymywane rozbawienie. — Świetnie się składa, że pora wracać do obozu złożyć raport. Możesz się pochwalić takimi wyznaniami swojej matce — zasugerował.
Młodszy z Burzaków uśmiechnął się szeroko.
— O widzisz. Z kim się zadajesz, takim się stajesz. Udziela ci się mój humor — zauważył. — No dobrze, odwiedzimy moją mateczkę. O ile jeszcze dycha — dodał, mniej wyraźnie.
Nie życzył Różanej Przełęczy źle. Kochał rodzicielkę na swój sposób, ale wiedział, że tej nie zostało już dużo czasu. Z nastawieniem, jakie dzierżył, przygotowywał się na to, że pewnego razu, gdy wróci do obozu, może jej już nie ujrzeć. Wolał oszczędzić łez. Chociaż szylkretka była jaka była, na pewno nie chciałaby, aby przez nią płakał.
24 lutego 2024
Od Piaszczystej Zamieci CD. Srebrzystego Nowiu
— Tak... To naprawdę miłe — mruknął i przytulił się do jego boku. Czuł jego oddech, który owiewał mu głowę i słyszał jego miarowe bicie serca. Nie zamieniłby tego stanu, w którym teraz był za żadne skarby świata. Liczyło się teraz ich dwoje. Wszystkie troski i zwątpienia odchodziły na dalszy plan. Mógł przysiąc, że to co czuł było prawdziwe. Kochał go. Kochał kocura, który był tuż obok niego. I chciał z nim spędzić resztę życia. Był tego pewien. Nawet jeśli los zamierzał rzucać im kłody pod łapy, wierzył w to, że razem byli w stanie oprzeć się nawet najcięższej wichurze.
14 lutego 2024
Od Srebrzystego Nowiu CD. Piaszczystej Zamieci
Nie spodziewał się tego ruchu ze strony kremowego. Wpatrywał się w niebo, mrugając powoli. Na klatce czuł ciężar ze strony kocura, który zdawał się wręcz zasypiać w jego futrze. Srebrny westchnął, niemrawo przytakując głową. Miał wrażenie, że taki poważny związek był zbyt dużą odpowiedzialnością dla niego. Nie potrafił przewidzieć swoich własnych ruchów, a co dopiero czyiś. Spoglądając na "już nie tylko przyjaciela", nie potrafił się domyślić, co mu siedzi w głowie i co powinien zrobić, aby go uszczęśliwić. A na tym pewnie polegała relacja, w którą dopiero co weszli. Na wzajemnym uszczęśliwianiu, dbaniu o drugą stronę i ciągłym podtrzymywaniu się na duchu.
Wiedział, że dla Piaszczystej Zamieci od zawsze był ogromnym wsparciem. Nie było co się dziwić, skoro jego rodzina to było jedno, wielkie wariatkowo. Niebieski starał się nie wzdychać co chwilę, z powodu tego, jak bardzo to wszystko na nim ciążyło. Był przyzwyczajony do wiecznego luzu, spokoju i do tego, że w każdej chwili, jakby coś mu się nie podobało, bez wyrzutów sumienia mógłby czmychnąć z klanu.
A od teraz nie było to takie łatwe. Nie mógł zostawić Piaska, a ten w życiu nie zostawiłby bliskich, pomimo tego, że byli dla niego — zdaniem Srebrnego — okropni.
— No już, nie ciesz się mną za bardzo, bo jeszcze ci się za szybko znudzę — rzucił z lekkim rozbawieniem, starając się odsunąć od siebie chmarę negatywnych myśli, jakie zawładnęły w jego głowie.
— W życiu — odparł pewnie kremowy, oddychając z ulgą. — Tyle na to czekałem... — westchnął rozmarzony.
— Ja też. To przykre, że nie możemy być tacy swobodni w uczuciach w obozie, bo twoja rodzina jest toksyczna i odbierają ci wolność w każdy możliwy sposób.
— Srebrzysty... — przerwał mu kocur, dosyć ostrzegawczym tonem głosu. — Tyle już na ten temat rozmawialiśmy. Proszę cię, nie mów tak o nich. Są może i z twojej perspektywy specyficzni, ale naprawdę. Dbają o mnie — zapewnił go, lekko się odsuwając.
— Też mi dbanie — parsknął, mrużąc oczy. Czym tak naprawdę była troska o drugą istotę, bliską sercu? Czy on na pewno dobrze sprawdzi się w roli kochającego partnera? Tak ciężko było mu to sobie w ogóle wyobrazić, a teraz przyszło mu to praktykować. — Wszyscy w twojej rodzinie mają coś nie tak z głową — stwierdził, wahając się na moment. — Oczywiście, nie licząc ciebie — dodał, zdając sobie sprawę, że jego słowa mogły nie mieć najlepszego wydźwięku.
Kremowy nieznacznie skrzywił się, kładąc uszy po sobie.
— Wcale tak nie jest — mruknął, ale nie brzmiał już na tak pewnego jak przy wcześniejszej wypowiedzi. — Czy naprawdę możemy o tym nie mówić? Chcę spędzić z tobą miło czas, skupić się na nas, a nie na twoich uprzedzeniach do mojej rodziny.
— Jak sobie życzysz — westchnął niebieski, odpuszczając temat. — Przyznam, że to miłe, żyć z myślą, że ma się partnera — rzucił nagle, uznając, iż warto choć trochę poprawić atmosferę.
<Piasku?>
29 stycznia 2024
Od Piaszczystej Zamieci CD. Srebrzystego Nowiu
14 stycznia 2024
Od Srebrnego(Srebrzystego Nowiu) CD. Piaska(Piaszczystej Zamieci)
Zapatrzony w dal, powoli przetwarzał kierowane do niego słowa. Uśmiech sam mimowolnie wpływał mu na pysk, im większe zawstydzenie słyszał w głosie przyjaciela. Zerknął na niego ze spokojem, tłumiąc chęć parsknięcia krótkim śmiechem. Teraz rozumiał, skąd to dziwne dopytywanie się o poprzednie zgromadzenie i towarzyszące temu, dosyć nietypowe jak na kremowego zachowanie.
Srebrny nie potrafił podejść do tematu na poważnie. Wciąż czuł się młodą, wolną duszą i w każdym aspekcie życia szukał możliwości na dobrą zabawę. Uwielbiał Piaszczystą Zamieć, pomimo tego, że kocur momentami zdawał się zbyt kurczowo trzymać ogona swej stukniętej matki i ślepo podążać za równie szurniętymi siostrzyczkami. Niebieski nie gardził żadną chwilą spędzoną w jego towarzystwie. Słowa, które teraz słyszał, poniekąd go zmieszały i sprawiły, że momentalnie zaczął kwestionować niektóre wybory w swoim życiu. Bo dla niego wspomnienie przelotnego liźnięcia w nos nie było aż tak pamiętliwe. Może to kwestia jego ówczesnego stanu, w którym niemalże zasypiał, ale widząc minę przyjaciela, aż głupio było mu nie przejmować się tym wydarzeniem.
— Haha, to jakaś propozycja? — rzucił w końcu, szczerząc się mocniej na widoczniejsze oznaki skrępowania. Krzyżujące się łapy, podkulony ogon i wzrok pełen niepewności, skupiony wprost na nim. — Czyli musimy się znowu przespacerować na zgromadzenie, aby powtórzyć tak czuły akt? Mamusia pozwala ci na spoufalanie się z takim "niecnym łobuzem" jak ja? — kontynuował, dalej utrzymując swój głos w żartobliwym tonie.
Bo jak inaczej miał to potraktować? Byli raczej przyjaciółmi, ciekawymi życia, relacji między kotami, ale wciąż jednak przyjaciółmi. Takie zachowania kojarzyły mu się z parkami w podeszłym wieku, którym do roboty nie zostało nic więcej, niż trącać się noskami po kątach obozu.
— Nie no, miałem... miałem na myśli tutaj... — wyparował cętkowany, momentalnie chyląc głowę. Srebrny czuł jego wzrok na własnych łapach, toteż przystąpił o kilka kroków bliżej. Kremowy zadrżał na jego ruch.
— Brzmi całkiem... — zawahał się — uroczo. Skoro chciałbyś zrobić coś uroczego, to znaczy, że uważasz mnie za takiego? — zagadnął.
— Ja...
Nie dane było mu usłyszeć odpowiedzi na to pytanie. Spomiędzy krzaków, niczym goniony przez dzika, wyleciał Malwowy Rozkwit, pędząc wprost na nich. Niebieski odsunął się w porę, pozwalając kocurowi wyhamować w taki sposób, by nie staranował żadnego z nich.
— O ja cię, zgubiłem was na moment i już myślałem, że nigdy was nie znajdę! — wysapał, brzmiąc na wycieńczonego szybkim biegiem. — Taki przerośnięty zając mi wyleciał zza krzewów, że myślałem, że mnie pożre! Ja mu uciekłem, ale chciałem was ostrzec, tylko nie... — zamilkł, przyglądając się to spokojnej minie Srebrnego, a to otępiałemu Piaskowi. — O nieeee, przerwałem wam w czymś prywatnym? Przepraszam. Już zaraz sobie pójdę, chyba was to coś nie dorwie...
— W niczym nam nie przerwałeś. Wspominaliśmy sobie ostatnie zgromadzenie, na którym dane nam było być, zanim mojej matce odbiło — westchnął srebrzysty, kręcąc głową. — Chyba już możemy wracać, prawda Piaseczku? — zamruczał, czując satysfakcję z reakcji kocura na zdrobnienie jego imienia. — No, chyba że chciałbyś coś ode mnie coś jeszcze — mruknął, puszczając mu oczko.
<Piasku?>
28 grudnia 2023
Od Piaska (Piaszczystej Zamieci) CD. Srebrnego (Srebrzystego Nowiu)
12 listopada 2023
Od Srebrzystego Nowiu (Srebrnego) CD. Piaszczystej Zamieci (Piaska)
— Z jej przewrażliwieniem to za szybko nie nastąpi — odparł, strzygąc uchem. — A zresztą, ja tam się czuję gotowy, Zwiędły Hiacynt też mi mówił, że jestem na dobrej drodze, więc mógłby powiedzieć to samo mojej matce i miałbym to całe uczniowskie życie z głowy — mruknął, wzdychając. — Do dupy z tym.
Widział, jak kremowy spina się na te "wulgarne" sformułowanie, ale wyjątkowo ani nie skarcił go słownie, ani nie klepnął go ogonem po grzbiecie, jak to miewał w zwyczaju. Pozwolił przez chwilę Srebrzystemu w ciszy przyglądać się zamarzniętej tafli jeziora, nim sam nie postąpił o kilka kroków bliżej.
— Co ty, chcesz się poślizgać? — zaśmiał się niebieski, podążając za nim.
— Oczywiście, że nie! — lekko się obruszył, zerkając na niego z niepewnością. — Przecież nie wiemy, na ile jest wytrzymały ten lód — mruknął.
— Oj tam, odrobina ruchu nikomu nie zaszkodzi. Nocniaki jakoś podobno dają sobie radę w wodzie, to czemu my nie możemy? — zagadnął, powoli zaczynając to dokładniej analizować.
Kremowy zmrużył ślepia.
— W tak lodowatej wodzie to i oni by zbyt długo nie popływali — odparł, lekko muskając łapą zmrożoną taflę. — Okropnie zimne... Nawet nie chcę wiedzieć, jak jest pod...
— Ale ja chcę — przerwał uczeń, wskakując na taflę. Zaraz to usłyszał pod sobą dziwne skrzypienie, jednak zanim zdążyło się cokolwiek zadziać, coś ostro szarpnęło go do tyłu za ogon.
W przelocie zdążył tylko ujrzeć pysk Piaska zaciśnięty na jego kicie, którą puścił dopiero gdy wszystkie cztery łapy Srebrzystego stały na stabilnym gruncie.
— Oszalałeś? Takich rzeczy się nie robi! — rzucił, jednocześnie brzmiąc na złego, jak i zmartwionego. Młodszy kocur natomiast, niespiesznie się otrzepał, nie przejmując się myślą o stracie życia.
— Tralala, nie byłeś pewny, czy to utrzyma nasz ciężar, więc chciałem to sprawdzić. No i patrz, teraz wiemy, że nie był to najmądrzejszy pomysł. Musimy zaprosić tu kiedyś twoje siostry i popchnąć je na...
— Srebrny! — przerwał mu.
W odpowiedzi niebieski zaśmiał się i pacnął go z lekka obolałą kitą w nos.
— Już nie płacz, wracamy do obozu — rzucił z uśmiechem, podpierając się o jego bok i stawiając pierwsze korki w stronę wspomnianego miejsca.
No i pech chciał, że jego dobra passa się posypała. Sądził, że będzie mu dane bardziej wykorzystać wojownicze życie, a zamiast tego wrócił do znienawidzonego punktu.
Przynajmniej nie tylko go spotkał tak okrutny los, którego sprawcą nie mógł być nie kto inny jak jego ukochana staruszka. Z takim podejściem nie powinna chodzić na zgromadzenia, a jedynie przekierować swe kroki do starszyzny. Pomimo jego luźnego podejścia, powoli zaczynało go to irytować. Nienawidził uczniowskich obowiązków i powoli miał coraz bardziej dosyć własnej matki.
Przyglądał się obozowi w zamyśle. Widział Piaska z Lew, która dzięki interwencji Srebrnego na zgromadzeniach, przestała aż tak groźnie łypać na nich okiem. Przesunął swój wzrok dalej, szukając możliwości ucieczki z tego miejsca. I gdy tak stał, coś lekko naparło na niego z boku.
Obrócił wzrok na Malwowy Rozkwit, którego widok momentalnie przysunął mu do głowy pewną myśl. Wolność wręcz sama wpadała mu w łapy.
— Ojeju, przepraszam Sreb...
— Nic się nie stało — odparł, uśmiechając się najserdeczniej, jak tylko potrafił. — Co ty na to, by wykorzystać ładną pogodę na polowanie? Chciałbym zrobić coś dobrego dla klanu, a z obecnym statusem ciężko o to...
— Ah, no tak — mruknął kremowy, a jego spojrzenie spoczęło na moment na Srebrnym. — Nie mam nic do roboty, możemy tak zrobić. Rzeczywiście, jest dzisiaj bardzo ciepło, szkoda tracić ten czas na siedzenie w obozie.
Niebieski uśmiechnął się szerzej. Wszystko szło po jego myśli.
— A co powiesz na jeszcze jednego kolegę? Im nas więcej, tym weselej — rzucił ochoczo, łapiąc w idealnym momencie kontakt wzrokowy z Piaskiem. Ruchem głowy poprosił go o podejście do nich. — O, ten tutaj. Też bardzo chciałby przejść się po tych cudownie zielonych terenach i pooddychać trochę świeżym powietrzem. Zabierając naszą dwójkę na spacer, zyskasz wspaniałe towarzystwo, a i z klan będzie szczęśliwy, jak przytachamy tu sporo zwierzyny! — Podkreślił, licząc, że przekona to miłego kocura do pomocy im w ucieczce stąd, chociaż na krótką chwilę.
24 października 2023
Od Piaszczystej Zamieci CD. Srebrzystej Łapy (Srebrzystego Nowiu)
09 października 2023
Od Srebrzystej Łapy CD. Piaskowej Łapy(Piasczystej Zamieci)
Zerknął na przybyłego przyjaciela, który bez jakichkolwiek narzekań zabrał się do roboty. Srebrny skulił uszy na brak przejawu buntów wobec tak nużących poleceń. Byli młodzi, pełni wigoru — dlaczego uczniom zlecano takie bezsensowne zadania, zamiast pozwolić im wyjść z obozu i korzystać ze sprawności kręgosłupa? Chętnie obszedłby wszystkie tereny we własnym tempie, a i gdyby tylko mógł — zaszedłby znacznie dalej. Przecież z jednej strony nie dzielili granicy z żadnym klanem, więc jakie były konsekwencje pozwiedzania tamtych okolic? Nikt ich by za to potem nie skrzyczał na tym śmiesznym zgromadzeniu.
— Jakoś idzie, Zwiędły Hiacynt jest całkiem znośnym mentorem, coś tam wie, tylko wieje nudą na treningach — mruknął, zgodnie z prawdą. — Zawsze mogło być gorzej.
Podchodził do sprawy optymistycznie. Chciał nabrać siły, doświadczenia, a jednocześnie zwyczajnie trochę się pobawić. Terminatorzy powinni mieć wyznaczony czas na rozrywkę, inaczej wszyscy pokończą jako drętwi staruszkowie z patykami wepchniętymi za głęboko w tyłek.
— To dobrze, że dostrzegasz takie pozytywy — odparł kremowy, uśmiechając się ciepło. Na moment ruchy jego łap zdawały się Srebrnemu wolniejsze, jakby kocur wahał się nad czymś. Ku jego przewidywaniom, ten zabrał ponownie głos. — Zastanawiam się, jak długo będę jeszcze uczniem. Tak właściwie to mógłbym już zostać mianowany, ale Różanej Przełęczy coś się do tego nie spieszy.
Niebieski rozmowę potraktował jako oznakę przerwy. Odsunął się od krzewów, siadając na miękkim fragmencie podłoża i zerkając za siebie, czy nie ma w pobliżu nikogo, kto pogoni go zaraz za obijanie się.
— W sumie to dopiero co przekroczyłeś ten minimalny wiek do ceremonii, więc może nie chce cię od razu rzucać na głęboką wodę i obciążać wojowniczymi obowiązkami — mruknął w zamyśle. — Chociaż bez tych treningów i ograniczeń, nie wydaje się być to trudniejszym życiem.
Piasek w przeciwieństwie do niego nie zaprzestał pracy. Srebrzysty obserwował przyjaciela. Widać, że zależało mu na udowodnieniu swojej zaradności i dobrych intencji. Nie zazdrościł mu bycia kojarzonym z liderką sprzed wielu księżyców, która uchodziła za tyrankę. Kremowy przeżywał to i niepotrzebnie męczył się przy treningach dwa razy bardziej, niż to było konieczne.
— Mam wrażenie, że niczego więcej na tym etapie się nie nauczę — stwierdził. — I nie uważam, że mam jakąś nadzwyczajną wiedzę, pozjadałem wszystkie rozumy i nie wiadomo co jeszcze. Po prostu... Twoja mama wciąż wydaje się do mnie uprzedzona. Do mnie i do mojej całej rodziny.
Młodszy skinął głową.
— W kontekście reszty twoich bliskich to jej się nawet nie dziwię... — uciął, dostrzegając znaczące spojrzenie kremowego. Owszem, nie raz był proszony o zaprzestanie obrażania takiej Lew czy Zięby, jednak było to silniejsze od niego. — Ale spójrz na to inaczej. Sam powiedziałeś, że twoja siostra robi eksperymenty. Wystawia naszą przyjaźń na próbę. Tylko po co? Obaj wiemy, że się lubimy i nasza znajomość jest normalna. Cokolwiek nie zrobię, i tak ta wariatka będzie próbowała ci wmówić, że coś jest nie tak, że ja tobą manipuluję bądź wyśmiewam się z ciebie — wymieniał to, co wydawało mu się oczywiste. — Wiesz doskonale, że taki nie jestem.
— Wiem — odparł niemalże natychmiastowo. — Po prostu... Nasze rodziny się różnią. To wszystko rzeczywiście brzmi nie najlepiej, ale u nas może trochę inaczej okazuje się troskę...
— Ta, jeśli to jest troska, to ja jestem latającą wiewiórką — prychnął, kręcąc głową. — Będę szczery. Ja martwię się tylko o ciebie, twoja rodzina mnie nie interesuje.
Nigdy jeszcze nic bardziej nie zachęciło go do pracy. Ta rozmowa wprowadzała go w zmieszanie i dyskomfort, a on nie lubił, gdy ich wymiana zdań miała negatywny charakter. Przybijało go to. Gdyby był bardziej szczery, nie hamował się, to jedno złe słowo mogłoby doprowadzić do kłótni. A tego nie chciał.
Z początku milczeli. Potem Srebrzysta Łapa podjął się bardziej odmóżdżających tematów, pozwalając, by obaj się rozluźnili. Przy tym, cały czas rozglądał się. Dopóki pewne rude istoty nie pojawiały się w zasięgu jego wzroku, był spokojny.
Przeciągnął się, a jego ciało mimowolnie zadrżało od przenikliwego chłodu Pory Nagich Drzew. Biel krajobrazu była przyjemna dla oka, ale zdecydowanie brakowało mu tych jasnych dni, słonecznych promieni okalających futro i obdarowujących go swym ciepłem.
A na dodatek działo się coś złego. Zazwyczaj było tu cicho, nawet gwar rozmów nie był tu nigdy problemem. Teraz natomiast milczenie przerywały nieraz krótkie, innym razem długie i brzmiące na wycieńczające pokaszliwania.
Słyszał od brata, Rumiankowej Łapy, że mieli problem z medykamentami. Kończyły im się zioła i nie było skąd brać nowych. A chorych też przybywało. Nie dziwił się, że byli to starsi. W końcu ich organizmy były o wiele słabsze, a to tylko dobitnie przypominało mu, jak przeraża go cały proces starzenia.
Kręcił się blisko wyjścia z obozu. Bardzo chciałby uciec od tego źródła zarazków, ale wciąż był tylko uczniem, któremu nie pozwalano na zbyt wiele.
— Hej, Srebrny...
Ucho mu drgnęło na dźwięk jego ulubionego głosu. Lekko uśmiechnął się, odwracając się przodem do kremowego. Powitał go ciepłym uśmiechem, instynktownie wzrokiem dokładnie analizując otoczenie. Nie widział żadnej z bliskich kocura, więc od razu się rozluźnił.
— Chyba dawno nie rozmawialiśmy — mruknął pogodnie. — Ah, ależ przepraszam, gdzie moje maniery. Już nie jesteśmy na tym samym poziomie. — Obszedł kremowego, muskając ogonem jego grzbiet. — No, no, pan pełnoprawny wojownik. Nie wiem, czy mam prawo przebywać teraz w otoczeniu kogoś tak ważnego, Piaszczysta Zamiecio — wymruczał z rozbawieniem.
— No co ty! — Kremowy niespodziewanie dał mu lekko łapą po nosie, szczerząc się. — Oczywiście, że możesz. Niedługo też zostaniesz mianowany. Dobrze sobie radzisz — zapewnił przyjaciela, kierując zaraz wzrok w stronę nagłych pokasływań. — Mam nadzieję, że nie zachorujemy. Pora Nagich Drzew daje się mocno we znaki. Klan Burzy potrzebuje teraz każdej pary łap, bo zwierzyny praktycznie nie ma... — zmartwił się.
Srebrny nienawidził się czymkolwiek przejmować. Nie potrafił jednak stosować swojego standardowego podejścia do życia w momencie, w którym każda chwila nieuwagi mogłaby wpłynąć negatywnie na jego zdrowie. Pierwszy raz starał się na odrobinę powagi w jakimkolwiek temacie, choć żarty pchały mu się ciągle na język.
— Jak i mnie mianują, to będziemy mogli wychodzić sami na polowania — zauważył. — No, na pewno radzę sobie coraz lepiej, ale i tak brakuje mi jeszcze trochę do twojego poziomu. Postaram się przyłożyć przy najbliższych treningach, to może Zwiędły Hiacynt powie mojej mamie co nieco dobrego na mój temat — mruknął, mrużąc oczy, gdy prószący śnieg na moment przysłonił mu widok. — Jesteśmy młodzi i silni, nas takie choróbska się nie imają — zapewnił, choć nie chciał tymi słowami kusić losu.
— Mam nadzieję — westchnął jego towarzysz, po czym niespiesznie otarł się o jego bok. — Chcesz się przejść? Wiesz... Jestem wojownikiem, mogę wychodzić z obozu, więc pod moją opieką i tobie pozwolą. Co ty na to? — zaproponował. — Możemy... Porobić coś w śniegu.
Srebrzysta Łapa gwałtownie wyprostował się, gdy zdał sobie sprawę, że to, o czym mówił niewiele starszy kocur, jest w pełni legalne. Nikt nie będzie mógł na niego gderać, jeśli opuszcza obóz pod opieką wyszkolonego wojownika, a nie jako młodociany zbieg.
— Naprawdę, pytasz mnie, co o tym sądzę? — parsknął. — No weź, a myślałem, że się już dobrze znamy. W życiu nie odmówiłabym takiej propozycji — przysiągł, czując, jak łapy rwą go do przodu. — Dawaj, zanim ktoś nas zobaczy i będzie niepotrzebnie kwestionował, czy aby na pewno możemy sobie wyjść.
Niby żadne zasady nie zabraniały im owych czynów, ale czuł, że ktoś z otoczenia Piaska mógłby nie być zadowolony z tego, że kremowy przebywa w jego towarzystwie i ukradziono by mu przyjaciela sprzed nosa.
Wojownik w odpowiedzi kiwnął głową i szybko, bez żadnych problemów, się wymknęli. Od razu, gdy opuścili obóz, kremowy przyśpieszył, wychodząc na prowadzenie i śmiejąc się radośnie. Z perspektywy Srebrnego, jego próby złapania w pysk płatków śniegu, wyglądały komicznie.
— Ale tu jest cudownie! — sapnął Piaszczysta Zamieć, przystając w miejscu. — Zimno, ale wspaniale. Pokażesz mi, jak się tym bawi? — Wskazał na biały puch.
Ucznia lekko zaskoczyło to pytanie, bo akurat o wiele bardziej preferował zabawy mchem w ciepłe dni. Miał już styczność ze śniegiem, w końcu urodził się Porą Nagich Drzew, ale był wtedy jednak na tyle mały, że nie pozwalano mu zbytnio opuszczać żłóbka, by mógł wypróbować wszelkie metody zabawy na dworze. Za to pamiętał, że gdy tylko udało mu się dobrać do zimnego puchu, wpychał go w uszy brata, a tego raczej uczynić Piaskowi nie zamierzał, ani nie chciał.
— Trudno jest z tego cokolwiek zrobić, chociaż mnie zawsze fascynowało, jak łatwo odciska się w tym ślady. Patrz, możesz zrobić całą swoją podobiznę — oświadczył, po czym rzucił się pyskiem płasko w zaspę. Od razu zmroziło całe jego ciało, ale gdy dał sobie chwilę, ostrożnie wstał, by niczego nie zepsuć i odsunął się, aby Piasek mógł popodziwiać jego dzieło. — Widzisz? Widać w tym mój pysk. Tak naprawdę jak się odpowiednio w tym wytwarzasz, to możesz zrobić dziury o zabawnych kształtach. Tylko nie zapomnij zamknąć oczy! Szczypie okropnie, jak ci się to badziewie dostanie do środka.
Cętkowany nie czekał nawet, aż ten skończy mówić, powtarzając jego wcześniejsze czyny. Wyglądał na zadowolonego, gdy odsuwał się od świeżo tworu.
— Ale ekstra — miauknął, odbijając tuż obok swoją łapkę.
Ułamek oddechu, wypełniony spokojem, przerwał nagły ruch ze strony Piaska. Rzucił się w kierunku Srebrnego i oboje przeturlali się po śniegu, zatrzymując się dopiero kilka króliczych skoków dalej. Pełen energii wojownik podniósł się na łapy, otrzepując ze śniegu i oceniającym spojrzeniem zerknął na ślad, jaki stworzyli.
— Patrz! Widzę w tym nas!
Wciąż trochę oszołomiony czynem kolegi, niebieski dalej leżał na plecach, wpatrując się w niebo. Zastrzygł uchem na słowa towarzysza, niespiesznie obracając się i podnosząc do pionu.
— Nie dziwię się, pozostawiliśmy po sobie wiele wzorków — parsknął, zerkając na niego w skupieniu. — Patrz, obaj jesteśmy teraz biali. No, to się dopiero nazywa równość. — Uśmiechnął się, i nim Piaszczysta Zamieć zdążyłby się odezwać, zrobił zamach łapą i sypnął śniegiem z zaspy w przyjaciela. — No, a teraz to cię nawet własna matka nie pozna.
Reakcja kocura go zaskoczyła. Nie obraził się, a ni nie skrzywił, tylko zachichotał, po czym odpłacił się przyjacielowi. Zgarnął śnieg w łapę i rzucił nim w jego stronę.
— Nie gadaj tyle, tylko działaj. A masz! — zawołał, zaraz to umykając w kilku susach dalej, by zgarnąć kończyną nową amunicję.
Srebrzystej Łapie nie udało się wykonać uniku. Odszedł kilka kroków w tył, marszcząc zmarznięty nos. Jasna plama, jaką był Piasek, zlewała mu się na tle zaśnieżonego krajobrazu. Im dalej uciekał, tym mniejszy się zdawał.
Młodszy zaczerpnął oddechu, po czym wybił się na tylnych łapach i ruszył w pogoni za wojownikiem.
— A od kiedy ty taki śmiały jesteś? — zaśmiał się głośno, choć świst wiatru zdawał się zagłuszać jego słowa.
— Od dzisiaj. — Wystawił mu psotnie język i rzucił w jego stronę śniegiem. — No i to fajna zabawa! Nie mów, że ci się nie podoba?
Tym razem puch ledwo co musnął jego polik, przelatując dalej. Niebieski ponownie przystanął, uśmiechając się głupio.
— Podoba się, podoba — zapewnił. — Wiesz, co mi się jeszcze podoba? — zagadnął, ruszając powoli w jego kierunku. — Ta nowa wersja ciebie, jaką właśnie mam przed sobą. Jesteś taki swobodniejszy, pogodniejszy. Widzisz? Jak nie ma przy tobie twoich sióstr-świrusek i szurniętej matki, nie masz powodów do stresu.
[1856 słów]