BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 18 października, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miodowe Serce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miodowe Serce. Pokaż wszystkie posty

24 marca 2018

Od Miodowego Serca CD Tuni

Miodowe Serce po raz ostatni spojrzała w stronę gościnnej pieszczoszki. Podeszła do niej zwracając jej uwagę.
- Tuniu, chcę abyś wiedziała jedno. To nie tak, że ja ich nie kocham. Kochałabym, to moje dzieci, jedyna rzecz jaka pozostała mi po moim ukochanym...ale nie mogę ich ze sobą zabrać. Muszę odciąć się od tej ,,przygody", powrócić do swojego dawnego życia jakby nic nigdy się nie stało. Dlatego utrzymuję, że nie mogę ich kochać. W innym świecie, gdybym była zwykłą wojowniczką miałabym prawo nazywać się ich matką, ale nie teraz. Jestem zwykłą medyczką.
Pieszczoszka nie odezwała się nawet słowem. Miodowe Serce po raz ostatni spojrzała na swoje dzieci. Zatrzymała łzy i uśmiech który powoli wpełzał na jej pysk. Skoczyła w kierunku uchylonych drzwi zza których wyłaniało się światło dnia.
- Czyli...kochasz je?- zapytała Tunia spoglądając na medyczkę. Ta pokiwała głową chowając smutny wyraz pyska w cieniu.
- Kochałabym gdyby nie moje stanowisko.
Niższa z kotek kiwnęła łbem i rzuciła ciche: zajmę się nimi dobrze. Medyczka uśmiechnęła się i wyskoczyła na dwór. Musiała wrócić jak najszybciej do klanu.
Przeprawa przez miasto nie była aż tak ciężka jak ostatnio, nic jej już nie ciążyło. Poczuła dreszcz przechodząc obok alejki w którą kilka dni temu skręcił pies. Jego odór już się zamazał przez wszystkie potwory i ich spaliny. Miodek poczuła nagłą ochotę zajrzenia w ciemną otchłań, sprawdzenia czy nigdy nie leży zmasakrowane ciało Małej Łapy. Odsunęła od siebie ten pomysł przyśpieszając. Nie miała czasu na takie rzeczy. Teraz najważniejszy był klan.
Gdy tylko znalazła się na bagnach poczuła na swoim nosie pierwsze krople deszczu. Przeklęła pogodę w duchu tonąc w błocie. Parła jednak do przodu, nie mogła się zatrzymać nawet na chwilę. Wskoczyła na kłodę z której przemieściła się jednym susem na kamień, i tak dalej. Wszystko aby nie stąpać po lepkim podłożu. W połowie swojej drogi nawiedziły ją wspomnienia. Ciepły koszyk, dobre jedzenie, przemiła gospodyni i piski jej dzieci. Potrząsnęła łbem chcąc je odgonić, to nie był czas na ckliwe momenty. Musiał o tym zapomnieć. Na zawsze.
Przechodząc obok jamy w której spędziła noc poczuła mocne ukłucie w sercu. Przed pyskiem pojawiła jej się roześmiana mordka Małej Łapy. Miodowe Serce zacisnęła powieki i zasyczała wściekle. Dlaczego Gwiezdni zsyłają na nią te wizje? Deszcz co raz mocniej dudnił o ziemię jak i o grzbiet medyczki. Kotka musiała przyśpieszyć, zaraz miała rozpętać się burza.
Dotarła do Drogi Grzmotu dość szybko. Dyszała ciężko z wysiłku, dotychczas nie musiała się aż tak przemęczać, nie była gotowa. Rozejrzała się w obie strony po czym wkroczyła na jezdnię. Kiedy była już w połowie drogi coś błysnęło w oddali. Miodek spojrzała w tamtą stronę. Reflektory potwora rzucały złoty plask który przypominał jej oczy Małej Łapy. Kompletnie zaślepiona i na wpół przytomna odwróciła się w stronę nadchodzącego niebezpieczeństwa z błogim uśmiechem.
- Mała Łapo?- zapytała. Z transu wyrwał ją ryk bestii, Miodek upadła płasko na ulicę a potwór przemknął górą. Roztrzęsiona i zapłakana doczołgała się do drugiego brzegu. Jej serce ściskał żal. Co ona zrobiła?! Pozwoliła swojemu szczęściu odejść. Była pewna, że kocur już nie żyje. Uratował ją i ich dzieci, a ona je pozostawiła. Kotka odwróciła się w stronę bagien i nadstawiła uszy. Jedną nogę już postawiła z powrotem na asfalcie, lecz w porę się opamiętała.
- Nie- zasyczała- to próba. Nie wrócisz tam. Klan jest dla ciebie wszystkim. Zdradziłaś go raz, odpłać stracony czas.
Wyłączyła myślenie i pędem ruszyła w stronę obozu. Burza właśnie osiągnęła swój szczyt.
Miodowe Serce była już prawie u bram obozu. Mogła już wyczuć jego zapach. Pozostał ostatni strumyk do przeskoczenia. Nagle jej drogę przeciął ogromny piorun. Uderzył prost przed nią. Kotka pisnęła i przywarła do ziemi. Nic nie słyszała. Huk był tak donośny, że pozbawił ją słuchu. Jednak nic nie było w stanie przeszkodzić jej w osiągnięciu celu. Wskoczyła na głazy lecz pośliznęła się na jednym. Poczuła jak wpada do wody. Zanurzyła się niemal cała a gdy w końcu udało jej się wypłynąć na powierzchnię doznała strasznego uczucia. Piorun uderzył w wodę. Ciałem Miodek szarpnęła ogromna siła. Przez chwilę czuła niewyobrażalny ból który przeszył ją całą paraliżując i niszcząc od środka. Potem nie było już nic. Ciało martwej medyczki wypłynęło na wierzch osadzając się na piachu przy brzegu. Kilka susów i znalazłaby się już w obozie Klanu Nocy.
Kiedy Miodek otworzyła oczy nie znajdowała się już w lesie. Przed nią malowała się aura kota. Świeciła niczym gwiazda a pod nogami roztaczała się jasna mgiełka. Młoda medyczka wstała spoglądając na jaskrawe oblicze kota.
- Gdzie...gdzie ja jestem?- zapytała przyglądając się uważnie dziwnemu przybyszowi- Płomienna Gwiazda?!
- Miodowe Serce- przemówił spokojnym głosem- złamałaś kodeks medyka.
Kotka zadrżała. Czyli on wiedział. Jednak lider nie żył od kilku księżyców. Czy to oznaczało, że...i ona umarła? Czy to sąd Klanu Gwiazd?
- Tak...ale zostawiłam je, chciałam wrócić do klanu! Żałuje, że to się stało...znaczy...- kotka zawahała się na chwilę- kochałabym je gdyby nie fakt kim jestem. To co zrobiłam było nie w porządku.
- Dlatego zginęłaś- podsumował Płomienna Gwiazda uśmiechając się blado- Klan Gwiazd pozwala ci dołączyć do nas, lecz nie zezwoliliśmy ci dalej żyć. Twoja śmierć to kara na błąd, wykroczenie którego się dopuściłaś.
Miodowe Serce kiwnęła łebkiem chowając łzy. Klan Gwiazd to wszystko czego pragnęła ale...fakt, że nie mogła już nikomu pomóc był jeszcze gorszy. Były lider Klanu Nocy zaprosił ją skinieniem ogona do siebie. Kotka poszła za nim niepewnie stawiając każdy krok. Już po chwili przed oczami pojawiła się nowa aura. Źrenice martwej medyczki rozszerzyły się a na pysk wstąpił uśmiech.
- Miedziany Blask...?

19 marca 2018

Od Miodowego Serca CD Tuni

Każdy włosek stanął jej dęba kiedy usłyszała przeraźliwy i wściekły warkot kundla. Miodowe Serce pisnęła patrząc w wielkie ślepia bestii. Tunia pociągnęła ją za kark skutecznie wybudzając medyczkę z transu. Obie rzuciły się do przodu nie zważając na przeszkody. Ciężarna kotka była wolniejsza, co było dość oczywiste. Obawiała się o swoje życie, ale także o swoje dzieci. Chciała odwrócić się do tyłu by spojrzeć czy jej ,,partner" nadąża za nimi. Była jednak zbyt sparaliżowana przez strach aby to zrobić. Mogła jedynie biec przed siebie, za Tunią. Nagle warkot psa ustał, bestia jakby skręciła w jedną z uliczek. Kotki przemierzyły jednak tym samym tempem jeszcze kawałek drogi, aż po kres swojej podróży. Miodowe Serce zaczęła głośno dyszeć, nie mogła się tak przemęczać. Tunia podeszła do niej trącając towarzyszkę nosem.
- Chodź, to już tu wystarczy wejść do środka, moi właściciele się tobą zajmą...
- Nie, nie! Proszę, nie mogę wejść!- miauknęła przerażona podnosząc głowę- nie masz może jakiegoś...dyskretniejszego miejsca?
Tunia zamyśliła się po czym spojrzała w bok na budowlę obok domu. Uśmiechnęła się po czym zaprowadziła nową przyjaciółkę wprost do garażu. Szczęście im sprzyjało, akurat drzwi były uchylone. Kotki wpełzły przez małą szparę do zasnutego mrokiem pomieszczenia. Miodowe Serce wodziła wzrokiem szukając miejsca gdzie może się położyć. Wtem poczuła znajomy zapach. Zatrzymała swój wzrok na czarny potworze. Zjeżyła się i zasyczała odskakując za Tunię. Kotka zauważyła przerażenie nowej przyjaciółki.
- Spokojnie, nie zaatakuje cię. Jest wyłączony.
- Wyłą-ączony?- zapytała medyczka. Tunia odpowiedziała kiwnięciem głowy po czym zabrała dziką kotkę w róg garażu. Kazała jej zaczekać po czym skoczyła w mrok. Miodowe Serce westchnęła uśmiechając się leciutko. Czyli to teraz jej nowy dom. Przynajmniej na kilka dni. Nagle zrozumiała coś strasznego. Nigdzie nie było Małej Łapy. Kotka rozejrzała się po garażu z przerażeniem tlącym się w jej żółtych oczach.
- Mała Łapo?- krzyknęła próbując przywołać swojego kochanka do siebie. Brak odzewu. Spróbowała ponownie, żadnej odpowiedzi. Strach narastał w jej sercu z każdą sekundą. Już po chwili zdała sobie sprawę z tego, że Mała Łapa się zgubił, albo co gorsza, został sam na sam z dzikim psem. Z mroku wyłoniła się Tunia ciągnąca koszyczek. Położyła go w rogu po czym przyniosła jedną z poduszek która postanowiła wypaść gdzieś po drodze. Nakazała Miodowemu Sercu położyć się w nim i ,,poczuć się jak w domu".
- Tuniu...gdzie Mała Łapa?- zapytała po chwili szylkretowa spoglądając na panią domu. Kotka zamyśliła się chwilę po czym odparła:
- Nie mam pojęcia, ale kątem oka zauważyłam jak skręca w jedną z uliczek. Chyba zagonił psa...
Miodowe Serce wydała z siebie żałosny pisk. Schowała pysk w łapkach i załkała. Czuła jak jej serce ściska się w żalu. Dopiero teraz poczuła pełnię uczuć jakimi darzyła Małą Łapę. Myśl, że już nigdy nie ujrzy jego roześmianego pyska nie dawała jej spokoju. Gorszy był tylko fakt, że zrobił to by ją uratować. Ją i ich dzieci. Medyczka czuła jak wszystko traci dla niej sens. Była gotowa zostać z nim i wychować dzieci gdzieś w lesie, z daleka od klanów czy nawet tutaj, u dwunogów. A teraz? Nic nie miało znaczenia. Dzieci były nieistotne. Sama nie wiedziała czy da radę na nie spojrzeć. Tunia położyła uszy kuląc się lekko. Nie wiedziała co się jej towarzyszce stało, jednak jej instynkt podpowiadał jej, że musi ją jakoś pocieszyć. Oparła niepewnie swą głowę o jej łepek i zamruczała cicho. Miodowe Serce wtuliła się w jej futerko ukrywając w nim swoje łzy. Cierpienie rozdzierało jej duszę.
- Kim on by-ył dla cie-ebie?- zapytała niska kotka spoglądając na towarzyszkę. Na pysku medyczki pojawił się cień uśmiechu.
- Był moim szczęściem, skarbem i wszystkim na świecie. Kochałam go Tuniu. To ojciec moich dzieci.
Miodowe Serce przebywała już w gościnie u Tuni kilka dni. Kotka dwa razy dziennie przynosiła jej pożywienie. Raz biedna dzika kocica była świadkiem tego jak dwunożni wyjeżdżali z garażu. Warkot i smród jaki wydobył z siebie potwór był naprawdę okropny. Medyczka miała nadzieję, że dzieci nie będą musiały tego znosić. Przez te kilka dni podjęła decyzję w ich sprawie. Zamierzała zostawić je u przemiłej kotki. Pozostało tylko porozmawianie z nią o tej całej sprawie. Ciężarna kocica wstała z posłania wykorzystując moment nieobecności dwunogów. Przemknęła wprost do ich domu i wybrała się na poszukiwania Tuni. Już po pierwszym kroku pośliznęła się na podłodze, o mało się nie wywalając. Zapachy w siedlisku dwunogów były przedziwne, ale bardzo przyjemne. W samym miejscu było ciepło i przytulnie, nie tak jak w garażu czy nawet w lesie. Dzika kotka przeszła się po błyszczącej posadzce obserwując każdy kąt. Nagle ujrzała...samą siebie! Miodowe Serce zasyczała strosząc ogon. Uspokoiła się dopiero słysząc perlisty śmiech Tuni.
- To lusterko kochanie!- powiedziała gospodyni zeskakując do Miodka- szukałaś mnie?
- T-tak...czułam się troszkę samotna...
- Przepraszam, że cię zostawiłam, możemy wracać.
Kotki szybkim krokiem wróciły na stare miejsce Miodka. Medyczka w połowie drogi poczuła dziwny skurcz w okolicach brzucha. ,,Nie...błagam nie już, nie jestem gotowa" przeraziła się. Jednak los nie był tak łaskawy. Miodowe Serce opadła na posłanie sycząc z bólu. Tunia zastrzygła uszami wpatrując się w towarzyszkę.
- Już?
- Tak, już!- pisnęła przestraszona oddychając ciężko- Na Klan Gwiazd, nie, nie, nie!
-------------
Po praktycznej godzinie bólu i udręki Miodowe Serce opadła na poduszki wzdychając. Obok jej brzucha kotłowały się dwa kociaki. Były tak malutkie i bezbronne. Medyczka spojrzała na nie z nieukrywaną czułością. Jej dzieci, kochane pędraki. Opamiętała się jednak w porę, nie może okazać im żadnej miłości. Tunia siedziała tuż przy Miodowym Sercu ledwo trzymając się na łapach. Była przerażona, nigdy nie miała do czynienia z porodem.
- Tuniu- zaczęła niepewnie medyczka spoglądając na towarzyszkę- mam do ciebie prośbę...
- Tak? Chcesz coś jeść czy mam ci przynieść wody...
- Nie, to znacznie coś większego.
Szylkretowa pieszczoszka owinęła ogonek wokół łap nastawiając uszu. Gdy Miodek zebrała wszelkie myśli zaczęła mówić:
- Chciałabym abyś zaopiekowała się moimi dziećmi. Ja...nie mogę tutaj zostać. Jestem medyczką, nie powinnam mieć w ogóle dzieci. Zdradziłam klan, złamałam kodeks...ale nie mogę opuścić mojego klanu. Moje dzieci chcę zostawić tobie Tuniu. Nigdy nie mów im kto jest ich prawdziwą matką, ojca także nie zdradzaj. Wyruszam za dwa dni. Wierzę, że będziesz dla nich idealną matką. Lepszą niż ja kiedykolwiek bym była...- tutaj kotka zrobiła dość dużą przerwę podczas której przeniosła wzrok najpierw na swoje dzieci, później na gospodynię- czy możesz to dla mnie uczynić?

<<Tunia? Gniot mega przepraszam>>

15 marca 2018

Od Miodwego Serca CD Małej Łapy

Kotka powoli uspokajała się. Wytarła zły o futro kocura i odsunęła się od niego. Spojrzała w bok na oddaloną od nich cicho szemrzącą rzekę. Ma dwie opcje: zostać w klanie i wydać na świat potomstwo skazując siebie i ich na wygnanie czy szkalowanie bądź ucieczka. Każda opcja była bolesna i kuła jej serce. Chciała jak najlepiej dla swoich młodych, tak podpowiadał jej instynkt, ale miłość do klanu nie pozwalała jej go opuścić. Była medykiem, kimś odpowiedzialnym za innych. Nie mogła tak po prostu wyjść i nie wrócić...a może mogła?
- Nie wiem co mam robić Mała Łapo. Mogłabym odejść i...no wiesz...urodzić je gdzieś indziej, ale nie wiem...nie wiem co mam robić- załkała cicho spoglądając na własne łapy- co sądzisz?
- J-ja?- za jąkał się kocurek wysuwając i chowając pazury ze stresu- cóż...może uc-cieczka to nie ta-aki zły pom-mysł...
- Słucham?! Klan mnie potrzebuje, to, że ty porzuciłeś swój nie oznacza, że...- ugryzła się w język nie kończąc zdania. Westchnęła ciężko zaciskając powieki. Była zmęczona i zestresowana. Dobrze wiedziała, że Mała Łapa chciał jedynie pomóc, jednak pogarszał tylko jej sytuację. Miodowe Serce spojrzała na niego, był przerażony a za razem smutny. Zdała sobie sprawę ze swoich słów. Zamruczała cicho tuląc kocura który nie opierał się temu.
- Przepraszam...nie powinnam.
- Rozu-umiem, jesteś zł-ła...nie szko-odzi.
Kotka podziękowała towarzyszowi za wyrozumiałość. Usiedli obok siebie wpatrując się w wolno płynącą rzekę zza szuwar. Oddech Miodowego Serca był spokojny, chociaż myśli kotłowały się w jej głowie latając jak oszalałe, odbijając się od ścian z głośnym echem. Mała Łapa przytulił się do szyi swojej ,,partnerki" i zamruczał cicho. Medyczka uśmiechnęła się mimo woli po czym spojrzała na swój brzuch. Nawet jeśli jest w ciąży, to cieszy się z tego. Może wydać na świat potomstwo tak wspaniałego kocura jak Mała Łapa, nawet jeśli on sam nie uważa siebie za kogoś dobrego.
- Mło-ode będą siln-ne...po ojcu.
Samotnik poruszył uszami wpatrując się w medyczkę Klanu Nocy. Dostrzegając na jej pysku jedynie szczęście zaśmiał się cicho liżąc ją w różowy nos.
- I pięk-kne...po mam-mie...
Miodowe Serce uśmiechnęła się ocierając łbem o jego szyję. Położyła się tuż przy jego łapach pozwalając mu na podzielenie się z nią językami. Kocur nie odmówił a nawet wykonał to z rozkoszą. Kotka cieszyła się z tego, że mogła urodzić jego dzieci. Bała się jedynie osądu Pierzastej Gwiazdy i gniewu Klanu Gwiazd. Ale pomijając te dwa przerażające aspekty była dumna z siebie. Kiedy tak leżała ogrzewana od boku przez Małą Łapę zrozumiała, że dobro kociąt jest w tej chwili najważniejsze. Z bólem serca podjęła decyzję która wręcz rozszarpywała jej drobną duszyczkę.
- Mała Łapo, ucieknijmy stąd.
- Nap-prawdę?!- wypalił kocur strosząc sierść na ogonie- jesteś pe-ewna?
- Tak. Dobro moich...naszych dzieci jest teraz ważniejsze. Urodzę je, zostanę z nimi a potem...może wrócę, może nie...nie wiem- westchnęła kotka wstając ociężale- ale wiem, że to teraz one liczą się najbardziej. Nie mogę ryzykować pozostania na terenach Klanu Nocy. Musimy odejść.
- Ale...dokąd?- zapytał Mała Łapa stając przy ,,partnerce". Wlepił w nią swoje bursztynowe ślepia szukając odpowiedzi na jej pysku. Szczerze, Miodowe Serce nie miała pojęcia. Wiedziała jednak, że muszą wydostać się z tego klanu jak najszybciej.
- Tego nie wiem...raczej w przeciwną stronę niż wszelkie klany. Wydostaniemy się przez obrzeża Klanu Nocy. Nie możemy ryzykować podróży przez wszystkie tereny zamieszkane przez inne koty, musimy obrać okrężną drogę.
- Możemy iś-ść w stronę siedl-liska dwunożn-nych...jest tam dość bez-zpiecznie...- zaproponował Mała Łapa. Miodowe Serce opierała się chwilę po czym przystała na ten pomysł. Nie mieli nic do stracenia.
Ruszyli w drogę przez Wodne Głazy. Pomimo dodatkowego ciężaru kotce udało się po nich przeskoczyć bez żadnego problemu. Szli wzdłuż rzeki chowając się w szuwarach, Miodowe Serce wiedziała, że trzymając się bliżej granic mogą na siebie jedynie zwrócić uwagę patrolu. Sunęli dalej aż nie napotkali na betonową ścianę. Medyczka nigdy nie zapuszczała się tak daleko. Na szczęście Mała Łapa wiedział co robić. Nakazał iść wzdłuż dziwnej konstrukcji, jak sam powiedział: ,,na górze wszystko się wyrównuje". Tak też zrobili. Przemykali pod osłoną nocy niczym cienie. Byli nieuchwytni i szybcy, pomimo ciąży Miodowe Serce starała się dotrzymać kroku kocurowi. Mała Łapa spojrzał do tyłu a widząc zmęczenie na pysku kotki zwrócił się do niej:
- Moż-że odpocz-czniemy...prześpimy się czy-y...
- Nie! Zatrzymamy się po za terenami Klanu Nocy- zarządziła wzdychając ze zmęczenia- dam radę Mała Łapo, dziękuję za troskę.
Od tamtej pory kocur trzymał się tuż obok młodej królowej. Szli a ich boki ocierały się o siebie. Doszli w końcu do Drogi Grzmotu. Czarny kot spojrzał w obie strony nasłuchując i wypatrując zbliżającego się potwora. Gdy dostrzegł złowieszczy blask w oddali cofnął się chowając się ponownie w szuwary. Miodowe Serce pozostała w nich wyczekując przybycia dziwnego stworzenia. Nigdy jeszcze nie widziała go z bliska. Potwór przemknął błyskawicznie, zawarczał wściekle, błysnął ślepiami i zostawił po sobie odór i dym. Kotka zakasłała dusząc się nim. Mała Łapa trącił ją nosem z troską, ta jak zawsze mruknęła tylko ,,wszystko w porządku". Wkroczyli na ulicę. Młoda medyczka poczuła pod łapami szorstką nawierzchnię asfaltu. Przemknęła po niej najszybciej jak potrafiła raniąc poduszkę o jeden z kamyczków. Zasyczała ale nic nie powiedziała o tym samotnikowi. Nie chciała się zatrzymywać. Po drugiej stronie posłała Małej Łapie uśmiech wtulając się w jego futro. Kocur zamruczał patrząc z czułością na swoją ,,partnerkę".
- Witamy na b-bagnach- zaśmiał się idąc do przodu. Miodowe Serce odwzajemniła uśmiech po czym spojrzała do tyłu na Klan Nocy. Właśnie go opuściła. Czuła się podle, niczym matka zostawiająca własne młode. Mogła jeszcze wrócić. Odsunęła od siebie ten pomysł zmuszając się do podążenia za Małą Łapą. Zostało zbyt mało czasu na rozważanie takich możliwości.
Nie było dla niej nic straszniejszego niż bagna nocą. Co chwile jakaś żaba wydawała z siebie przeraźliwy rechot, błoto chlupało pod ich łapami a krzewy złowieszczo szumiały. Pora Opadających Liści była potwornym czasem na takie wyprawy. Wszędzie było mokro i ślisko. Miodowe Serce już nie raz o mal się nie wywróciła. Za piątym razem zasyczała wściekle.
- Koniec! Stop, zatrzymujemy się Mała Łapo!- zarządziła patrząc na swojego ,,partnera"- musimy znaleźć jakieś schronienie.
Kocur tylko pokornie kiwnął głową rozglądając się za miejscem na nocleg. Rzucił się na przód pozostawiając przerażoną kotkę z tyłu. Miodowe Serce kroczyła do przodu niepewnie kuląc się. Była bezbronną medyczką nigdy nie nauczoną walki, ba, była jeszcze królową! Jej bezbronność była na najwyższym poziomie. Nagle coś poruszyło się w krzakach. Kotka pisnęła przerażona strosząc futerko na ogonie. Uspokoiła się dopiero widząc rozbawioną minę Małej Łapy.
- Zna-alazłem schro-onienie!- poinformował ją kocur a widząc trwogę na jej pysku posmutniał- prze-estraszyłem cię?
- Nie, nie. Mnie się już gorzej nie da przestraszyć!
Schronieniem okazała się mała norka powstała pod konarem drzewa. Miodowemu Sercu to w zupełności wystarczyło. Padła jak zabita na suchej ziemi. Nawet nie zauważyła tego iż Mała Łapa opuścił ich azyl. Wrócił po chwili niosąc w pysku mech. Zaczął go formować w coś podobnego do posłania przynosząc go co raz to więcej. Kiedy wszystko było gotowe szturchnął na wpół przytomną kotkę i wskazał jej nowe posłanie.
- Pro-oszę...dla cie-ebie.
Kotka zamruczała i z wdzięcznością otarła się o jego pysk liżąc go czule za uchem. Ułożyła się na prowizorycznym posłaniu i zasnęła. Mała Łapa ułożył się tuż przy niej skutecznie ją ogrzewając.
Następnego dnia wybrali się w dalszą podróż. Mała Łapa słyszał jakieś historie o siedlisku położonym właśnie za bagnami. Postanowili to zbadać. Tym razem droga była gorsza, ponieważ pojawiła się mżawka która skutecznie przyczyniała się to powstawiania jeszcze gorszego błota. Miodowe Serce starała się go unikać, koniec końców i tak miała go po kolana. Zdenerwowana prychała i marudziła cicho. Nie chciała psuć dnia Małej Łapie, chodź i on nie był zbyt zadowolony.
Po pewnym czasie wędrówki grunt ustabilizował się, nie był już aż tak błotnisty. Medyczkę ucieszył ten fakt wielce. Szła oparta o swojego partnera co rusz spoglądając pod łapy czy aby na pewno nie znajduje się pod nią błoto. Nagle samotnik nastroszył się zasłaniając kotkę. Spojrzał w krzaki a jego nogi zatrzęsły się.
- Kto-oś ta-am jest...- wyjąkał wpatrując się w roślinę. Gałęzie poruszyły się wydając złowieszczy szelest. Miodowe Serce czekała z dudniącym sercem aż ktoś w końcu wyjdzie zza nich. W istocie, tak się stało. Z krzaków wyskoczyła niziutka kotka. Wlepiła ciemne ślepia w brudnych i oblepionych błotem gości i nastroszyła futerko.
- Oh jejuśu, jejuśu! Kim jesteście!?- miauknęła przestraszona cofając się- ni-ie róbcie mi krzy-ywdy...
- Nic ci nie zrobimy! To ty nas nie krzywdź!- pisnęła Miodowe Serce zza kocura. Wyciągnęła szyję aby lepiej przyjrzeć się kotce. Miała dziwny, niebieski kolor wokół jej szyi z połyskującym czymś. Oczy Małej Łapy zaświeciły a na pysk wyszedł lekki uśmiech.
- Je-esteś pieszcz-czochem?
- T-tak..- wyjąkała niepewnie kotka dalej przyglądając się przybyszom z lasu- a wy to...?
- Nie ist-totne...pomoż-żesz nam?- zapytał kocur machając ogonem.


<<Tunia? Twoje upragnione dzieci przybywają>> 

11 marca 2018

Od Miodowego Serca CD Małej Łapy

Kotka weszła do klanu z pyskiem pełnym roślin. W drodze powrotnej postanowiła zebrać trochę przydatnych medykamentów aby pomóc klanu, oraz aby nikt nie podejrzewał ją o nic. Woń lawendy osnuła cały obóz a koty oglądały się za Miodowym Sercem która wkroczyła do legowiska medyków. Dryfujący Obłok zwrócił się ku niej ze skrzywioną miną.
- Komuś znowu wpadło się w kwiatki?- zapytał piorunując ją wzrokiem- gdzie byłaś tyle czasu?
- Poszłam się przejść rano. Później pozbierałam roślinki, wiesz, że ich potrzebujemy!
- No tak, ale...- Dryfujący Obłok zamknął pysk kręcąc łbem- po prostu czuję jakbyś coś ukrywała. Możesz mi o wszystkim opowiedzieć, Miodowe Serce, jestem twoim przyjacielem.
-Ja...- kotka zawiesiła się spuszczając wzrok. Naprawdę chciała powiedzieć o wszystkim mentorowi, ale wiedziała, że jego reakcja będzie bardzo negatywna. Zerwie z nią wszelkie kontakty, powie liderce a ta wyrzuci ją z klanu. Wolała tego uniknąć. Zebrała się po czym uniosła głowę do góry ukazując swój najpiękniejszy uśmiech.
- Nic mi nie jest. Niczego nie ukrywam. Dryfujący Obłoku, gdybym coś miała ,,za uszami" to bym ci powiedziała, prawda?- kotka podeszła do byłego mentora stykając się z nim czołem- prawda? Jesteś moim przyjacielem.
Medyk westchnął uśmiechając się do swojej byłej uczennicy. Tym razem Miodowemu Sercu się udało, nie wiedziała jednak jak długo jeszcze pozostanie jej kłamanie.
-----------------------
Minęło dość sporo czasu od pamiętnej nocy z Małą Łapą. Asystentka medyka tęskniła za swym towarzyszem. Była pewna, że to co czuła do niego to nie tylko przyjaźń. Brak jej było bliskości kocura, jego drobnych i nieśmiałych pieszczot, jąkliwego głosu i pięknych oczu. Przytulanie się nocami do Dryfującego Obłoku już jej nie wystarczało, potrzebowała Małej Łapy. Wiedziała jednak, że ten związek nie może zaistnieć. Było to nierealne. Medyczka i samotnik...myśląc o tym Miodowe Serce często śmiała się ze swojej głupoty. Jednak problem tęsknoty nie był jedynym. Otóż medyczka przytyła. Dryfujący Obłok śmiał się z niej mówiąc ,,znowu połknęłaś trzy króliki? Mówiłem ci, że to nie zdrowe". Kotka odpowiadała mu śmiechem, ale co raz bardziej bała się o swoją wagę. Przez jakiś czas jadała dwie małe myszki na dzień, nie pomogło. Dalej tyła. Tłumaczyła sobie, że to pewnie przez jakąś chorobę. Tyle, że żadna znana jej choroba nie powodowała tycia.
Szylkretowa kotka właśnie przykładała leczniczą papkę do łapy Rybiego Ogona. Królowa została zraniona przez własne dziecko, przypadkowo oczywiście.
- Ledwo się urodziły a już atakują własną matkę!- zaśmiała się Miodowe Serce nakładając warstwę pajęczyny na uszkodzone miejsce. Ciemna kotka zaśmiała się machając ogonem.
- Nie zrobiły tego celowo! Sama nie wiem skąd wziął się ten ostry patyk. Pewnie go przyciągnęły z dworu. Gdybym nie zareagowała to, na Klan Gwiazd, co mogłoby się stać?
- Nic dobrego. Mówiąc już o rzeczach złych, zobacz jak przytyłam! Wyglądam jak włochaty kamień!
- Ależ moja droga, trochę tłuszczyku ci nie zaszkodzi, zbliża się zima- zaśmiała się serdecznie Rybi Ogon- po za tym, to dobrze świadczy o klanie. Przecież nie jesteś w ciąży ani nic!
Na dźwięk tych słów Miodowe Serce zamarła. Ciążą. Szylkretowa spojrzała na własne łapy z przerażeniem. A co jeśli to był powód takiego samopoczucia? Nie...oni tylko spróbowali, to nic złego...prawda? Słysząc niespokojne mruczenie Rybiego Ogona oprzytomniała.
- Co? Nie, skądże! Z kim niby, wszystkie dobre kocury zajęte- zaśmiała się sztucznie medyczka na co odpowiedziała jej królowa. Rybi Ogon opuściła jej legowisko, w tym samym momencie Miodowe Serce skoczyła w kąt. Spojrzała na swój brzuch szukając oznak ciąży. Pamiętała nauki Dryfującego Obłoku. Po za nabrzmiałym brzuchem zauważyła inne oznaki.
- Na Klan Gwiazd...- miauknęła upadając na łapy- o nie...nie, nie!
Ukryła pysk w łapach łkając cicho. Co ona narobiła! Złamała kodeks i, co gorsza, zostanie matką! Fakt, chciała tego, ale nigdy nie marzyła o łamaniu prawa. Kiedy Pierzasta Gwiazda się dowie to zabiję ją i jej dzieci! Nie...nikt nie może się dowiedzieć.
- Może urodzę je w lesie...gdzieś daleko, porzucę...nie, nie mogę zostawić moich dzieci! To może urodzę je i zaniosę do klanu, powiem, że są jakiejś samotniczki która umarła podczas porodu a ja jej tylko pomagałam...ale zauważą zmianę w moim wyglądzie...Na Klan Gwiazd, co teraz co...
- Miodowe Serce?- głos Dryfującego Obłoku rozniósł się tuż za nią. Kotka skoczyła na równe łapy jeżąc sierść.
- Ah to ty! Przestraszyłam się!
- Tak to ja...coś się dzieje? Mówiłaś do siebie.
- Tak, tak, obmyślałam nową mieszankę na ból...zęba- skłamała patrząc prosto w oczy byłego mentora- no wiesz, na wszelki wypadek.
Kocur kiwnął głową patrząc krzywo na medyczkę. Poprosił ją o asystę przy układaniu medykamentów. Przez cały ten czas Miodowe Serce trzęsła się ze strachu.
Późnym wieczorem wyszła ponownie. Właśnie dziś miała spotkać się z Małą Łapą. Biegła na umówione miejsce ze łzami w oczach. Pokonała rzekę w kilku susach mimo ciężaru jaki nosiła. Usiadła gdzieś wśród krzaków czekając aż czarna sylwetka kocura pojawi się gdzieś na horyzoncie. Układała plan powiedzenia mu o wszystkim, za każdym razem zmieniała koncepcję. Bała się potwornie. Jej łapy trzęsły się z emocji a ogon drżał. W końcu do jej nozdrzy dostał się znajomy zapach kota. Nie czekając aż ten ją znajdzie wyskoczyła z ukrycia biegnąc za zapachem Małej Łapy. Wpadła na niego już po chwili przywierając do jego boku. Samotnik zamruczał ale słysząc żałosny ton towarzyszki spoważniał.
- Co się sta-ało Miodo-owe Serce?- zapytał czule wpatrując się w jej oczy.
- Jestem w ciąży Mała Łapo!- miauknęła łamiącym się głosem.

<<Mała Łapo? SIE POROBIŁO :"D>>

05 marca 2018

Od Miodowego Serca CD Małej Łapy

Powitanie Małej Łapy wydało się kotce bardzo...dziwne. Nie sądziła, że kocurek będzie zdolny do takich czynów, a tu proszę, została pozytywnie zaskoczona! Nie chciała zostać mu dłużna więc przytknęła swój nos do jego mrucząc cicho. Samotnik speszył się ale starał się tego nie okazywać. Miodowe Serce postanowiła odstawić swoją pozycję na tę noc. Dziś nie była medyczką, nie dla niego.
Przechadzali się wzdłuż rzeki rozmawiając o rzeczach dość błahych. Pogoda, śmieszne sytuacje z ostatnich czasów czy tym podobne bzdety. Miodowe Serce czuła się niezwykle swobodnie przy niskim kocurze. Jej serce biło mocniej za każdym razem kiedy spoglądała w jego piękne ślepia. Dreszcz przebiegł jej grzbiet kiedy Mała Łapa wypowiedział jej imię z dziwną nutką słodyczy w głosie.
- Miodowe Serce...cz-czy nie sądzisz, że ta n-noc jest piękna?
W rzeczy samej, była taka. Nie tylko dlatego, że byli razem. Medyczka podziwiała czyste niebo na którym jarzyły się gwiazdy. Księżyc rzucał swoje srebrzyste światło na rzekę w której  rozpraszało się tworząc przepiękny efekt. Usiedli oboje przy brzegu a kotka oparła swój łeb o bark towarzysza. Zamruczała liżąc go czule. Chciała z nim zostać. Klan był wspaniały, pomoc innym dawała jej mnóstwo satysfakcji, ale kocur miał w sobie coś takiego co przyćmiewało wszelkie doczesne radości. Wypełniał je wszystkie swoją osobą. Miodek poczuła dziwne ukłucie smutku. Spotkania z nim były dość ryzykowne, jeśli ktoś z klanu przyłapałby ją teraz...miałaby ogromne kłopoty. Zdała sobie sprawę, że może już nie znaleźć dla niego czasu. Ta myśl nie dawała jej spokoju. Kocur odczuł, że coś się stało. Odwrócił łeb w stronę towarzyszki a widząc trwogę wypisaną na jej pyszczku zapytał:
- Co się st-tało?
- Ja...Mała Łapo boję się, że nie będę mogła już się spotykać. Wiesz...klan, obowiązki...
- Rozumiem- przerwał jej smutnym tonem. Spróbował się uśmiechnąć wtulając się w jej futerko. Zaczął mruczeć chcąc poprawić jej humor. Zadziałało. Wszelkie wątpliwości i strach zniknęły, Miodek znowu czuła szczęście. Wypełniało ją całą dając błogie uczucie spokoju. Poczuła jak Mała Łapa niepewnie liże ją w polik. Wraz z tym gestem w jej sercu narodziło się dziwne uczucie...pożądanie. Chciała czegoś więcej od tego kocura, ufała mu bezgranicznie i pragnęła oddać się cała. Może było to głupie, nieodpowiedzialne ale tego właśnie chciała. Otarła się o jego szyję napierając na nią. Mała Łapa przewrócił się na plecy a Miodek zawisła nad nim.
- Uh...M-miodowe Ser-rc...
- Jesteś mi winien przysługę, prawda?- zapytała machając ogonem. Nie spuszczała swych oczu z kocura, dawała mu swoje najponętniejsze spojrzenie na jakie było ją stać. Pod jego naporem kocur zmiękł a na jego pysk wszedł lekki uśmiech.
- Oczywiście. Czego byś ch-chciała?
Miodowe Serce skoczyła w stronę lasu. Ruszyła powolnym krokiem przez krzewy prowadząc za sobą kocura. Musiała odejść od granic klanu, to co miała właśnie zrobić łamało wszelkie prawa kodeksu. Ale nie mogła się powstrzymać. Musiała wiedzieć jak to smakuje. Mała Łapa potulnie szedł za nią wpatrując się w medyczkę dziwnie rozmarzonym wzrokiem. Dotarli pod sam las gdzie Miodek odnalazła starą borsuczą norę. Wpełzła do niej czekając na kocura. Ten niepewnie wszedł za nią, ewidentnie bał się, że spotka tam niebezpiecznego zwierza.
- Nie bój się, już go nie ma- uspokoiła go kotka liżąc Małą Łapę za uszami.
- No do-obrze...zatem jak mo-ogę się odw-wdzięczyć?
Miodek otarła się o niego mrucząc. Nie znała się kompletnie na zalotach, robiła to co podpowiadało jej serce i rozum. Musiała wywijać kitą i łasić się. O dziwo, działało. Kocur jakby zawstydzony spojrzał na własne łapy co chwile jednak zerkając w stronę towarzyszki. Miodowe Serce w końcu położyła się na ziemi czekając na niego.
- Ch-chyba nie chcesz tego na pow-wa...
- Chcę!- wypaliła uderzając ogonem o ziemię- chcę, chcę i jeszcze raz chcę!
- Ale cze-emu ja...jest tyle wspaniały-ych kocurów...
- A ty jesteś najwspanialszy! Mała Łapo, nie wiem co w sobie masz, ale nigdy nie byłam bardziej szczęśliwa niż w chwilach które dzielę z tobą. Więc proszę...chcę mieć jeszcze jedną taką chwilę do zapamiętania.
- Al-le...- jąkał się dalej kocur jednak medyczka przerwała mu syczeniem.
- Żadnych ale! Chcesz tego?- zapytała przewracając się na plecy- chcesz?
- No...no t-tak...
- To czego się boisz? Chodź, przecież cię nie zjem, prawda?
Kotka wstała podchodząc powolnym krokiem do kocura. Otarła się o jego pysk chcąc dodać mu odwagi. Mała Łapa westchnął ciężko zdobywając się na szczery uśmiech. Spojrzeli sobie w oczy po czym medyczka powróciła na swoje miejsce. Czarny kot podszedł do niej liżąc ją za uchem.
- Mów jeś-śli coś będzie n-nie tak...
- Mhm- mruknęła cicho próbując uspokoić swoje kołaczące serce. Trochę się bała, któż by się nie bał! Jednak z drugiej strony cieszyła się, że to właśnie padło na niego. Zasyczała czując jak kły kocura wbijają się w jej kark. A więc nie było odwrotu.
--------------------
Miodek leżała wtulona w miękkie futro kocura. Otworzyła ślepia ziewając. Ujrzała promienie słońca wpadające do nory, czyli nastał ranek. Jej jednak ani śniło się ruszanie, była tuż obok swojego szczęścia i nie chciała nigdzie wychodzić. Wiedziała, że nikt nie zauważył jej zniknięcia wieczorem, mogła zatem skłamać, że rano wyszła po zioła. Któż by jej nie uwierzył? Bo po co medyczka miałaby wymykać się nocami? Miodowe Serce spojrzała na śpiącego kocura i uśmiechnęła się. Mieli już to za sobą. I w sumie, cieszyła się, że tego spróbowała. Bo co może się stać od zwykłego próbowania, prawda?

<<Mała Łapo? ( ͡° ͜ʖ ͡°)>>

24 lutego 2018

Od Miodowego Serca CD Wydrowej Łapy

Kotka spojrzała na swoją młodszą siostrę uśmiechając się lekko. Miło jej było, że ktoś nareszcie postanowił jej pomóc. Szelest nie odwiedzał jej już tak często. Dalej nie mogła uwierzyć w to co zrobił jej brat. Z jednej strony popierała jego czyn, z drugiej zaś dobrze wiedziała, że może zostać za to ukarany przez Gwiezdnych. Powróciła jednak myślami do chwili obecnej skupiając się na pytaniu Wydrowej Łapy.
- Wiesz co, chyba tak. Potrzebuję kogoś kto pomoże mi oporządzić Rybi Ogon i Świetlikową Ścieżkę.
Młodsza siostra kiwnęła głową zabierając rzeczy przygotowane przez Miodowe Serce. Kotki ruszyły w kierunku kociarni idąc spokojnym tempem, nie śpieszyło im się zbytnio. Medyczka spojrzała na niebo usłane chmurami przypominając sobie o pewnym kocurze który na nią czeka- Mała Łapa. Umówiła się z nim za kolejny księżyc, czas ten powoli się kończył. Miała go znowu spotkać już za trzy dni. Poczuła przyjemny dreszcz na karku przypominając sobie o ciepłym uścisku samotnika. Coś nie pozwalało mu zostawić jej głowy w spokoju, ciągle pojawiał się w jej snach, przed oczami...Miodek zdążyła już nawet pomylić cień Jagodowego Futra ze swoim bliskim przyjacielem. Potrząsnęła głową odganiając roześmiany pysk kocura sprzed oczu. Musiała się skupić na pracy. ,,Jeszcze chwila Miodowe Serce, jeszcze kilka dni..." powtarzała bezustannie wzdychając ciężko.
Dotarła do kociarni wraz z Wydrową Łapą. Przemknęły przez wejście wślizgując się cicho do środka.  Do nosa medyczki dostał się ten sam ziemisty zapach który przynosił jej okrutne wspomnienia. Fakt, nie spotka tutaj już swojej matki, ale sam fakt, że kiedyś musiała z nią tu przebywać był okropny. Poczuła ból na policzku, przypomniała sobie o tym jak wyrodna kocica podniosła na nią łapę po raz pierwszy, i ostatni na szczęście. Teraz w żłobku siedziała tylko Rybi Ogon, Świetlikowa Ścieżka i naburmuszony Szelest. Miodowe Serce podeszła do braciszka witając się z nim. Kocur nawet jej nie zauważył, dopiero kiedy ta szturchnęła go nosem odwrócił w jej kierunku wzrok.
- Cześć - zaczął cicho- po co tu przyszłaś?
- Sprawdzić jak się miewa mój braciszek...no i nasze królowe- odpowiedziała mu z uśmiechem machając ogonem- więc...jak się czujesz.
- Nie najlepiej. Ale na to żadne twoje lekarstwa nie poradzą- mruknął smutno kocurek kiwając głową w stronę siostry która obserwowała go bacznie. Miodowe Serce wymieniła z nim jeszcze kilka zdań po czym zwróciła się w stronę królowych. Podeszła najpierw do Rybiego Ogona. Kotka leżała na boku czyszcząc swoje futerko. Uniosła ciemne oczy wprost na medyczkę wykrzywiając pysk w lekki uśmiech.
- Witaj Miodowe Serce, jak się masz moja droga?
- Bardzo dobrze, ale to nie czas aby rozmawiać o mnie, przyszłam tu aby sprawdzić twój stan...jakieś niepokojące objawy?
- Co to, to nie! Czuje się świetnie! Nic mnie nie boli, no może trochę plecy...sypiam bardzo dobrze, gadam jak zawsze, dużo i szybko. Nic mi nie jest- zaśmiała się Rybi Ogon spoglądając na Świetlikową Ścieżkę- sądzę, że moja przyjaciółka także czuje się dobrze, prawda?
- O tak, wszystko jest w porządku- zamruczała szylkretowa patrząc na swój brzuch- dzieciaki też się czują dobrze.
Miodowe Serce uśmiechnęła się na widok zadowolonych kotek. Mogą zostać matkami...tego im poniekąd zazdrościła. Szczerze, medyczka obrała swoją ścieżkę głównie ze względu na to, że bała się tępienia przez rodzicielkę. Po za tym, nie do końca chciała kiedyś zostać matką. Było to jednak skomplikowane, z jednej strony bardzo pragnęła posiadać swoje potomstwo, ale panicznie bała się tego, że wda się w Ziewającą Łasicę. Nikt nie nauczył jej rodzicielskiej miłości, nie wiedziała co to znaczy ciepło czy odpowiedzialność za życie pociech. Dlatego postanowiła zostać medykiem. Nauczyła się odpowiedzialności, ale nie były to jej dzieci a pobratymcy, mniejsze ryzyko przywiązania czy skrzywdzenia. Widziała siebie jako matkę a Dryfujący Obłok jako ojca całego klanu, nawet liderki. Zajmowali się nimi gdy ci czuli się źle, byli chorzy czy poszkodowani. Bo to jej zdaniem powinni robić rodzice. Mogła czuć się jak matka nie wyciągając z tego żądnych konsekwencji. Gdyby teraz miała kociaki, Klan Gwiazd ukarałby ją za łamanie kodeksu. Ale teraz? Wykonuje swoją pracę, rzetelnie i sumiennie.
Z długiego zamyślenia wyrwała ją Wydrowa Łapa. Szturchnęła siostrę łapą patrząc głęboko w jej oczy.
- Idziemy już?- zapytała cicho. Miodowe Serce odpowiedziała kiwnięciem głowy.

<<Wydrza Łapo? uhh szit przepraszam;v;>>

18 lutego 2018

Od Miodowego Serca CD Małej Łapy

Kotka przytuliła się mocniej do kocura. Czuła się naprawdę wyjątkowo. Czarny kot dawał jej dziwne poczucie bezpieczeństwa i...ciepła. Chciał to móc odczuwać codziennie. Dziwna żądza rosła w jej sercu. A gdyby tak...nie, Miodowe Serce skarciła się za ten pomysł ponownie. Musiała zachować trzeźwość umysłu ale urocze mruczenie kocura kompletnie omotało jej umysł. Chciała mu pomóc, musiała mu pomóc.
- Mała Łapo, jesteś cudownym, silnym kocurem o wielkim sercu. Nie możesz się okłamywać, to nic nie da. Uwierz w siebie- odpowiedziała mu patrząc w jego oczy. Mała Łapa speszył się odwracając wzrok. W zamian tego przysunął się do Miodowego Serca liżąc delikatnie jej polik.
- Dziękuję za miłe s-słowa...- wydukał kładąc łeb na jej karku. Młoda uczennica zamruczała czując jak jej ciałem porusza przyjemny dreszcz. Czemu, oh czemu nie może zostać tu na zawsze?
Przeczekała noc w krzakach wraz z młodym samotnikiem po czym wyszła rankiem z idealnym humorem. Do niczego nie doszło, jedynie rozmawiali i śmiali się, jakby znali się od tylu księżyców. Mała Łapa odprowadził ją utykając na zranioną łapę. Szli w ciszy, wlekąc się jak tylko najwolniej się dało. Ich boki ocierały się o siebie, nawet jeśli kocur był niższy niż medyczka. Miodowe Serce spojrzała wzrokiem pełnym troski na swojego towarzysza, był tak uroczy, słodki niczym miód, a jego oczy rozświetlone były niczym samo słońce. Nie mogła powstrzymać się od cichego westchnienia patrząc na niego swym rozmarzonym wzrokiem. Nie ma co, zakochała się po uszy. Mała Łapa spojrzał na nią uśmiechając się lekko. Otarł się pyskiem o jej bark mrucząc coś cicho. Oboje byli szczęśliwi, ta jedna noc dała im coś do myślenia. Miodowe Serce byłą tego pewna, musi się jeszcze chodź raz z nim spotkać.
Przy Wodnych Głazach zatrzymali się spoglądając ku sobie po raz ostatni. Medyczka zniżyła łeb i wtuliła się jego ciemne, miękkie futerko. Usłyszała mruczenie kocura czując jak ten przejeżdżą językiem po jej szyi, tam mógł sięgnąć. Kotka uśmiechnęła się odwzajemniając gest. Musiała jednak się odsunąć, ktoś mógł ich zauważyć, a tedy oboje mieli by kłopoty. Bynajmniej, na przyjacielskie pożegnanie to nie wyglądało. Miodowe Serce wskoczyła na pierwszy głaz czując jak ślizga się na nim. Spojrzała jeszcze raz w stronę Małej Łapy po czym rzuciła desperackim tonem:
- Czy jeszcze kiedyś się zobaczymy?
Kocur uśmiechnął się blado kiwając lekko głową.
- Kiedy tylko ze-echcesz...
- Chcę się spotkać. Za jeden księżyc. Przysięgnij mi, że będziesz tutaj czekać!
Szum wody w rzece zakłócał jej słyszalność. Miała jednak nadzieję na pozytywną odpowiedź ze strony Małej Łapy. Kocurek przebierał łapkami wpatrując się w trawę. W końcu zebrał się na odwagę i krzyknął w jej stronę:
- Obiecuję! Będę tutaj czekał późnym wieczorem. Żegnaj. Na razie.
Odbiegł w las rzucając ostatnie pełne tęsknoty spojrzenie w stronę Miodowego Serca. Kotka westchnęła czując jak jej serce wali niczym szalone. Skoczyła na przeciwległy bieg po czym ruszyła w stronę obozu.
Wkroczyła do niego pachnąc jak fiołek, musiała wytarzać się w tych kwiatach aby zniwelować zapach kocura. Dodatkowo obmyła się w rzece aby to zapach roślin przywarł do niej najbardziej. W pysku niosła kilka pajęczyn wraz z liśćmi buku. Była świadoma, że nie po to poszła. Musiała zatem wymyślić jakąś wiarygodną historyjkę, bądź co bądź nie było ją całą noc a wraca z marnymi zbiorami. Weszła do legowiska medyka kładąc rzeczy na stosie. Dryfujący Obłok posłał jej pełne podejrzenia spojrzenie.
- Gdzie byłaś?- zapytał nie witając się nawet.
- W lesie. Wybacz, że nie wróciłam, zastała mnie noc.
- Mhm...a gdzie te rośliny po które poszłaś?
- Cóż, przechodząc przez rzekę upuściłam je, wpadły do wody i odpłynęły- skłamała Miodowe Serce nie patrząc w oczy byłego mentora, wiedziała, że zdobywając się na to cała jej piękna otoczka kłamstwa pękłaby. Dryfujący Obłok westchnął ciężko, kupił jej historyjkę. Dlaczego miałby tego nie zrobić? Ufał bezgranicznie Miodowemu Sercu, jak dotąd nigdy go nie okłamała. Medyk przytulił swoją uczennicę mówiąc, że ,,nic się nie stało". Kotka wyrwała się z jego objęć dodając szybkie ,,tak, tak, dziękuję" i poszła w stronę posłania tłumacząc się, że ,,nie mogła spać w nocy i jest bardzo zmęczona". Położyła się zamykając swoje oczy. Znowu poczuła przyjemne ciepło na skórze. Jeszcze tylko jeden księżyc.

<<Mała Łapo? Zrób przejście w czasie ;v>>

03 lutego 2018

Od Miodowego Serca CD Małej Łapy

Kotka zaśmiała się słysząc lekko przerażony ton towarzysza. Szturchnęła go łapką po czym odezwała się swoim najmilszym i najpewniejszym głosem:
- Spokojnie, nikomu nic nie powiem, po za tym jestem medykiem, moim obowiązkiem jest niesienie pomocy każdemu kotu, nie ważne czy z klanu czy spoza niego.
Mała Łapa kiwnął łebkiem posyłając jej niepewny uśmiech. Miodowe Serce nie mogła zauważyć, że kocur bardzo ładnie się uśmiecha. Spojrzała w jego pomarańczowe oczy rozmarzona. Ah, czyli to się mniej więcej czuje posiadając partnera. Siedzisz z tym jedynym, patrzycie sobie głęboko w oczy i bez słów rozumiecie co o sobie myślicie. Kotce było bardzo przyjemnie w towarzystwie samotnika. Był miły, nie wulgarny i spokojny, posiadał wszystkie cechy przeciwne do tego z jakimi wiązałaby typowego włóczęgę. Nagle do głowy kotki wpadła dzika myśl. ,,A gdyby tak...pospółkować z nim? Nie, Miodowe Serce, opanuj się, jesteś medyczką!" skarciła się krótko. Dryfujący Obłok byłby bardzo zawiedziony dowiedziawszy się o tym, nie chciała stracić zaufania swojego byłego mentora. Odrzuciła te niemoralne myśli, pozostały one jednak gdzieś z tyłu głowy. Westchnęła cicho spoglądając na gałęzie. Krzak był dobrym miejscem do ukrycia się, szczególnie tak rozległy w którym liście ściśle do siebie przylegały. Zapach jeżyn dodatkowo maskował przebywającego w nich osobnika. Wysokie trawy, na około owej rośliny, jeszcze bardziej dodawały temu miejsca bezpieczeństwa. Była to swoista forteca.
- Więc...urodziłeś się jako samotnik?- przerwała ciszę medyczka, chciała poznać bliżej Małą Łapę, wydawał się jej bardzo ciekawym kocurem. Z początku samotnik zawahał się, ewidentnie coś było na rzeczy. Po chwili jednak odpowiedział na jej pytanie:
- N-nie...urodziłem się w Klanie Wilka, al-le uciekłem...
- Dlaczego? Czyż życie w klanie nie jest lepsze niż to w samotności?- zapytała Miodek posyłając mu delikatny uśmiech. Mała Łapa odpowiedział na niego ale zaraz spoważniał kończąc swój wywód:
- Może tak...ale ja nie czułem się dość dobry...aby tam być, z nimi wszystkimi...byłem po prostu najsłab-bszy. Odszedłem zani-im oni mnie wyrzu-ucili...
Kotce zrobiło się naprawdę przykro z jego powodu. Nie doceniał się i porzucił swój klan, bo nikt nie udzielił mu pomocy której wymagał. Miodowe Serce zamruczała przyciskając pysk do szyi kocura. Chciała go pocieszyć, a po za tym nie mogła się powstrzymać. Pragnęła chodź przez chwilę poczuć się jak typowa kotka, przytulić się do kogo tylko chciała, pokazać swe uczucia a nie kryć je jak zawsze. Poczuła jak Mała Łapa drży, prawdopodobnie ze stresu. Zdążyła już zauważyć, że był to niezwykle nieśmiały osobnik, chyba nie miał zbytniego kontaktu z kotkami.
- Hej, spokojnie, chcę cię tylko pocieszyć...to coś złego?- zapytała medyczka spoglądając na niego z uśmiechem. Pragnęła pokazać mu, że może jej zaufać, nie zdradzi go, skrzywdzi, chce jedynie pomóc i zapewnić mu bezpieczeństwo.

<<Mała Łapo?>>

25 stycznia 2018

Od Miodowego Serca CD Imbirowej Łapy

Kotka odpowiedziała kiwnięciem łebka. Cieszyła się, że młoda kotka wreszcie będzie szczęśliwa. Miodowe Serce czekała aż zebranie się skończy, po odejściu Imbiru nie trwało ono długo. Każdy kot odszedł w swoją stronę. Medyczka wypatrzyła w tłumie Szeleszczącą Łapę po czym podbiegła do młodszego brata. Złapała go za kitkę chcąc aby ten zwrócił na nią uwagę, podziałało. Brązowy kocurek odwrócił się z cichym syknięciem, jednak dostrzegając siostrę rozpromienił się podchodząc i ocierając się o jej polik.
- Miodowe Serce, tęskniłem.
- Ja także. Niby jesteśmy w tym samym klanie a widujemy się mało...przykro mi, mam dużo pracy- miauknęła kotka spoglądając na własne łapki- co nie oznacza, że o tobie nie pamiętam.
- Nie przepraszaj, nie mógłbym się na ciebie gniewać.
Miodowe Serce zamruczała przyciskając się mocniej do brata. Był ostatnią osobą której ufała bezgranicznie, z rodziny oczywiście bowiem był jeszcze Dryfujący Obłok. Medyczka spojrzała na swojego braciszka, wyrósł i to jak! To nie był już mały pędrak a niemalże dorosły przyszły wojownik. Nagle jej szczęście przysłoniła straszna myśl: przecież jego mentorką jest Ziewająca Łasica. Miodowe Serce była obecna na owej okropnej ceremonii podczas której Szelest został skazany na kolejne pasmo upokorzeń i bólu. Szylkretowa kotka zmarkotniała kładąc ogon na łapy.
- Przykro mi z powodu twojej mentorki...jeśli chcesz w naszej norze mamy dużo wolnego miejsca...
Szeleszcząca Łapa zaśmiał się spoglądając na swoją siostrę.
- Dobrze...zapamiętam, dziękuję za propozycję.
-----------------------------
Kilka dni minęło od mianowania Imbirowej Łapy. Kotka zajmowała się swoimi treningami odwiedzając legowisko medyków czasami. Niekiedy zajrzał też Szeleszcząca Łapa po swoich lekcjach. Zazwyczaj siedział naburmuszony w kącie wyżalając się siostrze. Miodowe Serce siedziała w przejściu obserwując klan budzący się do życia po nocy. Zatrzymała wzrok na Bursztynowej Bryzie i Rybim Ogonie, para siedziała obok siebie ocierając się pyskami o siebie. No tak, w końcu byli razem. W sercu młodej uczennicy coś zadrgało, ona także chciałaby mieć kogoś takiego, kogoś kogo mogłaby pokochać, szczerze i silnie. Jednak w jej pracy nie było na to miejsca. Przeszedł ją dreszcz kiedy Dryfujący Obłok przysiadł obok niej kładąc swój łeb na jej głowie. Wiedziała, że to jednak przyjacielski gest, jednak coś nie dało jej się uspokoić.
- Dzień dobry Miodowe Serce- miauknął ziewając potężnie nadal trzymając podbródek na byłej uczennicy.
- Witaj...- mruknęła cicho strosząc futerko na ognie. Od dawna czuła dziwną relację między nią a medykiem, może to tylko złudzenie. A może miała rację.
- Dryfujący Obłoku...mam ważne pytanie, tylko proszę, nie znienawidź mnie za nie!- miauknęła dość żałośnie unosząc oczy by spojrzeć na byłego mentora. Ten tylko zaśmiał się krótko dając jej mówić.
- Czy gdybyśmy  nie byli medykami to...spojrzałbyś na mnie inaczej?
- Co to znaczy inaczej?- zapytał odsuwając swą głowę. Wpatrzył się w wielkie, złote oczy Miodka ale nie odnalazł w nich żadnej odpowiedzi.
- No wiesz...czy chciałbyś być z kimś takim jak ja...tylko czysto teoretycznie!
Dryfujący Obłok spojrzał na nią wielce zdziwiony. Uniósł swoje brwi wciąż świdrując zestresowaną byłą uczennicę która aż trzęsła się ze strachu. Po co ona zadawała to pytanie?! Miodowe Serce zaczęła przebierać łapami czekając na odpowiedź mentora. Cisza ciągnęła się w nieskończoność a jej robiło się co raz gorzej, czuła jak traci przytomność.
- Jesteś ładną kotką, Miodowe Serce. Ale to nie ma znaczenia i nie powinnaś zawracać sobie zbytnio głowy takimi sprawami "co by było gdyby", bo jeszcze coś głupiego ci do głowy przyjdzie- tutaj zrobił przerwę i uderzył kotkę swym puszystym ogonem w nos- jesteśmy medykami i nasze serce powinno bić dla każdego kota po równo.
- Dobra, nieważne, przepraszam, to pytanie było dziwne i głupie z mojej strony. Po prostu...lubię ci...lubię się zastanawiać właśnie ,,co by było gdyby", to taki mój zapełniacz czasu- wywinęła się zgrabnie szczerząc zęby w uśmiechu. Kocur wstał prostując łapy i z cichym pomrukiem wszedł głębiej do nory.
- I ty jeszcze masz czas na takie rozmyślania? Mamy pełne łapy roboty, chodź!
Miodowe Serce kiwnęła głową i pobiegła do przyjaciela. Może właśnie to dobrze, że ją i medyka nie łączą żadne większe relacje, nawet jeśli jej serduszko w pewnym sensie należało do niego. Zajęli się pracą, głównie żuciem liści na lecznicze papki kiedy do głowy młodej medyczki przyszła nowa myśl. Z początku skarciła się za nią, jednak owe pytanie nie dawało jej spokojnie pracować. Z zamyślenia zniszczyła swój stos liści. Mruknęła smutno zaciskając powieki. Dryfujący Obłok zauważył nierozgarnięcie byłej uczennicy. Wypluł mieszankę na liść po czym podszedł do niej. Pacnął ją łapką w bark czekając aż ta się odezwie.
- Ja...to nic...
- Kolejne pytanie?- kocur zaśmiał się krótko wyczekując następnego, ciekawego pytania Miodka. Ta jedynie spięła się mocno strosząc futro. To było tak głupie, ale nurtowało ją od dawna.
- Czemu medycy nie mogą...spółkować?
- Spółkować? Co to znaczy?
- No wiesz...to jest to...no robienie kociaków tylko bez zachodzenia w ciąże!- wypaliła w końcu kuląc się bardziej niż powinna. Bała się zadawać takie pytania, ale kto na nie lepiej odpowie niż właśnie doświadczony medyk? Dryfujący Obłok znowu zamarł, lecz tym razem na jego pysk wszedł lekki grymas. Chyba to pytanie uderzyło go mocniej niż ostatnie. Westchnął głęboko świdrując swoimi oczami kotkę która umierała wręcz ze wstydu.
- Mógłbym ci jedynie powiedzieć, że dlatego, że Klan Gwiazd tak postanowił i to powinno być dla ciebie wystarczającą odpowiedzią- odezwał się w końcu dość chłodnym głosem- my, medycy, powinniśmy szanować każde życie tak samo i na każdym kocie bez wyjątku powinno nam równie bardzo zależeć. Nie możemy przekładać jednego życia nad drugie. A gdybyśmy mieli partnerów, zapewne ich życia byłyby dla nas jeszcze ważniejsze niż własne. Poza tym... Powiedz mi, jak kotka z ledwo co urodzonymi kociętami lub w zaawansowanej ciąży miałaby opiekować się innymi i chodzić na wyprawy?
Miodowe Serce kiwnęła głową, było dużo sensu w tym co mówił jej medyk. Ponownie przeprosiła za głupie pytanie uzyskując jedynie taką odpowiedź:
- To nic złego, że pytasz, ale sam fakt, że o tym myślisz, jest niepokojący. Czy ty...chcesz mieć kociaki?
- Nie, nie! Jestem szczęśliwa jako medyk...tylko...
- Bardzo ciekawska- zaśmiał się Dryfujący Obłok uderzając ją kitą w głowę- jesteś młoda i różne rzeczy mogą ci przyjść do głowy. Ale cieszę się, że pytasz się mnie o takie rzeczy zamiast tego bezmyślnie próbować. A teraz możesz iść po trochę pajęczyny bo się kończy.
Miodowe Serce kiwnęła głową  i już po chwili wyskoczyła z nory idąc w stronę wyjścia. Minęła wojowników którzy pozdrowili ją z uśmiechem. Cieszyła się, że klan ją akceptował i szanował, zawsze to miłe uczucie.
Już po chwili medyczka była na Mokradłach szperając po krzakach. Zaczęła ją zbierać gdy nagle coś przerwało jej tą czynność. Usłyszała ciche miauknięcie, coś jakby żałosne i słabe zawodzenie. Ruszyła za owym dźwiękiem który doprowadził ją do miejsca zasnutego trawami. Zajrzała niepewnie do środka i ujrzała czarną, futrzastą postać. Po zapachu stwierdziła jedno- kocur. Miauknęła cicho widząc jak ten spogląda na nią ukradkiem. Wyciągnęła głowę oddychając ciężko. Obcy kocur, na ich terenie! Musi zawiadomić klan! Do jej nosa dostał się też inny zapach, krwi. Zajrzała ponownie oceniając sytuację. Z szyi kocura sączyła się krew sklejając jego czarne futro.
- Hej...coś się stało?- zapytała niepewnie. Obcy wzdrygnął się na dźwięk jej słów po czym rzucił ochrypłym głosem:
- Pomóż mi...
Miodowe Serce zatrzymała się na chwilę po czym bez zastanowienia wkroczyła do środka. Spojrzała na ranę. Była dość głęboka, ale nie niebezpieczna, chociaż pozostawiony dłużej samotnie mógł się wykrwawić. Bez namysłu wyskoczyła z ukrycia w poszukiwaniu odpowiednich ziół zostawiając w środku wcześniej uzbieraną pajęczynę. Szybko odnalazła trybulę która idealnie nadawała się w razie infekcji. Zerwała jej garść idąc dalej. Wróciła z pyskiem pełnym różnych ziół. Najpierw podała kocurowi mlecz który kazała mu niezwłocznie zjeść.
- Pozwoli ci znieść ból- wytłumaczyła widząc jak samotnik spogląda na nią zaniepokojony. Wykonał jej polecenie po czym przeżuł także liście trybuli. Zaaplikowała mu na szyję papkę z nawłoci, słysząc jego cichy syk postarała się go uspokoić mruczeniem. Podziałało, w jakimś stopniu. Kończąc swą pracę obwiązała miejsce pajęczyną tak aby więcej krwi się z niej nie wydostawało. Spojrzała na swoje dzieło siadając przed kocurem. Wyglądało dobrze, ale czy posłuży słusznie.
- Jak się nazywasz?- zapytała niepewnie, nawet jeśli mu pomogła, dalej czuła ten dziwny strach. Samotnik spojrzał na nią z lekkim uśmiechem.
- Mała Łapa- odpowiedział- ale nie jestem z żadnego klanu...
- Co robisz na terenach Klanu Nocy?
- Ja...usłyszałem, że dwunogi mają spać w lesie, właśnie nieopodal waszych terenów. Wiedziałem, że zostawią coś po sobie, rozumiesz, łatwy łup. Poszedłem więc tam, ale przybyłem zbyt wcześnie. Zaczęli rzucać we mnie butelkami kiedy zauważyli jak myszkuję im po torbach. Kilka z nich rozbiło się, jedna na mnie właśnie i  zrobiła mi tą okropną ranę...- przez całą opowieść jego głos był chrapliwy, łamał się co pół słowa. Miodowe Serce kiwnęła głową. Im dłużej przyglądała się kocurowi tym mocniej biło jej serce. Mała Łapa był...dość przystojny, nawet w tym półmroku, jego oczy lśniły bardzo ładnie. Kotka ułożyła się obok kocurka kładąc swoje łapy na jego.
- Mogę tu zostać i nadzorować twój stan...co ty na to?

<<Mała Łapo??>>

22 stycznia 2018

Od Miodowej Łapy (Miodowego Serca)

Noc powoli zaczęła ogarniać klan. Każdy powoli szykował się spać, każdy oprócz dwójki medyków. Miodowa Łapa siedziała w przejściu do legowiska przebierając łapami. To właśnie dziś zostanie medykiem. Po tylu księżycach ciężkiej pracy w końcu dostanie swoją nagrodę. Dryfujący Obłok podszedł do niej z cichym śmiechem. Otarł się o szyję kotki stając obok.
- Wyglądasz jakbyś siedziała na kłującym oście, coś taka pełna energii?- zapytał rozbawiony wracając się po zioła do środka.
- Dziś ten...księżyc jest taki ładny i...
- Zostaniesz medykiem- dokończył kocur przynosząc pęczek liści. Położył go przed uczennicą po czym polecił jej zjedzenie ich. Miodowa Łapa sięgnęła po nie łapczywie przeżuwając dokładnie każdy jeden listek. Miały okropny, gorzki posmak, jednak dla niej wydawały się rarytasem. Z przejęcia nie mogła jeść cały dzień, chodziła w kółko powtarzając to co ma powiedzieć przy wszystkich medykach. Cóż za uroczystość, cóż za wyróżnienie! Tęgie głowy z każdego klanu będą dziś spoglądać tylko na nią! Szylkretowa nienawidziła być w centrum uwagi, bała się wręcz chwil w których każdy na nią patrzył, jednak teraz czuła niezwykłe podniecenie. Spojrzała na sylwetkę szarego kocura który właśnie do niej podszedł. Zaczął ją przedrzeźniać stukając łapkami o ziemię. Miodowa Łapa zaśmiała się cicho, nie chciała przecież budzić klanu!
- Motyle w brzuchu są?- zapytał Dryfujący Obłok mijając kotkę. Zatrzymał się na środku obozu czekając na uczennicę. Ta podbiegła do niego radośnie zanosząc się chichotem.
- Są!- odpowiedziała mu radośnie równając z nim krok.
- W takim razie, w drogę.
Dwa koty wyruszyły z obozu pod osłoną nocy. Jedynym ich towarzyszem był szponiasty księżyc świecący pełnym blaskiem. Miodowej Łapie wydawało się jakby wszystkie gwiazdy lśniły dziś tylko dla niej. Uśmiechnięta, ale ze strachem w sercu, szła z mentorem łapa w łapę. Droga do Księżycowej Zatoczki była długa, musieli się przedrzeć przez Klan Wilka. Uczennica bała się tej przeprawy, wiedziała, że w świętą noc nikt nie powinien ich atakować, mimo to perspektywa przejścia przez tereny obce była dla niej straszna, mimo iż raz już pokonała ową drogę. Kiedy doszli na obrzeża sąsiedniego klanu jej mięśnie spięły się a łapy odmówiły posłuszeństwa. Bała się. Dryfujący Obłok szybko wyczuł swąd strachu, odwrócił się ku swojej uczennicy i z czułym uśmiechem przytulił się do niej mrucząc:
- No już, nie przejmuj się, nic ci się nie stanie.
Miodowa Łapa odwzajemniła uścisk po czym ruszyła pewniej na nieznane terytorium.
Ku jej uldze przeszli przez nie sprawnie i szybko. Ostatnim punktem była przeprawa. Uczennica zdążyła jedynie zauważyć jak puchata kita mentora znika gdzieś w dole. Nie pozostało jej nic innego jak tylko ruszenie za nim. Zejście było strome, ślizgała się po żwirowych kamyczkach tracąc co chwilę równowagę. Kiedy znalazła się na dole wpadła na mentora który tylko zaśmiał się cicho. Weszli do zatoczki. Cienie na ścianach rosły w miarę zbliżania się do niej. Już po chwili Miodowa Łapa dostrzegła sześć sylwetek kotów. Rozpoznała w nich medyków. Z czego wiedziała, każdy z nich już był pełnoprawnym medykiem swego klanu, każdy oprócz niej. Podeszła do nich niepewnie zajmując miejsce tuż obok Dryfującego Obłoku.
- A więc to jest ta twoja uczennica- odezwała się biało czarna kotka z lekkim uśmiechem- witamy pośród nas.
- Dzi-iękuję...- szepnęła ochrypłym głosem uczennica. Medycy odpowiedzieli jej cichym śmiechem. Kotka z klanu Burzy, znana jako Kwiecisty Wiatr, rzuciła szybki komentarz w stronę Dryfującego Obłoku:
- Widzę znalazłeś sobie taką samą uczennicę jak ty. Cóż, nieśmiałość to ponoć grzeczność, w jakimś stopniu.
Miodowa Łapa zamknęła oczy kuląc się, nie czuła się komfortowo kiedy każdy na nią patrzył, jednak stację ratowała obecność Dryfującego Obłoku. Kocur cały czas był spokojny, dlatego i ona nie miała wielkiego powodu do stresu.
- Jak zawsze trafna uwaga Kwiecisty Wietrze- przyznał jej rację kiwając głową- jak podróż Gradowa Mordko, nie było problemów?
Kocur pokręcił przecząco głową, na to samo pytanie zadała chwilę potem Burzowe Futro, zapewne z czystej troski. Dla uczennicy niezwykłym było jak koty z innego klanu spotykają się i na spokojnie żartują i rozmawiają. W takich właśnie chwilach cieszyła się, że została medyczką. Nie musiała się martwić o napięte stosunki między klanami. Nagle do środka wpadło księżycowe światło zasnuwając Księżycową Zatoczkę srebrnym blaskiem. Medycy usiedli wyprostowani spoglądając w górę.
- Już czas- miauknęła Różny Kwiat. Dryfujący Obłok kiwnął łebkiem podchodząc do swej uczennicy. Ciałem Miodowej Łapy poruszył dreszcz, nareszcie, to się dzieję! Medycy zasiedli po bokach wlepiając swe różnokolorowe oczy w młodą kotkę.
- Ja, Dryfujący Obłok, medyk Klanu Nocy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tą uczennicę która trenowała ciężko aby zrozumieć ścieżkę medyka, i która pragnie z waszą pomocą służyć swojemu klanowi przez wiele przyszłych księżyców.
Miodowa Łapa rozchyliła lekko pysk, zaczerpnęła dużo powietrza którego bardzo potrzebowała. Dusiła się wręcz z przejęcia. Drżała cała, nie mogła zachować spokoju.
- Miodowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu?
- T-tak...przysięgam!- miauknęła głosem przepełnionym emocjami łamiącym się na każdej literze. Dryfujący Obłok uśmiechnął się do niej serdecznie rzucając jej swoje najczulsze spojrzenie.
- Zatem z mocą Klanu Gwiazd nadaję ci twoje nowe imię. Miodowa Łapo, od tej pory będziesz znana jako Miodowe Serce. Wierzę, że Klan Gwiazd doceni twe oddanie z jakim opiekujesz się każdym chorym i potrzebującym i ześle na ciebie swą łaskę za dobroć twojego pięknego serca.
Medycy zaczęli wiwatować, miauczeli jej imię, dla niej to jednak mało znaczyło. Wpatrzyła się w ciepłe oczy mentora które lśniły od wzruszenia. Jakże były piękne! Miodowe Serce wstała podchodząc do niego. Wtuliła się w jego futro po czym dała upust emocjom. Zaczęła cicho łkać ze szczęścia. Schowała pysk w jego gęstej okrywie, nie chciała aby inni znali jej uczucia. Kocur zamruczał cicho liżąc uczennicę za uchem.
- Jestem z ciebie bardzo dumny...- szepnął do niej czule. Miodek w końcu odsunęła się od przyjaciela po raz ostatni spoglądając mu w oczy z uśmiechem.
Już po chwili wszyscy zebrali się obok wody. Za chwilę kotka podzieli sny z Klanem Gwiazd. Położyła się na boku nieopodal jeszcze niedawnego mentora po czym zamknęła oczy. Czas śnić.

Otworzyła ciężkie powieki czując dziwny swąd. Wstała rozglądając się. Czyżby coś się paliło? Zaczęła w panice spoglądać na każde drzewo i każdy krzew. Dopiero po chwili zrozumiała, że nie jest ona na swoim terenie.
- Gdzie ja...jestem?- zapytała sama siebie rozglądając się po raz setni. W końcu coś usłyszała, jakby cichy trzask ognia. Podążyła za nim bez namysłu. Przedarła się przez krzak jeżyn, kolce nie zadawały jej bólu, ku jej zdziwieniu. Już po chwili dostrzegła płonącą roślinę. Zbliżyła się na tyle aby móc rozpoznać jej gatunek. Była to paproć, co dziwne jej liście były jakby rozszarpane. Roślina płonęła, ale nie spalała się tak jak powinna. Pomiędzy płomieniami dalej przedzierał się zielonkawy kolorek zmieszany z brązem. Kotka włożyła niepewnie łapę w ogień, nie sparzył jej. Spojrzała za paproć, to co ujrzała zaskoczyło ją niezwykle. Blask, zamiast normalnego żółtawo-pomarańczowego odcieniu był srebrny i ciągnął się daleko w las. Był to bardziej swoisty cień ogniska niżeli coś co miało rozświetlić mrok za okrywą z liści. Coś w owej scenerii nie dawało jej spokoju, cień napełniał jej serce grozą i strachem. Po chwili Miodowe Serce rozpoznała to miejsce.
- Klan Wilka...

Obudziła się biorąc ogromny wdech powietrza. Przerażona obróciła się na łapy wstając prędko. Dryfujący Obłok podszedł do niej podtrzymując jej bezwładne ciało które opadło znowu na brzuch. Kotka szybko doszła do siebie. Zauważyła jak inni medycy już się zbierali do wyjścia, widząc jednak jej stan szybko zawrócili albo przynajmniej zatrzymali się wpół kroku. Nikt się nie odezwał, każdy czekał na to co ma powiedzieć Miodowe Serce. Szylkretowa wyprostowała się unosząc lekko głowę. Zawiesiła swe rozbiegane oczy na Dryfującym Obłoku po czym powiedziała:
- Widziałam las i płonącą paproć która rzucała srebrzysty cień w stronę Klanu Wilka...nie wiem co to było, ale napełniło me serce strachem. To nie było przyjemne ciepło, bliżej temu było do okrutnego mrozu- tu na chwilę przerwała aby spojrzeć na innych, powróciła jednak szybko wzrokiem na byłego mentora- boję się Dryfujący Obłoku.


Od Miodowej Łapy CD Imbiru

Kotka postawiła uszy czując jak sierść na jej karku się jeży. Dołączyć?! Co miała odpowiedzieć temu biednemu kocięciu? Odwróciła się do niej z uśmiechem przebierając łapami, co powiedzieć, co powiedzieć?! W końcu zebrała myśli i przemówiła:
- Nie wiem, naprawdę...to zbyt ciężki temat, jestem tylko medykiem, nie mogę o tym decydować...
- To zabierz mnie tam i spytamy kogoś kto może!
Miodowa Łapa nie miała już pomysłów, uroczy głosik kotki rozczulał ją, kodeks zabraniał pozostawiania kociąt w potrzebie, nawet jeśli były to już duże kocięta. Parsknęła zmarnowana po czym zaprosiła gestem głowy Imbirek. Samotniczka potruchtała za nią wesoło szczerząc ząbki. ,,W co ja się pakuję?!" pisnął jakiś dziwny głos w głowie, ale było już za późno. Uczennica zabrała roślinki po czym obie ruszyły do klanu.
Wejście do obozu było najgorsze, od razu na medyczkę spadły wszelkie spojrzenia, każdy z klanu wlepił swe ślepia w nią i jej towarzyszkę. Imbir skuliła się przyciskając bliżej do szylkretowej. Lekko drżała pusząc ogonek. Najgorsze ze wszystkich było chyba spojrzenie Jagodowego Futra, kocur przeszywał uczennicę lodowymi oczami na wylot odsłaniając kły. Na spotkanie dwóm zagubionym i skrępowanym kotkom wyszedł Dryfujący Obłok wraz z Płomienną Gwiazdą. Szary kocur spojrzał na uczennicę z politowaniem natomiast lider okazywał mniej czułości.
- Miodowa Łapo...- miauknął medyk lecz zaraz został zagłuszony przez rudego kota.
- Kto to jest Miodowa Łapo?- kocur zapytał swym spokojnym aczkolwiek przerażającym jak dla niej głosem- pachnie jak samotnik, dlaczego przyprowadziłaś ją do naszego klanu?
- Płomienna Gwiazdo, to nie tak! Ona...ona jest samotna, pot-trzebuje pomocy!- powiedziała ciszej niż powinna Miodowa Łapa kuląc się. Bała się lidera potwornie, nienawidziła konfrontacji, tym bardziej z kimś u władzy. Usłyszała głośne syczenie z tłumu, rozpoznała je bez problemu: Ziewająca Łasica. Musiała mieć niezły ubaw widząc jak jej ,,ukochana córka" wpada w kłopoty.
- Pomocy? A kto pomoże nam, nie mamy miejsca na kolejnego kota do wykarmienia!- zasyczał Fiołkowy Podmuch. Spotkała go jednak szybka i ostra reprymenda ze strony Czarnego Piórka. Kotka wstała podchodząc do lidera.
- Płomienna Gwiazdo, to jeszcze dziecko! Nie mniej jednak Miodowa Łapo- tu zwróciła się do szylkretowej uczennicy- nie powinnaś jej tu przyprowadzać.
- Prze-przepraszam...- szepnęła cicho, siedziała tak zwinięta, że ciężko było dostrzec jej łapy czy ogon, nie mówiąc już o głowie. Karciła siebie za ten pomysł wydając ciche pomruki żałości, przeklinając się w myślach. Imbir tylko przywarła mocniej do niej nie odzywając się nawet słówkiem póki lider nie przemówił do niej osobiście:
- Jesteś sama, nie masz żadnej rodziny?
- Zginęli...- miauknęła najciszej jak umiała uciekając wzrokiem, ona także się bała. Dryfujący Obłok chciał zbliżyć się do uczennicy, pocieszyć ją i powiedzieć, że: to nie jej wina, że ma tak dobre serce. Płomienna Gwiazda kiwnął łbem po czym zbliżył się do szylkretowej kotki. Spojrzał jej głęboko w oczy, co ciekawe, ślepia kocura były bardzo spokojnie, uczennica nie dostrzegła w nich gniewu, jedynie lekki smutek. Westchnął cicho zabierając ponownie głos:
- Możesz zostać, przecież nie od tego jest kodeks aby go łamać- po tych słowach odwrócił się do oburzonego klanu- czyż nie ma w nim mowy o tym, że należy pomagać kociakom nieważne skąd pochodzą?
Kilkoro z klanowiczów opuściło łeb, inni tylko przytaknęli, Ziewająca Łasica prychnęła lekceważąco odwracając wzrok, to samo zrobił Dębowa Łapa. Miodowa Łapa posłała liderowi spojrzenie pełne wdzięczności. Po chwili poczuła jak bark Dryfującego Obłoku styka się z jej ramieniem. Kotkę przeszedł lekki dreszcz, cieszyła się, że miała kogoś takiego jak on, gotowego stanąć za nią w każdej sytuacji.

<<Imbir?>>

20 stycznia 2018

Od Miodowej Łapy CD Imbiru

Dni wlekły się niemiłosiernie, kotka miała zawsze mnóstwo pracy w okresie Pory Nagich Drzew. Ku jej, oraz mentora, uldze nadeszły cieplejsze dni. Pora Nowych Liści zawitała na dobre do Klanu Nocy. Co raz mniej kotów pojawiało się w lecznicy, ewidentnie nie było takiej potrzeby. Co jeszcze lepsze, na stosie zwierzyny pojawiły się już pierwsze ryby, Miodowa Łapa uśmiechnęła się biorąc pierwszy kęs tego oślizłego zwierzaka. Tęskniła za tym smakiem.
Co raz mniej czasu spędzała też z młodszym rodzeństwem, kociaki zaczęły zajmować się sobą, Szelest tylko czasem zaglądał do starszej siostry aby się przywitać czy pomóc zanieść listki. Wtedy właśnie Miodek zauważyła, że nie ma zbyt wielu przyjaciół po za tą grupką kociaków. Oczywiście, był Dryfujący Obłok, ale ileż można z nim rozmawiać o pogodzie czy leczeniu? Po za tym, to był kocur, Miodowa Łapa potrzebowała przyjaciółki, kotki której może się wygadać ze wszystkiego. Uczennica westchnęła wpatrując się w chmury płynące leniwie po niebie, postanowiła wybrać się po zioła. Szturchnęła Dryfujący Obłok który odwrócił się z uśmiechem.
- Idę się przejść, przy okazji przyniosę trochę ziółek, co ty na to?
- Dobrze, tylko wróć niedługo- odpowiedział jej kocur ocierając nosem jej polik. Kotka zamruczała cicho wychodząc z legowiska. Mogłaby przysiąc, że gdyby tylko mogła starałaby się o jego serce, ale dobrze wiedziała, że oboje są medykami i związek byłby bardzo nie na miejscu. Pocieszała się jedynie przyjaznymi, czułymi gestami i spaniem przy kocurze. To jej wystarczyło.
W końcu doszła gdzieś na brzeg terenów swego klanu, tylko tam mogła zebrać owe zioła. Schyliła się w celu ich zebrania. Miały gorzki posmak, akurat taki którego nienawidziła najbardziej. Jednak długo ten spokój nie trwał, zaraz ktoś wskoczył jej na grzbiet. Przerażona pisnęła upuszczając wszystkie liście. Przewróciła się na plecy kuląc uszy i ogon. Zobaczyła nad sobą postać jakiegoś kota, jej lub jego mina nie zdradzała niczego przyjaznego.
- Nie atakuj mnie, jestem medykiem!- krzyknęła przerażona. Napastnik sam się skulił po czym zszedł z bezbronnej ofiary.
- Medy-dyczką?- zapytał ją cichutki głosik idący ze strony rudej kotki. Miodowa Łapa wstała zgarniając listki ogonkiem. Spojrzała na obliczę małej i mizernej postaci.
- Tak, medyczką Klanu Nocy.
- Klanu...nocy?
,,Na Klan Gwiazd, skąd ona się urwała?" zapytała sama siebie po czym podeszła bliżej. Ruda kotka skuliła się strosząc futerko na ogonie. Miodek zamruczała cicho chcąc ją uspokoić, nie miała złych zamiarów.
- Mam na imię Miodowa Łapa, a ty?- zapytała spokojnym tonem nie spuszczając z niej oczu.Kotka rozluźniła się, położyła ogon na ziemi i odpowiedziała:
- Jestem Imbir. Samotniczka, nie należę do żadnego klanu, jeśli to jakiś problem...
- Nie, nie, nic się nie stało...a co robisz u nas? Możesz mi powiedzieć?

<<Imbir?>>

07 stycznia 2018

Od Miodowej Łapy CD Szelestu

Miodowa Łapa wpadła w panikę. Próbowała tego nie okazywać, ale jak mogła zachować spokój kiedy jej jedyna i kochana siostrzyczka właśnie leżała na wpół martwa naprzeciw niej? Oddech miała płytki i szybki, serce kotki było jak oszalałe, jej siostra, kochana Miedziana Łapa umierała. Uczennica medyka nie mogła się uspokoić, stała z lekko rozchylonym pyskiem spoglądając na opadające boki siostry. Podeszła do niej po czym przycisnęła swój pysk do jej polika. Szelest poszedł za nią lekko trącając nosem Miodową, bardzo przejął się reakcją kotki na całą tą sytuację. Uczennica odwróciła się do niego z bladym uśmiechem.
- Oh, chciałeś coś zrobić, możesz...przynieść trochę wody czy coś, spytaj Dryfującego Obłoku gdzie ją znajdziesz...- powiedziała jak zawsze spokojnym głosem który jednak drżał przy każdym słowie. Szelest niechętnie, ale poszedł do medyka, tak jak go poproszono. Miodowa Łapa dalej siedziała przy siostrze, próbowała ją ocucić, ta jednak nie miała siły na uniesienie powiek. Po chwili wrócił Bursztynowa Bryza, przyniósł mizerną myszkę i położył przed nosem swojej uczennicy. Ta nawet się nie poruszyła. Dalej leżała jakby była już martwa. Jej opadające w rytm szumu drzew boki sugerowały jednak iż kotka dalej żyje, ale jest zbyt wycieńczona aby wstać.
Miodowa Łapa stawała na głowie przez ostatnie dni aby wspomóc siostrę, stan jej nie polepszał się. Dalej cierpiała z głodu, jak cały klan. Porcje były zbyt małe aby przywrócić jej pełnię sił. Dryfujący Obłok próbował jej dawać zioła który miały hamować głód, udawało się, ale tylko na krótką metę. Sama uczennica medyka odejmowała sobie oddając swoje porcje potrzebującej, przez to schudła i zmalała, była swoim dawnym cieniem, nie mogła pozwolić aby jej jedyna przyjazna duszyczka z miotu opuściła ją na zawsze. Podczas jednej z wielu długich pielęgnacji, której Miodowa dokonywała codziennie, Miedziana Łapa otworzyła oczy spoglądając na siostrę.
- Czy to ty Miodowa Łapo?- zapytała słabym i ochrypłym głosem. Szylkretowa przełknęła ślinę po czym kiwnęła łebkiem.
- Ah...po co to wszystko robisz, daj spokój...
- Nie, nie dam! Musisz żyć, musisz, dla nas, dla klanu!- błagała zrozpaczona tuląc się do siostry. Ta jedynie zamruczała cicho odzywając się ponownie:
- Nie ważne co się stanie chcę abyś wiedziała, że cię kocham, nie pozwolę abyś zginęła zamiast mnie. Tak, przepracowywałam się, robiłam to dla klanu, nie żałuje ani jednej chwili spędzonej na polowaniach, nawet tych straconych na bezczynne szukanie.
Uczennica medyka miała wielki szacunek dla siostry, pomimo wszystkiego, mimo głodu i wyziębienia, ta parła do przodu aby utrzymać klan. Tak zachowywała się prawdziwa wojowniczka, idealna bohaterka.
Po jakimś czasie ponownie zasnęła, wtedy właśnie mentor podszedł do swej szylkretowej uczennicy aby zabrać ją na słówko. Oddalili się wprost do kąta legowiska. Dryfujący Obłok spojrzał na własne łapy zbierając myśli po czym zaczął bardzo spokojnie:
- Posłuchaj...nie uda nam się jej uratować. Nie mamy wystarczającej ilości pożywienia, nie możemy sobie odejmować bo umrzemy, wiem, że chcesz dobrze, ale musisz pomyśleć o sobie...
- Mamy pozwolić jej umrzeć w męczarniach?! Wolę zginąć byleby ona przeżyła!- pisnęła Miodowa Łapa czując  jak jej serce ściska się z żalu. Musiała poświęcić siostrę w imię chorego dobra innych. To nie było w porządku.
- To jedyne wyjście, Miodowa Łapo, wiem, że to ciężkie, ale nie damy sobie rady. Ona jest już praktycznie martwa, nie ważne co zrobisz, ona zginie, jeśli dalej będziesz to ciągnęła to ty także.
Szylkretowa spojrzała na własne łapy, miała dość, nie miała na to siły. Musiała pozwolić jej umrzeć, to najcięższa decyzja jaką musiała podjąć. Dryfujący miał rację, jej starania nic nie dadzą, albo umrze sama, albo z nią. Ostatecznie Miodowa musiała pomyśleć o tym co będzie ,,najlepsze". Zdecydowała.
Miedziana Łapa była słaba, jej ostatni dzień był najgorszy ze wszystkich, nie dla niej samej ale dla jej siostry. Kiedy tylko dotarło do niej, że kotka zaraz umrze wybiegła z legowiska medyka, podążyła wprost w kierunku lidera. Odnalazła go zaraz przy stosie ze zwierzyną, właśnie odkładał na nią jakieś małe zwierzątko, chudsze niż gałązka. Skinęła mu głową z szacunkiem po czym zaczęła:
-Płomienna Gwiazdo...mam wielką prośbę, moja siostra ona...umiera.
- Wiem o tym, to okropne wieści, boli to nas tak samo jak ciebie- mruknął smutno rudy kocur wpatrując się w zamglone oczy Miodowej- ale jaką to masz do mnie prośbę.
- Błagam, uczyń ją wojowniczą, właśnie teraz. Ona zrobiła to dla klanu, polowała bez przerwy nie zważając na swój głód, oddawała innym sama nic nie jedząc, ledwo trzymając się na własnych łapach parła do przodu aby utrzymać nas wszystkich. Czyż to nie najwyższe poświęcenie? Proszę cię, chodź tyle mogę dla niej uczynić w jej ostatnim momencie...
Lider wlepił smętne spojrzenie w legowisko medyka. Po chwili namysłu westchnął odwracając się w jego kierunku. Za nim podążyła Miodowa Łapa, serce biło jej jak oszalałe. Byleby się nie spóźnili. Weszli do środka i ujrzeli mizerną postać uczennicy. Ponownie serce jej siostry ścisnął żal i uczucie bezradności. Lider stanął nad kotką szepcząc coś do niej, lecz po chwili przemówił głośniej:
- Miedziana Łapo, twoje zasługi względem klanu Nocy są wielkie, dzięki tobie przeżyjemy ten ciężki czas, poświęciłaś swoje życie aby nas ratować, dlatego nie pozostaje mi nic innego jak nadanie ci tytułu wojownika.
Kotka rozchyliła lekko powieki, jej oczy jakby lśniły, po raz pierwszy od długiego czasu.
- Twoje imię będzie brzmieć Miedziany Blask, ponieważ byłaś dla klanu niczym światło w ciemnym tunelu, otworzyłaś nam drogę do przetrwania w tym ciężkim dla nas czasie. Jestem zaszczycony, że tak lojalna wojowniczka urodziła się w moim klanie.
Kotka uśmiechnęła się leciutko rzucając spojrzenie siostrze spod przymrużonych powiek.
- Słyszysz Miodowa Łapo? Jestem wojowniczką, jestem...
- Tak, tak, wiem moja droga- odpowiedziała jej lecz ta nie otworzyła już pyska ponownie. Oczy Miedzianego Blasku jakby wywróciły się na drugą stronę a jej łeb opadł lekko na legowisko. Dopiero po chwili dotarło do szylkretowej, że siostra właśnie zmarła. Uczennica jedynie zamknęła oczy wydając z siebie ciche miauknięcie, po nim przyszedł czas na szloch. Wtuliła się w futro mentora szukając w nim oparcia, odnalazła je ku swojej uldze. Lider westchnął ciężko wychodząc przez dziurę, zapewne poszedł ogłosić smutną nowinę. Miodowa Łapa nie odrywała pyska od puszystej szyi mentora, otuliła się jego długim futrem tworząc coś w rodzaju zbroi od której odbijały się wszystkie negatywne myśli. Czuła bezpieczeństwo i spokój, jednocześnie nawiedzało ją dziwne poczucie zagubienia i rozdarcia. Miała jednak nadzieję, że z czasem wszystko minie.
Dwa dni po pochówku Miedzianego Blasku uczennica medyka siedziała przed lecznicą wpatrując się w koty, jakby nigdy nic były zajęte swoją pracą. Ziewająca Łasica nawet nie przejęła się tym, że jedno z jej dzieci właśnie umarło, jakoś przemknęło jej to między nosem, wleciało jednym uchem, wyleciało drugim. Ze żłobka właśnie wybiegł Szelest, wskoczył pod łapki Miodowej i wtulił się w jej futerko. Zamruczał przyjaźnie próbując dodać jej trochę otuchy. Szylkretowa odwzajemniła gest, cieszyła się, że został jej ktoś na świecie, ktoś kto ją rozumie i kocha. W pewnym sensie czuła dalej obecność Miedzianego Blasku, nawet jeśli ta była daleko. Szelest usiadł obok siostry wpatrując się w nią zielonymi oczami.
- Jak się czujesz?- zapytał poruszając leciutko wąsikami.
- Dobrze, co raz lepiej, a ty?- zapytała już swym normalnym głosem.

<<Szelest? Kończymy sesję?>>

28 grudnia 2017

Od Miodowej Łapy CD Szelestu

Miodek polizała braciszka za uszami, to nie tak miało być, on nie miał płakać. Westchnęła ciężko poddając się reszcie zabiegów które, swoją drogą, nie były przyjemne. Pasty z liści nałożone na ranę powodowały mocne szczypanie którego znoszenie było ciężkie. Na koniec Dryfujący Obłok owinął jej łepek pajęczyną chowając rankę. Miodek podziękowała mu dalej czując jak Szelest przyciska się do niej. Rozczulił ją jego oddanie, nareszcie czuła, że ma rodzeństwo. Miedziana Łapa zapomniała niemalże o niej oddając się w pełni treningowi. Miała nadzieję, że Szelest nie zrobi tego samego. Ułożyła się na jednym z posłań kładąc głowę na łapach. Mały, brązowy kocurek przysiadł obok dotykając noskiem pajęczyny.
- Bardzo boli?- zapytał roztrzęsionym głosem.
- Ni-ie- wychrypiała zdobywając się na lekki uśmiech. Rana nie bolała ją aż tak, najgorszą sprawą był fakt, że dokonała tego jej własna matka, to rozdzierało jej serce powodując krwawienie którego nie da się zatamować niczym. Miodowa Łapa zamknęła oczy wydobywając z siebie miauknięcie pełne żalu i bólu, dlaczego nie mogła mieć normalnej rodziny? Ojciec zginął a matka to prawdziwy tyran. Starszy brat jest strawą dla wron, starsza siostra zapomniała, z młodszego rodzeństwa miała jedynie Szelest, dziękowała Gwiezdnym, że ma chodź jego. Przycisnęła do siebie malutkiego tuląc się do jego futerka, musiała jakoś ukryć swą rozpacz, nie chciała aby mentor widział jak wielkie konsekwencje miał czyn Ziewającej Łasicy, chciała aby dalej sądził, że jest silna jak skała. Nie wiedząc nawet kiedy zasnęła z pyskiem wtulonym w brata.
Obudziła się dopiero dnia kolejnego, otwierając oko spostrzegła wiązkę światła wpadającą do norki. Kiedy zrozumiała, że minęła noc przerażona wstała na cztery łapy rozglądając się po legowsikach. Nie mogła nigdzie znaleźć ani Szelestu, ani Dryfującego Obłoku. ,,Oh nie, czyżby ta wariatka porwała ich oboje?!" miauknęła szukając ich wszędzie. Wyskoczyła jak oparzona z norki ogarniając wzrokiem cały klan, brak kocurów. Przerażenie wzrastało w niej bardzo szybko, oddech stał się nierównomierny. Zaczęła się naprawdę bać, że stało się coś okropnego. Powlekła się z powrotem na swoje legowisko, opadła na nie ciężko powodując poruszenie rany. Syknęła czując ból. Schowała pysk w łapy, pozostało jej tylko czekać.
Nie zabrało to długo gdyż oba kocury weszły do nory niedługo po niej. Szelest trzymał w pysku pęk roślinek idąc szybkim krokiem za medykiem. Uczennica oderwała się od segregowania ziół podbiegając do malutkiego, przycisnęła swój nosek do jego główki i zamruczała.
- Szeleściku myślałam, że coś okropnego się stało! Byłeś z Dryfującym Obłokiem po zioła? 


<<Szelest? gniot totalny MEH>>

Od Miodowej Łapy CD Wyderki

Kotka zastygła w bezruchu słysząc to pytanie. Ona? Spółkować? Nie, to wbrew kodeksowi medyka, chociaż z drugiej strony kotka bardzo chciałaby poznać bliskość kocura, chciała poznać czym jest miłość. Jednak dobrze wiedziała, że nie może, to dobijało ją najbardziej. Chciała być medykiem, pragnie tego dalej tak bardzo jak na początku swej przygody, ale ten jeden podpunkt był dla niej okrutny. Spojrzała na kociaka i uśmiechnęła się ciepło.
- Obawiam się, że nie, kodeks tego zakazuje.
- Ko-odeks?-zapytała roztrzęsiona kotka. Medyczka usiadła naprzeciw niej po czym zaczęła opowiadać:
- Kodeks medyka to zbiór zasad których muszę przestrzegać, w sumie nie tylko ja ale i każdy medyk czy jego uczeń. Na przykład jednym z podpunktów jest zakaz spółkowania.
- Dlaczego?
Tym razem malutka się nie zająkała, w jej oczkach pojawił się błysk ciekawości. Miodowa Łapa otworzyła pysk aby coś powiedzieć, lecz żadne słowo nie wydobyło się jej z pyska. Nie miała pojęcia dlaczego była taka zasada. Czy to przez to, że medyk nie powinien mieć młodych tylko dlatego, że musi być dostępny dla innych przez cały czas? A może chodzi o coś większego. Szylkretowa spojrzała w bok nory, z jednej strony chciała tu kiedyś skończyć, z gromadką dzieci dając im więcej miłości niż ona otrzymała, z ukochanym partnerem który był by dla niej niczym bezpieczna ostoja. Mimo wszystko chęć niesienia pomocy była w niej silniejsza, dobrze o tym wiedziała. Chociaż odczuła chwilową słabość i żal, że obrała ową drogę, szybko się zdeformowała i wróciła na ziemię aby odpowiedzieć zaciekawionej Wyderce.
- Widzisz moja droga, my medycy musimy być na nogach cały dzień, to my pilnujemy aby cały klan chodził zdrowy, nie możemy pozwolić sobie na chwilę słabości jaką są młode, znaczy...nie mówię, że posiadanie potomstwa to coś złego, ale my po prostu nie możemy. Nie mamy na to czasu.
- Ah-ha- mruknęła cicho kotka wpatrując się w swoje łapki- j-ja nie chcę być me-medykiem ale nie chcę te-eż mieć dzieci. Kocury są głu-upie!
Miodek zaśmiała się głaszcząc noskiem małą siostrzyczkę. Była taka rozkoszna! Ucieszył ją fakt, że znalazła drugą osobę z nowego miotu z którą idzie się dogadać. Może zawsze tylko jedno kocie jest zepsute?
Miodowa Łapa dokończyła kontrolę po czym wyszła na zewnątrz nie pożegnawszy się z wyrodną matką. Chłodne powietrze znowu uderzyło w jej pysk, przymrużyła oczy i ruszyła w kierunku swojej dziupli. Odwróciła się po raz ostatnia by popatrzeć na żłobek z którego obserwowała ją para zielonkawych oczu. Miodek posłała jej uśmiech po czym zniknęła w swoim legowisku.

26 grudnia 2017

Od Miodowej Łapy

Miodek została właśnie wysłana na pierwszą, samodzielną misję medyka inną niż zbieranie ziół. Miała sprawdzić jak rozwijają się nowe dzieci Ziewającej Łasicy. Wiedziała, że to praca bardzo prosta, ale i tak czuła lekkie podekscytowanie. Zapewne Dryfujący Obłok wykopał ją do matki tylko dlatego, że sam miał dość jej krzyków. Kotka przeszła przez obóz pozdrawiając po drodze Bursztynową Bryzę który właśnie spożywał śniadanie w towarzystwie Świetlikowej Ścieżki. Uczennica zatrzymała się przed wejściem, wzięła głęboki oddech po czym wkroczyła w paszczę lwa. Od razu poczuła zapach mleka, przyjemny dla wszystkich innych, przynoszący pamięć o beztroskich czasach zabawy, ale nie dla niej. Od razu napotkała wzrok Szelestu, kociak podbiegł do niej tuląc się do jej łap. Liznęła brata za uszami spoglądając na resztę rodzeństwa. Dąb bawił się samotnie kulką mchu a Wyderka przyglądała się temu. Ziewająca Łasica zaprzestała pielęgnacji wlepiając ślepia w przybyłą córkę. Nastroszyła futro posyłając jej lodowe spojrzenie.
- Czego tu szukasz?- warknęła ugniatając posłanie łapami.
- Przyszłam sprawdzić jak mają się twoje kociaki...
- Świetnie, teraz wyjdź albo przyprowadź prawdziwego medyka- zasyczała podle matka wyciągając swoją łapę w stronę Dąbka który od razu do niej przybiegł. Czyli i tym razem upodobała sobie tylko jedno z nich. Miodowa Łapa nie odpowiedziała nic, zniżyła się w stronę Szelestu i zaczęła badanie. Przejrzała jego uszka sprawdzając czy dobrze słyszy, spojrzała w mądre oczka i podniosła do góry aby zbadać wagę. Wszystko w normie, kocurek był idealny i zdrowy. Na koniec siostra szturchnęła go w malutki policzek szepcząc ,,jesteś silnym okazem idealnego kandydata na wojownika Szeleściku, jeszcze troszkę i przerośniesz nawet mnie!". Kocurek wypiął dumnie pierś po czym znalazł listek do zabawy. Następny był Dąb, oczywiście na początku się stawiał jak tylko mógł, utrudniając życie Miodowej Łapie. W końcu podszedł do niej rzucając jej pełne wyzwania spojrzenie.
- Czego chcesz?- burknął nieprzyjaźnie wysuwając lekko język.
- Przyszłam sprawdzić czy wszystko w porzą...
- Jak najlepszym! Nie słyszałaś mamy? Wynocha ty nieopierzony medyku, strawo dla wron, tfu!- splunął młody pokazując swoje prawdziwe oblicze. Miodowa Łapa ściągnęła uszy po czym wzięła głęboki wdech. Przycisnęła kociaka do ziemi sprawdzając jego uszy. Usłyszała głośny protest brata po czym ktoś pociągnął ją za kark. Oczywiście była to mamusia.
- Zostaw go, chyba coś powiedział!- warknęła wchodząc na bardzo wysoki ton. Uczennica była na skraju wściekłości, miała ochotę wydrapać oczy i jej jak i jej kochanemu synalkowi. W zamian odsunęła się od nich i podeszła do jedynej kotki z całego miotu. Wyderka przestała się bawić i wlepiła oczka w Miodową Łapę.
- Kim pani jest?- zapytała zaciekawiona.
- Medyczką, a bardziej uczennicą, przyszłam cię zbadać.
Wyderka nie stawiała się, nareszcie jakieś porządne kocie. Po całym zabiegu podziękowała i ruszyła w stronę reszty kociaków, ale mała siostrzyczka poszła za nią. Uważnie przyglądała się ,,przeglądowi" Żurawinki a gdy i ten dobiegł końca zapytała:
- Po co to robisz?
- Ja? Cóż, aby sprawdzić czy wszystko jest z wami w porządku, to bardzo ważne dla klanu. A ty nie powinnaś bawić się z rodzeństwem?- odpowiedziała próbując pozbyć się kotki chodź na chwilę, musiała jeszcze zająć się jednym kociakiem. Żwirek leżała przykryta mchem śpiąc spokojnie. Widząc to Miodowa Łapa zasmuciła się, czyli jednak ma czas na rozmowę. Oh nie...oby Wyderka nie była jak jej rodzice.

<<Wyderko?>>

Od Miodowej Łapy CD Zapomnianej Łapy

Miodowa Łapa nie ukrywała zaskoczenia, nie wiedziała, że ta mała koteczka znajdzie ją i tutaj...Nie miała nic przeciwko jej obecności, ale idąc na szkolenie do medyka oczekiwała spokoju, a jak na razie co chwilę ktoś ją odwiedza i zakłóca pracę. Mimo wszystko zniżyła łeb aby dotknąć nosem łebka kotki. Odłożyła liście na miejsce po czym zwróciła się w kierunku towarzyszki.
- Co tutaj robisz?
- Przyszłam cię odwiedzić! Cieszysz się?- zapytała z iskrą w ślepiach. Dryfujący Obłok zaśmiał się znikając w przejściu, zostawił uczennicę i jej koleżankę w samotności, nie chciał pchać się w ich sprawy. Miodowa Łapa wróciła do porządków przy okazji odpowiadając kotce:
- Bardzo się cieszę, wiesz, że lubię twoje towarzystwo, ale nie zawsze znajdę czas dla ciebie, teraz jestem uczennicą medyka. Po za tym zbliża się Pora Nagich Drzew, medykamenty to coś czego nam zawsze braknie a jest niezwykle potrzebne, dlatego...
- Ja wiem, wiem, chodzisz po nie czasem, na przykład teraz. Nie będę ci przeszkadzać, obiecuję!- zamruczała Zapomnienie przyciskając się do boku przyjaciółki. Ta tylko westchnęła posyłając jej promienny uśmiech.

Czas mijał, Pora Nagich Drzew dopadła Klan Nocy jakby nagle. Miodowa Łapa została wysłana po bardzo ważne ziele którego brak może przesądzić o życiu wielu kotów które złapią paskudny zielony kaszel. Zabrała swój liść buku po czym wyszła na zewnątrz. Od razu powitał ją powiew mroźnego powietrza. Po jej grzbiecie przeszedł lodowaty dreszcz kiedy postawiła łapkę w śniegu. Westchnęła w duszy po czym ruszyła do przejścia. Nie było czasu do stracenia, roślina mogła zamarznąć albo co gorsza mogła zostać zniszczona. Kilkoma susami pokonała obóz i znajdując się przy samym wejściu wpadła na jakąś postać. Odsunęła się strosząc lekko futerko, ale widząc postać zastępczyni na pysk wszedł jej uśmiech. Za nią szła Zapomiana Łapa, niosła w pysku skostniałą myszkę której ogonek smutno wisiał bujając się w rytm kroków uczennicy. Na widok szylkretowej medyczki jej oczka rozjarzyły się a wąsy same zadrżały. Podbiegła do niej trącając ją noskiem.
- Witaj- wymamrotała przez zaciśnięte szczęki. Kotka pozdrowiła ją kiwnięciem głowy. Zapomiana Łapa skoczyła na przód biegnąc w kierunku stosu ze zwierzyną. Odłożyła na niego swoją zdobycz po czym wróciła do przyjaciółki.
- Gdzie się wybierasz? Mogę iść z tobą?- zapytała zanim uzyskała odpowiedź. Miodowa jedynie westchnęła z uśmiechem pokazując jej ogonem aby szła pierwsza. Uczennica wyskoczyła z obozu śmiejąc się radośnie. Szylkretowa nie podzielała jej entuzjazmu, było zimno a wiatr wył jej w uszach. Wlekła się z tyłu otrzepując co rusz łapki na których osiadał śnieg. Nienawidzi tej pory roku, już mogła to przyznać. Prychnęła kiedy dość spora gródka puchu spadła jej na łepek. Chciała wrócić do swojej ciepłej norki.
- Co się tak ociągasz?- zapytała radośnie koteczka podchodząc do niej- coś się stało?
- Nie, ja tylko...ugh, nienawidzę tej pogody! Jest okropna!- warknęła Miodowa Łapa strosząc futro.

<<Zapomniana Łapo? Nie mam siły na nic lepszego eheh>>

24 grudnia 2017

Od Miodowej Łapy CD Szelestu

Serce kotki ścisnęło coś dziwnego, odebrało jej to też głos. Próbowała coś z siebie wykrzesać, nie była w stanie. Przycisnęła jedynie do siebie koteczka liżąc go za uchem. Rozumiała jego ból, wiedziała co to znaczy żyć z Ziewającą Łasicą. Zamruczała cicho do kocurka próbując bardziej siebie, niż jego, uspokoić.
- Będziesz najdzielniejszym, najsilniejszym i najlepszym wojownikiem jaki Klan Nocy widział- szepnęła mu na ucho po czym spojrzała wprost w zielonkawe oczka- i nakopiesz tej starej matce w zadek tak, że zapomni jak się nazywa.
Szelest zaśmiał się cicho tuląc się do łap siostry. Miodowa Łapa uśmiechnęła się zabierając swoje zioła. Popchnęła lekko kocurka aby go ponaglić. Chętnie i z pospiechem mały kociak zebrał się i poszedł tuż za nią. Usiadł nieopodal zakopując się w liściach które przyniósł. Uczennica odłożyła roślinki na miejsce po czym spojrzała na małego braciszka. Jakby zapadł się pod ziemię, czuła jego zapach ale nie mogła go ujrzeć.
- Szeleścik?- zawołała szukając go wzrokiem. Brak odpowiedzi. ,,Może wrócił do żłobka czy..." nie dokończyła swoich myśli bo właśnie coś skoczyło jej na ogon. Przerażona pisnęła skacząc do góry. Wpadła na ścianę i wbiła pazury w korę. Czuła jakiś dziwny ciężar z tyłu ciała, rzuciła okiem na ogon przy którym wisiał mały, brązowy kociak. Szeleścik śmiał się w najlepsze bujając się na kitce siostry. Uczennica zeszła ze ściany zanosząc się chichotem. Trąciła nosem rozrabiakę po czym oboje wrócili do pracy. Kocurek bardzo się przykładał, podawał jej liście i obserwował gdzie je odnosi z uwagą. Miodowa Łapa zawsze wracała, wychylając się zza jednego z wgłębień zawsze krzyczała ,,buu!" na co Szelest odpowiadał jej chowając pysk za puszystym ogonkiem. Zabawa mogłaby trwać w wieki gdyby nie przybycie...
- Szelest!- nieprzyjemny i chrapliwy głos wypełnił całą dziuplę. Idealnie wyczesana kotka weszła do świętego sanktuarium szylkretowej medyczki plugawiąc jego imię.
- Tu jesteś ty beznadziejny lisi bobku!- syknęła przez zaciśnięte zęby podchodząc do przerażonego kociaka który ukrył się za jej łapami.
- Mówiłem, że nic mu nie jest- wtrącił Dryfujący Obłok który właśnie wszedł za nią do dziupli. Zrobiło się tłoczno. Ziewająca Łasica spróbowała chwycić niesfornego syna za kark, lecz przeszkodziła jej Miodowa Łapa. Zatarasowała jej drogę swoim brzuchem przez co pysk matki odbił się od niego.
- Przesuń się ty bezużyteczna kupo futra!
- Nie. Odejdź stąd- odpowiedziała jej stanowczo mierząc się z matką spojrzeniem. W oczach karmicielki nie odnalazła nic po za pogardą.
- Jak śmiesz się tak odzywać do matki ty strawo dla wron!?- wypaliła urażona kotka wysuwając pazury- nie nauczyłam cię manier?! A teraz, odjedź!
Zamachnęła się łapą trafiając wprost w pysk swej córki. Ta zbita z łap padła na ziemię z cichym szlochem. Poczuła jak ciepła ciecz sączy się z jej polika. Czyli matka śmiała podnieść na nią łapę. Nie zdziwiło ją to wcale, poczuła dziwną ulgę, jakby cały strach i niepewność z niej uleciały. Naprawdę jej nie kochała.

<<Szelest?>>

19 grudnia 2017

Od Miodowej Łapy CD Szelestu

Miodowa Łapa wyszła z legowiska medyków przeciągając się. Poczuła chłodne powietrze na swojej skórze, spowodowało one solidny dreszcz który poruszył jej ciałem. Zbliżały się chłodne dni. Od ponad księżyca była uczennicą medyka, nie narzekała, wręcz przeciwnie. Czuła się wspaniale. Nikt od niej niczego nie oczekiwał, miała jedynie zbierać kwiatki i ewentualnie pomagać Dryfującemu Obłokowi. Nie musiała wyściubiać nosa ze swojej bezpiecznej nory, miała spokój i ciszę o jakiej marzyła.
Tego właśnie dnia miała zamiar wybrać się na samotne poszukiwanie ziół, dni robiły się co raz chłodniejsze, zapas medykamentów był niezbędny aby utrzymać klan przy życiu. Miodowa Łapa otrzepała swoje nóżki z rosy po czym wyszła z dziupli. W chwili opuszczenia jej zderzyła się z czymś małym i puszystym. Skierowała swe oczy w dół, zauważyła małego kociaka który spoglądał na nią ciekawskim wzrokiem. Kocurek był czekoladowy w białe łatki, w jego bystrych oczkach świeciło lekkie zdumienie. Miodowa Łapa po chwili postanowiła do niego przemówić:
-Hej malutki, zgubiłeś się?- zapytała przyjaźnie zniżając łepek. Kociak potrząsnął przecząco główką nie odzywając się nawet słówkiem. Kotce wydało się to normalne, sama używała słów gdy już koniecznie musiała. Przysiadła obok niego otulając go ogonem, było zimno a kociak siedział na zewnątrz pewnie po raz pierwszy. Czekoladowy zareagował na to dziwnie, jakby jego ciało przeszedł lekki dreszcz. Kotka zignorowała to.
- Po co tutaj przyszedłeś? Coś się stało z twoją mamusią albo rodzeństwem?
Ponownie ta sama reakcja z jego strony, zwykłe ,,nie" przekazane mową ciała. Miodowa Łapa westchnęła, naprawdę nie miała czasu na użeranie się z dziećmi. Mimo to czuła jakąś nutkę sympatii co do owego kocurka. Nagle za nią w przejściu pojawił się Dryfujący Obłok, oczy młodego rozjaśniła dziwna iskra. Medyk uśmiechnął się w stronę towarzysza swej uczennicy po czym zwrócił się do niej.
- Czyli poznałaś już braciszka?- zaczął rozmowę- Miodowa Łapo to Szelest, jeden z kociaków któremu pomagałaś przyjść na świat.
Wąsy szylkretowej kotki zadrżały, to był jej braciszek? Spojrzała w dół, Szelest wypatrzył się w nią jak w obrazek z lekko rozchylonym pyszczkiem. Ewidentnie rozmyślał nad tym jak to możliwe, że tak duża postać może być jego siostrą.
-Oh, Ziewająca Łasica to moja matka...ale mamy dwóch różnych ojców- odpowiedziała mu, w efekcie Szelest zamknął pyszczek- ale to nie znaczy, że nie będę cię traktować jako rodzinę.
Miodowa Łapa zniżyła łepek aby zetknąć się noskiem z kocurkiem. Malutki spróbował zabrać pyszczek, ale kiedy zrozumiał, że ta ,,duża postać" nie chce go skrzywdzić przystał na ten czuły gest. Uczennica wstała machając nakrapianym ogonem w stronę kociaka.
-Chcesz się ze mną przejść aby zebrać zioła?- zapytała, a widząc wahanie kociaka dodała- uwolnisz się od tej podłej maciory chodź na kilka chwil.
Słysząc te słowa, lecz nie koniecznie je rozumiejąc, Szelest od razu się zgodził. Pobiegł za młodą medyczką rzucają lekki uśmiech w stronę Dryfującego Obłoku.
Oboje wyszli z obozu kierując się nad brzeg rzeki. Kociak szedł tuż przy łapach starszej siostry. Po chwili zaczął chodzić naokoło łap robiąc slalom. Miodowa Łapa zaśmiała się czując jak jego puchata kita ociera się o jej nogi. Pozwoliła mu na tą zabawę co rusz zabierając jedną ze swych łap, a to dostawiając ją przed drugą. Szelest omijał każdą z dużą zręcznościom uważając aby się nie pomylić. Na takiej zabawie zeszła im droga do rzeki, która i tak była krótka. Miodek poszukiwała dość powszechnej rośliny, której, jak na złość, było teraz bardzo mało. Schyliła się ku małemu po czym zaczęła przyjaznym głosem.
-Poszukuje roślinki a dokładnie liści, są duże, postrzępione i mają kolor złoty albo pomarańczowy. Jak widzisz jest ich ono, musimy uzbierać całą garść! Jeśli je zbierzesz to poinformuj mnie...albo zamiaucz.
Szelest kiwnął łebkiem i zabrał się do pracy. Miodowa Łapa ruszyła natomiast aby zebrać rosnącą przy samym brzegu roślinę, bardzo potrzebną przy sezonie przeziębień.  Przeszła się chwilkę brzegiem po czym odnalazła ją, rosła tuż przy dużym kamieniu. Zerwała ją ostrożnie szukają innych miejsc na jej występowanie. Gdy zebrała już cały pysk wskoczyła na górę i ułożyła je na pierwszym bukowym liściu jaki znalazła. Po chwili pod jej łapki przyszedł Szelest trzymający w mordce pełno złotych liści. Ku zadowoleniu medyczki, większość z nich była tymi których potrzebowała.
-Bardzo dobrze! Chodź, siądziemy tutaj pod drzewkiem i posegreguje je tak aby wziąć te które są najbardziej potrzebne.
Tak jak się spodziewała, nie uzyskała odpowiedzi, ale kociak podreptał za nią grzecznie. Usiedli zatem pod dużym bukiem a Miodek zaczęła segregację. Po chwili usłyszała jak Szelest zaatakował jeden z orzechów. Toczył go naokoło pnia co chwila skacząc na niego i gryząc go. Miodek rozbawiła taka zabawa, sama jako dziecko nie miała tyle rozrywki, wolała siedzieć i rozmyślać, tak jej zostało. Przyjrzała się dokładniej Szlesestowi, wiedziała, że to syn Łasicy, ale zastanawiała się kto może być jego ojcem...
-Szeleściku, powiedz mi, kto jest twoim tatusiem?- zapytała zwracając oczy w stronę kocurka z pomierzwioną od zabawy sierścią. Patrzył się na nią tempo nie otwierając pyszczka.
-Chcesz abym...zgadła?
Ruch łebkiem, był na ,,tak". Miodowa Łapa dokładniej obejrzała małego braciszka. Było dość jasne kto jest ojcem, Fiołkowy Podmuch. Podeszła do kotka z uśmiechem.
-Hmm masz brązowe futerko z białymi plamkami...-tutaj przerwała aby wtulić nosek w jego policzek- zielone oczka jak matka-wariatka i mały nosek, jesteś ciekawski i odważny...chyba wiem. Fiołkowy Podmuch.
Położyła się przed braciszkiem patrząc w jego mądre oczka w których zaświeciła iskierka szczęścia.
-Tak- odpowiedział jej krótko z lekkim uśmiechem. W końcu przełamał się i przemówił, lodowe serduszko kotki zadrżało. Poczuła, że mogłaby dogadać się idealnie ze swoim nowym bratem. Przysunęła do siebie jeden z większych liści i chwyciwszy go w zęby przejechała nim po pyszczku Szelestu. Kociak kichnął, i wstał troszkę zdziwiony, lecz zachęcony trzęsącym się kolorowym liściem postanowił go zaatakować. Rzucił się na niego a jego małe łapki co jakiś czas uderzały o pyszczek siostry, jej jednak to nie przeszkadzało. Czasem  pazurki kociaka nadszarpywały jej skórę, ale co to dla niej było skoro mogła sprawić radość biednemu Szelestowi który musiał siedzieć  codziennie z ich okrutną matką.

<<Szelest? Wybacz za każdy błąd, umieram mocno, pisałam na telefonie>>