Przeszłość
— Obawiam się, że z nią długo nie pożyje. Zamęczy mnie na śmierć swoją głośnością — powiedział dość markotnie. — Jeśli mógłbym, to z chęcią zamieniłbym swoją mentorkę. Nie pasuje do niej, a Królicza Gwiazda jest chyba ślepy i nie zna chyba swoich wojowników…
Wojownik lekko zakłopotany spojrzał na niego. Pewnie tamten zgodziłyby się z nim, jednak nie przystało to wojownikowi, by szkalować własnego przywódcę. Berberysowa Łapa był gotów na zbesztanie jego głupich tekstów, jednak tak się nie stało. Wojownik tylko cicho westchnął pod nosem.
— Może jak coś upolujemy, to szybciej wrócimy do obozu, co ty na to, Berberysowa Łapo? — Czarny jednak wolał zwyczajnie zmienić temat.
— Brzmi, jak dobry plan — przyznał starszemu.
Jego mięśnie się rozluźniły, co go zdziwiło. Nie spodziewał się, że podświadomie spiął się cały. Jednak czemu? Czy obawiał się reakcji wojownika? Na to wychodziło.
— W takim razie chodź za mną, znam dobre miejsce — posłał mu skromny uśmiech.
Poczciwy Szakłak ponownie puścił się biegiem w przeciwnym kierunku, w którym odbiegli Śnieżycowa Chmura wraz z Kołysankową Łapą. Mijali wielkie trawy i uważnie oglądali tereny w poszukiwaniu królików. Wiatr wiał z zawrotną prędkością i zarzucał siarczystym mrozem w ich pyski. Berberysowa Łapa przystanął w końcu, zastanawiając się, czy nie przerwać ich samodzielnej eskapady i wrócić do miejsca, gdzie ostatnio widzieli się z resztą patrolu, jednak ku jego zdziwieniu, Poczciwy Szakłak podniósł ogon, dając znak, że coś wyczuł. Zawęszył ostrożnie, chcąc również dowiedzieć się, co wyczuł kocur. Do jego nozdrzy uderzyła leciutka woń królika.
— Mamy szansę go upolować — zauważył Berberysowa Łapa, przekręcając łepek.
— Owszem, jednak, zamiast biec za zwierzyną, jak głupki, to możemy zrobić na niego zasadzkę. Będzie prościej.
Skinął starszemu wojownikowi głową.
— Patrz na to, co robię i okrążaj królika z drugiej strony. Przegonię go do ciebie, więc bądź gotów na wszystko.
Mówiąc to, zniknął między zaspami oraz wysokimi trawami, które jeszcze nie zdążyły zostać zasypane śniegiem. Berberysowa Łapa, zaczynając się skradać, poszedł w drugą stronę, uważnie obserwując czarne futro, które znikało i pojawiało się między bielą oraz zgniłą zielenią. W końcu dostrzegł królika, który ostrożnie wystawiał łepek z nory. Złapał powietrze i w milczeniu obserwował dalej, co postanowi starszy wojownik. Poczciwy Szakłak po chwili machnął ogonem i wyskoczył z ukrycia. Popędził na zwierzynę, która zauważając kocura zgłupiała i ratując swoje życie, czmychnęła prosto w łapy Berberysowej Łapy. Złapał królika i wbił swoje kły w jego szyję. Ciało królika drgnęło, a po krótkiej chwili zwiotczało, co ucieszyło Berberysową Łapę. W końcu upolował coś większego! Jego ojciec będzie z niego dumny!
— Dobra robota, Berberysowa Łapo! — pochwalił go Poczciwy Szakłak, podchodząc do niego.
Zamruczał zadowolony w podzięce. Szkoda, że Poczciwy Szakłak nie został jego mentorem. Dopiero poznawał głębiej wojownika, jednak już teraz widział, że dogadywał się z nim coraz lepiej.
***
Czuwanie nad Kołysankową Łapą
Zatrzymał się obok Poczciwego Szakłaka i pozwolił, by ich futra delikatnie się zetknęły. Nie wiedział, co mógłby powiedzieć, żeby ukoić ból wojownika po stracie swojego ucznia. Klan Gwiazdy bardzo wcześnie upomniał się o rudego ucznia, nie dając mu nawet możliwości, żeby ten został mianowany na wojownika.
“Głupie lisy i głupi Klan Gwiazdy…” — najchętniej powiedziałby to kocurowi, jednak odebrałoby to powagi uroczystości.
Burzaki zbierały się wokół ucznia oraz dwóch starszych, na których również przyszedł czas. Czuwanie przebiegło szybko, przynajmniej dla Berberysowej Łapy. Szmer modlitw oraz cichego szlochu najbliższych kotów zmarłych nie był miodem dla uszu ucznia.
Czmychnął do legowiska uczniów, rzucając współczujące spojrzenie w stronę rodziny Kołysankowej Łapy oraz Poczciwego Szakłaka.
***
Teraźniejszość
“Gdzie ta twoja garda?” — zaśmiał się w myślach z mentorki.
Kotka zrobiła mu długi wywód, dlaczego powinien trzymać gardę, gdyż walka w tunelach jest o wiele trudniejsza niż na powierzchni. W ciemności trudniej było dobrze zadawać ciosy oraz robić uniki.
Nagle poczuł na sobie ciężar i silne kopniaki w brzuch. Znów się zamyślił, a Śnieżycowa Chmura perfidnie to wykorzystała! Zaczął się szamotać, a każde uderzenie tylnymi łapami, które zadawała mu kocica, sprawiało, że tracił na chwilę dech. Zakołysał się i z całej swojej siły pochwycił Śnieżycową Chmurę i przerzucił ją nad sobą.
Syki i unosząca się sierść zwabiły do tunelu trzeciego kota, który z bojowym warknięciem rzucił się na niego. Berberysowa Łapa od razu poczuł wtapiające się w jego sierść pazury, przez co pisnął wystraszony.
— Poczciwy Szakłaku! To my! Śnieżycowa Chmura oraz Berberysowa Łapa! Uczyłam, go walki w tunelach — odezwała się równie przerażona mentorka.
To był Poczciwy Szakłak?
Nigdy nie widział kocura w bojowym nastawieniu, a teraz sam poczuł, jego ostre pazury we własnym futrze.
— Och… Nikt nie uprzedził mnie, że trenujecie walkę w tunelach… — Słychać było speszony głos wojownika. — Usłyszałem odgłosy walki, akurat, kiedy byłem na spacerze. Bardzo mnie wystraszyliście — odetchnął z ulgą.
— Uuuuu, czyli ocaliłbyś mnie w potrzebie, co? — zamruczała Śnieżycowa Chmura. Gdyby nie ciemność, kotka pewnie zatrzepotałaby zalotnie swoimi rzęsami.
Zapadła chwila niezręcznej ciszy, której każdy z nich obawiał się przerwać.
— Mógłbyś ze mnie zejść, Poczciwy Szakłaku? — odezwał się w końcu przyduszonym głosem.
— Ach! Tak! Jasne, przepraszam cię, Berberysowa Łapo!
Wojownik cofnął się i pomógł mu wstać.
— Czyli to jest koniec walki w tunelach na dzisiaj? — pytanie skierował do swojej mentorki, która przeciągle westchnęła.
— Chyba tak… Już jesteś pewnie rozkojarzony od treningu. Spróbujemy jutro. — Było słychać zrezygnowanie, które aż kipiało z wojowniczki.
Berberysowa Łapa nie musiał widzieć miny Poczciwego Szakłaka, żeby czuć od niego poczucie winy. Na szczęście go to nie dotyczyło. Miał na dzisiaj wolne! Mógł w spokoju wrócić na swoje wygodne posłanie i zdrzemnąć się podczas cichutkiego deszczyku.
Wyszli z tunelu i od razu uderzył w nich zimny wiatr. Koty nastroszyły sierść i ruszyły z powrotem do obozu.
***
Mina Berberysowej Łapy od razu zrzedła, a sierść na karku się podniosła. Czemu to zawsze w centrum uwagi jest reszta jego rodzeństwa, a nie on? Widział spojrzenia reszty patrolu, które wręcz z dumą spoglądały na Ciernistą Łapę.
Nie zastanawiając się zbytnio, szybkim krokiem opuścił obóz. Nie chciał patrzeć się na brata oraz jego patrol, który teraz był w centrum uwagi. Srebrny rudy van ruszył kłusem przez mokre trawy oraz roztopy. Zimne powietrze oraz zacinający deszcz padał mu prosto w pysk przez co, co chwilę musiał mrugać. Kiedy poczuł, że złość przemija, usiadł, wpatrując się w dal, gdzie mógł zobaczyć granicę z Klanem Wilka. Iglaki były małe, tak małe, że mógł je zgnieść łapą. Szkoda, że nie mógł tak zrobić naprawdę. Czy jeśli by zgniótł tak Ciernistą Łapę, to zniknęłyby jego problemy? Raczej nie.
Za jego plecami rozległ się szelest traw, a zaraz po tym wyszedł czarny wojownik, który już zdążył mu przeszkodzić podczas treningu w tunelach.
— Czy ty też zamierzasz zachwycać się wyczynem patrolu, na którym był Ciernista Łapa? — spytał starszego nieco za ostro, niż planował.
Przetarł łapą oczy, w których zbierały się łzy frustracji.
<Poczciwy Szakłaku?>
[1251 słów + walka w tunelach]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz