Dzień przed nocą w lesie
Biały kocurek leżał wtulony w ciemne futro matki. Mruczał cicho, co jakiś czas ugniatając jej skórę, gdy ta spała. Nie był pewny czy chce budzić swoją rodzicielkę, więc z wszystkich swoich sił starał się być cicho. I tak faktycznie było, dopóki kosmyk czarnego futra nie połaskotał go w nos. Księżycek wciągnął powietrze w usta i z całych sił starał się nie dopuścić do wydania z siebie żadnego dźwięku. Niestety niezbyt mu to wyszło. Jaskółka obudziła się jak zaalarmowana, szukając zagrożenia.
— Przepraszam — miauknął, przytulając się do mamy.
Kotka wstała, przeciągając się i tym samym ignorując tulącego się do niej kociaka.
— Musisz zacząć być bardziej samodzielny — zaczęła kotka. — W końcu nie możesz lepić się do swojej matki, gdy będziesz uczniem, a także później. Poza tym musimy o czymś porozmawiać — kontynuowała.
Księżycek kiwnął tylko tępo głową, nie będąc pewnym, o co chodzi jego mamusi.
— Tak mamo? — spojrzał kotce w żółte oczy.
— Wiara. Słyszałeś już o Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd? To martwi, którzy chronią nasz klan. To dzięki nim mamy zwierzynę i nowe kocięta. Klan Gwiazdy, o którym mówią tyle dobrego, jest tak naprawdę niczym przy naszej wierze. Z ich strony są to tylko zwykłe obiecanki. Nasza wiara jest faktyczna. Dostępna. Czy rozumiesz, co mam na myśli? — mruknęła kotka, liżąc się po łapie.
— Rozumiem mamusiu! — pokiwał ochoczo głową, a jego matka syknęła cicho.
— Nie rozumiesz. Nie możesz być…taki. Oczekiwać będą od ciebie…poświęceń. Miałeś być… idealny! Stworzony dla nich — zawołała zdenerwowana, korzystając z tego, że akurat nikt nie kręcił się w pobliżu. — Tymczasem ty jesteś…taki niewinny! — mruknęła, liżąc białego po poliku.
— Mamo? — miauknął kociak, patrząc na kotkę trochę wystraszony. — Mamuś, o czym ty mówisz? — zapytał, prychać cicho, gdy poczuł język matki na swoim poliku. — Nie rozumiem — dodał, a jego łapką wylądowała na boku matki. — Babcia mówiła coś podobnego! Czy wszystko z wami dobrze? — spojrzał na mamę troskliwie.
— Przestań! — załkała, odsuwając się od niego. — Zostań tu. Nie idź za mną — warknęła, wychodząc ze żłobka.
Pozostałe kocięta bawiły się na zewnątrz. Tylko Księżycek siedział zmarkotniały w środku, co jakiś czas pochlipując.
Aktualnie
— Nie w ten sposób! Czy ty naprawdę nie potrafisz wykonać tak podstawowej czynności? Jak syn Jaskółczego Ziela może być tak bezużyteczny w walce!? — zawyła oburzona ruda.
— Przepraszam? — miauknął zdenerwowany, ze wszystkich sił starając się, aby łzy powoli wypływające z jego oczu nie wyszły po raz kolejny na wolność.
— Jeszcze raz. Ustaw się — uspokoiła się kotka, wzdychając cicho. — W takim tempie to zostaniesz ofiarą Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd. Skup się w końcu — mruknęła już znacznie przyjaźniej.
— O czym ty mówisz? Znowu to — miauknął słabo, a z jego oczu wyleciało kilka łez. — Nie jestem żadną ofiarą! — zawył żałośnie, wykonując niemal dobre cięcie łapą.
Kocimiętkowy Wir zdziwiła się nagle, lekko odskakując.
— Widzisz? Nieźle. Już wiem jak cię uczyć — prychnęła kotka.
[451 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz