Pora nagich drzew, po powrocie z poszukiwań
Zawodzące Echo, najwyraźniej zajęty innymi obowiązkami zastępcy, nie zdecydował się wezwać od razu do siebie Słonecznego Fragmentu w celu kontynuacji rozmowy z kuzynem. Zamiast tego pierwszym kotem, który zbliżył się do kremowego, gdy wkroczył do obozu, była Ognista Piękność. Pierwsza partnerka wuja, mimo swojego wieku, wciąż emanowała pewnością siebie i elegancją, jakby liczyła co najwyżej trzydzieści księżyców. Nawet pomimo tego, że w jej rudej sierści pojawiły się szarawe włoski, wciąż zadzierała nosa, łypiąc nieprzychylnym spojrzeniem na Sójkę oraz jej kocięta.
– Widzę, że nie znaleźliście ani jego partnerki, ani ich kociąt – miauknęła, wpatrując się w przewodnika, który ruchem głowy potwierdził to, co powiedziała. – Z przykrością muszę to powiedzieć, ale twój uczeń, jak i przyjaciel nie ma za grosz gustu. Mamy tyle urodziwych młodych kocic w klanie bez partnerów czy kociąt, z którymi mógłby się związać, a zamiast tego postanowił uganiać się za tą zapchloną samotniczką... I jeszcze w dodatku wciągnął cię w te całe poszukiwania. – Przez dłuższy czas wpatrywała się w Słoneczny Fragment, a właściwe jego kryzę, aż w końcu nachyliła się do kocura i przylizała kilka pasm sierści, na których zrobiły się sople. – A skoro mowa o urodziwych kocicach. Co sądzisz o Śnieżycowej Chmurze? – zagaiła, a jej pytanie sprawiło, że na jego dźwięk Słońce rozszerzył swoje źrenice.
– Wybacz, Ognista Piękności, ale jestem zmęczony... – westchnął, nie mogąc się doczekać, gdy będzie mógł położyć się w swoim legowisku. Nie chciał tracić czasu i resztek energii na rozmowę, która na dobrą sprawę nic by nie wniosła do jego życia.
Niebieskie oczy spoczęły na dymnym wojowniku, który skierował swoje kroki w kierunku Skruszonego Drzewa, najprawdopodobniej w celu poinformowania lidera o przebiegu poszukiwań Pacynki i młodych.
– Jesteś już w tym wieku, w którym powinieneś się ustatkować, Słoneczny Fragmencie – wtrąciła ruda kocica, ignorując to, co przed chwilą powiedział jej młodzik. – Z księżyca na księżyc jesteś starszy i nim się obejrzysz, będziesz w moim wieku. Partner, kochający partner, a przede wszystkim kocięta są potrzebne w życiu. Dzięki nim świat nabiera kolorów. – Podjęła, jednak widząc, że kocur nie skupiał na niej swojej uwagi, cicho chrząknęła. – Za niedługo zrezygnuję z pełnienia funkcji wojownika i zostanę starszą. A czas w starszyźnie w głównej mierze chciałabym poświęcić na rozpieszczaniu swoich wnucząt.
– W takim razie powinnaś o tym porozmawiać z Pożar... – mówiąc to, rozejrzał się dookoła, mając nadzieję, że uda mu się dostrzec kuzynkę, która mógłby podmienić za siebie w rozmowie z kocicą. To z nią powinna na ten temat rozmawiać, a nie z nim. – To ona byłaby w stanie dać ci to, czego pragniesz... Ja przecież nie jestem twoim synem, więc...
– Jesteś. Może nie urodziłam cię, ale poświęciłam wystarczająco czasu, zajmując się tobą po śmierci twojego ojca, a nawet wtedy, gdy jeszcze żył. Zajmowałam się tobą tak, jak zajmowałam się każdym z trójki moich kociąt. – Spojrzenie kocicy nieco się zmieniło. Niby wpatrywała się w Słoneczny Fragment, jednak wydawać by się mogło, że starała się w jego wyglądzie doszukać innego kota. Kota, który kroczył wśród Gwiezdnych. – Proszę cię, Słoneczny Fragmencie. Pożar jest już w tym wieku, w którym ciąża dla kotki mogłaby się skończyć wieloma komplikacjami, zarówno dla matki, jak i kociąt. W najgorszym wypadku śmiercią ich obu. Nie mogłabym tego zrobić swojej jedynej i ukochanej córce... Już raz ją straciłam. A myśl, że mogłabym kolejny raz... – Urwała. Przez chwilę milczała, jednak w końcu kontynuowała. – Śnieżycowa Chmura to dobra kotka. Uważam, że byłaby dobrą partnerką dla ciebie, jak i matką dla waszych kociąt. Rozważ moją sugestię, dobrze?
Słoneczny Fragment współczuł Ognistej Piękności. Być może w związku z tym zdecydowałby, aby faktycznie spełnić marzenie starszej o zostaniu babcią, jednak... na dobrą sprawę spełnił je już Porą Opadających Liści. O ile Pacynka go nie okłamała. Właściwe sama nie mogła mieć pewności, który z kocurów był ojcem kociąt, rozwijających się pod jej sercem. Dopiero po ich narodzinach, bazując na ich aparycji, można by przypisać Słońcu ojcostwo, jeśli którekolwiek z młodych byłoby w jakimś stopniu do niego podobne.
– Dobrze... – mruknął, zastanawiając się, czy związek z kotką z klanu byłby czymś dobrym. Może Ognista Piękność miała rację? Może dzięki obecności Śnieżycowej Chmury u jego boku, która, w przeciwieństwie do Wieleniego Szlaku czy Pacynki, nie miała raczej morderczych zapędów, mógłby w końcu być szczęśliwy i pojąć, jak wygląda zdrowe uczucie między dwójką kotów? Na dobrą sprawę mógł spróbować zbliżyć się do kocicy i spróbować ją po prostu poznać, aby się przekonać, czy starsza, ruda kocica miała nosa, gdy wytypowała ją jako dobrą partnerkę dla przewodnika.
Kocur przeprosił Ognistą Piękność, po czym wyminąwszy ją, zniknął w legowisku wojowników. Niemalże natychmiast zasnął, gdy tylko ułożył się na swym posłaniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz