– Dzień dobry. Kurka tak? – spytała, przyglądając mi się uważnie.
– Tak. – zwiadowca kiwnął głową. – Piękny dzisiaj dzień, czyż nie?
– Idealny na spokojny spacer! – zamruczała wędrująca medyczka. – Jest tak spokojnie i słonecznie.
– Prawda. Idealny czas na odpoczynek i dobre polowanie.
– À propos… Nie upolowałbyś mi może czegoś w zamian za trochę ziół? Na pewno się wam przydadzą. – kotka przestąpiła z łapy na łapę. Kurka uśmiechnął się szeroko. W końcu ta trójka kotów w pewnym sensie także należała do ich społeczności. Nie widział nic złego w podzieleniu się małym kąskiem.
– Oczywiście. Usiądź sobie, wrócę jak najszybciej. – odpowiedział Kurka, po czym wrócił na drzewo.
Kurka siedział z Guziczkiem w ich małym gniazdeczku na szczycie drzewa wojowników i cichutko rozmawiał z nim na temat dzieci. Oczywiście... to była ostatnio rozmowa, która dręczyła ich oboje w kółko.
– Dereńka jest… wiesz… wolna i może by się zgodziła? – Kurka zmarszczył nos na swoje własne słowa. Kotka była ładna, przyjazna, ale z charakteru mogłaby suszyć im głowy.
– Jest już starsza. Nie ma co motywować jej do noszenia kociąt. – Guziczek odetchnął równie cicho. – Jaśminowiec ma partnera, prawda?
– Len. Jest z Lnem. – dwójka zwiadowców znowu zamilkła na chwilę.
– Prościej by było poczekać na znajdźki…– mruknął Guziczek.
– Nie ma się co poddawać. – Kurka polizał go za uchem. – Znajdziemy kogoś.
– Wiem… Daglezja może? – Guziczek podniósł oczy na niebo.
– Nie dziękuję. Ona ma… specyficzny charakter. Nie sądzę, że w ogóle by się zgodziła. – Kurka podrapał się nerwowo po nosie. Nie chciał wypowiadać się zbyt pochopnie czy dobitnie o kimkolwiek, jednak kotka była… taka, jaka była. Kurka wolałby uniknąć jakiegokolwiek wiązania się z nią. Jeszcze zażyczyłaby sobie czegoś absurdalnego w zamian.
– Masz rację. Jest raczej… Wybuchowa. – Guziczek sam zmarszczył nosek. Wyglądał niezwykle uroczo, kiedy to robił. Kurka mógłby wpatrywać się w niego godzinami, jednak mieli teraz ważniejszy temat na głowie.
– A może… Może… – Kurka zastanowił się chwilę. – Jeżogłówka? Może ona by się zgodziła?
– Ta… wędrowczyni? Ta z tej bandy co plątają się po terenach Owocowego Lasu? – Guziczek nastawił uszu.
– Yhymmm… Ona jest niezwykle miła i … może by się zgodziła? – zaproponował Kurka nieśmiało.
– Warto spróbować. Daje nam to też brak jakikolwiek problemów potem z kotami w obozie czy sporów o rodzicielstwo!
– Tak… to dobry pomysł.
Jeżogłówka się zgodziła na ich propozycję. Prawie nawet bez wahania. I w ten sposób Guziczek i Kurka doczekali się swoich maluchów. Oczywiście zwiadowcy, oboje dopilnowali, aby kotka była usytuowana wygodnie, najedzona i zdrowa. Rozpieszczona można by rzec. W końcu nosiła ich dzieci i będzie pojawiać się w ich życiu, czy jako ciocia, czy jako mama. Kurka nie był pewien, ale ani jednej, ani drugiej opcji by jej nie odmówił. W końcu to też jej dzieci.
Guziczek i Kurka byli więc wniebowzięci, kiedy Mistral wysunęła się ze żłobka z uśmiechem i wpuściła ich do środka. Trzy małe kuleczki leżały przy brzuchu Jeżogłówki, która posłała im szeroki uśmiech.
– Myśleliście już nad imionami? – spytała. Może sama miała jakieś propozycje?
– A jakie mamy tutaj skarby? Kotki? Koty? – guziczek nachyliła się nad nimi. Jeden z kociaków prychnął na niego, kiedy zbliżył się za bardzo.
– Dwie koteczki i kocurek. – odparła Jeżogłówka.
– Dla każdego po jednym imieniu? – guziczek zerknął na swojego partnera. Kurka przytaknął mu z szerokim uśmiechem. – To… kocurek może Gronostaj?
– A Szylkreteczka, Bratek? – zaproponowała Jeżogłówka, na co oba koty jej przytaknęły. Potem zapadła chwila oczekiwania.
– Alka… – mruknął Kurka cichutko. – Czekoladowa kotka będzie się nazywać Alka.
– Piękne… Piękne… Nasze dzieci Kurka… Nie mogę w to uwierzyć. – Guziczek miał łezki w oczach.
– Są piękne… – potwierdził Kurka. – Nie mogę się doczekać, aż zaczną rozrabiać!
<Guziczku?>

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz