Leżała tak na posłaniu, do momentu, kiedy zaczęło jej się nudzić. Jako iż była karmicielką, jej jednym z ulubionych zajęć, było oglądanie, jak bawią się jej ukochane kocięta. Dlatego tym razem zamierzała zrobić dokładnie to samo.
Wyjrzała ze żłobka, by zobaczyć, co dzieje się między trzcinami w kąciku zabaw. Widziała, jak Nur bawił się z Łabądkiem oraz starszymi dziećmi Kropiatkowej Skóry. Ropuszka rozchlapywała wodę, a pozostali piszczeli z zadowolenia oraz starali się uciec od mokrych fal wywołanych przez buraskę. Wyjątkiem była, jednak Łabądka. Po jej wyrazie pyszczka i puszącej się sierści widziała, że nie do końca podobała jej się zabawa.
Kiedy tylko Łabądka ją zobaczyła, uciekła od reszty i schowała się między jej łapami, ocierając się o matkę. Trzcinowy Szmer przykucnęła i z czułością polizała koteczkę po główce oraz kryzie, układając sierść podobnie, jak miał Żmijowcowa Wić.
— Co się stało, Łabądku? — wymruczała, zachęcając córeczkę do powiedzenia prawdy. — Nie chcesz się chlapać ze starszymi koleżankami?
Mała szylkretka pokręciła łebkiem, a w jej małych zielonych oczkach, widziała pojedyncze kręcące się łezki.
— Nie, jest za gorąco, a Ropuszka za mocno chlapie tą wodą. Ona… Ona chyba niechcący mnie uderzyła i mam bardzo przemoczone futerko — narzekała Łabądka.
Polizała córkę po pyszczku, wycierając jej łezki.
— Woda cię schłodzi, Łabądku. Jesteś piękną kotką Klanu Nocy, a Nocniacy lubią i umieją pływać. Nie możesz tak stronić od chłodnych kąpieli. Tatuś też pływa i ja, zanim was urodziłam. Woda naprawdę jest fajna.
Łabądka jednak nie była przekonana. Patrzyła na nią z wyczekiwaniem, a Trzcinowy Szmer wiedziała, o co młodej może chodzić.
— Porozmawiam z Ropuszką. Nie musisz się o to martwić, pewnie uderzyła cię przypadkiem. Musisz troszeczkę być silniejsza — ostatni raz ją liznęła w pyszczek. — A teraz zmykaj do żłobka, zaraz do ciebie przyjdę.
Łabądek jakby ucieszona, uciekła do żłobka, tak jak jej kazała, a ona podeszła do dziko szalejących kociaków. Zrobiła poważną minę i odchrząknęła głośno. W bawialni zrobiło się od razu cicho, a wszystkie oczy były w nią wpatrzone.
— Ropuszko, trochę taktu, uważajcie wszystkie — te słowa skierowała jeszcze do Rzekotki oraz Żabki. — Jesteście o wiele starsze i większe od moich kociąt. Powinnyście troszkę ostrożniej się z nimi bawić. Nurze, ty lepiej też nie przeceniaj swoich umiejętności. Masz dopiero trzy księżyce, pozwól sobie podrosnąć, żeby się tak ostro bawić.
Wszystkie kociaki położyły uszka po sobie i popatrzyły na swoje łapy, jakby nagle przed nimi przepłynęła ławica rybek. Skrucha, tego właśnie oczekiwała, więc nie piorunowała ich dłużej swoim wzrokiem.
— Przepraszam, Pani Trzcinowy Szmerze ja już będę bardziej uważać — mruknęła speszona Ropuszka.
Skinęła jej głową i spojrzała na Nura.
— A ciebie za niedługo widzę w żłobku. Zaraz słońce będzie w najwyższym punkcie, nie będę ryzykować, że się przegrzejesz.
Strzepnęła ogonem i odwróciła się na pięcie, po to, by ujrzeć wychylający się z zaciekawieniem łebek Łabądka ze żłobka. Córka szybko zniknęła w środku, a ona weszła zaraz za nią. Ułożyła się wygodnie na posłaniu i wyjęła kwiaty, które nosiły na sobie zapach Żmijowcowej Wici. Podała je w łapy swojej pociechy.
— Tatuś przyniósł je specjalnie dla ciebie. Zapleść ci je w sierść, kochanie? — zamruczała, przyglądając się ładnym kremowo białym drobnym kwiatom, które charakterystycznie pachniały miodem. — Będzie ci w nich do twarzy.
W łapce obracała delikatnie kwiatostany wiązówki błotnej.
< Córeczko? >
💮
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz