Bawił się w żłobku z siostrami, on był wydrą, a Szafirek i Lawenda wojownikami z Klanu Nocy, którzy mieli go odpędzić.
— Odejść strasna wydro! Inaczej pozbędziemy się ciebie! — powiedziała donośnie Szafirek, jakby rzeczywiście chciała odgonić wydrę. Lecz jako wydra nie da się tak łatwo pokonać! Musiał być najlepszy, a pokonanie przez dwie kotki było obciachem.
— Nigdy! Zjem wasze kociaki i zniszczę wasz obóz. MUHAHAHHAH. — Wydry nie mówiły, ale gdyby umiały zabrać głos, to Szkwał byłby pewny, że tak by powiedziała ta wydra, przecież miał zawsze rację, więc jak miało być inaczej!
— Nie pozwolimy ci na to! My, Lawenda i Szafirka, dzielne wojowniczki z Klanu Nocy pokonamy cię! — Lawenda rzuciła się na brata, Szkwałek jednak łatwym drapieżnikiem do pokonania być nie zamierzał.
— Grrrrrr. — Udawał warczącą wydrę i zrzucił tylnymi łapami siostrę, to było dla niego zbyt łatwe, choć nie, poczuł, że coś skoczyło na nie.
— Zostaw moją siostrę, zakleszczała wydro! — Następna siostra go przygwoździła, jak nie jedna to druga, choć chciał stanąć, to mu się nie chciało i tak nie miał jak. Szafirek stała mu na plecach dosłownie, chyba musiał popracować nad tym, jak walczyć. Lawenda przypatrywała im się, po czym podeszła do niebieskiej szylkretki.
— Pokonaliśmy tę wydrę! Klan Nocy jest bezpieczny! — wiwatowała, Szafirek też zaczęła triumfować na jego plecach, co już kocurowi przeszkadzało powoli.
— Szafirek, zejdziesz ze mnie? Chcę stanąć na łapy, a nie ulatwiasz mi tego.... — Dość wrednie się do niej odezwał, Szafirek się po tym lekko zawstydziła i zeszła z niego. Niebieski puszek w końcu stanął, czując się bardziej swobodnie, już myślał, że Szafirek go spłaszczy na, tyle że będzie wyglądać jak płaska kałuża.
— Hej! To bylo wled..... A....AAAAAAA PSIK!!!! — Liliowa kotka chciała mu coś powiedzieć, ale tak kichnęła na niego, że go opluła, czy mogła się z tym powstrzymać? Teraz miał jej ślinę na swoim pięknym futrze, bał się jednak je wyczyścić, odrażało go to za bardzo.
—FUJJJJ! Oplułas mnie! — wykrzyknął z pogardą, że cały żłobek już wiedział, że Szkwał został opluty przez siostrę. No niestety Szkwał nie należał do kotów milczących, jak coś mu się działo, to nawet cały obóz musiał wiedzieć o tym, co się stało. Szybko cała trójka usłyszała, że ktoś do nich podchodzi, był to Złocisty Widlik, który był lekko zdziwiony i nie wiedział, co się stało.
— Co się dzieje dzieci? — spytał łagodnym ojcowskim głosem.
— Lawenda mnie oplula! Teraz mam ubrudzone futro — marudził przed nosem na siostrę, Lawenda nie miała jednak jak mu odpowiedzieć, bo co chwilę kichała. Nawet się zdarzyło, że raz smarknęła nosem, co piastuna przeraziło.
— Musicie iść do medyczki we dwoje, to może być coś poważnego. Szafirek, ty tu zostań, dopóki nie wrócę. — Piastun powiedział stanowczo, Szkwał już chciał coś powiedzieć, że oczywiście on nie chce, bo po co i na co, ale Widlik go chwycił i wyszedł z nim ze żłobka, a Lawenda szła za nimi, kichając.
***
Byli już u progu legowiska medyka, tylko dlaczego tam przy wejściu zawadzał wielki patyk, który wisiał? Gdy Szkwał dorośnie, usunie go własnołapnie, był on bezsensowny według niego, dobrze jednak, że jego ojciec się schylił, nie chciał w końcu walnąć głową o ten badyl. Złoty piastun, będąc już na miejscu, postawił swego adoptowanego syna, a Lawenda dogoniła ich. Złocisty Widlik podszedł do czarnej starszej kotki, która miała biel, czy to ona była tą słynną medyczką.
— Witaj księżniczko, przyszedłem tu z moimi kociakami, bo Lawenda strasznie kicha, a Szkwał mógł się od niej zarazić. — Starsza kotka skończyła słuchać, po czym, podeszła do kociaków przyglądając, się im. Szkwał czuł się zaszczycony, rodzina królewska była bardzo ważna w Klanie Nocy, więc każde jej spojrzenie na niego sprawiało, że czuł ukrytą dumę z siebie. Nawet wypiął swą klatkę piersiową, by pokazać, jaki jest wspaniały, starsza jednak nie wiedziała, o co mu chodzi, spojrzała jeszcze na Lawendę, która co chwilę kichała i pociągała nosem.
— Wygląda na to, że to tylko kocięcy katar, po daniu im lekarstwa jeszcze ich potrzymam chwilę w moim legowisku, gdyby to jednak było coś gorszego. Gdy stwierdzę, że wszystko z nimi dobrze, po wszystkim, to dam ci znać o tym. — Jak to możliwe, że ona tylko patrząc na nich, wiedziała od razu, co mają? Ci medycy może mają moce nadprzyrodzone? Było to ciekawe, choć on wolał innych okładać, niż trzymać w legowisku dużo trawy lub czegokolwiek co czuł wokół. Zwłaszcza że było tyle zapachów tego, że to przytłoczyło go.
— Dziękuję Różana Wonio, to ja już pójdę. Pa, dzieci — powiedział do ich dwójki, odchodząc z legowiska medyczek. Różana Woń podeszła do zielnika z ziołami, którymi tak pachniało to całe legowisko i wyciągnęła dwa rodzaje roślin, po czym je wymieszała. Podeszła pierwsza do jego siostry z tą całą magiczną mieszanką.
— Zjedz to, a katar ci minie. — Lawenda powąchała to, po czym posłusznie zjadła mieszankę ziół, następnie medyczka podeszła do Szkwała.
— Też to zjedź, żebyś też nie dostał kataru jak twoja siostra. — Szkwał popatrzył podejrzanie na mieszankę ziół, ale włożył ją do pyska, to było średnie w smaku. Nie chciał jednak wypaść gorzej od Lawendy, to jeszcze pogryzł te zioła, a potem przełknął z trudem. Po tym Różana Woń powiedziała im żeby usiedli na pustych legowiskach dla pacjentów, Lawenda od razu wtopiła się w legowisko z mchu, po jej oczach było widać zmęczenie kichaniem. Kocurek jednak się nudził, tak leżąc i nic nie robiąc, czy bycie chorym było takie nudne? Chciał biegać i się bawić, ale wszystko zostało zrujnowane przez to, że Lawenda kichnęła na niego.
***
Byli już tu tak długo, że Szkwał z nudów liczył mech na posłaniu, w którym spał. Lawenda zasnęła smacznie, bo było jej słabo, jakiś czarno–biały kocur z czerwonym liściem na głowie zmierzył jej temperaturę, gdy spała i ponoć była ciepła. Szkwał chciał to sprawdzić, ale dostał opiernicz od Różanej Woni, że nie powinien jej budzić. Meh, przecież by jej nie obudził, ale nie chciał się kłócić z księżniczką, była w końcu ważna w klanie, dodatkowo też była medykiem. Nie chcąc już liczyć mchu, zobaczył jakąś inną liliową koteczkę, która była skulona w kuleczkę, Szkwał odwrócił się, widząc, że Różana Woń zajmowała się innym pacjentem, była to czarna srebrna szylkretka pręgowana dziko z bielą, kotka, miała jedno oko brązowe, natomiast drugiego nie widział, bo drapała się po nim, Różana Woń wymieniła z nią kilka zdań, po czym znowu udała się do zielnika. Jak dobrze, że ten kot przyszedł, niebieski kociak szybko pognał do skulonej, jasno liliowej kotki. Widząc, że śpi, chyba, choć to było mało ważne, pacnął ją nieszkodliwie w plecy.
— Hej! Jak się nazywasz? Chcesz się pobawic lub zapoznac? — Ciekawiła ga tajemnicza koteczka skulona w kłębek, przy nieznajomych kociakach miał lekki niepokój, głównie to przez kociaki Niedźwiedziówki. Były od niego dużo starsze, dodatkowo dwa z nich miały dziwne spojrzenia, jakby im oczy miały wypaść z orbit. Lecz przy niej było inaczej, była chyba w jego wieku i wyglądała bardziej przyjaźnie niż reszta kociaków, którą znał, oczywiście nie licząc swego rodzeństwa. Chciał ją bliżej poznać, ciekawe tylko czy nieznana koteczka też będzie tak samo, jak on być ciekawa, tylko że jego osoby.
Wyleczeni – Lawenda, Czosnkowa Krewetka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz