Po rozmowie z Trzcinowym Szmerem
Kremowy kocurek pożegnał się ze starszą kocicą. Polubił Trzcinowy Szmer i zapamiętał sobie jej słowa. Uważał je za bardzo mądre i do przemyślenia. Wrócił do żłobka i od razu skierował się do Kotewkowego Powiewu. Położył się obok niej i uśmiechnął się uroczo do piastunki.
— Wszystko dobrze Widliku? — spytała Kotewka. Kocurek pokiwał leciutko łebkiem.
— Tak, ale mam pytanie. To bardzo dla mnie ważne — wymruczał cicho do starszej. Piastunka opatuliła go ogonem, przyciągając bliżej siebie. Patrzyła w jego zielone oczka.
— Słucham kruszynko, co cię gryzie? — spytała ciepło kremowego. Widlik uniósł lekko łebek. Milczał przez jakiś czas, układał sobie w główce treść pytania.
— Rozmawiałem z miłą panią Trzcinowy Szmer — zaczął cicho. Spuścił nieco zielone spojrzenie na drobne łapki.
— Rozmawialiśmy o uczniach, treningach i ogólnie życiu i roli w klanie. Tak właściwie to o jednej konkretnej — przerwał i westchnął cichutko.
— O jakiej roli rozmawialiście słoneczko? Wiesz, że możesz mi powiedzieć prawda? — odezwała się Kotewkowy Powiew. Widlik pokiwał leciutko główką. Wiedział o tym, a mimo to z jakiegoś powodu zadanie pytania odnośnie możliwości obrania drogi piastuna go stresowała.
— Wiem, Kotewkowy Powiewie. Wiem — odparł cicho. Kremusek wziął głębszy wdech i wydech. Przecież to nie mogło być, aż takie trudne. Zwykłe pytanie. W najgorszym wypadku Kotewka może mu odmówić, a on pójdzie się szkolić na wojownika.
— Czy piastunką może być tylko kotka? — kremusek postawił na delikatniejsze pytanie. Przynajmniej na początek. Księżniczka uśmiechnęła się do niego łagodnie i liznęła czule w łebek.
— Nie, piastunką nie musi być tylko kotka. Kocurki również są dopuszczane do tej roli — odpowiedziała pogodnie. W zielonych ślipkach kremowego zabłysła iskierka nadziei.
— Naprawdę? — zapytał z wyczuwalną ulgą w głosie.
— Tak — potwierdziła kocica. Obserwowała młodszego czujnym spojrzeniem, jakby chciała wyczytać myśli Widlika.
— Ach rozumiem, dziękuję za odpowiedź Kotewkowy Powiewie. Dobranoc — wyszeptał cichutko, a następnie usnął. Piastunka spoglądała na niego jeszcze przez kilka uderzeń serca.
Kilka dni przed mianowaniem na ucznia
Widlik siedział z boku żłobka. Obserwował kociaki i Kotewkowy Powiew w zamyśleniu. Od rozmowy z piastunką odnośnie jej roli, kremusek nie zdobył się na odwagę, by o to zapytać. Wiedział, że do mianowania zostało niewiele czasu i powinien wziąć sprawy we własne łapki. Podniósł się i podszedł do jasnej kocicy, gdy nie była szczególnie zajęta.
— Kotewkowy Powiewie? Możemy pogadać? — zagadał kotkę. Księżniczka przeniosła na niego zielone spojrzenie.
— Oczywiście Widliku. Zawsze mam dla was czas — wymruczała do kocurka.
— Dziękuję — odparł wyraźnie z ulgą. Usiadł obok kotki i oboje spojrzeli na kocięta w żłobku.
— Kotewkowy Powiewie, pamiętasz naszą rozmowę, gdy wróciłem od medyka? — zaczął cicho.
— Oczywiście, to było, wtedy gdy rozmawialiśmy o tym, czy piastunką zawsze jest tylko kotka. Czy właśnie o tym chciałbyś ze mną pogadać? — odpowiedziała. Jej postawa i słowa mówiły, jakby dokładnie przewidziała jakie słowa zaraz padną.
— Tak, właśnie o tym — odpowiedział kocurek.
— Obserwowałem cię od początku. Zawsze podziwiałem twoje podejście do kociąt Kotewkowy Powiewie. Widzę ile czasu i wysiłku wkładasz w nasze wychowanie. Doceniam każde twoje słowo i odpowiedzi na czasem głupie pytania. Doceniam wszystko, co robisz. Kotewkowy Powiewie dzięki tobie odnalazłem to, co chciałbym robić w przyszłości. Poznałem swoją pasję i cel. Kocham Klan Nocy i bardzo bym chciał móc przyłożyć się do jego przyszłości, ale nie jako wojownik. Chciałbym zostać piastunem. Czuję, że to jest rola dla mnie. Serce mi podpowiada, że to moje powołanie. Kotewkowy Powiewie czy mógłbym zostać twoim uczniem? Będę się uczył pilnie, obiecuję — dokończył w końcu. Kotewka spoglądała na niego w milczeniu przez chwilę, zanim się uśmiechnęła.
— Widliku, jeśli mam być szczera to myślałam nad tym, od kiedy zapytałeś mnie o możliwą płeć w tej roli. Obserwowałam cię przez cały czas i z każdym dniem nabierałam przekonania, że jesteś najlepszym wyborem do tej roli. Rozmawiałam już o tym ze Spienioną Gwiazdą. Miała to być niespodzianka, ale skoro już spytałeś, to nie będę trzymała cię w niepewności — miauknęła łagodnie. Kremusek podniósł na nią wzrok pełen nadziei i radości.
— To znaczy, że ja? — zaczął cicho.
— Tak, zostaniesz moim uczniem. Przekażę ci całą moją wiedzę — odpowiedziała mu Kotewka.
Obecnie
Złocisty Widlik niedawno był świadkiem, jak jego kocięta zostały uczniami. Był z nich bardzo dumny. Był wdzięczny Mandarynkowej Gwieździe za dobór odpowiednich jego zdaniem mentorów dla Urodziwej, Lawendowej i Szkwalnej Łapy. Niedawno pożegnał również Liliową Łapę. Jednak wraz z awansem na uczniów zaczął odczuwać niepokój o czwórkę kociąt. Szczególnie że wciąż z tyłu głowy miał Centuriową Łapę i jej tragiczną śmierć, na którą nie zasłużyła. Codziennie był zmuszony spoglądać na pysk Fląderki, która już raz była winna śmierci drugiego kota. Mało tego inne dwie uczennice znów zostały kociętami. Naturalnie jedną z nich musiał być czekot. Konwalia został uznany za zdrajcę. Pewnie to też była wina czekoladowych plugastw. Tak bardzo walczył o te stwory, że sam za to zapłacił i to słono.
— Złocisty Widliku, przyniosłam ci coś do jedzenia — jego myśli przerwał głos Trzcinowego Szmeru. Kremus zamrugał parę razy, nim wrócił do chwili obecnej. Kocięta na szczęście leżały, ale nie mógł sobie pozwalać na tonięcie w myślach.
— Witaj Trzcinowy Szmerze. Dziękuję — odpowiedział kotce. Przyjrzał jej się i uśmiechnął łagodnie.
— Widzę, że masz też dla siebie. Zjemy razem? Dawno nie rozmawialiśmy i strasznie cię przepraszam. Ostatnio jestem dosyć zabiegany — wymruczał z lekkim śmiechem. Przyjął stworzonko, a gdy smakowity zapach dotarł do jego nosa, poczuł, jak bardzo był głodny.
— Co tam u ciebie słychać? Mam nadzieję, że ostatnio nie chorowałaś — mruknął z lekkim rozbawieniem. Do dziś był wdzięczny wojowniczce za szczerą rozmowę, gdy był jeszcze kociakiem. Dzięki szylkretce zaczął w ogóle myśleć, że miał szansę przydać się swoim pobratymcom w roli piastuna. Był też wdzięczny Kotewce, że dała mu szansę.
<Trzcinowy Szmerze?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz