Dzisiejszy trening na szamana spędził w lecznicy, skupiając się na zapamiętaniu wyglądu, zapachu i nazw kilku ziół, które położyła przed nim Purchawka. Czarna kocica obserwowała syna, który ostrożnie obwąchuje roślinę o fioletowych płatkach i słodkim zapachu. Nie widzieć czemu, Gończym miał ochotę cały wytarzać się w roślinie, jednak obawiał się czy matka pochwali takie zachowanie. Poza tym dziwnie by się czuł tarzając po podłodze lecznicy, gdy tuż obok znajdowali się Gołąbek, Mistral oraz pacjenci.
– To kocimiętka karłowata. Jest najlepszym lekarstwem na kaszel, a dokładniej wszystkie jego rodzaje. Oprócz tego również poprawia humor… – dodała, widząc, jak Gończym ociera się pyskiem o szaro-zielone liście i fioletowe kwiaty. – I łatwo się od niej uzależnić. – mówiąc to, odsunęła od kocurka roślinę.
Na pysku brązowego kocurka zagościły smutek i tęsknota za rośliną o pięknym zapachu. Nic dziwnego, że koty potrafiły się od niej uzależnić. Gdy zaciągał się jej zapachem, czuł się lekki jak piórko i widział świat w różowych okularach. Nie czuł żadnych zmartwień. Jedyne, co się liczyło, to fakt, że mógł się w niej tarzać.
Purchawka odchrząknęła, po czym wskazała łapą na pozostałe rośliny, dzięki którym można było wyleczyć kaszel.
– Spójrz na tę roślinę. To jastrzębiec leśny. Ma podobne działanie jak kocimiętka, lecz jest od niej słabszy. Łatwiej go pozyskać. A to gwiazdnica pospolita. – Matka wskazała na roślinę w kształcie migdałów i drobnych, białych kwiatach. – Leczy zielony i biały kaszel. Znajdziesz ją niemalże wszędzie. – Czarna łapa zawisła nad rośliną o żółtych kwiatach, wydzielających słodki zapach. – Niech cię nie zmyli kolor płatków. To podbiał pospolity. Jego kwiaty mogą być białe lub, jak w tym przypadku, żółte. Ułatwia oddychanie, a przede wszystkim podaje się go chorym na kocięcy kaszel.
Szamanka zamilkła, podnosząc spojrzenie na syna. Gończyk szybko zrozumiał, czego oczekiwała od niego matka.
– J-jastrzębiec – zamruczał, przenosząc spojrzenie na roślinę o małym pomarańczowym kwiecie i owalnych liściach. – Gwiazdnice zapamiętam, bo przypominają psiankę. A podbiał jest oszustem i wcale nie musi być pokryty bielą.
– Dobrze. – Mówiąc to, sięgnęła łapą po dwie różne rośliny, które zamiast ułożyć od siebie w odstępie, zdecydowała się położyć na sobie i przysunąć przed Modrogończyka. – To floks wiechowaty, a to lubczyk ogrodowy. Jeśli chcesz wyleczyć chorego z kaszlu, musisz pamiętać, aby je wymieszać. Jeśli podasz pacjentce sam lubczyk, możesz zwiększyć szansę na nieoczekiwane pojawienie się niespodzianki w jej brzuchu…
– Niespodzianki? Ch-chodzi o kocięta? – zapytał zawstydzony szeptem, kładąc po sobie uszy. Matka jak gdyby nic kontynuowała rozmowę, ignorując pytanie syna.
– Dlatego zamiast kotką, podawaj tę mieszkankę głównie kocurom, chyba że wcześniej skonsultujesz się z pacjentką i nie będzie miała nic przeciwko efektom ubocznym.
Dziwnie się czuł, gdy matka nazwała kocięta efektem ubocznym. Czyli wychodziło na to, że nie każda kotka pragnęła mieć kocięta? Nawet jeśli miała partnera? Musiał się jeszcze tyle nauczyć, aby móc lepiej zrozumieć swoich pacjentów i nieść im pomoc medyczną oraz duchową.
[trening szamana - 513]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz