BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Owcze Futerko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Owcze Futerko. Pokaż wszystkie posty

22 sierpnia 2019

Od Owczego Futerka CD. Pstrągowego Pyska

Pora Nagich Drzew, bądź też inaczej nazywana zimą w stronach, w których to urodziła się Jemioła, teraz zwana dumnie Owczym Futerkiem, była jej ulubioną porą roku. Biały śnieg zasypywał ziemię, zimny wiaterek mierzwił futerko - tak, to zdecydowanie najbardziej ulubiona część obiegu. Słońce może i chyliło się ku zachodowi, jednak srebrno-niebieska kotka wybrała się na polowanie znacznie wcześniej, dzięki czemu mimo przeszkadzającego jej niekiedy w poruszaniu śniegu udało jej się upolować dwie myszy i gołębia. To naprawdę dobry wynik, tym bardziej że przez ochłodzenie się, było coraz mniej zwierzyny a jak już była - to potrafiła być okropnie mizerna i nawet kocię się taką nie najadało! Podczas przeszukiwania kolejnych miejsc do polowań, dojrzała znajomą, burą sylwetkę przebijającą się kolorem od białego puchu dookoła. 
— Pstrągowy Pysku! — zawołała uradowana, szybko podskakując do zjeżonej przyjaciółki, która zdecydowanie nie spodziewała się jej tutaj, albo chociażby nie spodziewała się tak głośnego zawołania. Mysi móżdżek! Pewnie przepędziła przez to połowę zwierzyny w okolicy... Kiedy wciąż pulchniutkie ciałko nie takiej już młodej kotki ustało przed większym i masywniejszym należącym do Pstrągini, Owieczka zadarła łepek do góry by lepiej dojrzeć ślepia rozmówczyni i wyszczerzyła przyjaźnie kiełki. 
— Jeśli wracasz do obozu, możemy wrócić razem, kwiatuszku! Ja swoją zwierzynę zaniosłam już wcześniej i od tego czasu nie mogłam nic złapać, ale może jeszcze coś dorwę w drodze! — zaśmiała się Owcze Futerko. Jak wspomniane było wcześniej, dwie myszy i gołąb dumnie zajęły miejsce na stosie, a koteczka wyruszyła na dalsze poszukiwania które nie były już tak owocne jak te wcześniejsze. Nie dojrzała też w pysku burej zwierzyny, więc uznała, że najpewniej wraca do obozu. Więc czemu się nie podczepić? Otrzepała puchatą kotę z białych drobinek, a sierść na jej piersi czy brzuchu oraz spodzie ogona, zaczęła kręcić się za sprawą wilgoci. Czując jak ogon starszej wojowniczki przesunął się w geście zgody po jej grzbiecie, a kąciki pyszczka Pstrągowego Pyska uniosły się, Jemioła nie mogła się powstrzymać od szerszego i radosnego uśmiechu.
— No to w drogę! — zamruczała unosząc ogon do góry, by wesoło powiewał jak niebiesko-srebrna chorągiewka. Dwie kotki ruszyły spokojnie zaśnieżoną polaną, a od czasu do czasu bura musiała wysłuchiwać opowieści Owieczki o tym czego też nie spotkała, bądź jej zapytań o zdrowie i dobre odżywienie starszej pręguski. Było to ważne, bo wiedziała, że większość wojowników musiała sobie podzielić bardziej rozsądnie posiłki - w tym nawet Jemioła. W końcu było nie ciekawie i nie można było jeść za trzech, kiedy nawet dla tych trzech ledwo starczało! Atmosfera między kotkami była przyjazna i nawet zimny wiatr dmuchający w nos rozanielonej, byłej pieszczoszki nie psuł jej nastroju. Z jej gardła dobiegało głośne, radosne mruczenie, jednak doskonale usłyszała to, wydawane przez Pstrąg, No kto by pomyślał! Ta wielka, masywna kotka, która nie żywiła do niej nic pozytywnego na samym początku ich znajomości, teraz przyjaźnie pomrukuje w jej towarzystwie. To już jakieś osiągnięcie! Owcze Futerko miała ich trochę na swoim kącie i aż się im dziwiła. W końcu..kto by mógł się spodziewać, że ta ukończy swój trening, uzyska imię wojownika i zaprzyjaźni się z kotką, która jeszcze księżyce temu fuczała na nią i ledwo znosiła jej obecność - czego oczywiście Jemiołka źle nie odbierała. Idąc tak i gawędząc od czasu do czasu, coś niepokojącego wpadło w niebieskie ślepia koteczki - kot. Wychudzony, mizerny kot przemykający pomiędzy pozbawionymi liści krzewami. Źrenice jej się delikatnie zmniejszyły, a ta zastygła z lekko poruszającym się na boki ogonem w geście niepokoju. Kto to taki?
— Tam jest jakiś bardzo chudy kot — wyszeptała w ramach wyjaśnień, kiedy to pytający wzrok Pstrąg padł na nią za sprawą nagłego przerwania marszu. Mogło być to niepokojące, w końcu nie każdy kot zatrzymuje się nagle i wpatruje się w przestrzeń przed sobą! Nie wiele myśląc, wystrzeliła truchtem w kierunku wychudzonego nieznajomego. Może potrzebował pomocy? Albo był ranny? Ojej! — Hej, słoneczko! Czy wszystko w porządku? — zawołała, kiedy była już w miarę blisko czarno-białego kocura. Potem wszystko zadziało się tak szybko. Nim Jemioła zdążyła zareagować, kocur wrzasnął coś i rzucił się na nią z wysuniętymi pazurami, powalając na śnieg. Była przerażona i zdezorientowana, jednak po dwóch uderzeniach serca zaczęła się szamotanina. Koteczka starała się zepchnąć z siebie wygnańca, jednak ten jakby w amoku starał się dostać do jej gardła, kłapiąc przy nim szczękami. Gdyby nie pomoc Pstrąg...Nie wiadomo jakby się to skończyło. Jak tylko odzyskała wolność, uniosła się chwiejnie na łapy i trzepnęła obolałym uchem które okazało się...rozdarte! 
— M-moje ucho — wymamrotała pod nosem, dotykając go łapką, na której została czerwona posoka. Wtedy też zerknęła na przyszpilającą do ziemi napastnika Pstrąg i....
Oczy koteczki otworzyły się szerzej.
Sierść stanęła dęba.
Kropelki krwi zamordowanego opryskały jej łapę i policzek, jednak to na ten moment jej nie obchodziło.
Była przerażona tym, co właśnie zobaczyła. Widziała szczęki swojej przyjaciółki, zaciskające się na gardle oszalałego, głodnego kocura, który wydał z siebie ostatnie tchnienie, cicho bulgocząc z przerażenia, a jego oczy pokazywały niesamowite cierpienie i ból Zimne dreszcze przeszły przez jej skórę i kości, a jej serce zamarło. Czy...czy ona...ona go...
— Na Gwiezdnych, Pstrągowy Pysku! Dlaczego musiałaś go zabić?! — wyjąkała roztrzęsionym głosem, podskakując do ciała zmarłego, patrząc na niego z powoli pojawiającymi się łzami w oczach. Może i ją zaatakował, może rozdarł jej ucho i mógł zabić...Ale na pewno nie należała mu się taka śmierć! Koteczka smętnie zawiesiła głowę i westchnęła słysząc wyjaśnienie wojowniczki. Zrobiła to w jej obronie...
— Nie chce byś zabijała koty w mojej obronie. Wojownik nie musi zabijać by wygrać bitwę czy przegonienie przeciwnika kochanie — wyjąkała roztrzęsionym głosem po raz kolejny, patrząc prosto w pomarańczowe ślepia swojej towarzyszki. Jej puchaty ogon, cały najeżony poruszał się coraz szybciej i z coraz to większym niepokojem — Przysypmy go czymś i...wracajmy. Żwirowa Gwiazda musi się o tym dowiedzieć. Nie możemy go tak zostawić jak zwykłą karmę dla wron t-to też kot — nie była przyzwyczajona do widoku martwych kotów, oblanych masą krwi. Jeszcze nie...nie miała na to wystarczająco dużo czasu. Bała się tego widoku, bała się bólu i krwi, a teraz dostała to wszystko na jednym obrazku i do tego sama tego doświadczyła. Ucho jej pulsowało, a krew nie przestawała ciec. 
Nie wykrwawi się, jednak i tak - rana była po prostu irytująca. 
— Proszę Pstrągowy Pysku... dobrze, że nie jesteś ranna słoneczko, wracajmy do obozu. — odparła cicho, oczekując ruchu swojej towarzyszki, która zadecyduje czy zakopią zamordowanego, czy nie.

<Pstrągowy Pysku? Zakopiemy intruza?>

12 sierpnia 2019

Od Owczej Łapy (Owczego Futerka)

Nastał ten wyczekiwany przez Jemiołke dzień. Dzień, który raz na zawsze odetnie ją od dawnych planów, marzeń i snów. Dzień w którym przestanie być jedynie pieszczoszkiem ze zmienionym imieniem, którego nikt nie bierze na tyle poważnie by uznać ją za część klanu. Teraz się to zmieni! Wytrwale studiowała każdy, najmniejszy szczególik klanowej kultury i życia. Nauczyła się walki, polowania a przede wszystkim poznała wiele wspaniałych kotów dzięki którym jest tu gdzie jest. To była jej ceremonia, rzecz o której już tyle wiedziała, że z każdym mijającym wschodem słońca, nie mogła się jej doczekać - aż w końcu nastał ten wyczekiwany dzień; Szakłakowy Cień poinformował srebrzystą o tym, że jej trening został ukończony a Żwirowa Gwiazda z radością mianuje ją pełnoprawnym wojownikiem Klanu Nocy. Czy to nie jest coś wspaniałego? 
— Cała się trzęsiesz Owcza Łapo, kotce w twoim wieku nie wypada — skarciła pulchniutką Rybi Ogon, uśmiechając się w jej kierunku ciepło i ze zrozumieniem w ślepiach. Starszy kocur prychnął z rozbawieniem i pokręcił łbem, siadając po drugiej stronie Jemioły, delikatnie szturchając ją koniuszkiem ogona w bok. 
— Pewnie się bardzo denerwujesz, co? 
— Nawet nie wiesz jak bardzo słoneczko, to moja ceremonia na wojownika! — zaświergotała z wielkim, wesołym uśmiechem spoglądając w kierunku starszego, z którym wciąż utrzymywała taki sam kontakt jak dzień po przybyciu do obozu. Teraz nic nie stanowiło dla niej większego problemu, Znała granice, znała koty, znała klany...Może trochę czasem jej się myliły obyczaje ale to na pewno jeszcze przyswoi! Na ten moment jednak była tak podekscytowana, że nie mogła myśleć o niczym innym niż fakcie, że za moment godnie z tradycją klanowych kotów, otrzyma wojownicze imię. 
— Pójdę usiąść obok Szakłakowego Cienia, dobrze? — miauknęła pogodnie i nie widząc sprzeciwu u swoich dobrych znajomych od razu wystartowała do poszukiwań swojego mistrza, który mimo wielu przeciwności i sprzeczności i pręgowanej kocicy, dał sobie radę i wytrenował ją na...powiedzmy że dobrego wojownika! Wesoła kulka, która mimo schudnięcia nadal wydawała się być tą samą puchniutką pieszczoszką co parę księżyców temu. Kiedy w końcu dojrzała kocura, od razu obok niego przysiadła, zdążając idealnie na czas bo kiedy już miała zacząć trajkotać, pojawiła się Żwirowa Gwiazda jednoznacznie oznajmiając że powinna nastać cisza. Zamknęła pyszczek w połowie przywitania i zwróciła szeroko otwarte  ślepia prosto na sylwetkę ładnej szylkretowej kocicy, która posłała jej nieznaczny uśmiech. Jemioła nie pozostawiła tego bez odpowiedzi, bowiem i ona uśmiechnęła się szeroko do przywódczyni, nie mogąc coraz bardziej się powstrzymać przed radosnym dreptaniem. Jej puchaty ogon naznaczony grubymi pręgami podrygiwał jednoznacznie, aż do momentu w którym Pstrągowy Pysk siedząca za rozemocjonowaną terminatorką na niego nie nastąpiła łapą, kończąc jego wesoły taniec w czasie oczekiwań. 
— Zachowuj się 
— Oj kochaniutka, ja po prostu nie mogę się doczekać jak mnie Żwirowa Gwiazda wywoła! — pisnęła odwracając łepek w stronę burej gigantki, posyłając przepraszające spojrzenie, by potem z powrotem wrócić do radosnego wpatrywania się w sylwetkę przywódczyni. Pstrągini wywróciła jednoznacznie ślepiami i krzywy uśmiech wpełzł na jej pysk. Ile to ona się z tą kotką namęczyła! A jednak z każdym księżycem jej towarzystwo stawało się na swój sposób znośniejsze. Nie wiedziała czy to chodziło o sympatie, czy po prostu pogodziła się ze swoim losem i z tym, że niebieska się już od niej na pewno nie odczepi. Wtedy nastała cisza, Żwirowa Gwiazda podniosła się, unosząc ogon do góry, przyprawiając Jemiołę o kolejną falę podekscytowanych dreszczy. Czy to już, czy to już? Nie, kocica przecież jej nie wywołała...Ale może teraz powinna już wyjść i się ustawić? Co jak podwinie jej się noga, ale powie coś nie tak? Nie, ćwiczyła to już tyle razy, że nic nie powinno się wydarzyć niepożądanego. Wzięła głęboki wdech i uspokoiła się chociaż odrobinę. Miała wrażenie jakby jej futro zaczynało się skrzyć z ilości podniecenia jakie teraz w niej wręcz buzowało. Prawdziwe epicentrum jednak nastąpiło w momencie tych zwykłych słów, które przerwały cisze jak piorun na zgromadzeniu wszystkich klanów. 
— Owcza Łapo, wystąp — miauknęła pogodnie szylkretka, po czym skinęła niebieskookiej łbem, kiedy to ta dodreptała w odpowiednie miejsce, stojąc dumnie tuż przed obliczem gwiazdy. Mrowienie w łapach, opadająca i unosząca się sierść, tyle bodźców, tyle spojrzeń! A to tylko zmiana imienia, taka jaką przeżyła już kilka razy w swoim życiu. Najpierw była Maniusią, potem Jemiołą, następnie Owczą Łapą a teraz kim...?
— Dzielnie, pod okiem Szakłakowego Cienia zgłębiałaś wiedzę na temat naszego kodeksu i życie w klanie Owcza Łapo. Mam nadzieje, że całą wiedzę, jaką przekazał ci twój mistrz wykorzystasz, aby wiernie służyć Klanowi Nocy. Czy przysięgasz... 
— .... — źrenice kotki zmniejszyły się, ogon zafalował, kiedy wsłuchała się w płynące z pyszczka kotki słowa przysięgi. Przymknęła oczy, uśmiechając się dumnie i wesoło, oczekując swojej wielkiej chwili, kiedy to uroczyście będzie mogła wypowiedzieć ważne słowa... — ....bronić Klanu Nocy nawet za cenę swojego życia? 
Szum.
Mrowienie.
Panika?
Nie...podekscytowanie! 
Koteczce wręcz zacisnęło się z wrażenia gardło, jednak nie trwało to na tyle długo, by cisza pomiędzy wypowiedzią Żwiry a Jemioły mogłaby zostać uznana za niepokojącą. Wypięła puchatą pierś, otwierając pyszczek aby powiedzieć donośnie i pewnie te oczekiwane słowa. Ważne, potrafiące zmienić wszystko w jej życiu, Odciąć ją od poprzedniego, dać możliwość rozpoczęcia nowego rozdziału jako nowy kot! Już nie chciała wracać do domu, chociaż bardzo bolało ją to, w jaki sposób go opuściła. Teraz miała nowy dom...dom w którym ma przyjaciół i w którym planuje założyć własną rodzinę. Klan Nocy - to jej nowy dom! 
— Przysięgam 
— A więc...Ja, Żwirowa Gwiazda na mocy nadanej mi przez Klan Gwiazdy nadaję ci imię Owczego Futerka. Klan Nocy wita cię jako nowego wojownika i członka — nie doszło to do kotki do końca...Czy właśnie stała się wojowniczką? Otrzymała imię? Teraz...teraz była Owczym Futerkiem? Poczuła zalewającą ją dumę i wyszczerzyła kiełki, cudem powstrzymując łzy. Wiele kotów skandowało jej nowe imię - o wiele więcej niż wtedy, kiedy mianowano ją na terminatora. Wielu było nieufnych, wielu jej nie tolerowało, a teraz? Teraz zdawałoby się, że została chociaż częściowo zaakceptowana i mogła w spokoju zacząć życie jako klanowa wojowniczką. Żwirowa Gwiazda zeskoczyła, dotykając pulchniutką kulkę nosem, a Jemioła tak jak należało, polizała ją w bark, pomrukując przy tym z ogromnym napięciem. Po tym, została otoczona swoją grupką przyjaciół, gdzie najchętniej siedziałaby jak najdłużej ale! Milczące Czuwanie czy jakoś tak... Przeprosiła koty i oddaliła się, by przysiąść przy wyjściu z obozu, owijając ogonem swoje łapy. Owcze Futerko...Tak, od dzisiaj będzie Owczym Futerkiem, wojowniczką Klanu Nocy!

27 lipca 2019

Od Owczej Łapy CD Wilczego Serca

Kotka zamrugała dużymi, niebieskimi oczami, kiedy za dziwnie wyglądającym, chudym jak konar sosny kocurem, wysunęły się jeszcze dwie inne sylwetki, do których radośnie się wyszczerzyła, chcąc załagodzić możliwie zaistniałą, złą sytuacje. Na cale szczęście, wojownicy Klanu Wilka nie byli agresywni. Bo..po co mieliby być? Przecież Jemioła nie stanowiła żadnego zagrożenia! Słysząc ich śmiechy, co do wymiany zdań z Wilczym Serce, kicia nie spuszczała wzroku z kocurka, który to pierwszy się do niej odezwał od razu zalany falą przyjemnego głosu srebrzysto-niebieskiej Owieczki. Kto by się tego spodziewał? Na pewno nie koty z Klanu Wilka bo...widok pulchnej terminatorki, tka daleko od ziem własnego, nowego klanu był dość zabawny i niespotykany. A jednak! Wilk mógł poszczycić się takim, a nie innym wyjątkowym widokiem.
— A może jeszcze oprowadzić cię po terenach Wilka, ugościć w obozie piszczkami i odprowadzić pod eskortą najlepszych wojowników?
— Zbyteczna troska, kwiatuszku, wystarczy że sam mnie zaprowadzisz. Z obiadem sobie poradzę. — zapewniła, kontynuując wesoły uśmiech, przyprawiając pozostałych gapiów o powstrzymywanie się od śmiechu. Nie rozumiała tego trochę, w końcu...To bardzo miłe ze strony kocurka, że zaproponował jej aż tyle, jednak nie mogła wykorzystywać innego klanu w aż tylu celach! Samo zaprowadzenie jej w do granicy, którą zgubiła, było czymś za co na pewno się odwdzięczy. Nie ma bata! Jemioła należy zdecydowanie do tych słownych i...w dobrym sensie pamiętliwych kotek. Sumiennie zapamiętywała wszystko, co powinna. A przynajmniej się starała to robić. Dałaby sobie ogon poszczypać, że Szakłakowy Cień mówił jej coś o nieoddalaniu się od obozu - tak samo Rybi Ogon.
— Dlaczego to zawsze mi przytrafiają się takie rzeczy? — pomyślał, a na głos wojownik, wywracając przy tym jednoznacznie oczami. Chociaż i tego gestu kotka źle nie odebrała. Może miał taką potrzeba? Kto wie! Tajemnie innych kotów nigdy nie były czymś, na czym znała się świeżo mianowana terminatorka. Tym bardziej, że te dzikie koty były zupełnie inne od tych, które znała na podwórku i ogrodzie. Właściwie tu WSZYSTKO było inne niż tylko pamiętała. Drzewa, zapach, teren, trawa...Nawet myszy zdawały się zupełnie inne. Znacznie szybsze, może smaczniejsze? Nigdy nie jadła tych co przepędzała z okolic swojego ogródka. Nie lubiła ich zabijać! A teraz proszę, stanowiły większość jej diety co był dość...straszne? Można powiedzieć, że jakkolwiek się do nich przyzwyczaiła, jednak i tak gdzieś wewnątrz siebie miała lekkie opory. Dlatego też na stosie zazwyczaj wyłapywała drobne ryby czy inne ptaki. Wyrywanie piór i skubanie łusek było dla niej czymś, co mogła nazwać odstresowującym zajęciem. O ile w ogóle można powiedzieć, by ta ostoja się czymkolwiek stresowała!
— Chodź, pokażę ci drogę. Miejmy to już za sobą…
— Naprawdę bardzo, bardzo dziękuje! Słoneczko, jesteś kochany — uniosła wysoko ogon, pomrukując z zadowolenia, przyprawiając swojego towarzysza najpewniej o mdłości, od nadmiaru tej słodyczy i czystej formy życzliwości. Do tego..czekaj, ona podziękowała?? Dlaczego ta kotka wciąż się uśmiechała? Mimo, że EWIDENTNIE starał się być dla niej złośliwy. Może naprawdę jest głupia? Co też za koty przyjmuje do klanu Żwirowa Gwiazda. Szary kocur, imieniem Wilcze Serce trzepnął ogonem i po rzuceniu krótkiego komunikatu do pozostałych członków jego klanu, ruszył w stronę, gdzie powinna znajdować się granica z Klanem Nocy. To właśnie tam miał zabrać niebieskooką, pulchną kotkę nie rozumiejącą ani sarkazmu, ani złośliwości. No i jak on miał w ogóle jej dopiec? Nim się obejrzeli, patrol się oddalił, wracając do swoich czynności, chichocząc między sobą i obgadując zaistniałą sytuacje. Biedny Wilk natomiast tak jak obiecał, ruszył aby odprowadzić terminatorkę na swoje miejsce, nim coś jeszcze głupszego nasunie jej się na myśl niż samotne zwiedzanie pozostałych włości. Niezbyt interesował się tempem jakie narzucił, a było ono naturalne - szkoda, że nie dla Jemioły.Minęło sporo czasu odkąd opuściła domostwo i zarówno Puszka jak i Pstrągowy Pysk dziwnie szybko chodziły, przyprawiając młodziutką o napady zadyszki. Tak, zdecydowanie powinna zmniejszyć porcje piszczek! Jednak, czy to cokolwiek w ogóle da?
— Zwolniłbyś troszkę?
— A co? Już ci ciężko? — uśmiechnął się złośliwie, na co kotka pokręciła jedynie łbem i zachichotała pod nosem. Ciężko? Jej od samego pobytu tutaj jest ciężko! Te dzikie koty mają chyba kondycje ze stali. Skaczą, biegają, biją się...bez większego widocznego zmęczenia! To przerażające. Przecież Jemioła ledwo tu dołączyła, nie miała w małym pazurze wszystkich tych umiejętności - chociażby starała się, dwoiła i troiła nigdy nie osiągnie takiej szybkości jak koty urodzone w lesie. A...przynajmniej tak sobie wmawiała. Ze swoją wagą i masą? Prędzej wyprzedzi ją mysz, niż ta się tak rozpędzi!
— Tak, nie mam takich chudych łap jak ty kochaniutki
— ... W takim tempie prędzej schudniesz niż dojdziemy do granicy!
— Od jojczenia jeszcze nikt nie schudł słońce, ale możesz próbować dalej. Może na mnie się uda? — zachichotała rozbawiona. Nigdy nie przeszkadzała jej własna waga. Bo...czemu miałaby? Uwielbiała sobie taką, jaką była i cóż...Na ten moment nawet nie chciała tego zmieniać.
— Ty mi się nie przedstawiłeś, jak masz na imię? Wiesz, będziemy szli jakiś kawałek, warto chociaż o czymś pogadać a nie tak w ciszy iść! Chociaż...nie idziemy w takiej całkowitej, bo coś mówię ale rozumiesz o co mi chodzi prawda?? — zaświergotała, człapiąc u jego boku, starając się jakoś zrównać z nim swój krok. Na osty i ciernie, to niewykonalne! Czemu matka natura obdarowała ją takimi łapami?

<Wilcze Serce? Obiecany odpis! Wybacz, że tak długo ;^^;>

08 lipca 2019

Od Owczej Łapy

Ile też kotów poznała Jemioła odkąd to dostała się do klanu? Właściwie to niewiele. Znała Szakłakowego Cienia, swojego mentora, Pstrągowy Pysk wraz z Wronią Łapą, dwie kotki które to ją tu przyprowadziły...Rybi Ogon i Bursztynową Bryzę, czyli dwójkę starszych od których dowiedziała się co nie co o klanie i jego zwyczajach, oraz ostatnio też Słodką Łapę. Czy to wiele? Nie za bardzo, patrząc na fakt, że w klanie jest całkiem sporo kotów. Była też Żwirowa Gwiazda, jednak czy ona mogłaby zaliczać się do znajomości? Zamieniły może kilka zdań, do tego w formie dość oficjalnej, jednak Jemioła zawdzięczała jej naprawdę wiele. To dzięki ślicznej szylkretce mogła pozostać w klanie i rozpocząć nauki jako terminatorka czy tam uczennica. To spore zaufanie i dobroć ze strony przywódczyni. Zawsze mogła odesłać ją z powrotem na Ścieżkę Grzmotu i kazać jej wracać skąd przybyła. Problem z Jemioła polegał na tym, że drogi do domu nie znała i między innymi dlatego poszukiwała u dzikich kotów pomocy. Teraz jednak, coś się zmieniło. Może jak ukończy trening, to powinna odejść? Klan dałby jej odpowiednie wykształcenie co do przetrwania i na pewno wtedy lepiej by sobie poradziła z odnalezieniem trasy do swojego domu, gdzie na pewno wszyscy na nią czekali. Bo...czekali prawda?
— Dlaczego znów cie widzę samą, leć mi ty już koty poznawać a nie! — dosłyszała głos Rybiego Ogona, która usiadła u jej boku, gdzieś niedaleko legowiska uczniów. Jemioła zachichotała pod nosem i dotknęła starszą w policzek na przywitanie, pomrukując cichutko. Było to dość zabawne, bo z każdym dniem tak naprawdę, Owcza Łapa poznawała nowe koty. Tyle że...nie zamieniała z nimi za wiele słów, jak chodzi o te znajdujące się w obozie. A może powinna jakoś zaczynać rozmowę by ta stała się dłuższa? Rozbawił ją jednak ton klanowej starszej, która wręcz wymagała od niej by ta kogoś więcej poznała.
— Spokojnie Rybi Ogonie, nie martw się o mnie w tych sprawach — mruknęła wesoło i rozejrzała się — Widzę tu wiele kotów, z którymi mogłabym porozmawiać kochaniutka, jednak czy one będą chciał rozmawiać ze mną?
— Nonsens! — prychnęła starsza i uderzyła koniuszkiem ogona o ziemię — Oczywiście, że będą chciały. Możesz zawsze złapać gdzieś Pstrągowy Pysk, bądź porozmawiać z Szakłakowym Cieniem. Lekka znajomość poza treningami jeszcze nikomu nie zaszkodziła! Tym bardziej, że jesteś od niego nie dużo młodsza. Wspólne zjedzenie zwierzyny go nie zabije — odparła z pewnością w głowie i trzepnęła delikatnie uchem, kiedy srebrna, niebieskooka była pieszczoszka zaśmiała się pod nosem. Wolała tez się kocurowi nie narzucać, chociaż kusiło ją by spędzić z nim więcej czasu. W końcu jak to ładnie ujęła Rybi Ogon, komu zaszkodzi bliższe poznanie poza treningami? Jakby się zaprzyjaźnili, na pewno o wiele lepiej poszedłby im trening! Szybciej i sprawniej wszystko się robi w przyjaznej i miłej atmosferze. Przecież to oczywiste. Po krótkiej wymianie zdań ze starszą, ta odeszła mamrocząc coś na uciążliwe stawy, a Jemioła po krótkiej bitwie myśli, podniosła zad i ruszyła w kierunku legowiska przywódczyni. Nie wiadomo co ją tam pchnęło, jednak wymiana zdań z najważniejszym kotem, który pozwolił jej tu zostać, dla rozwiania wątpliwości brzmiała...rozsądnie? Czuła się tu bardzo dobrze i mimo niektórych spojrzeń, nadal bardzo chciała tu być. Uniosła wysoko ogon, uśmiechając się promiennie podczas chodu. Kilka wojowników, siedzących niedaleko na jej widok zaczęło między sobą szeptać i chichotać, jednak Jemioła nie miała zamiaru zwracać na to większej uwagi. Bo po co?
— Witajcie! Miłego popołudnia — zamruczała przyjaźnie i trzepnęła w ich kierunku uchem, co zostało przyjęte z dość skwaszonymi pyskami. Powiedziała coś nie tak? Przecież była miła? Aj, najwyraźniej nie każdego kota da się tak łatwo nazwać przyjacielem. Chociaż...kicia i tak już to z góry zrobiła. Czy ktoś dla niej nim nie był? Jakoś dostała się przed legowisko Żwirowej Gwiazdy i zawahała się przed samym wejściem. Powinna zawołać? Poprosić o wejście? Może jakoś zapukać, jak to robili ludzie przychodzący w odwiedziny do jej Państwa? Znaczy dwunożni, tak tak...dwunożni.
— Żwirowa Gwiazdo? To ja, Jemioła już teraz Owcza Łapa! — zaczęła wesoło i wetknęła łepek do wnętrza legowiska, rozglądając się w lekkim zakłopotaniu — Mogę wejść cała kochaniutka? Miło by było troszkę porozmawiać, jak masz chwile czasu. Oczywiście mogę sobie pójść, to nie problem! Chyba nawet gdzieś po drodze widziałam Szakłakowego Cienia...Chyba. Wszystkie kocury nie od strony pyska wyglądają strasznie podobnie nie sądzisz?
Kotka z lekkim zaskoczeniem zamrugała, kiedy nagle ze spokojnego siedzenia w legowisku wyrwało ja radosne ćwierkanie kotki i jej łepek w połowie przeciśnięty przez wejście. Po otrząśnięciu się z szoku, uśmiechnęła się łagodnie i cicho zaśmiała na monolog Jemioły na temat...tak różny od pierwszego, który wytyczyła.
— Jasne, wejdź — mruknęła, a drugi raz nie musiała tego powtarzać, bo Jemioła już siedziała obok niej z przyjaznym uśmiechem na pulchnej mordce.
— Chciałabym o czymś porozmawiać i wierzę, że jesteś do tego odpowiednim kotem słonko — zaczęła i spojrzała w oczy liderki, po czym delikatnie poruszyła wibrysami — Jak sądzisz, to dobrze, że jestem w klanie?

<Żwirowa Gwiazdo?>

07 lipca 2019

Od Owczej Łapy

Czy usiedzenie z zadkiem na miejscu było dla Jemioły wykonalne? Najwyraźniej nie, skoro po ostatniej porażce związanej z brakiem znajomości terenów, ponownie wybrała się na krótką przechadzkę, która...nie skończyła się tak jak tego kotka chciała. Mimo odwodzenia jej od tego pomysłu, srebrna kotka wyszła z obozu od razu, kiedy tylko umyła się i wzięła sobie przekąski. Dzisiaj potrenuje i udoskonali swoją zdolność polowania! A...właściwie to planowała. Uniosła wysoko ogon i wydreptała z obozu Klanu Nocy, idąc w kierunku rzeki, by potem ruszyć jej brzegiem w poszukiwaniu dobrego miejsca na pierwszą próbę samotnego polowania. Nie ufała płynącej niedaleko rzece i wolała się do niej nie zbliżać. Na stosie leżały ryby i najprawdopodobniej wojownicy musieli uczyć się na nie polować, czy chociażby pływać. Na samą myśl aż stanęła jej sierść na karku! Ona chyba już do końca swojego życia, nie będzie chciała wchodzić do wody. Ten jeden, głupi i nieostrożny ruch prawie że przypłaciła życiem i gdyby nie Pstrągowy Pysk..nie wiadomo co by się z nią stało. Nigdy wprawdzie nad tym nie rozmyślała za bardzo. Co się działo z kotami po śmierci? Odchodzą na niebo, do swoich przodków? Jednak co dzieje się z kotami, które w to nie wierzą? Albo nie są z klanów? Pokręciła łebkiem odrzucając te ciemne myśli i rozejrzała się, poruszając delikatnie uchem, kiedy gdzieś tam za sobą usłyszała szeleszczenie. Uśmiechnęła się pod nosem i...po prostu skoczyła. Bez większego skradania, czy przygotowania - zwyczajnie w świecie skoczyła, prosto w trawę z nadzieją, że w jej łapy sama wsunie się jakaś zdobycz. Przy Grzmiącej Ścieżce było zdecydowanie łatwiej! Jednak tam, były myszy albo stare, albo tak zdesperowane, że sam pchały się pod łapy młodej kici. Tu, pulchne i zdrowe myszki, w zieloną i ciepłą porę jednak nie za bardzo chciały ułatwiać jej życia i...uciekały. Ta jednak nie zrezygnowała ze zwierzyny za szybko i ruszyła za nią w mozolną pogoń byleby tylko nie stracić jej za bardzo z oczu.
— Ej wracaj! Ja chce cię tylko upolować — rzuciła pod nosem, dalej ścigając umykające spod jej łap szaro-niebieskie futerko, należące do przestraszonej myszki, cicho popiskującej w wyrazie przerażenia. Po chwili jednak widocznie się uspokoiła, kiedy dojrzała z jakim to kotem ma do czynienia. Czmychnęła w najbliższą kępkę traw, w naiwnej myśli że już będzie bezpieczna a tu...BŁĄD! Jemioła odbiła się od ziemi i wpadła w wyższą trawę, szamocząc się w niej w próbie dosięgnięcia swojej ofiary. Znajdowała się zaskakująco blisko rzeki, jednak nawet jej szum skutecznie nie oderwał jej od marnej próby uzyskania satysfakcjonującej zwierzyny na stos. Na jej nieszczęście, po drugiej stronie rzeki, na terenach należących już do innego klanu, przechadzał się jakiś kocur. Kiedy to dojrzał szamoczącą się Jemiołę na samym początku zastygł i przyglądał się temu wszystkiemu. Co tam się działo? Czy kot, tak wijący się w trawie był w niebezpieczeństwie? Może coś go zaatakowało i potrzebuje pomocy? Zmrużył oczy i kiedy dojrzał przebłyski srebrnej sierści, zesztywniał. Ktoś tam naprawdę jest w potrzebie! Bez większego zastanowienia, ruszył w kierunku rzeki by...no cóż, udzielić pomocy osamotnionemu kotu w niebezpieczeństwie. Skąd miał wiedzieć, że to jedynie była pieszczoszka, walcząca z żywotną myszką?
— Spokojnie, zaraz pomogę! — miauknął i wskoczył do wody, żwawo przebierając łapami, by jak najszybciej pokonać przeszkodę, w postaci zimnej rzeki. Do uszu Jemioły doszedł owy wrzask i wtedy też się zatrzymała, po wykonaniu dziwnego zwrotu przez który wylądowała na boku. Kto krzyczał i kto niby miał jej pomóc? W czym? Przecież prawie złapała te mysz! Wtedy też usłyszała bojowy wrzask i źrenice jej się zmniejszyły w niemałym przerażeniu, kiedy nad jej sylwetką pojawił się cień nieznanego i obco pachnącego kota, który do tego był...mokry? Wydała z siebie cichy pisk, kiedy kocur wpadł na nią, przewalając ją na plecy a samemu przewracając się nieco dalej z ogromnym zdezorientowaniem. Przecież...przecież miał wpaść w środek bitwy na śmierć i życie a nie...nie na kotkę, leżąca sobie spokojnie w trawie. Natychmiast się podniósł i rozejrzał, jakby w poszukiwaniu zagrożenia, którego nie dojrzał właściwie nigdzie. Jemioła uniosła delikatnie brew, po czym zaśmiała się rozbawiona, również się podnosząc.
— Coś się stało słoneczko, żeś tak bojowo na mnie skoczył? Oj przysięgam, że bałam się jak nigdy! Przekroczyłam granice czy...
— M-m-myślałem...ż-że g-gro-grozi ci niebe-niebe-niebezpieczeństwo i... — wyjąkał zawstydzony kocur. Dopiero kiedy wskoczył na pulchniutką kicię, dojrzał i wyczuł że była ona kotką! Co sprawiło, że automatycznie cała odwaga i pewność siebie z niego uleciała a on...stał się jąkającym kocurkiem! Srebrna posiadaczka niebieskich oczu zaśmiała się głośno i radośnie. Kocur z innego klanu, przybył jej na pomoc kiedy ona tylko polowała na mysz? Czyżby robiła to aż tak nieudolnie? Oj Szakłakowy Cień będzie miał z nią naprawdę dużo roboty.
— Spokojnie, nie denerwuj się kwiatuszku — miauknęła pogodnie i polizała się po piersi nadal cicho chichocząc — Nic mi nie jest, ja...jedynie polowałam i chyba wyszło mi to wyjątkowo tragicznie. Naprawdę, prawie miałam te mysz! — prychnęła i obejrzała się za siebie, za znikającym, szarym zadkiem. A to skubana piszczka! Uciekła jak tylko miała okazje, biorąc pod uwagę tę śmieszną sytuację. Bo jak inaczej można ją nazwać? Widocznie nadal zdezorientowany kocur, odchrząknął cicho i trzepnął ogonem. Jak tu uratować własną skórę przed skończeniem jako totalne pośmiewisko? Do tego w oczach kotki z innego klanu...co też by sobie inni pomyśleli! W końcu zebrał się w sobie i kiedy to srebrna, była pieszczoszka spoglądała na niego z zainteresowaniem, wydukał
— Je-Je-Jestem... Mokry
— Oj tyle widzę! — ponownie mu przerwała i przejechała po nim czujnie spojrzeniem. — Przepłynąłeś rzekę? Aj ty głupi futrzaku, to przecież niebezpieczne. Potrzebujesz pomocy z wysuszeniem się? Mogę podać pomocny...JĘZYK! — Mokra Blizna przełknął ślinę i zjeżył delikatnie sierść na karku po czym wbił spojrzenie w ziemię i burknął
— M-Mokra blizna to...moje imię
— Toż cię słoneczko nazwali! — zaśmiała się pod nosem i delikatnie strzepała łapą wodę z wibrysów młodszego kocurka. Na pewno jego rodzice nie pomyśleli, że nastąpi taka sytuacja. A jednak, nastąpiła! — Ja jestem Je...Tak, nadal jestem Jemioła. Niedawno dołączyłam do Klanu Nocy i no jak zdążyłeś zauważyć, nie potrafię polować, skoro wziąłeś to za walkę na śmierć i życie! Miło mi cię poznać Mokra Blizno. Nie widziałam cię w kla-...o jesteś z innego? Jakiego?

<Mokra Blizno? Chyba nie pogardzisz rozmową>

Od Owczej Łapy CD Szakłakowego Cienia

W końcu nadszedł ten dzień, na który się przygotowywała. Pod pojęciem przygotowanie skrywała się również nieświadoma wycieczka na sam kraniec terenów Klanu Nocy, ale o tym wolała na razie nie wspominać swojemu mentorowi. Przecież to był wstyd, tak się gubić i cudem wracać do obozu pod przykrywką pójścia nad rzekę by się napić. Cudem owa wymówka przeszła! Pewnie niektóre koty nawet pomyślały, że Jemioła postanowiła ostatecznie zrezygnować z klanowego życia, jakie pozwoliła jej prowadzić Żwirowa Łapa. Jednak było to błędne spostrzeżenie, bowiem na ten moment srebrna kotka nie zamierzała się poddawać. Nadal gdzieś tam z tyłu głowy miała swoje dawne plany o powrocie do domu, do matki i przyjaciół - jednak! Na moment treningu zostało to zawieszone. Tak jak zazwyczaj, siedziała sobie przy stosie zwierzyny, czyszcząc długie futerko na piersi. Lokalizacja przy stosie wydawała się naprawdę komiczna przy jej gabarytach, jednak o dziwo Jemioła za dużo z niego nie podkradała. Brała może jedną, dwie myszy i tyle! Musiała przecież jakoś się odżywiać, chociażby nawet dlatego by przeżyć. Nie była z siebie dumna, że musi jeść martwe myszki, które zazwyczaj z ogrodu po prostu przepędzała, jednak by stać się prawdziwym leśnym i dzikim kotem...musiała się wielu rzeczy zwyczajnie oduczyć. Nie minęło dużo czasu a usłyszała przed sobą głos kocura, który to miał ją nauczać - Szakłakowy Cień, dawny terminator, czy tam uczeń Rybiego Ogona, o którym trochę starsza kici mówiła. Może dlatego tak bardzo się nie stresowała?
— Owcza Łapo — miauknął uroczyście, zwracając jej uwagę dotknięciem końcówki ogona – idziemy na trening.
Kiedy kocur zwrócił się do niej nowo nabytym, bo ledwo dwa wschody słońca temu, imieniem, na początku siedziała dłuższą chwile, by po niej zrozumieć, że zwraca się dokładnie do niej. Tyle też tych imion jej się we łbie kręciło - Maniusia, Jemioła i teraz jeszcze Owcza Łapa. Czy naprawdę nie mogła zostać Maniusiową Łapa? Brzmiałoby to delikatnie jednak...czym właściwie było słowo ''Mania''? Jej Państwo, a tu tak zwani dwunożni, nie nazywali kotów od konkretnych drzew, kwiatków, czy innych zwierząt. Chociaż znała kiedyś kota, który nazywał się Róża. Naprawdę miły i szarmancki kocurek, z którym od razu się polubiła. To był jedyny kot na jej osiedlu, który otrzymał imię od roślinki, którą chyba zna każdy. Jednak do rzeczy! Ochoczo pokiwała łebkiem i przytaknęła krótkimi słowami ukazującymi jej zapał i...ruszyła za mentorem w kierunku wyjścia z obozu. Uniosła wysoko puszysty ogon i zaczęła dreptać na tyle szybko, by jakkolwiek dogonić szczupłego wojownika. Ci to mieli dobrze! Ona jako pieszczoszek, czy jak tam ją nazywali, nie musiała biegać, skakać czy chociażby wędrować po ogromnych terenach. Nawet po swojej wędrówce do tego miejsca, kocica zrzuciła jedynie część swojego balastu i coraz mocniej uświadamiając sobie to, że ma po prostu taką budowę od matki natury. A czy zje dwie czy osiem myszy, właściwie na to nie wpłynie. Mimo wszystko, tempo narzucone przez Szakłakowego Cienia sprawiało jej trochę problemow, a nawet nie zaszli wcale też tak daleko! A skoro mieli poznawać tereny... Kocur własnie przed momentem o tym wspomniał, mówiąc o spacerze po terenach. Szkoda tylko, że jego spacer równał się dla Jemioły z bardzo szybkim truchtem!
— Tak, to rzeczywiście ważna rzecz! Postaram się zapamiętać jak najwięcej — obiecała. Jej głos dobiegał gdzieś z tyłu. — Um… Mógłbyś może iść odrobinę wolniej, kochaniutki? Trochę nie nadążam…
— Wolniej? — dało się dosłyszeć zaskoczony ton jasnego wojownika, jednak nic więcej nie powiedział, zwalniając specjalnie dla pulchnej koteczki. Ta podziękowała miłym słowem i z uśmiechem szła u jego boku, rozglądając się i starając się zapamiętać to najmniejsze szczegóły w mijanym otoczeniu. W końcu, mimo wolniejszego tempa dotarli do pierwszej lokacji, która to zainteresowała młodszą kotkę. Jak też to Szakłakowy Cień nazwał? Błotnisko? Błotniak? Błotniste Jeziorko? Oj nie! Zatoczka, Błotnista Zatoczka. Z zainteresowaniem podbiegła do wskazanej zatoczki i popukała łapą zaschłe już błoto. Było bardzo ciepło, promienie słońca grzały przyjemnie kocię grzbiety, jednak na dłuższą metę mogło być to ogromnie nieprzyjemnie. W takich chwilach, Jemioła chowała się pod kanapom, czy chociażby wylegiwała się na płytkach w kuchni, jednak teraz...nie mogła tego zrobić i jedynym źródłem błogiego chłodu był cień, bądź zimna rzeka. Chyba łatwym do zgadnięcia jest to, co by srebrno-niebieska wybrała.
— Dobrze, że ziemia zaschła od słońca! A właściwie co zrobimy, jeżeli błoto zwilgotnieje? Skoro to Błotnista Zatoczka, to musi go być tutaj bardzo dużo, prawda?— dopytała tak dla własne ciekawości. Od tego był trening, by się dowiadywać nowych rzeczy, a takiej okazji kicia nie zmarnuje!
— Cóż, wtedy dalej będziemy tu ćwiczyć. Pokolenia Klanu Nocy wychowały się w tym właśnie błocie. Podobno jest nawet dobre na skórę. Ale jeśli się ono komuś nie podoba, to tuż obok płynie rzeka, można się od razu umyć.
— Och, to chyba nie dla mnie, kwiatuszku — znów zachichotała. — Wiesz, ja i rzeka to chyba niezbyt dobre połączenie! Ostatnim razem, kiedy przez jedną przechodziłam, to poślizgnęłam się i o mały włos nie zostałabym tam na zawsze… Ale na szczęście Pstrągowy Pysk mnie uratowała. To bardzo miła kotka, nieprawdaż? Nie wiem, co bym bez niej…
I tu jej słowa zostały przerwane, na co poruszyła delikatnie uszami. Czyżby powiedziała coś nie tak? Kocur wyglądał na niezbyt zadowolonego w tym, że Jemioła w jego obecności powiedziała o Pstrągowym Pysku, której to w tej opowieści nie mogło zabraknąć. Bo co wtedy gdyby jej nie było? Przecież i Jemiołki by nie było! Mimo usilnych prób ukrycia irytacji owym faktem, niebieskooka to dostrzegła i już chciała o to zapytać kiedy...to Szakłakowy Cień upomniał się o możliwość zadania pytania. Czemu pyta? Przecież to oczywiste, że może ją o wszystko i zawsze zapytać. Ba! Nawet z ogromną chęcią zawsze by mu odpowiadała i opowiadała o tym co tam wie. Jednak kiedy pytanie nadeszło, zamrugała i przekrzywiła łepek, jakby oceniała czy kocur wygląda jak kwiatek. Nie miał łodygi...nie miał płatków i do tego nie pachniał jak kwiatek. Nie żeby pachniał brzydko - po prostu inaczej, tak tak!
— Nie, zdecydowanie nie wyglądasz naaa....AAA! — dopiero kiedy wypowiedziała to na głos, zrozumiała sedno wypowiedzi swojego mistrza. Uśmiechnęła się przepraszająco i dotknęła koniuszkiem ogona jego boku — Przepraszam, jak cię tymi zwrotami uraziłam ko-...Szakłakowy Cieniu. Mówię tak do wszystkich bo już się tak nauczyłam — wyjaśniła spokojnie z troskliwym i delikatnym uśmiechem i błyskiem w niebieskich ślepiach. Jeżeli ten nie chciał, by zwracała się do niego na per ''kwiatek'' miała jeszcze wiele innych zamienników! Kocur westchnął głęboko i poruszył ogonem po wypowiedzi młodszej jedynie o kilka księżyców, własnej terminatorki.
— Jestem wojownikiem. Czasy w którym zwracano się do mnie na kwiatuszek, już dawno minęły i...
— Mogę tak na ciebie nie mówić, jeżeli to jest problem kochaniutki, naprawdę! — miauknęła wbijając mu się w zdanie. Wątpiła czy jej się uda, jednak nie używanie zwrotu kwiatuszek...chyba jej nie zabije. Wzięła głęboki wdech i przysiadła na moment na zadku wpatrując się w sylwetkę jasnego kocura w ciemniejsze plamki, pewnie będące pręgowaniem. Poruszyła ogonem i uśmiechnęła się przepraszająco w stronę wojownika, mając nadzieje, że nie będzie na nią o to zły. Nie chciała mieć z nim na pieńku, patrząc na to, że to własnie w jego łapach spoczywa jej nauka. Wolała mieć z nim przyjaciela, wsparcie i kogoś z kim mogłaby rozmawiać absolutnie na każdy temat Bo...na tym polegają przyjaźnie prawda? Po chwilowym milczeniu, posiadaczka niebieskich, głębokich oczy i ładnego śmiechu, w końcu odwróciła wzrok od postaci Szakłaka i rozejrzała się dookoła.
— No dobrze, więc to Błotnista Zatoczka to miejsce spotkań na treningi...to znaczy, że dzisiaj poznamy tereny z tego miejsca? — mruknęła z zainteresowaniem. Byli teraz na treningu, więc ze słów kocura wywnioskowała, że powinni zostać właśnie tu! Czy jej mentor słownie będzie opisywał jej tereny, czy pazurem wydrapie w zaschniętym błocie mapkę i wskaże która leży gdzie? Tyle możliwości a jednak oczywista była tuż przed nią. Szakłakowy Cień zaśmiał się gardłowo i pokręcił z lekkim rozbawieniem łbem, czym przykuł ponownie łagodne spojrzenie Owieczki.
— Nie, Owcza Łapo. Pokaże ci je. Jakbym miał niby pokazać tereny, siedząc tylko tu? — zapytał takim tonem, który jasno wskazywał, że było to pytanie nie potrzebujące odpowiedzi. Jednak Jemioła, jak to ona nie rozumiała takich znaków i ochoczo zebrała się by odpowiedzieć. Wstała z ziemi i łapą delikatnie otrzepała futerko na zadku ze zbędnych pamiątek po siedzeniu na nikłej w tym miejscu trawie i mruknęła
— Mógłbyś opisać, albo opowiedzieć i gdzie się znajdują konkretne a potem wyryć pazurkiem w błocie mapę słonko. Oj...miałam się tak do ciebie nie zwracać...Głupia ja! Chyba będę musiała się nauczyć zdecydowanie więcej, niżeli przewidywałam...

<Szakłakowy Cieniu?>

05 lipca 2019

Od Owczej Łapy

Nie mięło wcale tak dużo czasu, odkąd Jemioła stała się właściwie Owczą Łapą, za sprawą swojego futra, które Żwirowa Gwiazda nazwała mianem podobnego, do tego co posiadając własnie te zwierzęta. Srebrna kicia nie miała najlepszych wspomnień z owymi trawojadami, ponieważ prawie została przez nie zadeptana. To chyba nie najlepszy rodzaj przeżyć prawda? A teraz nosiła ich imię. Cóż za ironia! Nawet kicia nie zdawała sobie sprawy, ile tak naprawdę minęło wchodów słońca odkąd opuściła swój dom u boku samotnika. Przeżyła znacznie więcej niż tak naprawdę planowała. Znalazła koty, które pomogły jej odszukać klany i tak jak planowała - dołączyła do jednego z nich. Miała nadzieje, że dzikie koty pomogą jej wrócić do domu, jednak teraz...zastanawiała się, czy to aby odpowiedni moment by o tym wspominać. Byli dla niej tacy mili, że serce by jej pękło na milion kawałków, gdyby miała ich teraz prosić o odstawienie do domu. Tym bardziej, jakby miała o tym powiedzieć Rybiemu Ogonowi czy Bursztynowej Bryzie. Mimo mianowania na uczennice, srebrna, była już pieszczoszka przesiedziała jeden dzień z nowymi znajomymi nie chcąc na razie ich zostawiać. Rozmawiało im się bardzo dobrze i nawet się polubili! Czemu miałaby ich opuścić i iść do innego legowiska, skoro mogą zostać w jednym? Tu, w obozie jednak panowały inne zasady i koty z rangą Jemioły, spały wszystkie razem w jednym, przydzielonym legowisku które poznała dość powierzchownie. Była tam może z dwa, trzy razy i tak ciągle jej się myliło. Wszystkie wyglądały tak samo! Teraz, córka pieszczoszki siedziała przy Stosie Zwierzyny. Prawie że pierwszym miejscu, gdzie na dłużej przysiadła w swoim nowym domu. Przebywała tu całkiem często, co musiało być dość zabawnym widokiem, biorąc pod uwagę jej wygląd. Wiele kotów, które ją mijały śmiały się, czy rzucały jakimiś komentarzami. Jemioła jak to Jemioła, nie przejmowała się tym za bardzo, posyłając wesołe uśmiechy w kierunku klanowiczów, czy przyjazne słowa przywitania. Nigdy nie rozpoznawała sarkazmu, czy chociażby słów które miałyby ją obrazić. Szkoda czasu i życia na wysłuchiwanie negatywnych komentarzy i zamartwianiu się nimi, skoro można to wszystko weselej odwrócić! Teraz jednak nie siedziała tu sama, a u jej boku siedziała Rybi Ogon, w spokoju pochłaniając zabraną ze stosu obok mysz. Srebrno-niebieska uczennica już dawno pochłonęła swoją część i z grzeczności oraz sympatii do starszej kocicy, czekała jak i ona coś zje, nim oddalą się gdzieś w cień by trochę pogawędzić. 
— Oj kwiatuszku, teraz będziesz mogła zacząć żyć jak prawdziwy klanowy kot — usłyszała głos Rybiego Ogona, kiedy to kotka powoli kończyła swój posiłek. Krągły lepiej byłej samotniczki delikatnie się poruszył, a wibrysy zadrżały z podekscytowania. Dzięki mianowaniu jej i przydzieleniu pod skrzydła Szakłakowego Cienia, Jemioła mogła zacząć zupełnie nowe życie! 
— Wiem wiem słoneczko. Strasznie się z tego powodu ciesze — zapewniła i spojrzała ciepło w kierunku jedzącej, uśmiechając się troskliwie — Nie stresuje się rozpoczęciem treningu pod okiem Szakłaka 
— Szakłakowego Cienia moja droga. Do wojowników lepiej zwracać się pełnym imieniem — poprawiła uprzejmie Rybi Ogon oblizując się jednoznacznie, po czym dodała — Dobrze, że ci go wybrano. Jest miłym i cierpliwym kocurem. Na pewno się dogadacie, daje ci moje słowo 
Po tej wypowiedzi na pyszczek Jemioły wkradł się wesoły uśmiech a ta, po chwili polizała przyjaciółkę po uchu
— Dziękuje za te słowa, wiele dla mnie znaczą — zamruczała — Obym szybko pojęła te wasze klanowe zasady...
— Tym się przejmuj najmniej — rzuciła i wyprostowała się, zakopując resztki piszczki jednym, szybkim ruchem — Powiedzieliśmy ci wiele rzeczy, które na pewno przydadzą ci się na treningu. Nie stresuj się, bo ci wszystkie wylecą i na co wtedy nasze produkowanie się? Nie po to kłapałam zębami, byś wszystko przez stres pozapominała 
— Nie zapomnę! Obiecuje — zapewniła rozbawiona Jemioła i dotknęła noskiem policzka starszej kotki. Jakby mogła to zapomnieć? Wiedziała, że w klanie istnieje kodeks, jest podział na rangi i kto tu jest najważniejszy. Wiedziała też, że jest więcej niż jeden klan i...w sumie to tyle? Nie, jeszcze wiedziała coś o Klanie Gwiazdy, jednak tego nadal nie rozumiała. Samo pojęcie przodków, obserwujących ich z nieba był dla niej bardzo dziwny. Nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiała, jednak niegrzecznym byłoby mówienie, że takie rzeczy to zwykła bajeczka dla kociaków, bojących się zniknięcia ze świata. To zawsze coś bardziej kolorowego niż to, o czym opowiadała jej Puszka czy inne kocice na jej osiedlu. Kiedy Jemioła, już Owcza Łapa zamyśliła się nieco nad Klanem Gwiazdy, do dwójki siedzących kotek podszedł jeszcze Bursztynowa Bryza, z delikatnie uniesionym ogonem. 
— Wybacz, że wam przeszkodzę, jednak jakiś mysi móżdżek źle rozłożył mech w naszym legowisku — burknął niezadowolony kocur i trzepnął ogonem 
— I tylko po to przychodzisz? Ach Klanie Gwiazdy ja ja z nim mam! — pożaliła się z rozbawieniem kotka i podniosła się z cichym sapnięciem — Wybacz kwiatuszku, jednak muszę iść sprawdzić cóż takiego nie odpowiada teraz Bursztynowej Bryzie. Pewnie kolejny drobiazg! — kocur naburmuszył się, jednak już po chwili oddalili się razem, rozmawiając o pogodzie i bolących stawach. Niebieskooka uczennica Szakłakowego Cienia pożegnała się z nimi ciepło, po czym rozejrzała. Gdzie też mogłaby pójść? Może pozna nieco lepiej legowisko uczniów? W końcu musi tam spać! Lepiej by było je poznać, może nawet zająć jakieś mchowe legowisko? Z taką myślą uniosła pulchne siedzenie i z wysoko uniesionym ogonem ruszyła nieświadomie w stronę żłobka. Czy ona już wspominała, że wszystkie legowiska wyglądają podobnie? 
— Ale z ciebie głupi futrzak! Nie powinniśmy jej zostawiać samej, a co jak ktoś jej będzie dokuczać? Widziałeś sam jak na nią zareagowali podczas ceremonii — syknęła Rybi Ogon, obserwując człapiącą radośnie Jemiołę. Bursztynowa Bryza wywrócił oczami i pacnął kocice ogonem w zad
— Nie panikuj jakby była kocięciem, To duża i mądra kicia. Poradziła sobie z Pstrągowym Pyskiem, to inne koty mają jej zagrażać? I kto tu jest futrzakiem — z pyszczka kotki wydostało się westchnięcie i przytaknęła niechętnie swojemu kompanowi z legowiska. Kiedy dwójka starszych gawędziła, Jemioła weszła do żłobka i...doznała nie małego szoku? 
— Ojeju! Słowo daje, że jak ostatnio byłam w legowisku uczniów, to tak tu nie pachniało kociętami — wymamrotała pod nosem i kiedy przecisnęła się przez wejście, dojrzała przed sobą leżącą kotkę a przy jej brzuchu - kocięta! Od razu się wyszczerzyła i podeszła bliżej, nachylając się nad uroczymi kuleczkami, wijącymi się przy brzuchu zdezorientowanej odwiedzinami Łezki. Koteczka zamrugała i uniosła uszy
— Jakie urocze! Kocięta są takie malutkie i bezbronne...na spadające listki, przecież to chyba są najładniejsze kociaczki jakie widziałam! Jak się nazywają? Oj, gdzie moja maniery — pisnęła po chwili i spojrzała na nieznajomą jej karmicielkę, z przyjaznym i wesołym uśmiechem — Jestem Je..Owcza Łapa. Niedawno byłam mianowana! A ty? Jak się nazywasz i te cudowności obok twojego brzuszka? 

<Łzawy Taniec? C powiesz na takie odwiedziny?>

02 lipca 2019

Od Owczej Łapy CD Słodkiej Łapy

Tą drogą wyjątku, srebrno-niebieska kotka siedziała poza legowiskiem starszyzny, myjąc puchate i grube futerko przy stosie zwierzyny. Była to oczywista i dobrze znana jej lokalizacja. Niektóre koty przechodzące obok niej, cicho się śmiały, bowiem wyglądać musiała naprawdę komicznie. Jednak kicia nie przejmowała się tym ani trochę, ba! Nawet do niektórych się uśmiechała, czy witała przyjaźnie, jakby była głucha na ich docinki i czystą kpinę. Po co miałaby się tym przejmować? Aj tam zwykłe słowa, po co brać je sobie do serca?
— Patrz, nawet siedzi tylko przy stosie! — warknął do ucha swojej towarzyszki, siedzący pod krzakiem niedaleko, jakiś kocur, wyraźnie niezadowolony widokiem Jemioły. Ta jednak zdawała się nawet go nie widzieć, a w spokoju pogrążyła się w czyszczeniu futerka, aż tu nagle jak grom z jasnego nieba, pod stos zwierzyny zawędrowała jakaś koteczka.
— Ach, a więc to zapewne ty nazywasz się Jemioła! – miauknęła wesoło, a srebrno-pręgowana kicia skinęła jej przyjaźnie okrągłym łebkiem. Czyżby tak szybko rozeszły się wieści o jej przybyciu? Chociaż przyuważyła, że owa kicia o dwukolorowych ślepi, wystrzeliła z legowiska starszyzny. Może Rybi Ogon jej o niej powiedziała? Nie byłoby to głupie, przecież już się znały, a że starsza kocica uwielbiała opowiadać, niczym dziwnym byłoby i zdradzenie istnienia nowo przybyłej. Chwile zajęło pręgowanej pulchniutkiej kici to, by połączyć nieco fakty. Zamrugała pośpiesznie, kiedy to doszło do niej, że koteczka świergocząca przed nią, to ta o której wspominała jej Rybi Ogon, ta wyszczerzyła się szerzej
— Tak słodziutka, to ja! Maniu… To znaczy Jemioła! – Znowu ta sama wpadka, pręgowana obawiała się, co pomyślą sobie inni. Musi się bardziej pilnować. - Jestem tutaj od kilku dni, ale najbliżej jutro mam mianowanie, więc przebywam już w waszej miejscówce. Tak bardzo chciałam z Tobą porozmawiać, jednak chyba byłaś za bardzo zajęta, prawie w ogóle nie bywałaś w legowisku… — Fakt, raz czy dwa nieświadomie i nakierowana przez Bursztynową Bryzę poszła do legowiska terminatorów, zapewniona, że spotka tam kotkę, która również pochodziła od dwunożnych i mogłyby się dogadać. Pech jednak chciał, że Jemioła ani razu nie spotkała wspomnianej koteczki z którą to miała złapać dobry kontakt praktycznie od razu! A teraz proszę, owa kicia podchodzi jej pod łapy! Czy to można nazwać szczęściem?
— Więc to tak! — Wycedziła przez zęby prawie że znajoma uczennica i...zaczęła się fala pytań w kierunku córki pieszczoszki. Taka fala, której to się nawet nie spodziewała i zrobiła nieco zaskoczoną a może i nawet zakłopotaną minę, jednak po uderzeniu serca uśmiechnęła się i zachichotała. Tyle wątków do poprowadzenia na raz? Oj, czy tak w ogóle się da? Poruszyła z rozbawieniem wibrysami i milczała, dając Lukrecji się wygadać. Skąd wiedziała jak ma na imię? Przedstawiła się w tym całym potoku słów. Słodka Łapa brzmiała znajomo, na pewno ktoś użył kiedyś tego imienia przy Jemiole, tego to była pewna na tyle, że dałaby sobie oderwać ogon! Kiedy to już na pewno Słodka zamilkła, pręgowana uśmiechnęła się i polizała pośpiesznie po puchatej piersi
— Haha, bo wiesz kochaniutka, trochę tego dużo — uprzedziła roślinka, patrząc w dwukolorowe ślepia swojej rozmówczyni, jednak tej widocznie to nie poruszyło i zniechęciło. To bardzo dobrze! Bowiem o tym, co też jej się przytrafiło...mogła biadolić godzinami.
— To nie szkodzi! Może chciałabyś wyrwać się po kryjomu na spacer? Opowiedziałabyś mi na spokojnie o wszystkim ze szczegółami, jestem bardzo ciekawa. Ponadto ja również mogę opowiedzieć ci co nieco o sobie, no bo wiesz, prawdopodobnie mamy dużo wspólnego. To jak? Będzie miło, zobaczysz, uwielbiam spacery przy zachodzie słońca! — wypaliła ostatecznie koteczka na co...Jemioła pokiwała twierdząco łebkiem. Taki wypad na pewno jej się przyda. Nieco się rozrusza, pozna lepiej okolice i będzie miała o czym powiedzieć swojemu przyszłemu mentorowi, bo z tego co się dowiedziała, Żwirowa Gwiazda miała mianować ją na jakąś uczennice właśnie jutro! Wypad u boku kota, który już się w to wszystko wplątał i ŻYJE, był więc spełnieniem marzeń młodej kici. Na tym jednak wylew słów się nie skończył. Srebrna nawet nie zdążyła sobie ułożyć tego, co chciałaby powiedzieć na ostatnie zdanie, a tu już kolejne słowa i kolejne pytania w jej stronę! Pokręciła łebkiem, układając sobie myśli i delikatnie uśmiechnięta polizała kotkę obok w ucho
— Tak, Pstrągowy Pysk mnie tu przyprowadziła, razem z Wronią Łapą. Naprawdę kochana kotka. Uratowała mi życie! Coś czuje, że się polubimy No a teraz słoneczko, chodź! Pójdziemy na ten space, ale tylko blisko obozu dobrze? Możemy iść nad rzekę, znam te tereny dość dobrze — zażartowała, sięgając pamięcią do sądnego wpadnięcia do rzeki i prawie że utracenia życia w drodze po...nowe! Słodka Łapa pokiwała z aprobatą głową i już chciała coś powiedzieć, jednak Jemioła zatkała pyszczek koteczki ogonem i poruszyła rozbawiona wibrysami
— Spokojnie kochaniutka, zaraz ci na wszystko odpowiem dobrze?
— Mhhhmmf! — odpowiedziała z nadal zasłoniętym pyszczkiem, a kiedy została już oswobodzona, zaśmiała się i drepcząc wytyczyła trasę w kierunku wyjścia z obozu, gdzie dopiero tam, Jemioła zebrała myśli na tyle, by zacząć swoją opowieść.
— A więc to było tak...— zaczęła, unosząc wysoko ogon i biorąc głęboki wdech, człapiąc spokojnie u boku dziwnookiej — Przyszłam tu z dość daleka słoneczko, mieszkałam kiedyś z dwunożnymi, moimi ludźmi, że tak to ładniej powiem. Do mojego ogrodu przychodziło mnóstwo kotów i innych zwierząt po rady i pomoc, którą im udzielałam. Pewnego dnia jednak, spotkałam kocura pokrytego na całym ciele bliznami! On, powiedział mi o dzikich kotach i wyprowadził na spotkanie z nimi, jednak potem mnie zostawił przy Siedlisku Owiec i...spotkałam tam przyjazną, starszą i burą kocice imieniem Puszka a potem Bratka i oni zaprowadzili mnie tu, kierując wzdłuż Drogi Grzmotu aż po tereny dzikich kotów! Potem, znalazła mnie Pstrągowy Pysk i Wronia Łapa, przyprowadzając do obozu. A ty? Jak tu trafiłaś Słodka Łapo? Opowiedz coś o sobie skarbeńku, ja posłucham! — zapewniła przyjaźnie i...szła dalej w kierunku owej rzeki, gdzie o mały włos by nie została już na wieczność.

<Słodka Łapa?>

Od Jemioły (Owczej Łapy)


***dzień po mianowaniu***


Koteczka przebywała w samym obozie Klanu Nocy paręnaście wschodów słońca, podczas których zdążyła poznać takie koty jak chociażby Rybi Ogon, Pstrągowy Pysk i Wronia Łapa, czy uzyskać rangę ucznia i wpaść w łapy Szakłakowego Cienia, który swoją drogą zdawał się naprawdę przemiłym kocurem. Między innymi też dlatego, Jemioła nie obawiała się ani treningu, ani tym bardziej swojego mentora. W każdym razie, koteczka nie znała za dobrze obozu, ani tym bardziej części poza nim! Było to bardzo kuszące, by wyjść z niego i nieco pozwiedzać, by potem kto wie, zabłysnąć na treningu? Jeszcze nie została na niego zgarnięta, dlatego czemu by nie wykorzystać chwili i trochę samemu, na własną łapę się pouczyć? Wyszła dość wcześnie z legowiska klanowej starszyzny i przeciągnęła się porządnie. Kiedy już miała zacząć toaletę a potem wyjść, usłyszała za sobą czyjś głos.
— A gdzie się wybierasz o tak wczesnej porze ptaszyno? — był to Bursztynowa Bryza. Kocur uśmiechnął się promiennie i przysiadł przy srebrzystej koteczce, która dotknęła delikatnie nosem jego policzka w ramach przywitania, na co kocur zamruczał chrapliwie
— Chciałam trochę pozwiedzać kwiatuszku. Jestem tu jakiś czas, a zupełnie nie znam ani obozu, ani terenów! — kocur skinął jej delikatnie głową i poruszył nieznacznie ogonem.
— Obóz jak najbardziej możesz zwiedzać, jednak tereny pewnie pokaże ci już Szakłakowy Cień — zapewnił i spojrzał troskliwie w stronę niebieskookiej — Zwiedzanie ich na własną łapę w twoim przypadku może skończyć się źle, wiesz o tym prawda?
— Chciałabym trochę go zaskoczyć — stwierdziła i uśmiechnęła się, po czym potwierdziła słowa starszego. Owszem, było to dość ryzykowne, jednak...czego, co zrobiła Jemioła nie dało się nazwać ryzykownym? Nawet zjedzenie myszy w jej przypadku było ryzykiem! Mogła być zatruta, albo chora, a ona jako pieszczoszek dwunożnych zwyczajnie nie miała jak tego rozróżnić. Chociaż...czy dzikie koty miały taką zdolność?
— Na pewno go zaskoczysz! — prychnął pod nosem i dotknął ją ogonem w bok dodając — Chyba, że masz na myśli zaskoczenie go, podczas wnoszenia twojego ciałka do obozu — po grzbiecie koteczki przeszedł nieprzyjemny dreszcz, a ta wbiła zaskoczone spojrzenie niebieskich oczu w kocura i pacnęła go nieznacznie łapą w bark
— Bursztynowa Bryzo! — zachichotała i polizała się po piersi, wywracając nieznacznie oczami — To nie jest śmieszne. Chciałabym, żeby zobaczył we mnie godną uczennice kochaniutki. Znajomość terenów mogłaby mi w tym jakoś pomóc
Kocur poczuł, że jest na przegranej pozycji. Nie uda mu się przekonać młodszej od niego uczennicy, by ta nie wychylała nosa z obozu, dzień po swoim mianowaniu. Westchnął teatralnie i zadarł łeb ku niebu mamrocząc — Klanie Gwiazdy, pomóż mi! — po czym cicho i chrapliwie zachichotał. Jemioła uniosła delikatnie brew i uśmiechnęła się troskliwie, nieznacznie unosząc łeb ku górze, jakby znów w nadziei na ujrzenie owego Klanu Gwiazdy. Jednak tak jak w przypadku Pstrągowego Pyska, nic nie ujrzała, oprócz leniwie sunących obłoków.
— Rybi Ogon mnie zabije jak pozwolę ci tam iść samej — odparł i podniósł się z cichym jęknięciem, jednak nie minęła chwila, a czyjaś łapa z powrotem posadziła jego zad na ziemi. Była pieszczoszka czule przejechała językiem po uchu przyjaciela i zamruczała z rozbawieniem
— Ty nigdzie nie idziesz skarbeńku! Jakbyś poszedł, to Rybie Oko i Pstrągowy Pysk nie tylko mi urwałyby uszy, ale i tobie! — ponownie zachichotała i po chwilowej wymianie zdań, kocur wrócił kontynuować sen, a koteczka poczęła rozmyślać na temat...bliżej wręcz nieokreślony. Wykorzystując moment, w którym nie było wielu kotów, spokojnie wyczłapała z obozu i ruszyła na małe rozpoznanie terenu. Ominęła szerokim łukiem rzekę, do której kolka wchodów słońca temu wpadła i obrała zupełnie inny, obcy kierunek. Było to lekkomyślne? A jakże inaczej! By nie martwić Bursztynowej Bryzy, obiecała, że nie oddali się dalej, kiedy poczuje zagrożenie. Człapała, z zachwytem przez tereny teraz i JEJ klanu, podziwiając najmniejsze drzewo, wąchając najmniejsze źdźbło trawy i ganiając za napotkanymi owadami. Było tu wspaniale! Pachniało żywnością i spokojem. Parę razy może przestraszył ją ptak czy mysz, jednak dalej dzielnie parła do przodu aż...stwierdziła, że zwyczajne w świecie się zgubiła! Rozejrzała się powoli dookoła siebie i westchnęła stwierdzając, że nawet ostry zapach Klanu Nocy gdzieś jej umkną. Rozejrzała się dookoła siebie i cichutko westchnęła. Czyżby Bursztynowa Bryza miał racje i wypadzik ten, nie był najbardziej odpowiedzialną rzeczą, którą mogła zrobić kotka?
— Oczywiście, że miał głupi chrupku! — rzuciła pod nosem we własnym kierunku i zadreptała w miejscu, po czym postanowiła ruszyć się z miejsca i poszukać drogi do obozu. Nie zajęło jej długo, by tu dotrzeć, a przynajmniej tak jej się zdawało. Co oznaczało, że nie mogła być tak daleko, a brak zapachu...wytłumaczyć można jej słabym zmysłem powonienia. Idąc tak, w końcu wyczuła jakiś zapach, jednak ten był zupełnie inny niż ten, które nosiło teraz jej futerko. Delikatnie, aczkolwiek jednak nosiło! Nim jednak zdążyła jakkolwiek zareagować, krzaki obok niej zaszeleściły,a jakiś głos przerwał cisze panującą w lesie
— Wydawało mi się, że kocice w ciąży powinny leżeć w kociarni, a nie naruszać klanowe granice — warknął szary kocur, bojowo strosząc sierść, jednak...bez zamiaru ataku. Nie lubił tego typu ekscesów, wolał załatwiać wszystko słowami. Zazwyczaj to ktoś rzucał się na niego, a nie on na kogoś. Jak będzie tym razem? Zaskoczona, była już samotniczka zamrugała i zaśmiała się rozbawiona.
— Nie jestem w ciąży kwiatuszku! — odparła wesoło i zatrzymała się, zerkając na swoje krągłości. Czyżby wziął ją za taką, gotową do okocenia? — Mam troszkę ciałka, jednak nie przeszkadza mi to. Mogłabym mieć kocięta, oj tak! Kocięta są urocze, nieprawdaż?
Kocura zamurowało. Wcześniej bojowo nastroszona sierść opadła, a ten przejechał spojrzeniem po pulchnej kotce, pachnącej Klanem Nocy. Delikatnie...nadal przebijał się też zapach samotnika.
— Jestem Je...Osz kurde belka! Owcza Łapa i...chyba się zgubiłam. Mógłbyś mi słoneczko powiedzieć, gdzie jestem i jak szybko dojść na tereny Klanu Nocy? — zaszczyciła kocura wesołym uśmiechem i spojrzeniem, po czym przejechała po nim spojrzeniem i wzięła głęboki wdech, nadymając policzki. Przecież on przy niej wyglądał jak patyk od pomidorów!

<Wilcze Serce, co powiesz na takie spotkanie?>

01 lipca 2019

Od Jemioły (Owczej Łapy) C.D. Pstrągowego Pyska

Owa, wcześniej wspomniana chwila, dłużyła się dla Jemioły. Nieco poruszyła koniuszkiem ogona, odczuwając zarówno stres jak i zmęczenie oraz strach. Przecież nie wie co też te dzikie koty zrobią z nią, jak jednak zdecydują się na odrzucenie jej prośby o pomoc. Musiałaby wtedy z powrotem wrócić do Puszki i Bratka, a nie miała pewności, czy w ogóle do niech trafi! Cała ta podróż do Złotych Traw nie zapadła jej w pamięć. Minęło trochę od dnia ich ostatniego pożegnania, więc raczej nie dałaby rady wytropić ich za pomocą węchu, który również do najlepszych nie należał - w końcu po co w domu węch, kiedy wszystko się dostawało bez potrzeby używania zmysłów? 
— Masz bardzo ładne futerko. Przypomina trochę owcze — odezwała się w końcu Żwirowa Gwiazda, a kąciki jej ust uniosły się nieco w ciepłym uśmiechu. — Pstrągowy Pysku, daj jej coś do jedzenia i zaprowadź ją do legowiska starszyzny. Zadecyduję, co z nią zrobić. Wronia Łapo, natomiast ty idź i zbierz dla niej troszkę mchu, dobrze? — poleciła, po czym kiwnęła głową na znak, że mogą już odejść. Na pyszczku srebrnej pieszczoszki pojawił się radosny uśmiech. Nie był on spowodowany jedynie komplementem ze strony ślicznej szylkretki, ale i faktem, że pozwoliła jej tu zostać!
— Bardzo dziękuje słońce, twoje futerko również jest bardzo ładne. Naprawdę, nigdy takiego nie widziałam — przyznała szczerze i zmrużyła niebieskie ślepia w przyjaznym wyrazie. Kąciki jej pyszczka same unosiły się ku górze, chociaż doskwierało jej okropne zmęczenie! Miała odejść do jakiegoś legowiska starszych? Nie no, aż taka stara nie była! Ile to ona tam miała...Rok? Oj już po roku skończyła liczyć, jednak zdecydowanie była młodziutka i zdrowa jak rybka. Duża i nieco okrągła rybka, ale takie się tez pewnie w naturze zdarzają. Skłoniła się delikatnie, po czym ruszyła u boku burej wojowniczki i jej uczennicy w stronę stosu martwych zwierząt leśnych, którymi to...pewnie się żywiono. Sama Jemioła, podczas podróży obok Grzmiącej Ścieżki, zmuszona była zjadać myszy. Nie była z siebie najbardziej na świcie zadowolona, jednak! Czego też się nie robi dla przetrwania. 
— Tylko uważaj na siebie kwiatuszku podczas zbierania tego mchu dobrze? — miauknęła nim Wronia Łapa się oddaliła i posłała jej promienny uśmiech. Jest tu jedynie gościem, żaden dziki kot nie powinien się za nią narażać.Kto wie, co może się przydarzyć koteczce podczas zbierania tejże roślinki?
— Spokojnie Jemioło, to tylko mech — rzuciła na odchodne kotka i zniknęła srebrnej z oczu. Wtedy dopiero kotka przyczłapała za Pstrąg, stając u jej boku i przyglądając się stosikowi. Nigdy by się tego po sobie nie spodziewała, jednak na sam widok i zapach tych wszystkich dobroci lasu, aż jej ślinka pociekła i zebrała w masowej ilości w jej pyszczku. Myszy, ptaki i inne pyszności wyglądały tu zdecydowanie bardziej okazale niż zwierzyna przy Drodze Grzmotu. A co się dziwić, niebieskooka jakby była taką pulchną myszką, sama by nie chciała mieszkać przy takim miejscu jak tamto! 
— Hej, weź sobie coś do żarcia — mruknęła, trącając Jemiołę nosem w bark. — Wybierz co tylko chcesz, pewnie jesteś cholernie głodna, co? —
Czując delikatne szturchnięcie w bark, ze strony cętkowanej, burej kotki, Jemioła się wzdrygnęła i zamrugała, wyrwana z rozmyśleń. Zaburczało jej w brzuchu jak na zawołanie i uśmiechnęła się kiwając okrągłym łebkiem. Pstrągowy Pysk trafiła w dziesiątkę!
— Ach, masz rację, słońce, jestem strasznie głodna! — miauknęła pieszczoszka, zbliżając się do stosu. Przez chwilę przyglądała się martwym zwierzętom, aż w końcu zwróciła się z powrotem do Pstrągowego Pyska. — Nie będzie problemem, jeśli poczęstuję się tą dorodnie wyglądającą myszką?
— Nie będzie to żaden problem, po prostu jedz — odpowiedziała, po czym wzięła sobie jakąś rybę i usiadła pod jednym z krzewów okalających obóz. Była pieszczoszka nie pozostała w tyle i chwile po Pstrąg, chwyciła wcześniej wspomnianą mysz i...w kilku kłapnięciach już owej piszczki nie było. Oblizała się i zamruczała zadowolona. To była najlepsza mysz, jaką w ogóle kiedykolwiek jadła! A nie jadła ich za wiele, jednak ta, była wyjątkowa. Już otwierała pysk, by zapytać czy można już iść, ale dostrzegła, że bura wojowniczka, która ją tu sprowadziła nadal je. Polizała się pośpiesznie dwa razy po piersi i grzbiecie, po czym przysiadła i oczekiwała. Nie musiała długo czekać, by zostać spiorunowana ostrym spojrzeniem niezadowolonej kotki. Cóż, na pewno Jemioła dawno zostawiłaby w spokoju nową koleżankę, by już jej nie przeszkadzać, ale nie miała zielonego pojęcia, gdzież to legowisko starszych się znajduje! Po szybkiej wymianie zdań między kotkami, została zaprowadzona w skromne progi najstarszych kotów w całym klanie, które nazywano tu starszyzną. Wiedziała, bowiem została w tym poprawiona, kiedy przez przypadek nazwała ich staruchami. Nie chciała być nie miła! Po prostu...tak jej się powiedziało. Mech, który miała przynieść Wronia Łapa już czekał, co dojrzała chwilowa samotniczka i uśmiechnęła się. Trzepnęła delikatnie uchem na słowa Pstrąg, która rozmawiała z jakąś starszą kotką, po czym wdała się w rozmowę z naprawdę przyjaznym kocurem, zapominając o otaczającym ją świecie! 
— Jak mi miło was poznać słoneczka! A więc ja trafiłam tu dzięki.... — i tak gadała aż do momentu w którym padła ze zmęczenia, kuląc się pomiędzy Rybim Ogonem i Bursztynową Bryzą, z szerokim i zadowolonym uśmiechem. Znalazła tymczasowy azyl, jej nowy, chwilowy dom.

***parę dni później***

Kilka wschodów i zachodów słońca minęło, nim pulchniutka pieszczoszka ustała przed Żwirową Gwiazdą wsłuchując się w jej słowa. Rybi Ogon oraz Bursztynowa Bryza, tak jak obiecali zajęli się wprowadzeniem młodziutkiej w całe te klanowe obyczaje, zwyczaje i takie tam. Jemioła musiała przyznać, że brzmiało to bardzo skomplikowanie, tym bardziej temat tych...Zmarłych przodków, znajdujących się na niebie. Jednak z zapewnień starszych wynikało, że jeszcze zdąży się nauczyć ponieważ zacznie trening. Nie potrafiła im odmówić i przerwać, uświadamiając ich że jedynie na chwile tu przyszła - nie miała serca tego robić! A teraz stała i...ponownie zmieniano jej imię. Już nie była ani Maniusią, ani Jemiołą. Była Owczą Łapą. Pewnie za sprawą jej futra, a nie śmiesznego wypadku jeszcze sprzed czasu dołączenia w szeregi Klanu Nocy. Pyszczek srebrno-niebieskiej pręguski wręcz zdawał się świecić radością. Mimo nieprzychylnych spojrzeń niektórych kotów, ta nadal pewnie stała i spoglądała to na Rybi Ogon, to na Wronią Łapę. 
— Owcza Łapa? Jak ładnie! — zamruczała z zadowoleniem i zerknęła na podchodzącego wojownika, który dziwacznie się nachylił w jej stronę. Zamrugała parę razy niezbyt wiedząc co robić — Wszystko dobrze kochaniutki? — dopytała posyłając nie wiele starszemu od niej kocurowi troskliwe spojrzenie. Może niedowidzi?
— Powinnaś się z nim zetknąć nosami skarbie! — szepnął Bursztynowa Bryza rozbawiony, kiedy to Jemioła, teraz Owcza Łapa wydała ciche ''ochhhhh' dobrze dobrze!' i w końcu zetknęła się nosami z mentorem. Teraz powinna zacząć trening, coś o czym mówili jej starsi. Zamiast zaczęcia nauk, została otoczona przez znajome jej już pyszczki, które skandowały jej nowe imię, a ta odczuwała rosnącą w niej dumę. Owcza Łapa, Owcza Łapa! Wtedy podeszła naburmuszona Pstrągowy Pysk, jednak dlaczego? Niebieskooka rozejrzała się i dojrzała wiele kotów, które niechętnie spoglądały w jej stronę czy szeptały między sobą. Rozumiała je, przecież była nadal obca! Przyzwyczają się, na pewno. Trzeba być dobrej myśli.
— Widzisz Pstrągowy Pysku? Zostałam ten no, uczennicą! Czy jakoś tak. Nauczę się jeszcze słoneczko, zobaczysz — obiecała, posyłając promienny uśmiech w stronę wojowniczki. Teraz, zaczyna się nowy rozdział w jej życiu. Może to przez ten trening, dzikie koty pomogą jej wrócić do domu? Kto wie. Na ten moment jednak kicia nie chciała wracać, dopóki ni nauczy się wszystkiego co tylko jest jej potrzebne. Co...chyba trochę jej zajmie, ale kocur który ma sprawować nad nią opiekę, wydawał się sympatyczny, więc...co może się stać?


