– Mam cię! – wrzasnęła szylkretka, rzucając się na siostrę.
– Nie tak szybko, paskudnym lisie! – odparsknęła kremowa i się uwolniła od kotki.
– Możecie być nieco ciszej? Nie dość, że zajmujecie NASZĄ część żłobka, to jeszcze krzyczycie w niebogłosy! – powiedział ktoś, a tym ktosiem był Migot, kocur z pointem i syn Lśniącej Gwiazdy.
– Hej! Kto powiedział, że ta połowa jest wasza? – zezłościła się rogowłosa.
– A czy ktoś ci pozwolił mówić, ty dziecko obłudy? – wyszczerzył się, podnosząc ogon.
– Migot, proszę… – powiedział drugi syn przywódcy, Firmament. Brat jednak nie zareagował.
– Jeśli powiem, że dzieciak z takiej rodziny mi grozi, wywali cię z terytorium!
Szylkretka już miała warknąć, gdy siostra uciszyła ją skinięciem ogona.
– Mysikróliku, nie sprzeczamy się z księciem – liliowa się skrzywiła, ale kremowa tylko mrugnęła okiem.
– Co mówiłaś? – zapytał point udając, że nie słyszał.
– Powiedziałam, że książe zasługuje na szacunek. Wybacz nam, per Migocie.
Kocurek zamruczał z zadowoleniem.
– Och! Jaki ty masz piękny ogon! I te oczy! O, o! Mogę dotknąć tych uszu?
– Nie dla plebsu! – odsunął się.
Rozumiejąc, że trochę przesadziła, cofnęła się i rzekła:
– W takim razie nie przeszkadzamy w ważnych książęcych sprawach. Mysikróliku, idziemy?
– Idziemy – miauknęła siostra. Razem udały się na koniec żłobka.
Żółtooka miała nadzieję, że point się zainteresuje.
<Migot?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz