Niósł właśnie mech. Zupełnie o nim zapomniał, mimo że trzymał go w pysku! No… no tak, no przecież. Przecież dostał za zadanie czyścić legowiska. Czyli dobrze, że nie zapytał mentora o ten cały “czas wolny”. Musiał się przesłyszeć, źle zrozumieć albo sobie uroić.
Nagle zaczepił go jeden z uczniów. Poczuł, jak kulka leci mu z pyska. Zdenerwował się na siebie w myślach, po jego klatce piersiowej przeszedł zimny dreszcz zażenowania sobą. Czy on naprawdę musiał taki być? Mało brakowało, a by się znowu zaczął bać własnego cienia. Na samą myśl zrobiło mu się niedobrze. Do jego uszu doleciały wyjaśnienia, dlaczego fińczyk go w ogóle zaczepił.
Na jego mordce wymalowała się ulga. Zamartwiał się, że nie dało się tego już naprawić, że nigdy już się nie pogodzą i że stracił właśnie istotnego członka kotów, które znał i z którymi miał nawet pozytywne stosunki. Popatrzył na niebieskiego raz jeszcze i zamrugał parokrotnie, jakby nie mógł uwierzyć w to, co właśnie usłyszał. Szkwalna Łapa naprawdę go przeprosił?
— Nie, Szkwalna Łapo, j-ja… nie gniewam się, oczywiście, że nie… ty też pewnie działałeś w emocjach. Naprawdę nie szkodzi. Wybaczam ci i ja sam też przepraszam — zaczął pospiesznie mówić, a jego oczy stały się okrągłe, jakby zwątpił we własne słowa, chociaż nie dlatego, że nie miał tego na myśli, a dlatego, że nie miał pewności, czy sobie i tego nie zmyślił. Czy uczeń go rzeczywiście właśnie przeprosił. Zależało mu na tym, by mieli pozytywne stosunki, mimo że Przypalona Łapa był… naprawdę dziwny? Zachowywał się, jakby był nie z tej planety?
— Ekstra! To może chciałbyś przejść się ze mną nad plażę? Moglibyśmy wspólnie zapolować na jakieś skorupiaki albo… mewy! Moglibyśmy wspólnie taką upolować. Największą! — zachęcał Szkwalna Łapa, na jego mordce wymalowana była, szczególna ulga. A może tylko się tak wydawało pręgusowi?
— Na mewy…? — zamyślił się na parę uderzeń serca. Mewy były straszne! W sumie… to nigdy ich nie widział, ale z opowieści wywnioskował, że gdyby jakąś zobaczył, to byłaby pewnie ostatnim, co by widział w swoim całym życiu. — W porządku! — odpowiedział jednak, siląc się, żeby brzmieć pewnie.
— Jeśli nie jesteś pewien co do mew, to możemy się też potopić w morzu — zachęcał fińczyk, poruszając ogonem na boki z ekscytacją.
Przypalona Łapa spojrzał na mech, który miał dostarczyć. Czy Zmierzchająca Fala go obserwował? Oby nie…! Mógłby uznać, że jego pożal się, Klanie Gwiazdy, uczeń się obija i opóźnić jego ceremonię na wojownika. Kiwnął głową niebieskiemu.
— Dobrze… — wymruczał w stronę Nocniaka, po czym schylił się po własne zawiniątko.
[707 słów]
<Szkwalna Łapo, lubisz się topić? Może wolisz zacząć unosić się na wodzie albo pływać?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz