Przeszłość
Przez śmierć Kołysankowej Łapy przestał być jakkolwiek na bieżąco z wydarzeniami, które miały miejsca w Klanie Burzy. Dlatego też nie rozumiał zamieszania na polanie w obozie, kiedy tylko wrócić z tuneli — od jakiegoś czasu czuł, że wszystko idzie mu pod górkę, a on sam jest jedynie przeszkodą dla innych. Jak to było w przypadku przerwania treningu Berberysowej Łapie i Śnieżycowej Chmurze. W tamtym momencie chciałby się zapaść jeszcze bardziej pod ziemię.
Zmoczony machnął ogonem, widząc zgromadzenie wojowników wokół Ciernistej Łapy. Nie wiedział, o co tyle szumu, lecz w żadnym stopniu mu się to nie podobało, dlatego też miał zamiar po cichu wślizgnąć się do suchego legowiska, lecz jego uwagę przykuł ruch ze strony Berberysowej Łapy. Nie zagłębiał się w relacje rodzinne innych, jednakże z daleka można było wyczuć pewnego rodzaju napięcie między dwójką braci.
Woląc nie mieć na sumieniu kolejnego ucznia, ruszył za rudym kocurkiem, który szybkim tempem kierował się w stronę granicy z Klanem Wilka. Zdawało się, że próbuje od czegoś uciec, co znajduje się w obozie klanu. W końcu uczeń przystanął, co spowodowało także zwolnienie tempa przez czarnego wojownika, by finalnie spokojnym krokiem wyłonił się pośród traw i przysiadł obok młodszego, zachowując pewną odległość, by Szakłak nie wyszedł na nachalnego.
— Czy ty też zamierzasz zachwycać się wyczynem patrolu, na którym był Ciernista Łapa? — spytał starszego dość ostrym tonem, który według czarnego nie pasował zbytnio do Berberysa. Jeszcze nie zdarzyło mu się usłyszeć takiego tonu ze strony ucznia, który przecierał oczy łapą. Wojownik nie wnikał z jakiego powodu.
— A czy zrobił coś niezwykłego? Nie wiem jak ty, ale uważam, że nie ma co robić takiego zamieszania z powodu jakiegoś wyczynu patrolu. W końcu zapewne to, co zrobili, wpisuje się w nasze obowiązki — wyjaśnił. — Chociaż od śmierci Kołysankowej Łapy przestałem się interesować większością zbiegowisk na polanie i w sumie zacząłem się odsuwać od klanowego życia… — przyznał ciszej, spoglądając w burzowe niebo. Nie przejmował się ciężkimi kroplami, które rozbijają się o jego czarny pysk. — Podobno wielcy wojownicy powstają w cieniu, ciszy — dodał, kątem oka spoglądając na młodszego. — A bycie w centrum uwagi nie zawsze jest tak przyjemne, jak się zdaje.
«★»
Obecnie
Pora opadających liście w końcu nastała, lecz pogoda nadal była dość ciepła, co wywoływało lekkim grymas na pysku czarnego wojownika, kiedy tylko opuszczał legowisko, a słońce od razu zaczynało nie przyjemnie grzać jego ciemny grzbiet. Ciężko westchnął, mrużąc oczy przez zbyt jasne otoczenie, które było mocnym kontrastem dla legowiska wojowników, które mieściło się pod ziemią i światło tam docierało raczej umiarkowanie — a do posłania Szakłaka niemal wcale.
Machnął gęstym ogonem, by ruszyć w stronę Zawodzącego Echa, który rozmawiał z jakimś wojownikiem. Szakłak skinął mu głową, by następnie dopytać o przydział patrolu.
— Dziki Berberys i Przeplatkowy Wianek udadzą się z tobą na patrol granicy z Klanem Klifu.
Po tym zastępca wrócił do przerwanej rozmowy, a zielonooki oddalił się w poszukiwaniu dwójki kotów, które zostały przydzielone do patrolu. Niebieska szylkretka akurat kręciła się niedaleko, więc Poczciwy Szakłak od razu podszedł do niej, by przekazać przydział od Zawodzącego Echa. Gorzej było ze znalezieniem Dzikiego Berberysu, który nie był w polu widzenia czarnego kocura. W dodatku jego myśli kłębiły się wokół pytania, kiedy nastąpiło mianowanie Berberysowej Łapy. Czyżby aż tak odsunął się od klanowego życia, że już nawet przestał być na bieżąco z jakimikolwiek ceremoniami.
<Dziki Berberysie, kiedyś ty się mianował?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz