— Przyszęgam! — oznajmiła głośno, uśmiechając się pod nosem.
"Nie widziałam jeszcze, aby ktoś tak prędko był mianowany! Jestem lepsza, jestem najlepsza…" — uśmiechała się coraz szerzej i szerzej. Jedyne, co nieco polewało tę słodycz goryczą, było to, że nie stała pod skałą sama. Był obok niej brat. Brat, który był (ciężko jej to przechodziło przez myśl) równie utalentowany jak ona.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci więc imię wojownika. Od dziś znana będziesz w Klanie Klifu jako Oszroniony Kieł. Nasi Wielcy Przodkowie cenią twoje ambicje, zapał i hart ducha oraz witają cię jako nowego wojownika Klanu Kifu — ogłosił i z zgrzytem stawów zeskoczył ciężko na ziemię. Dotknął ją nosem w czoło. Klifiacy wykrzykiwali jej imię. Czuła się dobrze, bardzo dobrze. Jedyne, co mogło zniszczyć dla niej ten dzień, to myśl, że nigdy nie będzie miała możliwości być po drugiej stronie, na miejscu Judaszowcowej Gwiazdy.
* * *
Stała u wejścia do lecznicy. Była akurat na patrolu łowieckim z ojcem i Gołębim Puchem, kiedy jej brat wybył z obozu wraz z Morźnym Wichrem. Byli po drugiej stronie terenów, niedaleko Złotych Kłosów, gdzie myszy harcowały dowoli. Tam było bezpieczniej. Tam nie docierał skrzek wściekłych ptaków. Nie żeby ona się ich obawiała. Była wściekła, kiedy dowiedziała się, że po tym, jak Wzburzony Kormoran wybudził się, Pikująca Jaskółka zaczęła zbierać koty, które miały wybrać się na mewy i wybić je, przegonić, pozbyć się... cokolwiek. Nikt jej nie powiedział i była pewna, że była to zagrywka ojca i matki. Pewnie wiedzieli, że młoda rzuciłaby się wręcz na tę propozycję. To byłaby jej szansa… Zwłaszcza że byłaby tam babka.
"Mogłabym zostać najmłodszym zastępcą... Gdybym tylko miała szansę się wykazać!" — wściekała się w myślach. "Teraz jest już za późno. Podcięto mi skrzydła. To była szansa, abym pokazała, że jestem lepsza od brata." — Zmarszczyła brwi. Nie wiedziała, kiedy znów jej brat zostanie uziemiony na jakiś czas w lecznicy. To mogło być idealne zrządzenie losu. Ale nie było. Ale rodzina wszystko popsuła (była tego pewna, nie podważała tego nawet w najmniejszym stopniu (stay delulu queen)).
"Mogłabym zostać najmłodszym zastępcą... Gdybym tylko miała szansę się wykazać!" — wściekała się w myślach. "Teraz jest już za późno. Podcięto mi skrzydła. To była szansa, abym pokazała, że jestem lepsza od brata." — Zmarszczyła brwi. Nie wiedziała, kiedy znów jej brat zostanie uziemiony na jakiś czas w lecznicy. To mogło być idealne zrządzenie losu. Ale nie było. Ale rodzina wszystko popsuła (była tego pewna, nie podważała tego nawet w najmniejszym stopniu (stay delulu queen)).
Odgoniła na moment owe czarne myśli. Wkroczyła. Z pyska zwisała jej ładna, ruda wiewiórka.
— O! Dzień dobry, Szron, czy coś dalej nie tak z twoim gardłem? — zapytała nagle, niemal znikąd Jagnięcy Ukłon. Wojowniczka położyła po sobie uszy. Nie odpowiedziała; według niej było to równoznaczne z odpowiedzią negatywną. Czuła się już dobrze. Nawet jakby wciąż coś jej dolegało, nie miała zamiaru marnować czasu na choroby. Przeszła obok medyczki prosto do legowiska, gdzie leżał jej pokiereszowany brat. Był widocznie znudzony. Nie winiła go; też oszalałaby, gdyby kazano jej siedzieć tutaj bez większego celu. Niedaleko leżała Jenocia Kufa, która próbowała coś mu poopowiadać, ale point umiejętnie ją ignorował. W końcu, kiedy szylkretka ujrzała, że do środka weszła siostra kocurka, zamilkła i zajęła się myciem swojego pobolewającego barku.
— O! Dzień dobry, Szron, czy coś dalej nie tak z twoim gardłem? — zapytała nagle, niemal znikąd Jagnięcy Ukłon. Wojowniczka położyła po sobie uszy. Nie odpowiedziała; według niej było to równoznaczne z odpowiedzią negatywną. Czuła się już dobrze. Nawet jakby wciąż coś jej dolegało, nie miała zamiaru marnować czasu na choroby. Przeszła obok medyczki prosto do legowiska, gdzie leżał jej pokiereszowany brat. Był widocznie znudzony. Nie winiła go; też oszalałaby, gdyby kazano jej siedzieć tutaj bez większego celu. Niedaleko leżała Jenocia Kufa, która próbowała coś mu poopowiadać, ale point umiejętnie ją ignorował. W końcu, kiedy szylkretka ujrzała, że do środka weszła siostra kocurka, zamilkła i zajęła się myciem swojego pobolewającego barku.
— Hej wojaku — zaczęła Oszroniony Kieł, rzucając rudzielca prosto pod łapy Wzburzonego Kormorana. — Te twoje dziwne imię to chyba był omen.
— Może... — mruknął jedynie. Zmarsczczył po chwili ślepia, wgapiając się w niebieskie oblicze kotki. — Idziesz na mewy? — Wiedziała, że spodziewał się odpowiedzi twierdzącej, ale nie była pewna, czy byłby z niej zadowolony. Sam przecież stanął przed jedną, sam przecież został ranny.
— Nie. Zoształam oszukana... Nikt nie powiedział mi o planowanym ataku. Pewnie wina matki i ojca — warknęła.
— To dobrze. Nie chciałbym, żebyś skończyła jak Mroźny Wicher... — przyznał szczerze. Ona sama nawet nie brała pod uwagę, że mogłaby przypłacić brawurę życiem. Wzruszyła ramionami.
— Znajdę inną szansze żeby szie wykazać.
— Wiem Szronko, wiem... Znam cię zbyt dobrze — westchnął, nieco się krzywiąc. Rana na pysku wyglądała paskudnie.
— Boli cię? Jak w ogólę szie czujesz?
— Nie. Zoształam oszukana... Nikt nie powiedział mi o planowanym ataku. Pewnie wina matki i ojca — warknęła.
— To dobrze. Nie chciałbym, żebyś skończyła jak Mroźny Wicher... — przyznał szczerze. Ona sama nawet nie brała pod uwagę, że mogłaby przypłacić brawurę życiem. Wzruszyła ramionami.
— Znajdę inną szansze żeby szie wykazać.
— Wiem Szronko, wiem... Znam cię zbyt dobrze — westchnął, nieco się krzywiąc. Rana na pysku wyglądała paskudnie.
— Boli cię? Jak w ogólę szie czujesz?
<Bratek pocharatek?>
Wyleczeni: Oszroniona Łapa (Kieł), Jenocia Kufa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz