— Wiesz co, może byś poprosił, aby ktoś ci ściął te włosy? — wycedził przez zęby.
Cyklonowe Oko spojrzał na niego zaskoczony i się cofnął.
— Ale jak to…
— Ciągle się o coś potykasz jak niezdara! — miauknął, prostując się. — A w tych kudłach na pewno ulokowała sobie dom nie jedna glista…
Starszy westchnął, widocznie rozczarowany swoim podopiecznym. Pokręcił głową, a Pierzasta Łapa wbił w niego spojrzenie pełne frustracji. Nie lubił, gdy inni tak robili; miał wrażenie, że wtedy koty próbowały go poniżyć, upokorzyć, próbując udawać tych świętych. Ale przecież oni nimi nie byli. Oni… oni byli po prostu fałszywi! O tak. Pierzasta Łapa widział ich zepsucie sięgające takich grubych korzeni, których można było pozbyć się tylko jednym sposobem… poprzez ścięcie. Największy problem widział w nie tak starszej od niego Śpiewającej Pokrace, która nie dość, że nazwała go zepsutym, to jeszcze śmiała odezwać się do jego brata, Bąbelkowej Łapy.
— No dobrze, Pierzasta Łapo… jakoś sobie poradzimy — stwierdził po dłuższej chwili mentor. — Znasz już teorię polowania… może chciałbyś wypróbować ją w praktyce? — uśmiechnął się lekko w stronę młodzieńca, proponując.
Pierzasta Łapa na chwilę się zastanowił, po czym przytaknął.
— Rewelacyjnie. Pierzasta Łapo, zapraszam za mną.
***
Pierzasta Łapa nie sądził, że na otwartej przestrzeni można było tak łatwo się zgubić. Stał przy Kamiennych Strażnikach, patrząc z zamyśleniem ku granicom Klanu Nocy. Lekki zefirek bawił się jego futrem. Rozwarł szczęki i otworzył szerzej oczy, przypominając sobie ten widok. Przez te tereny Nocniaków musiał iść z Kocięcym Rozumkiem i Aminkową Łapą. Bursztynowa Skała musiała być niedaleko, ale kocurek nigdzie jej nie widział. Może pojawiała się tylko podczas zgromadzeń? Jakaś sztuczka gwiezdnych kotów? Pokręcił głową. Nie, na pewno było bardziej… realistyczne wyjaśnienie tego.
Spojrzał z powrotem na tereny Klanu Burzy i na rozciągającą się z daleka drogę grzmotu. Zacisnął szczęki i warknął przekleństwa pod nosem, czując, jak gotuje mu się we łbie. Zdradziecka Rybka — pomyślał z odrazą. Mieliśmy razem osiągnąć sukces! Zgładzić hierarchię! A ty… ty się na mnie odwróciłaś. Jak zwykły, podły drań — Pierzasta Łapa postawił łapę na ciepłym piasku. Wysunął pazury.
— Znajdę cię, Rybkowa Łapo — szepnął do siebie, zwieszając głowę. — Nieważne jak… — wycedził łamiącym się głosem. — Nieważne jakim sposobem, wrócisz tu i mi pomożesz! — spojrzał w niebo, krzycząc te słowa w pustkę.
Rybkowej Łapy już tu nie było. Rybka pozostawiła po sobie Oświeconą, na której widok Pierzasta Łapa miał ochotę puścić pawia.
— Obrzydliwa, dwulicowa, fałszywa, podła, do nicze…
Pierzasta Łapa nie dokończył swojego pięknego zdania, bo zobaczył na granicy dziwnie wyglądającego kota. Zatrzepotał gęstym wachlarzem ośnieżonych, iglastych rzęs i podszedł zaciekawiony. Nie umiał rozpoznać czy była to kotka, czy może kocur. W każdym razie Pierzasta Łapa miał do kota wiele pytań.
— Ej! Ej, ty! — krzyknął na całe gardło. Widząc, jak Nocniak się zatrzymuje, podbiegł bliżej, nieświadomie przekraczając granice zapachowe. — Tak, ty! Chodź tutaj, Nocniaku! Musisz mi odpowiedzieć na pytania! — dodał, stając przed nim. Zachowywał się, jakby już panował nad Klanem Burzy i żaden uczeń nie będzie mu się przeciwstawiał.
W końcu stanął pysk w pysk z kotem niższym od niego. Z bliska wyglądał jeszcze dziwniej! Mimo to urokliwy i spokojny młodzieniec uśmiechnął się uroczo, patrząc z góry na Nocniaka.
<Szkwalna Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz