— Przysięgam.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Berberysowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Dziki Berberys. Klan Gwiazdy ceni twoją pracowitość i zawziętość oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Burzy.
Dziki Berberys zanurzył łapę w rdzawym barwniku, który był przygotowany specjalnie dla kotów, które pełniły funkcję wojowników, kronikarzy oraz przewodników. Odcisnął ją na skalnej ścianie, na której znajdowały się dziesiątki odbić łap kotów, które przez sezony były mianowane. W końcu on również stał się historią Klanu Burzy.
Lider dotknął pyszczkiem jego głowy, a on dotknął swoim nosem barku Króliczej Gwiazdy. Koty zaczęły wiwatować i skandować jego imię. Zadowolony wypiął pierś i wyprostował się, przewyższając tym samym wzrostem przywódcę.
Czekał bardzo długo na tą chwilę i w końcu mu się udało. Przeszedł wszystkie wymagane przez Śnieżycową Chmurę zadania i udowodnił, że nadaje się na wojownika. Teraz nie potrzebował rudej wojowniczki do niczego! Był nawet od niej lepszy i bardziej efektywny. Posłał uśmiech Ciernistej Łapie, który siedział niedaleko Jagodowego Marzenia, Trzmielego Pyłku i Zwiewnego Maku. Nieważne, jak okrutnie by to nie brzmiało, ale cieszył się, że kocur został uczniem jako ostatni. Natomiast on udowodnił, że nie był najgorszy z miotu!
— Gratulacje Dziki Berberysie! — zamruczała do niego Jagodowe Marzenie, która podeszła do niego wraz z rodzeństwem.
Zamruczał uradowany taką ilością atencji, a w szczególności na widok futra jego ojca w tłumie kotów chcących mu pogratulować. Tak długo ubiegał się o jego uwagę, a teraz Świerszczowy Skok sam z siebie zamierzał powiedzieć mu parę słów.
Kiedy podszedł do niego ów kocur, jego serce zabiło mocniej. Oto chwila chwały i słowa, które miały dla niego ogromne znaczenie!
— Dobrze cię widzieć, jako dorosłego i doświadczonego wojownika, synu. Gratuluje postępów — zamruczał Świerszczowy Skok.
— Dziękuję ojcze, całe życie będę się starał, żebyś był ze mnie dumny. Chcę przynieść naszej rodzinie jak najwięcej chwały.
— Klan Burzy będzie z ciebie dumny, jeszcze nie raz z takim podejściem — pogładził go ogonem po barkach, przez co Dziki Berberys omal nie wyskoczył z futra ze szczęścia.
Musiał pokładać wiele energii, by nie zachować się jak kociak i nie zbłaźnić się przed wszystkimi. Była to jego wielka chwila!
Natomiast ojciec, skinął mu ostatni raz głową i odszedł, dając miejsce innym kotom, które miały w planach mu pogratulować.
“To koniec? Tyle zdołałem porozmawiać z tobą, Świerszczowy Skoku?” — nie dowierzał, że zdobył atencje ojca na kilka uderzeń serca. Co jeszcze musiałby zrobić, żeby ten z nim dłużej porozmawiał?
***
Noc była bezchmurna, a czas płynął naprawdę wolno. Dziki Berberys czuł, jak jego powieki stają się naprawdę ciężkie i najprawdopodobniej opadłyby już dawno, gdyby nie zimniejsze powiewy wiatru, które co jakiś czas budziły go.
Podczas jego ziewania, nagle poruszyło się coś w rogu jego pola widzenia. Obrócił głowę w kierunku najprawdopodobniej ucznia, który zapomniał, że dzisiaj odbywa się jego czuwanie.
Na samą myśl, że mogła być to Śpiewająca Łapa, jego futro jeżyło się z irytacji. Jednakże zamiast wrednej szylkretki, ujrzał równie młodą, Krokusową Kruchość, która nieśmiało przywitała się z nim skinieniem głowy.
Nie wiedząc, czy powinien się odzywać podczas czuwania, machnął do niej ogonem, by ta do niego podeszła. Kotka niepewnie przystanęła przy nim, widział w jej oczach lekki niepokój.
Była podobna do niego, jak był jeszcze kociakiem. Sam pamiętał, jak ojciec oraz Cierń wypowiadali się negatywnie nad jego wrażliwością, oraz nieśmiałością. Wiedział teraz, że kocury nie powinny być takie, jednak dla kotek było to całkiem urocze.
— Spokojnie, nie zamierzam nikomu powiedzieć, że szwendasz się po polanie w nocy. Trochę mi się nudzi i nie obraziłbym się, jeśli ktoś by mi towarzyszył — wyszeptał jej na ucho.
Krokusowa Kruchość rozluźniła się nieco i przytaknęła mu głową.
Jeśli miał milczeć przez całe czuwanie, to już złamał zasady, jednak nikt nie musiał o tym wiedzieć, oprócz niego oraz jego towarzyszki.
— Czemu nie śpisz? Miałaś koszmary?
Pokręciła przecząco głową i pyskiem wskazała niebo, na którym błyszczeli Gwiezdni. Srebrna Skóra tej nocy była naprawdę piękna.
— Ach rozumiem… — powiedział bezgłośnie, na co Krokusowa Kruchość zamruczała cicho.
***
Oboje spędzili razem noc, jednak kotka uciekła nad ranem, zanim Burzacy zaczęli się przebudzać. Wraz z piękną towarzyszką, czas minął dość szybko i sam nie spodziewał się, że kotka z nim zostanie przez większość czuwania. Wcześniej z nią nawet nie rozmawiał, wiedział jednak, że była młodsza od niego.
Jakim cudem została tak szybko wojowniczką? Tego jeszcze nie rozumiał, jednak z chęcią się zamierzał dowiedzieć.
Słońce zawitało do obozu, a zapach porannej rosy wypełnił nozdrza Dzikiego Berberysu. Całe jego ciało było sztywne i obolałe po nocy, a jego powieki znów były ciężkie od niewyspania się.
— Dzień dobry, Dziki Berberysie, witamy cię jako wojownika Klanu Burzy — zamruczał rozbawiony na jego widok Zawodzące Echo, który wyszedł właśnie z legowiska wojowników. — Twoje czuwanie dobiegło końca. Możesz wziąć swoje posłanie z legowiska uczniów i przeprowadzić się do legowiska wojowników. Miejsca jest dużo, więc możesz wybrać, gdzie chcesz się ulokować. Dzisiaj odsypiasz czuwanie, a obowiązki przejmiesz jutro.
Zastępca poklepał go łapą po barku, na co ten zmęczony, ale i dumnie, wypiął pierś.
— Chętnie się wyśpię — przyznał, przeciągając się i ruszył po swoje posłanie.
Wszedł szybko do legowiska uczniów, złapał swoje leże, przy okazji nadepnął na ogon Śpiewającej Łapy, która od razu podskoczyła i syknęła z bólu.
“Ups! Kogoś obudziłem” — zaśmiał się w myślach.
Wyszedł z legowiska uczniów, słysząc za sobą przekleństwa w jego kierunku, które były dla niego niczym miód na uszy, po czym wszedł do legowiska wojowników, gdzie rzeczywiście miał wiele miejsca, gdzie mógłby położyć swoje posłanie.
Jego uwagę przykuły dwa miejsca. Jedno było obok jego ojca, a drugie obok wojowniczki, z którą spędził czuwanie. Był to trudny wybór, jednak lepiej mieć koleżankę, niż ojca, który i tak nie spędzał z nim dużo czasu.
Wybrał Krokusową Kruchość, która zwinięta w ciasny kłębek pochrapywała cichutko. Jej spokój na pysku powodował, że serce kocura szybciej zabiło. Może nie powinien jej zapraszać do wspólnego czuwania? Teraz przez niego była wykończona.
“Może nie będzie na mnie zła, jak się przebudzi?”
Położył swoje posłanie obok wojowniczki i również ułożył się wygodnie w króliczych futerkach, zwijając się w ciasny kłębek. Uważał, by nie stykać się futrem z kotką.
***
Otworzył leniwie oczy. W końcu się wyspał! Przesunął wzrokiem po opustoszałym legowisku. Było jeszcze jasno, może się załapie na jakieś polowanie lub patrol łowiecki? Chociaż dzisiejszy dzień miał wolny, mógłby to inaczej wykorzystać.
Wyszedł żwawym krokiem na polanę, gdzie koty dzieliły się językami i wspólnie jadły posiłki. W rogu obozu zauważył siedzącą w samotności Krokusową Kruchość, która nie starała się dokończyć swojego królika.
— Witam cię Krokusowa Kruchości, mogę się dosiąść? — zaproponował. — Chętnie pomogę ci dokończyć twojego królika.
Kotka przytaknęła mu głową, nie racząc nawet mu odpowiedzieć. Dziki Berberys grzecznie się dosiadł i zwinął się w pozycję na chlebek. Wziął gryza mięsa i zamruczał, kiedy poczuł, jak aromat rozlewa się po jego kubkach smakowych.
— Czy lubisz oglądać Srebrną Skórę? Trochę się zdziwiłem wczoraj, że nie spałaś o tak późnej porze — zagadał.
< Krokusowa Kruchości? Czy chcesz się zakolegować z Berberyskiem? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz