— Przepiórko... Wyglądasz, jakby postrzelił cię piorun — powiedział mentor, kiedy szylkretka niemal nie wywróciła się im pod łapy. Szron musiała mu w tym przyznać rację. Cynamonowa była wciąż bardzo mokra, jej futro odstawało na wszystkie strony, a ten zezowaty, rozochocony wzrok wcale nie dodawał jej profesjonalizmu, którym, przynajmniej według niebieskiej, powinien cechować się pełnoprawny i dojrzały wojownik.
— Byłam na klifach! Znaczy, nie poszłam tam specjalnie, to by było niepoważne, ale była i nawet nie wiecie, jak ogromne są fale przez tę zawieruchę. Dotykałyby samego czubka, jakby je tutaj wpuścić — oznajmiła z błyszczącymi ślepiami.
— Mmm naprawdę? — zdziwił się kocur. Uczennica czasami zastanawiała się, czy inne koty są faktycznie tak wszystkim zainteresowane, co się im mówi, czy robią to wyłącznie z czystej grzeczności. Może i wielkie morskie bałwany zainteresowałyby również ją, ale denerwowała ją nieco narwana zielonooka, więc nie miała zamiaru pokazywać, że cokolwiek co mówi ją rusza.
— Tak, tak!
— Dobrze, że nie planowaliśmy na dzisiaj szukać krabów, prawda Oszroniona Łapo? — zwrócił się do milczącej, naburmuszonej terminatorki.
— Jak tak dalej pójdzie to nic, co zaplanowaliszmy nie dojdzie do szkutku... — burknęła, uderzając ogonem o kamienną posadzkę.
— Rozchmurz się. Czasami fajnie sobie spędzić dzień w obozie, odpocząć i pogawędzić z kotami, z którymi zazwyczaj nie ma się do tego okazji — miauknęła Przepiórka, usadawiając się obok dwójki. Pointka westchnęła, co na pewno nie uszło uwadze starszej kotce. Ta jednak zignorowała ten niegrzeczny gest.
— Oszroniona Łapa niespecjalnie przepada za takimi spokojnymi dniami — wtrącił się kremowy, posyłając podopiecznej znaczące spojrzenie.
— To też bardzo ważna cecha, wiesz? — Z niebieskiego pyska wyleciało jednak ciche prychnięcie. — Jako wojownik ma się dużo na głowie. Zajmujesz się wieloma rzeczami naraz, a więc kiedy jest na to czas, należy jak najlepiej wykorzystać moment relaksu. Warto też pielęgnować relacje z współklanowiczami. Może to powinien być temat waszego dzisiejszego treningu, co? — zaproponowała nagle, a Trójoki Zając widocznie się zainteresował. Szron miała wrażenie, że jej uszy zaraz położą się całkowicie płasko na głowie.
— Świetny pomysł. Co myślisz, Szron? — przyznał stryjek.
— Myszle, że to głupie i że to sztrata czaszu... Czemu nie możemy ćwiczyć walki? — wyjęczała.
— Już ci mówiłem, że w obozie jest za dużo kotów i będzie niewygodnie.
— Podczasz wojny też jeszt tłoczno — burknęła i odwróciła łeb.
— Podoba mi się ten pomysł Przepiórcza Wichuro, jesteś taka kreatywna! — zwrócił się jeszcze raz do towarzyszki, która posłała mu wdzięczny uśmiech. — Słuchasz mnie, Szronko?
— Mhm...
— Jaki przychodzi ci na myśl pierwszy kot z Klanu Klifu, z którym miałaś najmniej interakcji? Ktoś, o kim nigdy byś nawet nie pomyślała, że mogłabyś pogawędzić — zapytał, przekrzywiając łeb.
— Nie wiem... — prychnęła, turlając kamyk z jednej, do drugiej łapy. — Może Rozżarzona Pieszń... Ta ruda...
— O! Widziałam ją przy legowisku lidera! Rozmawiała chyba z Pikującą Jaskółką i Mroźnym Wiatrem. Myślę, że mieli iść na patrol łowiecki... — wtrąciła się znów szylkretka.
— Znakomicie! Idź jej poszukać — polecił mentor, a Oszroniona Łapa, chociaż faktycznie wstała na równe łapy, wciąż była skwaszona i niechętna. Otworzyła nawet pysk, aby coś powiedzieć, ale kocur podniósł łapę w geście, że nie ma zamiaru zmieniać zdania. Uderzyła ogonem ostatni raz o twardą ścianę i ciężkim krokiem ruszyła na poszukiwania byłej Wilczaczki.
Przedzierała się przez tłoczny obóz. Widziała uczniów, którzy wydawali się być znacznie bardziej zadowoleni z obecnego stanu pogodowego niż ona, co tylko napawało ją jeszcze większą złością. Większość z nich była starsza, a ich głowy wciąż pełne kocięcego puszku. Nie chciała spędzić całego dnia na pogaduszkach i ganianiu własnego ogona, jak wtedy, kiedy siedziała z bratem w kociarni. Nie chciała się obijać. Rozumiała, że wojownicy na pewno byli zmęczeni, że oni mieli faktyczne powody, aby cieszyć się tym niespodziewanym odpoczynkiem, ale uczniowie..? Czym niby oni są zmęczeni. Przez moment zastanawiała się, czy nie zaszyć się gdzieś w kącie, aby nie musieć prowadzić głupich rozmów z kotką, której nawet nie chce poznawać, ale kiedy odwróciła się na moment, zobaczyła, że jest obserwowana przez dwie pary zielonych ślepiów. W końcu ujrzała rudy kikut. Warknęła prędko pod nosem i skierowała swoje kroki w kierunku wojowniczki.
— Hej... — rzuciła, aby zwrócić na siebie jej uwagę. Żółte oczy powędrowały na jej pysk, nieco zdziwione. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, terminatorka kontynuowała: — Zoształam zmuszona do konswerszacji z tobą.
— Słucham..? — mruknęła Żar, zdecydowanie nie spodziewając się takich słów ze strony Szron.
— Dokładnie tak, jak powiedziałam. Nie wiem, o czym mam z tobą rozmawiać, nie mam na to ochoty, ale to polecenie mojego mentora. Nie będę mu się szprzeciwiać ani ignorować jego szłów — wyrecytowała, patrząc nieprzerwanie ognistą mordkę. W końcu dodała jeszcze, w razie, jakby jej rozmówczyni tego nie wiedziała. — Jesztem Oszroniona Łapa... A mój mentor to Trójoki Zając.
<Żarówa?>
[954 słowa]
[Przyznano 19%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz