Medyk rzucił swój wzrok na Przeplatkowy Wianek, która była u jego boku, pomagając mu ze zbieraniem ziół. Sam ją o to poprosił, gdy zauważył, że Brzoza zniknęła z obozu, prawdopodobnie udając się na następną potyczkę z Kminkowym Szumem. Wolał spędzić trochę czasu z kocicą i ugryźć się w język niż brać na siebie minimalną szansę spotkania Świerszczowego Skoku. Mimo swych uszczypliwych komentarzy oraz włączania go w jakiekolwiek plany wojowniczka nie była złą kompanką, a przynajmniej w jego oczach. Jej towarzystwo nie uprzykrzało mu tak często, jak towarzystwo Wełnistej Mszycy bądź któregoś z kociąt Chomiczej Łapy, chociaż z pierwszą musiał spędzać więcej czasu, niż tego chciał. Długo nie zajęło, aby stanęli oni nagle, gdy Zawilec dostrzegł kwiaty maku.
– Co planujesz zrobić ze swoją sytuacją Zawilcowa Korono? – Do uszu kocura dotarł głos kocicy, niosąc ze sobą dziwne pytanie. – Nigdy nie miałam okazji Cię zapytać o plany, więc zrobię to teraz, bo ciekawią mnie one.
– Co planuje zrobić? Nic. Nie jestem w żadnej złej sytuacji, więc nie widzę powodu jej zmieniać – odpowiedział krótko, chcąc skupić się na wydostaniu nasion z rośliny niż rozmowie z Przeplatką.
– Nie graj głupca, to nie rola dla Ciebie. Dobrze wiesz, że chodzi mi o Świerszcza i twoją relację z nim. Całe życie nie będziesz mógł go unikać, nawet jeśli bardzo się postarasz, a kiedyś stanie się on większym problemem. – Kotka stanęła przed nim, wbijając w niego swój ostry wzrok. – Liczę więc, że posiadasz jakiś plan, pomysł lub cokolwiek.
– Z tego, co mi wiadomo, ty już taki posiadasz, więc nie widzę powodu, dla którego padło to pytanie. – Zawilcowa Korona uniósł swój wzrok na kocicę. – Do tego nie widzę powodu, dla którego miałbym zstąpić z nadanej mi drogi przez Wyrocznię i działać na własną łapę. Sprowadzę tym czynem na siebie tylko jej karę.
– Więc tak to widzisz? Mogłabym powiedzieć, że nie spodziewałam się tego, jednak skłamałabym. Jeśli uważasz, że aktualnie idziesz powierzoną Ci ścieżką, to jesteś w błędzie, chociaż nie mylisz się z tym, że posiadam plan. Nawet lepszy niż miałam wcześniej. Otóż wyjdziesz z nim z obozu, a po wyznaniu swej wiecznej miłości oraz monologu jak Klan Burzy Cię ogranicza, zaproponujesz wspólne samobójstwo z małą pomocą Naparstnicy. Trudno ją odróżnić od ziaren maku, więc musisz tylko sprawić, aby pod twe łapy nie trafiła żadna naparstnica. – Zamarł, słysząc te słowa, oczekując śmiechu wojowniczki, który sprawiłby, że wszystko byłoby tylko nieśmiesznym żartem, jednak ten nigdy nie nadszedł. Widząc jego minę, kocica kontynuowała. – Jeśli myślisz o powiedzeniu o tym komuś, to muszę Cię ostrzec, gdyż jeśli dowiem się, że ta rozmowa trafiła do czyiś innych uszu, to będziesz musiał brać więcej niż mak, aby uspokoić swoje nerwy.
– Ale… Ja nie mogę. Gdyby Wdzięczna Firletka bądź Zawodzące Echo dowiedzieli się…
– Ależ nikogo nie mordujesz Zawilcu. To będzie całkowicie jego wybór, aby zjeść podane mu nasiona. Samobójstwo ze swym ukochanym. Czyż to nie brzmi jak coś, o czym by on marzył? I tak nie masz wyboru, a dokładniej druga opcja wydaje się bardziej szkodliwa dla Ciebie. Przemyśl to, gdyż ja nie będę czekać wiecznie. – Po tych słowach na pysk kotki wkradł się ponownie uśmiech.
*****
Zawilcowa Korona uchylił swe powieki, poddając się z próbą zaśnięcia. Od ostatniego spotkania z Przeplatkowym Wiankiem nie mógł zmrużyć oka, a tym razem planował nie zużywać zapasów maku, patrząc na to, że przydawał się on częściej, niż się tego spodziewał. Wstał ze swego posłania, rzucając swój wzrok na dwie śpiące medyczki, nim zniknął w wejściu z legowiska. Potrzebował uspokoić się, a przy okazji nie chciał obudzić dwóch kotek i zamartwiać ich swym stanem. Przeskanował swoim wzrokiem obóz, aby stanąć nim na Brzozie, która siedziała przed legowiskiem uczniów i wpatrywała się w niebo. Bez większego przemyślenia udał się do niej, po chwili stając obok niej.
– Co ty robisz Brzozo? – zapytał, a wzrok kotki padł na niego. – Nie powinnaś teraz odpoczywać, aby z rana udać się na trening?
– Spałam większość dnia, bo Kminkowy Szum postanowił mnie dziś nie męczyć. Dać czas na spędzenie czasu z moimi i nie moimi kociakami. A co robię? Wpatruje się w nocne niebo, aby znaleźć gwiezdnych, o których mi tak opowiadają tutaj.
– Nie znajdziesz ich tam. Uwierz mi, szukałem. – Zielone oczy kotki ponownie spoczęły na niebie.
– To i tak nie jest ważne, bo nie zostajemy tu na długo. Tylko upewnimy się, że Królicza Gwiazda wraz z jego zastępcą nie skrzywdzą naszych pociech i wracamy do mej rodziny.
– My? O kim jeszcze mówisz?
– Ja i Kminkowy Szum. Czyżby nie powiedział Ci o tych wieściach? No cóż… Najwyraźniej oddał mi ten honor i pewnie powinnam powiedzieć też o tym Opadającemu Rumiankowi… lub też nie. Wracając jednak do tematu, cóż mogę więcej powiedzieć? Nie mogę zostawić rodziny, jak to zrobił kiedyś Świetlik, bo kto inny mógłby przejąć inny przejąć pozycję głowy rodziny? Z pewnością nie Łapek z tym swoim zapałem. A czemu również Kminek chcę odejść ze mną? Musiałbyś się go zapytać, chociaż podejrzewam, że ma to coś wspólnego z jego relacją z Czaszką. Nie potępiam jej, lecz mój brat mógłby nie uganiać się za moim przyjacielem. Czasem wprowadza to tylko niezręczne sytuacje.
Mimo iż kocia kontynuowała, to Zawilec zatrzymał się na początku jej wypowiedzi, zaraz po potwierdzeniu jego najgorszych przypuszczeń, a jego ogon uderzał niespokojnie o ziemię. Jego brat nie mógł opuścić Klanu Burzy i zostawić go z niebieskim kocurem. Niby miał jeszcze Opadającego Rumianku, jednak ten od śmierci Norniczego Śladu starał się unikać Świerszcza oraz Przeplatki, a w ich okolicy często przebywał medyk. Zostanie wtedy bez kogokolwiek bliskiego, kto byłby w stanie to wszystko zahamować, gdy sytuacja wymknie się spod kontroli. Ponownie nie chciał stracić kogoś bliskiego, jak to stało się w przypadku Kaczej Łapy. Nim zdołał coś powiedzieć, do ich uszu dotarł głos ze środka żłobka.
– Odchodzisz z tatą? – Zawilcowa Korona wraz z Brzozą skierowali swój wzrok w stronę jego źródła, aby dostrzec rudego kocura, który najwyraźniej przysłuchiwał się ich rozmowie. – Czemu?
– Oh Pierze, nie łatwo to wyjaśnić w jednym, krótkim zdaniu. Nie pasuje tu i sam to dobrze wiesz. Opowiadałam wam historię o moim bracie, tam jest mój dom. Tęskni on za mną i nie tylko on. Cała rodzina za mną tęskni, a ja nie mogę ścierpieć myśli, że muszą mnie oczekiwać. Wy będziecie tu bezpieczni, a ja będę mogła powrócić do normalnego życia. Ale to nie jest rozmowa na teraz. – Wraz z tymi słowami kocica, wstała z ziemi i podeszła do kocura. – Poza tym, czy nie nauczyłam was, że nie wolno podsłuchiwać jak dorośli rozmawiają? Rozumiem, że nauczyliście się tego, gdy wymknęliście się ze żłobka, jednak najwyraźniej muszę was oduczyć tego złego nawyku. – Kocica rzuciła swój wzrok na medyka, posyłając mu przyjazny uśmiech, nim zniknęła w legowisku wraz ze swym synem, najpewniej kontynuując tam rozmowę i tym samym zostawiając go samego ze swymi myślami. Czy Kminek postępował słusznie? Z pewnością nie, nie tędy prowadziła go Wyrocznia. To nie była jego ścieżka, jednak ten i tak postanowił z niej zstąpić. Dlaczego? Sam pragnął poznać tego powód, gdyż kara za to przewinienie spadnie również na niego, czy tego chciał, czy też nie. Zwrócił swój wzrok w stronę nocnego nieba, spoglądając na srebrną skórę. Będzie musiał porozmawiać z Kminkowym Szumem i musiał to zrobić jak najszybciej.
*****
Słońce powoli zachodziło za skrajem nieba, zabierając ostatnie promienie pokrywające obóz. Widział, jak wieczorny patrol wychodzi z obozu, a koty zmierzają powoli do swych legowisk, aby odpocząć po całym dniu pracy. W jego przypadku powinno być podobnie, jednak sen zdawał się nie przychodzić nagle. Dzisiejszego dnia miał porozmawiać ze swym bratem, a przez ilość chorych w legowisku, nie był w stanie tego planu dziś spełnić. Wdzięczna Firletka oraz Wełnista Mszyca chwilę temu opuściły szybko legowisko medyków, aby przed nadejściem nocy zajrzeć jeszcze do legowiska starszyzny i żłobka, aby upewnić się, że wszystko jest w porządku. Zawilec nie protestował na to, że pozostał sam, a nawet pasował mu ten układ, chociaż nie musiał słuchać narzekania starszych lub pisku kociąt. Mógł odetchnąć na chwilę, sprzątnąć pozostałe zioła oraz odłożyć je na swoje miejsca, nim spróbuje zasnąć na swym posłaniu. Wziął głęboki wdech, wkraczając wewnątrz legowiska i zabierając się za swoje obowiązki. Jego wzrok padł na małej kupce maku pozostawionej przy jednym z posłań, a po jego karku przeszedł dreszcz. Dalej pamiętał o planie Przeplatkowego Wianku i o konsekwencjach niewykonania go. Miał to przemyśleć, porozmawiać z kocicą o tym później i wyznaczyć dzień wykonania go, jednak odwlekał to. Czy działałby wtedy dobrze? Na pewno nie, jednak czy nie wszedł na tę ścieżkę z dniem ucieczki z obozu jako uczeń? Gdyby nie ten mały wyczyn, to miałby dalej swe prawe oko, byłby zdolny do walki i tym samym zostałby wojownikiem, zajmując miejsce obok swojego rodzeństwa. Jednak czy to właśnie wojownikiem chciał zostać? Funkcje medyka nie były złe, przynosiły mu przyjemność, a nawet ukojenie. Tym zajmowała się Zmora, Ryk oraz Zgrzyt i teraz przyszła na niego pora. Gdyby tylko nie sprawy wierzeniowe oraz humory pacjentów, to nie byłoby żadnych minusów tej roli. Jednak czy było warto za to stracić wzrok na jedno oko oraz długie problemy ze stawaniem na jedną z jego tylnych łap? Motylkowa Łączka z początku pełniła tę funkcję bez tego, tak samo Pajęcza Lilia, Wdzięczna Firletka, a teraz Wełniana Mszyca. Może istniało prostsze rozwiązanie na zmianę roli? Uszy Zawilcowej Korony drgnęły, gdy usłyszał czyjeś kroki zbliżające się w jego kierunku. Czyżby następny kot stwierdził, że dzisiaj jest idealny dzień, aby odwiedzić trójkę medyków?
– Usiądź na jednym z legowisk, a zaraz podejdę by Ci obej-... – zaczął kocur, rzucając swój wzrok na przybysza, lecz przerwał, dostrzegając Świerszczowy Skok w wyjściu. To był ostatni kot, jakiego tutaj się spodziewał. – Chyba wyraziłem się ostatnio dobrze, że nie jesteś tu mile widziany, a przynajmniej póki ja tu jestem.
– Moja cierpliwość dotarła do swego kresu. Mam dość grania z tobą oraz Przeplatką w te wasze gry. – Ostry głos wojownika obił się o uszy medyka, a jego futro się zjeżyło. Uwagę kocura przykuła rana na lewym barku Świerszcza, która wyglądała na świeżą. – Wreszcie porozmawiamy i razem uciekniemy z tego przeklętego klanu, gdzie nikt nam nie stanie na drodze do szczęścia.
– O czym ty mówisz Świerszczowy Skoku? Ja nigdzie nie idę, a tym bardziej z tobą. Między nami nie ma już nic i wiesz o tym dobrze. Nie będziemy rozmawiać, a ty odejdziesz stąd.
– Nie słuchasz mnie Zawilcu. Ja nie pytałem, tylko mówiłem, jak się stanie. – Wojownik zaczął zbliżać się w jego kierunku, na co medyk wycofał się do momentu, aż nie dotarł do ściany. – A jeśli tak bardzo chcesz odebrać mi moje zasłużone szczęście, to pozwól, że pokażę Ci konsekwencję tej decyzji. – Wraz z tymi słowami wojownik skoczył na kocura, po chwili przygniatając go łapami do ziemi. Jedna z nich wylądowała na jego szyi, dociskając ją mocniej, z każdym następnym słowem, powoli ucinając mu dostęp do powietrza i tworząc na jego szyi coraz to większą ranę. – A miałem nadzieję, że wreszcie dojdziesz do swych zmysłów i powrócimy do tego, co kiedyś mieliśmy, jednak najwyraźniej się myliłem. Zrobisz wszystko, bym tylko ja nie był szczęśliwy, prawda?!
Przymknął swe powieki wraz z upływającą ilością powietrza, powoli odpływając z tego świata. Czyli to był jego koniec? Pod łapami Świerszczowego Skoku, we własnym legowisku, wręcz śmieszna śmierć. Nagle o jego uszy odbił się znajomy mu głos, a kiedy skierował swój wzrok w stronę źródła, dostrzegł swoją mentorkę.
– Na Klan Gwiazdy, czy Ciebie coś opętało?! – Wdzięczna Firletka wydarła się piskliwym głosem na Świerszcza. Nim kocur zdążył zareagować, złapała go szczękami za kark i pociągnęła, oddając kremowemu kocurowi dostęp do powietrza, na co ten wziął kilka szybkich oddechów, wpatrując się wystraszony w dwójkę kotów. Pomimo iż kocica silna nie była, zaskoczony wojownik nie opierał jej się. Gdy już nie dusił Zawilca, dla dobrej miary wymierzyła mu jeszcze łapą w policzek. – Co Ci przyszło do głowy?! Atakować medyka? Z własnego klanu? – jej głos pełen był niedowierzania i furii. Ze zmarszczonymi brwiami i rozdziawionym w szoku pysku spoglądała na Świerszcza. Może powinna się go w tym momencie bać, ale jedynie wsunęła się pomiędzy niego a Zawilca. – Królicza Gwiazda się o tym dowie – syknęła. – O ile już nie wie. Zadbam o to! – Nie czekając na odpowiedź, uniosła łapę w stronę wyjścia. – Nic już tu po tobie. Zrobiłeś już wystarczająco.
– Nigdzie się nie wybieram, a przynajmniej, póki on dalej jest w Klanie Burzy – syknął niebieski wojownik, niezbyt zadowolony, że ponownie został wyproszony z legowiska. Najwyraźniej krzyki medyczki przyciągnęły więcej uwagi, niż spodziewał się tego kocur, bo po chwili w wyjściu za nim pojawił się Ruda Lisówka, który wyglądał na zmartwionego, jednak widząc scenę przed nim, spoważniał szybko. Po krótkiej chwili Świerszcz opuścił legowisko medyków z pomocą rudego wojownika, chociaż nie był z tego zbytnio zadowolony, co sugerowały jego syki, jednak Lisówka zdawał się ignorować je. Kiedy dwójka kocurów zniknęła, kocica skierowała swój wzrok na asystenta medyka, który nie drgnął nawet o włos, kiedy wydostał się spod łap kocura. Jedyne co to jego klatka unosiła się i opadała nieregularnie, a jego wzrok wbity był w wyjście, jakby zaraz miał przez nie powrócić Świerszczowy Skok. Słyszał, że coś działo się poza wieżą, krzyki i kilka głosów dochodziło do niego, jednak nie umiał rozszyfrować dokładnych słów.
– Zawilcu, wszystko w porządku? Co się tu stało? – Medyczka zasypała kocura pytaniami, swój wzrok kierując na ranę krtani kocura.
– On nigdy… – zaczął Zawilec, jednak słowa zdawały się nie przechodzić przez jego pysk – ... aż tak daleko się nie posunął. – Nim kocica zdołała cokolwiek odpowiedzieć, to do uszu medyka dotarł głośny krzyk Kminkowego Szumu.
– ZDRAJCA!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz