– Cześć, Puchaczu! Wszystko dobrze?
Puchacz spojrzał na nią z lekką pretensją.
– Nie. Matka kazała mi sprzątać mech, zamiast robić fajne rzeczy.
– Chętnie ci pomogę! – zaproponowała.
Kiedy tak sprzątali, Wrona zdała sobie sprawę, że jeszcze nie powiedziała bratu o mianowaniu, a nie chciała, by się dowiedział dopiero na zawołanie przywódcy.
– Puchaczu, słuchaj. Czereśnia uważa, że nauczyłam się już wszystkiego, co miał mi do przekazania. Powiedział też, że nie ma co dłużej czekać i… jutro zostanę zwiadowcą.
Mina czekoladowego z zadowolonej zmieniła się w zazdrosną.
– To gratuluję – rzekł oschle.
– A… będziesz na mianowaniu?
– A mam inne wyjście? – prychnął. – Idź już, dam sobie radę sam, a ty jeszcze musisz się przygotować – machnął ogonem i odszedł w głąb legowiska.
Teraźniejszość
Dymna wstała, przeciągnęła się i zrobiła poranne rozciąganie według zlecenia uzdrowiciela. Dzisiaj był ten wielki dzień! Umyła się, zjadła nornicę i poszła na polanę. Niektóre koty zaczęły się już zbierać wokół drzewa. Kątem oka zauważyła Topolę i Figę. Podeszła do nich i dotknęła ich nosy.
– Naszą mała Wronka już zostanie zwiadowcą! – wzruszył się ojciec.
– Jestem z ciebie dumna, córciu! – dodała matka.
– Dziękuję, mamo i tato! Marzyłam o tej chwili!
Wtedy z legowiska wyszedł Czereśnia, który zawołał:
– Niech wszystkie koty zdolne chodzić po drzewach niech zbiorą się na spotkanie Owocowego Lasu!
Koty, które jeszcze nie były na polanie, wyszły ze swoich legowisk i czekali na ceremonię. Wszyscy patrzyli na nią. To się dzieje naprawdę!
– Wrono, wystąp!
Kotka podeszła bliżej.
– Najwyższy czas, abyś dołączył do grona zwiadowców. Wykazałeś się siłą i odwagą. Czy przysięgasz pozostać lojalną naszej społeczności i czuwać nad jej bezpieczeństwem?
Kłapoucha wzięła oddech.
– Przysięgam.
– A zatem witamy cię jako nowego zwiadowcę Owocowego Lasu! – wykrzyknął Czereśnia.
– Wro-na! Wro-na! Wro-na! – koty zaczęły skandować jej imię. Chciała, by ta chwila trwała wiecznie.
***
Nadszedł zmierzch. Zgodnie ze zwyczajem, poszła do szamana na rytuał Poznania Oblicza Swego Mienia. Purchawka powitała ją, zrobiła jedno nacięcie na uchu i dała leki na sen, by poznała pierwszy przymiot imienia.
W śnie zobaczyła czarne skrzydło z takiej perspektywy, jakby to było jej. Skrzydło przecinało powietrze ze świstem, pikując w dół z nadnaturalną prędkością.
Nagle się obudziła.
– Co widziałaś? – spytała szamanka.
– Czarne skrzydło, jakby moje – opowiadała. – Pikowało w dół ze świstem.
Kotka chwilę się zastanowiła i rzekła:
– Zatem witaj, Skrzydło Tnące Powietrze.
Była zadowolona z imienia duszy, myślała, że do niej pasuje. Podziękowała Purchawce i poszła się pochwalić Puchaczowi.
<Puchaczu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz