Chudy z przerażeniem patrzył, jak kotka bez zawahania się bierze błoto z własnej sierści i rzuca nim prosto w niego. Był tak zszokowany, że dał się trafić (nie żeby potrafił zrobić dobry unik). Przewrócił się teatralnie, a jego ciemne futro zbryzgane zostało lepką, brązową mazią. Śmierdziała trawą i sierścią Kalinki, a Chudy pomimo przytkanego nosa poczuł ten odór.
— Fuj! Mam na sobie Twój zapach! — warknął, leżąc na ziemi. Podjął nieudolną próbę starcia błotka o trawę dookoła.
— Mogłeś być milszy! A teraz będziesz miał obowiązkową kąpiel — miauknęła.
Chudy posłał jej mordercze, ale jednocześnie zmęczone spojrzenie.
— Już Ty nie bądź taka mądra! — burknął do kotki, zbierając się z ziemi. — Nigdy nie będę miły dla takiej wrednej sroki jak Ty!!!
— Zachowujesz się jak kocię — odpowiedziała gniewnie, podnosząc nos do góry, już szykując się do odwrócenia się i pójścia w swoją stronę.
Chudy nie mógł tego tak zostawić, no przecież!
— Pf, odezwała się dorosła. Jeszcze niedawno miałaś mleko pod nosem! — Przewrócił oczami na słowa swojej zarozumiałej, nadętej koleżanki z legowiska.
Rozeszli się w gorszych humorach, niż spotkali. Chuda Łapa zażył kąpieli, swoją drogą, w zimnej wodzie, od której nabawił się kataru. Znowu. Dlatego nie chciał tego robić! Ach, głupia Kalinka!
~*~
Następne kilka dni nieustannie spędzał na treningach, będąc popędzanym przez swoją mentorkę. Chudy miał wrażenie, jakby kilka razy mógł podczas nich umrzeć. I to dosłownie. Długodystansowe biegi męczyły go tak, że mógłby wypluć płuca, wspinaczka na drzewa szła mu nieco lepiej, chociaż nie posiadał praktycznie żadnych mięśni, by utrzymać własny ciężar. Spadał więc na trawę i tylko nabijał kolejne siniaki. Mentorka zdawała się nieco załamana jego stanem. Chudy z kolei próbował wszystkiego, by nie połamać sobie kości w ciele, próbując sprostać wymaganiom.
Ale… Nie potrafił. Nie chciał, bał się. Nienawidził tych treningów, a ledwo co je zaczął. Skradanki, wyścigi, zapasy, tropienie… Tropienie jest bardzo trudne, kiedy ma się płaski ryjek i zapchany nos! Czy to takie trudne do zrozumienia?! Dlaczego ze wszystkich kotów to właśnie ON musiał się tak męczyć?
Chuda Łapa każdego wieczora narzekał Grubej Łapie i Nocnej Łapie, tak jakby bracia mogli go zwolnić z morderczych treningów. Niestety, nie posiadali takiej władzy. Mogli go jedynie klepać po kręgosłupie i pomagać ocierać słone łzy lecące z jego posklejanych oczu.
Chudy dzień w dzień chodził i narzekał wszystkim, WSZYSTKIM bez wyjątku, jaki to jego los jest paskudny. Sama mentorka kocurka już nie mogła tego słuchać.
— No bo, ej, Pomrok, mam rację nie? — zapytał ją po raz kolejny tego dnia. — Jestem ofiarą losu, oczywiście nie z mojej własnej winy. Tylko ciekawe z czyjej? Myślisz, że moja matka czymś zawiniła Przodkom? A może to wina Zalotnej Gwiazdy?? Rzuciła pewnie jakiś urok…ugh wiedziałem, że źle jej z oczu patrzy!
Dostał w łeb od Pomrok, by się zamknął, co uczynił, ale nie na długo. Teraz dla odmiany zaczął płakać, że go boli głowa.
Mentorka zleciła mu po raz kolejny wspinaczkę na drzewa. Chudy, którego słońce parzyło przez rzadką sierść, zmarszczył i tak pomarszczony pysk. Sosna zdawała się ogromnie wysoka, a on malutki jak mróweczka. Wysunął swoje cienkie, acz ostre pazury. Ostatnio często mu się łamały… a gdy zdążyły odrosnąć, to Pomrok znowu dawała mu za misję wleźć na drzewo. Tak jakby był wiewiórką czy czymś, pff.
Zgiął łapy, pokręcił zadkiem, szykując się do skoku. Gdy mu wyszło, wbił szpony w pień i nieudolnie próbował piąć się w górę. Za którymś krokiem poczuł nagle przeszywający ból w łapie. Wrzasnął, odczepiwszy wszystkie cztery łapy na raz ze strachu.
— AAAAAAAAAAAA COŚ MNIE UGRYZŁO! — Z jego gardła wydobył się ryk.
Spadł z kruchym hukiem na trawę, trzymając za bolącą kończynę. Mentorka przewróciła oczami na zwijającego się z bólu ucznia, a potem obejrzała wspomniane miejsce ugryzienia. Jak się okazało, weszła mu drzazga w poduszeczkę. Jako że nie mógł jej wyjąć sobie sam przez płaski pysk, został oddelegowany do legowiska medyków.
Ze zwieszoną głową i zapłakanym ryjkiem powłóczył łapami za mentorką, kulejąc.
Kotka zostawiła go w środku, objaśniając pokrótce sytuację. Chudy siedział wtedy pod ścianą i wypłakiwał sobie oczy. Był gotowy na amputację tej łapy, na najgorsze!
Widząc, jednak jak Koperek zwinnie przeczesuje stosiki ziół, zaprzestał wycia. Podszedł do kocura i zajrzał mu przez ramię.
— Ładnie pachnie, co to? A tamto? — zapytał Chuda Łapa. — A bezpieczne to jest?
Zalał Koperka lawiną pytań, ale kocur nie wydawał się być nimi przytłoczony. Odpowiadał uczniowi, rozpalając w nim ciekawość.
W międzyczasie szybko i (prawie) bezboleśnie wyciągnął buremu drzazgę. Ach, nie ma to, jak normalny pyszczek, pomyślał Chudy.
Uczeń wojownika pozostał w legowisku medyków dłuższą chwilę, cały czas zasypując dwójkę Uzdrowicieli pytaniami i własnymi tezami.
— Gdybym… gdybym mógł być medykiem, moje życie byłoby lepsze — oznajmił na głos, masując łapkę po drzazdze.
Wyszedł z legowiska ze spuszczoną głową, bo prawdopodobnie jego nowe marzenie nigdy się nie spełni, a on do końca swoich dni będzie cierpiał pod okiem Pomrok.
Idąc tak, wpadł nieudolnie na nikogo innego, jak Kalinową Łapę. Otrząsnął się po zderzeniu.
— Patrz pod łapy wredna sroko! — burknął do kotki. — Nie widzisz, że jestem w trakcie cierpienia?!
<Kalinowa Łapo? 💚>
Liczba słów: 816
Wspinaczka na drzewa
[Przyznano 16% + 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz