– Za kilka wschodów słońca będzie z nimi dużo roboty – miauknęła cicho. – Pomyśl tylko, co będzie się działo w żłobku, gdy zaczną chodzić. Będą pakować się w kłopoty szybciej, niż zdążymy mrugnąć.
Makowy Nów spojrzała na kocięta z niepokojem. Czarna kotka dostrzegła w jej oczach lęk.
– Nie są takie słabe, jak się wydaje – odezwała się łagodnie Mroczna Wizja. – Medyczka powiedziała, że wszystkie są zdrowe i silne. Każde z nich.
Makowy Nów pokręciła powoli głową, a na jej pysku pojawił się blady uśmiech.
– Oczywiście, że są silne – odpowiedziała cicho. – Mają przecież wspaniałą matkę.
– Nawet dwie wspaniałe matki – uściśliła Mroczna Wizja, patrząc ciepło na partnerkę. – Wszystko będzie dobrze, Mak. Zobaczysz.
Na moment obie uwierzyły w te słowa.
Makowy Nów nie żyła.
To nie tak miało być. Miały razem się zestarzeć, przeżyć spokojne sezony, obserwować rozwijający się klan. Co prawda Mak była starsza, więc może… może jej czas rzeczywiście nadszedł? Ta myśl była jak cierń. Kłuła ją, a jednak nie mogła się jej pozbyć.
Ta śmierć nie zabolała Mrocznej Wizji tak, jak inne. A może właśnie dlatego bolała inaczej. Rodzeństwo i rodzice nie powinni byli zginąć. Nie w ten sposób. Nie tak nagle, tak brutalnie, bez pożegnania.
Zaranna Zjawa…
Czarna nie wiedziała, co stało się z kotką. Wiedziała jednak, że jej mentorka była siostrą Makowego Nowiu. To znaczy, że była w tym samym wieku. Że czas mógł upomnieć się również o nią.
A jeśli już to zrobił?
Mroczna Wizja zamknęła oczy, czując, że coraz trudniej jest jej oddychać. Jej klatka piersiowa nie chciała się podnosić. Zapragnęła, aby wkrótce duchy mrocznej puszczy przyszły też po nią. Żeby wreszcie mogła dołączyć do wszystkich, którzy ją opuścili.
Obietnica, którą kiedyś złożyła Mak, wciąż brzmiała jej w uszach. „Wszystko będzie dobrze, Mak.”
Tylko że teraz nie była już tego pewna.
Makowy Nów spojrzała na kocięta z niepokojem. Czarna kotka dostrzegła w jej oczach lęk.
– Nie są takie słabe, jak się wydaje – odezwała się łagodnie Mroczna Wizja. – Medyczka powiedziała, że wszystkie są zdrowe i silne. Każde z nich.
Makowy Nów pokręciła powoli głową, a na jej pysku pojawił się blady uśmiech.
– Oczywiście, że są silne – odpowiedziała cicho. – Mają przecież wspaniałą matkę.
– Nawet dwie wspaniałe matki – uściśliła Mroczna Wizja, patrząc ciepło na partnerkę. – Wszystko będzie dobrze, Mak. Zobaczysz.
Na moment obie uwierzyły w te słowa.
* * *
To nie tak miało być. Miały razem się zestarzeć, przeżyć spokojne sezony, obserwować rozwijający się klan. Co prawda Mak była starsza, więc może… może jej czas rzeczywiście nadszedł? Ta myśl była jak cierń. Kłuła ją, a jednak nie mogła się jej pozbyć.
Ta śmierć nie zabolała Mrocznej Wizji tak, jak inne. A może właśnie dlatego bolała inaczej. Rodzeństwo i rodzice nie powinni byli zginąć. Nie w ten sposób. Nie tak nagle, tak brutalnie, bez pożegnania.
Zaranna Zjawa…
Czarna nie wiedziała, co stało się z kotką. Wiedziała jednak, że jej mentorka była siostrą Makowego Nowiu. To znaczy, że była w tym samym wieku. Że czas mógł upomnieć się również o nią.
A jeśli już to zrobił?
Mroczna Wizja zamknęła oczy, czując, że coraz trudniej jest jej oddychać. Jej klatka piersiowa nie chciała się podnosić. Zapragnęła, aby wkrótce duchy mrocznej puszczy przyszły też po nią. Żeby wreszcie mogła dołączyć do wszystkich, którzy ją opuścili.
Obietnica, którą kiedyś złożyła Mak, wciąż brzmiała jej w uszach. „Wszystko będzie dobrze, Mak.”
Tylko że teraz nie była już tego pewna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz