Chmar opadłych liści zasiał każdy fragment wolnej przestrzeni. Las zdawał się nimi przepełniony. Zastanawiała się, w jaki sposób znikną do pory nowych liści. Śnieg je trawił? Otrzepała łebek. Musiała się skupić na polowaniu. Nie chciała, by Poinsecja znów była z jej powodu zła. I tak pewnie było jej ciężko z nią. Klanowe kocięta odnajdywały się doskonale w świecie, który dla Wrotycz był tak niezbadany.Ujrzała mysz. Jej brązowe futerko niemal zlewało się z otoczeniem. Energiczne ruchy gryzonia sprawiały, że rzucał się w oczy. Wrotycz starała się sobie przypomnieć wszystkie zasady polowania. Przybrała pozycję, którą pokazywała jej mentorka. Starając się nie nadepnąć na żadną gałązek, zaczęła się skradać. Była już tak blisko! Już prawie szykowała się do skoku...
Wrzask i trzepot skrzydeł.
Coś wystrzeliło z niedalekich krzewów. A wraz z tym bytem wystrzeliła Wrotycz. Totalnie spanikowana nieznanym zwierzęciem i jego obyciem. Nie wiedziała, czy stwór ten ruszył właśnie na nią. Wolała się nie upewniać. Przerażona ruszyła w kierunku mentorki.
Pokryta wszystkim, co stanęło na jej drodze, niemal wypadła z krzewów jeżyn. Ziemia przyjęła ją miękko. Niestety spojrzenie Poinsecji już takie nie było.
Zatrzęsła się mimowolnie, widząc chłód w jej ślepiach.
— Naprawdę, Wrotycz?
Opuściła łeb. Czuła, że znów zawiodła kotkę.
— Ptak? Zwykły, tłusty bażant, a ty uciekasz z wrzaskiem, jakby gonił cię borsuk? Gdyby ktokolwiek z patrolu to widział, spaliłabym się ze wstydu.
Słowa kotki sprawiły, że niemal łzy napłynęły jej do ślepi. Nie chciała przynosić jej wstydu. Ani robić problemu. Znów schrzaniła sprawę. Położyła po sobie uszy.
— Przepraszam, myślałam, że to... — głos jakby się łamał, więc przestała się tłumaczyć.
I tak nie miało to sensu. Uciekła w panice przed niegroźnym ptakiem. Kompletnie się ośmieszyła. Znów. Otrzepała z siebie liście, starając się zakopać w sobie te emocje. Emocje, które tak próbowały z niej wypłynąć. Nie mogła sobie na to pozwolić, to tylko pogorszyłoby sprawę.
— Spójrz na siebie. Cała się trzęsiesz.
Poczuła jak kotka coś z niej ściąga. Niepewnie zerknęła na mentorkę. Nie wiedziała, czy przygotować się na kolejne pouczenie. Owinęła się swoim ogonem, próbując się uspokoić.
— Jesteś taka... bezbronna. Inne kotki w twoim wieku polują już na bażanty, a ty? Masz w tym swoim łebku totalną pustkę. Nie odróżniasz zwierzyny od zagrożenia.
Wrotycz przełknęła ciężko ślinę, wpatrując się w ziemię. Poinsecja miała rację. Jej wiedza i umiejętności rażąco odstawały od rówieśników (jak i młodszych kotów) z Owocowego Lasu. Musiała sprawiać kotce taki ciężar... Wstyd całkowicie ogarnął jej drobne ciałko.
— Ja... Ja wcześniej n-nie widziałam takiego ptaka... — wydukała z siebie z trudem.
Ku swojemu zaskoczeniu poczuła ogon szylkretki na swoim grzbiecie. Był taki ciepły i... ciężki? Poczuła, jak coraz mocniej naciska na nią. Zdezorientowana spojrzała na kotkę.
— I właśnie to mnie przeraża. — widząc wzrok uczennicy, dodała. — Twój brak podstawowej wiedzy. Życie w lesie jest bezwzględne. Porą nagich drzew ciężko o pożywienie, liczy się każda mysz. Myślisz, że będą zadowoleni z kolejnego pyska do wykarmienia? Czereśnia jest miły, ale każdy ma jakieś granice. Gdyby dowiedzieli się, jak bardzo jesteś... bezużyteczna - nazwaliby cię ciężarem.
Ciężarem. To słowo zapadło głęboko w umyśle Wrotycz. Od zawsze nim była i nieważne, jakich akcji się podjęła, dalej nim pozostawała. Ciężarem dla swojego otoczenia. Teraz już naprawdę była na granicy łez.
— J-ja naprawdę się staram... — próbowała jakkolwiek się usprawiedliwić.
Nie chciała znów wracać tam. Do Nich. Do szopy. Do wiecznego cienia. Życie w Owocowym Lesie było dla niej pierwszą cząsteczką wolności. Pierwszą możliwością poznania świata. I innych kotów. Nie chciała tego tracić.
— Widzę to. Dlatego dalej tu jesteś. — Poinsecja odsunęła się od niej na parę kroków.
Wrzuciła jej nieodgadnione spojrzenie.
— Nie zawiedź mnie, Wrotycz. Jesteś moją uczennicą, twoje porażki wpływają także na mnie. A chyba nie chcesz sprawiać mi problemów?
Wrotycz energicznie pokręciła łebkiem. Zrobiła niepewny, malutki, krok w stronę mentorki. Kotki, która tak dużo dla niej poświęcała. Spędzała z nią każdego dnia tyle czasu. Uczennica uświadomiła sobie, jak bardzo jej życie jest przepełnione Poinsecją. Zdecydowanie była jej najbliższym kotem w tej społeczności.
— Nigdy. — miauknęła cichutko, ugniatając ziemię pod swoimi łapami.
— Prawidłowo. A teraz upoluj tę mysz. Nie możemy wrócić z pustymi pyskami do obozowiska.
[słów 666]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz