Zdążyła jedynie przycisnąć kłębek pajęczyn do poszarpanej skóry, zanim po obozie rozszedł się krzyk. Głos Kminkowego Szumu odbił się od kamiennych ścian legowiska. Na Klan Gwiazdy, kto jeszcze postanowił się mordować?
— Ja- Um. Proszę, nie ruszaj się stąd.
Drżącymi łapami założyła opatrunek, pośpiesznie tamując krwawienie, zanim z szeroko otwartymi oczyma wysunęła głowę na zewnątrz.
Świerszczowy Skok stał na środku obozu. Przywołane rozgardiaszem koty odsuwały się od niego jak oparzone, pomijając przytrzymującego go w miejscu Rudą Lisówkę i oddychającego ciężko Kminka.
— Zdrajca! — powtórzył rudy. Wyglądał, jak gdyby powstrzymywał się przed doskoczeniem kocurowi do gardła. — To wszystko Twoja wina!
Pomiędzy wojownikami rozległy się szepty. Później szepty zamieniły się w oskarżenia i wskazywanie pazurami. Firletka wcisnęła łapy głębiej w wydeptaną trawę, oglądając się przez ramię na Zawilca. Po jej grzbiecie przeszedł dreszcz. Wszystko?
"On nigdy... Aż tak daleko się nie posunął."
Co jeszcze, oprócz znęcania się nad jej byłym uczniem, przegapiła?
Dopiero po chwili jej spojrzenie padło na dwie kupy szylkretowego futra, leżące u łap Trzmielego Pyłku i Wydmowej Łapy. Tuż przed nimi Oskrzydlony Ognik i Dryfujący Fluoryt nawoływali do Zawodzącego Echa, przepychając się przez koty stojące w obozie. Czym prędzej wybiegła z legowiska i zbliżyła się do przybyłego patrolu… Z miny Wydmy mogła wyczytać, że oglądanie wojowniczek będzie jedynie formalnością.
Zawodzące Echo wychylił się z okna Kamiennej Wieży.
— Co się stało?
Zapadła cisza.
— Znaleźliśmy je nad rzeką — oznajmiła Fluoryt drżącym głosem. — Niedaleko granicy z Klanem Nocy, ale… Brakowało tam ich zapachu. Przeplatkowy- Przeplatkowy Wianek z głową w wodzie — urwała, biorąc głęboki oddech — a Jagodowe Marzenie tuż obok.
Zastępca nie zeskoczył na dół, wpatrując się jedynie w koty z góry. Firletka podniosła wzrok; wręcz widziała przesuwające się w jego głowie myśli. Powoli skinął głową i spojrzał na wojowniczkę, a później na Ognika.
— Czy wyglądało to na winę trzeciego kota?
— Tak — odpowiedział rudy kocur bez wahania.
Echo przymknął oczy i odwrócił pysk od zwłok, do których dopadły teraz pojedyncze koty, opłakując bliskich. Jak gdyby odsuwając tę sprawę na bok, machnął łapą, po czym spojrzał na stojący nadal po środku obozu Świerszczowy Skok.
— Świerszczowy Skoku — rozpoczął, zwracając się do kocura, pilnowanego teraz nie tylko przez Lisówkę, ale i Sójczy Błękit. — Nie spodziewałem się po tobie takiego zachowania, ale nie oznacza to, że nie dotkną cię jego konsekwencje.
Przymknął na moment oczy i wziął głęboki oddech, jak gdyby przygotowywał się do czegoś.
— Czy… Czy wiesz cokolwiek o śmierci Przeplatkowego Wianka i Jagodowego Marzenia? — cały czas wpatrywał się w pysk szarego kocura, jak gdyby próbował wyczytać z niego całą prawdę. Firletka nie mogła się nie zgodzić; trudno było nie próbować łączyć faktów w spójną całość. — Czy byłeś w nią zamieszany?
Wzrok Świerszczowego Skoku przeniósł się na okno wieży, jednak szybko przeskoczył na zgromadzone koty.
Zawodzące Echo wychylił się z okna Kamiennej Wieży.
— Co się stało?
Zapadła cisza.
— Znaleźliśmy je nad rzeką — oznajmiła Fluoryt drżącym głosem. — Niedaleko granicy z Klanem Nocy, ale… Brakowało tam ich zapachu. Przeplatkowy- Przeplatkowy Wianek z głową w wodzie — urwała, biorąc głęboki oddech — a Jagodowe Marzenie tuż obok.
Zastępca nie zeskoczył na dół, wpatrując się jedynie w koty z góry. Firletka podniosła wzrok; wręcz widziała przesuwające się w jego głowie myśli. Powoli skinął głową i spojrzał na wojowniczkę, a później na Ognika.
— Czy wyglądało to na winę trzeciego kota?
— Tak — odpowiedział rudy kocur bez wahania.
Echo przymknął oczy i odwrócił pysk od zwłok, do których dopadły teraz pojedyncze koty, opłakując bliskich. Jak gdyby odsuwając tę sprawę na bok, machnął łapą, po czym spojrzał na stojący nadal po środku obozu Świerszczowy Skok.
— Świerszczowy Skoku — rozpoczął, zwracając się do kocura, pilnowanego teraz nie tylko przez Lisówkę, ale i Sójczy Błękit. — Nie spodziewałem się po tobie takiego zachowania, ale nie oznacza to, że nie dotkną cię jego konsekwencje.
Przymknął na moment oczy i wziął głęboki oddech, jak gdyby przygotowywał się do czegoś.
— Czy… Czy wiesz cokolwiek o śmierci Przeplatkowego Wianka i Jagodowego Marzenia? — cały czas wpatrywał się w pysk szarego kocura, jak gdyby próbował wyczytać z niego całą prawdę. Firletka nie mogła się nie zgodzić; trudno było nie próbować łączyć faktów w spójną całość. — Czy byłeś w nią zamieszany?
Wzrok Świerszczowego Skoku przeniósł się na okno wieży, jednak szybko przeskoczył na zgromadzone koty.
— Jak śmiecie zabierać moją zasłużoną nagrodę?! — syknął kocur, zwracając swój wzrok na Rudą Lisówkę, który stał na jego drodze do legowiska medyka. Zamiast do zastępcy, bądź nawet do klanu, swoje następne słowa zdawał kierować się do kryjącego się w środku uzdrowiciela. — Wszystko było idealne, póki on postanowił to wszystko zniszczyć. Moglibyśmy… Nie! Byliśmy szczęśliwi, więc skąd nagle ta zmiana?
Wszystkie szumy w tłumie całkowicie ucichły.
— Czyżby ona zdążyła Ci coś wpoić do twej głowy? Nie stanie ona nam na drodze ponownie już nigdy, więc możemy o niej zapomnieć, Zawilcu. Możemy zapomnieć o wszystkich i być wreszcie szczęśliwi razem. Nie możesz całe życie się chować, Zawilcowa Korono!
Świerszcz wykonał krok w stronę wieży; w tym samym momencie z pyska Lisówki uciekł głośny, ostrzegawczy syk.
— Pozbyłem się problemu. Czyż tego nie chciałeś?! Czyż nie chciałeś być wolny?! Dałem Ci taką możliwość, a ty ją odrzucasz. Czyżby… — Zamilkł na chwilę, jednak po chwili z jego pyska wydostał się cichy śmiech. — Więc tak to jest. Niech Klan Gwiazdy będzie mi świadkiem, gdziekolwiek nie pójdziesz, gdziekolwiek nie schowasz się Zawilcu, to ja Cię znajdę. Żywy czy martwy, kiedyś zaciągnę również Ciebie do Mrocznej Puszczy, gdzie nikt nie będzie w stanie zabrać Cię ode mnie.
Jej gardło zacisnęło się. Przez ile czasu za Zawilcem podążał tak chory kot? Ile razy Zawilec musiał słuchać jego gróźb, czuć niechciane łapy na jego ciele? Od ilu księżycy Świerszcz nie dawał mu spokoju?
Kminkowy Szum wyrywał się do przodu, zatrzymywany jedynie przez szczęki innego kota zaciśnięte na jego ogonie. Echo, ignorując rudego wojownika, spoglądał w dół w wyraźnym szoku.
— Ja... Świerszczowy Skoku- — zaczął, jednak zdawał się nie być w stanie znaleźć odpowiednich słów. Wziął głęboki oddech i zamiast tego skierował się do ogółu Burzaków. — W naszych szeregach znalazł się kolejny kot, który zagraża bezpieczeństwu nam i naszych bliskich. Wszelkie dowody pozostawione na miejscu zbrodni, jak i to hojne wyznanie, na to wskazują.
Przez jego pysk przebiegł bolejący grymas.
— Jestem kolejny raz zmuszony podjąć niełatwą decyzję. Świerszczowy Skoku, na czas bliżej nieokreślony zostajesz zdegradowany do rangi więźnia. Sójczy Błękit oraz Burzowe Chmury zabiorą cię do jednego z wolnych dołów, w którym oczekiwać będziesz na dalszy osąd — tu przerwał, unosząc spojrzenie na niebo. Z bliska dało się dojrzeć, jak jego łapy drżą delikatnie. — Lecz jestem pewien, że ani pozostawienie cię w naszych łaskach, ani wygnanie, abyś posmakował trudności życia na własną łapę, nie będą tutaj odpowiednim wyborem.
Nie trudno było się domyślić, do czego to aluzja. Czy Klan Burzy będzie świadkiem kolejnej egzekucji? Czy na łapach i zębach przypadkowych wojowników ponownie pojawi się krew zdrajcy?
Starała się zająć czymś drżące łapy, aby nie dać się pochłonąć całej tej sytuacji. Aby nie zacząć się zastanawiać, od kiedy Zawilec był tak traktowany.
Podała zioła Lotosowemu Pąkowi, co jakiś czas spoglądając na swojego byłego ucznia. Jego boki unosiły się w miarowym oddechu, a pysk wciśnięty był w puch posłania; ten dzień musiały go wyczerpać, zarówno emocjonalnie, jak i fizycznie. Musiała się powstrzymywać przed sprawdzaniem opatrunku na jego szyi co parę uderzeń serca. Zamiast tego skierowała się z powrotem w stronę składziku.
— Wdzięczna Firletko?
Podniosła głowę na głos Zawodzącego Echa. Nie siląc się na słowa, zamruczała jedynie pod nosem.
— Przyszedłem zobaczyć, co z Zawilcową Koroną.
Jej barki zesztywniały nieznacznie. Schowała resztę medykamentów i odwróciła się w stronę zastępcy.
— Zamierzasz postąpić tak samo, jak kiedyś z Wielenim Szlakiem — miauknęła, wymijając pytanie.
Echo wykrzywił pysk w grymasie. Wbił wzrok w sylwetkę śpiącego asystenta, jak gdyby chciał wyczytać z niej to, czego ona nie chciała mu powiedzieć. Po paru uderzeniach serca westchnął.
— Czy mam jakiś inny wybór?
Końcówka jej ogona zadrżała.
— Czy twoi wojownicy nie mają już wystarczająco dużo krwi na łapach?
— Będą ją mieli niezależnie od tego, jaką decyzję podejmę.
Zamilknął na moment.
— Wiesz, co się stało, gdy tylko zyskali szansę na osądzanie winnych samemu. Co się stało ze Skowronkowym Odłamkiem.
Bezwładnie leżące po środku obozu ciało jej brata. Krew barwiąca pożółkłą trawę, ściekająca z jego brzucha, łap, gardła…
Zacisnęła ślipia. Oczywiście, że wiedziała, co się stało ze Skowronkiem. Oczywiście, że wiedziała, że nie wiele potrzeba, aby sytuacja się powtórzyła.
— Słuszna uwaga — wymamrotała po chwili.
Nie chcąc patrzeć na współczującą minę, która znalazła się na pysku Echa, odwróciła się do niego tyłem. Jej łapy prędko znalazły rozsypane po posadzce nasiona maku; zajęła się zbieraniem ich ziarenko po ziarenku na jeden z liści, jednak jej uszy nadal zwrócone były w kierunku kocura.
— Jutro wieczorem wyślę z nim Burzowe Chmury, Kminkowy Szum i Trzmieli Pyłek — miauknął. — Bądźcie proszę gotowi, gdyby coś poszło… Nie tak, jak powinno.
Ostanie słowa Trzmielego Pyłku rozbrzmiewały w jej uszach, podczas gdy jego ciało stygło pod jej łapami.
Potrząsnęła łbem i zamrugała, odganiając łzy. Odsunęła się o krok, pozostawiając wojownika na posłaniu i wymijając sterczący obok Kminkowy Szept. Racja. Odłożyła na bok pajęczyny, których nie zdążyła wykorzystać, i przybrała neutralny wyraz pyska.
— Wełnista Mszyco- Proszę, zajmij się tym — mruknęła cicho, obrzucając spojrzeniem wnętrze legowiska i wskazując łapą na bliżej nieokreślony kierunek. — Weź do pomocy któregoś z wojowników, aby wynieśli ciało na czuwanie… Później przygotuję go do pochówku.
Z tymi słowy wysunęła się z legowiska. Zaczęła rozglądać się za Zawodzącym Echem oraz Burzowymi Chmurami – nie wyczuła obecności zastępcy w Kamiennej Wieży. Zbliżyła się do wyjścia z obozu, spoglądając na stojącą na warcie wojowniczkę.
— Zawodzące Echo? — zwróciła się do Skrzydlatej Płomykówki.
— Po południu udał się do Wędrującego Nieba — oznajmiła kotka, skinąwszy nieznacznie głową na powitanie. — Pewnie nadal przebywa w Grocie Pamięci.
— Dziękuję.
Wszystkie szumy w tłumie całkowicie ucichły.
— Czyżby ona zdążyła Ci coś wpoić do twej głowy? Nie stanie ona nam na drodze ponownie już nigdy, więc możemy o niej zapomnieć, Zawilcu. Możemy zapomnieć o wszystkich i być wreszcie szczęśliwi razem. Nie możesz całe życie się chować, Zawilcowa Korono!
Świerszcz wykonał krok w stronę wieży; w tym samym momencie z pyska Lisówki uciekł głośny, ostrzegawczy syk.
— Pozbyłem się problemu. Czyż tego nie chciałeś?! Czyż nie chciałeś być wolny?! Dałem Ci taką możliwość, a ty ją odrzucasz. Czyżby… — Zamilkł na chwilę, jednak po chwili z jego pyska wydostał się cichy śmiech. — Więc tak to jest. Niech Klan Gwiazdy będzie mi świadkiem, gdziekolwiek nie pójdziesz, gdziekolwiek nie schowasz się Zawilcu, to ja Cię znajdę. Żywy czy martwy, kiedyś zaciągnę również Ciebie do Mrocznej Puszczy, gdzie nikt nie będzie w stanie zabrać Cię ode mnie.
Jej gardło zacisnęło się. Przez ile czasu za Zawilcem podążał tak chory kot? Ile razy Zawilec musiał słuchać jego gróźb, czuć niechciane łapy na jego ciele? Od ilu księżycy Świerszcz nie dawał mu spokoju?
Kminkowy Szum wyrywał się do przodu, zatrzymywany jedynie przez szczęki innego kota zaciśnięte na jego ogonie. Echo, ignorując rudego wojownika, spoglądał w dół w wyraźnym szoku.
— Ja... Świerszczowy Skoku- — zaczął, jednak zdawał się nie być w stanie znaleźć odpowiednich słów. Wziął głęboki oddech i zamiast tego skierował się do ogółu Burzaków. — W naszych szeregach znalazł się kolejny kot, który zagraża bezpieczeństwu nam i naszych bliskich. Wszelkie dowody pozostawione na miejscu zbrodni, jak i to hojne wyznanie, na to wskazują.
Przez jego pysk przebiegł bolejący grymas.
— Jestem kolejny raz zmuszony podjąć niełatwą decyzję. Świerszczowy Skoku, na czas bliżej nieokreślony zostajesz zdegradowany do rangi więźnia. Sójczy Błękit oraz Burzowe Chmury zabiorą cię do jednego z wolnych dołów, w którym oczekiwać będziesz na dalszy osąd — tu przerwał, unosząc spojrzenie na niebo. Z bliska dało się dojrzeć, jak jego łapy drżą delikatnie. — Lecz jestem pewien, że ani pozostawienie cię w naszych łaskach, ani wygnanie, abyś posmakował trudności życia na własną łapę, nie będą tutaj odpowiednim wyborem.
Nie trudno było się domyślić, do czego to aluzja. Czy Klan Burzy będzie świadkiem kolejnej egzekucji? Czy na łapach i zębach przypadkowych wojowników ponownie pojawi się krew zdrajcy?
***
Podała zioła Lotosowemu Pąkowi, co jakiś czas spoglądając na swojego byłego ucznia. Jego boki unosiły się w miarowym oddechu, a pysk wciśnięty był w puch posłania; ten dzień musiały go wyczerpać, zarówno emocjonalnie, jak i fizycznie. Musiała się powstrzymywać przed sprawdzaniem opatrunku na jego szyi co parę uderzeń serca. Zamiast tego skierowała się z powrotem w stronę składziku.
— Wdzięczna Firletko?
Podniosła głowę na głos Zawodzącego Echa. Nie siląc się na słowa, zamruczała jedynie pod nosem.
— Przyszedłem zobaczyć, co z Zawilcową Koroną.
Jej barki zesztywniały nieznacznie. Schowała resztę medykamentów i odwróciła się w stronę zastępcy.
— Zamierzasz postąpić tak samo, jak kiedyś z Wielenim Szlakiem — miauknęła, wymijając pytanie.
Echo wykrzywił pysk w grymasie. Wbił wzrok w sylwetkę śpiącego asystenta, jak gdyby chciał wyczytać z niej to, czego ona nie chciała mu powiedzieć. Po paru uderzeniach serca westchnął.
— Czy mam jakiś inny wybór?
Końcówka jej ogona zadrżała.
— Czy twoi wojownicy nie mają już wystarczająco dużo krwi na łapach?
— Będą ją mieli niezależnie od tego, jaką decyzję podejmę.
Zamilknął na moment.
— Wiesz, co się stało, gdy tylko zyskali szansę na osądzanie winnych samemu. Co się stało ze Skowronkowym Odłamkiem.
Bezwładnie leżące po środku obozu ciało jej brata. Krew barwiąca pożółkłą trawę, ściekająca z jego brzucha, łap, gardła…
Zacisnęła ślipia. Oczywiście, że wiedziała, co się stało ze Skowronkiem. Oczywiście, że wiedziała, że nie wiele potrzeba, aby sytuacja się powtórzyła.
— Słuszna uwaga — wymamrotała po chwili.
Nie chcąc patrzeć na współczującą minę, która znalazła się na pysku Echa, odwróciła się do niego tyłem. Jej łapy prędko znalazły rozsypane po posadzce nasiona maku; zajęła się zbieraniem ich ziarenko po ziarenku na jeden z liści, jednak jej uszy nadal zwrócone były w kierunku kocura.
— Jutro wieczorem wyślę z nim Burzowe Chmury, Kminkowy Szum i Trzmieli Pyłek — miauknął. — Bądźcie proszę gotowi, gdyby coś poszło… Nie tak, jak powinno.
***
Ostanie słowa Trzmielego Pyłku rozbrzmiewały w jej uszach, podczas gdy jego ciało stygło pod jej łapami.
Potrząsnęła łbem i zamrugała, odganiając łzy. Odsunęła się o krok, pozostawiając wojownika na posłaniu i wymijając sterczący obok Kminkowy Szept. Racja. Odłożyła na bok pajęczyny, których nie zdążyła wykorzystać, i przybrała neutralny wyraz pyska.
— Wełnista Mszyco- Proszę, zajmij się tym — mruknęła cicho, obrzucając spojrzeniem wnętrze legowiska i wskazując łapą na bliżej nieokreślony kierunek. — Weź do pomocy któregoś z wojowników, aby wynieśli ciało na czuwanie… Później przygotuję go do pochówku.
Z tymi słowy wysunęła się z legowiska. Zaczęła rozglądać się za Zawodzącym Echem oraz Burzowymi Chmurami – nie wyczuła obecności zastępcy w Kamiennej Wieży. Zbliżyła się do wyjścia z obozu, spoglądając na stojącą na warcie wojowniczkę.
— Zawodzące Echo? — zwróciła się do Skrzydlatej Płomykówki.
— Po południu udał się do Wędrującego Nieba — oznajmiła kotka, skinąwszy nieznacznie głową na powitanie. — Pewnie nadal przebywa w Grocie Pamięci.
— Dziękuję.
***
W drodze do groty natknęła się na Burzowe Chmury. Po upewnieniu się, że wojownik nie odniósł żadnych poważnych ran puściła go dalej, a sama wsunęła się do dobrze już znanego jej tunelu. Jej uwadze nie umknęły przyciszone głosy dobiegające z jaskini.
W Grocie Pamięci mrok zdawał się być jedynie odrobinę mniej gęsty. Ostatnie promienie słońca wpadały do środka przez otwór w sklepieniu i odbijały się od tafli wody Oka. Pierwszy zauważył ją Wędrujące Niebo; mimo tego, że patrzyło na nią ślepe oko, to jego uszy zwróciły się w jej kierunku na pierwszy odgłos kroków. Po jej grzbiecie przeszedł dreszcz.
Zawodzące Echo odwrócił się dopiero po paru uderzeniach serca.
— Trzmieli Pyłek odszedł polować z przodkami — miauknęła wprost, stając w pewnej odległości od kocurów. — Jego obrażenia były zbyt rozległe.
Zastępca zdawał się skulić w sobie. Z jego pyska wyrwało się ni to westchnienie, ni to jęk – podczas gdy Wędrujące Niebo zmierzył go surowym spojrzeniem.
— Domyślam się, że nie taki był Twój plan — kontynuowała. — Obiecywałeś życie jednego kota, a straciliśmy dwa.
— Co innego miałem zrobić? Dać mu chodzić wolno? Kazać klanowi karmić go, aż starość sama nie zaciśnie łap na jego gardle?
Ogon Echa zaczął przesuwać się po kamiennym podłożu.
— Burzowe Chmury miał sobie z tym poradzić. Ma już wprawę — ciągnął dalej, krzywiąc się na własne słowa. — Ale Świerszczowy Skok stawiał opory. Kminkowy Szum dał się ponieść… Ja-Mogłem się tego spodziewać. Nie chciał puścić jego ciała.
Zamrugała, obserwując, jak ciało zastępcy drży nieznacznie. Przez jej umysł przebiegła myśl, aby po powrocie podsunąć mu do legowiska jedno czy dwa ziarenka maku. Otworzyła pysk, czując, jak jej język zamienia się w ciężki, bezużyteczny mięsień.
— Klan Burzy pełen jest kotów tylko czekających na okazję, aby zacisnąć szczęki na gardle przyjaciela.
Przeniosła wzrok na falującą taflę Oka.
— Lub wroga — dodała po chwili. — Każdy księżyc jedynie to udowadnia.
Wędrujące Niebo z westchnieniem podniósł się na łapy, powoli kierując się w stronę wgłębienia, które kronikarze nazywali swoim legowiskiem. Tego wieczora było ono puste.
— Następnym razem, gdy zdecydujesz się przerwać kocie życie — miauknął zachrypniętym głosem, zwracając się do Echa — upewnij się, że to ty będziesz dźwigać tego konsekwencje.
wyleczony: Lotosowy Pąk
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz