Pora Opadających Liści
Kto by się spodziewał, że kot, z którym uda jej się zaprzyjaźnić, będzie należał do sojuszniczej społeczności. Trzmiela Łapa stał się stałym kompanem Tawułowej Łapy, gdy ta zapuszczała się w okolice granic z Klanem Burzy. Wyglądało to tak, jakby kremowy uczeń wyczekiwał kolejnego spotkania z białofutrą kotką. Być może tak właśnie było. Być może Tawuła również wyczekiwała momentu, gdy będzie mogła ujrzeć pysk przyjaciela z sąsiedniego klanu.
Nie zdecydowali się przekraczać granic, nawet jeśli ich klany były do siebie nastawione przyjaźnie. Zarówno kocur, jak i "kotka" nie chcieli sprawiać drugiemu kotu problemu, wiedząc, że znalazłaby się koty, których ich zażyłość, a także zwykła rozmowa najzwyczajniej w świecie by przeszkadzała.
Tawuła opowiadała o swojej kolekcji kamyków lub o swoich przygodach, podczas polowania na kraby, a Trzmiela Łapa snuł opowieści zasłyszane od starszych kotów na temat Kamiennych Strażników.
– I nikt do tej pory nie wykopał skarbu? – spytała, nie spuszczając spojrzenia z chmur, które leniwie przemieszczały się po błękitnym niebie. Przekręciła się na brzuch, wlepiając spojrzenie zielonych, jak trwa, oczu w swojego towarzysza, znajdującego się po drugiej stronie granicy.
– Wielu próbowało, co widać, po dole w samym sercu Kamiennych Strażników, jednak nikomu się nie udało. Sądzę, że cały klan... nie, wszystkie cztery klany oraz Owocowy Las musiałby pomóc, abyśmy dokopali się do ukrytego skarbu – podjął kocur. – Jak myślisz, czym jest ten "skarb"?
– To może być wszystko. – Ponownie ułożyła się na plecach. Źdźbła pożółkłej trawy otulała ją z obu stron, a jedno z nich, ilekroć zawiał wiatr, łaskotał kotkę w nos. – Nie wiem jak ty, ale ja bym się uciszyła, gdyby tym skarbem był jakiś kolorowy i błyszczący kamyk.
– Kamyk?
– Mhm. Kamyk – zamruczała, przymykając oczy. – Na kolejnym zgromadzeniu dostaniesz ode mnie prezent. – oznajmiła, uśmiechając się od ucha do ucha.
Kamyk, który udało jej się znaleźć na plaży, na pewno spodoba się kremowemu kocurowi.
***
Pora Nagich Drzew
– Wyglądasz, jakbyś wstała lewą łapą... i to znowu Jeszcze kilka księżyców i również zostaniesz mianowana – zamruczał, siląc się na szept.
– Nie o to chodzi. Spójrz na Judaszowcową Gwiazdę. – Skinęła pyskiem w kierunku lidera, na którego licu gołym okiem dało się dostrzec siwe włoski. – Obawiam się, że to nie on, a Pikująca Jaskółka będzie mnie mianować na wojownika... Mam nadzieję, że nie zdecyduje się mnie ośmieszyć, gdy nada mi nowy człon imienia.
– Dlaczego miałaby cię chcieć ośmieszyć?
– Pikująca Jaskółka i moja mama, Jastrzębi Zew nie lubią się. Kiedyś konkurowały o pozycję zastępcy, jednak po walce z wojownikami klanu Wilka, Jastrząb została poważnie ranna, co uniemożliwiło jej pięcie się w klanowej hierarchii... Wydaje mi się, że Jaskółka również nie przepada za mną... – ściszyła głos w tym samym momencie, gdy inny wojownik łypnął nad nią spode łba i skarcił rozmawiające koty. – M-myślę, że nie nazwie mnie żadnym ładnym imieniem, tylko zdecyduje się uwypuklić wszystkie moje mankamenty...
Skrzydlata Pogoń odszukał w tłumie wspomnianą kremową kotkę, co było całkiem łatwe; znajdowała się niedaleko podwyższeniach, na którym znajdował się Judaszowcowa Gwiazda. Wyglądało to tak, jakby nie mogła się doczekać momentu, kiedy będzie mogła zająć miejsce starszego i to jej przyjdzie przemawiać do klifiaków.
Czy Pikująca Gwiazda będzie dobrym liderem?
Tawułowa Łapa śmiało mogła powiedzieć, że nie. A to głównie za sprawą matki, która odkąd Tawuła wzięła pierwszy haust powietrza, starała się zniechęcić kocicę do zastępczyni. No i rozmów przeprowadzonych z Pchełką.
Tawuła nie chciała myśleć o tym, co przyniesie przyszłość w Klanie Klifu, po tym, jak zabraknie czekoladowego kocura. Na pewno nie chciałaby, aby do władzy doszedł tyran; Klan Klifu miał już ich wystarczająco.
Tawułowa Łapa przeniosła spojrzenie na Pchełkowy Skok, która siedziała kilka lisich długości ogona od łaciatego kocura i białej kotki.
Fajnie by było, gdyby to Pchełka została zastępczynią Jaskółki..., a w przyszłości Pchełkową Gwiazdą przeszło przez myśl koteczce. Wiedziała jednak, że ta myśl była głupia i mało prawdopodobna, zważywszy na to, że szylkretka, tak jak i Tawuła była córką Jastrzębiego Zewu.
Chyba że udałoby się ponownie zwołać radę, najlepiej składająca się ze starszych członków klanu. Radę, która by decydowała o tym, kto powinien rządzić. A zamiast oficjalnego zastępcy, tę funkcję właśnie mogłaby pełnić rada, która swoją wiedzą oraz doświadczenie mogłaby wspierać lidera.
[715 słów]
[Przyznano 14%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz