BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 18 października, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kalinowa Łapa x Chuda Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kalinowa Łapa x Chuda Łapa. Pokaż wszystkie posty

24 maja 2026

Od Chudego Grzbietu CD. Kalinowego Powiewu

Od jego mianowania nie minęło długo. Pora Nagich Drzew skończyła się kilka wschodów słońca temu, resztki śniegu topniały na dobre, zwierzyna powracała do lasów, a temperatura rosła. Chudy Grzbiet, nazwany tak na cześć swojego wystającego kręgosłupa, miał sporo pracy. Wraz z nowymi liśćmi na drzewach, wyrastały również świeże zioła, których zapasy kończyły się w mgnieniu oka podczas Pory Nagich Drzew. Chodził więc, czy to z Roztargnionym Koperkiem, czy z Cisowym Tchnieniem na zbieranie. Musiał odbudować zaufanie do siebie po akcji z kocimiętką, a i tak Koper lubiło trzymać na niej łapę.
Chudemu dni mijały całkiem pracowicie. Co prawda, wraz z nowym imieniem nie zmieniło się u niego nic, poza dodatkowymi obowiązkami. Przytrafiła mu się któregoś dnia nie kto inny jak Kwaśna Kocanka. Kotka została ugryziona przez szczura. Niebieska wojowniczka wyjaśniła, jak doszło do zdarzenia, kiedy zaszczyciła swoją obecnością legowisko medyków. Jak na złość Chudy był sam.
— Czyżby szczur poczuł Porę Nowych Liści i postanowił wyjść na polowanie? — miauknął kąśliwie bury medyk. — I pech chciał, że trafił na Ciebie.
Nie spojrzał na kotkę, a wiedział, że na jej pyszczek wkradło się rozdrażnienie tym komentarzem. Chudy wybrał odpowiednie zioła.
— No, ale pomyśl o tym tak, zawsze to mógł być kleszcz — dodał. — Wtedy byś została potraktowana żółcią, która śmierdzi na kilometr. Ale w sumie… odstraszałabyś nie tylko koty, ale też szczury! Zastanów się, mam nadwyżkę to mogę Ci odpalić działkę.
W międzyczasie sprawnie uporał się z odkażaniem miejsca ugryzienia. Następnie wydzielił kotce ziółka i dał zalecenia.
Chudy sądząc po minie Kocanki, nie zrobił zbyt dobrego wrażenia… a tak się starał! Zaproponował jej rozwiązanie problemu i nawet rzucił żartem. Kotki przecież to lubią, nie? To, czemu nie działało?
Usiadł i westchnął. Odkąd został mianowany, miał w głowie, że powinien być teraz jak Cisowe Tchnienie; poważny i tajemniczy. Bo był poważnym panem medykiem z pasującym jak ulał imieniem. Wypadałoby w takim razie nieco się ogarnąć, co nie?
Problem w tym, iż ciężko było wcielić ten plan w życie. Niby coś tam gryzł się w język, ale za słabo. Trochę zadzierał nosa, a z drugiej strony miał za krótki pysk, by zrobić to tak fajnie, jak inni. Bracia mu ciągle wciskali do głowy, że był idealny taki jaki jest, ale on nie do końca im wierzył. Taki mały cichy głosik w głowie nakłaniał go do ogarnięcia tyłka.
Kiedy Koper z Cis wrócili, Chudy oznajmił, że idzie odpocząć, bo jest zmęczony użeraniem się z innymi. Wyszedł więc na zewnątrz poza norę, a jasne słońce oślepiło jego oczy. Burknął wiązankę pod nosem, idąc przed siebie. Zaraz ktoś go popchnął, tak jakby nie było widać, że szedł… i tym sposobem wpadł na losowego kota.
Zanurkował nosem w gęstym futrze. Słońce skryło się za chmurami, nie rażąc go już tak mocno, więc odsuwając się, mógł dostrzec pyszczek tego nieszczęśnika. Lub… nieszczęśniczki. Błękitno blade oczy medyka skrzyżowały się ze złotym, palącym spojrzeniem nikogo innego, jak Kalinowego Powiewu. Chudy Grzbiet wyprostował swoją przygarbioną postawę, bo w końcu teraz był poważnym panem medykiem i odchrząknął.
— Kogo ja widzę? — zaczął nerwowo, ale udawał, że wie, co robi. — Czyż to nie Kalinowy Powiew? Co Cię… sprowadza w to miejsce w obozie?
Kalinowy Powiew otrząsnęła się z szoku po zderzeniu. Była widocznie niezadowolona… kiedy jednak usłyszała gadkę Chudego, aż otworzyła oczy z niedowierzania. Po chwili jednak powrócił na jej pyszczek ten sam, poważny wyraz.
— Jest tu coś wyjątkowego, o czym nie wiem? — wydawała się skołowana. Zastrzygła wąsami. — Mam rozumieć, że to była celowa próba zwrócenia na siebie uwagi? — spytała chłodno, choć jej końcówka ogona podrygiwała z irytacją. — Jeśli tak, wybrałeś wyjątkowo kiepską metodę — po paru uderzeniach serca się podniosła, otrzepując z nadmiaru kurzu. Przeniosła wzrok z powrotem na kota w pewnym sensie winnemu całemu temu zamieszaniu.
Chudy Grzbiet słuchał tego, co mówiła złotooka, a jego krzywy uśmiech bladł z każdą chwilą. I tak był już poddenerwowany i zestresowany tym wszystkim, a ta mu jeszcze prawiła wywody. Chociaż... cieszył się, słysząc jej głos. Ciężko mu było tylko stwierdzić, czy go tolerowała, czy może jednak wolałaby, by nie pokazywał jej się na oczy. Celowa próba zwrócenia na siebie uwagi? Co to w ogóle miało być za oskarżenie?! Chudy nie był aż takim desperatem!
Bury kocur ponownie się przygarbił, a jego kiełki zniknęły w grymaśnej minie. Wziął wdech, a jego ogon podrygiwał z irytacją.
— Nie każdy ma takie bystre oczy, jak Ty — burknął w odpowiedzi na uwagę kotki. Odwrócił głowę, skanując prędko okolicę i pobieżnie patrząc na koty dookoła.
Mimo wszystko przypomniał sobie, że przecież teraz był w trakcie przemiany swojego charakteru, więc wziął tylko głęboki wdech, nim jako tako opanował emocje. Spojrzał na kotkę swoimi przygaszonymi oczami.
— Jeśli lubisz nasz klan oraz obóz to tak, to miejsce jest wyjątkowe. Może trawa jest tu zieleńsza? Kto wie? — zarzucił, niby to filozofując, chociaż dla niego był to tylko skrawek ziemi, taki jak wszędzie.
— Nigdy bym nie pomyślała, że to konkretne miejsce mogłoby być dla Ciebie wyjątkowe — powiedziała. — W dodatku, co to miało znaczyć? To, co wydarzyło się przed twoim mianowaniem, z Nocnym Śpiewakiem? — zaczęła dopytywać wojowniczka. — W dodatku nadal nie usłyszałam przeprosin od ciebie.
Na pytanie o jego brata i tę "sprawę", zalał go zimny pot. Dosłownie poczuł, jak nerwowo zaczyna bić mu serce, szybko, nierówno. Odchrząknął znowu, uciekając wzrokiem w bok. Co miał jej powiedzieć? Prawdę? Kłamstwo? Pół-prawdę? Czy w ogóle powinien cokolwiek mówić na ten temat?
— Uh, widzisz... — mruknął. — Może... może eee opowiem Ci w... mniej zatłoczonym miejscu? — zapytał nerwowo, kupując sobie więcej czasu na obranie strategii względem rozegrania tego tematu. No i... pomyśli nad tymi "przeprosinami". Eh, dlaczego ona była taka... ugh! Nawet nie znał odpowiedniego określenia! Miał zbyt ubogi słownik!
Kalinowy Powiew uspokoiła się odrobinę. Wyprostowała się, poprawiając zmierzwione kosmyki futra. Westchnęła cicho pod nosem, a po chwili kiwnęła mu głową, dając zgodę.
— W porządku — mruknęła, czekając, aż Chudy Grzbiet ich poprowadzi.
Chudy zesztywniał, jakby uszło z niego całe życie. Ona poważnie się zgodziła? Naprawdę? Nie przypuszczał, że zależy jej na poznaniu prawdy do tego stopnia... Nie spodziewał się takiego scenariusza. Gdy tylko kotka wyraziła zgodę na wspólne wyjście poza obóz, Chudy Grzbiet o mało nie zakrztusił się własną śliną. Liliowo-biała czekała, aż medyk wskaże drogę, a Chudy wewnętrznie cały panikował.
— Oh... Oh! Zgodziłaś się... hmm — miauknął nerwowo. Rozejrzał się prędko, a w głowie przeskanował wszystkie miejsca, w których był.
Nie muszą iść daleko... po prostu gdzieś gdzie nie będzie tylu wścibskich oczu. Chociaż już samo wspólne wyjście, jeśli ktoś przyuważy, będzie niezłą sensacją...
Chudy Grzbiet, ponieważ tak jak postanowił sobie jakiś czas temu, przemieniał siebie w nową wersję. Zgodnie z tym, chociaż teraz najchętniej by uciekł, opanował odruch biegu, na rzecz spokojnego, acz sztywnego marszu. Ogonem poprosił kotkę, by za nim podążyła, a on odwrócił głowę, by nie widziała jego paniki. I co on teraz zrobi? Sam na sam z Kalinowym Powiewem? Nigdy jeszcze nie miał takiej sytuacji! Zawsze byli otoczeni świadkami. Jeśli kotce nie spodoba się to, co powie i postanowi go ukatrupić gdzieś w krzaczorach, to go nikt nie znajdzie! Chociaż Kalinowy Powiew nie była tym typem kota... ale zawsze istniała taka ewentualność! Musiał być na nią gotowy...
Wyszli z obozu, Chudy poprowadził kotkę na leśną polanę, z której co jakiś czas brał zioła typu rumianek lub mniszek. Usiana małymi kwiatkami, ale jednocześnie oświetlona i odosobniona. Piękny zapach roślin unosił się w powietrzu, a Chudy musiał walczyć z chęcią zabrania świeżych ziół do obozu... Nie pora teraz na medykowanie! Chociaż tamta pokrzywa wyglądała tak, jakby sama chciała pójść do ich legowiska. Zanotował w głowie, by po rozmowie prędko zerwać kilka gałązek. Planował zrobić kilka nowych eksperymentów z ziołami...
Zatrzymali się, Chudy opanował emocje, ponieważ teraz interesowały go te wszystkie zioła, z których musiał chwilowo zrezygnować. Medykowanie, myślenie o roślinach pomagało mu się uspokoić, wrócić myśli na odpowiednie tory. Nigdy nie przypuszczałby, iż odnajdzie takie powołanie w życiu. Nie chodziło tutaj o leczenie innych, chociaż rozwiązanie zagadki co danemu kotu dolega, również było niesamowitym uczuciem. Tak, jak wyjęcie wkurzającej resztki posiłku spomiędzy zębów i poczucie tej ulgi. Duma z siebie, spełnienie. Medycyna była dla Chudego całym jego życiem… i przez to koniec końców nie mógł się opanować. Drżące ze stresu łapy postanowił zająć czymś pożytecznym w trakcie układania jakiegoś sensownego zdania dla kotki.
Chudy Grzbiet krzątał się więc, zbierając listki, łodyżki i gałązki zielarskich roślin. Był wręcz w siódmym niebie albo bardziej... siódmym wymiarze Mrocznej Puszczy. Jak zwał tak zwał- nie zmieniało to faktu radości burego. Właśnie... zioła, kocimiętka. Bury oprzytomniał, odwracając się do kotki. Gdy tylko jego oczy objęły ją pośród leśnej, kwiecistej polany, zaparło mu dech w piersiach. Kalinowy Powiew, ze spokojem podziwiała rosnące tu piękne okazy kwiatów, dodatkowo na pewno nie wiedziała, że część z nich to zioła. Jeśli będą mieć okazję, to Chudy jej o tym powie. W sprawie medycznych ciekawostek zawsze był do przodu.
Oklapnięte uszy kotki, zabawnie, ale też uroczo poruszające się wraz z jej głową, długa sierść, starannie wyczyszczona. Złote oczy, w tak intensywnym odcieniu, jakby same bursztyny oddały im swój blask. W dodatku pyszczek idealnych wręcz kształtów, nie za mały, nie za duży, uroczy nosek i długie wąsy, które drgały przy mówieniu.
Seans podziwiania wojowniczki przerwało jej spojrzenie się na Chudego. Ups! Przyłapany na wgapianiu się! Odwrócił prędko wzrok, udając, że grzebie w ziemi.
Wziął głęboki wdech. Wiedział, że ona czekała na wyjaśnienia. Z drugiej strony... dlaczego jej na tym zależało? Kalinowy Powiew nie była typem plotkary, więc ta informacja nie posłuży za rozsianie nowych ploteczek pomiędzy klanowiczami. Może ona... Może ona lubiła Noc? I chciała wiedzieć, dlaczego kocur skończył w takim stanie? Lub, ewentualnie, po prostu była ciekawa? A jaka szansa mogła być na to, że się o Chudego martwiła? A może chodziło faktycznie o Noc...
Położył po sobie uszy na moment, myśląc o bracie. W sercu poczuł ukłucie, bo podświadomie nie chciał, by to chodziło o czarnego. Miał malutką, tyciulką, nadzieję, iż kotka martwiła się o niego. O Chudy Grzbiet, a nie o Nocnego Śpiewaka. Nie miał jednak tyle odwagi, by zapytać. Kotka go onieśmielała tak jak zresztą większość pięknych kocic. Bycie taką wychudzoną pokraką miało mnóstwo minusów, w tym właśnie trudność przy rozmowie z kimś co ma wszystko, czego Ty nigdy nie dostaniesz. Chyba że udałoby się Chudemu stworzyć maść na porost włosów... wtedy lepiej by się prezentował.
Próbował ułożyć w głowie jakieś sensowne zdanie, co okazało się naprawdę trudne. Nie wiedział, od czego zacząć, jak to zrobić. Wiedział już, że nie będzie kłamać. Pogorszy to tylko ich, i tak ledwo zipiącą, relację.
Po dłuższym milczeniu postanowił po prostu to z siebie wyrzucić, bez zbędnych upiększaczy.
— Spanikowałem — miauknął cicho na początku. Nie patrzył na kotkę, a gdzieś w bok, marszcząc lekko brwi. Stawał właśnie naprzeciw swoich własnych lęków. — Kiedy Nocny Śpiewak zapytał mnie o moje... uh, preferencje, spanikowałem. Zamiast odpowiedzieć mu normalnie, znalazłem krzew kocimiętki i wziąłem kilka listków, żeby mi pomogły w tej rozmowie. Głupie, nie? To mój brat, a ja się tak wystraszyłem tej rozmowy.
Zacisnął zęby. Był zwykłym tchórzem.
— Po prostu... Ja nie wiem. Chyba bałem się bycia ocenionym przez niego. Chociaż jest moim najukochańszym bratem i wiem, że by tego nie zrobił. To chyba po prostu taka kocia natura. No i mnie wzięło... widzisz, jak wyglądam — zaśmiał się nerwowo, chociaż był to gorzki śmiech. — Kocimiętka w takiej ilości zadziałała na mnie od razu, totalnie. Noc, który jest normalnym kocurem, miał trudności, by osiągnąć taki stan.
Zamknął buzię, bo chyba za bardzo się zagalopował w tłumaczeniach. Sam nawet nie był pewien, czy chciał się wybielić w oczach kotki, czy zwyczajnie wyrzucić to z siebie. Jeśli Kalinka uzna go za żałosnego... no to nie pozostanie mu nic jak nigdy więcej się do niej nie odezwać. Jego paplanie mu tutaj nie pomogło, bo zamiast odpowiedzieć krótko, dał jej całą historię... Eh!
— No i... no i tak to wyglądało — mruknął jeszcze.
Podrapał się nerwowo w łapę. Zaraz jednak spanikował nieco, nie będąc pewnym jak interpretować minę Kalinki.
— A-Ale! Nocny Śpiewak to b-bardzo porządny kocur! Patriota i w ogóle... — dodał prędko, by Kalinka nie pomyślała o czarnym kocie w zły sposób.
Po powiedzeniu Kalinowemu Powiewowi sytuacji z kocimiętką zrobiło mu się lżej na duszy. Tak, jakby zrzucił z siebie niewidzialny ciężar, który dźwigał od jakiegoś czasu. Nie, żeby ta sytuacja z afrodyzjakiem była szczególnie żenująca... bardziej chodziło o tą część z uczuciami, preferencjami. Nigdy o tym nie myślał, jednak skoro naturalnie przychodzi mu podziwianie kocic, a także wyszukiwanie w nich wspaniałych cech, chyba oznaczało to, iż go pociągały, nie? Chociaż ze swoją urodą wiele nie zwojuje, to może kiedyś znajdzie jakąś niewidomą, która go pokocha za wszystko poza wyglądem...
Chudy to Chudy. O nim mogła tak myśleć, ale nie chciał dopuścić do splamienia obrazu swojego braciszka w oczach wojowniczki. Postanowił wziąć wszystko na siebie, nawet jeśli nikt nie był tutaj winny.
— Każdy czasem panikuje, nawet jeśli w naszym klanie nie jest to szczególnie mile widziane. Oczywiście najlepiej byłoby panować nad własnymi emocjami, bo potrafią prowadzić do nierozsądnych decyzji, ale całkowite ich tłumienie również nie wydaje mi się zdrowe czy zawsze możliwe — zaczęła. Po chwili zdawała się rozkojarzona, wylizując i podgryzając miejsce na klatce piersiowej.
Dostał wywód od Kalinki, którego poniekąd mógł się spodziewać. Rzeczowe odpowiedzi kotki wybrzmiewały w jego uszach. Tak... panika w tym Klanie nie była mile widziana... zresztą, podobnie jak koty jego pokroju, a jednak hej! Wciąż tutaj był! Odstępstwo od reguły, czy może okazał się przydatnym? Zapewne to wiedziała tylko Zalotna Gwiazda.
Chudy Grzbiet przyuważył rozproszoną uwagę wojowniczki. Ciągle się czochrała i drapała, jakby nagle pogryzło ją mnóstwo komarów. Słysząc jednak wzmiankę o swoim bracie, odsunął zebrane wcześniej zioła na bok. Miał ich tyle, że nie wiedział, czy zdoła je wszystkie udźwignąć.
— Może... hm, nie — mruknął. — Na pewno masz rację — powiedział pokornie. Nie miał żadnych argumentów ani powodów, by się z nią w tej kwestii sprzeczać. Przejrzała go i tyle.
— I też skoro powiedziałeś mi to wszystko, najwidoczniej potrzebowałeś z kimś porozmawiać. Na zdaniu Nocnego Śpiewaka Ci zależy tak bardzo, bo jesteście blisko, tak myślę — dodała jeszcze, widząc, że Chudy nie emanował taką pewnością siebie, co zawsze. Po paru uderzeniach serca zabrała ponownie głos. — To chyba nie jest normalne... — zaczęła, ogon odsuwając lekko od łapy. — Im dłużej tu przebywamy, tym bardziej mnie swędzi skóra. Chyba mam na coś uczulenie — wyprostowała się wręcz odruchowo.
Przełknął ślinę, jakby zawierała w sobie kolce. Ciężko mu przychodziły takie szczere rozmowy, zwłaszcza kiedy rozmówczynią była ona. Kalinowy Powiew. Kotka tak tajemnicza, a zarazem otwarta i pozwalająca się poznać do pewnego stopnia. Chudy Grzbiet nigdy nie miał jednak okazji na normalną rozmowę z nią, bo przy każdym niemal spotkaniu na siebie fukali. Czy było to spowodowane różnicami w ich poglądach? Może w wychowaniu? Lub ogólnie, w sposobie bycia. Powodów mogło być wiele, co nie zmieniało faktu, że z upływem księżyców wcale nie było lepiej. Poniekąd Chudego to przygnębiało; w końcu chciałby ją poznać lepiej, a z drugiej... Ona tego nie odwzajemniała. Więc postanowił dać se spokój, ale teraz… po mianowaniu, gdy zyskał nieco szacunku wśród współklanowiczów, ponownie zaczął mieć nadzieję, iż kotka przychylniej na niego spojrzy. Udowodnił poniekąd swoją przydatność, a to chyba było ważne?
Zamrugał kilka razy. Rozejrzał się dookoła, kiedy kotka zwróciła swoją uwagę na kwiaty, które potencjalnie mogły ją uczulić. Bury medyk niemal automatycznie ruszył z miejsca ku niej, o dziwo pewnie siebie, ze spokojem. Jakby mu się włączył tryb detekcji tajemniczych medycznych przypadków do rozwiązania.
Zatrzymał się długość zająca od niej. Wyczuł, iż mogła nie życzyć sobie jego obecności bliżej, a z drugiej strony chciał ją obejrzeć i udzielić pomocy. W końcu potrafił to zrobić!
Machnął niepewnie ogonem. Jak powinien postąpić? Bez pytania rozpocząć diagnozę? Może przedstawić jej dostępne opcje? Chociaż nie było ich wiele... patrząc na rodzaj uczulenie oraz miejsce. Zaklął w myślach swój brak kompetencji społecznych. Zmarszczył brwi, zastanawiając się dalej. Czy zdołałby postawić diagnozę bez dotykania jej? Patrząc jedynie na stan futra, zaczerwienienie? Dlaczego on w ogóle brał to pod uwagę?! Powinien ją potraktować tak jak każdego, ale… ugh! Ona nie była jak “każdy”! Nie dla Chudego, i w tym właśnie tkwił cały problem. Sam siebie nie rozumiał i tego wszystkiego.
Widząc jednak, że kotka odczuwa coraz większy dyskomfort, poddał się i po prostu wziął wdech.
— Wszystko w porządku? — zapytał miękko i z troską, jakby stał przed nim jego brat, a nie kotka, która go nie lubi. Był sam sobą zszokowany do tego stopnia, że położył po sobie uszy speszony.
Dłuższe uderzenie serca minęło, nim podjął decyzję. Cofnął się, by zebrać zioła w kępkę. Spojrzał następnie na wojowniczkę.
— Pomóż mi zabrać te rośliny — polecił jej, wracając do swojego zwyczajowego tonu głosu. — Pójdziemy tam, gdzie nie będzie tych wszystkich kłączy, które by mogły Cię uczulić.
Jak powiedział, tak zrobił. Wziął swoją część ziół, nie czekając na kotkę. Z duszą na ramieniu przeszukiwał w pamięci miejsca, które nie zawierały kwiatów, w których wojowniczka stała. Wynalazł kilka takich miejsc, w tym jedno nieopodal. Leśną gęstwinę, porośniętą mchem, pełną gałęzi i korzeni. Zwykle uczniowie trenują tam wspinaczkę na drzewa, więc mogli się udać w tamtą lokację. Kalinowy Powiew odbyła z sukcesem szkolenie na wojownika, tak więc wiadome było, iż nie miała alergii na mech czy żywicę z drzew.
Gdy dotarli, Chudy odłożył zioła na bok, wybierając do tego szeroki kawałek kory, który był suchy. Po ostatnich deszczach przyroda odżyła, ale nie oznaczało to, że dla medyków była to dobra nowina. Zioła lubiły gnić w nadmiarze wilgoci.
— Połóż to tutaj — zlecił jej ponownie, o dziwo w miarę pewnym siebie tonem.
Podrapał swój wychudzony bok, a następnie otrzepał sierść z drobinek skóry. Poleciały sobie na ziemię, ściągane wilgotnym powietrzem. Gdy pozbył się tej warstewki z siebie, mógł poświęcić całą uwagę pacjentce.
Podszedł do niej, widząc, że jest niepewna. Jakby... mu nie ufała. Poniekąd to nie dziwiło młodego medyka, ale gdzieś tam głęboko poczuł ukłucie w sercu. Z jakiego powodu? Przecież się nie lubili. Prawda?
A może... to jedynie Kalinowy Powiew pałała względem niego nienawiścią? Chudy Grzbiet od dłuższego czasu zauważył, iż nie odczuwał względem niej wstrętu tak jak kiedyś. Nadal kotka zdawała się wywyższać i wymądrzać, rzucając tymi swoimi mądrymi słówkami, co go doprowadzało do szewskiej pasji, a jednak gdzieś tam mu imponował styl bycia wojowniczki. Chociaż... kilkukrotnie jego szczerość zakończyła się kłótnia ich dwójki. Jak w takim razie nakłonić ją do współpracy? A może... Nie będzie musiał? Niby była między nimi niewidzialna ściana, ale jednak Chudy był medykiem. Miał rozległą wiedzę, a to z miejsca powinno dodać mu w pewnym stopniu wiarygodności.
Gdy podniósł ponownie wzrok, napotkał rozdrażnione oczy kotki. Chudy widział, jak uczulenie się rozniosło, a ona nie mogła poradzić nic, niż tylko się wkurzać i drapać. Zrobiło mu się jej żal.
— Kalinko — zaczął, używając o dziwo zdrobnienia jej imienia. Zaczął w głowie formułować poważną wypowiedź, a nie prostacką uwagę tak jak zawsze. Po kilku uderzeniach serca chyba wymyślił. — Mogę... mogę obejrzeć miejsce uczulenia? — Zapytał z początku niepewnie, ale musiał się przecież zebrać w garść... jak miał zostać poważnym panem medykiem, jeśli pokonuje go rozmowa z samicą?
— Zebrałem dużo ziół i myślę, że będę w stanie sporządzić odpowiednie antidotum na Twoją przypadłość... tak tu teraz... no wiesz.
Posłał jej krzywy uśmiech, mając nadzieję nie dostać zaraz w pysk. Kalinowy Powiew dłuższą chwilę milczała, wyraźnie się zastanawiając nad odpowiedzią. Chudy Grzbiet z kolei nie poznawał sam siebie i będzie musiał przemyśleć swoje zachowanie. Gdzie zniknęła jego wredna strona? Dlaczego zachowywał się w tak uległy i specyficzny sposób? Czy to już jakieś szaleństwo? Umierał? Może jemu też zaszkodziły tamte kwiaty…
— Skoro już tyle przeszliśmy i nazbierałeś tyle ziół, to byłoby niemądre z mojej strony, gdybym teraz Ci odmówiła… — podjęła pewnie, po czym machnęła kitą jednokrotnie. — I tak zachowujesz się, jak nie ty — dopowiedziała jeszcze cicho.
Chudy zacisnął wargi. Miała rację. On też nie wiedział, dlaczego tak było. Chciał… nie, wręcz pragnął upodobnić się do innych kotów. Stanąć z nimi na równi, zdobyć przyjaciół i mieć normalne życie. Przecież oni zachowywali się w ten sposób, prawda? Byli mili i tacy troskliwi. Mogli tak zjednać sobie pobratymców, tylko… Czy Chudy naprawdę w głębi serca chciał upodabniać się do innych? Udawać kogoś, kim się nie czuł?
— …Ale nie próbuj niczego głupiego! Jeśli coś się stanie, to dostaniesz po głowie! — dodała.
Chudy położył po sobie uszy i zmarszczył brwi na jej komentarz. Nie dogodzisz!
— To w końcu wolisz, kiedy się kłócimy czy kiedy jestem dla Ciebie miły? — zapytał nieco zrzędliwie, wywracając oczami.
Nie wiedział, czy chciał poznać odpowiedź na to pytanie, jednak kotka dawała mu dużo mieszanych sygnałów. Znali się od żłobka, ich spotkania ciągle wypełniały sprzeczki, a teraz kiedy Chudy próbował zachowywać się tak jak inni, to jej nie pasowało! Niech ona się zdecyduje… Lubi w końcu, kiedy jest się dla niej miłym czy nie?!
Pomamrotał coś pod nosem, zajmując się już w pełni ziołami. Jak on jej nie pasował, to nie musiała przecież za nim iść! Mogła wrócić do obozu i poszukać Kopra czy Cis...
Przegrzebywał stertę ziół, znajdując sobie pokrzywę oraz inne, które uznał za przydatne. Nie powinny zmieniać swojego działania, jeśli by je połączył.
Od jakiegoś czasu Chudy pieczołowicie w wolnych chwilach eksperymentował z ziołami, co mogło nie każdemu się podobać. Śmierdział dziwnymi mieszankami na kilometr i robił dookoła siebie bałagan, który nazywał "twórczym nieładem". Próbował wynaleźć dla siebie maść na porost sierści, ale by tego dokonać, musiał najpierw znaleźć zioła do tego potrzebne. Poznał właściwości pokrzywy po sporządzeniu z niej maści, ale nie działało tak, jak chciał, więc próbował dalej. Zauważył jednak, że łagodziła jego świąd. Założył więc, iż kotce też pomoże.
— Pokaż no mi to miejsce uczulenia — miauknął, już starym zwyczajowym tonem. Jak nie chciała go miłego to nie będzie go mieć! Szansa zmarnowana, o!
Obejrzał zaczerwienienie i na tej podstawie postanowił zrobić maść, którą nałoży na liście i pookleja jej skórę. Zastanawiał się, czy powinien także wydzielić jej z ich medykowych zapasów w obozie zioła do zjedzenia. Tak na wszelki wypadek... ale to skonsultuje już z Koprem. Nie chciał uzyskać odwrotnego efektu od pożądanego.
Przeżuł zioła na papkę, kładąc je na duże liście, które rosły niemal wszędzie, zwłaszcza w ich lesie. Mimo że w większości był iglasty, niektóre dzielne liściaste drzewka się tu zakorzeniły. Gdy okład był gotowy, Chudy zerknął na kotkę, wychodząc z medykowego transu.
— Sama to zrobisz czy Ci pomóc? — zapytał z tym swoim skrzywionym krótkim pyszczkiem.
Nie będzie na siłę jej prosić i smarować tym mazidłem. Jak jest taka samowystarczalna, to niech sobie zrobi to od łapy, bez jego pomocy, o. Pomyśleć, że zaczął być poważnym panem medykiem, żeby jej (i innym) się przypodobać... żałosne. On był żałosny, nic się nie zmieniło.
Patrzył na nią, czekając na odpowiedź.

