BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Makowy Nów x Mroczna Wizja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Makowy Nów x Mroczna Wizja. Pokaż wszystkie posty

06 lutego 2026

Od Mrocznej Wizji CD. Makowego Nowiu

Mroczna Wizja zamruczała cicho. Trzy małe kulki leżały zwinięte u jej boku, wtulone jej futro. Ich drobne boki unosiły się i opadały w równym rytmie snu.
– Za kilka wschodów słońca będzie z nimi dużo roboty – miauknęła cicho. – Pomyśl tylko, co będzie się działo w żłobku, gdy zaczną chodzić. Będą pakować się w kłopoty szybciej, niż zdążymy mrugnąć.
Makowy Nów spojrzała na kocięta z niepokojem. Czarna kotka dostrzegła w jej oczach lęk.
– Nie są takie słabe, jak się wydaje – odezwała się łagodnie Mroczna Wizja. – Medyczka powiedziała, że wszystkie są zdrowe i silne. Każde z nich.
Makowy Nów pokręciła powoli głową, a na jej pysku pojawił się blady uśmiech.
– Oczywiście, że są silne – odpowiedziała cicho. – Mają przecież wspaniałą matkę.
– Nawet dwie wspaniałe matki – uściśliła Mroczna Wizja, patrząc ciepło na partnerkę. – Wszystko będzie dobrze, Mak. Zobaczysz.
Na moment obie uwierzyły w te słowa.

* * *

Makowy Nów nie żyła.
To nie tak miało być. Miały razem się zestarzeć, przeżyć spokojne sezony, obserwować rozwijający się klan. Co prawda Mak była starsza, więc może… może jej czas rzeczywiście nadszedł? Ta myśl była jak cierń. Kłuła ją, a jednak nie mogła się jej pozbyć.
Ta śmierć nie zabolała Mrocznej Wizji tak, jak inne. A może właśnie dlatego bolała inaczej. Rodzeństwo i rodzice nie powinni byli zginąć. Nie w ten sposób. Nie tak nagle, tak brutalnie, bez pożegnania.
Zaranna Zjawa…
Czarna nie wiedziała, co stało się z kotką. Wiedziała jednak, że jej mentorka była siostrą Makowego Nowiu. To znaczy, że była w tym samym wieku. Że czas mógł upomnieć się również o nią.
A jeśli już to zrobił?
Mroczna Wizja zamknęła oczy, czując, że coraz trudniej jest jej oddychać. Jej klatka piersiowa nie chciała się podnosić. Zapragnęła, aby wkrótce duchy mrocznej puszczy przyszły też po nią. Żeby wreszcie mogła dołączyć do wszystkich, którzy ją opuścili.
Obietnica, którą kiedyś złożyła Mak, wciąż brzmiała jej w uszach. „Wszystko będzie dobrze, Mak.”
Tylko że teraz nie była już tego pewna.

17 kwietnia 2025

Od Makowego Nowiu CD. Mrocznej Wizji

"Jeśli tego chcesz". A czy chciała zostać matką? Chyba już wystarczająco dużo razy wspominała, że nie da sobie rady, jednak mimo to się zgodziła. Dla Mrocznej Wizji. Chciała być z kotką, a wiedziała, że warunkiem mogą być kocięta, których mistrzyni tak bardzo pragnęła. Mak wiedziała, że będzie musiała to przetrwać, postarać się jak najbardziej by nie zawieść Mrok, ale też swoich przodków, którzy przecież na nią patrzyli. Miała szansę wychować kultystów, którzy mogli kiedyś przysłużyć się Klanowi Wilka, nie mogła zawalić.
 
***
 
Starała się być przy Mrocznej Wizji kiedy tylko mogła. Widziała, jak ta się coraz bardziej męczy całą tą ciążą, dlatego starała się ją wspierać. Przynosiła jej jedzenie, pomagała i po prostu z nią siedziała, by przynajmniej nie musiała być sama w tym żłobku cały czas. Tak szczerze? Nie chciała nawet sobie wyobrażać, jak kotka musiała się czuć. Jednak to wszystko się skończyło, gdy kocięta przyszły na świat. Po ich narodzinach było widać, że Mrok czuję się lepiej. Mak dalej pamiętała jej mieszane uczucia, gdy zobaczyła pierwszego z kociąt, a potem resztę. Niby była szczęśliwa, ale dalej miała w sobie ten lęk i niechęć do tego, co czeka ją i jej partnerkę. Ale zgodziła się. Nie mogła się wycofać.
Wzięła większą mysz ze stosu i ruszyła w stronę żłobka. Odkąd kocięta się urodziły, rzadziej tam przychodziła. Dalej się obawiała, nie chciała nagle wybuchnąć jak Gęsi Wrzask, a miała tę świadomość, że mogła. Starała się bardzo trzymać nerwy i kontrolować swoje emocje. Za każdym razem jak przekraczała próg żłobka, przed wejściem brała głębszy oddech, by w razie czego móc się uspokoić. Teraz też, bez wyjątku. Po chwili weszła do żłobka, gdzie zobaczyła swoją partnerkę, siedzącą na jednym z posłań, a dookoła gromadkę kociąt.
– Witaj Mroczna Wizjo, cześć maluchy – przywitała się i podeszła do swojej partnerki, kładąc przy jej łapach zwierzynę.

<Mrok?>

19 marca 2025

Od Mrocznej Wizji CD. Makowego Nowiu

Mroczna Wizja spojrzała na Makowy Nów i skinęła głową. 
– Jesteś gotowa? – zapytała cicho. W jej słowach kryło się coś więcej niż tylko pytanie o patrol. Wiedziała, że Makowy Nów to rozumie. Pora Nowych Liści była idealnym czasem na kocięta. Makowy Nów westchnęła, ale po chwili skinęła głową. Mroczna Wizja uśmiechnęła się lekko. To był już czas. Po patrolu usiadła obok partnerki, jak gdyby nigdy nic i oblizała łapę. 
– Musimy złapać jakiegoś samotnika – powiedziała spokojnie, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
– Wiem – westchnęła Makowy Nów. – I jestem gotowa.
Mroczna Wizja była w ciąży. Tak stwierdziła Cisowe Tchnienie. Ale ona niczego nie czuła. Najdrobniejszego muśnięcia w brzuchu, który rosnął każdego dnia. Jeszcze nikomu nie powiedziała, choć wiedziała, że to już pora.
– Makowy Nowiu – przywitała przechodzącą obok partnerkę.
– Coś nie tak? – zapytała zaniepokojona.
– Z nami wszystko w porządku – zamruczała ciepło. – A jak ty się czujesz?
Makowy Nów kiwnęła głową. 
– Jest dobrze. Trochę się stresuję, ale postaram się je dobrze wychować.
– Musimy powiedzieć reszcie. Na razie wiemy tylko my i Cisowe Tchnienie. No i Dzicz – dodała mimochodem. Makowy Nów kiwnęła ponownie głową.
–  Nie wiem, czy dam radę – wyznała.
– Za to ja wiem, że będziesz lepsza ode mnie – obiecała. Mroczna Wizja spojrzała w górę i zamknęła na chwilę oczy.
– Musisz uwierzyć w siebie – wyszeptała cicho. – Powiem reszcie, że jestem w ciąży i będziesz mi pomagać wychowywać dzieci. Będziesz drugim rodzicem, oczywiście jeśli tego chcesz.
<Makowy Nowiu?>

01 lutego 2025

Od Makowego Nowiu CD. Mrocznej Wizji

Czy była gotowa? Zdecydowanie nie. Dalej przed oczami miała obraz Gęsiego Wrzasku. Stała się taka sama jak on, a przynajmniej pod pewnymi względami. Już tak dawno stała się kimś, kogo tak bardzo się bała jako dziecko. A kiedyś obiecała sobie, że tak się nie stanie...
Weszły do obozu, a Maczek dalej myślała o słowach swojej partnerki. "Musisz być pewniejsza siebie", "Będziesz dobrą matką"... Westchnęła cicho, oddzielając się od Mrok, by położyć się w swoim legowisku. Chciała odpocząć, przemyśleć to wszystko, po prostu zasnąć.
 
***
 
Otworzyła oczy i rozejrzała się po okolicy. Dookoła było ciemno, ale rozpoznawała znajome tereny Klanu Wilka. Powoli wstała na łapy, oczami skanując otoczenie. Jak się tu znalazła? Przecież była w legowisku... Wtedy usłyszała jakiś szelest. Gwałtownie odwróciła głowę. Szelest dochodził zza krzaków. Liliowa od razu spięła wszystkie mięśnie, gotowa do ataku, gdyby tylko zaszła taka potrzeba. Powoli zaczęła podchodzić do źródła hałasu, ale wtedy jej oczom ukazała się kocia sylwetka. A bardziej jej ledwo widoczny zarys. Była to młoda kotka, uczennica. Mak otworzyła szerzej oczy, rozpoznając w tym... Siebie? Siebie, sprzed tych wielu księżyców, jeszcze przed śmiercią Porannego Zewu.
- Stałaś się kimś, kim nigdy nie chciałaś – usłyszała cichy głosik dawnej siebie. Przełknęła głośniej ślinę.
- Ale za to jestem kimś, kto przysłuży się klanowi – warknęła, powoli się wycofując.
- Nie nadajesz się na matkę – usłyszała tym razem inny głos, jakby dobrze znajomy. Odwróciła głowę, ale nie zobaczyła nikogo innego. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że postać przed nią zniknęła, a na jej miejscu pojawiła się inna. Wyższa, ale również kotka. Starsza. Jej pysk jednak był rozmazany.
- Alba...? – zapytała cicho, ale nikt jej nie odpowiedział.
- Stałaś się kotem o lisim sercu – zaśmiał się ktoś inny. Znowu się odwróciła, tym razem widząc kolejną postać. Teraz był to kocur, jednak zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, obok pojawił się ktoś kolejny.
- Jak możesz mi to robić? – zapytała Mroczna Wizja, a bardziej jej odzwierciedlenie w śnie liliowej wojowniczki. Mak zamarła, wbijając w cień swoje spojrzenie. Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Zaczęła się wycofywać, jednak nie odrywała wzroku od kotów przed nią.
- Znowu wszystko zniszczysz.
- Jesteś potworem.
- Dlaczego się taka stałaś?
- Nigdy sobie nie poradzisz.
- Tylko ich skrzywdzisz.
Makowy Nów słyszała wszystkie te słowa, które bolały mocniej niż jakakolwiek zadana rana. Cofała się tylko coraz dalej, chcąc uciec od tych kotów. Ale nie mogła się odwrócić. Nie była w stanie po prostu zacząć biec, jakby coś ją tam trzymało.
Otworzyła oczy i szybko się podniosła. Dalej była w legowisku wojowników. Słońce przedzierało się do środka, budząc coraz więcej kotów. To wszystko było tylko głupim snem. Mimo to Mak dalej miała wysunięte pazury, a w głowie miała słowa, które wypowiadały do niej te postacie. Słowa, które tak naprawdę ona sama mówiła do siebie, choć nie miała takiej świadomości. Gdy się nieco uspokoiła, wytrzepała się z resztek mchu z posłania i powoli wyszła z legowiska, chcąc udać się na spacer, jednak zamiast tego, jej oczom ukazała się grupka kotów przy wyjściu z obozu, wołających właśnie ją. Dopiero wtedy przypomniała sobie o patrolu. Westchnęła cicho, już marząc tylko o powrocie, lecz wtedy zauważyła Mroczną Wizję, siedzącą razem z kilkoma innymi wojownikami. Ewidentnie kotka wybierała się razem z nimi na patrol.

<Mrok?>

30 stycznia 2025

Od Mrocznej Wizji CD. Makowego Nowiu

Mroczna Wizja czule otarła się o Makowy Nów.
- Cii, spokojnie… - Czuła, jak serce starszej kotki szybko bije. Słyszała jej urywany oddech. - Nie będziemy nic robić, póki nie będziesz na to gotowa - obiecała. - I nie, nie będziesz złą matką. Ty nie jesteś taka, jak oni wszyscy. Będziesz się o nie troszczyć, Makowy Nowie, czuję to.
Kapłanka wyglądała, jakby się miała zaraz rozpłakać. Finalnie nie powiedziała nic, tylko wtuliła pyszczek w czarne futro Mrocznej Wizji.
- Mam dla ciebie prezent - przerwała ciszę czarna kotka. Splątała swój ogon z ogonem Makowego Nowiu i zaczęła ją prowadzić leśną ścieżką do miejsca, które chciała jej pokazać.
Po krótkim czasie wędrówki znalazły się na terenach niczyich. Makowy Nów zignorowała ten fakt. Wtedy ich oczom ukazała się polana pełna kwiatów. Makowy Nów wydała z siebie zaskoczony, cichy okrzyk.
- Patrz tam - szepnęła z napięciem Mroczna Wizja.
- Maki… - miauknęła starsza kotka. Czarna zerwała jeden kwiat z ziemi i podała partnerce.
- To dla ciebie. Możesz wybrać sobie jeszcze jakieś - zachęciła.

*****

- Chyba jestem gotowa - szepnęła Makowy Nów podczas drogi powrotnej.
- Na wszystko przyjdzie czas, a ja dam ci go tyle, ile potrzebujesz - te słowa były rzadkością dla Mrocznej Wizji. Naprawdę rzadko mówiła coś w tym stylu.
- Ja po prostu… Przestraszyłam się, że zrobię coś nie tak - westchnęła.
- Musisz być pewniejsza siebie - miauknęła. - Na pewno nic nie zrobisz naszym kociakom, a jeśli nie dasz rady, będę przy tobie - powiedzenie takich słów wymagało od niej wiele wysiłku, ale wiedziała, że musi być cierpliwa. „Dla Makowego Nowiu”, pomyślała, a następnie weszły do obozu.

<Makowy Nowiu?>

26 stycznia 2025

Od Makowego Nowiu CD. Mrocznej Wizji

Nie wiedziała, co tak właściwie się dzieje. To wszystko wyglądało jak jakiś sen. Czyżby tak było? Nie mogło, w końcu wszystko wyglądało tak realnie. A mimo to, Makowy Nów nie umiała w to uwierzyć. Słowa Mrocznej Wizji dalej brzmiały jej w głowie, cały czas tylko się zapętlając. Doskonale pamiętała wyraz jej pyska, podczas wypowiadania tamtych słów. Był inny, inny niż zazwyczaj. Nie był taki twardy, ostry jak wyraz każdego kota w Klanie Wilka, zwłaszcza w kulcie. Był łagodniejszy. Taki, jakiego Mak już dawno nie widziała, na pewno nie na pysku młodszej. To musiało coś znaczyć, a Makowy Nów nie umiała tego zignorować. Nawet nie chciała. Teraz gdy stała tak blisko Mrok, czuła tylko jak serce mocniej jej bije. W objęciach Mrok czuła się... Dziwnie. Nigdy jeszcze się tak nie czuła. Jakby to wszystko było mieszanką uczuć, których ona nigdy nie doświadczała. Mimo to nie była już spięta. Może niepewnie, ale odwzajemniała ruchy wykonywane przez młodszą wojowniczkę, w środku ciesząc się, że to wszystko tak się potoczyło.
 
***
 
Od tamtej pory Mak starała się więcej czasu spędzać z Mroczną Wizją. Od wspólnych patroli po spacery i po prostu wspólne spędzenie czasu. Obecność młodszej kotki potrafiła w jakiś sposób uspokoić Makowy Nów. Zapanować nad tym, nad czym nie panowała przez tyle księżyców. I może liliowa nie rozumiała jeszcze w pełni tego uczucia, może dalej bała się, że coś się stanie Mrok, spinała się, gdy tylko poczuła na sobie jej dotyk, jednak mimo to cieszyła się. Mroczna Wizja darzyła ją jakimś uczuciem, to było chyba najważniejsze.
Siedziała sama w lesie i czekała na przybycie Mrocznej Wizji, która miała przyjść po patrolu. Chciały wyjść razem na spacer, a że Mak chciała spędzić chwilę samemu, uzgodniła z wojowniczką, że będzie na nią czekać. Dlatego siedziała sama w lesie, rozglądając się na boki. Lubiła takie spacery. Tylko wtedy pokazywała w większym stopniu siebie. A przynajmniej bez krzyku. Mimowolnie, jak zawsze, zaczęła nucić dobrze znaną z dzieciństwa piosenkę, dalej czekając. Wtedy zza krzaków wyłoniła się dobrze znana sylwetka Mrocznej Wizji. Czarna kotka wzrokiem napotkała wzrok Makowego Nowiu, a na jej pysku pojawił się mały uśmiech. Mak od razu przestała nucić i podeszła do Mrok, niepewnie odwzajemniając uśmiech.
- Witaj Mroczna Wizjo – przywitała się zadowolona, a wojowniczka czule otarła się o jej bok. Liliowa stała w bezruchu, dopiero po chwili odwzajemniając ruch młodszej kotki.
- Cześć Makowy Nowiu – powiedziała w końcu Mrok i odsunęła się od Makowego Nowiu – Chcesz iść specjalnie w jakieś miejsce? – zapytała, chcąc już zaczynać spacer. Wtedy liliowa przypomniała sobie o swoim maku, który trzymała za uchem. Łapą wyjęła go zza ucha i pokazała wojowniczce.
- Mogłybyśmy pójść i poszukać dla mnie nowego maku? – zaproponowała i spojrzała na Mrok. W głębi serca Mak bardzo liczyła na to, że młodsza się zgodzi. Może nie mówiła o tym głośno, ale zbieranie tych roślin zawsze było dla niej czymś bardzo ważnym i robiła to tylko z ważnymi osobami. A taką ważną osobą była właśnie Mrok, która na szczęście się zgodziła. I tak obie kotki powolnym tempem ruszyły na poszukiwanie czerwonej rośliny. Szły, rozmawiając między sobą, a cisza do ich rozmowy wkradała się dość rzadko. Nawet jeśli się pojawiała, nie była ona tak krępująca jak za każdym razem, gdy liliowa z kimś rozmawiała. Doskonale zdawała sobie sprawę, jak idą jej kontakty z innymi członkami klanu, dlatego taki obrót spraw był dość miłą odmianą. W końcu dotarły na miejsce, gdzie było sporo różnych roślin, w tym maków. Liliowa wzięła głębszy oddech. Zbieranie maków zawsze kojarzyło jej się z... Domem. Z jakimś spokojem. Rozpoczęła więc swoje szukanie, tak samo jak jej towarzyszka.
- Możemy porozmawiać? – zapytała nagle Mrok, na co Mak skierowała uszy w jej stronę – Jesteśmy razem i zastanawiałam się nad założeniem rodziny – powiedziała, na co Makowy Nów się zatrzymała.
- Założeniem rodziny? Co masz na myśli? – zapytała cicho, przenosząc wzrok na swoją partnerkę.
- Wiesz, chciałabym mieć kocięta – wyznała wojowniczka, co lekko zmroziło liliową. Kocięta? Kotka sama nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. Zdawała sobie sprawę, że wcześniej czy później do tego dojdzie, ale nigdy nie spodziewała się, że tak nagle. Nawet miała nadzieję, że ten moment nigdy nie nadejdzie. Przełknęła głośniej ślinę i spuściła wzrok na swoje łapy. Na swoje liliowe łapy, dokładnie jak łapy jej ojca, Gęsiego Wrzasku.
- To nie jest żart, prawda? Mówisz poważnie? – dopytywała Mak.
- Oczywiście, że mówię poważnie – oznajmiła Mrok, a wyraz jej pyska się zmienił, jakby na potwierdzenie jej słów – Jesteśmy coraz starsze, a dodatkowo byłaby to szansa na rozwój kultu – mruknęła.
- Mrok ja nie dam rady – powiedziała wprost – Myślisz, że naprawdę nadaje się na wychowanie kociąt? Coś mi jednak po ojcu zostało i to głównie moje krzyki słychać – syknęła cicho, przypominając sobie swój własny strach przed opiekunem.
- Poradzimy sobie – przekonywała wojowniczka, ale Mak nie umiała w to uwierzyć.
- Nie nadaję się na żadnego opiekuna do kociąt. Nie uda mi się. Im to na pewno nie wyjdzie na dobre – podniosła lekko głos. Czy to naprawdę musiało mieć miejsce? Jedno z jej najgorszych koszmarów. Niby tylko kocięta, dla niej jednak to było wyzwanie, które było jednym z najcięższych. Nie wyobrażała sobie nigdy siebie w roli matki, czy jakiekolwiek opiekunki. Wiedziała, że nie podoła, a teraz? Mroczna Wizja mówiła dalej, lecz liliowa stała przy swoim, starając się nie wykrzyczeć wszystkich myśli na głos. Nie mogła powiedzieć wszystkiego Mrok, bardziej nie była w stanie. Wystarczyło tylko tyle, była o tym przekonana, nawet jak się myliła.
- Mroczna Wizjo! – krzyknęła w końcu, wysuwając pazury i wbijając je w ziemię – Naprawdę widzisz we mnie materiał na matkę? Na kogoś, kto mógłby opiekować się kociętami i przy nich być? – zapytała – Nie widzisz tego choćby teraz? Tego, jak wybucham, jak krzyczę? Chcesz widzieć strach na pyskach własnych dzieci? – syknęła – Nie będę dobrą matką, jakąkolwiek matką, bo nie dam rady – warknęła i napięcie zawróciła w stronę obozu, nie odwracając się nawet za siebie.
 
***
 
Grzebała łapą w ziemi, czekając, aż Mroczna Wizja wróci z patrolu. Słońce powoli zachodziło i od ich spaceru minęło trochę czasu. Od spaceru i rozmowy. Mak dalej nie mogła pogodzić się z tym wszystkim. Wiedziała, jak to się skończy, jednak mimo to, chciała jeszcze raz porozmawiać ze swoją partnerką. Bardziej na spokojnie, a przynajmniej taką miała nadzieję. W końcu znajoma sylwetka Mrok pojawiła się w wyjściu z obozu. Jej zielone oczy szybko przeskanowały otoczenie, a gdy Makowy Nów to zauważyła, od razu wstała i ruszyła w stronę swojej partnerki.
- Możemy porozmawiać? – zapytała cicho i szybko opuściła obóz – Co do tego, co mówiłaś wcześniej... – zaczęła, wracając myślami do ich wcześniejszej wymiany zdań – ...nie mogę ci zakazać. Masz prawo chcieć kociąt, tak samo jak ja mam prawo ich nie chcieć – oznajmiła bez żadnych emocji – Chcę być przy tobie i żadne kociaki tego nie zmienią, dlatego decyzja co do nich należy do ciebie. Jednak chcę też, żebyś wiedziała, że to wszystko jest dla mnie dość dużym wyzwaniem – wyznała cicho, nieprzyzwyczajona do takich rozmów.

<Mrok?>

02 stycznia 2025

Od Mrocznej Wizji CD. Makowego Nowiu

 tw: nawiązania do gwałtu

Z bólem serca Mroczna Wizja patrzyła, jak jej ukochana się wycofuje. Oczy czarnej kotki zrobiły się szkliste, jednak nie zawołała za Makowym Nowem. Całymi resztkami swojego opanowania zakazała łapom się ruszyć. Powstrzymywała ostatkiem energi sowje ciało. Chciała rzucić się na Makowy Nów i mieć z nią kocięta. Albo zatrudnić jakiegoś kocura, żeby sprawił im kocięta. I chociaż bardzo się starała, jej wyraz twarzy nie był obojętny. Widać na nim było wyraźny ból, który mogła uleczyć tylko Makowy Nów.
Ten ból nieleczony, mógł się zamienić w krwawą wojnę w jej sercu, a ostatecznie przemienić ją w maszynę, w robota bez zdolności odczuwania empatii i uczuć. Dlatego właśnie potrzebowała kotki. Żeby zachowała w niej coś z kota, coś oprócz ambicji, nienawiści do świata i okrucieństwa wobec słabszych. Mroczna Wizja nie była zła, za jaką się uważała. Była tylko spragniona miłości, której nie otrzymała od rodziców, od rodzeństwa. Jedynie Zaranna Zjawa przez chwilę się nią opiekowała, ale teraz i ona zniknęła. Dlatego Mroczna Wizja zacisnęła oczy i błagała Makowy Nów, aby po nią zawróciła.
Błagała Mroczną Puszczę w myślach, nieżyjącego ojca, a także Zaranną Zjawę, którą kochała jak matkę.
"Proszę cię, Makowy Nów, nie zostawiaj mnie z tym samej, potrzebuję cię."
"Spadam, wyciągnij mnie z otchłani", poprosiła i wpatrując się w ukochaną. która zatrzymała się i spojrzała w jej stronę trwała w głuchym błaganiu.
Makowy Nów podniosła wzrok na milczącą wojowniczkę i spojrzała w zielone oczy Mrok. Czarna kotka zauważyła zaszklone ślepia, jakby zaraz miała się rozpłakać. Liliowa przełknęła głośniej ślinę.
– Ja... Nie chcę cię stracić. Jak Bursztyn, Naparstnice i resztę – wydusiła z siebie tylko.
Mroczna Wizja zamrugała, nie wiedząc co powiedzieć. 
- Nie stracisz mnnie - powiedziała automatycznie. - Jestem silna - obiecała, a jej napięta twarz zmiękła. - Proszę, nie odchodź... - wyjąkała.
– Dobrze – powiedziała i stanęła przed kotką – Nie odejdę... – mruknęła cicho i spojrzała w oczy Mrok.
Mroczna Wizja próbując opanować drżenie przesunęła się bliżej kotki i wtuliła pysk w jej futro. Makowy Nów jej nie opuści... Nie wiedząc do końca co powiedzieć po prostu trwała w tej chwili. Dwie splątane ze sobą kotki nie potrzebowały niczego innego niż siebie nawzajem.
Czarna kotka, ledwo powstrzymując drżenie, wtuliła się w futro Makowego Nowu. Przez chwilę żadna z nich nie mówiła nic. Ich oddechy się uspokoiły, a napięcie stopniowo opadało. Początkowo Makowy Nów spięła się w jej objęciach, ale z czasem zaczęła się rozluźniać. Powoli, nieśmiało, odwzajemniła czułość Mrocznej Wizji.
Mroczna Wizja przytknęła pyszczek do pyska drugiej kotki i poczuła czystą euforię czując, że kotka się rozluźnia. Kocha mnie, myślała gorączkowo. Chyba... Całując kotkę Mroczna Wizja przymknęła oczy, chłonąc ten moment. Czuła, jak pustka w jej sercu powoli się wypełnia. Myśl o utraconej Zarannej Zjawie przestała boleć, a wspomnienie, choć nadal żywe, przyniosło ukojenie. Wiedziała, że teraz, z Makowym Nowem u swojego boku, była gotowa stawić czoła każdemu wyzwaniu.

<Makowy Nowiu?>

21 grudnia 2024

Od Makowego Nowiu CD. Mrocznej Wizji

Stała w bezruchu, starając się opanować. Mroczna Wizja odeszła. Odeszła, obiecując, że ją zostawi. Mak zadrżała, czując, jak łzy spływają jej po policzku. To wszystko było tak skomplikowane. Nie chciała, by Mrok ją zostawiała. Nie chciała tego tak bardzo, nie o to jej chodziło. Nawet jak powiedziała te wszystkie słowa, nie miała tego na myśli, nie chciała takiego skutku. Chciała, tylko by z Mrok nie było jak z Bursztyn, by jej nic się nie stało. By była bezpieczna... Poczuła, jak łapy same się pod nią ugięły. Bezwładnie usiadła na ziemi, starając się opanować, lecz łzy dalej spływały po jej policzkach. Czuła, jak to wszystko wali jej się na głowę. Te wszystkie emocje tłumione od tak dawna. Z jej gardła wydobyło się łkanie, a ona już nie umiała tego powstrzymać. Schyliła się, tylko by jak najbardziej zasłonić pysk, pozwalając już sobie na rozpacz.
 
***
 
Nie wiedziała, jak sobie z tym wszystkim poradzić. Nie rozmawiała z Mroczną Wizją, jakby ta wzięła sobie do serca jej słowa. To tylko z każdym dniem coraz bardziej bolało Mak. Nie umiała tego znieść. Tęskniła za obecnością Mrok, jasne, kotka dalej była w Klanie Wilka, ale liliowej nie chodziło o taką obecność. Miała ona na myśli rozmowy, zwykłe nieunikanie siebie aż tak. Za każdym razem jak widziała szybko oddalającą się Mrok, Maczek przypominała sobie o swoim zachowaniu sprzed kilkunastu wschodów słońca. Sama unikała. Bała się tego uczucia. Dalej się bała i nie potrafiła sobie z nim poradzić, ale miała już tego dość. Coś musiała zrobić, by wreszcie to wszystko wyjaśnić. By mieć spokój. By opanować jakoś uczucia i myśli. Jednak za każdym razem, gdy Makowy Nów chciała zacząć rozmowę, Mrok gdzieś znikała. Albo na patrolu, albo pochłonięta innymi obowiązkami. Było tak już od kilku wschodów słońca. Zawsze każda próba rozpoczęcia rozmowy kończyła się porażką. Aż w końcu Mak zaczęła obserwować swoją koleżankę, szukając odpowiedniej chwili. Takiej bez patrolu i obowiązków.
Makowy Nów siedziała przy stosie zwierzyny, obserwując uważnie Mroczną Wizję. Kotka rozmawiała z jednym z wojowników, jak na Klan Wilka przystało, nie zdradzając żadnych emocji na swoim pysku. Po chwili jednak kotka zakończyła rozmowę i skierowała się do wyjścia z obozu. Mak powędrowała za nią wzrokiem. Czyżby miała patrol? Nie mogła, zwłaszcza że była sama. Wtedy liliowa się podniosła. To mogła być idealna chwila. Czując, jak serce wali jej coraz mocniej i szybciej, ruszyła prędko za młodszą wojowniczką, chcąc jak najszybciej ją złapać. Z daleka już widziała ciemne futro koleżanki. Przyspieszyła kroku.
- Mroczna Wizjo – zawołała za kotką, która gwałtownie odwróciłam głowę. Spojrzenie jej zielonych oczu momentalnie przywołało lekkie rumieńce na pysku mistrzyni.
- Miałam cię zostawić – wspomniała Mrok i już miała ruszyć dalej, kiedy zatrzymała ją Makowy Nów.
- Chwila. Ja muszę coś powiedzieć – powiedziała szybko i wzięła głębszy oddech. Serce coraz szybciej jej waliło, emocje znowu zaczęły przejmować kontrolę. Przełknęła głośniej ślinę i zamknęłam na chwilę oczy – Ostatnio nie o to mi chodziło. Nie powinnam tak reagować, teraz to wiem, jednak to wszystko było zbyt skomplikowane. Dalej jest – zamilkła ma chwilę – Jednak część tego co mówiłam, było prawdą. Przez twoje wyznanie myślę tylko o tobie – mruknęła. Nastała chwila ciszy. Mak spuściła głowę, chcąc uniknąć kontaktu wzrokowego. Cisza trwała tylko dłużej, a z każdym uderzeniem serca, liliowa coraz bardziej żałowała swoich słów. Wiedziała jednak, że jest już po wszystkim. Musiała jakoś to zakończyć – Ja... – zaczęła, lecz nie była w stanie tego powiedzieć. Nie potrafiła. To było dla niej za wiele. Dlatego stała tak dalej, mając nadzieję, że Mroczna Wizja sama sobie wszystko dopowie. Westchnęła – To tyle, co miałam do przekazania – zakończyła i powoli zaczęła się wycofywać.

<Mrok?>

19 listopada 2024

Od Mrocznej Wizji CD. Makowego Nowiu

– I co? Przeszkadza ci to? – warknęła Makowy Nów – Zostaw mnie wreszcie w spokoju. Tylko mącisz mi w głowie! – powiedziała ostro – Naprawdę musisz? Tym swoim durnym wyznaniem nie pozwalasz mi myśleć. Nie mogę się w ogóle skupić, bo myślę tylko... Tylko o tobie! Próbuję cię unikać, a ty dalej tu jesteś. Nie chcę, by było jak z Bursztyn. A stajesz się dla mnie jak ona! Już jesteś, więc zostaw mnie. Zostaw mnie! – zamilkła i spojrzała na Mroczną Wizję. Po chwili w końcu się podniosła, stając naprzeciw niej – Nie to miałam na myśli – mruknęła tylko, wysuwając pazury i wbijając je w ziemię. Mroczna Wizja nie odpowiedziała.
– W porządku. A więc cię zostawię – odpowiedziała, starając się, aby jej głos nie zadrżał. 
Odeszła. Myśli kłębiły się w jej głowie, a rozpacz szczypała jej gardło. Jadowita Żmija została zastępczynią. Sosnowa Gwiazda nie wybrała jej, na swoje ciało, a Wilczą Tajgę. Makowy Nów jej nie kochała. Kim była Bursztyn? Mroczna Wizja miała niejasne pojęcie, że taka kotka była w Klanie Wilka. Coś więcej? Już nie żyła. I tyle. To były wszystkie informacje na jej temat. A nie mogła się nikogo zapytać. Te błogie czasy już minęły. Teraz już nie może się pytać, musi wiedzieć wszystko sama. Czyli musi odkryć, kim była Bursztyn, bez niczyjej pomocy. Zatrzymała się i wbiła pazury w ziemię. Zaczęła się niekontrolowanie trząść. Czy jest sens o to walczyć? O to uczucie miłości i szczęścia, jakie dawała jej Makowy Nów? Kotka jej nie potrzebowała, wręcz nie chciała. A więc dlaczego Mroczna Wizja nie mogła tego uszanować? Dlaczego jej matka została zastępczynią, a nie ona?
– POWIEDZ MI CO MAM ROBIĆ!!! – wrzasnęła do nieba, a kilka łez spłynęło po jej policzku. – Poprosiłam cię o radę odnośnie do Wieczornej Gwiazdy... – zaczęła i nie dokończyła. Zaczęła oddychać z trudem. A co, jeśli Mroczna Gwiazda wcale nie chce, aby została liderką? Sosnowa Gwiazda mogła ją wybrać, ale tego nie zrobiła. 
– Czy chcesz, żebym przewodziła klanowi? – zapytała żałośnie. Jednak otaczała ją tylko cisza. Mroczna Puszcza jej nie odpowie. Nigdy nie odpowiadała. Mroczna Wizja myśląc, że jest wybrana, była po prostu głupia.
<Makowy Nowiu?>

16 listopada 2024

Od Makowego Nowiu CD. Mrocznej Wizji

Na słowa Mrocznej Wizji, Makowy Nów automatycznie się odsunęła. Czuła jak cała się spina, próbując zachować spokój. Wzrok miała wbity w płaczącą wojowniczkę, nie wiedząc, co zrobić. Co powiedzieć, jak zareagować. Nie wiedziała nic. W uszach dalej słyszała słowa Mrok. "Kocham cię". Słowa te rozbrzmiewały tylko coraz głośniej w jej głowie, zagłuszając wszystko dookoła. Obserwowała, jak łzy drugiej kotki powoli spadały na ziemię, nie mogąc się nawet ruszyć. Nie rozumiała swoich uczuć. Było ich zdecydowanie za dużo. Miała dość swojej głowy, głosu Mrok rozbrzmiewającego i odbijającego się od ścian w jej mózgu. Po jakimś czasie zacisnęła powieki. Starała się uciszyć to wszystko, zapanować jak zawsze. Nie potrafiła. Czuła jak sierść na karku sama jej się podnosi. Spuściła głowę. Nawet nie poczuła, jak mak zza jej ucha zaczął wypadać. Nawet jak już go nie było, nie poczuła tego. Za to myślała. A w jej myślach w końcu pojawił się obraz Bursztynowej Łapy. Kotki, od której już dawno chciała uciec. Od tych wspomnień, od cierpienia. Przypomniało jej się to uczucie, które towarzyszyło jej za każdym razem, gdy ją widziała. To uczucie, teraz skierowane do kogoś innego... Otworzyła oczy, chcąc od tego uciec. Spojrzała jeszcze na młodszą kotkę. Ich wzroki skrzyżowały się, a gdy tylko Mak to wyłapała, odwróciła głowę. Napięcie opuściła legowisko medyka, nawet nie zatrzymując się, by znów zabrać mak, który wypadł jej zza ucha.
 
***
 
Dlaczego to wszystko było tak skomplikowane? Od wyznania Mrocznej Wizji, Mak starała się jej unikać. Dłużej siedziała w lesie, starała się więcej czasu spędzać w samym legowisku niż bezpośrednio na środku obozu. Brała więcej patroli, uciekała od rzeczywistości, ponieważ nie umiała sobie z nią poradzić. Nie umiała sobie poradzić z emocjami, które od tak dawna tłumiła. Nie było dnia, by nie myślała o Mrok. Wojowniczka siedziała w jej głowie, uczepiła się jej jak rzep, bawiący się jej sercem i umysłem. Liliowa nie rozumiała tego uczucia. Dokładnie jak w przypadku Bursztyn... Potrząsnęła głową. Musiała przestać o tym myśleć. Rozejrzała się po lesie. Cisza. Nikogo nie było w okolicy. Po chwili wstała i ruszyła na cmentarz. Po drodze zaczęła nucić znane z dzieciństwa piosenki. Jak zawsze, nic się nie zmieniało, jednak tym razem podczas śpiewania nie towarzyszyła jej sama myśl o rodzinie, ale też myśl o córce Błękitnej Gwiazdy. Mijała drzewa i krzewy, pogrążona w melodii. W końcu dotarła na miejsce. Rozejrzała się po okolicy, chcąc znaleźć miejsce, gdzie pochowali jej rodzinę. Gdy tylko zlokalizowała znajome miejsce, ruszyła w tamtą stronę, uważając, by po drodze się nie przewrócić jak zawsze.
- Cześć Tato, Naparstnico, Hortensjo i Ananasiku – mruknęła cicho, siadając przy grobach. Wzrok wbiła w ziemię, nie okazując przy tym żadnych uczuć. Będąc na cmentarzu, rzadko kiedy się odzywała. Zazwyczaj siedziała w ciszy, tylko rozmyślając, tym razem jednak było inaczej.
- Jak tam?– zapytała, spuszczając głowę. Rozumiała śmierć. Kiedyś musiała przyjść, ale jednak to bolało. Westchnęła cicho. Już jej nie odpowiedzą. Dopóki do nich nie dołączy, nie zobaczy się z nimi. Tak samo jak z mamą, Porannym Zewem, czy... Gwałtownie podniosła głowę. Coś wreszcie do niej dotarło.
- To uczucie... – zaczęła – Ja kochałam Bursztyn. A teraz... – zamilkła. W jej głowie znów pojawił się obraz Mrocznej Wizji. Serce mocniej jej zabiło. To uczucie było podobne do dawnego uczucia do Bursztyn. W pewnym stopniu zdawała sobie z tego sprawę wcześniej, jednak nie przyznała tego przed sobą. Nie w ten sposób. To była miłość? Znów się spięła. Nie mogła być. Wyciągnęła pazury i zaczęła drapać w ziemi. To nie mogła być miłość.
 
***
 
Starała się wyprzeć to uczucie. Unikała Mrocznej Wizji jeszcze bardziej, a przynajmniej się starała. Nie mogła w ogóle jej nie widzieć, w końcu były w jednym klanie, ale nie rozmawiała z nią. Starała się nie zwracać na nią uwagi, nie myśleć o niej, nie wdawać się w żadną interakcję. Nic, jakby żyły w dwóch różnych światach.
- Iskrząca Łapo kolejny trening jutro – oznajmiła Makowy Nów, odwracając się do swojej uczennicy. Ta kiwnęła głową z zapałem i ruszyła w stronę legowiska uczniów. Liliowa odprowadziła ją wzrokiem i znów odwróciła się do wyjścia. Patrol miała wieczorem, było jeszcze trochę czasu. Spojrzała tylko w niebo, analizując, czy będzie padać. Po chwili wyszła z obozu, idąc gdzieś przed siebie. Znów zaczęła śpiewać, nie zdając sobie sprawy, że w okolicy znajduje się ktoś jeszcze. Nagle poczuła, jak traci grunt pod łapami. Zobaczyła przed sobą ziemię i po chwili na niej wylądowała. Syknęła coś cicho. Potknęła się o korzeń, jak zawsze. Lekki ból promieniował z jej łapy, jednak się tym nie przejęła. Powoli zaczęła się podnosić i wtedy usłyszała znajomy głos.
- Wszystko dobrze? – zapytała Mroczna Wizja. Mak szybko się odwróciła, starając się odsunąć od wojowniczki.
- Co ty tu robisz? – zapytała ostrzej, niż zamierzała.
- Spacer – odparła młodsza kotka – To jak? – wróciła do swojego poprzedniego pytania.
- Oczywiście, że dobrze – syknęła liliowa – Nie musisz się martwić, najlepiej zostaw mnie w spokoju. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego – oznajmiła. Nie potrafiła już trzymać tego wszystkiego. Sama przestała panować nad swoimi słowami.
- Żyjemy w jednym klanie Makowy Nowiu... – zaczęła Mrok, jednak Mak jej przerwała.
- I co? Przeszkadza ci to? – warknęła, tracąc panowanie – Zostaw mnie wreszcie w spokoju. Tylko mącisz mi w głowie! – powiedziała ostro – Naprawdę musisz? Tym swoim durnym wyznaniem nie pozwalasz mi myśleć. Nie mogę się w ogóle skupić, bo myślę tylko... Tylko o tobie! Próbuje cię unikać, a ty dalej tu jesteś. Nie chcę, by było jak z Bursztyn – syknęła, starając się opanować, jednak z marnym skutkiem – A stajesz się dla mnie jak ona! Już jesteś, więc zostaw mnie. Zostaw mnie! – krzyknęła, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że to znów zamienia się w to, co dawniej. Zamilkła i spojrzała na Mroczną Wizję. Po chwili w końcu się podniosła, stając naprzeciw niej – Nie to miałam na myśli – mruknęła tylko, wysuwając pazury i wbijając je w ziemię.

<Mrok?>

09 listopada 2024

Od Mrocznej Wizji CD. Makowego Nowiu

tw - niezdrowa relacja
Mroczna Wizja spojrzała na kotkę, prostując się instynktownie.
– Witaj, Makowy Nowiu – odparła cicho niepewna, czego kotka może od niej chcieć po tak długim czasie. Rozmówczyni odetchnęła cicho i wzrok wbiła w drogą kotkę.
– Jest mi bardzo przykro z powodu twojej straty – zaczęła na początku, po czym szybko dodała: – Wiem, że pewnie teraz nie chcesz, by inni ci tak mówili i możesz chcieć być sama... Miałam tak samo – mruknęła i spuściła wzrok. – Ale mimo to, chciałam ci to powiedzieć... – nastała chwila ciszy. – I jeszcze jedno – znów otworzyła pysk, by się odezwać. – Ja nie wiem, czy dobrze to zrozumiałam... Wiele się działo przez ten czas. Ale chyba miałaś rację i ja widzę to dopiero teraz, gdy już nie mam przy kim "nie uciekać" przed sobą – westchnęła i znów spojrzała na rozmówczynię. Po chwili się spięła, a Mroczna Wizja nie do końca wiedziała dlaczego. Spojrzała na nią przeciągle.
– Jesteś jeszcze młoda i mądra. Wiedziałam, że to zrozumiesz, ale zdziwiłam się, że zajęło ci to tyle czasu – powiedziała spokojnie. – Cieszę się z tego powodu. – Mroczna Wizja leciutko otarła się o Makowy Nów, niepewna, czy kotka chce takiej interakcji. Poczuła, że Makowy Nów się spięła. Może nie powinna jej dotykać. Jednak nie odsunęła się ani nie zaprotestowała, co córka Błękitnej Gwiazdy uznała za dobry znak.
– Ja chyba też – mruknęła tylko. Mroczna Wizja uśmiechnęła się lekko. Nie przywykła do uśmiechania się, zwłaszcza po śmierci Błękitnej Gwiazdy.
– Czy to wszystko, co chciałaś mi powiedzieć? – zapytała.
– Tak, to wszystko – powiedziała Mrocznej Wizji. Powoli wstała i chyba chciała odejść, jednak się zatrzymała. Odwróciła się jeszcze do Mrocznej Wizji i dotknęła lekko jej ucha. Mroczna Wizja z zaskoczeniem poczuła jej dotyk. Jej oddech był ciepły, delikatny. Nagle zrobiło jej się gorąco. Chciała, żeby Makowy Nów dotknęła jej jeszcze raz. Poczuła, że twarz oblewa jej się rumieńcem, a serce zaczyna szybciej bić.
– Em... Dziękuję – powiedziała jeszcze i odwróciła się. Mroczna Wizja patrzyła pusto na miejsce, gdzie przed chwilą siedziała druga kotka. Gdzie powinna siedzieć cały czas. Głupia Nocny Kwiat je rozdzieliła. Tak to wybaczyłyby sobie wcześniej. Każdy popełnia błędy, prawda? Na pewno nie wygoni Makowego Nowiu z klanu, kiedy zostanie liderką. Jej łapy były tak gorące, jakby stąpała po rozgrzanej drodze grzmotu. Makowy Nów była ładna, była śliczna. Drobna, delikatna… Dlaczego tak szybko odeszła? Teraz już paliło ją całe futro, a żołądek ścisnął się, kiedy patrzyła na kotkę, z którą przed chwilą rozmawiała. Może powinny rozmawiać częściej?

***

Mroczna Wizja wstała i wyszła z legowiska wojowników. Słońce powoli wstawało, w obozie budziły się pierwsze koty. Czarna kotka ogarnęła wzrokiem polanę otoczoną krzewami. To wszystko było jej. To były jej koty. Ufały jej, a ona ufała niektórym z nich. Nie była jej liderką, ale większość z nich i tak się jej słuchała, jako mistrzyni. Czuła, że już poukładała sobie życie po śmierci ojca. Polowania znów jej wychodziły, a przynajmniej te, które odbywały się przed świtem i po zachodzie słońca. Mistrzyni ułożyła już sobie plan treningów, patroli, w których zamierza uczestniczyć i wiele innych. Jej myśli już nie błądziły, a przynajmniej nie tak często jak kiedyś. Życie stawało się znowu… normalne. Dwunożni zabrali ze sobą wszystko, co należało do klanu wilka. Zabrali jej ojca i inne koty. Jednak ni odebrali jej woli walki. Wciąż była Mroczną Wizją. Pomści tatę, a Wieczorna Mara uczyni ją zastępczynią… może. Szczerze mówiąc, po śmierci ojca coraz bardziej ją to obchodziło. Poczuła, że obok niej siada jej była mentorka, Zaranna Zjawa, albo też Zjarana Dżdżownica.
– Co cię trapi, Mroczna Wizjo? – zapytała. Młodsza kotka zacisnęła powieki.
– Czy go zawiodłam? – zapytała cicho.
– Błękitną Gwiazdę? – domyśliła się wojowniczka. Mroczna Wizja pokiwała głową.
– Powinnam być teraz tam. – Kotka wskazała ogonem legowisko Wieczornej Mary, która właśnie stamtąd wychodziła. – On chciał, żebym tam była – dodała.
– Może zamiast skupiać się na tym, czego od ciebie oczekują, bądź taka, jaką jesteś – powiedziała, wbijając swoje przenikliwe oczy w byłą uczennicę. Mroczna Wizja opuściła łeb.
– Tęsknię za nim – wyznała.
– Ja też tęsknię za moją matką, ale wiem, że ją potem spotkam – odparła. Mroczna Wizja wzięła głęboki wdech.
– Pójdę zapolować – stwierdziła. – Może znajdę coś przed falą upałów – powiedziawszy to, wstała.
– Pójdę z tobą – zaproponowała Zaranna Zjawa. Mrok jednak pokręciła głową.
– Wolałabym pójść sama… Mam do przemyślenia kilka spraw – powiedziała. Starsza kotka pokiwała głową, a Mroczna Wizja wyszła z obozu. Tak naprawdę chciała tylko zobaczyć Makowy Nów… Nie rozumiała swojej fascynacji nią. Fakt, była ładna i utalentowana, ale co z tego? Zerknęła w niebo.
– Mroczna Gwiazdo, czego tak naprawdę chcę? – zapytała, patrząc w niebo.
– Chcesz, żeby twój ojciec był z ciebie zadowolony – dostała odpowiedź.
– Ale on nie żyje. Jak mogę sprawić, żeby zostać liderką?
Mroczna Gwiazda nie odpowiadał. Może sam nie wiedział?
– Zabij Wieczorną Gwiazdę – usłyszała i znieruchomiała. To był Mroczna Gwiazda? Czy to była jej żądza mordu? Nie odróżniała własnych myśli, od słów Mrocznej Gwiazdy. Rozejrzała się i upewniwszy się, że nikogo nie ma, zamknęła oczy. Spróbowała sobie wyobrazić byłego lidera Klanu Wilka. Wyobraziła sobie las i vana potężnej postury stojącego przed nią. Zaczerpnęła wszystkie informacje wpajane jej do głowy od najmłodszych księżyców. W jej głowie zarysował się obraz silnie umięśnionego, dużego, białego kota z czarnymi plamami na pysku i na ogonie.
– Mroczna Gwiazdo – wyszeptała. – Usłysz mnie. Zabierz moją duszę. Nie wiem co mam robić… Daj mi znać, pokieruj mną – powiedziała spokojnie i otworzyła oczy. Poczuła się jeszcze bardziej beznadziejnie niż wcześniej. Zrobi coś pożytecznego. Zapoluje dla klanu. Będzie pracowała trzy razy mocniej. Pokaże wszystkim, na co ją stać, a Makowy Nów wreszcie ją zauważy.

***

Przyniosła do obozu wiewiórkę nornicę i trzy małe myszy. Upolowała je sama. Przechodząc, kilka uczniów spojrzało na nią z podziwem. Myślą, że chcą być tacy jak ona. Nie chcą. Nie mają pojęcia, przez co koty takie jak ona muszą przechodzić. Rzuciła piszczki na stertę i z kamienną twarzą usiadła przy legowisku wojowników. Zaraz musiała zabrać kilku wojowników na trening, aby podszkolić ich beznadziejne umiejętności rzucania się na siebie. Gorzej niż z uczniami. Ci drudzy przynajmniej chcieli się czegoś nauczyć, a wojownicy uważali, że już są najlepsi i nie potrzebowali szkolenia. No, może nie wszyscy. Ale większość.

***

Wbił jej się kolec w łapę. Naprawdę?! Kolec? Nie potrafiła go wyjąć! Próbowała to zrobić przez dwa wschody słońca. Nie potrafiła sobie poradzić z taką prostą czynnością jak wyjęcie upierdliwego ciernia. Przy każdym kroku jej łapę przeszywał ból. Musiała coś z tym zrobić. Weszła do legowiska medyka, mając nadzieję, że nie będzie tam Makowego Nowiu. Lisie Łajno. Makowy Nów tam była. Robiła coś przy ziołach, prawdopodobnie Cisowe Tchnienie poprosiła ją o pomoc.
– Hej… – powiedziała. – Potrzebuję pomocy. – Odwróciła wzrok z zażenowania.
– Tak? – Makowy Nów zdawała się dopiero teraz zauważyć jej obecność.
– Wbił mi się w łapę i nie chcę się wyjąć – powiedziała, płonąc ze wstydu i pokazała kotce łapę. Makowy Nów nie była medyczką, ale może będzie potrafiła jej pomóc. Poczuła, jak kotka się nad nią nachyla.
– Widzę. Wbił się bardzo głęboko, nic dziwnego, że nie mogłaś go wyjąć używając samych zębów. Dlaczego nie przyszłaś wcześniej do Cisowego Tchnienia? – zapytała. Mroczna Wizja miała na to mnóstwo odpowiedzi. Bo się wstydziłam?! Bo moje poczucie wszystkiego mi na to nie pozwalało? Bo ból jest dla słabych? Nie odpowiedziała. Makowy Nów nachyliła się i wyjęła jej ciernia. Zabolało, ale po chwili było po wszystkim. Makowy Nów stała teraz bardzo blisko Mrocznej Wizji. Praktycznie się dotykały.
– Gdybyś przyszła wcześniej, oszczędziłabym ci wiele cierpienia. Co jak co, ale kolce potrafię wyjmować – powiedziała.
– Wiem, żebyś to zrobiła. Nie chciałam ci zawracać głowy – wyszeptała. Makowy Nów spojrzała się na nią. Jej oczy były piękne. Serce zaczęło jej mocno bić, a łapy się spociły. Może gdyby nakarmić ją kocimiętką, kotka pozwoliłaby się dotknąć? Mroczna Wizja odsunęła się. Poczuła wstyd się za swoje myśli. Zrób to. Nie, Mroczna Gwiazdo. Nie będzie robić nic wbrew Makowemu Nowiu. Nie może zdobyć jej siłą. Po prostu nie może.
– Coś się stało? – zapytała zdezorientowana kotka. Mroczna Wizja wzięła głęboki wdech. Musiała jej teraz to powiedzieć. Teraz albo nigdy.
– Kocham cię – wyszeptała i rozpłakała się.

<Makowy Nów?>

21 sierpnia 2024

Od Makowej Łapy (Makowego Nowiu) CD. Mrocznej Łapy (Mrocznej Wizji)

*Dawno, jak obie kotki były uczennicami*

Siedziała sobie spokojnie, grzebiąc coś w ziemi, gdy nagle podeszła do niej Mroczna Łapa. Nie rozmawiała z nią od dawna, ale nie przejmowała się tym za bardzo. W końcu nie miały aż tak dobrej relacji.
- Witaj Makowa Łapo – powiedziała cicho córka Błękitnej Gwiazdy, spokojnie, tradycyjnym dla siebie głosem. Makowa Łapa podniosła głowę. Mroczna Łapa patrzyła na nią poważnie, przenikliwie zielonymi oczami. Liliowa nie wiedziała, o co chodzi.
- Witaj – przywitała się i znowu wróciła do grzebania w ziemi – Coś się stało?
- Minęło sporo czasu, odkąd ostatnio rozmawiałyśmy – mruknęła cicho Mrok, nie patrząc na swoją rozmówczynię – Skoro zabrałaś mi wszystko, a ja ciężką pracą to odzyskałam, to może zaczęłybyśmy znowu ze sobą rozmawiać – powiedziała. Mak przekręciła lekko głowę. Nie rozumiała, o co do końca chodzi Mrocznej Łapie. – Zabrałam? – powtórzyła i spojrzała na Mrok – Chodzi ci o tę walkę? – zapytała Makowa Łapa, przypominając sobie tamten trening. To był tylko trening, więc raczej nie powinno jej to aż tak ruszyć. Mroczna Łapa uśmiechnęła się sztucznie.
- Nie, nie o walkę. O Nocny Kwiat. Teraz to i tak już nieważne. Jednak relacji nie powinno się zrywać z takiego powodu. Widzę, że mnie unikasz, a ja unikam ciebie. To bez sensu, zwłaszcza że mieszkamy w jednym miejscu. Klan musi być silny. Nie powinno być w nim jakichś nieporozumień – powiedziała stanowczo.
- Zgodzę się z tobą, klan musi być silny, ale nasza relacja chyba na to nie wpłynie. Ledwo cię znam, miałyśmy tylko jeden trening, tak to zazwyczaj nie rozmawiamy. Ale zdążyłam zauważyć, że coś jest nie tak. Ale jak coś się stanie, to chyba damy radę – mruknęła liliowa, odwracając wzrok – A co do Nocnego Kwiatu... To nie moja wina, że nie udało mi się jej powstrzymać. Starałam się. Ale wiem, że w Klanie Wilka starania nic nie dają – syknęła cicho – Jednak nie tylko ja się starałam, a nic z tego nie wyszło – zaznaczyła i na chwilę zamilkła – Ale jeśli chcesz, możemy zacząć wszystko od nowa, albo udawać, że się nie znamy. Zgadzam się, że relacji nie powinno się zrywać z takiego powodu, ale to już twoja decyzja. W końcu to ja ci wszystko "zabrałam", więc ty musisz zdecydować, jak zamierzasz mnie postrzegać. Jako koleżankę, czy nieznajomą – powiedziała Makowa Łapa i wbiła swoje oczy w młodszą kotkę, czekając na jej odpowiedź. Ta za to spojrzała na liliową, przez chwilę się nie odzywając.
- Spokojnie, Makowa Łapo. Wiem, że się starałaś. Byłam tam przecież – lekko drgnęła na słowa kotki, że starania nic nie dają – Jesteśmy najsilniejszym klanem. Potrzebny jest sukces, a nie starania, aczkolwiek są one doceniane. Oczywiście, że damy radę współpracować jeśli coś się stanie. Ale klan musi sobie ufać. Nie ma sensu się kłócić. – kotka położyła ogon na barku starszej kotki – Smuci mnie, że tego nie rozumiesz. Przemyśl to jeszcze. Nie chodzi mi tu o coś większego tylko o nieuciekanie przed sobą – westchnęła i po chwili odeszła, zostawiając Mak samą. Ta odprowadziła ją wzrokiem, nie odzywając się. Przecież ona nie ucieka przed sobą. Nie mogła być słaba i strachliwa, więc się zmieniła. Zrobiła to dla klanu, dla przodków. Przecież tak powinno być... Prawda? Spuściła głowę i przypomniała sobie Albę. Zacisnęła mocniej powieki i wzięła głębszy oddech.
 
***
 *Kilka dni przed zgromadzeniem*
 
Czasem rozmawiała z Mroczną Łapą, która tak samo jak ona została mianowana i nazwana Mroczną Wizją. Zazwyczaj jednak liliowa siedziała sama, coraz bardziej zdając sobie sprawę, że nie ma do kogo się odezwać. Po śmierci Bielicznego Pióra nie miała już nikogo takiego, z kim normalnie rozmawiała. Przy którym mogła trochę odpuścić. Westchnęła cicho. Sytuacja w klanie nie była najlepsza. Najpierw śmierć lidera, potem te koszmarne patrole, na których zmarły inne koty i ranna została jej uczennica, a na koniec udanie się do schronienia, danego przez Sroczą Gwiazdę. Dwunożni dalej przemieszczali się po ich terenach, niszcząc wszystko dookoła. Mak nigdy nie sądziła, że coś takiego się stanie. A jednak los lubił zaskakiwać. Westchnęła cicho i rozejrzała się. Nie była do tego wszystkiego przekonana, a w nowym miejscu czuła się dość... Dziwnie. Wtedy jej oczom ukazała się znajoma sylwetka Mrocznej Wizji, wyrywając ją tym samym z zamyślenia. Błękitna Gwiazda był ojcem Mrok. Makowy Nów domyślała się, co teraz może czuć młodsza kotka. Przecież sama pożegnała wszystkich swoich bliskich. A zaczęło się to już w żłobku. Po chwili namysłu postanowiła porozmawiać z młodszą kotką. Powoli podeszła do Mrocznej Wizji, zastanawiając się po drodze, co powiedzieć. Musiała sobie przygotować jakąś formułkę, coś, by przynajmniej zacząć rozmowę.
- Witaj Mroczna Wizjo – przywitała się na początku, dalej nie do końca pewnie.

<Mrok?>

29 lutego 2024

Od Mrocznej Łapy CD. Makowej Łapy (Makowego Nowiu)

Była przerażona. Dosłownie. Jak miała walczyć z Makową Łapą? Była o wiele lepsza od niej! Nie miała żadnych szans. Nie byłoby to takie złe, gdyby nie to, że nigdy wcześniej nie walczyła. Nigdy. Tylko się przyglądała. Na domiar złego obok był jej ojciec. Lider Klanu Wilka. Chciała zapaść się pod ziemię, ale niestety nie mogła. Zaranna Zjawa przywołała ją do siebie ruchem ogona.
- Nie licz na swoje umiejętności walki. Używaj sprytu. - powiedziała. Mroczna Łapa próbowała wyglądać na pewną siebie.
- Nie zaczęłaś mnie uczyć walki - twój błąd. Jednak nie bój się o mnie. Rodzice nauczyli mnie wielu rzeczy. Walczyć też. - powiedziała i z wysoko uniesioną głową podeszła do Makowej Łapy. Wewnątrz trzęsła się ze strachu, ale wybranka Mrocznej Gwiazdy nie może okazywać słabości. Zmrużyła oczy, gotowa do ataku. Błękitna Gwiazda dał sygnał do startu. Z żalem zobaczyła, że patrzył się tylko na nią. Nie na swoją uczennicę, ale na swoją córkę. Masakra. Będzie widział każdy jej błąd. Skoczyła na Makową Łapę, która z łatwością ją z siebie zepchnęła. Wylądowała ciężko na ziemi, ale po chwili wstała. Dostała łapą kilka razy po pysku. „Używaj sprytu”. Tak jakby to było takie łatwe. Nagle wpadła na pomysł. Makowa Łapa zbliżyła się, a Mroczna Łapa czekała na odpowiedni moment. Wtedy sypnęła dużą ilością piachu w ślepia Makowej Łapy. Bardzo dużą ilością piachu. I trafiła idealnie. Korzystając z okazji, rzuciła się na grzbiet przeciwniczki. Makowa Łapa była oślepiona. Zaczęła agresywnie gryźć. Makowa Łapa próbowała ją z siebie zrzucić, ale trzymałą się mocno. Błagam, niech przerwą tą walkę. Zaraz Makowa Łapa odzyska ostrość wzroku i wtedy wygra. Spojrzała niepewni na swoją mentorkę okazując trochę słabości. Potrzebowała jej wsparcia! Oczywiście pysk miała kamienny, bez emocji. Patrzyła się na walczące kotki. Oczywiście, że nie pomoże. Niech tylko poczeka, a wywalę ją z klanu razem z Makową Łapą! Wtedy zaczęła dostawać ciosy. Makowa Łapa walczyła z taktyką, walczyła dobrze. Jak wojowniczka. Mroczna Łapa zadawała ciosy raczej jak kocię. Walka zaczęła być bardziej wyrównana, gdyż Makowa Łapa wciąż miała zamknięte z bólu oczy. Niestety, Mroczna Łapa wciąż nie była wstanie być od niej lepsza. Po chwili przeciwniczka czarnej uczennicy przewróciła się o wystający korzeń, przez co Mroczna Łapa mogła przystąpić do ataku. Drapała z gniewem w oczach. Makowa Łapa z bólem mrugała, zaraz pewnie zacznie normalnie widzieć. Mroczna Łapa syknęła z bólu, kiedy dostała cios łapą w pysk, a następnie wgryzła się w bok Makowej Łapy. Następnie dostała salwę uderzeń. W bok, w brzuch, w grzbiet, w kark, w pysk, w łapę. Skołowana usiadła.
- Wystarczy. - powiedział Błękitna Gwiazda. Zlustrował obie kotki surowym spojrzeniem. Mroczna Łapa obolała, z trudem wstała i przestąpiła z łapy na łapę.
- Makowa Łapo, patrz pod łapy i nie bój się piachu ani korzeni. Mroczna Łapo… Zawiodłem się tobą. Myślałem, że będziesz polegała na umiejętnościach walki, a nie na sprycie. Oczywiście, twój pomysł był świetny, aczkolwiek powinnaś też używać manewrów. - skinął głową na pożegnanie do Zarannej Zjawy. I odszedł. Mroczna Łapa opuściła łeb i zamknęła oczy. Liczyła uderzenia serca, gdyż to był niezawodny sposób na to, żeby się nie rozpłakać. Raz… Dwa… Trzy… Po raz pierwszy tata powiedział, że jest nią zawiedziony! Pięćdziesiąt sześć… I to przy innych! Przy Zarannej Zjawie! Przy Makowej Łapie! Siedemdziesiąt dwa… Siedemdziesiąt trzy… Siedemdziesiąt cztery… A może osiemdziesiąt cztery? Straciła rachubę. Chciała być znowu kociakiem. Lisie łajno. Znowu miała oczy pełne łez. Sto dwa, sto trzy, sto cztery, sto pięć. Gdzieś około stu dwudziestu uniosła głowę.
- Jestem gotowa. - powiedziała słabym głosem do mentorki. Napuszyła się, aby wyglądać na większą i uniosła głowę, wyraz pyska miała jednak nienajlepszy. Wróciły prosto do obozu. Żadna z nich nie miała ochoty na dłuższą rozmowę.
*****
Unikała Makowej Łapy jeszcze bardziej niż dotychczas po incydencie z Nocnym Kwiatem. Głupia kotka nie przypilnowała drugiej głupiej kotki, kiedy Mroczna Łapa ją o to poprosiła. I komu się oberwało? Jej, oczywiście. Makowa Łapa kilka razy próbowała nawiązać z nią kontakt, jednak Mroczna Łapa w elegancki sposób zbywała ją. Teraz Makowa Łapa się na nią gapiła. Spojrzała w jej stronę i odwróciła wzrok. Odeszła kilka kroków. Była obrażona do kwadratu. Wiedziała, że nie może jej unikać wiecznie, ale obrazić się każdy może. Zwłaszcza, że Makowa Łapa zrobiła coś niewybaczalnego. Sprawiła, że Mroczna Łapa straciła miłość rodziców. Nie zamierzała jej tego wybaczyć szybko.
*****
Po zabiciu tego samotnika jej stosunki z rodzicami układały się coraz lepiej. Już nie patrzyli na nią takim wzrokiem, wybaczyli jej. A druga taka sytuacja się nie powtórzy. Mam nadzieję. Usłyszała w głowie głos Mrocznej Gwiazdy. Obiecuję! Odpowiedziała mu. Teraz już byłą pewna, że nie rozmawia sama ze sobą. Po tym, jak dzięki Mrocznej Gwieździe odpłaciła swoje winy rodzicom ostatecznie uwierzyła, że jest Mroczną Gwiazdą. Wszystko na to wskazywało. Rodzice jej wybaczyli, a więc ona musiała wybaczyć Makowej Łapie. Podeszła do tego zadania z niechęcią, bo trudno jest wybaczyć. Teraz było tak jak dawniej, ale w ogóle taka rzecz nie powinna nadejść. No cóż. Kiedy zostanie liderką muszą ją szanować. Więc teraz musi już zyskać poparcie klanu. Widząc Makową Łapę siedzącą samotnie i najwyraźniej rozmyślając zbliżyła się.
- Witaj Makowa Łapo. - powiedziała cicho, spokojnie, tradycyjnym dla siebie głosem. Makowa Łapa podniosła głowę. Mroczna Łapa patrzyła na nią poważnie, przenikliwie zielonymi oczami.
[849 słów]
[pojedynek uczniów]
[przyznano 22%]
<Makowa Łapo?>

26 stycznia 2024

Od Makowej Łapy do Mrocznej Łapy

Od rozmowy z Nocnym Kwiatem Makowa Łapa czuła się jakoś dziwnie, jakby coś było nie tak. Sama nie wiedziała dlaczego. Czyżby tak się przejęła planem czarnej kotki? A może tak działały na nią te wszystkie emocje, związane ze śmiercią bliskich jej osób? Nie miała pojęcia i nie przejęła się tym za bardzo. Wiedziała, że od teraz musi być twarda i nie dać się kontrolować przez jakieś tam emocje. W końcu była przyszłą członkinią kultu Mrocznej Puszczy, nie mogła sobie na to pozwolić. Musiała być twarda, nieustraszona, a nie tak jak wcześniej... Mała, strachliwa Maczek. To miała być przeszłość i do tego dążyła. Wreszcie będzie godna dołączenia do kultu.
- Makowa Łapo, idziemy na trening – usłyszała głos Błękitnej Gwiazdy. Szybko wyszła z legowiska i bez słowa udała się za mentorem w głąb lasu.
- Dziś będziesz ćwiczyć z innym uczniem – oznajmił po drodze błękitny – Poćwiczycie walkę. Jako wojownicy Klanu Wilka musicie umieć doskonale walczyć – wyjaśnił, a liliowa tylko pokiwała głową. Była pewna, że będzie ćwiczyć ze swoim rodzeństwem, może Hortensją, bo w końcu Naparstnica miała obowiązki medyka na głowie. Jednak gdy doszli na miejsce, kotka lekko się zdziwiła. Zamiast dymnej sierści swojej siostry, zobaczyła całą czarną sierść innego ucznia. Była to Mroczna Łapa. Młodsza uczennica siedziała obok swojej mentorki, cierpliwie czekając na przybycie reszty. Rzeczą, która najbardziej zaciekawiła Makową Łapę, był fakt, że jej mentor kazał jej walczyć ze swoją córką. Może mieli taką samą relację, jak Mak ze swoim ojcem? Kotka szczerze miała nadzieję, że nie, jednak niczego nie mogła być pewna. Stanęła naprzeciw Mrocznej Łapy i uważnie słuchała tego, co mówili ich mentorzy:
- Walczycie, dopóki nie przerwiemy – powiedział tylko Błękitna Gwiazda i ogonem dał znak, by rozpocząć walkę. Mak cała się spięła. Już nie była tą płaczliwą i strachliwą Maczek, teraz była twarda i miała zamiar pokazać to, najbardziej jak się da.

[301 słów + walka z innym uczniem]
<Mroczna Łapo?>
[Przyznano 11%]