<Pstrąg?>

28 czerwca 2019

Od Jemioły CD. Pstrągowego Pyska

Wiele kotów mówiło jej jeszcze więcej wersji tej samej opowieści. O krwiożerczych kotach, zamieszkujących lasy, gotowych rozszarpać takich jak ona, takich jak tych, których znała i dzieliła z nimi podwórko. Mimo wszystko jednak Jemioła spokojnie stała przed dwiema, większymi od niej kotkami, uśmiechając się pogodnie, tak jak miała w zwyczaju. Jakby chciały ją zabić, zrobiłyby to już w momencie jak do nich podbiegła. Nie zrobiły tego, więc może nie są takie złe? W każdym razie dostała kilka wskazówek od Puszki, a jedną z nich była właśnie ta o przedstawieniu się imieniem, obowiązującym jakkolwiek w kanonie nazewnictwa owych dzikich kotów. Jak widać, tyle nie wystarczy, by napotkane nieznajome udzieliły jej pomocy.
— W Klanie Nocy żyje bardzo dużo kotów — warknęła Pstrągowy Pysk, otrząsnąwszy się ze zdumienia. Teraz była nie tyle, co zdezorientowana, co zirytowana. — A pomóc możemy ci najwyżej w wylądowaniu na Drodze Grzmotu. Mamy wystarczająco dużo problemów bez otyłych pieszczochów kręcących się nam po terenach i kradnących zwierzynę.
Koteczka zamrugała i uśmiechnęła się delikatnie, jakby w ogóle nie dotarły do niej te słowa.
— Na Drodze Grzmotu byłam całkiem niedawno kochanie, naprawdę nie chciałabym tam wrócić — miauknęła i nieznacznie poruszyła ogonem, odwracając się za siebie, niezbyt łapiąc aluzje co do pozbycia się jej. — Nie kradłam żadnej zwierzyny, naprawdę! Jestem tu dosłownie od kilku chwil. Nie mogłabym was okraść, to nieładne! — gdy mówiła, klepnęła na zadku, wpatrując się to w Pstrągowy Pysk, to znów na Wronią Łapę, po czym westchnęła i z wyrazem zdezorientowania opuściła łebek. — Zgubiłam się, nie wiem jak wrócić do domu. Naprawdę obiecuje, że nie będę sprawiać problemów kwiatuszki! Mogę jeść minimalne porcje, to nie problem!
Obiecała, spoglądając już bardziej błagalnie na burą kotkę w ciemniejsze cętki, bo to właśnie z nią dane było jej rozmawiać. Wronia Łapa jak była zdezorientowana, tak siedziała cicho, dając swojej mentorce nikły zaszczyt użerania się z Jemiołą. Zerkała co jakiś czas to na srebrzystą, byłą pieszczoszkę, a to na Pstrągowy Pysk. Niebieskooka natomiast, obserwowała obie kotki w nadziei, że udzielą jej pomocy, o którą prosiła. Nie było to wcale tak wiele. Jedynie chciała na jakiś czas uzyskać schronienie i potem poprosić o pomoc w odnalezieniu drogi do domu. Tyle! Potem jej już nie zobaczą nigdy na oczy oj nie. I tak już na bardzo długo zostawiła swoją mamę i rodzeństwo, naiwnie podążając za samotnikiem, który to ją pozostawił na łaskę owiec. Uszy koteczki uniosły się, kiedy dosłyszała słowa z pyska Pstrąg. Gwiezdni? Cóż to takiego? Czy to...te cale martwe koty, o których mówił Bratek i dziwny samotnik? Koteczka uniosła głowę do góry, chwile się rozglądając, jakby również chciała dostrzec owych Gwiezdnych. Po co kotka miałaby unosić łeb, gdyby nie po to, by coś ujrzeć? Niestety, nic oprócz koron drzew i skrawka nieba, córka pieszczoszki nie dojrzała, ale za to otrzymała dość dosadny sygnał, by ruszyła się z miejsca. Jaki? Została trzepnięta w grzbiet, i to nie tak delikatnie, przyjaźnie jak to czasem robiło się za kociaka - a tak mocno! Demonstrowanie siły w ten sposób było co najmniej zbędne. Wojowniczka mogła poprosić, Jemioła nie sprzeciwiłaby się. Nawet nie zdążyła podziękować za udzieloną łaskę pomocy, a już ją popędzają?
— I po co ta przemoc słoneczko? Wystarczyło poprosić, już idę idę — zaśmiała się i obdarowała większą z kotek przyjaznym spojrzeniem. Teraz nie bolały ją tylko łapy, a i grzbiet! Ile ta ma krzepy...oby nie spodobało jej się to popędzanie, bo nim dojdą tam, gdzie mają iść, to koteczka będzie już cała poobijana i na pewno do domu nie wróci!
— Idziemy z nią do obozu? — zapytała Wronia łapa, jakby dopiero teraz się obudziła. Poruszyła uszami i skinęła lekko głową, by po chwili ruszyć i narzucić dość szybkie tempo. A przynajmniej takie było dla tęgiej w swych gabarytach koteczki, która bez większych sprzeciwów ruszyła u boku kotów, będących jej ostatnią nadzieją.

* * *

Szła, trzęsąc się z przerażenia i zimna. Nie spodziewała się tego, co nadeszło, kiedy była tak blisko celu. Pstrągowy Pysk i Wronia Łapa bez problemu, gładko i zgrabnie przeszły po dziwnych kamieniach, jednak Jemiole poszło to...gorzej. Przy przedostatnim głazie, poślizgnęła się i z przerażonym piśnięciem runęła prosto w lodowatą paszczę wody. Młociła w niej łapami, przerażona i zdezorientowana. Prawie zniknęła pod powierzchnią pożerającej ją cieczy, jednak wtedy przyszedł szybki ratunek w postaci mocnego uścisku na karku i szarpnięcia. To bura wojowniczka wyciągnęła ją na brzeg, ratując przed utonięciem. Teraz, przemoczona i w dalszym ciągu oszołomiona, z napuszonym futerkiem i szeroko otwartymi oczami kroczyła przez obóz. Tyle spojrzeń, zaciekawionych, wrogich, zdziwionych. Czy była przygotowana na aż tyle kotów? Jak wielkie jest po podwórko, że oni wszyscy się mieszczą? Nie widziała żadnych misek z jedzeniem, żadnych ciepłych i wygodnych legowisk, czy chociażby pomieszczenia, gdzie zawsze się wylegiwała, na pachnącym, małym drzewie z drapakiem. Teraz się nie dziwiła, dlaczego Pstrąg tak ostro na nią zareagowała. Na jej miejscu również by odradzała komukolwiek życia w takich warunkach. Jednak...nie miała wyjścia! Musiała tu zostać, bo jak tak dalej pójdzie, naprawdę nigdy nie wróci do domu. Przecież prawie utonęła! Sierść na jej grzbiecie, piersi oraz brzuchu ponownie, delikatnie się poskręcała od wilgoci, na co zareagowała cichutkim westchnięciem. Otrząsnęła się z szoku, a wraz z trzeźwym umysłem, przyszło do niej zmęczenie. Teraz nie tylko wędrówką, ale i mizerną walką o życie w lodowatej wodzie. Brr nigdy więcej!
— Dzień dobry skarbeńki — miauknęła, kiedy mijała kilka kotów, posyłając im przyjazny uśmiech. Powtórzyła to kilka razy, a przez obserwujący ją tłum, przelał się zaskoczony szept.
— Żwirowa Gwiazdo! — zawołała niechętnie Pstrągowy Pysk, krzywiąc się delikatnie. Może też była zmęczona? Ktokolwiek by był, po wyciąganiu z wody takiej Jemioły? Chyba każdy by był!
— Pstrągowy Pysku? Wronia Łapo? Co się stało? — zabrzmiał kolejny głos, a szepty nieco ucichły. Z legowiska wysunęła się ładna, szylkretowa koteczka o niebieskich, bystrych oczach. Ich wzrok od razu padł na stojącą pomiędzy uczennicą a wojowniczką koteczkę, która otrzepała się delikatnie i cichutko przepraszając klnącą u jej boku burą Pstrąg, spojrzała na przybyłą.
— Och, Dzień dobry — miauknęła i... na moment umilkła nie wiedząc, jak ma się zachować. Żwirowa Gwiazda...czy to była właścicielka tych kotów o tu? Coś tam się w głowie niebieskookiej obijało, że kot z takim imieniem jest ważny. A skoro ważny, to i trzeba być miłym! — Jestem Ma- Jemioła. Zgubiłam się, wyprowadzona przez takiego jednego samotnika. Cały pokryty bliznami, wyobrażasz sobie? Ale do rzeczy. Powiedziano mi, że jesteście w stanie udzielić mi pomocy, a te dwie przekochane koteczki mnie tu zaprowadziły! O a ta większa nawet uratowała mi życie —
Wskazała ogonem na nadal niezadowoloną z bycia ochlapaną Pstrągowy Pysk i posłała jej wdzięczne spojrzenie i uśmiech. Żwirowa Gwiazda trzepnęła delikatnie uchem i zamrugała. Była zaskoczona, nawet bardzo. Nie codziennie przed jej łapy, przyprowadzane były takie...niespodzianki.
— Przeszłam spory kawał drogi i bardzo się ciesze, że mogę z tobą rozmawiać... Żwirowa Gwiazdo! Czy to będzie duży problem, jakbym tu z wami została?
— Została? To przecież głupi piesz-
Warknął jakiś kocur, jednak został szybko uciszony wrogim spojrzeniem liderki. Jemioła się nim nawet nie przejęła, a stała z uśmiechem wpatrując się w kotkę zmęczonym, wręcz wykończonym spojrzeniem. Fajnie by było, gdyby dano jej tu zostać... Koty wyglądają na bardzo przyjazne, więc... czemu nie? AH! Potrzebowała odpoczynku... snu... i może jakiejś miseczki jedzonka? Ale tu chyba mają inną kartę dań.

<Pstrąg?>

27 czerwca 2019

Od Jemioły CD. Pstrągowego Pyska

Srebrna kotka siedziała przed norką, czyszcząc w spokoju brudną i wilgotną sierść na swojej piersi, na której zresztą jej futerko pokręciło się i nieznośnie dawało jej do zrozumienia, że nie będzie łatwo go wyczyścić. Westchnęła pod nosem i przeniosła się na grzbiet, gdzie poszło zdecydowanie prościej. Szum przejeżdżających Potworów i ich gryzący zapach nie pozwalał młodej Jemiole w spokoju poukładać sobie wszystkich faktów, które zdążyła już zarejestrować. Trzepnęła trójkątnym uchem i rozejrzała się, drepcząc chwile w miejscu. Była w końcu w miejscu, do którego dążyła, w miejscu, o której opowiadał jej starszy samotnik, podczas podróży do Siedliska Owiec, w którą wpakowała się z własnej głupoty i w momencie, w którym chciała wrócić do domu - ciemny, pokryty bliznami kocur zniknął, porzucając ją na łaskę..no właśnie czyją łaskę? Przecież wtedy prawie zadeptały ją owce i gdyby nie pomoc Puszki, na pewno nie dotarłaby tak daleko, a jej imię nadal brzmiałoby jak to, które nadała jej mama. Nie, żeby było brzydkie, bardzo je polubiła i stało się jej częścią, jednak z nim na pewno dzikie koty nie udzieliłyby jej pomocy w powrocie do jej dwunożnych. Dlatego po krótkich namowach, godziła się przyjąć imię Jemioły. Podobno do niej pasowało, a ze starszą, burą kotką nie miała zamiaru się kłócić. Tak więc wylądowała po właściwej stronie Drogi Grzmotu i siedziała, niecierpliwie oczekując. Przyjdą po nią? Czy w ogóle wiedzą, że jest? A jak tak, to, w jaki sposób się tego dowiedzieli? Wyczuli ją? Oj przez tę całą wędrówkę, pewnie nie może pachnieć za ładnie, oj nie! Bratek jak tylko ją zobaczył, cały się skrzywił, nazywając ją...pieszczochem? Lubiła być głaskana, to fakt, ale żeby od razu nazywać ją pieszczochem w negatywny sposób? Ogonek jej delikatnie drgnął a uszy, postawiły na baczność - jakiś nieznany zapach przebił się przez smród pędzących aut gdzieś za jej plecami.
— Czy to dzikie koty? Ojej, Puszka miała racje! — pisnęła, rozglądając się za kotami, które mogłyby udzielić jej pomocy. Podniosła się natychmiast, praktycznie zapominając o fakcie, że jej poduszeczki i łapy bolały ją po bardzo długiej podróży. Nie wiele myśląc, potruchtała za zapachem, słabo wyróżniającym się spomiędzy rosnących krzewów czy strzelistych drzew. Najpewniej większość kotów domowych, czy samotników, wyczuwając ów zapach, uciekłoby, gdzie pieprz rośnie, jednak... Jemioła do nich nie należała. Nie po to ich szukała, by teraz przed nimi uciekać! Kiedy pulchne ciałko srebrno-niebieskiej byłej pieszczoszki, przecisnęło się przez krzaki, jej oczom ukazały się dwie, spore sylwetki. Tak, to muszą być dzikie koty, innych tu raczej nie spotka! Nie widziała Gniazda Dwunożnych, odkąd opuściła Siedlisko Owiec, więc nie mogły być to kotu pokroju Bratka, czy samotnika, który ją tu zostawił. Zapach również był inny, ostrzejszy i taki nieznany dla młodej.
— Dzień dobry! — przywitała się entuzjastycznie, bez wahania ruszając w kierunku zdezorientowanych całym tym zajściem kotek. Och, nie spodziewano się tu jej? Podobny wyraz pyska miała Puszka, kiedy to Jemioła poprosiła ją o zaprowadzenie do dzikich kotów, bądź raczej klanów. Jakie wielkie zdziwienie zawładnęło i Bratkiem, kiedy po opowieści burej starszej, przed oczami nie pokazał mu się zagubiony uczeń czy wojownik, a pulchna Mania.
— Jesteście kotami z klanu? Och, oczywiście, że jesteście, jesteście bardzo duże! Wiedziałam, że w końcu was spotkam! — miauknęła równie entuzjastycznie co chwile wcześniej, po czym podbiegła do równie zakłopotanej Wroniej Łapy. — Jestem Maniusia, znaczy, nie! Jestem Jemioła! — przedstawiła się z lekkim błędem, jednak jej ogon powędrował ku górze. Wiele razy podczas podróży ćwiczyła mowę powitalną, jednak jak to na nią przystało, w roztrzepaniu i sporym podnieceniu wszystko pomieszała, dając swoje dawne imię na początek.
— Maniusia? — powiedziała cicho z zakłopotaniem Wronia Łapa, posyłając swojej mentorce jeszcze bardziej zdezorientowane spojrzenie. Nie tego widoku się spodziewała na nudnej części granicy, gdzie nikomu nie chce się chodzić i sprawdzać. Wojownik Klanu Burzy owszem, ale...kotka? Do tego tak pulchna i puchata? Zamrugała wybita z rytmu i pokręciła powoli łebkiem, jakby upewniając się, że obraz wyszczerzonej w jej stronę przyjaźnie Jemioły, czasem się nie rozmywa i ta, nie ma omamów.
— Eee... — charknęła Pstrągowy Pysk, po czym również pokręciła łbem i nieco bardziej pewnie rzuciła — Co tu robisz? To tereny Klanu Nocy i...
— Tereny Klanu? A jednak trafiłam! Już się obawiałam, że źle skręciłam, mimo że wyraźnie powiedziano mi, iż mam to zrobić przy bagnach — przerwała z uśmiechem niebieskooka i zerknęła na przemawiającą większą i masywniejszą kotkę. Bez dwóch zdań była kimś, kto nazywa się wojownikiem. Albo uczniem? Oj teraz jej się nazwy pomieszały! Cudownie, dlaczego w takiej chwili? — W każdym razie kochaniutkie, bardzo przepraszam za najście, ale potrzebuje pomocy. Jest was tu może więcej? Czy mieszkacie w tym lesie jedynie we dwójkę? — zaczęła zadawać pytania, skacząc to na Pstrągowy Pysk, to na Wronią Łapę. Może nie wyglądała najgorzej przez swoją pulchną sylwetkę, jednak...w brzuchu jej burczało, a łapy zaraz miały odpaść ze zmęczenia i bólu!
— Zgubiłam się. — westchnęła i nieco posmutniała, a jej wibrysy zadrżały z wyczerpania — Taki jeden kot wskazał mi, bym was poszukała, bo mi pomożecie, bo...pomożecie prawda?

<Pstrąg? Wrona?>

26 czerwca 2019

Od Jemioły

— Czy na pewno idziemy w dobrym kierunku Bratku? Dopiero przekroczyliśmy Siedlisko Owiec — zabrzmiał nieco ochrypły głos, starszej już kotki, idącej jednak posłusznie za ciemnym towarzyszem. Obejrzała się za człapiącą obok srebrzysto-niebieską, zdecydowanie młodszą od niej koteczką, która nie czuła się w tym miejscu najgorzej. Nie był to jej dom, nie poznawała zapachów ani nic, jednak Siedlisko Dwunogów mogło stanowić dla niej lepsze schronienie, niżeli las. Ta jednak odurzona opowieściami jednego samotnika, który to ją niedawno porzucił, uparła się, by szukać pomocy u dzikich kotów, zamieszkujących niedalekie tereny. Czarny kocur, zwany Bratkiem westchnął i trzepnął ogonem z lekka irytacją
— Doskonale wiesz Puszko, że przeprawa przez Siedlisko Dwunożnych nie jest dla mnie najprzyjemniejsza, ale znam trasę do Złotej Trawy doskonale — rzucił oschle i nawet nie odwracając się do towarzyszących mu kotek, czmychnął na nisko położony mur i poruszył ogonem, dając znak pozostałym na ziemi, by uczyniły to samo. Starsza warknęła z irytacją i oddała skok, jednak...podążająca za nimi koteczka miała z tym delikatny problem. Po chwili jednak wyrównała krok i trzy koty szły w ciszy, jeden za drugim, przemierzając betonową dżunglę. Raz po raz wzdłuż małej Grzmiącej Ścieżki poruszał się Potwór, przepełniony w swym wnętrzu Dwunożnymi, jednak jedynym kotem, który się tym przejmował, był zestresowany Bratek, który fuczał i wyklinał na każdego przejeżdżającego Potwora.
— Moi Państwo mówili na to pojazd kochaniutki — mruknęła niebieskooka, starając się zagadnąć do prowadzącego małą wycieczkę kocura — Kiedy stał na podwórku, był niegroźny — zapewniła, rozglądając się z pogodnym uśmiechem na pyzatej mordce. Faktycznie, chodzenie po Siedlisku Dwunożnych zdawało się dla niej takie bliskie...a jednak to nie były te same drogi i domy, w których się wychowała. Na odpowiedź ciemnego nie musiała długo czekać, bowiem ten zjeżył delikatnie sierść i warknął przez bark
— Ale te tutaj się ruszają, więc zamknij pysk i chodź za mną
— Grzeczniej Bratek — upomniała się starsza, bura kotka, poruszając przy tym wibrysami z niezadowoleniem - Ach wy młodzi, ciągle tylko byście jakieś burdy robili!
— Burdy? To ten mysi móżdżek ciągle mówi o Potworach, jakby były niegroźne!
Bura uciszyła jednak kocura ostrym syknięciem i reszta trasy minęła już w spokoju. Nie trwało to zresztą krótko, bowiem po trzech wschodach słońca dopiero, trzy koty znalazły się przy Złotych Trawach. Było to bowiem pole, w całości pokryte powoli kiełkującym zbożem, prawdopodobnie zasianym przez jednego z Dwunożnych. Na szczęście w momencie, w którym trójka wędrowców przemieszczała się przez Złote Trawy, żadnego na nim nie było. Szczęście sprzyjało im od samego początku, kiedy to Puszka znalazła kotkę pałętającą się przy Siedlisku Owiec, o mały włos nie będąc przez te stworzenia zadeptana.
— To tu, dalej Cię nie zaprowadzę — charknął kocur, twardo siadając na ziemi i poruszając swoim nadgryzionym uchem
— Dziękuje Ci Bratku, oraz tobie Puszko, bez was na pewno bym-
— Idź rzesz, a nie gadasz od rzeczy! Marnujesz czas... — odparł niecierpliwie kocur, który po chwili został zdzielony ogonem w pysk, mamrocząc pod nosem, cofnął się i zjeżył ostrzegawczo, jednak bura kocica nawet na niego nie zerknęła, a podeszła do pręgowanej i polizała ją delikatnie między uszami
— Posłuchaj, musisz teraz iść przekroczyć Drogę Grzmotu, co jest bardzo niebezpieczne. Potem udaj się wzdłuż niej, jednak po drugiej stronie. Kiedy zacznie się bagna, przekrocz ją ponownie i powinnaś znaleźć się na terenie jakiegoś klanu — wytłumaczyła chrapliwie kotka i westchnęła, przejeżdżając spojrzeniem po sylwetce młodej kici. Dzięki chwilowemu pobytowi u dobrego, starszego dwunożnego, srebrzysto-niebieska nie utraciła wiele swoje masy, dlatego nadal była pulchna, co mogło utrudnić jej, dostanie się do klanu. Jednak jej zapal do odnalezienia pomocy, nie pozwalał starej Puszce na zrujnowanie planów młodej samotniczce z przymusu
— Dobrze, jeszcze raz dziękuje — zamruczała pożegnalnie i po chwili odeszła, znikając w wysokich trawach, dążąc w kierunku drogi, jaka miała przekroczyć.
— Nie przeżyje tam sama...
— Wiem, dlatego musimy być dobrej myśli, że ktoś jednak się nad nią zlituje.
Po chwili dwójka samotników również wstała i odeszła z miejsca ostatniego spotkania ze srebrzystą pieszczoszką. Kolejne kilka wschodów i zachodów słońca zajęło koteczce przeprawienie się przez Drogę Grzmotu i podążanie wzdłuż niej w poszukiwaniu bagien. Nie wiedziała, gdzie idzie, czy uda jej się ponownie przekroczyć ciemną drogę, obok której spała, jadła i szła. Na całe szczęście z dobrej woli Puszki nauczyła się jakkolwiek polować, więc mogła zapewnić sobie słabe jednak zawsze jakieś wyżywienie. Nie było to coś, czym chciała się chwalić, jednak zmuszona do samotnej tułaczki jakoś musiała się żywić prawda? W końcu teren pod jej łapami się zmienił, a ziemia stała się bardziej mokra i miejscami grząska - bagno! Tak jak mówiła jej bura starsza. Kiedy tam dotarła, słońce już dawno schowało się za koronami drzew, spowijając ten odcinek drogi, gdzie zatrzymała się Jemioła egipskimi ciemnościami. Dlatego jedynym rozsądnym posunięciem było przeczekanie i wyruszenie dopiero rankiem, co zresztą kotka uczyniła. Kiedy tylko obudziła się, umyła brudną i matową miejscami sierść, zaczęła szykować się do przekroczenia na całe szczęście mało ruchliwej części Drogi Grzmotu. Ponieważ gdzieś tam po drugiej stronie, kryły się obiecane dzikie koty, które to podobno miały jej jakoś pomóc. A przynajmniej tak mówił jej samotnik, który wyprowadził ją w te strony. Nie wiedziała nic o tym, jak powinna się zachować, co powiedzieć, czego nie, ale jedno na pewno wiedziała - musiała poprosić o pomoc i schronienie. Ta wędrówka ją niedługo wykończy! Kiedy ona ostatnio jadła porządny posiłek? Oj ile czasu temu to było! Jak na zawołanie zaburczało jej w brzuchu, a na pysk wkradło się zmartwienie.

***

Po przekroczeniu ścieżki minęło kilka dni, za nim kotka zdecydowała się wejść głębiej na tereny obiecanego klanu. A jak to nie tu? Jak źle trafiła, bo przekręciła słowa burej kocicy? Nie, przecież skręciła od razu przy zaczynających się bagnach, to musiał być ten teren, o którym mówiła jej starsza. W taki o to sposób, srebrna kotka zapuściła się na treny należące do Klanu Nocy. Szła spokojnie, rozglądając się i podziwiając to, jak mieszkają dzikie koty. Wprawdzie nie było tu ogrodzeń i ciepłych Gniazd Dwunożnych, jednak wydawało się całkiem bezpiecznie, aż tu nagle...
Gołąb przeleciał nad głową byłej już pieszczoszki, skutecznie jeżąc na jej grzbiecie puszyste futerko. Rozejrzała się i poruszyła uszami
— Czy ktoś tu jest?
Zapytała cicho, jednak nikt jej nie odpowiedział. Westchnęła i zerknęła nad siebie, uśmiechając się delikatnie. To tylko gołąb! Spotykała takie, kiedy wychodziła na podwórko w swoim domu i rozmawiała z wieloma kotami i innymi. Owszem, raz wdała się w rozmowę z psem, który o dziwo ja rozumiał, a ta rozumiała jego. Nie bała się ich, chociaż z opowieści Bratka czy Puszki, mogła wywnioskować, że w tych stronach i wedle dzikich kotów, psy stanowiły zagrożenie. Może tu są jakieś inne rodzaje psów? Jednak córka pieszczoszki o tym nie myślała, ruszyła pewnym i żwawszym krokiem, nadal się rozglądając i poszukując jakiegokolwiek kota, który mógłby jej pomóc, powiedzieć gdzie jest i nakierować. Gdzieś tam z tyłu głowy majtały jej opowieści o brutalności owych kotów, jednak...nasłuchała się już tylu opowieści, że mogła śmiało powiedzieć, że te podawane z pyska do pyska zawsze są wyolbrzymione. Ostatecznie koteczka postanowiła wycofać się z powrotem do linii Grzmiącej Ścieżki i tam poczekać na przybycie jakichś kotów. Ostatecznie ponowni swoją próbę i wejdzie głębiej między drzewa bądź zwiedzi gładką przestrzeń, spowitą trawą, którą zobaczyła jedynie kątem oka poprzedniego dnia. Odeszła kawałek od śmierdzącej powierzchni i umościła się przed małą norką, z wyczuwalnie starym zapachem jakiegoś zwierzęcia. Nie wiedziała jakiego, ale... Na pewno przez dłuższy okres go tu nie było. Westchnęła, siadając i zaczynając wylizywać sobie łapki oraz poduszeczki wręcz pulsujące jej z bólu. Pościerała je sobie? Oby tylko! Teraz zostało jej tylko czekać - czekać aż do zapadnięcia zmroku, w tym obcym i nieprzyjaznym dla niej miejscu. Szum i smród potworów zaczął jej doskwierać, jednak siedziała i siedziała. Nie mogła się poddać, bo zaszła zdecydowanie za daleko!
— Oh! Moje futerko! Jak zobaczą mnie w takim stanie, to na pewno mi nie pomogą — wymamrotała sam do siebie pod nosem i mimo zmęczenia, które nagle spadło na nią jak grom z jasnego nieba, zaczęła powolną i dokładną pielęgnację. W końcu, jaki kot chciałby pomagać TAK wyglądające kotce w opalach? No który!

<ktoś z Klanu Nocy bądź Klanu Burzy??>