< Chodź na ziołowego tulaska :3 >

Wyleczona: Kwaśna Kocanka

14 kwietnia 2026

Od Kalinowego Powiewu CD. Chudej Łapy

Przeszłość

Kalinowy Powiew odczuwała lekki dyskomfort. Podczas każdego bardziej wymagającego ruchu głębsze ranki otwierały się, a piekący ból powracał, dokuczając wojowniczce, dopóki uszkodzenie nie zagoiło się ponownie. Związane było to z walką, jaką odbyła ostatnio z psiskiem dwunożnych. Na samą myśl skrzywiła nos, oglądając swoje futro, czy jej rany przypadkiem się nie brudzą. Unikała błota i wszelkiego rodzaju zanieczyszczeń na tyle, na ile było to możliwe – w końcu szkoda, gdyby miało wdać się jej w nie jakieś zakażenie. Jeszcze, gdyby tego było mało, to samo tarzanie się w błocie nie było wcale eleganckie. Odkąd pierwszy raz usłyszała o możliwości infekcji, martwiła się lekko, że to mogłoby dotknąć niebawem i jej, jeśli tylko nie zajmowałaby się własnym futrem i skórą odpowiednio. Dlatego poświęcała toalecie więcej czasu niż zwykle. Można było powiedzieć, że myła się nawet za wiele i zbyt długo, poświęcając sporą część swojego wolnego czasu na właśnie to.
Odkąd została mianowana na wojowniczkę, jej dni wyglądały dość spokojnie oraz identycznie, co z jednej strony ją cieszyło – w końcu zyskała uznanie ze strony Kruczego Pióra, nie musiała już spełniać nierealistycznych wymagań mentora. Udało jej się wreszcie pokazać, że jest gotowa na tę rolę. Gruba Łapa, Nocna Łapa nadal byli uczniami, chociaż podejrzewała, że to kwestia czasu aż sami staną się wojownikami. Chuda Łapa zaś obrał ścieżkę medyka pod czujnym okiem Roztargnionego Koperku. Czuła się odrobinę wybita z rytmu. Przez to, iż wstawała zawsze tak wcześnie na treningi, których teraz już nie było, nie potrafiła się przestawić. Wstawała zawsze o tej samej porze, niekiedy z lekkim stresem, czy przypadkiem nie zaspała na szkolenie. A potem w oczy rzucały jej się powolnie podnoszące się i opadające boki reszty Wilczaków, którzy nawet nie zdążyli się przebudzić, a już z pewnością nie dali rady ustawić się w celu wyruszenia na patrole łowieckie czy patrole graniczne. Westchnęła cicho pod nosem. Pora Opadających Liści była przepiękna, wielokolorowe liście sypały się z niektórych drzew, chociaż na terenach Klanu Wilka było ich wyjątkowo mało. A to wszystko przez to, że u nich górowały drzewa iglaste, które jedyne co, to mogły zrzucić masę szyszek lub niekiedy igieł. Wspinanie się po nich absolutnie nie należało do najmilszych rzeczy! Wszystkie te kolce, które obrastały grubą korę, wbijały się bez większych trudów w łapy niedoświadczonych uczniów. Poduszki wojowników zdążyły stwardnieć na tyle, żeby ten problem nie dotyczył ich tak często, chociaż i takie przypadki się zdarzały.
Pokręciła głową. Nie było sensu zastanawiać się nad takimi rzeczami teraz. Przecież ani nie spała, ani nie szykowała się do wspinaczki na drzewa…
Dojrzała swojego pobratymcę, Chudą Łapę, który niósł zioła w pysku. Parę uderzeń serca temu odszedł od niego liliowy, prawdopodobnie czegoś zapomniało i musiało się wrócić. Kalinowy Powiew nie przykładała temu jakiejś wielkiej uwagi. Zabrała się za czyszczenie swojego długiego, niebieskiego ogona, wyzbywając się z niego wszelkiego rodzaju zanieczyszczeń. Może powinna się wybrać dzisiaj na jeden z patroli? Dobrze byłoby zająć czymś łapy.
Przez zamyślenie, które znów zawładnęło jej umysłem, nie zorientowała się nawet, że uczeń podszedł do niej. Z jakiegoś powodu nie rozważyła nawet tej opcji, z góry zakładając, iż bury raczej nie będzie chciał z nią rozmawiać. Szczególnie że jakiś czas temu się pokłócili i doprowadziło to do niemałego zdziwienia wśród Wilczaków. Kocur upuścił zioła przed swoimi łapkami.
Jego oddechy były jakieś takie bardziej charczące, głośniejsze niż zwykle. Zmarszczyła nieco brwi, zastanawiając się, czy on zawsze brzmiał w ten sposób. Nie mogła sobie przypomnieć za dobrze, aczkolwiek coś podpowiadało jej, że to nie było tak, jak powinno być. Nie pasowało jej to, był zbyt głośno.
— Jak Twoje rany się goją? — zapytał bez większych emocji, a jego głos brzmiał inaczej, niż zwykle, głównie przez suchość gardła i problemy w łapaniu wdechów. Może mu obecna pora nie służyła? Nie byłoby to czymś dziwnym.
— Chuda Łapo, powinieneś raczej przyjrzeć się sobie. Nie wiem, na co zachorowałeś, ale brzmisz inaczej niż zwykle — miauknęła, nie będąc pewna, jak powinna poczuć się z jego pytaniem. Z jednej strony było to nawet miłe, ponieważ nikt inny oprócz Trzcinniczkowej Dziupli jej o to nie pytał, a z drugiej… z Chudą Łapą nie łączyła ją znajomość ani nawet przyjaźń, raczej zawsze się kłócili o wszystko. Zawsze znajdował się jakiś powód do sprzeczek między nimi. Nie mogła za bardzo zrozumieć, jaki miał cel w pytaniu o takie rzeczy. Może dzięki temu nie czułby wyrzutów sumienia, jeśli tylko jakiekolwiek siedziały mu w głowie? Albo szukał jakiegoś tematu, dzięki któremu by mógł jakoś ją zasmucić? Wykorzystać tę informację przeciwko niej? Przyuważyła też nowy obiekt, który zdobił jego ucho. Zmrużyła nieco ślepia. Czy Nocna Łapa też nie miał takiego przypadkiem?
Wąsy Chudemu opadły po uwadze kotki.
Wziął płytki, zmęczony wdech. Towarzyszył mu specyficzny świst, zaraz zaczął kasłać. Odwrócił głowę, próbując się nie udusić.
— To ja tu próbuję dbać o współklanowiczów, a ty taka wredna jesteś — burknął, gdy się uspokoił. — Słyszałaś krążące plotki? Dumna jesteś? Myślą, że mi złamałaś serce!
Jego ogon drgnął nerwowo. Spojrzał na nią przelotnie, na jej rany, których nie było praktycznie widać, co uspokoiło młodego kocurka.
Kalinowy Powiew przewróciła oczami, a następnie machnęła ogonem, usłyszawszy słowa o plotkach i próbie dbania o innych. Zwykle nie zwracała uwagi na plotki, ponieważ nie miała wcześniej czasu ani głowy na to. Koty zawsze musiały mieć jakiś temat do rozmów, więc nic dziwnego, że wyłapali wśród codziennego zgiełku ich kłótnię. Westchnęła, kręcąc głową. Ktokolwiek rozpowiedział coś podobnego, musiał się niezwykle nudzić i mieć bardzo bujną wyobraźnię. Nie skomentowała tego dalej, wsłuchując się w następne słowa pobratymcy.
— Brzmię inaczej? — powtórzył. — Huh. Co masz na myśli?
— Nie masz większych kłopotów w nabieraniu oddechu niż ostatnio? Mam wrażenie, że sapiesz głośniej niż wcześniej — powiedziała, wsłuchując się w dalsze świsty wydobywające się z jego nosa, jakby miał go zatkanego. Gdyby była noc, to mogłaby przysiąc, że chrapał, a nawet nie spał. — Nie masz wrażenia, jakbyś miał zatkany albo przytkany nos? Jakbyś miał suche gardło? Pijesz wodę?
Otworzył szerzej oczy na nagłą niby troskę kotki, po czym szybko odwrócił głowę, zadzierając krótki pysk i kładąc po sobie uszy. Zamknął oczy na chwilę. Spojrzał na kotkę z małym wyrzutem oraz grymasem na mordce. Niebieska przyglądała się jego reakcji, nie myśląc o tym jakoś szczególnie wiele.
— Czy ja naprawdę wyglądam na kogoś, kto pije wodę? — zapytał.
Przewrócił po chwili oczami, jakby naśladując jej ruch sprzed chwili. Uniosła brew, nadal nie komentując jego zachowania. Czy całe to przedstawienie miało coś na celu? Machnął ogonem, wzniecając nieco kurzu. Kalinowy Powiew teraz spojrzała na niego wymownie.
— Pff, mając tyle schorzeń, co ja nawet nie wiem, kiedy coś mi dolega innego — rzucił gorzkim tonem. Takim, który mówił, że było mu smutno z powodu swojej odmienności, ale się z nią pogodził, bo nie miał zwyczajnie wyjścia.
Wstał i trzepnął uchem z przekłutą kością. Patrzył na wojowniczkę. Mierzył ją wzrokiem dłuższe uderzenie serca. Zmarszczył pysk, przymrużył oczy, po czym się odezwał.
— Ładna jesteś. Szkoda, że masz taki paskudny charakter.
Kalinowy Powiew patrzyła na niego przez chwilę, jakby musiała przetrawić to, co właśnie do niej powiedziano. Nikt jej wcześniej nie powiedział czegoś identycznego w taki sposób, nie wiedziała, jak przyjmowało się takie… komplementy? Czy był to komplement, a może tylko chłodne stwierdzenie nienacechowane szczególniejszymi emocjami? Chciał ją obrazić czy pochwalić? Pokręciła wreszcie głową ze zrezygnowaniem, odwróciła się na pięcie i odeszła, zostawiając burego kocura w tyle. Chuda Łapa zachowywał się dziwnie, aczkolwiek nie ona była medykiem. Skoro Roztargniony Koperek uznało, że jego podopieczny nie wymaga leczenia ani dokładniejszego przyjrzenia się mu, to nie zamierzała go zmuszać do tego ani mu mówić, co powinno robić, ani i jemu – że miał poprosić starszego kota o pomoc. Czasami trzeba było wiedzieć, kiedy należy się wycofać i sobie odpuścić.

<Chuda Łapo?>

30 marca 2026

Od Chudej Łapy CD. Kalinowej Łapy (Kalinowego Powiewu)

Jeszcze, gdy Chudy był uczniem woja

Bury kocur zerknął na nią przelotnie, bo zajęty był akurat wybieraniem igiełek sosny z ogona. Wpadł w usypany kopiec podczas treningu i tak wyszło, że wyglądał jak jeż. Kalinka wspomniała coś o wujku i rzucaniu jedzeniem? Zmarszczył nos, przeszukując pamięć. Kilka wschodów słońca temu był u starszych i faktycznie dawał im piszczki, a z jednego się naśmiewał, z tego niewidomego. Czy to on był tym "wujkiem"?
— Nie rzuciłem w niego tylko jemu — burknął. — Czemu się aż tak tym przejmujesz? Nie zrobiłem mu nic złego przecież.
— Chciałbyś, żeby to w ciebie kiedyś tak rzucono zwierzyną, jak będziesz już odpoczywać po tylu księżycach pracy dla klanu? Żeby z ciebie drwili jak z najsłabszego kota? Nie wiesz, jak to jest być starszyzną. Przesiadują tam całymi dniami, wyjdą okazyjnie do śmietniska czy po to, żeby skorzystać z promieni słońca. Niektórych nie odwiedza już nawet rodzina, bo albo nie żyją, albo nie mają czasu — powiedziała, mrużąc oczy. — Większość ich interakcji ogranicza się do uczniów. Nie wiesz, czy się nie zamartwiają taką rzuconą w nich zwierzyną. Na pewno, gdyby mogli, to sami by sobie po nią poszli, a ty nie robisz im łaski, że im przyniesiesz! Tego wymaga od ciebie kodeks wojownika — powiedziała chłodno Kalinowa Łapa.
Chuda Łapa poczuł się wręcz przytłoczony wywodem, jaki dostał. Czuł się znowu, jakby był w żłobku na wykładzie Ognistej Słoty o Mrocznej Puszczy. Aż go przeszły dreszcze od uszu po koniuszek ogona.
Wziął zrezygnowany wdech. Nie dość, że mu dupę truła, to jeszcze wyskoczyła z tym kodeksem... Eh te samice... takie problematyczne. One mają pamięć do takich drobiazgów.
Podrapał się po boku, a drobinki jego skóry pofrunęły w przestworza. Przewrócił oczami, nim się odezwał.
— Kiedy ja nie miałem w planach rzucić w niego! Mówiłem Ci już! — podniósł głos.
— Twoje zachowanie jest nieakceptowalne. Musisz patrzeć, jak rzucasz, mogłeś też jakoś inaczej to zrobić — miauknęła pogniewana, patrząc na Chudą Łapę. — Dało się przykładowo podejść bliżej, wtedy nie musiałbyś rzucać i tym samym nie ryzykowałbyś sytuacji takiej jak ta — dorzuciła.
— Nienawidzę myszy! Są ohydne i obślizgłe a jest ich najwięcej na stosie i musiałem ją wziąć, bo nie było nic innego! Czemu nikt nie próbuje mnie zrozumieć? POZA TYM!
— Popracuj z Nadciągającym Pomrokiem nad swoimi sposobami podawania zwierzyny — miauknęła Kalinowa Łapa, poruszając ogonem na boki. — Spójrz na to z innej strony. Jeśli się nauczysz, może przyda Ci się to w walce — podniosła podbródek, chociaż nie brzmiała już na tak samo zdenerwowana, jak chwilę temu.
Wziął wdech i zbliżył się do kotki, żeby na pewno dobrze słyszała.
— Skoro tyle księżyców służył klanowi, to nie powinien bać się małej myszki! Mało tego, martwej! Ja się starością nie martwię, bo pewnie nawet nie dożyję, więc co mnie to obchodzi! Mam złego cela i trafiła ta mysz obrzydła w tego starego. No co ja ci mogę poradzić? To wina wiatru!
Gdy dotarł do niej sens słów burego, zjeżyła sierść na nowo.
— Ty niesforny kocie! W dziurach nie ma takiego przepływu wiatru jak tutaj, jak mogło to wpłynąć na zwierzynę? Nie próbuj mnie nawet okłamywać! — odparła oburzona. — Wiecznie mówisz tylko o sobie! Ja i ja, tylko ty — wtrąciła. — Ty egoisto! Koty na starość się zmieniają.
Chudą Łapę... zatkało. I to poważnie. Rzadko kiedy brakło mu języka w gębie, a Kalinowa Łapa właśnie wytknęła mu wszystko. Dosłownie wszyściutko, jakby znała go na wylot, mimo że raczej nie rozmawiają często. Bury stał w osłupieniu i pozwalał się pouczać, a w jego głowie pojawiały się różne myśli. Kiedy jasna kotka skończyła, zwieńczając swój monolog wrzaskiem, położył po sobie uszy i się w sobie skulił. Oczy zaszły mu łzami, ale nie chciał pozwolić im wypłynąć. Zacisnął mocno zęby i odwrócił łeb, by Kalinowa Łapa nie dostrzegła jego chwili słabości. Co jak co, ale przed nią nie chciał wyjść na mięczaka. Kotka miała dobry kontakt z Ognistą Słotą i mogłoby się to dla Chudego skończyć w różny sposób. W końcu Słota była przerażająca. Gdy przełknął wielką gulę w gardle, jego łapy zaczęły drżeć. Trzęsły się jak galareta, a on nie potrafił ich opanować.
— Z... Zostaw mnie w spokoju! — krzyknął do niej, odwracając się gwałtownie, a kilka łez poleciało w przestworza.
Zaczął uciekać od kotki, potykając się o własne łapy. Musiał znaleźć kryjówkę... gdzieś daleko i głęboko od niej, od jej przenikliwych oczu i spostrzegawczego umysłu. Nie chciał, by dalej na głos mówiła jego wady... zwłaszcza że miała rację w każdym swoim słowie. Tak, był egoistą, nie baczył na innych, tylko na swoich braci. Hipokryta, w dodatku nieszczęśliwy i marudny, unieszczęśliwiający innych. Przecież mógł podać mu tę głupią mysz inaczej! Dlaczego tego nie zrobił? Bo jego komfort był ważniejszy, od odpowiedniej postawy wobec niewidomego, bezbronnego starszego? Żałosne. Chudy cały był żałosny. Nie zasługiwał na żadne pochwały czy ciepłe spojrzenia. Kalinowa Łapa bardzo trafnie wszystko ujęła w słowa.
Znalazł ciasny kąt pod jednym z krzaków, wpełzając tam niemal od razu. Skulił się w kłębek i zaczął drżeć, szepcząc do siebie.

~*~

Minęło trochę czasu od ostatniej sprzeczki z Kalinką. W tym czasie Chuda Łapa zmienił ścieżkę szkolenia, a kotka przepędziła psa, zdając tym samym test na wojowniczkę. Chudy skłamałby, gdyby powiedział, że to nie robiło wrażenia. Wiedział też, iż jasna kotka miała jakieś rany, ale nie był jeszcze wtedy uczniem Koperku, by się nimi zajmować. Teraz, jednak gdy nim został, był wszędzie wysyłany. Dosłownie jak służący. Przynieś, podaj, pozamiataj. Chuda Łapa każdego wieczora padał na ryjek ze zmęczenia, jednak nigdy wcześniej nie czuł się tak dobrze. W końcu coś mu wychodziło, odpowiadał dobrze na zadawane pytania, nawet nakładał już pierwsze opatrunki!
Od niedługiego czasu bury zaczął zauważać u siebie większe problemy z oddychaniem niż zazwyczaj. Dosłownie, męczył się dwa razy szybciej (nawet jeśli nieco się zahartował), kasłał i miał trudności przy złapaniu wdechu. Nie mówił o tym Koperkowi. Wydawało mu się, że to po prostu znowu jego organizm zachowuje się w dziwny sposób, który nie wymaga leczenia. Być może była to kwestia intensywnych treningów?
Któregoś dnia, gdy szedł przez obóz z mordką pełną ziół, ledwo dychając, Koperek zostawił go na chwilę samego. Kot odszedł, a Chudy dostrzegł nieopodal siedzącą Kalinowy Powiew. Imię jej było delikatne, słodkie niczym zapach jagód, ale bury doskonale wiedział jaki charakterek kryje się pod tą warstwą puchu. Kotka czyściła swój długi piękny ogon, kiedy Chuda Łapa postanowił podejść, z własnej i nieprzymuszonej woli. Odłożył zioła przy swoich łapkach. Nie rozmawiał z wojowniczką od kilku wschodów słońca.
— Jak Twoje rany się goją? — zapytał bez większych emocji, a jego głos brzmiał inaczej, niż zwykle, głównie przez suchość gardła i problemy w łapaniu wdechów.

<Kalinowy Powiewie?>

[1075 słów, trening medyczny Chudej Łapy]

[22%]

21 marca 2026

Od Kalinowej Łapy CD. Chudej Łapy

Malowniczy krajobraz pojawił się przed pyszczkiem Kalinki, zachwyconej nieregularnym kształtem chmur, rozciągających się po niebie niczym kocie łapy. Przyglądała się drastycznej zmianie kolorów na nieboskłonie. Czasami wyglądało tak pięknie, a czasami było takie… nijakie. Zwykle nie zwracała na nie szczególnej uwagi, ponieważ była często zajęta zadaniami, jakie wymyślał dla niej Krucze Pióro. Aczkolwiek tym razem nie mogła sobie odpuścić podziwiania wielokolorowego nieba, znalazła wreszcie na to chwilę. Pomarańcz przechodził w czysty róż, zabarwiony biało-bursztynowymi chmurami, lekko zasłaniającymi słońce własnymi łapami. Westchnęła cicho pod nosem z zachwytem.
Schowała się pod jednym z drzew, nawet teraz promienie słoneczne nie były wystarczająco litościwe. Nadal grzały z niesamowitą siłą w grzbiet, wprawiając koty w dyskomfort. Dopiero o zmroku oraz z samego świtu dało się jakkolwiek funkcjonować, ponieważ w najwyższym słońcu ciężko było ruszyć się z obozu – dostęp do wody był ograniczony, vanka czasami spotykała ogromne, granatowo-zielone ważki, które też najprawdopodobniej szukały wody, aczkolwiek z niepowodzeniem. Albo źródełko było zbyt małe, albo coś innego im nie odpowiadało. Westchnęła cicho pod nosem. Mimo wszystko miała dobry dzień.
Poczuła nagle, jak ktoś uderza o nią. Przymrużyła oczy z niezadowoleniem, po chwili otwierając je. Gdy zauważyła, kto znowu w nią wpadł, zmarszczyła nos.
— Patrz pod łapy wredna sroko! — burknął do kotki. — Nie widzisz, że jestem w trakcie cierpienia?!
— Znowu we mnie wpadasz! To TY patrz pod łapy — oburzyła się, kładąc uszy po sobie. Nie wyglądała jednak dużo inaczej niż chwilę temu przez oklapnięte uszka. Miała ochotę wskazać na niego jeszcze palcem, jednak wiedziała, że tak nie wypada. Ciekawe czy robił to specjalnie? Tylko jaki interes by miał w wiecznym zderzaniu się z nią? Co mogło wpłynąć na jego słabą koordynację? — Może sobie zapracowałeś na cierpienie — prychnęła, kręcąc głową niechętnie. Poduszki łap delikatnie piekły ją od nagrzanego gruntu, a także tarcia, z jakim miały do czynienia przez stłuczkę. Wiedziała, że Chuda Łapa sobie nie wybrał przykrótkiej kufy, jeśli to było powodem jego cierpienia, aczkolwiek nie chciała oferować mu zbyt dużo zrozumienia, skoro wydawało się, że sam go nie miał za wiele, o ile w ogóle.
Chudy wciągnął gniewnie powietrze. Obrzucił kotkę piorunującym wzrokiem.
— Ta, niby czym?! Ledwo co się urodziłem, nie zdążyłem nic zrobić — obruszył się, odwracając głowę.
Końcówka jego ogona drgała. — A może ja mam słaby wzrok, co? Nie pomyślałaś o tym! Tylko ślepo zwalasz na mnie winę. A ja kaleka jestem! Powinienem być tu specjalne traktowany, a co dostaję? No, właśnie to! Taka jesteś!
Kalinowa Łapa westchnęła pod nosem, słysząc odpowiedź pobratymcy. Faktycznie, nie wybrał sobie takiego pyszczka ani takiej budowy, jednak... chyba nie myliła się w pełni, przecież każdy kot, nieważne co, musiał szanować innych w mniejszym lub większym stopniu. Bo co to byłby za klan, gdyby nikt siebie nie szanował i pomiatał każdym? Chociaż może coś w tym było, może Klan Wilka działał właśnie w ten sposób. Vanka nie chciała się nigdy taka stać, nie chciała spoglądać na innych, jakby byli gorsi.
— Jeśli rzeczywiście masz problem ze wzrokiem, to tym bardziej powinieneś uważać, gdzie chodzisz. Rozumiem, że możesz mieć trudniej, ale myślę, że to nie powód, żeby warczeć na każdego — odparła, mrużąc oczy. Ucho zadrgało jej nerwowo. Nie powinna na niego krzyczeć, nawet jeśli ją momentami tak denerwował, starała się, jak mogła, żeby wyjść na tą spokojniejszą w tej sytuacji. — Jak bardzo źle widzisz? — zapytała. Jednak czy nadal mogła coś takiego osiągnąć, jeśli już oburzyła się za stłuczkę z jego winy? — Jeśli to ci tak przeszkadza, to udaj się do Roztargnionego Koperku albo Cisowego Tchnienia, żeby ci podali zioła. Albo możemy iść razem, jeśli sam nie chcesz — poleciła po paru uderzeniach serca. Nie miała w tym żadnego interesu, jednak potrafiła zrozumieć, że niektóre rzeczy mogły być dla niego bardziej skomplikowane. Jeśli nie widział dobrze, to może nie trafiłby do legowiska, a lepiej, żeby nie krzątał się pod łapami innych Wilczaków.
Chudy zmarszczył krótki pysk. Uderzył kilka razy gniewnie ogonem o trawnik, nim westchnął. Wysłuchał Kalinki od początku do końca, zerkając na nią tylko raz po raz spod przymrużonych powiek.
— Huh, cała moja osoba to jest jeden wielki warkot na innych — pomachał łapą lekceważąco.
Po sekundzie jednak położył po sobie uszy i spuścił wzrok na swoje łapy. — A co Cię to interesuje? — Burknął nerwowo. — N-Nagle się martwisz?
Kalinka otworzyła oczy szerzej. Po jej pysku rozszedł się gorąc. Może zawstydzenie? Zirytowanie? Może wynikało to z absurdu tej sytuacji? Z jakiegoś powodu nie przewidziała takiej odpowiedzi. Poruszyła końcówką kity z podenerwowaniem. — Nie! Po prostu nie mam ochoty na ciebie znowu wpadać — syknęła oburzona, kierując się już powoli w stronę legowiska medyków.
Chudy dostrzegł zmianę na pyszczku Kalinki i prychnął, odwracając głowę.
Kiedy kotka na niego syknęła, odskoczył, a jego ogon był napuszony.
— Ahhh i czego się złościsz?! — Miauknął nastroszony. — Eh te samice...
Ruszył jednak mimo narzekań. Niechętnie, mozolnie, ale jednocześnie posłusznie.
Powłóczył za nią łapami, a pod legowiskiem obrzucił jasną kotkę niecierpliwym spojrzeniem.
— Ja pukam, ty mówisz! — Oznajmił wszem wobec.
Przymknęła na chwilę oczy, nie odpowiadając na słowa Chudej Łapy. Nie miała czasu na takie rzeczy, już wystarczająco długo zdążyli posterczeć na środku obozu i się pokłócić. Nie chciała, żeby Krucze Pióro pomyślał sobie, że się obija w najlepsze i nie przysługuje w żaden sposób klanowi. Jeśli by zechciał, to by mógł przedłużyć jej trening i nie dopuścić do mianowania, a absolutnie tego nie chciała!
Chuda Łapa wydawał się nerwowy. Może związane to było, z tym że na co dzień nie rozmawiali za bardzo? Przynajmniej nie pozytywnie, nawet jeśli vanka raczej nie szukała sobie wrogów. On był chyba jedynym kotem, z którym zdążyła pokłócić się już tyle razy.
Kalinowa Łapa weszła do legowiska medyków, rozglądając się w półmroku po jamie. Jej oczy dość szybko się do niego przyzwyczaiły. Gdy spotkała się ze zdziwionym wyrazem pyska Roztargnionego Koperku, pochyliła przed jeno głowę w geście szacunku i przywitania.
— Czego chcecie? — burknęło, strzepnąwszy uchem.
— Chuda Łapa skarży się, że źle widzi. Widzi na tyle źle, że wpada na inne koty — wyjaśniła szara oschle, nie spuszczając wzroku z asystenta.
Roztargniony Koperek westchnęło.
— Zawracacie mi głowę takimi głupotami! Chudej Łapie ucięto język i sam nie potrafi powiedzieć, co? — syknęło, wycofując się do magazynka. Kalinowa Łapa spojrzała na burego, czując lekką frustrację rosnącą w jej piersi. Przez niego na nią krzyczą! Nie podobało jej się zachowanie starszego, aczkolwiek nie mogła na to poradzić za wiele o ile cokolwiek. Musiała mieć wobec nich szacunek, chociaż było to trudne, szczególnie że do niej rzadko kiedy ktoś go miał. Nie miała dzisiaj ochoty na więcej kłótni, już na pewno nie z medykami. Gdy asystent wrócił, podszedł do Chudej Łapy, po czym nakazał mu usiąść. Chwycił łapami jego pysk w swoje, przyglądając się bliżej jego oczom.
— Weź ten mech i mu to przemyj, nie mam czasu na takie głupstwa. Oczy mu zaropiały, tylko tyle. Idźcie mi stąd, już! — zażądał, podsuwając szybko mech w stronę uczennicy. Miała wrażenie, jakby miało ich stąd zaraz wypchnąć. Kalinowa Łapa kiwnęła głową, po czym chwyciła otrzymany przedmiot w pysk. Szturchnęła lekko Chudą Łapę, żeby poszedł za nią.
Gdy wyszli z nory, usadowiła się gdzieś na uboczu, w cieniu, żeby przypadkiem nikt na nich nie wpadł ani żeby też promienie nie prażyły ich grzbietów. Nagle rzuciła wilgotną kulką w pręgusa, czując zażenowanie całą tą sytuacją. Polizała się parokrotnie po piersi.
— Sam sobie wymyj tę ropę! — prychnęła, uderzając ogonem lekko o podłoże, z którego wydobywał się gęsto pył z powodu tego, jak bardzo nagrzana była ziemia. Trawa schła szybciej, niż ktokolwiek mógłby tego chcieć. Kulka wydała z siebie pluśnięcie, gdy odbiła się od ucznia.
Chudy wydał z siebie "ow", gdy trafił w niego mech. Mokra kulka potoczyła się po ziemi, zostawiając po sobie kilka kropli. Trawa była sucha, a ziemia gorąca, więc powinien się pospieszyć, nim wyparuje z niej woda. Bury miał nietęgą minę.
Zacisnął zęby i przysunął łapami kulkę. Podniósł ją, przetarł niezdarnie oczy i spojrzał na Kalinkę. Dostrzegł śliczną nastoletnią kotkę z potarganą grzywką i wredną miną na pyszczku. Prychnął.
— Myślisz, że to tak fajnie mieć tyle problemów?! Wstawać któregoś ranka i nagle słabo widzieć, co?! Nie móc biegać tak jak inni?! — wyrzucił z siebie gniewnie. Jego cienki ogon uderzał o ziemię. — Ty to masz tak fajnie, jesteś samicą i wszystko dostajesz, odkąd byliśmy kociętami!
Złapał jeszcze wilgotny mech w zęby i wyminął kotkę. Kalinka poczuła, jak się w niej gotuje. Dostawała wszystko? Jej matka nie miała dla niej czasu, to Ognikowa Słota i cała reszta odwiedzających wojowników się nimi zajmowali. Co takiego dostała? Zastępcę jako mentora? Nie wybierała go sobie. Nie wybrała sobie także rodziny.
— Zacznij doceniać to, co masz. Strasznie mnie wkurzasz tą ignorancją — warknął jeszcze do jej oklapniętego ucha, używając mądrego słowa, które kiedyś od kotki usłyszał. Zastrzygła wąsami, nie mogąc zignorować słowa, którego sama używała i to dosyć często.

***

Kalinowa Łapa wracała z legowiska starszych spokojnym krokiem. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, śpiew ptaków zaczynał odrobinę cichnąć, grane były ostatnie melodię przed zapadnięciem zmroku. Promienie słońca, w ciągu dnia silne i niezwykle dokuczliwe, teraz nieco zelżały, przyszedł chłodny, przyjemny wiaterek. Rozejrzała się po azylu – wojownicy powoli wracali z ostatnich patroli, a także polowań. Szukała jednego konkretnego kota, do którego miała pewną sprawę. Gdy jej oczom ukazał się znany jej buras, podeszła do niego, nie zwlekając ani chwili dłużej z pilną sprawą.
— Chuda Łapo, dlaczego rzuciłeś w mojego wujka jedzeniem? — zapytała, marszcząc brwi. Nie miał prawa traktować go w ten sposób! — Nie sądzisz, że takie traktowanie zwierzyny to nie szanowanie jej? — poruszyła nerwowo kitą. Nie podobało jej się to, jak zaczęła się przy nim zachowywać. Czyżby kocur miał na nią zły wpływ? Dlaczego jej wiecznie poważna postawa, uporządkowane myśli oraz krytyk w głowie, który trzymał wszystko w ryzach, nagle zaczęły słabnąć?

<Chuda Łapo? Chyba musimy porozmawiać>

08 marca 2026

Od Chudej Łapy CD. Kalinowej Łapy

Chudy z przerażeniem patrzył, jak kotka bez zawahania się bierze błoto z własnej sierści i rzuca nim prosto w niego. Był tak zszokowany, że dał się trafić (nie żeby potrafił zrobić dobry unik). Przewrócił się teatralnie, a jego ciemne futro zbryzgane zostało lepką, brązową mazią. Śmierdziała trawą i sierścią Kalinki, a Chudy pomimo przytkanego nosa poczuł ten odór.
— Fuj! Mam na sobie Twój zapach! — warknął, leżąc na ziemi. Podjął nieudolną próbę starcia błotka o trawę dookoła.
— Mogłeś być milszy! A teraz będziesz miał obowiązkową kąpiel — miauknęła.
Chudy posłał jej mordercze, ale jednocześnie zmęczone spojrzenie.
— Już Ty nie bądź taka mądra! — burknął do kotki, zbierając się z ziemi. — Nigdy nie będę miły dla takiej wrednej sroki jak Ty!!!
— Zachowujesz się jak kocię — odpowiedziała gniewnie, podnosząc nos do góry, już szykując się do odwrócenia się i pójścia w swoją stronę.
Chudy nie mógł tego tak zostawić, no przecież!
— Pf, odezwała się dorosła. Jeszcze niedawno miałaś mleko pod nosem! — Przewrócił oczami na słowa swojej zarozumiałej, nadętej koleżanki z legowiska.
Rozeszli się w gorszych humorach, niż spotkali. Chuda Łapa zażył kąpieli, swoją drogą, w zimnej wodzie, od której nabawił się kataru. Znowu. Dlatego nie chciał tego robić! Ach, głupia Kalinka!

~*~

Następne kilka dni nieustannie spędzał na treningach, będąc popędzanym przez swoją mentorkę. Chudy miał wrażenie, jakby kilka razy mógł podczas nich umrzeć. I to dosłownie. Długodystansowe biegi męczyły go tak, że mógłby wypluć płuca, wspinaczka na drzewa szła mu nieco lepiej, chociaż nie posiadał praktycznie żadnych mięśni, by utrzymać własny ciężar. Spadał więc na trawę i tylko nabijał kolejne siniaki. Mentorka zdawała się nieco załamana jego stanem. Chudy z kolei próbował wszystkiego, by nie połamać sobie kości w ciele, próbując sprostać wymaganiom.
Ale… Nie potrafił. Nie chciał, bał się. Nienawidził tych treningów, a ledwo co je zaczął. Skradanki, wyścigi, zapasy, tropienie… Tropienie jest bardzo trudne, kiedy ma się płaski ryjek i zapchany nos! Czy to takie trudne do zrozumienia?! Dlaczego ze wszystkich kotów to właśnie ON musiał się tak męczyć?
Chuda Łapa każdego wieczora narzekał Grubej Łapie i Nocnej Łapie, tak jakby bracia mogli go zwolnić z morderczych treningów. Niestety, nie posiadali takiej władzy. Mogli go jedynie klepać po kręgosłupie i pomagać ocierać słone łzy lecące z jego posklejanych oczu.
Chudy dzień w dzień chodził i narzekał wszystkim, WSZYSTKIM bez wyjątku, jaki to jego los jest paskudny. Sama mentorka kocurka już nie mogła tego słuchać.
— No bo, ej, Pomrok, mam rację nie? — zapytał ją po raz kolejny tego dnia. — Jestem ofiarą losu, oczywiście nie z mojej własnej winy. Tylko ciekawe z czyjej? Myślisz, że moja matka czymś zawiniła Przodkom? A może to wina Zalotnej Gwiazdy?? Rzuciła pewnie jakiś urok…ugh wiedziałem, że źle jej z oczu patrzy!
Dostał w łeb od Pomrok, by się zamknął, co uczynił, ale nie na długo. Teraz dla odmiany zaczął płakać, że go boli głowa.
Mentorka zleciła mu po raz kolejny wspinaczkę na drzewa. Chudy, którego słońce parzyło przez rzadką sierść, zmarszczył i tak pomarszczony pysk. Sosna zdawała się ogromnie wysoka, a on malutki jak mróweczka. Wysunął swoje cienkie, acz ostre pazury. Ostatnio często mu się łamały… a gdy zdążyły odrosnąć, to Pomrok znowu dawała mu za misję wleźć na drzewo. Tak jakby był wiewiórką czy czymś, pff.
Zgiął łapy, pokręcił zadkiem, szykując się do skoku. Gdy mu wyszło, wbił szpony w pień i nieudolnie próbował piąć się w górę. Za którymś krokiem poczuł nagle przeszywający ból w łapie. Wrzasnął, odczepiwszy wszystkie cztery łapy na raz ze strachu.
— AAAAAAAAAAAA COŚ MNIE UGRYZŁO! — Z jego gardła wydobył się ryk.
Spadł z kruchym hukiem na trawę, trzymając za bolącą kończynę. Mentorka przewróciła oczami na zwijającego się z bólu ucznia, a potem obejrzała wspomniane miejsce ugryzienia. Jak się okazało, weszła mu drzazga w poduszeczkę. Jako że nie mógł jej wyjąć sobie sam przez płaski pysk, został oddelegowany do legowiska medyków.
Ze zwieszoną głową i zapłakanym ryjkiem powłóczył łapami za mentorką, kulejąc.
Kotka zostawiła go w środku, objaśniając pokrótce sytuację. Chudy siedział wtedy pod ścianą i wypłakiwał sobie oczy. Był gotowy na amputację tej łapy, na najgorsze!
Widząc, jednak jak Koperek zwinnie przeczesuje stosiki ziół, zaprzestał wycia. Podszedł do kocura i zajrzał mu przez ramię.
— Ładnie pachnie, co to? A tamto? — zapytał Chuda Łapa. — A bezpieczne to jest?
Zalał Koperka lawiną pytań, ale kocur nie wydawał się być nimi przytłoczony. Odpowiadał uczniowi, rozpalając w nim ciekawość.
W międzyczasie szybko i (prawie) bezboleśnie wyciągnął buremu drzazgę. Ach, nie ma to, jak normalny pyszczek, pomyślał Chudy.
Uczeń wojownika pozostał w legowisku medyków dłuższą chwilę, cały czas zasypując dwójkę Uzdrowicieli pytaniami i własnymi tezami.
— Gdybym… gdybym mógł być medykiem, moje życie byłoby lepsze — oznajmił na głos, masując łapkę po drzazdze.
Wyszedł z legowiska ze spuszczoną głową, bo prawdopodobnie jego nowe marzenie nigdy się nie spełni, a on do końca swoich dni będzie cierpiał pod okiem Pomrok.
Idąc tak, wpadł nieudolnie na nikogo innego, jak Kalinową Łapę. Otrząsnął się po zderzeniu.
— Patrz pod łapy wredna sroko! — burknął do kotki. — Nie widzisz, że jestem w trakcie cierpienia?!

<Kalinowa Łapo? 💚>

Liczba słów: 816
Wspinaczka na drzewa

[Przyznano 16% + 5%]

25 lutego 2026

Od Kalinowej Łapy do Chudej Łapy

Przeszłość

Kalinka wpatrywała się w przestrzeń przed sobą z wyraźnym zamyśleniem wymalowanym na mordce. Mroźne szpony Pory Nagich Drzew próbowały wedrzeć się do kociarni ze skowytem, aczkolwiek starannie wplecione gałązki i gęsta osłona w postaci krzewu uniemożliwiała im to, tym samym chroniąc przyszłe pokolenie Klanu Wilka przed pewną zgubą. Vanka nie mogła doczekać się, aż porozmawia z Trzcinniczkową Dziuplą, jej kochanym wujkiem. Kocur zawsze miał tak wiele historii do opowiedzenia, nie dało się przy nim nudzić. Wydawało się, że nigdy mu się nie kończyły. Jej oczy w pewnym momencie wykryły trójkolorowe, znajome jej futro. Do żłobka przyszła pewnym krokiem Ognikowa Słota, wyręczając Gąsiorkowy Trzepot, dzięki temu starsza vanka nie musiała spędzać z kociętami tak wiele czasu, a sama Słota mogła opowiadać im do woli o Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd czy wspaniałości swojej lub swojej matki. Żółtooka odprowadziła delikatnie tęsknym wzrokiem rodzicielkę, która nawet się za nią nie obejrzała. Nieprzyjemne ukłucie pojawiło się w jej serduszku, próbowała je prędko zbyć. Nie mogła się jej dziwić, w końcu czwórka kociąt były lada wyzwaniem do opanowania, chociaż brązowookiej szło to dość sprawnie, jakby nie musiała nawet się wysilać. Kalinka rozumiała jednak, że jej mama nie była Słotą i mogły się od siebie różnić. To, co dla jednego było dziecinnie proste, dla drugiego mogło być nie do osiągnięcia czy zrobienia. Gdyby tylko Trzcinniczkowa Dziupla był w żłobku, a nie legowisku starszych… wtedy nie musiałaby się wymykać do niego, miałaby go bliżej i mogłaby słuchać jego historii do woli, w każdej chwili. Chociaż wtedy tych opowieści słuchałyby inne kocięta. Gruby, Chudy czy Noc. Nie była pewna, czy wujek chciałby rozmawiać też z nimi.
Kalinka poczuła, jak jakiś kociak w nią wpada. Nieprzyjemny dreszcz poniósł się po jej ciele. Odwróciła łeb w stronę Chudego, który albo zrobił to specjalnie, albo się zakręcił podczas zabawy ze swoimi braćmi. Vanka wstała ze swojego miejsca, patrząc na niego gniewnie.
— Nie wchodź mi w drogę! — warknął do niej, na co futro koteczki samo podniosło się do góry.
— To ty nie umiesz chodzić! — oburzyła się. Że też miał czelność to ją posądzać, kiedy sam zawinił! — Chudy… a wiesz, Ognikowa Słota mówiła, że ty cudem żyjesz i powinieneś dziękować Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd — zagadnęła, patrząc na brązowego. Czy było w tym wiele z prawdy? To pewnie zależało od tego, w co się wierzyło.
— Głupoty. Wy kotki, wszystkie jesteście takie same — pokręcił głową, odwracając się niezdarnie i krocząc z powrotem do Nocy i Grubego. Żółtooka pokręciła głową ze zrezygnowaniem. Czemu liczyła na to, że przeprowadzi z nim sensowną rozmowę?
— Kalinko, jesteś? — usłyszała słowa wojowniczki, która prawie że magicznie pojawiła się tuż obok, owijając ją swoim puchatym ogonem. Szara podskoczyła ze zdziwienia, wysuwając pazurki. Podniosła łeb do góry, spoglądając na wysoką Wilczaczkę. Jej futerko stanęło dęba raz jeszcze, wygładziła je prędko, uśmiechając się lekko niezręcznie. Pokiwała głową, tym samym wydzierając siebie z zamyślenia.
— Tak… opowiesz mi coś? — zapytała wprost, układając się wygodnie na kruczoczarnych kosmykach kity kocicy. Może dzięki temu jakoś przestanie się zastanawiać co z Chudym, przynajmniej na chwilę.
Ognikowa Słota uśmiechnęła się do koteczki szeroko, jakby niewerbalnie przekazując jej: “nie musisz mnie dwa razy prosić”. Ognikowa Słota opowiadała jej zazwyczaj o tym samym, ubierając to w różne słowa, co żółtooka odkryła dość prędko. Zastanawiała się, czy było to spowodowane tym, że w życiu szylkretki nie działo się często tyle nowości, czy może był to specjalny zabieg, o którym jeszcze nie rozmyślała nadto. Mianowicie po co i czemu miałoby jej aż tak bardzo zależeć na tym, by zapamiętała nawet i najmniejsze szczegóły z jej opowieści?
Z drugiego końca żłobka do uszu małej vanki doleciały głośne pomiaukiwania Chudego, któremu wylizywano właśnie oczy. Zmrużyła własne ślepia z niezadowoleniem. Ognikowa Słota zniżyła się odrobinę, patrząc na pyszczek żółtookiej. Ucho Kalinki zadrżało, gdy zerknęła na szylkretkę.
— Nie przejmuj się nim, i tak nie pożyje długo, to po co? — miauknęła, uśmiechając się do niej lekko, jakby w formie pocieszenia.
Kalinka nie odpowiedziała na to nic, jedynie pokiwała delikatnie główką, chociaż wcale nie uważała, by Chudy miał odejść na dniach. Już tyle pożył, tak naprawdę to, czemu miałaby się cieszyć z tego? Owszem, może i nie przepadała za nim i miała go za po prostu… momentami głupszego, aczkolwiek nie oznaczało to, że nie zasługiwał na życie. Miał do niego, tak naprawdę, takie samo prawo co ona, i co każdy Wilczak. Pręgus jeszcze parę razy pociągnął nosem, wydając charczący, nieprzyjemny dla uszu dźwięk. Niebieska zmarszczyła pyszczek.
— Nie mogę się skupić! — powiedziała, przyciskając odrobinę ogon wojowniczki. Ognikowa Słota przysunęła młódkę bliżej siebie, kładąc jej na uszach łapy, jakby chciała jej je zatkać.
— Czy teraz coś słyszysz? — zapytała, chociaż sama Kalinka nie była pewna, czemu miało to służyć. Czy Słota chciała w ten sposób odwrócić jej uwagę od pobratymcy?
— Tak… ale wszystko jest teraz przygłuszone — powiedziała koteczka zgodnie z prawdą.
Chudy, usłyszawszy jej głosik, zbliżył się z grymasem na mordce. — Na czym ty się tak chcesz skupiać, panieneczko? Wszystko ci nie pasuje! Wiecznie masz jakieś zażalenia! — powiedział z oburzeniem, jeżąc sierść na karku.
Trójkolorowa wojowniczka odsunęła kocię odrobinę, śmiejąc mu się prosto w pysk.
— Idź sobie. Nie zasługujesz na to, żeby też się ode mnie uczyć.
— Będę robił, co się mnie podoba, nie zabronisz mi! Zresztą ja też chcę posłuchać, nie będę gorszy od niej! — zadarł mordkę do góry, marszcząc wklęsły nosek, pyskiem wskazując na vankę.
— Mi. Mówi się “co mi się podoba” — poprawiła go Kalinka, poruszając nerwowo ogonkiem.
Ognikowa Słota uniosła brodę wyżej, patrząc na niego z pogardą.
— Co za różnica… i tak nie pożyjesz długo, jesteś taki chudy, że mogę policzyć każdą twoją kość bez nadmiernego przyglądania się tobie. Karmią cię, jesz ty cokolwiek czy tylko wybrzydzasz? Jedyne, co cię okrywa, to skóra i te mierne futro, jakim cudem mróz cię jeszcze nie pochłonął? — pokręciła głową. — W porządku. Równie dobrze możesz na coś się przydać. Może przodkowie przyjmą nawet i ciebie. Słabego i niepotrzebnego. Może im będziesz potrzebny — doszła do wniosku, przekierowując wzrok z powrotem na Kalinkę, która także na nią spojrzała. Z jednej strony spodziewała się czegoś gorszego, a z drugiej wcale nie musiała podchodzić do całej tej sytuacji tak krytycznie. Nie, żeby robiło jej szczególną różnicę, ile kotów słuchało brązowookiej. To raczej było zmartwienie wojowniczki, bo to jej zależało, by jak najwięcej kotów dowiedziało się o “prawdzie”.
— Spójrz na siebie, ty, ty…! Eh, te kotki… — prychnął młodzik, oczywiście, że to on musiał mieć zawsze swoje na końcu. Chudy z usatysfakcjonowaniem, że udało mu się wygrać, ułożył głowę na łapkach, z dumnym uśmieszkiem, jakby zapomniał o swoim przed chwilowym poirytowaniem. Kalinka przewróciła oczami, wysuwając i chowając pazurki.
— Już się ucisz, kupo kości. Teraz ja mówię — Słota uderzyła łapą o posadzkę gniewnie, posyłając w powietrze parę piórek z legowiska obok. — Wiecie, czemu kocham zachmurzone niebo? Czuje się wtedy tak, jakbym była bliżej naszych przodków. Gwiazdy nie są nam bliskie. Mówi się, że każda gwiazda to jeden z kotów, który trafił na Srebrną Skórę — splunęła, marszcząc pysk. — Uważam, że nie zasługują na takie miejsce. Koty, które za życia nie osiągnęły absolutnie nic i nie przyczyniły się w żaden sposób do rozwoju klanu, do jego ulepszenia. Każdy leniwy i słaby kot może liczyć na swoje miejsce właśnie tam. Koty z ambicjami, o których opowiada się nowym pokoleniom, obserwują nas z Mrocznej Puszczy, podszeptując, jak moglibyśmy osiągnąć sukces. Co musimy robić, żeby nie skończyć jak te przebrzydłe kociska w Klanie Gwiazdy. Niekoniecznie objawiają się w swojej formie, ja uważam, że przemawiają przez naszych pobratymców, ale też nie zawsze. Musicie umieć rozróżnić, kiedy nasi przodkowie próbują wam coś przekazać — podjęła, oceniając ostrość własnych pazurów u przedniej łapy.

***

Teraźniejszość

Kalinowa Łapa szła pospiesznie za swoim mentorem, Kruczym Piórem. Na niebie rozciągały się łapy gęstych, gołębich chmur, które sprawiały, że wszystko wokół wydawało się bure i dość… smutne, nawet mimo zmiany pory roku. Chociaż sama Kalinowa Łapa nie czuła się smutna. Bardziej zmęczona, ponieważ odbywała codziennie długie oraz wyczerpujące treningi z dymnym wojownikiem, a on nie zamierzał jej odpuścić chociaż jednego dnia. Kocur twardym krokiem prowadził, przyjmując na siebie sporą część okrutnych podmuchów chłodnego wiatru Pory Nowych Liści. Drzewa iglaste stały tak, jak były, to się nie zmieniało. Ptaki ćwierkały między gałęziami w najlepsze, trawa kołysała się pod podmuchami, przygniatana miejscami przez łapy dwójki. Kalinowa Łapa potknęła się o wystającą gałąź, niemal wpadając na swojego mentora, który z jakiegoś powodu nagle się zatrzymał. Spojrzała na niego dużymi oczami.
— Patrz pod łapy, niezdaro — warknął, marszcząc nos. Wskazał jej pyskiem dziurę w ziemi. — Dzisiaj nauczysz się nawigowania w tunelach — miauknął, po czym zniknął we wgłębieniu. Końcówka jego ogona zawirowała, gdy dymne futro zanurkowało w mroku tunelu. Kalinowa Łapa weszła pospiesznie za nim.
Mokry, duszący zapach momentalnie uderzył w jej nos, wąsami ocierała się o jedną ze ścian. Dłuższą chwilę zajęło jej przyzwyczajenie się do półmroku, nie widziała tutaj wcale tak wiele, nie żeby było tu cokolwiek więcej oprócz ścian ze zbitej ziemi, które odwiedziło tak wiele pokoleń kotów, najprawdopodobniej. Ciekawe czy Trzcinniczkowej Dziupli również było dane kroczyć tą ścieżką? Czy Ognikowa Słota także musiała nauczyć się, jak nawigować w tunelach? Najprawdopodobniej. Może Gąsiorkowy Trzepot także? Młódka zastanawiała się, czy Wilczak opowie jej nieco więcej, jak mogłaby nauczyć się nawigowania, aczkolwiek to nie przychodziło. Dwójka zaczęła wspinać się po podłożu kierującym się ku górze, szara koteczka chwytała się ziemi pazurami, zatapiając je głęboko jakby z obawą, że małe osunięcie się może przynieść jej zgubę. Krucze Pióro nie czekał na nią i nawet jak musiał zacząć czołgać się, żeby przejść przez wąską odnogę, nie narzekał. Tak naprawdę nie mówił do swojej uczennicy w tej chwili nic, skupiony najbardziej na tym, by dotrzeć do miejsca, na którym mu zależało. Nieregularne spadki, krzywa powierzchnia i nieprzyjemnie trący sufit o grzbiet dodawał temu miejscu właśnie tego, czego można byłoby się spodziewać po tunelach. Kalinowa Łapa wkroczyła do czegoś w rodzaju jamy, do której nie docierało światło. Zaczęła schodzić w dół, krok w krok za starszym. Chłodna posadzka pod jej łapami najprawdopodobniej przybrała kolor mokrego błota, jednak nie wydawało się, żeby miało to być bardzo kłopotliwe dla dwójki. Błękitne oczy zastępcy zaświeciły w mroku.
— Kalinowa Łapo, teraz twoim zadaniem jest znaleźć wyjście. Nie obchodzi mnie, jak to zrobisz. Jeśli ci się uda, czyli wyjdziesz cała i to w dość szybkim czasie, zaliczę ci ten trening. Jeśli nie, to pozostaniesz tu na zawsze.
Kalinowej Łapie zrobiło się odrobinę niedobrze. Po chwili jednak stres zszedł z niej, jakby uświadomiła sobie, że denerwowanie się to najgorsze, co mogła w tej chwili zrobić. Wzięła parę głębokich wdechów, myśląc o wujku. Musiała stąd wyjść, pozostanie w tunelach, nie wchodziło nawet w grę!
— Oczywiście — miauknęła, próbując ukryć niepewność. Ciekawe czy sam Krucze Pióro użyje innego przejścia? Na pewno zorientowałby się, gdyby ruszyła tuż za nim, więc tego rozwiązania także nie mogła wykorzystać. Dymny kocur przeszedł obok niej, zanurzając się w przejściu, z którego tu przybyli. Kalinowa Łapa nie wiedziała, ile ma opcji, dlatego zaczęła dokładniej badać tunel. Wibrysy znacząco ułatwiały jej to zadanie. Już po jakimś czasie zorientowała się, że są przed nią równo trzy różne rozgałęzienia. Mogła wybrać tylko jeden z nich i nie wolno było jej pozwolić sobie na pomyłkę, ponieważ taka jedna rzecz mogła kosztować całe jej życie. Szara uczennica zbliżyła się do każdego, zaczynając od węchu, ponieważ wzrok całkowicie odpadał w tej sytuacji. Początkowo wydawało się, że każdy zapach jest taki sam, bez większej różnicy. Mokry, duszący, nieprzyjemny. Czuć było, że przepływ powietrza różnił się w tunelach. Koteczka nie zorientowała się, nawet kiedy zaczęła znaczyć pazurami jeden z kamieni, jakby w formie wyładowania nerwów. Kawałek mchu osunął się ze swojego domu, wpadając na łapy winnej zniszczeniom. Otarła się o niego jeszcze. Na pewno, jeśli coś by jej się stało, to ktoś poszedłby jej szukać, prawda? Dlatego dzięki temu może szybciej ją znajdą, jeśli cokolwiek niekorzystnego nastąpi. Po dłuższym zastanowieniu dokonała wreszcie wyboru. Zaczęła kierować się za intensywnym, leśnym zapachem – tak naprawdę wcale nie był intensywny, aczkolwiek żółtooka przekonana była, że to właśnie tym przejściem dotrze do wyjścia. Stęchlizna oraz wilgotna gleba towarzyszyły jej od początku, aż do samego końca. Pyłki i wszelkiego rodzaju kurz także nie działał na nią korzystnie. Kichnęła parokrotnie, czując, że tunel zaczyna raz jeszcze coraz bardziej się zwężać. Gdyby miała długie łapy, pewnie odczułaby to bardziej. Zastanawiało ją, czy Chuda Łapa lub Gruba Łapa zdążyli zapoznać się z tunelami i jeśli tak, to czy było to dla nich wyjątkowo nieprzyjemne – w końcu krótkie kufy absolutnie nie ułatwiały zadania w takim przypadku, raczej wręcz przeciwnie.
Szara uczennica zaczęła się czołgać, nawet i ona, zmuszona była teraz do zgięcia swoich łap. Gdy jej oczom ukazał się blady promyczek światła, miała ochotę przyspieszyć. Wiedziała jednak, że nie byłoby to mądre. W przypływach impulsu można było zrobić wiele głupot, których później się często żałowało. Uparcie parła naprzód, nie zwracając uwagi na stan swoich łap. Były mokre i całe brudne, ale najważniejszym teraz było to, żeby tylko stąd wyjść. Ogonem co chwilę dotykała podłoża, o brzuchu nawet nie chciała myśleć. Spod jej łap wydobywały się drobne kamyczki, pchnięte w tył przy każdym jej konkretniejszym ruchu. Światło oświetlało drogę koteczce. Gdy jej dwukolorowy łeb wyłonił się wreszcie, nabrała wielkiego oddechu, takiego, że aż płuca zaczęły ją lekko pobolewać. Wypuściła je z ulgą, orientując się, w jak paskudnym stanie było jej futro obecnie. Słońce chyliło się ku zachodowi, rzucając na koteczkę poprzerywane, pomarańczowe promyczki. Kalinowa Łapa czuła mokrą trawę pod sobą, musiało znowu padać. Wstała, rozglądając się dookoła. Otaczały ją dalej drzewa iglaste, zatem nie mogła przekroczyć granicy, na szczęście. Zaczęła iść w jednym z kierunków i już po jakimś czasie skojarzyła, gdzie się znalazła. Pewnym krokiem wróciła do obozu, czując, jak podmuchy wiatru przynoszą jej nieprzyjemny chłód, ale także i wysuszyły trochę jej kłosy, z których teraz odrywały się małe drobinki ziemi, było to dość nieprzyjemne. Czuła ogromną ulgę, że udało jej się stamtąd wydostać. Nawet jeśli inne koty mogły więcej ponarzekać… tak naprawdę powinna skupić się na sobie i na własnych uczuciach, a nie na tym, co mogły pomyśleć sobie o tym inne koty.
Zauważyła wśród kotów Krucze Pióro, który siedział na uboczu i jadł swój posiłek. Gdy kocur uniósł wzrok znad zwierzyny i dojrzał Kalinową Łapę, dał jej ruchem ogona znać, żeby do niego podeszła. Koteczka podreptała pospiesznie, ciekawa co powie jej za moment kocur.
— Jutro jeszcze poćwiczymy — mruknął. Ogon szarej kotki opadł. Naprawdę miał do powiedzenia tylko tyle? Żadne… “dobra robota”? “Gratulacje, udało ci się przeżyć”? Naprawdę nic z tego? Pokiwała głową, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie. Gdy już miała wejść do legowiska starszych, dojrzała, że Chuda Łapa także zdążył wrócić ze swojego szkolenia. Pokręciła głową, po czym zbliżyła się do niego odrobinę. Może mogłaby się dowiedzieć, co dzisiaj robił. Ciekawe czy miał lepiej niż ona? Z Nadciągającym Pomrokiem, siostrą Ognikowej Słoty jako mentorką? Nie słyszała o drugiej szylkretce za wiele, wojowniczka chyba nigdy nie wspominała o swoim rodzeństwie dużo. Otworzyła pysk i gdy już miała coś mówić, niebieskooki ją wyprzedził.
— Błoto cię przytuliło? — zapytał, podnosząc pysk wysoko, patrząc na nią jakby z góry.
— Nasza piękna Kalinka nagle jest brudną, błotną Kalinką? Ojej. A wiesz, co słyszałem? Plotkę o tej więźniarce, Podstępnej Kłamczusze, podobno nas zdradziła, i to, że Wilczy Skowyt spotyka się z samotniczką, której nawet nie chce zaprosić do nas, do Klanu Wilka. Ale dla mnie to te wszystkie koty są żałosne. Nie mają swojego życia, tylko interesują się cudzym, ugh. A pogoda dzisiaj też fatalna, błoto wszędzie i mokro. Jak tu żyć…? — powiedział gorzko, uderzając nieco nerwowo patykowatym ogonem o podłoże.
Kalinowa Łapa zmarszczyła nos, robiąc następny krok do przodu. — Ciebie zaraz błoto przytuli! — powiedziała głośno, kładąc uszy po sobie. Usłyszała o plotkach, jednak to było za mało, żeby ją odciągnąć od jego wcześniejszych słów.
— Tylko nie podchodź do mnie, brudasie! — brązowy kocur wrzasnął niczym poparzony.
— Podejdę, jeśli mnie będziesz dalej denerwował! I żaden “brudasie” tylko “Kalinowa Łapo”, chociaż dla ciebie może nawet i pani Kalinowa Łapo — napuszyła sierść. — Ty zaraz się wytarzasz w błocie i cię nazwą Błotną Łapą! Zobaczymy, co wtedy zrobisz! — powiedziała, strzygąc wąsami.
Chudy najeżył resztki swojej sierści na karku. Machnął nerwowo ogonem i posłał kotce pełne gorzkiego wyrazu spojrzenie.
— Nie dotkniesz mnie, Brudna Łapo! — syknął, robiąc krok w tył. — Nie mam w planach kąpieli, pfff.
Kalinowa Łapa, nie mogąc dłużej tego słuchać, wzięła kawałek błota, lepiąc z niego niezgrabną kulkę, po czym cisnęła nią prosto w Chudą Łapę.

[2684 słowa, umiejętność nawigacji w tunelach]
<Chuda Łapo? A może raczej… Błotna Łapo?>

[Przyznano 53% + 5%]
credit: .barwinek1138