BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ćmia Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ćmia Łapa. Pokaż wszystkie posty

22 września 2026

Od Ćmiej Łapy CD. Migoczącej Łapy

Kotka popatrzyła na rozdartą nornicę. No, nieźle. Teraz to już nikt jej nie zje.
– I co ty zrobiłaś, Ćmia Łapo? – warknął Migocząca Łapa. – Zniszczyłaś nornicę!
Ćmia Łapa miała ochotę wybuchnąć, ale tylko wbiła pazury w ziemię i spokojnie odpowiedziała:
– Przepraszam, Migot, ale Mysikrólik pierwsza wzięła tę zdobycz, a ty chciałeś ją zabrać. Jeśli nikt nie chce teraz jej zjeść, ja to zrobię.
– To dobrze, nie będę jadł tej wroniej karmy! – burknął i poszedł dalej.
– Przepraszam, Ćmia Łapo – powiedziała Mysikrólik. – Może powinnam ją była oddać... ale na pewno nie jemu. – Pokręciła głową.
– Nie masz za co przepraszać, siostrzyczko. Takim, co widzą tylko czubek swojego nosa, trzeba pokazywać, że źle robią. – “Lub że są idiotami” pomyślała. Szybkimi kęsami zjadła rozdartą piszczkę i poszła do legowiska medyka.
W środku na koteczkę czekał Czujny Pasterz, który wyglądał, jakby nie spał od księżyca.
– Witaj, Ćmia Łapo! – Jagnięcy Ukłon lekko schyliła głowę. – Podasz nasiona maku? Czujny Pasterz cierpi na bezsenność.
Krótkoogonowa przytaknęła i poszła po liść z małymi ziarenkami. Podała je mentorce, a ona kilka wręczyła kocurowi o kręconym futrze.
– Pójdź się teraz przespać. Jak w kolejnych dniach nie będziesz mógł zasnąć, znów tu przyjdź i znowu wspomogę cię dwoma ziarenkami, dobrze?
– Dobrze… – mruknął ze zmęczenia i odszedł w stronę legowiska wojowników tuż po.
– Mam nadzieję, że Pora Nagich Drzew nas nie rozłoży bardziej – miauknęła kotka o kobaltowych oczach. – Czy mogłabyś coś przynieść do jedzenia?
– Oczywiście. Za chwilę wracam! – Odwróciła się i podeszła do stosu zwierzyny. Upatrzyła dla niej piękną ryjówkę, ale wtedy niebieska łapa odgrodziła ją od małego ssaka.
– Nie za dużo jesz, Chwaście? – wyszczerzył się Migocząca Łapa.
– Migot, proszę… może zajmiesz się czymś pożytecznym, zamiast uprzykrzać życie innym?
– To ty nie obciążaj klanu swoim obżarstwem!
– To dla Jagnięcego Ukłonu!
– Akurat! Zaraz po zjedzeniu tamtej zniszczonej przez ciebie nornicy wróciłaś po następny kąsek!
Nie. Tego już za wiele.
– W takim razie przynieś jedzenie Jagnięcemu Ukłonowi albo miej wyrzuty sumienia, że kot, który jest szanowany przez twojego ojca, cierpi z głodu – fuknęła i się odwróciła.

Wyleczeni: Czujny Pasterz

<Migot?>
[329 słów]

[7%]

Od Ćmiej Łapy CD. Trójokiego Zająca

Niedawna przeszłość

Wdychała ciepło ojca. Był dla niej wielkim wsparciem w tej trudnej chwili. Bała się, że zawiedzie swojego brata. W tej chwili zdała sobie sprawę, że czasami za szybko chciała dorosnąć, za bardzo chciała tłumić emocję, które później osiadały w niej na dnie i wybuchały w najmniej oczekiwanym momencie. Przy tacie mogła zrzucić ten ciężar, który w większości sama na siebie narzuciła i się wypłakać w jego gęstym futrze.

Teraźniejszość

Kotka miała dużo roboty już od samego rana. W obozie było jeszcze dużo chorych. Firletkowa Łapa obudził się przed wschodem słońca, chcąc posłuchać kolejnych historii. Potem poszła na zbieranie ziół, a później przyszła do niej Niebiańska Poświata.
– Witaj, Ćmia Łapo! Witajcie, Jagnięcy Ukłonie i Aldrowando!
– Jagnięcego Ukłonu nie ma, a Księżycowa Aldrowanda jest u kociaków – poprawiła. – O co chodzi?
– Och, przy Złotych Kłosach coś mnie ugryzło. Myślałam, że to małe ugryzienie, ale później zaczęło się czerwienić. Obejrzysz to?
– Oczywiście. – Przytaknęła głową. – Która łapa?
– Tylna. – Podniosła łapę, aby uczennica mogła się lepiej przyjrzeć.
– Wdała się infekcja, Niebiańska Poświato. Następnym razem z każdym ugryzieniem przychodź do nas. Nałożę ci trybuli, ale nie wychodź dziś już z obozu, lek musi pozostać na ugryzieniu, aby zadziałał, dobrze?
– Dobrze – obiecała.
Kremowa przeżuła kilka korzeni, wypluła je na łapę pacjentki i rozsmarowała.
– Gotowe.
– Dziękuję, Ćmia Łapo, do widzenia! – Liliowa machnęła ogonem i wyszła z legowiska.
– Do widzenia! – odwzajemniła.
Srebrna wyminęła się z płowym kocurem, który kulał na jednej łapie.
– Witaj, Ćmia Łapo! – mruknął. – Coś mi się wbiło w łapę. Głupi Dwunożni, wszędzie te swoje przezroczyste kamienie zostawiają.
– Obejrzę łapę, dobrze? Tylko uwaga, jeśli to coś się wbiło głęboko, wyciąganie może zaboleć.
– Dobrze – odmruknął, prawdopodobnie zastanawiając się, czy medyczka go uważała za tchórza. Może kiedyś by tak myślała, w końcu stał przed nią brat uciekinierki, Truskawkowego Pola, ale po incydencie z Mroczną Puszczą nauczyła się, że nie zawsze należało oceniać kota po więzach krwi.
– O, znalazłam. Prawie cały wszedł! Wyciągnę go na trzy. Raz… dwa… trzy! – Wyciągnęła przezroczysty odłamek z łapy.
– Fakt, pociągnęło – odmruknął point.
– No, no, no, infekcja. Widać dzisiaj szybko mi się skończy trybula… – lekko zażartowała.
– Dziękuję, Ćmo – rzekł kocur, gdy skończyła.
– Nie ma za co, do widzenia! – mruknęła na pożegnanie.
Po kilku chwilach do legowiska przyszedł kolejny point, a właściwie pointka, bo kotka. Oszroniony Kieł.
– Dzień dobry, Ćmia Łapo, mam straszną chrypę – chrząknęła i dotknęła szyi.
– Witaj, Oszroniony Kle, już ci daje miód. Przychodź do mnie przez następne trzy dni na inspekcję i staraj się oszczędzać swój głos, inaczej możesz go stracić na zawsze, dobrze?
Kotka przytaknęła głową. Kremowa potrząsnęła swoim małym ogonkiem w kształcie pióra i podreptała po wiązkę mchu z miodem.
– Proszę, wyliż to.
Pointka schyliła się i wysunęła swój język, liżąc mech z lepką substancją.
Kotka schyliła łeb w podzięce i odeszła w stronę legowiska wojowników.

~*~

Kolejne kroki zostały złapane przez uszy koteczki, lecz zamiast kolejnego pacjenta, do legowiska wszedł jej ojciec, Trójoki Zając.
– Cześć, córeczko. – Kocur polizał ją między uszami. – Co u Firletkowej Łapy?
– Ostatnim razem jak sprawdzałam wszystko u niego w porządku. Jeszcze nie umie chodzić, głównie śpi. Jego rana po… amputacji, jeszcze się nie zasklepiła i musimy uważać na infekcję. A ty jak się trzymasz?
– Nie martw się, jest dobrze. Jeżeli będziesz miała czas, chcesz pójść na spacer? Dawno nie spędzaliśmy razem czasu.
Jej oczy się zaświeciły.
– Oczywiście! Pogadam z Jagnięcym Ukłonem, jak wróci. Może jutro się uda. – Uśmiechnęła się. Miała nadzieję, że uda jej się wyprowadzić go ze smutku, chociaż na chwilę. Firletkowa Łapa stracił łapę, ale dzięki Klanowi Gwiazdy przeżył i Ćma zrobi wszystko, aby jej rodzinie żyło się jak najlepiej.

Wyleczeni: Oszroniony Kieł, Niebiańska Poświata, Wędrujący Wibrys

<Kochany tato?>
[586 słów]

[12%]

19 września 2026

Od Ćmiej Łapy CD. Migoczącej Łapy

Ćmia Łapa kątem oka zauważyła niebieskiego pointa, który odskoczył od mysiej żółci. Wielki panicz. Na wyrazie pyska koteczki pojawił się dyskretny uśmieszek. Potem przybrała zdziwiony wyraz i odwróciła się do ucznia.
– Migocząca Łapo, mówiłeś, że umiesz wyciągać kleszcze. Na pewno to wcześniej robiłeś?
Kocur się lekko zezłościł.
– Oczywiście, że to wcześniej robiłem! – oburzył się.
– W takim razie czemu tak zareagowałeś?
– Ponieważ… – Kocur próbował znaleźć jak najmniej upokarzającą odpowiedź. – Jakieś zepsute to musi być, jakieś takie… gęste i w ogóle.
– To nie możliwe, to najnowsza partia. Zobaczę… – zastanowiła się, czy nie zrobił jakiegoś głupiego psikusa, ale nie zrobiłby tego w towarzystwie tak zwanych kotów trzecich.
– Jest idealnej konsystencji i świeżości. Wiem, że to nie zapach kwiatów, ale jeżeli nie zajmiemy się kleszczami, mogą zrobić krzywdę starszym. Proszę, wróć do pracy.
Migocząca Łapa zastanowił się, co zrobić, fuknął i z obrzydzeniem zamoczył mech w żółtej, źle pachnącej cieczy.

~*~

Skończyli. Żaden kleszcz (przynajmniej u Rozświetlonej Skóry i Mniszkowego Nektaru, gdyż wątpiła w to, że kocurek dogłębnie obejrzał Wieczne Zaćmienie) się nie mógł uchować. Niebieski point wyszedł z legowiska starszyzny, naburmuszony. Ćmia Łapa miała nadzieję, że poszło mu w pięty i chociaż trochę ostudzi to jego wredną naturę.
– Chwaście, jeszcze się policzymy.
– A myślałam, że chociaż z tego wyciągniesz lekcję. No ale trudno, dzięki za twoją “pomoc”. Na razie, ego topie! – odmruknęła i poszła do legowiska medyka.
W środku czekały na nią medyczki opiekujące się jej bratem, Firletkową Łapą.
– Witajcie, Jagnięcy Ukłonie i Księżycowa Aldrowando! – przywitała się. – Co u Firletkowej Łapy?
– Coraz lepiej. Pamięta coraz więcej, ale wybudzony jest bardzo przewrażliwiony. Obawiam się, że to może być nie szok, a uszkodzenie pamięci – miauknęła mentorka. – Idź z nim porozmawiać, to mu pomoże.
Młodsza kremowa kiwnęła głową i poszła do niebieskiego. Kocurek leżał w kłębku, a jego bok się unosił i opadał. Gdy podeszła bliżej, kocur podniósł głowę i z zaspanymi oczami popatrzył się na kotkę.
– Siostra? Ćmia Łapa? – mruknął.
Kremowej oczy się zaświeciły szczęściem i wzruszeniem.
– Tak! To ja! Siostra! Ćmia Łapa!
– Ach… – mruknął spokojnie.
– Jak się czujesz? – zapytała.
– Moja łapa… boli. Zły ten kot.
– Jaki kot? – zastrzygła uszami.
– Co mi to zrobił… jak spałem… zły… niedobry…
Kremowa machnęła swym małym ogonkiem w kształcie piórka.
– Firletkowa Łapo, nikt ci tego nie zrobił. Spadłeś z klifu.
– Co? Nie! To był kot… kot! Jak spałem… zrobił mi to!
– Bracie, łapę straciłeś przez wypadek! Z klifu spadłeś!
– WCALE NIE! – zapiszczał. – Tak nie było!
– Dobrze, już dobrze… – uspokoiła go. – Chcesz, abym opowiedziała ci o naszych czasach kocięcych?
– Tak! Proszę! – mruknął.
– A więc, oprócz mnie, mamy i taty masz jeszcze dwie siostry: Mysikróliczą Łapę i Słonkową Łapę. Kiedy byliśmy jeszcze w żłobku, razem się bawiliśmy, śmialiśmy i rozrabialiśmy. Nasza mama mówiła nam wiele świetnych historii, również o ptakach i jak nas wspierają…
Klasyczna opowiadała zielonookiemu powoli i dokładnie różne sytuacje z ich życia, czasami nawet się śmiał, czasami się denerwował, a czasami słuchał jak nawiedzony przez Klan Gwiazdy.
– Później cię przestraszyłam i…
– Ćmia Łapo, Jagnięcy Ukłon cię woła – rzekła zza roślinnej kurtyny Księżycowa Aldrowanda.
– Już idę! – odpowiedziała i wstała.
– Nie! Zostań! Zostań! – Firletka chciał ją zatrzymać amputowaną łapą.
– Nie martw się, Firletkowa Łapo. Później znów do ciebie przyjdę i poopowiadam ci więcej, dobrze?
– Dobrze… – mruknął.
– Pa! – pożegnała się.
– Pa! – odpowiedział.

~*~

Ćmia Łapa wróciła z uzupełniania magazynu. Dzień powoli dobiegał końca, ale nie obyło się bez afer, przy wejściu do legowiska uczniów. Wodospad wszystko zagłuszał, a więc podeszła bliżej. Całe legowisko było puste, pewnie inni uczniowie poszli na treningi... W środku byli tylko Migocząca Łapa i Mysikrólicza Łapa.
– Wzięłaś MOJĄ nornicę. Wiesz, jak ciężko jest zdobyć tak pulchną zwierzynę w czasie Pory Opadających Liści?
– Ale zwierzyna się tuczy na Porę Nagich Drzew. Jest jeszcze dużo zwierzyny, a w dodatku nie pachniała tobą!
– Oddaj mi tę nornicę! – zażądał.
– Nie! Była na stercie i ja ją sobie wzięłam!
– Powiedziałem, oddaj! – Wysunął pazury i otworzył złowieszczo pysk. Szylkretka położyła po sobie uszy.
– Hej! Co robisz? – krzyknęła Ćmia Łapa.
– Nic, w co mogłabyś znowu wsunąć swój wścibski nos, chwaście – warknął.
– Ciebie również mi miło widzieć, Migocie – rzekła ironicznie. – Czemu dokuczasz Mysikróliczej Łapie?
– Gdyż ukradła moją nornicę, która właśnie należy do mnie. Złodziej!
– A niby jakim prawem? Odłożyłeś ją gdzieś na bok!
Mysikrólicza Łapa zmarszczyła brwi, a futro wzdłuż jej karku się uniosło.
– Ona była na stercie, kłamco! – odbiła piłeczkę, obnażając kły w grymasie.
– A upolowałeś ją chociaż? – zapytała się kremowa Migoczącej Łapy.
– Eee… nie, ale nie ma już żadnej jadalnej zwierzyny, a ja nie będę jeść jakiegoś paskudztwa!
Ćma nie wierzyła własnym uszom. Ten kocur doprowadzał ją czasami do szału.

<Migot?>
[745 słów]

[15%]

12 września 2026

Od Ćmiej Łapy CD. Cisowej Łapy

Przeszłość

Ćmia Łapa segregowała zioła, jak to miała w zwyczaju. Nagle usłyszała przy sobie cichutki głosik kociaka. Jak się później okazało, należał on do Ciski.
– Witaj, Ćmia Łapo, czy rana jest już dobrze zagojona? – zapytała, podnosząc swą małą łapkę.
Uczennica przyjrzała się.
– Tak, jest w porządku, infekcja się nie wdała, ale uważaj, aby jej nie rozwalić! Inaczej skóra znów będzie musiała się regenerować.
Koteczka uśmiechnęła się.
– Dobrze! Dziękuję ci! – Machnęła ogonkiem i poleciała do żłobka.
Rezolutne kocię.

Teraźniejszość

Kotka po nocy pełnej przygód w Mrocznej Puszczy nie mogła zasnąć. Cały dzień była zamyślona, a gdy słońce zaszło, uczennica zaczęła się zastanawiać nad sensem tego wszystkiego. Rozkładała zioła symbolizujące koty (Migoczącą Łapę oczywiście reprezentował krwawnik, bo od niego chciało jej się wymiotować) i układała je w jakimś dla niej sensownym schemacie. Otóż trzeba wiedzieć, że Ćmia Łapa, choć rzadko, to widać było, że była niezwykle uparta i dotrzymywała swego zawsze. Gdy uznała Jastrzębi Zew za kogoś podejrzanego, nie zmieniła zdania aż do jej śmierci (do tej pory się tego trzymała), podobnie było jednak w drugą stronę. Gdy odwiedziła ją Pikująca Jaskółka, wsiąkała każde jej słowo, niczym gąbka. Teraz jednak miała świadomość, że to zapewne morderczyni. Klifiaczka całą noc spędziła na dziwnych kombinacjach, aż w końcu zasnęła.
Księżycowa Aldrowanda, gdy weszła do legowiska, zastała Ćmią Łapę śpiącą z otwartym pyskiem, z którego wypływała ślina. Szylkretka lekko pyrgnęła kremową.
– …Co? Jaskółka? – zapytała nieprzytomnie żółtooka, której jedna strona bocznego futra stanęła dęba, sklejona śliną.
– Ćmia Łapo, już prawie wysokie słońce, myszy goniłaś przez sen? – zaśmiała się. – Chodź, pomożesz Jagnięcemu Ukłonowi.
Krótkoogonowa wstała, rozciągnęła się i z przedsionka weszła w głąb legowiska.
– Nareszcie wstałaś – zaśmiała się mentorka. – Dziś będziesz oglądała chorych, zacznij od żłobka.
Kremowa miauknęła do starszej kotki i wyszła ze szczeliny. Wodospad spadał z klifu, dostarczając chłodną bryzę do jaskini. Uczennica weszła do legowiska gdzie były kociaki i skłoniła głowę karmicielce.
– Witaj, Rozżarzona Pieśni! Przyszłam zobaczyć twoje kocięta.
– Witaj, Ćmia Łapo. Krabik skarży się na ból głowy, nie mocny, ale nadal się martwię. Obejrzysz go?
– Oczywiście. – Uśmiechnęła się. Podeszła do małej czekoladowej koteczki.
– Cześć, Krabiku. Jestem Ćmia Łapa i przyszłam zobaczyć twoją głowę. Podobno cię boli.
– Tak… – rzekła.
Kremowa dotknęła łapą czoła szylkretki, nie było gorące.
– Czy czułaś wcześniej gorąco w środku? Albo czy się uderzyłaś w głowę? – zapytała.
– Przez Porę Zielonych Liści było dość gorąco, a w głowę nie walnęłam się mocno! Delikatnie, Świetlik mnie popchnął.
– Nie specjalnie! – wtrącił się rudy.
– No dobrze, podam ci wrotycz i liście malin. Powinno ci być lepiej. – Podała koteczce liście, po czym pożegnała się z karmicielką oraz jej pociechami i wróciła do legowiska medyka.
Myślała, że reszta dnia będzie spokojna, ale do legowiska weszła Srocza Błyskotka.
– Dzień dobry, Ćmia Łapo! Mój nos jest… A PSIK! – Kichnęła. – cały zapchany…
Kremowa podniosła głowę.
– Dzień dobry, Srocza Błyskotko. Już podaje ci mech i zioła. – Podeszła do szylkretki, aby sprawdzić, czy miała tylko katar. Podała mech do wyczyszczenia nosa, a następnie podała zioła na katar.
– Och, dziękuję, Ćmia Łapo. Od razu mi lepiej.
“Jak wyczyściłaś nareszcie porządnie nos to cóż się dziwić…” pomyślała i pożegnała wychodzącą protektorkę.

***

Kotka wracała z poszukiwania ziół. Weszła do obozu z pełnym pyskiem. Natknęła się na burą koteczkę z brudnym mchem z legowiska starszyzny.
– Cześć, Ćmia Łapo! – przywitała się Cisowa Łapa.
– Cesc Cysko! – wysepleniła.

Wyleczeni: Krabik, Srocza Błyskotka

<Cisowa Łapo? Co u ciebie?>
[539 słów]

[11%]

Od Ćmiej Łapy do Słonkowej Łapy

Sen

Ćmia Łapa otworzyła oczy. Rozejrzała się dookoła. To nie było legowisko medyka. Znajdowała się w lesie. Grube konary otaczały ją z każdej strony, a ich czubki drzew sięgały nieba. Mgła lekko muskała jej futro, ciągnąc się ociężale po ziemi. Wtedy zrozumiała, że śniła. Czy to był… Klan Gwiazdy? Spojrzała w niebo, nie było tam ani jednej gwiazdy, ale w sumie, jeśli gwiazdy to dusze przodków, a znajdowała się na ich terenie, to pewnie jest pośród nich, prawda? Nagle usłyszała za sobą szelest. Obróciła się ostentacyjnie i ujrzała cień przemykający między drzewami. Przyjęła pozycję obronną, przestraszona nagłym ruchem. Zaraz potem zza zarośli wyszła kremowa kotka o zielonych oczach, długich uszach oraz o długim ogonie. Kotka uśmiechnęła się przyjaźnie i machnęła kitą.
– Witaj, Ćmia Łapo. Nazywam się Pikująca Jaskółka i jestem twoją babką.
Uczennica otworzyła szerzej oczy. Trójoki Zając opowiadał jej o niej, chociaż jedynie tyle, że Ćma wiedziała, że była z nią spokrewniona. Kukułczy Wdzięk zaś o tym, że kremową zabił Gąsienicowy Ogryzek. Ale jak mógł on zrobić to sam wojowniczce, która została mianowana na zastępczynię? Musiał mieć jakąś pomoc albo jakoś ją omamił.
– Witaj, babciu – przywitała się. – Czemu mnie tu przysłałaś?
– Aby się zobaczyć z moją wnuczką. – Poczochrała krótkoogonową po głowie. – Oraz by cię ostrzec.
– Ostrzec? – Ćma postawiła uszy do góry. – Przed czym?
– Raczej przed kim. Na tym świecie jest wiele okropnych oraz przerażających kotów, ale lepiej uważaj na… Mirtowe Lśnienie, bo na przywódcze imię sobie nie zasłużył.
Kotka zrobiła wielkie oczy. Wiedziała, że coś było nie tak! Jednak nie miała dziwnej obsesji! Może jednak bycie złym było genetyczne?
– Co on takiego zrobił? – zapytała się.
– Och, pamiętam to, jakby to było wczoraj. Otóż pewnego, pięknego dnia, kiedy moje rany po zaciętej walce z mewami się zagoiły i miałam niedługo pójść do przodków po dziewięć żywotów oraz otrzymać imię lidera, Mirtowe Lśnienie wyskoczył na mnie i kazał mi opuścić Klan Klifu, inaczej mnie zabije. Nie mogłam zostawić mych kochanych pobratymców oraz mego domu, gdy grasował ktoś tak chętny na władzę, a więc powiedziałam mu, że albo mnie puści, albo będzie musiał zabrać mnie do grobu. Wściekł się i zaczęliśmy walczyć. Niestety, poległam, a on… zatarł ślady i udał, że otrzymał imię przywódcy. Teraz robi wszystko, aby mieć władzę absolutną nad klanem! Jesteście w niebezpieczeństwie!
Ćma otworzyła pysk z szoku. Morderca!
– To okropne! Jak on mógł podważyć wolę Klanu Gwiazdy!
– Wiem. Nie możemy pozwolić, aby ktoś taki nadal terroryzował Klan Klifu, a więc decyzją Klanu Gwiazdy jest to, aby zginął.
Serce kremowej ścisnęło się. Nie była gotowa na taki werdykt, ale cóż, to była decyzja Klanu Gwiazdy.
– Dlaczego więc mi to mówisz, Pikująca Jaskółko, skoro on ma umrzeć za waszym dekretem?
– Gdyż to właśnie tobie chcemy zlecić to zadanie. Klan Gwiazdy potrzebuje wiernych medyków, którzy będą wypełniać nie tylko obowiązki związane z leczeniem, ale również by słuchali mądrości ich przodków. Wy jesteście klifem, na którym postawiony jest obóz.
Brzmiało to racjonalnie. Dla niej to zadanie było najłatwiejsze, była medyczką, a poza tym, do jej obowiązków należała komunikacja z Klanem Gwiazdy.
Ale coś jej nie pasowało. Kątem oka rozejrzała się po okolicy. Nic podejrzanego. Spojrzała na futro Jaskółki. Jeżeli to kotka z Klanu Gwiazdy, to czy nie powinna mieć błyszczącego futra tak jak świecące punkty na niebie? Futro kremowej było matowe, wręcz pochłaniało światło, zamiast je odbijać. Przyjrzała się uważniej. Dom gwiezdnych przodków był pełen zwierzyny, a według opowieści rodziców, dusze żyły w ich najlepszym wcieleniu. Była zastępczyni była zakurzona i prześwitywały jej żebra. Kotce znów włączyła się podejrzliwość. Czyżby trafiła… do Mrocznej Puszczy? Zrobiła krok w tył.
– Dziękuję ci, Pikująca Jaskółko, może coś spróbuje zrobić.
Kotka zablokowała uczennicy drogę.
– Sprawa jest poważna, Ćmia Łapo. Jeśli go nie powstrzymamy, zniszczy cały Klan Klifu!
– Ty go zniszczysz! Co zrobiłaś, że jesteś w Mrocznej Puszczy?
Kotka zawarczała.
– Zajęłam się problemem! Pozbycie się go było moim obowiązkiem – wykrzyknęła zielonooka. Czy poprzez “pozbycie się” miała na myśli… zabójstwo? – Wiem, że Klan Gwiazdy mnie tu wtrącił, ale nie oznacza to, że jestem zła! Ten rudy nami manipuluje, Ćmia Łapo. Ale my jesteśmy ponadto. Chcę, tylko aby moi potomkowie nareszcie przestali się męczyć! Przecież to był taki dobry i otwarty dla wszystkich pobratymców klan, a teraz…
Słowa babci do niej przemawiały, ale nie. Nie mogła. Była przyszłą medyczką Klanu Klifu i nie zamierzała się jej dać zmanipulować!
Kotka musiała się bronić. Tylko jak, skoro nie przeszła szkolenia wojownika? Zauważyła szparę pomiędzy łapami Jaskółki. Schyliła się i się prześlizgnęła. Była pół liderka chciała złapać ją za ogon, ale ze względu na jego długość, nie udało jej się to. Odskoczyła trochę, wzięła pierwszą lepszą gałąź i rzuciła ją wprost na nią.
– Nie dam ci się!
– Cóż, chciałam po dobroci, ale użyje bardziej radykalnych środków. Jeśli mi nie pomożesz… czeka cię zagłada. Chciałoby się pożyć dłużej, nieprawdaż? Chociaż ukończyć szkolenie…
Kremowej zatańczyły złowrogie iskierki w oczach, po czym uniosła jedną wargę ku górze. Żółtooka zamachnęła się i krzyknęła;
– Wynoś się. Z mojej. GŁOWY!
Zaatakowała wojowniczkę gałęzią. Nie wiedziała, czy zrobiła jej coś poważnego, ale była pewna jednego. Zadziałało, bo chwilę po tym niemalże z krzykiem obudziła się w legowisku medyka. Jej serce biło jak szalone, a zimny pot oblał jej skórę. Co za koszmar. Usiadła, a dreszcz przebiegł jej po plecach. Zaczęła się zastanawiać. Jej poglądy i z góry zakładanie rzeczy, o mało co nie doprowadziły jej do popełnienia morderstwa. Może… może właśnie było odwrotnie, niż zakładała? Tylko dlaczego chciała zabić Lśniącą Gwiazdę? Może właśnie kogoś zabiła, a kocur ją zdemaskował? Tylko czemu nie powiedział tego wprost? Może nie miał dowodów? Albo pokłóciła się z Gąsienicowym Ogryzkiem, a Lśnienie miał z nią sojusz czy coś? Po jej umyśle przebiegały przeróżne myśli. Z jednej strony była przerażona, z drugiej szczęśliwa. Przerażona, bo babka okazała się zdrajcą i o mało jej nie zabiła. Szczęśliwa, bo dała jej radę. Miała na barkach nową tajemnicę i skoro naprawdę istniała Mroczna Puszcza, to Klan Gwiazdy również. Narcyz nie miał racji, bycie medykiem to nie tylko zbieranie ziół i leczenie chorych, ale również bliska relacja z przodkami. Na razie miała styczność z tymi mrocznymi, ale kto wie, może gwiezdni zaproszą ją żywą w swoje progi…
Nieoczekiwanie do legowiska weszła jej siostra, Słonkowa Łapa. Miała nadzieję, że to nic poważnego i nie widziała jej w stanie szoku…

<Siostrzyczko?>
[1029 słów]

[21%]

02 września 2026

Od Ćmiej Łapy CD. Migoczącej Łapy

No nie, ten pokraka zgłupiał. Miała ochotę odpowiedzieć: “Tak jest, księciuniu. Podetrzeć ci jeszcze tyłek przy okazji?”, ale była uczennicą medyczki, a pochodziła z rodziny, na którą niezbyt przychylnie spoglądano, dlatego tarcie się z nim mogło nieźle jej zaszkodzić.
– Nie ma mowy, Migocząca Łapo. To twoje obowiązki, nie moje. To, że chodzę często do starszyzny, nie oznacza, że mam cię wyręczać w zmienianiu mchu. – Poruszyła delikatnie ogonkiem, gdyż był zbyt krótki, żeby nim machnąć i odwróciła się w stronę idącej do niej Mysikróliczej Łapy.
– Oh, no weź, to dla ciebie i tak mały wysiłek, a ja mam jeszcze dużo pracy.
“Od kiedy wymądrzanie się jest pracą?” – przekręciła oczami.
– Ćmia Łapo, bardzo brzuch mnie boli… – poskarżyła się Mysikrólik.
– O, mysi móżdżku, może ty to zrobisz? – Point nie odpuszczał. Mysikrólicza Łapa zmarszczyła nos, ukazując mu kły w wrogim grymasie. Ćmia Łapa jednak dotknęła jej lekko w bark i pokręciła głową, jakby na znak, że nie warto było.
– Migot, błagam, weź się do pracy i nas zostaw – mruknęła z lekkim rozczarowaniem i obrzydzeniem, że nawet gdy jej siostra cierpiała, on miał to gdzieś. Głupi narcyz. Jak on nazwał ją chwastem, to może też go przedrzeźni? Nie, nie będzie się zniżać do jego poziomu, bo niżej raczej się nie dało.
Kotka przypomniała sobie, że szylkretka miała niemałą "wojnę" z Mniszkowym Nektarem.
“Jeżeli to wina tego starca, to do następnych ziół na wzdęcia dorzucę mu krwawnik”, pomyślała kremowa i weszła z siostrą do legowiska medyka.
– Co dzisiaj jadłaś? – spytała liliową szylkretkę.
– Tylko mysz. Ał! – wrzasnęła.
– Dotknę ci brzucha. Powiedz, kiedy boli.
– …ał… Ał… Ał, AŁ! – skręciła się żółtooka.
– Wygląda, jakbyś miała siniaka. Powiedz, czy ktoś cię uderzył?
– Nie, w trakcie treningu się uderzy… BLE! – Liliowa szylkretka zwymiotowała i drżąc, położyła się na posłaniu. Odór mówił Ćmie, że wyrzuciła z siebie mysz.
“No dobrze, dzisiaj ci się upiekło, Mniszkowy Nektarze” – pomyślała kotka i lekko nachyliła się nad siostrą.
– Nadal cię mdli?
– Już nie…
– W takim razie odpocznij sobie, twój organizm musi się zregenerować po zatruciu. A ja zajmę się twoim… bałaganem – rzekła uczennica i wzięła trochę mchu, aby wytrzeć pozostałości niestrawionego jedzenia. Kiedy wszystko było w napęczniałych odłamkach mchu, rozrzuciła trochę lawendy, aby stłumić zapach.
Wtedy do legowiska weszła Księżycowa Aldrowanda.
– Ćmia Łapo, podasz… fuj, co tak śmierdzi?
– Mysikrólik źle się czuła – odpowiedziała zgodnie z prawdą. – Muszę zakopać wymiociny, ale jak wiesz, uczniowie nie mogą wychodzić sami z obozu.
– Myślę, że jak tylko pójdziesz wynieść śmieci to nic ci się nie stanie, tylko uważaj! – Szylkretka machnęła ogonem i kucnęła przy Mysikróliku.
Ćma skinęła głową, wzięła pakunek i skierowała się w stronę wejścia. Ominęła wodospad i poszła w górę klifu. Kiedy zaczęła się ziemia, wykopała dołek i włożyła mech do dziury. Akurat wtedy z patrolu wracali Lśniąca Gwiazda, Skrzydlata Pogoń, Wzorzysta Dal i Migocząca Łapa. Point nie był zadowolony, że ją widział, tak jak ona, że widziała jego.
– Dzień dobry, Lśniąca Gwiazdo, Skrzydlata Pogoni i Wzorzysta Dali. Cześć, Migocząca Łapo!
– Ch… Ćmia Łapo, witaj. – Powstrzymał się niebieski.
Kotka zakopała dziurę i razem z patrolem ruszyła do obozu.
– Sama wyszłaś z obozu kopać roślinki? – miauknął kocur i podniósł głowę do góry z uśmiechem.
– Musiałam posprzątać po niestrawności Mysikrólika, ale pewnie mało cię obchodzi stan współklanowiczów.
Migocząca Łapa lekko się skrzywił.
– Ja? Dla mnie życie moich pobratymców jest najważniejsze.
Kremowa zmrużyła oczy. Nigdy by tak nie powiedział, chyba że obok był jego ojciec… chyba próbował bardzo się wybielić przed oczami przywódcy.
– To bardzo mnie to cieszy! U starszyzny można powiedzieć, że jest epidemia kleszczy, a sama jedna nie dam rady. Byłabym wdzięczna, gdyby taki silny kocur, pełen empatii, pomógłby mi w nim. – Nałożyła akcent na “silny” oraz “pełen empatii”, aby zwrócić nieco uwagi przywódcy. Była ciekawa, jak kocur na tę niespodziankę zareaguje.

<Egotopie?>
[613 słów]

[12%]

31 sierpnia 2026

Od Ćmiej Łapy cd. Trójokiego Zająca

Ćma spała w spokoju na posłaniu przy wejściu do legowiska. Kotka była bardzo zmęczona po wczorajszym dniu, gdzie uzupełniali magazynek ziołami z różnych części terytorium. Ze snu o tłustych myszach i pięknych ptakach zbudził ją krzyk jakiegoś kota. Obudziła się gwałtownie, ale później znów sennie zamknęła oczy. Był dopiero wczesny ranek, mogła jeszcze trochę podpać. Jednakże później do legowiska wbiegł przestraszony kocur. Kotka nie wiedziała, ile czasu minęło pomiędzy tymi dwoma wybudzeniami, ale jedno było pewne: są ze sobą powiązane.
Zanim otworzyła oczy, a do jej nosa doleciał zapach strachu, który niemalże przykrył woń Trójokiego Zająca.
– Jagnięcy Ukłonie, pomocy! Firletkowa Łapa spadł z klifu! – krzyknął.
Ćmia Łapa na tą wiadomość o mało nie zemdlała z wrażenia. Ale… ale jak to? Czy on jeszcze żył? Czy jak przyjdą do niego, jego młode serce nadal będzie bić?
Starsza medyczka od razu się zerwała z miejsca.
– Czy już poszedł ktoś tam do niego?
– Tak, Kukułczy Wdzięk. Jagnięcy Ukłonie, pomóż nam!
Kremowy nie musiał czekać długo na reakcję.
– Księżycowa Aldrowando, weź rzeczy na złamania, krwawienia i wybicia. – rozkazała medyczce wracającej z kontroli chorych – Ćmia Łapo, leć na miejsce i zrób pierwszą pomoc.
Krótkoogonowa ledwo powstrzymując łzy, wystrzeliła z jaskini, kurczowo trzymając się ściany klifu.
– Pomocy! – usłyszała lament swej matki, Kukułczego Wdzięku.
– Mamo, już biegnę! – odkrzyknęła i zsunęła się zgrabnie z klifu. Jednak zbieranie owoców z kolczastych krzewów się na coś przydało.
Zastał ją przerażający widok. Jej braciszek
Leżał na boku, a jego kończyny były dziwnie położone. Pierwsze co rzucało się w oczy, była cała zakrwawiona i wygięta przednia lewa kończyna kocurka. Z jego głowy spływała stróżka krwi, co wskazywało na to, że uderzył głowę o kamień, co może trwale uszkodzić jego orzech włoski w środku.
– Mamo, widziałaś, jak spadał? Głową w dół czy łapą?
Szylkretka tylko kurczowo wylizywała swojego kociaka.
– Kukułczy Wdzięku, ja go przejmę. – odepchnęła lekko swoją matkę, aby wyrzucić ją z transu. Wszystko robiła w teorii, nigdy jeszcze nie miała tak poważnego i emocjonalnego urazu, ale nie mogła zawieść swej mentorki oraz rodziny.
– Ćmia Łapo, czy on przeżyje? – załkała przerażona matka.
– Zrobimy wszystko, co w naszej mocy. – odpowiedziała.
Oddech brata był nieco nierówny, ale był. Również był nieprzytomny, na nic nie reagował.
Kremowa kotka delikatnie opatrzyła kocura. Nawet nie zauważyła, kiedy inni dotarli na miejsce.
– Ćmia Łapo, daj mi go obejrzeć. – na słowa Jagnięcego Ukłonu koteczka się odsunęła, by zrobić miejsce mentorce.
– Stracił przytomność, ale oddycha. Jego łapa jest złamana. Uderzył się w głowę i leci mu krew, ale chyba całe uderzenie przyjął na łapę.
– Dobra robota Ćmia Łapo – odmiałknęła znad ciała medyczka. Chyba nie była zła, że tak znienacka zsunęła się do brata?
– Krwawienie zatamowane. Trójoki Zającu, Kukułczy Wdzięku, podnieście Firletkową Łapę, trzeba go zanieść do legowiska, rana jest poważna.
Rodzice wzięli delikatnie syna, wogule nie zareagował. Ćmia Łapa ciężko oddychała. Czy on przeżyje? Czy wyjdzie z tego bez szwanku? Czy zrobiła coś… instynktownie? Zawsze jej każdy krok był przygotowany i przemyślany. Dla niej wrogowie mogli być wszędzie, kryli się za każdym krzakiem, by znowu uderzyć. Dzięki Migot, na coś się przydałeś, bo jeżeli taki rozpuszczony dzieciak był zagrożeniem dla jej kariery medyka, to co mógłby zrobić zdeterminowany wróg? Uch, była samolubna zamiast myśleć o bracie myśli o swoich własnych duperelach! Tak się zamyśliła, że nim się obejrzała byli już na miejscu.
– Czas opatrzeć kończynę. Księżycowa Aldrowando, usztywnij łapę, Ćmia Łapo przygotuj mieszankę zapobiegającą infekcji. Ja po dokładnych oględzinach zajmę się głową.
– Jagnięcy Ukłonie, nie jest dobrze. Jego kości zamieniły się w odłamki. – młodsza szylkretka pokazała jej byłej mentorce złamania.
– Cóż, zwykły patyk nie wystarczy. Nastawmy bark i dobrze ściśnijmy kończynę. – kotki się na siebie popatrzyły znacząco, a następnie przerzuciły go na uczennicę. Ona nieświadoma tylko wpatrywała się w brata.
“Firletkowa Łapo, jak ty to zrobiłeś? Masz całą nogę rozwaloną!” – pomyślała Ćma ze złością, która wynikała ze strachu i troski o kocurka.
Kremowa przeżuła zioła i wypluła je na poszkodowaną łapę. W smarowała je, a starsze medyczki zajęły się resztą. Kocurek nadal leżał nieprzytomny, a jego klatka piersiowa delikatnie się unosiła i opadała. Całe jej ciało drgało. Pierwszy raz w życiu nad sobą nie panowała. Spytała się mentorki czy może ochłonąć i za jej zgodą wyszła na zewnątrz. Nikt się nie pytał co z Firletkową Łapą, jedynie koty do siebie szeptały i patrzyły się z żalem na legowisko medyka oraz rodzinę poszkodowanego ucznia. Trójoki Zając oraz Kukułczy Wdzięk siedzieli przed legowiskiem, wtuleni w siebie. Gdy usłyszeli kroki dochodzące z wyjścia, podnieśli głowy i ze zmartwieniem spojrzeli się na ich córkę.
– Jak się miewa Firletkowa Łapa?
– Stabilnie, opatrzyliśmy go, jest nadal nieprzytomny. Rana w głowie nie była głęboka, zasklepi się…
– A co z łapą? – dopytała Kukułczy Wdzięk.
– Nie wiadomo, jest złamana, ale zrobimy co w naszej mocy, aby się z tego wylizał. – powiedziała.

<Tato? Pierwszy raz nie panuję nad sobą.>
[781 słów]

[16%]

Od Ćmiej Łapy CD. Firletkowej Łapy

Przeszłość

– Ja bym poopowiadał jakieś historyjki – mruknął brat.
– Dobra, to ja zaczynam. Kiedyś, kiedy jeszcze Klanu Klifu nie było na tym świecie, żyła sobie grupka kotów o nazwie… eee… Stokrotki, tak, Stokrotki. Mieszkali na wieeelkiej wierzbie, tak dużej, że nawet Spadającego Potwora by zatrzymała!
– Ojej, to musiał być kolos – skomentował jej braciszek.
– Bo nim był! W każdym razie przywódca o nazwie… Niebezpieczna Stokrotka rozkazał, aby jego podwładni przynieśli stokrotki. Ten, kto przyniesie ich najwięcej, będzie jego zastępcą. Kot o nazwie… Gruba Stokrotka, gdyż wszyscy musieli mieć to słowo na końcu, zebrał baaardzo dużo stokrotek! Tak dużo, że gdyby wpleść je w futro kota, w ogóle nie byłoby go spomiędzy nich widać! Ale Głupia Stokrotka też tyle zebrał, a więc gdy przyszli obaj do przywódcy, zaczęli się bić! Nikt przez harmider nie zauważył, że Dwunożni podstawili ogień! Kiedy ktoś z tłumu go zauważył, było już za późno. Cała polana ZAJĘŁA SIĘ OGNIEM! KOTY KRZYCZAŁY! MATKI ZABIERAŁY SWOJE POCIECHY! – nastraszyła Firletkę.
– Aaaa! – krzyknął.
– Ale wierzba poprosiła ptaki, by zlitowały się nad nią i by przyleciały z wilgotnym mchem. Wysłuchały prośby wierzby i cały klucz rwał mech, moczył go w morzu i otaczały nim drzewo. Ten wilgotny krąg może i nie zatrzymał do końca płomieni, ale sprawił, że wierzba tylko trochę się przypaliła. Koniec.
– A co ze Stokrotkami? – dopytała Mysikrólik, która się przysłuchiwała.
– Poszły sobie.
– Aha… – zareagował niebieski.

***

Przed wypadkiem

Kotka dostała od mentorki chwilę wolnego. Postanowiła to wykorzystać i poszła na trening z jej bratem oraz ojcem, Trójokim Zającem. Gdy oni ćwiczyli walkę, kremowa szukała korzeni trybuli. Znalazła już kilka, lecz to było zdecydowanie za mało. W kącie oka mignęła jej mała sadzawka porośnięta tatarakiem. To było Kacze Bajorko.
Jagnięcy Ukłon jej pokazała to miejsce, ale nie widziała tam żadnych kaczek. W sumie co się dziwić, była Pora Nagich Drzew. Zastanawiała się, czy były tam jakieś kaczki, gdy nagle usłyszała szelest. Obróciła się. W trawie skakał zniczek, który był zaplątany w jakiejś… pajęczynie Dwunożnych?
Koteczka delikatnie podbiegła do ptaka i go lekko złapała. Ptaszek zaczął się panicznie wiercić.
– Nie martw się, maluchu. Nie skrzywdzę cię.
Zbadała swojego pacjenta. Dziwny splot uciskał klatkę i skrzydła zniczka. Zębami, powoli zaczęła go odwijać. Maluch trochę skrzeczał, z ostatnim ruchem przestał.
– Dalej, leć! – ponagliła go. Ptak nie chciał odlecieć. Czyżby to coś zraniło mu skrzydła?
Przyjrzała się. Jego skrzydło było mocno naderwane.
– Och, biedulek, opatrzę tę ranę – miauknęła do niego, wzięła trochę prawdziwej pajęczyny, a następnie ranę wysmarowała trybulą. Nie wiedziała, czy to mu nie zaszkodzi, ale w miejscu rany zrobił się już skrzep i była szansa, że to wcięcie mu tak zostanie. Przykryła ranę pajęczyną, wzięła liść, zanurzyła go w sadzawce i podała pacjentowi.
– Proszę, pij. – Podała małemu liścia, a on z lekkim zawahaniem schylił się i wypił kilka kropel. Następnie odwrócił się od medyczki i w małych podskokach zaczął uciekać. Kiedy był przy drzewie, odwrócił swoją główkę z pomarańczową czupryną do kremowej, jakby chciał powiedzieć “dziękuję”.
Ćmia Łapa stała jak wryta ze zdziwienia i by nie przestraszyć ptaka. Czy on ją rozumiał? Może naprawdę ptaki były mądrzejsze, niż myśleliśmy? Zanim dobrze się nad tym zastanowiła, zniczek zniknął z pola widzenia.
Kotka popędziła do ojca i brata, by opowiedzieć o tym zdarzeniu.
– Tato! Firletko!
– Tak? – odpowiedział kremowy, dając znak, aby uczeń opadł z pozycji obronnej.
– Dzisiaj zauważyłam mojego ptasiego patrona, miał trochę rozerwane skrzydło, ale udało mi się go opatrzyć i chyba mi podziękował! – Oczy kotki mieniły się jak dwa klejnoty. Nie zachowywała się jak kociak, raczej nie była gwałtowna w emocjach, ale przy nich sobie na to pozwalała.
– Naprawdę? Dobra robota, Ćmia Łapo! – mruknął Trójoki Zając z wyraźną dumą. Ćmia Łapa zamruczała w odpowiedzi.
– A jak idzie ci trening, Firletkowa Łapo? – zapytała się niebieskiego.

<Kochany braciszku?>
[610 słów]

[12%]

18 sierpnia 2026

Od Ćmiej Łapy Do Jagnięcego Ukłonu

Przeszłość

Ćmia Łapa przygotowywała układy z ziół, kiedy do legowiska wkroczyła zadyszana Psotny Nietoperz z wiadomością:
– Rozżarzona Pieśń rodzi!
Jagnięcy Ukłon, Księżycowa Aldrowanda oraz Ćmia Łapa popędziły do żłobka, w którym zastały ciężko oddychającą rudą królową i dzieci niebieskiej karmicielki, Dymówkę i Ciskę.
– Psotny Nietoperzu, wyprowadź twoje pociechy na zewnątrz. Ćmia Łapo, nasącz mech miodem. Księżycowa Aldrowando, przynieś zioła dla rodzącej. – Wydała rozkazy Jagnięcy Ukłon, a kotki zabrały się do ich wykonywania. Aldrowanda szybko wzięła zawiniątko ze skalnej półki, a uczennica nasączyła mech w miodzie, który był dobrze schowany.
Niebieskooka podała liście malin i trybulę, krótkoogonowa dała jej mech z klejącym miodem, a Aldrowanda uspokajała rodzącą.
– AGHFFF! – wydusiła z siebie ruda.
– Dasz radę, Rozżarzona Pieśni. Już widzę pierwszego kociaka!
Na świecie pojawiła się mała czekoladowa kulka. Ćmiej Łapie przypominał on pewnego wojownika…
Od razu wzięła się za jego wylizywanie. To była kotka. Mała po chwili zaczęła piszczeć i lekko się wiercić.
– Brawo, Rozżarzona Pieśni, masz zdrowego kocurka! Tfu, koteczkę! – pocieszyła ją uczennica. Znowu się zakręciła…
Po chwili na świecie pojawiła się druga kulka, tym razem była ona w połowie ruda, w połowie biała.
Ćma bez wahania zaczęła ją wylizywać pod włos. Trochę dłużej to trwało niż przy jej lub jego siostrze, ale bez żadnych komplikacji kociak zaczął oddychać. Był to kocurek.
– Masz syna! – krzyknęła do rodzącej.
– Już prawie, Rozżarzona Pieśni, ostatnie kocie! – powiedziała Aldrowanda, uciskając jej brzuch.
Po chwili na świat przyszło ostatnie kociątko, było ono również podobne do pewnego wojownika Klanu Klifu… To była kotka.
– Urodziłaś śliczną córeczkę! – powiedziała w eter.
Karmicielka położyła głowę na podłożu legowiska z wycieńczenia. Kremowa wyjęła jej mech z pyska, a Jagnięcy Ukłon przyniosła kotce jej kociaki.
Ruda z rozczuleniem popatrzyła na swoje dzieciątka. Przybliżyła je łapą do siebie, a maluchy zaczęły ssać mleko.
– Idę zawiadomić Psotnego Nietoperza – oznajmiła Księżycowa Aldrowanda i wyszła ze żłobka.
– Dobrze się dziś spisałaś. – Uśmiechnęła się niebieskooka mentorka do swojej podopiecznej.
– Dziękuję, Jagnięcy Ukłonie. – Zawstydziła się lekko, a przynajmniej zrobiła taką minę.
– Tylko nie myl płci! – zaśmiała się, lekko dotykając nosem jej głowy.

<Jagnięcy Ukłonie?>
[334 słowa +  udział przy odbiorze porodu]

[7% + 5%]

15 sierpnia 2026

Od Ćmiej Łapy do Dymówki

Ćma siedziała w legowisku medyczki, porządkując zioła. Brakowało trybuli, będzie musiała później po nią pójść. W wejściu rozległo się dudnienie łap, a z cienia wyłoniła się Słonkowa Łapa.
– Dzień dobry, Jagnięcy Ukłonie oraz Księżycowa Aldrowando!
– Aldrowandy tutaj nie ma, poszła sprawdzić stan Rozżarzonej Pieśni.
– Witaj, siostrzyczko! Strasznie boli mnie gardło. Sprawdzisz, co mi dolega?
– Oczywiście, już patrzę. – Szylkretka otworzyła szeroko pysk, a kremowa zajrzała do środka.
– Twoje gardło jest zaczerwienione, masz infekcję. Nie martw się, aksamitka i nawilżenie gardła miodem powinny pomóc. – Poszła do kamiennej szczeliny, wymieniając spojrzenia z mentorką. Następnie wróciła i podała zioła oraz miód siostrze.
– Przyjdź tu za dwa wschody słońca na inspekcję, choroba może się utrzymać.
– Dziękuję, Ćmia Łapo! – Słonka kiwnęła jej głową z wdzięcznością i wyszła z legowiska.

***

Uczennica medyczki obecnie znajdowała się w żłobku, pomagając Księżycowej Aldrowandzie w opatrywaniu Rozżarzonej Pieśni.
– Niedługo urodzi – oznajmiła niebieska szylkretka. – Może nawet i dzisiaj, trzeba być czujnym.
Uwagę krótkoogonowej przykuła jedna z córek Psotnego Nietoperza, Dymówka, która cicho bawiła się kulką mchu. Była ciekawa, czy ona, gdy dorośnie, również zostanie Jaśniejącym Skrzydłem, jak jej matka. Mała, zielona kulka poturlała się pod jej łapy. W odpowiedzi odbiła ją łapką w stronę małej. Kociątko uśmiechnęło się w jej stronę, dziękując uczennicy medyczki za oddanie uciekiniera.

wyleczeni: Słonkowa Łapa

<Dymóweczko?>

[205 słów]

[4%]

10 sierpnia 2026

Od Ćmy (Ćmiej Łapy) CD. Ciski

Przeszłość

Kremowa koteczka odwróciła się do czarnej młódki, przyjaźnie mrugając.
– Cześć, jestem Ćma, a ty?
– C-ciska. – Rozluźniła się nieco, widząc jej przyjazny wyraz pyska. – Chcesz się pobawić?
– Chętnie! – Uśmiechnęła się i razem pobiegły w głąb żłobka.

Zgromadzenie

Ah, jej pierwsze w życiu zgromadzenie. Lita skała była zapełniona po brzegi najróżniejszymi kotami.
Przemierzała wyspę, ekscytując się tym wydarzeniem. Ile tu było kotów! Chciała się poznać z sojusznikami, czyli kotami z Klanu Burzy. Kotka szukała kogoś, do kogo mogłaby zagadać. Nagle mignęło jej jakieś kremowe futro z krótkim ogonkiem. Był podobny do jej ojca! Ale... Nie, to nie mógł być Trójoki Zając. Podeszła do niego, tym samym zaczepiając go.
– Dzień dobry, proszę pana. Jak pan ma na imię?
Nieznajomy do tej pory siedział smutno na uboczu, a przygnębionym wzrokiem przeskakiwał po kotach zgromadzonych na wyspie. Uczennica widziała lekkie zakłopotanie w jego oczach.
– Uch, och! Dobry wieczór, młoda damo... Mam na imię Gasnąca Łapa – odpowiedział nieco speszony, gdy koteczka się do niego odezwała.
Wpatrywał się w jej pyszczek w milczeniu.
Kocur przypominał jej ojca... czasami Trójoki Zając w żłobku mówił coś o jego łudząco do niego podobnym bracie, chociaż niewiele. Wiedziała, że były inne kremowe koty na świecie z krótkimi ogonkami, nie była głupia, ale... On naprawdę bardzo mocno przypominał ojca, chciała zaryzykować... Nie, tylko się speszy.
– Jak, Panie Gasnąca Łapo, układa się w Klanie Burzy?
Kremowa zauważyła, jak w jego oczach mieszały się strach i wyrzuty sumienia. W końcu jej może-wujek odpowiedział:
– Jak układa mi się w Klanie Burzy? Cóż... chyba całkiem dobrze. Oprócz tego, że wciąż jestem uczniem! – zaśmiał się nerwowo, próbując się rozluźnić.
Po chwili uniósł uszy i spojrzał na nią z zainteresowaniem.
– A jak u ciebie, młoda damo? Wszyscy w rodzinie zdrowi? Lśniąca Gwiazda dobrze was traktuje? – zapytał łagodnym tonem.
Kotka uśmiechnęła się lekko. Aha! Tylko ktoś, kto miałby kosę z Lśniącą Gwiazdą mógł tak sformułować pytanie! Albo był ciekawski... No cóż, musiała to zrobić prosto z mostu, trzeba odpowiedzieć.
– Tak, Lśniąca Gwiazda pozwolił mi zostać uczennicą medyka, bardzo się z tego powodu cieszę. Pan akurat sformułował pytanie tak, jakby Pan chciał sprawdzić, czy Lśniąca Gwiazda nas źle traktuje... Czy Pan jest moim wujkiem? Niech Pan się nie krępuje, nie mam Panu za złe, że pan nas opuścił.
Wpatrywał się w nią z wyraźnym zakłopotaniem i zdziwieniem. Przez chwilę nie potrafił znaleźć odpowiednich słów, a po kilku uderzeniach serca zamrugał parę razy, przybierając jeszcze bardziej zmieszany wyraz pyska.
– Oczywiście, że chcę sprawdzić, jak sprawuje się lider klanu, z którym mamy sojusz. Tym bardziej, teraz gdy... sytuacja mojego klanu nie jest najlepsza. Musimy wiedzieć, czy możemy liczyć na kogoś kompetentnego – odparł w końcu, prostując się i próbując przybrać pewniejszą postawę.
Zmarszczył lekko nos, słysząc dalszą część jej wypowiedzi.
– Nie wiem, o kim mówisz, młoda damo. Pierwszy raz w życiu widzę cię na oczy, więc trudno mi stwierdzić, czy rzeczywiście jesteśmy spokrewnieni – wyjaśnił spokojnie. – To, że mamy podobne futra i oboje posiadamy krótkie ogony, jeszcze o niczym nie świadczy. Czy gdybym zobaczył dwa czarne koty stojące obok siebie, od razu uznałbym, że są rodzeństwem albo kuzynostwem? Oczywiście, że nie.
Ćma nie chciała mu od razu wierzyć na słowo. Dzięki codziennym, długim wpatrywaniu się w koty, gdy jeszcze była kocięciem, nauczyło ją to trochę o typowych "zagraniach".
– Hm, może pana z kimś pomyliłam, przepraszam bardzo. Pan jest bardzo podobny do Trójokiego Pyska.
"Przepraszam tato, to dla upewnienia się!" – pomyślała i usiadła.
– No cóż, zawsze chciałam poznać jego brata…
Kremowy wzruszył ramionami na słowa młodszej kotki.
– Przykro mi, młoda damo. Nie znam nikogo o imieniu Trójoki Pysk – westchnął. – Radzę ci się jednak nie poddawać. Wierzę, że jeszcze kiedyś uda ci się odnaleźć kota, którego szukasz.
Na chwilę umilkł.
– Może Trójoki Pysk wspominał ci kiedyś o nim? Albo mówił, gdzie mógł pójść? Jeśli masz jakiekolwiek wskazówki, na pewno łatwiej będzie ci go odnaleźć – mruknął łagodnie.
Westchnęła. Może to jednak nie był on. Ale aż ją coś zaczęło kuć, jakby podświadomie podpowiadało.
– No cóż, chętnie bym się pobawiła z wujkiem... Ale cóż. Nie będę już panu przeszkadzać. Do widzenia! – uśmiechnęła się.
Kremowy westchnął ciężko.
– Dobrze, młoda damo. Lepiej porozmawiaj z kimś w swoim wieku, zamiast marnować czas na jakiegoś staruszka – mruknął.
– Niech pan tak o sobie nie mówi! – uśmiechnęła się do niego ostatni raz i odeszła w głąb tłumu kotów. No cóż, nie udało się. Może się pomyliła? Ale ten pysk, sylwetka, ogon… nawet jeśli to był jej wujek, chciał może zostawić przeszłość za sobą i postanowiła to uszanować.

Teraźniejszość

Ćmia Łapa siedziała na mchu, zapamiętując nowe zioła. Nauka szła jej całkiem sprawnie i już potrafiła leczyć wymioty. Nagle do lecznicy wszedł Słoneczne Oko.
– Dzień dobry, Jagnięcy Ukłonie, Księżycowa Aldrowando i Ćmia Łapo. Strasznie mi… a… a… A PSIK! – kichnął. – Mój nos jest strasznie zatkany… czy mogłybyście coś mi na to podać?
Oczy Ćmiej Łapy zabłysły. Czyżby to był jej pierwszy pacjent?
– Jagnięcy Ukłonie! Mamy katar, czy mogę mu podać zioła lecznicze?
– Oczywiście.
– Dziękuję! – zamruczała, a następnie odwróciła się do chorego. – Zaraz przyniosę panu leki.
– Dziękuję – pociągnął nosem. – Ćmia Łapo.
Kotka z krótkim ogonem poszła do półki w skale i wyjęła mieszankę ziół.
– Bardzo proszę, to powinno ci pomóc. Przeżuj je.
Kocur wziął mieszankę ziół do pyska i delikatnie przemielił, a następnie połknął.
– Daj trochę czasu medykamentom, potrzebują trochę czasu, by zadziałać.
– Dobrze. Dziękuję – pociągnął nosem raz jeszcze. – ...Ćmia Łapo. – skinął lekko głową i wyszedł z legowiska medyczek.
Zaraz po nim weszła malutka czarna pręgowana koteczka z małym kolcem w łapie. Była to Ciska.
– Witajcie, medyczki. Mogłabym prosić o wyciągnięcie tego kolca? – na zewnątrz, wydawało się, że była nie wzruszona, jednak uczennica widziała w jej okrągłych oczach, że się bała.
– Usiądź tu i podaj mi łapkę. – Uśmiechnęła się Ćmia Łapa. – Uwaga… – Złapała kolec zębami. – I… już! Po wszystkim – rzekła, po czym wypluła kolec.
Wyleczeni: Słoneczne Oko

<Cisko? Już wszystko w porządku?>

[950 słów + wyleczenie postaci NPC]

[19% + 5%]

06 sierpnia 2026

Od Ćmy (Ćmiej Łapy) CD. Migotu (Migoczącej Łapy)

Przeszłość

Jest, udało się, zainteresował się nimi.
– Dobrze, księciu Migocie! – spojrzała przez ramię, zatrzepotała rzęsami i odwróciła się do Mysikrólika: – Mysikróliku, czy chcesz ze mną pobawić się mszaną kulką?
– Oczywiście, droga Ćmo.
Kociaki zachichotały w odpowiedzi, a potem oddaliły się w głąb żłobka z powrotem.

Teraźniejszość

Ah, jak dobrze, że została już uczniem i to medyka! Nie musiała już dzielić jednego legowiska z samozwańczym księciem, ser Migotem. Miała nadzieję, że jej rodzeństwo jakoś z nim wytrzyma, choć na pewno nie będzie to łatwe. Koteczka właśnie przygotowywała swoje posłanie w legowisku medyka. To będzie jej dom przez następne księżyce, a więc musiała czuć się w nim dobrze.
– Jak ci idzie, Ćmia Łapo? – spytała się jej mentorka, Jagnięcy Ukłon.
– Już prawie skończyłam. – Uśmiechnęła się do niebieskookiej.
– Bardzo mnie to cieszy, dzisiaj pomożesz mi w układaniu ziół. Wiem, że robiłaś już to za kociaka, jednak dobre posegregowanie ziół sprawia, że w sytuacjach zagrożenia życia leczenie jest szybsze. Przy okazji sprawdzę, czy zapamiętałaś już ci poznane zioła.
Kotka nie była zbyt zadowolona, że jednym z jej pierwszych treningów będą odpytki, zamiast spacer po terytoriach i znajdywanie ziół, ale nie narzekała, tylko wzięła się do pracy.

***

I ostatnia kępka nagietka, skończone. Zioła pięknie zostały uporządkowane w kamiennych wyżłobieniach i to, co się nie zmieściło, leżało w równych kupkach na podłodze w spadkach kamiennego gruntu.
– Dobrze się spisaliśmy. Teraz, jak wszystko jest gotowe, możemy przejść się po terytorium i przy okazji pokaże ci większe skupiska ziół.
Kremowa kotka nadstawiła uszu. Przyszedł czas na ekspedycję po terenach Klanu Klifu!
Nie mogła się już doczekać, przytaknęła głową i poszła do wyjścia z jej mentorką.
– Co dokładnie zwiedzimy? Jest już po wysokim słońcu, raczej nie zdążymy zobaczyć całego terytorium. – Zauważyła uczennica.
– Już? Jak ten czas szybko leci… – zaśmiała się. – W takim razie pójdziemy w stronę Klanu Burzy.
Medyczka prowadziła Ćmią Łapę, pokazując jej zewnętrzny świat. Kotka, przez to, że obóz znajdował się w jaskini, do której przejście było zakryte wodospadem, nie miała okazji wyjść na powietrze. To było takie… fascynujące! Wszystko, co widziała przez wodną kurtynę, było jeszcze piękniejsze bez niej. Ta trawa, drzewa, morze… próbowała się nie rozproszyć, musiała się bardzo starać, by zostać na miejscu uczennicy medyczki, nie tylko ze względu trudniejszego kierunku…
– A to Sowi Strażnik, obecnie tam siedzi Skrzydlata Pogoń. – Wskazała na czarno-białego. – Co pół dnia wojownicy się tam zmieniają i bronią naszego terytorium.
Poszły w kierunku iglastego lasu.
– Jak pewnie wiesz, Klan Wilka żyje w lesie iglastym, ale i my dostaliśmy tego cząstkę. Można tu znaleźć dużo treściwych pajęczyn, a na obrzeżach lubi rosnąć ogórecznik, który jest na…
– Gorączkę i na wspomaganie produkcji mleka u karmicielek! – odpowiedziała.
– Bardzo dobrze. – Dotknęła ogonem barku uczennicy.
Kotka mruknęła przyjaźnie w odpowiedzi.
– Tutaj można też znaleźć żarnowiec, który dobrze działa na rany, ale jest go więcej na polanie przy morzu.
Weszli na polanę, z której bez problemu można było wejść do morza.
– Tutaj rosną zioła lubiące nasłonecznione miejsca, między innymi rozmaryn, rumianek, stokrotki czy szczaw.
– A co lubi rosnąć nad morzem?
– Żywokost, sitowiec – odpowiedziała niebieskooka.
Ćma popatrzyła na klify, z których spadał wodospad.
– Jagnięcy Ukłonie, jakie zioła lubią klify?
– Znajdziesz na nich dużo podbiału, który łagodzi poduszki łap, leczy kocięcy kaszel i ułatwia oddychanie.
To wszystko ją bardzo ciekawiło, to było jak szukanie znajdek na dużej powierzchni.
– A przy morzu rosną pałki wodne? – spytała.
– Chodzi ci o tatarak? Nie, one rosną przy jeziorach, czasami przy rzekach. Weźmiemy je, gdy będziemy przy Kaczym Bajorku, ale to kiedy indziej.
Kacze Bajorko? Może zobaczy jakiegoś maluszka… Uwielbiała ptaki, rodzice wpoili jej miłość do nich od urodzenia.

***

Dwie kotki wracały powoli do obozu, trzymając w pyskach zioła, których brakowało w lecznicy. Wiatr lekko muskał ich futra, co było niecodzienne w tą Porę Zielonych Liści. Znajdowali się już na części klifu, z której spadał wodospad, wystarczyło dojść do spadku, skręcić ostro w lewo i przejść dróżką do obozu. Jednak mimo krótkiej drogi do legowiska i odpoczęcia od niezręcznych rozmów, w idealnym momencie trafili na Lśniącą Gwiazdę wracającego z treningu z Migoczącą Łapą.
Lśniąca Gwiazda dla Ćmy był kimś, kto niepostrzeżenie próbował zrobić dyktaturę. Nowa rola przez niego ustawiona, Jaśniejące Skrzydła, tylko ją w tym utwierdziły. Jakby przywódca próbował kontrolować klan, dając tajnych spoglądaczy o nazwie Skryte Serca, którzy doniosą mu o wszelkich rzeczach, które mogłyby zagrozić jego posadzie. Sam pomysł Ćmie wydawał się dobry, ale prawdopodobny cel tego już nie. Była za wolnością słowa i demokracją, aby każdy czuł się bezpiecznie, aby mieli realny wpływ na decyzje przywódcy. Tata opowiadał jej o Radzie Pięciu Wąsów, klan miałby swoich powierników, którzy radziliby przywódcy. Oczywiście, trzeba by było go nieco unowocześnić, ale to był dobry grunt.
– Witajcie, Lśniąca Gwiazdo i Migocząca Łapo. – Skłoniła głowę Jagnięcy Ukłon, a Ćmia Łapa zrobiła to samo.
– Witajcie, Jagnięcy Ukłonie i Ćmia Łapo. – Odwzajemnił gest lider, lecz tylko trochę skinął głową. Za to Migot zadzierał głowę jak dumna czapla. Narcyz.
– Czy wszystko w porządku z treningami? – zapytała się uprzejmie medyczka.
– Dobrze, Migocząca Łapa potrafi coraz więcej rzeczy. A jak tobie, Jagnięcy Ukłonie, jak idzie z Ćmią Łapą?
– Również świetnie, szybko się uczy. – Położyła swój ogon na barkach uczennicy. Przywódca zrobił dziwną minę, jakby… szoku i niezadowolenia? Cichej aprobaty? Ech, nad tym musiała jeszcze poćwiczyć, ale miała czas.
Jagnięcy Ukłon wzięła go na stronę, a Migot przydreptał do Ćmy.
– Nie wierzę, że taki robak jak ty został uczniem medyka – rzekł władczo.
– Gratuluję ci dużych postępów – odpowiedziała kotka.
Gdy ojciec kocura zerknął na niego, point zmienił podejście.
– Ja też tobie gratuluję, droga Ćmia Łapo, powodzenia. – Machnął ogonem i odwrócił się do ojca.
– Drogi oj-... Lśniąca Gwiazdo, czy możemy już iść, aby posilić się przed następnym dniem?
Rudy kiwnął głową i powoli krocząc do obozu, porozmawiał jeszcze z Jagnięcym Ukłonem.
Migocząca Łapa udawał, że nie widział niedaleko jego idącej kremowej kotki z krótkim ogonem. Nie wiedziała, co mu się stało i dlaczego na przykład nie zwrócił jej uwagi, że naruszyła jego strefę chodzenia.
Czyżby zaczął ją chociaż tolerować? Bo na pewno nie dojrzał. A może chodziło o coś innego?

<Migot?>

[987 słów]

[20%]

01 sierpnia 2026

Od Ćmy (Ćmiej Łapy) CD. Trójokiego Zająca

Przeszłość

Na słowa jej ojca kremowa koteczka uśmiechnęła się.
– Dziękuję, tato! Dam z siebie wszystko, obiecuję!
Kocur w odpowiedzi liznął ją po głowie, zatapiając się w czułości.

Teraźniejszość

Ach, ten poranek dla Ćmy zapowiadał ważne wydarzenie w jej życiu. Zostanie nareszcie uczniem! Już nie mogła się doczekać, Jagnięcego Ukłonu aprobatę dostała, Aldrowandowej Łapy również, teraz potrzebowała tylko pójść do Księżycowej Sa-...
“W mordę jeża!” – pomyślała Ćma. – “Przecież to lider klanu wyznacza uczniów, czy ty masz pszczoły zamiast mózgu?”
Kotka cały dzień była niespokojna. A jeśli Lśniąca Gwiazda nic nie wiedział? Rozmawiała z Migotem, teraz Migoczącą Łapą, ale nie z jego ojcem! Świetnie, zostanie uczniem wojownika i zginie na pierwszej walce. Nie nadawała się do tego! Kotka często zapominała jakichś rzeczy czy przekręcała coś, ostatnio ośmieszyła się przed Pszczelim Lilakiem, mówiąc, że nietoperz to ptak! Nietoperz! Zdecydowanie musiała popracować nad swoją pamięcią, zwłaszcza jeśli z pomocą Klanu Gwiazdy miała zostać medykiem.

***

Nadeszło wysokie słońce, chwila prawdy. Od tego momentu jej los spoczywał na barkach przywódcy. Słyszała jakieś dywagacje, ale nie wiedziała, o czym rozmawiali. Siedziała w pierwszym rzędzie z kamienną twarzą, choć w środku była cała zestresowana. Lśniąca Gwiazda wyszedł z legowiska i wskoczył na skalną półkę. Zaczyna się, oto chwila prawdy.
– Wszystkie koty umiejące polować na klifach niech zbiorą się na spotkanie klanu!
Reszta kotów, która nie była jeszcze w centrum, zaczynała się zbierać wokół skalnej półki. Gdy wszyscy doszli, przywódca zaczął:
– Spotykamy się dziś, aby przywitać aż czwórkę nowych uczniów – odchrząknął, zrobił pauzę i ciągnął dalej. – Słonko, ukończyłaś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś została uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz nazywać się Słonkowa Łapa. Twoim mentorem będzie Jenocia Kufa. Mam nadzieję, że przekaże ci całą swoją wiedzę.
Następnie odwrócił głowę do wojowniczki:
– Jenocia Kufo, jesteś gotowa do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałaś od swojego mentora, Rozświetlonej Skóry, doskonałe szkolenie i pokazałaś swoją ambicję i siłę. Będziesz mentorem Słonkowej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz jej całą swoją wiedzę.
Szylkretka zrobiła krok w przód i dotknęła nosa swej uczennicy. Niebieska nieśmiało podniosła głowę, a następnie odeszła na bok.
– Słonkowa Łapa! Słonkowa Łapa! – rozległo się echem po obozie.
– Mysikróliku, wystąp!
Ćma widziała, że jej kochana siostrzyczka ledwo powstrzymywała się od biegania w kółko z ekscytacji.
– Mysikróliku, ukończyłaś już sześć księżyców, a więc nadszedł czas, byś została uczniem. Od teraz będziesz się nazywała Mysikrólicza Łapa, a twoim mentorem zostanie Bukowa Korona.
Czekoladowy podszedł do swej nowej uczennicy, szablozębna trochę się przestraszyła jego pustego oczodołu, ale szybko się opanowała.
– Bukowa Korono, pokazałeś swą siłę oraz opanowanie. Dzięki tym cechom udowodniłeś, że jesteś gotowy szkolić swego ucznia.
Czekoladowy dotknął nosa Mysikróliczej Łapy i odeszli na bok.
– Mysikrólicza Łapa! Mysikrólicza Łapa! – pobratymcy skandowali jej imię. Kremowa była taka dumna!
– Firletko, wystąp!
Niebieski kocurek lekko wysunął się do przodu.
– Firletko, skończyłeś już sześć księżyców, a więc to czas, byś został mianowany na ucznia. Twoje nowe imię brzmi Firletkowa Łapa. Trójoki Zającu, wystąp.
Ojciec z dumą poszedł do przodu, spoglądając ze spokojem na syna, aby dodać mu otuchy.
Trójoki Zającu, pokazałeś swą lojalność wobec klanu oraz odwagę, by być po stronie właściwych wartości. To czas, byś znów wziął pod swe skrzydła ucznia, którym będzie Firletkowa Łapa.
Ojciec i syn dotknęli się nosami i dołączyli do rodzinki, a tłum skandował: “Firletkowa Łapa! Firletkowa Łapa!”
– A teraz Ćmo, wystąp!
Serce kremowej zaczęło szybciej bić. Czy zostanie uczniem medyka?
– Ćmo, skończyłaś sześć księżyców, a więc to czas, byś została uczennicą. Twoje nowe imię będzie brzmieć Ćmia Łapa. Wysłuchałem waszych próśb, a więc twoim mentorem zostaje Jagnięcy Ukłon.
Serce Ćmy, teraz Ćmiej Łapy podskoczyło. Miała teraz ochotę wykrzyknąć, na cały obóz wielkie “JEST!”, ale udało jej się opanować.
– Jagnięcy Ukłonie, przez wiele księżyców dzielnie i wytrwale służyłaś naszemu klanowi, od opatrywania malutkich skaleczeń, po leczenie wielkich urazów, które niekiedy decydowały o śmierci pobratymca. Mam nadzieję, że przekażesz swej uczennicy wszystko, czego się nauczyłaś.
Niebieskooka dotknęła swym nosem nosa krótkoogonowej, a następnie odeszli na bok. To był jej najpiękniejszy dzień w całym życiu. Udało się, została uczniem medyka! Może to tylko jej urojenia, że Lśniąca Gwiazda i jej rodzina byli jacyś podejrzani i tylko Migotowi coś padło na głowę? No cóż, gdy teraz została uczniem medyka, będzie mogła robić to, co kochała najbardziej – rozwiązywać zagadki. Już nie mogła się doczekać otrzymania jej pierwszego snu od Klanu Gwiazdy.
– Gratulujemy nowym uczniom, niech ich ścieżka będzie oświetlona przez Klan Gwiazdy!
– Słonkowa Łapa! Mysikrólicza Łapa! Firletkowa Łapa! Ćmia Łapa! – pobratymcy skandowali jeszcze raz ich imiona, a rodzeństwo zlepiło się w jeden wielki kłębek szczęścia.

< Trójoki Zającu, jesteś ze mnie dumny?>

[742 słowa, trening medyka]

[15%]

27 czerwca 2026

Od Ćmy do Psotnego Nietoperza

Ćma chodziła po obozie, patrząc na każdy wiszący kamień. Wykorzystawszy chwilę nieuwagi oraz zmęczenie matki, wymknęła się ze żłobka.
Zaglądała do starszych, do wojowników, a nawet do lidera, ale lepiej o tym nie mówić. Nagle w jaskini znalazła małą szparkę. Pewnie nią może się wydostać z jaskini! Niestety, była zatkana mchem. Gdy zaczęła go wyjmować, usłyszała miaukniecie za sobą.
– Hej! Nie wolno ci wychodzić!
Koteczka się odwróciła. Głos należał do biało-czarnej kotki z niebieskimi oczami. Była lekko zdenerwowana.
– Ja chciałam tylko zobaczyć, co tam jest… – mruknęła.
– Chodź, są fajniejsze rzeczy do roboty niż ucieczka z obozu – powiedziała, podnosząc małą.
– Hej! Puszczaj! – zakwiliła.
– Nie, jeśli będziesz się wiercić!
W końcu położyła ją na ziemi.
– Słuchaj. Zrobimy razem coś fajnego, dobrze?
– Na przykład zjemy mech?! – zapytała.
– Eee… nie. Będziemy bawić się w chowanego, ale w żłobku. Będę liczyć przy wejściu. Zaczynam! Raz, dwa… – liczyła.
Ćma szukała miejsca, by się schować. Za matką? Nie, od razu się spyta, co robi i nici z kryjówki. Popatrzyła na gniazdo w rogu, pomiędzy nim a ścianą była mała przestrzeń, w której mogła się schować. Idealna kryjówka.
– Dziewięć, dziesięć! Szukam! – czarna kotka przestała liczyć i zaczęła szukać kociaka. Kremowa zbiła się w kulkę, by bardziej się schować. Jak dobrze, że miała krótki ogon i nie musiała go chować! Była ciekawa, czy wojowniczka ją znajdzie.

<Szukająco?>

Od Ćmy do Puszystej Łapy

Ćma lubiła nastawiać ucha na klanowe ogłoszenia, ostatnio usłyszała o przyjęciu kota pieszczocha o imieniu Nerina, teraz Puszysta Łapa. Koteczka bardzo chciała ją poznać i dowiedzieć się czegoś o jej historii. Powiedziała matce gdzie idzie, wyszła ze żłobka i poszła w kierunku legowiska uczniów. Wetknęła do środka głowę i zawołała:
– Puszysta Łapo, gdzie jesteś?
– Już idę, Serdeczna Naparstnico… – mruknęła ze zmęczenia. Gdy zamiast mentorki zobaczyła kociaka, zmieszała się. – Ty… Nie jesteś Serdeczną Naparstnicą…
– Nie! Jestem Ćma! Córka Trójokiego Zająca i Kukułczego Wdzięku!
– Aha… – rzekła niezainteresowana.
– Bardzo chciałabym cię poznać, słyszałam, że pochodzisz z Klanu Nocy!
– Tak, mieszkałem tam…
Puszysta Łapa nie zdążyła dokończyć, gdyż wtrąciła się Ćma:
– To ty jesteś kocurem?! W sumie pachniesz jak kocur. Myślałam, że jesteś kotką… – zawstydziła się.
– Eee… tak dokładniej jestem niebinarne, kocurem i kotką jednocześnie…
– Jak to możliwe? – zapytała zaciekawiona. Dotąd miała styczność tylko z kotami, które były albo kotką, albo kocurem, więc to nie mieściło jej się w głowie.
– Po prostu czuję się kocurem, kotką i niebinarne jednocześnie. Możesz używać tych zaimków jednocześnie.
– Dobrze, Puszysta Łapo! Postaram się nie zapomnieć! A czy mogłobyś? Tak? Opowiedzieć mi historię, jak z Nocniaka zostałeś pieszczochem, a potem Klifiakiem?
– Ech, no dobrze, ale raczej nie będzie dużych szczegółów!

<Puszysta Łapo?>

Od Ćmy do Lilakowej Łapy

To był miły dzień, dźwięk wodospadu szumiał w uszach kotki, a promienie słońca próbujące dostać się do obozu rozpraszały się na wodzie. Żółtooka o dziwo leżała spokojnie na posłaniu, jęcząc:
– Nudzi mi się!
– To możesz pobawić się mchem? – zaproponowała Kukułczy Wdzięk.
– Bawiłam się tym dużo razy.
– A może… pobawisz się z Mysikrólikiem?
– Rozmawia ze Słonką sam na sam.
– A Firletka?
– On śpi.
– To nie wiem – poddała się szylkretka. – Może coś znajdziesz?
Ćma ze zrezygnowaniem znów się położyła i próbowała zasnąć. Może jak uzupełni energię, to coś wymyśli?
– Witaj, Kukułczy Wdzięku! Mam dla ciebie jedzenie!
Kremowa na ten głos podniosła się. To była długowłosa szara kotka, na jej oko uczennica.
– Cześć! Kim jesteś? – zapytała się kotki.
– Jestem Lilakowa Łapa, a ty… Ćma, tak?
– Wow, tak! Skąd wiedziałaś?
– Byłam już tutaj, gdy byłaś bardzo malutka… – odpowiedziała niepewnie.
– A masz jakieś pomysły na zabawę? Nie wiem co robić – zakwiliła.
– Eee… może pobawisz się w… – kotka zaczęła się zastanawiać. Chyba nie dowie się od niej czegoś nowego.
– Co powiesz na grę w zgadywanie? – zaproponowała.
– A na czym ona polega?
– Opisujesz daną rzecz, a druga osoba musi ją zgadnąć.
– Możemy spróbować! – kociakowi wróciły siły do życia i usiadło na swoim posłaniu.
– W takim razie, co spada, ale nie przestaje tego robić? – uczennica dała zagadkę.
– Hmm… wodospad? – odpowiedziała żółtooka.
– Dobrze.
– Jupi! Fajna gra!

<Lilakowa Łapo, fajne masz pomysły!>

Od Ćmy do Firletki

Koteczka siedziała w żłobku, patrząc na owady, które wleciały do obozu. Żółty motylek latał po legowisku, szukając drogi wyjścia. Ćma postanowiła go złapać. Biegała po żłobku, skakała i machała łapką w powietrzu, próbując złapać skrzydlatą istotę. Gdy tak szalała, nie zauważyła pod sobą braciszka, Firletkę, który mył swoje łapki. Gdy prawie złapała motylka, potknęła się o niebieskiego i fiknęła koziołka, a braciszek się przewrócił.
– Hej! Uważaj! – pisnął.
– Przepraszam! – rzekła, nieco zawstydzona.
– Co tak goniłaś? – zapytał, rozciągając się.
– Motylka… – oznajmiła, kręcąc się w kółko, by go znaleźć.
– Oj, chyba ci uciekł… – zasmucił się.
– Hej! Przecież są jeszcze inne super zabawy! – rzekła z błyskiem w oku. Poszła do kąta, wzięła mech, zgniotła go w kuleczkę i rzuciła nim do brata. – Twoja kolej!
Firletka popatrzył ze zdezorientowaniem na piłeczkę i lekko odepchnął ją łapką. Zastanawiała się, czy w ogóle chce z nią grać.
– Kociaki! Chodźcie! Chcę wam opowiedzieć historię! – to była ich matka, Kukułczy Wdzięk.
– Tak! Historyjka! – pisnęła Mysikrólik i poleciała do matki. Wszystkie dzieci przybiegły do niej.
– A więc, dzisiaj opowiem wam historię o ptakach, które uratowały kota. Pewnej burzliwej nocy, kot szedł wzdłuż klifu, by znaleźć drogę do domu. Deszcz lał, a wiatr próbował go zechnąć w dół przepaści. Gdy tak szedł, pośliznął się na śliskim kamieniu i runął w dół. Myślał, że to koniec, na szczęście, ptaki, które to widziały, zapikowały w dół i przenieśli kota z powrotem na klif. Od tej pory kot zaczął szanować ptaki…
– Pst! Firletko! Jak ci się podoba ta historia? – zapytała Ćma.

<Firletko?>

Od Ćmy do Migotu

To był normalny dzień w żłobku, Ćma bawiła się z Mysikrólikiem w lisy i koty, głośno się przy tym śmiejąc.
– Mam cię! – wrzasnęła szylkretka, rzucając się na siostrę.
– Nie tak szybko, paskudnym lisie! – odparsknęła kremowa i się uwolniła od kotki.
– Możecie być nieco ciszej? Nie dość, że zajmujecie NASZĄ część żłobka, to jeszcze krzyczycie w niebogłosy! – powiedział ktoś, a tym ktosiem był Migot, kocur z pointem i syn Lśniącej Gwiazdy.
– Hej! Kto powiedział, że ta połowa jest wasza? – zezłościła się rogowłosa.
– A czy ktoś ci pozwolił mówić, ty dziecko obłudy? – wyszczerzył się, podnosząc ogon.
– Migot, proszę… – powiedział drugi syn przywódcy, Firmament. Brat jednak nie zareagował.
– Jeśli powiem, że dzieciak z takiej rodziny mi grozi, wywali cię z terytorium!
Szylkretka już miała warknąć, gdy siostra uciszyła ją skinięciem ogona.
– Mysikróliku, nie sprzeczamy się z księciem – liliowa się skrzywiła, ale kremowa tylko mrugnęła okiem.
– Co mówiłaś? – zapytał point udając, że nie słyszał.
– Powiedziałam, że książe zasługuje na szacunek. Wybacz nam, per Migocie.
Kocurek zamruczał z zadowoleniem.
– Och! Jaki ty masz piękny ogon! I te oczy! O, o! Mogę dotknąć tych uszu?
– Nie dla plebsu! – odsunął się.
Rozumiejąc, że trochę przesadziła, cofnęła się i rzekła:
– W takim razie nie przeszkadzamy w ważnych książęcych sprawach. Mysikróliku, idziemy?
– Idziemy – miauknęła siostra. Razem udały się na koniec żłobka.
Żółtooka miała nadzieję, że point się zainteresuje.

<Migot?>

Od Ćmy do Trójokiego Zająca

Było upalnie, tak upalnie, że Ćma czuła ciepło w zazwyczaj zimnej jaskini. Myślała, że ta duchota ją wykończy. W spokoju przeżuwała mech, który całkiem jej posmakował, a taki mokry… Nic się nie zapowiadało, że to obróci się przeciwko niej, już raz jadła mech i nic się przecież nie stało. Tym razem jednak poczuła, że coś ugrzęzło jej w gardle. Próbowała to wykrztusić, lecz nic z tego, nawet się to coś nie ruszyło. W tym samym momencie wszedł do żłobka Trójoki Zając, który gdy zobaczył krztuszącą się Ćmę, przeraził się.
– Ćmo, co żeś ty zrobiła?!
– Jadłam… mech… – odpowiedziała, lekko, ze wstydem.
– Och, co ci odbiło? Zaniosę cię do medyczki – rzekł i podniósł ją za skórę na karku.
Na szczęście, Jagnięcy Ukłon i Aldrowandowa Łapa siedziały w środku legowiska, porządkując zioła.
– Jagnięcy Ukłonie, Aldrowandowa Łapo, pomóżcie, błagam! – poprosił dość nerwowo, jednocześnie zapominając chyba, żeby puścić córkę na grunt. – Moja córka zjadła mech i stanął jej w gardle!
– Pokaż ją – rozkazała. – Ćmo, otwórz pyszczek, proszę.
Kremowa posłusznie to zrobiła, a niebieskooka zajrzała do środka.
– Hmm… na szczęście nie jest głęboko, wyjmę go łapą.
Włożyła łapę do gardła kociaka i wyjęła zaślinioną zieloną kulkę. Teraz nie wyglądała smacznie…
– Uf, dziękuję ci, Jagnięcy Ukłonie – podziękował ojciec żółtookiej, z wyraźną ulgą. – Chodź, Ćmo, idziemy.
– A mogłabym zostać tutaj i popatrzeć na pracę medyczek? Oczywiście, jeśli one się zgodzą…
– Myślę, że jeśli bardzo chcę, to nie mam nic przeciwko… – rzekła medyczka.
– A więc tato mogę? Mogę?

<Tato?>

20 czerwca 2026

Od Ćmy do Majaczącej Łapy

Ćma chwiejnie stawiała pierwsze kroki na ziemi. Mama ją dopingowała po drugiej stronie legowiska:
– Jeszcze trochę skarbie! Kilka kroków!
Kremowa powoli szła w stronę Kukułki, wbijając wzrok w swoje białe łapy. To nie było takie trudne! Raz, dwa, trzy i już była przy szylkretce.
– Brawo, Ćmo! Udało ci się!
– Tak! – pisnęła.
– Ćmo! Pobawimy się? – miauknęła do niej jej siostra, Mysikrólik.
– Oczywiście! – odpowiedziała, podnosząc mech i zwijając go w kulkę. – Do ciebie!
Liliowa szylkretka odbiła ją swoimi różkami z futra na głowie. Kremowa nie próżnowała i odbiła piłeczkę łapką. W zabawie przerwał im Trójoki Zając, który przyniósł jedzenie dla swoich dzieci i partnerki.
– Tatuś! – krzyknęła Ćma i podbiegła do kocura.
– Cześć maluchy! Co u was? – rzekł, idąc do partnerki i przytulił się do niej.
– Gramy w piłkę! – pisnęła Mysikrólik.
– Kociaki szybko się rozwijają – oznajmiła z rozczuleniem. Trójoki Zając usiadł obok niej, patrząc na kociaki jeszcze przez jakiś czas, aż zza ścian kociarni rozległo się wołanie zastępcy w celu wyznaczenia patroli.
– To już wam nie przeszkadzam w zabawie – odparł Trójoki Zając i wyszedł ze żłobka, żegnając się jeszcze z młodymi. – Zobaczymy się później.
Ćma machnęła na pożegnanie ogonkiem i poszła po piłeczkę, lecz tam jej nie było. Zaczęła nerwowo przeszukiwać wzrokiem żłobek w szukaniu zielonej kulki.
– Co się stało? – spytała Mysikrólik.
– Zgubiłam piłeczkę! – pisnęła kremowa.
– O tą ci chodzi? – rzekł nieznany głos. Był to złocisty kocur z białymi wstawkami. Koteczka popatrzyła na jego łapy. Przy nich leżała zguba.
– Tak! Dziękuję, yyy…
– Majacząca Łapo, jestem Majacząca Łapa.

<Majacząca Łapo?>