— Spóźnię się! — wykrzykiwała, machając na pożegnanie przyjacółce. Patrząc przez ramię, zobaczyła rozdrażnienie w jej oczach, gdy obok pojawił się Szkwalna Łapa. Ciekawe, o co poszło, ale nie miała teraz czasu się o tym dowiedzieć.
— Wybacz, Czosnkowa Krewetko! — przeprosiła — Zaspałam!
— Oby to już się więcej nie powtórzyło. — powiedziała i dodała — Dzisiaj idziemy na patrol graniczny z Rosiczkową Kroplą i Senną Łapą.
— Wybacz, Czosnkowa Krewetko! — przeprosiła — Zaspałam!
— Oby to już się więcej nie powtórzyło. — powiedziała i dodała — Dzisiaj idziemy na patrol graniczny z Rosiczkową Kroplą i Senną Łapą.
Uf, dobrze, że nie z Morszczynową! Otóż… dzień wcześniej znalazł jej skrytkę z skarbami, naśmiewając się z niej.
"A więc tu trzymasz swoje skarby?" — rozbrzmiał jego głos w jej głowie.
A potem, no cóż, skoczyła na niego i poturlali się w głąb legowiska, dostając uwagę od Wężynowego Splotu, która właśnie przechodziła.
— Liliowa Łapo, idziesz? — Odwróciła się, widząc zamyślenie uczennicy.
"A więc tu trzymasz swoje skarby?" — rozbrzmiał jego głos w jej głowie.
A potem, no cóż, skoczyła na niego i poturlali się w głąb legowiska, dostając uwagę od Wężynowego Splotu, która właśnie przechodziła.
— Liliowa Łapo, idziesz? — Odwróciła się, widząc zamyślenie uczennicy.
— Już lecę! — odpowiedziała i poszła za mentorką.
— Witaj, Rosiczkowa Kroplo! — przywitała się Czosnkowa Krewetka.
— Witaj, Rosiczkowa Kroplo! — przywitała się Czosnkowa Krewetka.
— Witaj, Czosnkowa Krewetko! Jak idą treningi?
— Dobrze, Liliowa Łapa ma pełno pomysłów w głowie, odziwo, nawet te dobre. — Spojrzała się z twarzą udawanej pretensji.
Kiedy mentorki rozmawiały, podeszła do starszej szylkretowej uczennicy. Patrzyła w niebo, jakby widziała w nim cały Klan Gwiazdy. Lilijka lekko szturchnęła ją w bark, by jej nie przestraszyć, ale nie udało się jej, gdyż zamyślona lekko podskoczyła.
— Cześć, jestem Liliowa Łapa! A ty? — spytała z uśmiechem.
— O, cześć, jestem Senna Łapa. — odpowiedziała — Idziemy razem na patrol, tak?
— Tak, już idziemy, Senna Łapo — miauknęła jej mentorka.
— Już idziemy! — Liliowa Łapa odwróciła się i podreptała do wody, aby odpłynąć z wyspy, na której mieścił się obóz.
— Dobrze, Liliowa Łapa ma pełno pomysłów w głowie, odziwo, nawet te dobre. — Spojrzała się z twarzą udawanej pretensji.
Kiedy mentorki rozmawiały, podeszła do starszej szylkretowej uczennicy. Patrzyła w niebo, jakby widziała w nim cały Klan Gwiazdy. Lilijka lekko szturchnęła ją w bark, by jej nie przestraszyć, ale nie udało się jej, gdyż zamyślona lekko podskoczyła.
— Cześć, jestem Liliowa Łapa! A ty? — spytała z uśmiechem.
— O, cześć, jestem Senna Łapa. — odpowiedziała — Idziemy razem na patrol, tak?
— Tak, już idziemy, Senna Łapo — miauknęła jej mentorka.
— Już idziemy! — Liliowa Łapa odwróciła się i podreptała do wody, aby odpłynąć z wyspy, na której mieścił się obóz.
Pora Opadających Liści zbliżała się wielkimi krokami. Korony drzew zaczęły żółknąć, a słońce dawało coraz mniej ciepła. Liście, które już spadły, szeleściły pod jej łapami. Nagle Czosnkowa Krewetka mruknęła:
— Chodźmy do granicy z Klanem Klifu i Klanem Burzy — rzekła, machnięciem ogona naznaczając kierunek. Idąc za innymi, Liliowa Łapa wdychała z rozkoszą zapachy otaczających ją kwiatów. Z większą rozkoszą to robiła, wiedząc, że niedługo znikną. Nagle poczuła zapach innego klanu – Klanu Klifu.
— Na razie nic nie widzę podejrzanego — powiedziała Senna Łapa, otwierając pysk, by więcej poczuć. Miała rację. Pośród skał nic się nie poruszało, a oprócz zapachu zwierzyny nic nie było czuć. Potem, przy Klanie Burzy też nie było żadnego śladu - jedynie woń patrolu porannego, to wszystko.
— Damy radę jeszcze obejrzeć teren wokół płaskich kamieni dla zmarłych dwunożnych przed wysokim słońcem — rzekła Rosiczkowa Kropla z zadowoleniem, że nikt nie śmiał położyć łapy na ich terytorium.
— A po drodze coś zapolujemy — dodała Czosnkowa Krewetka — Nie możecie żyć tylko na powietrze! — zażartowała.
— Chodźmy do granicy z Klanem Klifu i Klanem Burzy — rzekła, machnięciem ogona naznaczając kierunek. Idąc za innymi, Liliowa Łapa wdychała z rozkoszą zapachy otaczających ją kwiatów. Z większą rozkoszą to robiła, wiedząc, że niedługo znikną. Nagle poczuła zapach innego klanu – Klanu Klifu.
— Na razie nic nie widzę podejrzanego — powiedziała Senna Łapa, otwierając pysk, by więcej poczuć. Miała rację. Pośród skał nic się nie poruszało, a oprócz zapachu zwierzyny nic nie było czuć. Potem, przy Klanie Burzy też nie było żadnego śladu - jedynie woń patrolu porannego, to wszystko.
— Damy radę jeszcze obejrzeć teren wokół płaskich kamieni dla zmarłych dwunożnych przed wysokim słońcem — rzekła Rosiczkowa Kropla z zadowoleniem, że nikt nie śmiał położyć łapy na ich terytorium.
— A po drodze coś zapolujemy — dodała Czosnkowa Krewetka — Nie możecie żyć tylko na powietrze! — zażartowała.
Po zjedzeniu ryby i upolowaniu nornicy dla klanu Liliowa Łapa złapała nowe siły. Przemierzając szlaki wokół dziwnych płaskich kamieni dwunożnych, czuła ciarki na plecach. Jednak czuła też jakiś zew przygody, chciała spróbować coś sama.
— Czosnkowa Krewetko? — Podeszła do mentorki.
— Czosnkowa Krewetko? — Podeszła do mentorki.
— Tak? — Popatrzyła na uczennicę z uśmiechem.
— Czy mogłabym zobaczyć granicę przy południowej stronie samodzielnie?
— Hmm... No dobrze, ale będziemy nie daleko odpowiedziała, kierując się w kierunku zachodnim
Zastanawiała się, czy nie pójść w kierunku rzeki, ale nie teraz, nie, jak nie wie, co z jej matką. Ptaki śpiewały wśród drzew. Nic nie wskazywało na obecność kogokolwiek. Już miała wracać, gdy coś poruszyło się dwie długości ogona od niej. Liliowa Łapa postanowiła sprawdzić, co się pod nim kryło. Zaczęła się skradać do krzaka, uważając, by nie stanąć na żadnej gałęzi. Kiedy podeszła do zarośli, wsunęła się pod liście, by się ukryć. I wtedy zobaczyła gruby, ciemny ogon! Wyskoczyła z krzaków i krzyknęła:
— Hej! Co tu robisz?
Szeroki, ciemnoczekoladowy kocur spojrzał na nią błękitnymi oczami.
— A co? Coś nie tak? — warknął.
— Hmm... No dobrze, ale będziemy nie daleko odpowiedziała, kierując się w kierunku zachodnim
Zastanawiała się, czy nie pójść w kierunku rzeki, ale nie teraz, nie, jak nie wie, co z jej matką. Ptaki śpiewały wśród drzew. Nic nie wskazywało na obecność kogokolwiek. Już miała wracać, gdy coś poruszyło się dwie długości ogona od niej. Liliowa Łapa postanowiła sprawdzić, co się pod nim kryło. Zaczęła się skradać do krzaka, uważając, by nie stanąć na żadnej gałęzi. Kiedy podeszła do zarośli, wsunęła się pod liście, by się ukryć. I wtedy zobaczyła gruby, ciemny ogon! Wyskoczyła z krzaków i krzyknęła:
— Hej! Co tu robisz?
Szeroki, ciemnoczekoladowy kocur spojrzał na nią błękitnymi oczami.
— A co? Coś nie tak? — warknął.
— Przekroczyłeś granicę Klanu Nocy! — krzyknęła.
Dopiero wtedy Liliowa Łpa zobaczyła, że mimo szerokich barów i głowy był podobny do jej wzrostu.
— Co? Aaaa, granica to te zapachy kotów w paprociach, prawda?
Lilijka nastroszyła sierść na karku.
— To oznaczenia zapachowe! — warknęła — I proszę, abyś wrócił tam, skąd przyszłeś!
— Co? Aaaa, granica to te zapachy kotów w paprociach, prawda?
Lilijka nastroszyła sierść na karku.
— To oznaczenia zapachowe! — warknęła — I proszę, abyś wrócił tam, skąd przyszłeś!
— Czyli wgłąb waszego "terytorium"? — parsknął kocur.
O nie, przesadził! Zdecydowanie przesadził! Liliowa Łapa wbiła pazury w ziemię, aby nie zatpić ich w sierści kocura. Otworzyła pysk aby zaprotestować, ale wtedy rozległ się kolejny krzyk innego, dojrzałego kocura:
— Mrok, gdzieś ty polazł?
Liliową Łapę dopadł dreszcz niedowierzania od łap do głowy
— Mrok, gdzieś ty polazł?
Liliową Łapę dopadł dreszcz niedowierzania od łap do głowy
"Mrok?! Ale to niemożliwe…" — przypominał jej nie co brata, ale ojciec z nim gdzieś wyparował.
— Mrok? To ty? — zaszeptała, robiąc krok w tył. Myślała, że kocur jej nie usłyszał, ale spojrzał się na nią z podejrzliwością.
— Poznaliśmy się kiedyś? — Pochylił głowę na znak dezorientacji.
— Poznaliśmy się kiedyś? — Pochylił głowę na znak dezorientacji.
— Liliowa Łapo! - — To był krzyk Sennej Łapy — Gdzie jesteś?
— Poczekaj, Senna Łapo, zaraz przyjdę! — krzyknęła. Gdy znów spojrzała na kocura, był w zamyśleniu.
— Poczekaj, Senna Łapo, zaraz przyjdę! — krzyknęła. Gdy znów spojrzała na kocura, był w zamyśleniu.
— Już myślałem, że chodzi o Lilie — miauknął kocur w grymasie, lecz można w nim było zobaczyć iskrę tęsknoty.
— To ja nią jestem! Jestem twoją siostrą! — krzyknęła. Mrok podskoczył z niedowierzania.
— To ja nią jestem! Jestem twoją siostrą! — krzyknęła. Mrok podskoczył z niedowierzania.
— Lilia?... Jak?! Przecież mieszkasz przy rzece z matką.
— Już nie — miauknęła — Nasza mama gdzieś zaginęła, a Klan Nocy mnie przyjął. I jestem Liliową Łapą, nie Lilią — poprawiła go.
— Mrok! Gdzie na lisy cię wcieło!
— Tu jestem! — Odwrócił się w stronę dźwięku. Kotka nie była przygotowana na przyjście pod granicę jeszcze jednego albo i więcej kotów! Musiała się gdzieś schować! Popatrzyła na krzaki dookoła. Nie, za duży hałas z szelestu liści, gdyby Mrok ją znalazł, byłoby niezręcznie. Popatrzyła na grube konary drzew, być może uda jej się tam wdrapać.
— Już nie — miauknęła — Nasza mama gdzieś zaginęła, a Klan Nocy mnie przyjął. I jestem Liliową Łapą, nie Lilią — poprawiła go.
— Mrok! Gdzie na lisy cię wcieło!
— Tu jestem! — Odwrócił się w stronę dźwięku. Kotka nie była przygotowana na przyjście pod granicę jeszcze jednego albo i więcej kotów! Musiała się gdzieś schować! Popatrzyła na krzaki dookoła. Nie, za duży hałas z szelestu liści, gdyby Mrok ją znalazł, byłoby niezręcznie. Popatrzyła na grube konary drzew, być może uda jej się tam wdrapać.
"Już widziałaś, jak inni to robią. Dasz sobie radę" — westchnęła. Spojrzała szybko kątem oka na brata, nadal był odwrócony do niej plecami, teraz mając głowę wsuniętą w krzak i miaucząc coś do innego kota, chyba kocura. Stanęła przy drzewie, ugięła łapy i wyskoczyła w górę, zaczepiając pazury na korze dębu. Teraz tylko zrobić to samo, ale z pnia. Przygotowała się i wyskoczyła w górę. Złapała się pazurami o drzewo, lecz przy tym rysując nogę o korę. Z bólu cicho pisnęła, jednak postanowiła, że będzie się piąć wyżej — ostatni skok do najbliższej gałęzi!
"Dasz radę, Liliowa Łapo!" — powiedziała w duchu i skoczyła do góry. Jest! Teraz tylko ostrożnie na gałęź. Stając na nią, Liliowa kotka czuła, jak łapy jej się trzęsą, jednak zachowała równowagę i przykucnęła w rozgałęzieniu, gdzie było dużo liści. Lilijka nie wierzyła, że jej się to udało! Być może musi troszkę popracować z Czosnkową Krewetką, aby się tak nie wachać, ale i tak znała już podstawy.
Z dębu był widok na krzaki na dole, zza których Mrok wyjął głowę. Z nim wszedł na polankę zielonooki kocur z niesmaczoną miną w ciemniejsze pręgi. Ale nie to przykuło jej uwagę najbardziej - był maści czekoladowej! Nic nie miała do tego umaszczenia, lecz słyszała o nich niemiłe zwierzenia, podobno jeden ze zdrajców miał ten kolor futra. Niby w żłobku była Fląderka, ale nie miała okazji z nią porozmawiać. Szafir twierdziła, że maść nie ma znaczenia, a Szkwalna Łapa już tak, więc kto ma rację? Z zamyślenia wyrwał ją głos owego kocura:
— Gdzieś ty był?
— Przy brzozach, jak kazałeś.
— W takim razie dobrze, że tu jesteś. Widziałem patrol nieopodal — powiedział czekoladowy z pogardą.
— Masz rację, Sosno.
Liliową tak zamurowało, że prawie by spadła z gałęzi. A więc to był jej ojciec! Chciała już zejść i się mu pokazać, ale wstrzymała się, aby poczekać na rozwój wydarzeń.
— Właśnie spotkałem... GDZIE SIĘ PODZIAŁA?!
— Być może masz już zwidy? Pora Spadających Liści się zbliża, a to czas chorób, w tym gorączki.
— Nie, naprawdę, była tu Lilia…
— Czyli jednak masz zwidy. Sójka nas wyrzuciła. Pamiętasz, jak ci mówiłem? Kazała mi się wynosić z tobą, a twoja siostra została!
Liliowa Łapa nie dowierzała. Jej matka czegoś takiego by nie zrobiła! Nie po widoku jej smutnych oczu, które starała się ukryć pod uśmiechem! Z emocji szturchnęła gałęzie, wywołując hałas, który zaintrygował kocura.
— Kto tam? Pokaż się!
Kotka znieruchomiała z przerażenia.
— A może to wiewiórka? Nie wszystko, co się rusza, ukrywa za sobą kota — mruknął Mrok
Z dębu był widok na krzaki na dole, zza których Mrok wyjął głowę. Z nim wszedł na polankę zielonooki kocur z niesmaczoną miną w ciemniejsze pręgi. Ale nie to przykuło jej uwagę najbardziej - był maści czekoladowej! Nic nie miała do tego umaszczenia, lecz słyszała o nich niemiłe zwierzenia, podobno jeden ze zdrajców miał ten kolor futra. Niby w żłobku była Fląderka, ale nie miała okazji z nią porozmawiać. Szafir twierdziła, że maść nie ma znaczenia, a Szkwalna Łapa już tak, więc kto ma rację? Z zamyślenia wyrwał ją głos owego kocura:
— Gdzieś ty był?
— Przy brzozach, jak kazałeś.
— W takim razie dobrze, że tu jesteś. Widziałem patrol nieopodal — powiedział czekoladowy z pogardą.
— Masz rację, Sosno.
Liliową tak zamurowało, że prawie by spadła z gałęzi. A więc to był jej ojciec! Chciała już zejść i się mu pokazać, ale wstrzymała się, aby poczekać na rozwój wydarzeń.
— Właśnie spotkałem... GDZIE SIĘ PODZIAŁA?!
— Być może masz już zwidy? Pora Spadających Liści się zbliża, a to czas chorób, w tym gorączki.
— Nie, naprawdę, była tu Lilia…
— Czyli jednak masz zwidy. Sójka nas wyrzuciła. Pamiętasz, jak ci mówiłem? Kazała mi się wynosić z tobą, a twoja siostra została!
Liliowa Łapa nie dowierzała. Jej matka czegoś takiego by nie zrobiła! Nie po widoku jej smutnych oczu, które starała się ukryć pod uśmiechem! Z emocji szturchnęła gałęzie, wywołując hałas, który zaintrygował kocura.
— Kto tam? Pokaż się!
Kotka znieruchomiała z przerażenia.
— A może to wiewiórka? Nie wszystko, co się rusza, ukrywa za sobą kota — mruknął Mrok
— Ale musisz być czujny! Zawsze! Bez względu na sytuację. Teraz sprawdzimy, czy to rzeczywiście wiewiórka…
"Klanie Gwiazdy, ratuj!" — pomyślała, patrząc na kocura wspinającego się na drzewo, pewny swego. Na szczęście pojawiła się Senna Łapa szukająca Liliowej Łapy. Na widok kocurów zawarczała:
— Co robicie przy naszej granicy?
— A więc jest tu ktoś jeszcze! — warknął Sosna do syna, po czym do szylkretki — Czemu niby mamy ci odpowiadać?
"Klanie Gwiazdy, ratuj!" — pomyślała, patrząc na kocura wspinającego się na drzewo, pewny swego. Na szczęście pojawiła się Senna Łapa szukająca Liliowej Łapy. Na widok kocurów zawarczała:
— Co robicie przy naszej granicy?
— A więc jest tu ktoś jeszcze! — warknął Sosna do syna, po czym do szylkretki — Czemu niby mamy ci odpowiadać?
Senna Łapa wzięła głęboki wdech.
— Bo Klan Nocy wyrwie wam futro.
— Ech, klany — rzekł kocur, przewracając oczami — zajmują terytorium, zaznaczając je zapachami i już nikt inny nie może na nie wejść, niezwracając na koty poza nimi. Uważają się za lepszych, bo żyją razem.
— Bo Klan Nocy wyrwie wam futro.
— Ech, klany — rzekł kocur, przewracając oczami — zajmują terytorium, zaznaczając je zapachami i już nikt inny nie może na nie wejść, niezwracając na koty poza nimi. Uważają się za lepszych, bo żyją razem.
Lilia nie dowierzała; jak jej ojciec miał czelność tak mówić?
— Za chwilę zwołam cały patrol, aby się z wami rozprawili, jeśli nie odejdziecie!
Kocur już nie był taki skory do kłótni. Machnął tylko nastroszonym ogonem i odwrócił się tyłem do uczennicy.
— Chodź, Mrok, niech oni tu polują na swoją wronią karmę. — Popatrzył się wymownie i odszedł wściekły.
— Dzięki, Senna Łapo! — miauknęła Liliowa, wychylając się zza liści.
— Liliowa Łapo?! Co ty tam na Klan Gwiazdy wyrabiasz?
— Chowałam się przed nimi — odpowiedziała, próbując zejść.
— Musisz delikatnie zeskoczyć. Jeszcze się nie uczyliście wspinaczki?
— NieeEEEEE! — wrzasnęła, spadając z konaru, na szczęście na krzak jagód.
— Za chwilę zwołam cały patrol, aby się z wami rozprawili, jeśli nie odejdziecie!
Kocur już nie był taki skory do kłótni. Machnął tylko nastroszonym ogonem i odwrócił się tyłem do uczennicy.
— Chodź, Mrok, niech oni tu polują na swoją wronią karmę. — Popatrzył się wymownie i odszedł wściekły.
— Dzięki, Senna Łapo! — miauknęła Liliowa, wychylając się zza liści.
— Liliowa Łapo?! Co ty tam na Klan Gwiazdy wyrabiasz?
— Chowałam się przed nimi — odpowiedziała, próbując zejść.
— Musisz delikatnie zeskoczyć. Jeszcze się nie uczyliście wspinaczki?
— NieeEEEEE! — wrzasnęła, spadając z konaru, na szczęście na krzak jagód.
— Zyjesz?! — spytała szylkretka przestraszona.
— Tak, nic mi nie jest, oprócz tego, że jagody już się do niczego nie przydadzą — miauknęła, zeskakując z krzaka i oglądając swoje plecy w ciemnofioletowe plamy.
— Co się stało?! — spytała Czosnkowa Krewetka, wchodząc na polankę. Za nią szła Rosiczkowa Kropla.
— Liliowa Łapa spotkała samotników i uciekła przed nimi na drzewo — rzekła Senna Łapa.
Lilijce było wstyd, że zamiast bronić terytorium schowała się. Ale czuła w głębi duszy, że to nie przez strach, tylko przez obawę, że będzie musiała walczyć z własnym bratem.
— Liliowa Łapo, nie próbuj nowych rzeczy na treningu sama, od których może stać ci się krzywda. Chodź, któryś z medyków musi to zobaczyć — miauknęła, patrząc na jej ranę na nóż.
Lilijce było wstyd, że zamiast bronić terytorium schowała się. Ale czuła w głębi duszy, że to nie przez strach, tylko przez obawę, że będzie musiała walczyć z własnym bratem.
— Liliowa Łapo, nie próbuj nowych rzeczy na treningu sama, od których może stać ci się krzywda. Chodź, któryś z medyków musi to zobaczyć — miauknęła, patrząc na jej ranę na nóż.
* * *
Okazało się, że to tylko lekkie zadrapanie, na które wystarczyły dwa szybkie liznięcia i zabezpieczenie rany przed zakażeniem. Emocje z dzisiejszego patrolu ciągle ją prześladowały. Czuła, że jej rodzina ma jeszcze sekrety, które chce odkryć, ale chciała też z kimś się podzielić jej szokiem. Zobaczyła Szkwalną Łapę, dawającego mysz na stertę zwierzyny. Pobiegła na niego i się z nim przywitała.
— Cześć — odpowiedział. — O co chodzi?
— Chciałabym ci coś powiedzieć — miauknęła, wskazując ogonem na pobocze obozu. Kiedy tam usiedli, Liliowa Łapa z niepokojem oczach powiedziała:
— Spotkałam mojego czekoladowego ojca!
— Cześć — odpowiedział. — O co chodzi?
— Chciałabym ci coś powiedzieć — miauknęła, wskazując ogonem na pobocze obozu. Kiedy tam usiedli, Liliowa Łapa z niepokojem oczach powiedziała:
— Spotkałam mojego czekoladowego ojca!
<Szkwalna Łapo, co powiesz na to?>
[1695 słów + wspinaczka na drzewa]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz