BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
18 grudnia 2023
Od Agresta cd. Kuklika
06 grudnia 2023
Od Kuklika CD. Agresta
– Szczerze, t-to nie wiem Najważniejsze, by b-byli szczęśliwi. Mam nadzieję, że tak będzie…– zamruczał cicho, kładąc głowę na łapach. – T-to wszystko jest takie… Pokręcone. A-ale damy sobie radę, racja?
Nawet nie czekając na reakcję Agresta, przytulił się do niego najmocniej jak umiał i zmrużył oczy.
– Na pewno będzie dobrze! Nie zadręczaj się, pomyśl o tym jakie to będzie super!- odpowiedział czekoladowy, tym samym podekscytowanym głosem. Chciał być takim optymistą jak jego partner. Nie przejmować się tak pierdołami, które mało co wnosiły do życia…
Cieszył się z jego obecności i tego jak bardzo mu pomagał na każdym kroku. Jego wsparcie było dla niego niezbędne, gdyby nie on… To w jakiej sytuacji byłby dzisiaj? Dalej zadręczałby się i nie potrafił podejść do niegoA i wyznać mu swoje uczucia? Dalej płakałby po nocach, nie wiedząc co ze sobą robić? Najprawdopodobniej tak. Teraz chociaż jego wszystkie problemy dalej nie zniknęły, przynajmniej mógł liczyć na partnera.
Czując jego ciepło, było lepiej mu zasnąć. Zawsze lubił kontakt fizyczny, ale oczywiście tylko ze strony bliskich. W dzieciństwie trochę mu tego brakowało. Oczywiście, mama zawsze się starała… Ale mogła bardziej mu okazywać bliskość. Nie pogardziłby. A jeszcze lepiej by było gdyby nie umarła. Nawet towarzystwem ojca by nie pogardził, ale życie chciało inaczej. Ciekawe, co się z nim w ogóle stało? Czasem zastanawiał się nad przeszłością, chociaż to nie było zbyt zdrowe. Mimo, że dla niego najważniejsza była przyszłość, ślad dawnych czasów dalej się za nim ciągnął. Nie potrafił tego powstrzymać.
Za każdym razem gdy patrzył na kociaki, czuł jak jego serce roztapia się po raz kolejny. W ciągu swojego długiego życia często widział młode koty, ale po raz pierwszy towarzyszyły mu tak silne emocje. W końcu, to były jego dzieci! Teoretycznie nie, ale praktycznie… Próbował nie myśleć o tym, że w sumie to nie jest ich ojcem, bo to go tylko dodatkowo dołowało. Było jednak trochę niekomfortowe to, że Krucha była również w to wplątana i w sumie to dzięki niej te dzieci przyszły na świat. Starał się jej unikać, nie ze strachu przed nią, tylko raczej lekkiego zagubienia. Nie znał jej zbyt dobrze, a teraz byli sobie… Dość bliscy.
Widział, że te dzieci były jak dar dla niego i Agresta. W końcu założyli wspólnie rodzinę i ich miłość była coraz to mocniejsza. Jednocześnie jednak dzieci to nie było byle jakie wyzwanie, trzeba było ich wychować, wspierać, pokazywać odpowiednią drogę… To wszystko wydawało się być strasznie trudne. Miał obawy, że będzie to ciężkie. Jak na razie kociaki tylko jadły i spały, więc nie było w tym jakiejś większej filozofii, ale jak dorosną… Czy byli na to gotowi? Agrest i tak był przeciążony swoją pozycją.
Widział po nim jak się stara, ale nawet dla niego musiało to być męczące. Patrząc jeszcze na wydarzenia, które miały miejsce podczas ostatnich księżyców, wiedział, że będzie to dla Agresta cholernie trudne. Dbanie o grupę, organizacja, polityka…Przecież to było strasznie dużo roboty! Kuklik miał nadzieję, że pomoże mu swoją obecnością i wsparciem, bo… Co więcej mógł zrobić?
Czas płynął zdecydowanie za szybko. Dlaczego? To było naprawdę niedorzeczne, jak każdy księżyc był jak ulotna chwila. Ledwo co zauważył, że jego dzieci tak wyrosły i byli już uczniami. Pamiętał jak Agrest rozmyślał nad tym kim będą. Gracja zaczęła się uczyć jak być stróżem, Migotka i Mirabelka obrały ścieżkę zwiadowców, a Malinka jako jedyny stwierdził, iż bycie wojownikiem to jest to, co chce robić w przyszłości. Był z niego strasznie dumny i chociaż kochał wszystkie dzieci, to syn był mu najbliższy z oczywistych przyczyn. Mimo temperamentu młodego oraz jego wiecznej energii, udawało im się czasem dogadać.
Momentami zastanawiał się czy jest dla nich wystarczający. Przecież nie był na tyle silny by ich obronić, odwaga nigdy nie była jego mocną stroną… Jakim cudem Agrest go kochał? Nie był przecież niesamowity, był… Zwykły. Słaby. Głupi. Nie chciał uchodzić za takiego, co tylko użala się nad sobą, ale niestety takie były fakty. Jednak jego partner wydobył z niego jakieś dobre cechy, więc musiał mu zaufać. Może miał rację i nie był aż taki zły?
Z dnia na dzień jego koniec nadchodził coraz bliżej. Czuł to. Nieuchronne zakończenie życia, zbliżał się moment, kiedy po raz ostatni przytuli się do partnera, po raz ostatni powie mu, że go kocha… Nie chciał odchodzić. Nie chciał porzucać swojej rodziny. Miał ich od tak zostawić? Gdyby tylko mógł cokolwiek z tym zrobić… Z każdym dniem był coraz słabszy, coraz to bardziej zmęczony… To było naprawdę frustrujące przypatrywać się temu, jak się powoli upada. Coraz to bardziej żałował każdej złej decyzji, coraz to bardziej chciał naprawić wszystkie błędy… Ale na to nie było już czasu. Ile mu zostało, kilka księżyców? Przecież to było aż śmieszne…
Nie chciał być sam, dlatego do Agresta kleił się jeszcze bardziej niż zazwyczaj. Mówienie głośno swoich obaw było wykluczone, nie chciał w końcu go straszyć bez powodu. Może tylko mu się wydawało? Pewnie tak było, a on tylko przesadzał. Wielokrotnie zdarzało mu się źle reagować do danej sytuacji lub coś źle odebrać, więc… Może nie umierał? Może…
– Agrest? Pamiętasz, że cię kocham?- powiedział cicho do partnera, zwijając się w kulkę. Ciepłe legowisko z czekoladowym u jego boku, dawno nie było takie przytulne.- Cokolwiek by się nie działo, ja będę cię zawsze kochać. Nawet jak umrę, to będę z tobą.
– Kukliku, przecież jeszcze nie umierasz…– próbował odpowiedzieć coś nerwowo Agrest. Na te słowa jedynie lekko się uśmiechnął przymykając jeszcze mocniej ślepia.
– Może nie. Ale… Czy na pewno pamiętasz? Każdego dnia? – powtórzył szylkret, pełen obaw.
– Tak. Dlaczego miałbym zapomnieć?
– B-bo… Może kiedyś zapomnisz. Kiedy mnie już nie będzie. I będziesz się czuł samotny i opuszczony, a ja tego nie chcę. Nie chcę, byś się smucił. Przecież, ja zawsze będę przy tobie. Proszę… Będziesz pamiętał? – zapytał po raz ostatni, kładąc pysk na ziemi.
Agrest znowu potwierdził. I wtedy po raz ostatni powiedzieli sobie dobranoc i po raz ostatni Kuklik wyszeptał mu do ucha “kocham cię”. Przynajmniej umarł u boku ukochanego, spokojną śmiercią. I miał nadzieję, że czekoladowy dotrzyma obietnicy.
07 sierpnia 2023
Od Agresta cd. Kuklika
29 lipca 2023
Od Kuklika CD. Agresta
Gdy Agrest zapraszał go na ten spacer wydawał się być strasznie zestresowany. Nie rozumiał tego. O co mogło mu chodzić? Zawsze gdy gdzieś szli, to czekoladowy nie zachowywał się, jakby to było coś tak ważnego. A teraz taki przyszedł jak na szpilkach i jeszcze się gubił w słowach. Wtedy przyjął wersję, że może był zmęczony czy coś w ten deseń… Jednak jego zachowanie jak już wyszli na tą nieszczęsną przechadzkę, to była przesada! Chciał być wszechwiedzący i od początku wiedzieć o co chodzi. Również zaczął zachowywać się dziwnie, ponieważ nie potrafił być spokojny, wiedząc, że coś się dzieje z Agrestem! Już nawet nie próbował się pocieszyć, iż chodziło o błahostkę. Coś siedziało w głowie zastępcy i wyraźnie go dręczyło.
Kiedy usiedli i czekoladowy zaczął mówić, próbował jak najbardziej skupić sie na otoczeniu. Nie potrafił mu popatrzeć w oczy. Co on znowu chciał niby powiedzieć?! Może by w końcu mu wyznał co mu ciąży na sercu i mu przeszkadza. Krzaki wydawały się być o wiele lepszym miejscem do obserwowania, niż te jego zielone ślepia. Mógłby się wpatrywać w drzewa bez końca, gdyby nie nagły ruch Agresta. Momentalnie jego wzrok spoczął na pysku przyjaciela. Teraz już naprawdę nie wiedział co ze sobą począć. Mówić coś czy nie? Siedzieć cicho? Czekoladowy miał coś powiedzieć z tego co usłyszał, czemu nic nie mówił? I czemu do diaska tak go chwycił pod podbródkiem?! Jego serce biło w zawrotnym tempie, a teraz nawet nie potrafił spojrzeć w inną stronę. Wlepiał ślepia prosto w twarz Agresta, która… Była coraz bliżej?! Czy to… Nie, no chyba nie! Mimowolnie lekko się przysunął. Nigdy nie był tak… Tak blisko niego. Czuł jego oddech na swojej skórze. A czekoladowy był coraz to bliżej, aż doszło do… Pocałunku? Nie, to nie mogło być to?! Czemu Agrest miałby go całować. Czy… O to mu chodziło?...
Czy on czuł to samo?
Gdyby mógł się ruszyć, próbowałby potrząsnąć głową by wypędzić te myśli. Teraz jednak zastygł w bezruchu, nie wiedząc jak zareagować. Chciałby, żeby to trwało wiecznie. Może to był po prostu sen? A może jawa? A co najważniejsze, czy on również mógł go… Pocałować? To brzmiało całkowicie absurdalnie. Przecież byli przyjaciółmi… Oni… Jego głowa była przepełniona tysiącem myśli, ale wygrała chęć zbliżenia się do czekoladowego. Przycisnął do niego mocniej pysk, czując motyle w brzuchu i uczucie pewnego spełnienia. Agrest… Go kochał. Chyba. Na to jak na razie wszystko wskazywało… To jego dziwne zachowanie, gesty… A teraz jeszcze całus, prawdziwy całus. Zastępca wydawał się też raczej być pozytywnie zaskoczony po jego ruchu, niż negatywnie zdziwiony... To nie mogło dziać się naprawdę! Otworzył jedno przymrużone oko. A jednak, miał przed sobą czekoladowego. Był tu i rzeczywiście byli tak blisko… A chciałby jeszcze bliżej. Blisko, blisko… Chciał objąć kocura i powiedzieć mu wszystko co czuje, powiedzieć to wszystko co chował przez tak wiele księżyców. Zamiast tego po prostu wyciągnął bardziej w jego stronę ogon, jakby chcąc sięgnąć po Agresta, wtulić się w jego futro.
Sam nie wiedział kiedy w końcu się lekko od siebie odsunęli. Dalej czuł na swojej mordce czekoladowego. Chciał to powtórzyć. Chciał takiego zbliżenia jeszcze raz. Zamrugał kilka razy, próbując jeszcze dojść do siebie po tym wszystkim. No i co teraz miał niby zrobić? Nie potrafił z siebie wydusić ani jednego słowa, a co dopiero się jakoś ruszyć z inicjatywą. Po prostu wpatrywał się w niego, dalej będąc niecałe dwa mysie ogony od niego. Myślał, że w tym momencie coś się zepsuje i Agrest będzie wydawać się jakiś nieswój bo może został źle zrozumiany, ale nie… Wyszczerzył się jak nigdy dotąd. Też się uśmiechnął. Czyżby właśnie jego marzenie się spełniło czy mu się coś przywidziało? Z nadmiaru emocji przytulił się do czekoladowego najmocniej jak umiał. On… Naprawdę tu był i go kochał! To nie był sen albo halucynacje! "To" się wydarzyło! Ich pierwszy pocałunek i w ogóle… Te całe spotkanie to była randka? Chyba tak… Wtulając się mocniej w Agresta poczuł, jak również jest przez niego obejmowany. Czuł ciepło bijące z jego ciała oraz to jak zastępca mruczał, po chwili też zaczął to robić. Chciałby mu powiedzieć to, co tak skrywał przez długi czas, ale głos ugrzązł mu w gardle. Wyszeptał jedynie ciche "kocham cię" zanim całkowicie poddał się i przestał myśleć. W końcu, po co się dalej nad tym wszystkim rozwodzić? Stało się, to się stało, a najważniejsze było przeżycie tej niezwykłej chwili.
Nadal nie potrafił w to wszystko uwierzyć. Minęło już sporo księżyców, a oni… Po prostu byli razem. Naprawdę jak do tego doszło nie wiedział… Przecież byli przyjaciółmi a teraz nagle partnerami?! To wszystko było zbyt baśniowe… On i tak wspaniały kocur byli razem w związku? Gdyby ktoś mu to powiedział kilka księżyców wcześniej, zaśmiałby się jedynie nerwowo i uznał za słaby żart. Jednak mimo tego całego oszołomienia, które dalej odczuwał, przy Agreście znikały wszystkie wątpliwości. Był jak najbardziej realny, troskliwy i czuły jak zawsze. Już nawet zwykłe samotne polowanie czy jakakolwiek inna aktywność ponieważ teraz jako stróż głównie sprzątał i robił jakieś pierdoły, było dla niego katorgą, ponieważ chciał być jak najbliżej niego przez cały czas. Chciał czuć na swojej skórze jego dotyk i wpatrywać się w jego oczy. Chciał być obok niego cały dzień i całą noc. Oczywiście było to niemożliwe, dlatego po prostu spędzał z nim jak najwięcej czasu ile mógł. Oczywiście, Agrest miał dużo obowiązków jako lider, ale zawsze udawało sie znaleźć czas tylko dla nich.
Zawsze chciał mieć kociaki. Oczywiście nie biologiczne, tylko adoptowane. Posiadanie biologicznych dzieci wiązałoby się dla niego z ogromnym dyskomfortem jak i również byłby tym z lekka obrzydzony. Już zaakceptował to, że urodził się w złym ciele, więc powodowanie by ta dysforia wróciła, było po prostu głupie. Poza tym gdyby się już uprzeć, to był już… Trochę stary. Nie czuł się jednak na tyle księżyców ile miał. W głębi serca dalej był młody i głupi.
Nie spodziewał się jednak, że Agrest również o potomstwie myślał i zdecydują się na… Taką metodę. Krucha to była dobra kotka, jednak sam fakt, że jego chłopak miał mieć z nią dzieci… Wiedział, że to była najlepsza opcja, ale jednak czuł pewien żal do samego siebie. Może gdyby znalazł inne rozwiązanie, nikt obcy nie musiałby w tym pomagać. Westchnął ciężko. Nie podobało mu się to, że będzie jednak trzecim, odstającym rodzicem, ale to było dla ich wspólnego szczęścia. Przecież chcieli kociaki, racja? Zaszurał lekko łapami o podłoże. Chciałby być bardziej pozytywnie do tego nastawiony, ale jakoś nie potrafił.
Wstał powoli i skierował swoje kroki do legowiska lidera. W sumie, teraz tam spędzał dużo czasu, bo przecież spał razem z Agrestem i było tam o wiele lepiej niż w wspólnym legowisku wojowników. Poza tym jego położenie było dość komfortowe, ponieważ w znacznej odległości od innych. Czuł się tu bezpiecznie. Gdy wszedł już na topolę i z ulgą postawił łapy na gałęzi, spojrzał na siedzącego czekoladowego. Uśmiechnął się do niego lekko.
- Można?- zapytał się, wskazując ogonem na miejsce obok lidera. Zachował się trochę głupio pytając o przyzwolenie, ale chyba wypadało? Nie chciał w końcu Agrestowi przeszkadzać gdyby okazało się, że rozmyśla nad czymś ważnym.
- Oh, oczywiście!- odpowiedział czekoladowy, reagując radośnie. Dobrze było wiedzieć, że mógł spędzić z nim chwilę i porozmawiać. Przycupnął obok niego i lekko polizał go za uchem, przygładzając odstający kosmyk futra. Zamiast jednak podjąć jakiś temat, spojrzał w ziemię. Dalej nie potrafił oczyścić myśli, jakoś tak… Po prostu przejął się strasznie tą sytuacją z dziećmi.
- Coś się stało?- usłyszał nagle, przez co lekko podskoczył zaskoczony, wyrwany z rozmyślań.
- N-nie, znaczy się tak… Ja… Uh, no wiesz- powiedział cicho.- Krucha i w ogóle…- mówiąc to, zauważył, że Agrest przestał być w tak dobrym nastroju co wcześniej.- Ja… Tak, jestem zazdrosny. Jestem zazdrosny i zły na siebie, że… Że ona może dać nam to szczęście, a ja nie. G-gdybym był kotką, to wszystko byłoby prostsze- stwierdził, wsuwając nos w futro na jego szyi. Nie chciał narzekać na to, że kremowa kotka będzie poniekąd częścią ich rodziny, ale nie potrafił się powstrzymać. Chciał być wobec Agresta całkowicie szczery.
14 lipca 2023
Od Agresta cd. Kuklika
01 lipca 2023
Od Kuklika CD. Agresta
16 czerwca 2023
Od Agresta cd. Kuklika
07 lutego 2023
Od Kuklika Cd Agresta
Tak właśnie myślał, dlatego nagłe słowa kocura go prawie zbiły z nóg.
Spojrzał na niego pełen zdumienia. On… Przepraszał? Przecież nie miał za co. Rozumiał jego zachowanie. To on zachował się jak dupek i skończony idiota, pytając o bzdury i nie potrafiąc mu pomóc. Wina była całkowicie po jego stronie, a nie Agresta. On niczego nie zawinił. Pewnie po prostu zamordowanie ojca (oczywiście w słusznym celu, bo bicolor był dobry przecież) bardzo go dobiło, więc zaczął mówić jak szaleniec… Choć z takim określeniem przesadził. Zastępca był po prostu wtedy zdruzgotany, a nie opętany (doszły do niego słuchy o dziwnych rzeczach na zgromadzeniu, do tej pory nie znalazł logicznego wytłumaczenia) przez jakieś złe duchy. To była normalna reakcja, on pewnie też by krzyczał takie głupoty. Niestety albo stety, jakoś nie był do ojca przywiązany więc jego zniknięcie było… Niczym ważnym. Może dla Agresta Janowiec był kimś bliskim. Może mimo tych rzekomych zabójstw, był lepszym ojcem niż Posłonek.
Sprawa tajemniczych mordów dalej była dla niego zagadką, nawet jeżeli Agrest wykrzyczał iż to jego zmarły tata wszystkich zabił. On… Nie mógł przecież tego zrobić. Nie. W ich klanie nie mogło być ani jednego mordercy. To było… Zbyt nierealne. Próbował się karmić kłamstwem, że ten problem w ogóle nie zaistniał. Oni wszyscy umarli, ale na pewno nie w wyniku zabójstw.
W ich bezpiecznym Owocowym Lesie?
A nawet jeżeli istniała grupa kotów, które kiedyś kogoś zabiły, to bicolor nie był zły. Nie zrobił tego przecież bez powodu, więc gdyby ktoś się dowiedział i zarzucił Agrestowi, że jest potworem, to on pierwszy stanie w jego obronie. To był jego przyjaciel. Jedyny prawdziwy przyjaciel, który się na chwilę pogubił i wszystko bezsensownie zwala na siebie. Tak być nie mogło. To całe morderstwo, krzyki… Nie. Agrest nie był zły, tylko pogubiony. Zresztą, to wszystko było strasznie skomplikowane. Jedyne co wiedział bez głębszego zastanowienia to to, że był wszystkiemu winien. Nie Agrest, nie Janowiec ani żaden inny kot. To on wszystko zepsuł.
Od razu zebrało mu się na ryk. Zaczął głośno płakać, ledwo co łapiąc oddech. Bez zastanowienia przytulił kolegę swojego crusha mocno i zaczął mu smarkać w futro. Czyli jednak Agrest nic złego o nim nie myślał. Mogli to naprawić. Miał... Szansę. Był tragedią, ale miał szansę. Dostał szansę.
- J-ja m-myślałem, ż-że m-mnie n-nienawidzisz, b-bo to w-wszystko m-moja w-wina, b-byłem g-głupi, n-nie z-zwróciłem u-uwagi na t-twoje u-uczucia... P-przepraszam!- pisnął cicho i objął go najmocniej jak umiał. Kocur go nie odepchnął, tylko przyciągnął do siebie jeszcze mocniej. Tak czuł się bezpiecznie. W jego ramionach był całkowicie spokojny o wszystko wokół. Agrest po jakimś czasie zaczął się uspokajać w przeciwieństwie do szylkreta, który dalej płakał najgłośniej jak umiał. Przynajmniej nie chwiali się już tak, że byli blisko wywrócenia się i padnięcia na ziemię. Kocur ostatni raz pociągnął nosem i uśmiechnął się szeroko jak głupi.
- Jesteśmy parą idiotów, hm? - zapytał czule, ani odrobinę go nie puszczając.
Zamknął oczy i stłumił szloch. Już wszystko było dobrze. Agrest nie był na niego ani trochę zły. Wszystko mogło powrócić do normy. Uśmiechnął się lekko, jednak bicolor i tak nie mógł tego zobaczyć. Tak bardzo chciał żeby ta chwila trwała wiecznie.
- M-może...- powiedział cicho, nie potrafiąc powstrzymać płynących z jego oczu łez.- Cz-czyli nie j-jesteś na mnie z-zły? B-będziemy... P-przyjaciółmi?
- Tak, tak - odpowiedział czekoladowy radośnie, śmiejąc się cicho. Minęła jednak tylko chwila, nim jego ciało przeszył dreszcz. Czekoladowy ogon opadł na ziemię, nagle sztywniejąc, jakby właśnie doświadczał bólu.- Tylko proszę - zaczął pełnym żalu głosem, wzdychając ciężko. Odsunął się od niego, by spojrzeć mu w ślepia. - Proszę pamiętaj kim jestem.
Przez chwilę wpatrywał się w jego oczy, jednak po chwili musiał spojrzeć gdzieś na bok. Nie potrafił wytrzymać tego kontaktu wzrokowego. Poza tym… Czy dało się ot tak patrzeć w ślepia osoby, którą się tak skrzywdziło swoim durnym zachowaniem?
- Nie jesteś zły. Nie jesteś potworem. Proszę, nie wmawiaj sobie winy. Jesteś naprawdę dobrym kotem, tylko się pogubiłeś a to spotyka każdego. Jesteś... Najlepszym kotem jakiego spotkałem- spalił buraka, wlepiając wzrok w ziemię.
31 grudnia 2022
Od Agresta cd. Kuklika
12 września 2022
Od Kuklika Cd Agresta
Agrest na niego krzyknął.
A to nawet mało powiedziane, wydarł się na niego w furii. Skulił się na samo wspomnienie tych wszystkich słów. To nie było normalne zachowanie. Aż tak wszystko zepsuł? Nienawidził siebie za te głupie słowa, za to jak zranił czekoladowego, będąc idiotą. Zaszlochał cicho, wkładając pysk w łapy. Wszystko spartaczył. Mógł dać mu wsparcie, a nie zachowywać się jak skończony dureń. Był pewien, że ten już nawet nie będzie chciał na niego patrzeć bądź znać. Zostawi go dla kogoś innego, kto jest we wszystkim lepszy. Nie płacze o byle co, potrafi pomóc. Może dla kogoś, kto jest ładniejszy. Był teraz sam i mimo tego wszystkiego, nie potrafił znienawidzić Agresta. Dalej czuł do niego to samo co wcześniej. Nie miał jak tego zmienić.
I to jeszcze bardziej go raniło.
***
Wydarzenia ze Zgromadzenia były dla niego jedną wielką niewiadomą. Historie o kotach, które nagle stawały się agresywne i biły się nawzajem... Jednak musiała być w tym jakaś prawda, bo dużo kotów przyszło z ranami. Pamiętał jak z wytrzeszczonymi oczami gapił się w tłum, szukając tam Agresta. A kiedy zobaczył go zdrowego, odetchnął z ulgą. Wszystko było z nim dobrze. Wyglądał na wiele szczęśliwszego niż wcześniej. Może jednak nie wtrącanie się w jego życie było dobrym pomysłem?
Przerażające było to, że tuż po tym zadziwiającym wejściu oraz śmierci jego babci, nagle musieli uciekać, bo jakieś duchy tak powiedziały. Wydawało się być to trochę porypane, ale w jednym mieli rację- brakowało pożywienia. Może… Na serio to wszystko było im potrzebne? Te zmiany? W końcu, miało wyjść im na dobre… Ale nie mogli być tego pewni.
***
Syknął, gdy po raz kolejny nadepnął na wystający kamień. Łapy bolały go, jakby miały za chwilę odpaść. Już tylko wyczekiwał do kolejnego postoju, kiedy mogli choć trochę odpocząć. Jeszcze raz spojrzał na Agresta, który szedł gdzieś przed nim. Przez ten cały czas nie mógł oderwać wzroku od jego dawnego przyjaciela, choć z każdą chwilą jego cierpienie wzrastało. Nie potrafił przestać się o niego bać. Ciągle czuł się, jakby bicolor miał po prostu do niego podejść i się zapytać o jakąś pierdołę jak to zawsze było. Zwiesił smutno uczy. Bez czekoladowego nie był tym samym kotem. W jego sercu była jedna wielka dziura, której nie potrafił wypełnić. Westchnął cicho, jeszcze raz spoglądając w jego stronę. Teraz napotkał na sobie wzrok kocura. Gdyby nie parcie tłumu, który już chciał przystawać na odpoczynek, potrafiłby się przez całą wieczność patrzeć w jego ślipia. Chciał być z powrotem blisko niego i czuć te motyle w brzuchu tak, jak to zawsze było.
<Agrest?>
10 września 2022
Od Agresta cd. Kuklika
01 sierpnia 2022
Od Kuklika Cd Agresta
Nagle poczuł na swoim pysku wodę. Zaskoczony zadrżał na całym ciele. Po chwili rozpłakał się, kiedy zdał sobie sprawę, że Agrest trafił w niego wodą. Skulił się na ziemi. Aż tak go nie lubił że na niego pluł? Tak nie robili koledzy, tylko… wrogowie?
Kocur wykrzywił pysk w zdziwieniu.
- Czemu płaczesz?
- Cz-czemu mnie o-oplułeś? N-nie lubisz m-mnie?- załkał cicho, próbując się uspokoić bądź znaleźć racjonalne wytłumaczenie tej sytuacji.
- Co? Dlaczego nie miałbym? Ja chciałem tylko, żebyś przestał się o mnie martwić- odpowiedział Agrest. To było… Idiotyczne?! Dlaczego, dlaczego mu to zrobił? Kłamał w żywe oczy?
- A-ale jak t-to m-miało pomóc! T-ty m-mnie nie l-lubisz i tyle p-pewnie…
- Mówię, że lubię przecież! Chciałem po prostu odwrócić twoją uwagę od tego wszystkiego.
- N-na pewno? B-bo to t-trochę dziwny sposób…- stwierdził, czując że łzy powoli przestają spływać z jego oczu.
-No tak! Nie wiem czy dziwne, ale zadziałało.
- N-no n-nie wiem, n-na p-pewno nic ci się n-nie stało?- cicho powiedział Kuklik, z powracającymi obawami. Czemu Agrest tak to olewał? No czemu? Mógł sobie coś zrobić i nie chciał mu nic powiedzieć o swoim stanie!
- Tak
- A-ale w-wyglądasz n-niewyraźnie, m-może pójdziemy d-do Plusk? D-da ci j-jakieś zioła i w ogóle- miauknął szylkret, szybko podnosząc się z ziemi. Musieli jak najszybciej do niej dotrzeć, zanim Agrest umrze!
Tymczasem jego kolega stęknął niezadowolony.
- No możemy, jeśli ci zależy.
- T-tak! Ch-chodźmy, b-bo jeszcze c-ci się coś stanie... A-a n-nie b-boli cię c-coś? A-albo n-nie kichasz? C-co jeżeli s-się przeziębisz i-i umrzesz? M-musimy iść szybko! A-albo w-wolno, b-bo bardziej cię będzie boleć... - zaczął mówić szybko, pełen paniki, która rozlewała się po całym jego ciele. To nie mogło się teraz skończyć!
- Spokojnie, nie umrę. Nic mnie nie boli, pójdźmy w normalnym tempie po prostu
- J-jesteś p-pewien? N-nie uderzyłeś się w g-głowę?- zaczął iść powoli, patrząc się do tyłu, czy aby na pewno Agrest za nim podąża
- Nie- powiedział krótko czekoladowy, zbliżając się do szylkreta. Tak bardzo nie chciał, by jego kolega umarł, a z jego głupimi pomysłami…
***
Ciemność była pełna krzyków. Przerażenia, smutku, bólu. Widział oczy Kolendry, z których upływało życie, martwe ciało Maku. Był sam, bez ojca, bez nikogo z jego rodziny, który byłby dla niego ważny. Reszta bliskich poszło dalej, a on musiał siedzieć w tym cieniu własnych smutków i lęków. Czemu nie było wyjścia?
***
Obudził się zlany potem, z rozszarpanym mchem pod łapami oraz łzami ścierającymi po jego policzku. Tutaj też było ciemno, ale… Już mniej? Spojrzał w dal legowiska. Nie chciał nawet patrzeć na twarze innych kotów, szukał tylko czekoladowo-białego ciała, do którego chciał się zbliżyć. Chciał z powrotem być przy cieple, które ogrzewało też jego serce, które tak szybko biło.
Starając się uważać na innych śpiących wojowników, zbliżył się do niego. Do Agresta. Czuł się głupio z tym, że sam nie potrafił sobie poradzić z koszmarem, lecz starał się tym nie przejmować. W ciszy, przerywanej jedynie chrapaniem jakiegoś kota, stanął na zwiniętym w kłębek koledze. Otworzył pysk, jednak po chwili z powrotem go zamknął. Jak powinien zacząć?
- A-agrest? Śpisz?
- Hmm? Nie- usłyszał głos czekoladowego. Odetchnął z ulgą. Czyli mogli porozmawiać!
- O-obudziłem cię czy t-też nie możesz s-spać?- zapytał się kontrolnie, by nie okazało się, że to przez niego.
- Też nie mogę.
- T-to dobrze... A-albo n-nie, n-nie jest dobrze skoro n-nie śpisz...- z lekkim strachem zerknął na wojownika. Coś się działo Agrestowi? A on o tym nie wiedział? Położył się delikatnie obok niego, czując teraz, jak czekoladowe futro dotyka jego boku.
-Też nie śpisz - mruknął. - Jak się czujesz?
- N-niezbyt dobrze, a-a ty?- miauknął po chwili zastanowienia. To z pewnością nie był najfajniejszy sen, ale nie chciał przeszkadzać. Nie chciał robić większego problemu.
- Nie wiem, bywało znacznie gorzej - westchnął. - Niby to wszystko było tak dawno, ale nadal… jak zasypiam to wciąż to do mnie wraca.
- P-przepraszam, ż-że nie potrafię ci pomóc... - szepnął, czując jak wzrastają w nim wstyd i poczucie winy. Był taki okropny.- M-może gdybyś miał lepszego p-przyjaciela to by ci dał wsparcie, p-przepraszam…
- Nie chodzi mi o to. Wspierasz mnie. Zastanawiałam się tylko, czy ty też tak masz.
- Cz-czasem... Tak. P-przypominam s-sobie, j-jak przyniesiono martwe ciało m-mamy i M-maku i-i czuję, że m-mnie zostawiły s-samego z tym w-wszystkim.
Poczuł na swoim grzbiecie dotyk, gdy Agrest położył na nim swój ogon. Zadrżał lekko. To było… Miłe? Spuścił wzrok i lekko się zarumienił.
- Rozumiem to. Dobrze, że chociaż mamy siebie.
- C-cieszę się, że tu jesteś. M-mam nadzieję, że się nie rozdzielimy.
<Agrest? :hehe_cma:>