Kontynuacja poprzedniego oneshot'a, pora nagich drzew
– C-chodzi o tę kotkę, o której przed chwilą rozmawiał z wami Burzowe Chmury – zaczął niepewnie, zastanawiając się, jak powinien to rozegrać. Jedno było pewne; miał zamiar poinformować ojca i syna na temat tożsamości Pacynki oraz jej powiązania z Wielenim Szlakiem. Miał zamiar opowiedzieć im o ich pierwszym spotkaniu i o tym, co na dobre ich połączyło – o kociętach.
– O... Pacynkę, tak? Chyba tak miała na imię – mruknął Zawodzące Echo, zerkając na swojego ojca, który nie był w żadnym stopniu zadowolony z wizyty kolejnego kota. Słoneczny Fragment przytaknął, nie decydując się wymówić w tym momencie imienia kocicy.
– Tak. – Położył po sobie uszy. – To właśnie ją spotkałem podczas patrolu, na którym byłem razem z Śnieżycową Chmurą i Ognistą Pięknością. Resztę przebiegu wydarzeń już znacie. – Strzepnął naderwanym uchem. – Śnieżycowa Chmura zgodnie z twoimi działaniami wobec samotników była sceptyczna do udzielenia jej azylu w naszym klanie, nawet pomimo tego, że poinformowała nas o swoim domniemanym stanie. Była święcie przekonana o tym, że bura samotniczka nas okłamuje, a ciąży używa tylko jako pretekstu, aby zostać przyjęta do klanu. Ja również. Nie wyglądała, aby faktycznie oczekiwała kociąt... przynajmniej na tamten moment. Wiem, że to medycy powinni ocenić czy mówi prawdę, czy kłamie, jednak wspólnie zdecydowaliśmy się nie zaprowadzić jej przed twoje oblicze, wuju... – zwrócił się do Króliczej Gwiazdy. – Jakby nie patrzeć, cała nasza trójka złamała podpunkt kodeksu wojownika mówiący o tym, żaden wojownik nie może opuścić kocięcia w bólu czy niebezpieczeństwie, nawet jeśli jest to kociak z innego klanu. Nawet jeśli to kocię czy kocięta nie narodziły się jeszcze... – westchnął, zastanawiając się, czy w związku z tym lider zdecyduje się ich ukarać, czy może pozostawi ukaranie ich Klanowi Gwiazdy. – Chociaż Śnieżycowa Chmura poinformowała Pacynkę na temat sytuacji w naszym klanie i zaproponowała udanie się do naszych sojuszników, Owocowego Lasu lub Klanu Klifu... M-możliwe, że to właśnie tam się udała, jednak również mogła oddalić się w całkowicie inne miejsce.
– Burzowe Chmury wspomniał, że wiedziałeś o ich relacji, jak i planie sprowadzenia Pacynki do Klanu Burzy – wtrącił Zawodzące Echo. – Dlaczego więc uznałeś, że was okłamuje na temat ciąży, skoro oboje planowali założenie rodziny? I dlaczego nie zdecydowałeś się poinformować nas wcześniej o potajemnych spotkaniach twojego ucznia?
– Widziałem. Nie raz sam byłem obecny podczas tych spotkań, jak i kilkukrotnie miałem okazję spotkać się sam na sam z Pacynką, by wiedzieć, że mogłaby chcieć nas okłamać. A co do mojego bycia biernym względem Burzowych Chmur... uznałem, że w tamtym momencie ta sytuacja nie wymaga informowania lidera czy zastępcy. Gdyby wszystko się dobrze potoczyło, najprawdopodobniej dołączyłaby do klanu, tak samo, jak uczyniła to Brzoza. Jednak zdążyłem ją na tyle poznać, aby widzieć, że Pacynka nie powinna zostać członkinią naszego klanu. Burzowe Chmury zna tylko jedną z jej twarzy, być może ja sam również jedynie kilka ich poznałem... Dlatego chciałem poprosić ciebie, Królicza Gwiazdo, o to, abyś udzielił tylko tym kociakom azylu w klanie, o ile uda nam się ich odnaleźć.
Jednak nie zdecydował się wyjawić powiązania Pacynki z Wielenim Szlakiem. Również nie zdecydował się poinformować kocurów na temat tego, że młode Pacynki wcale nie musiały być potomstwem Burzowych Chmur, a możliwe podobieństwo do przewodnika wcale nie było przypadkiem. Może, gdy zapewni bezpieczeństwo kociętom, wyjawi liderowi więcej szczegółów, dzięki którym kocur pojmie, dlaczego Pacynka nie powinna dołączyć do Klanu Burzy.
Królicza Gwiazda westchnął, zgadzając się na prośbę kremowego. Pyskiem dał znać, że może odejść. Nim przewodnik opuścił legowisko lidera, Zawodzące Echo pokonał dzielącą ich odległość, po czym cicho poinformował kuzyna o tym, że jeszcze wrócą do tej rozmowy na temat samotniczki.
Słoneczny Fragment doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
***
Kilka wschodów słońca spędził śpiąc pod gołym niebem. Razem z Burzowymi Chmurami opuścił tereny klanów, decydując się przeczesać tereny niczyje. Oba kocury udali się do nory, w której do niedawna pomieszkiwała bura kocica. Zamiast niej, natrafili na nowych mieszkańców, którzy mimo początkowych obaw kremowego, okazali się miłą, młodą rodzinką. Para niestety nie była w stanie udzielić informacji na temat wcześniejszej mieszkanki nory.
W końcu ponownie wrócili na tereny Klanu Burzy, jednak nie ma długo; większość dni spędzali w okolicach granic, zaczepiając koty z patrolu i próbując dowiedzieć się, czy do ich klanu nie dołączyła w ostatnim czasie ciężarna samotniczka.
– ...A jeśli nie dołączyła, to może chociaż widzieliście ją i wiecie, w którym kierunku odeszła...
Słoneczny Fragment był zmęczony wypytywaniem o Pacynkę, jednak lepsze było to niż pozwolenie Burzowym Chmurom wtargnąć do obozu poszczególnych klanów. Niebieski był zdeterminowany, aby odnaleźć swoją ukochaną i jego kocięta. Słoneczny Fragment czuł, jak żołądek wywraca mu fikołka ilekroć spoglądał na pysk wojownika. Próby odwiedzenia go od poszukiwań buraski, jak i również chęć wyjawienia mu, że na dobrą sprawę związał się z siostrą Wieleny, kończyły się fiaskiem. Nie dało mu się przemówić do rozsądku.
Kocur siedział niedaleko granicy z Klanem Klifu, oczekując powrotu Burzowych Chmur, któremu udało się zasięgnąć informacji od patrolu Klanu Nocy.
– I jak, masz coś? – spytał Burza, zbliżając się do kremowego.
– Kilka księżyców temu przez tereny Klanu Klifu przechodziła para burych kotów z zamiarem udania się do Betonowego Świata. Z opisu pasowały do wyglądu Pacynki, jednak płeć się nie zgadzała. – Pokręcił głową. – A ty?
– Wpadłem na dość dziwną nocniaczkę... Cudem udało mi się wyciągnąć od niej informację na temat tego, czy w ostatnim czasie na ich terenach pojawiła się bura samotniczka o białym pysku. Również ślepy trop, jednak przez chwilę wydawało mi się, że po opisie rozpoznała Pacynkę... Na kolejne pytania odpowiadała "nie wiem" i zamiast skupiać się na rozmowie, wpatrywała się w ziemię. Poczekajmy może na jakiegoś bardziej rozgarniętego kota, dobra?
***
Los Pacynki, jak i kociąt, pozostawał w dalszym ciągu nieznany. Burzowe Chmury, mimo szalejącej wichury, nie zdecydował się wejść do prowizorycznego legowiska. Siedział na granicy, wpatrując się w horyzont, z nadzieją na ponowne ujrzenie ukochanej. Wierzył w to, że kocica nie odeszła sama z siebie, nawet, jeśli patrol odmówił jej schronienia.
W tym samym czasie jego towarzysz spał w niewielkiej norze, która ledwo była w stanie pomieścić dwoje kocurów.
W śnie przed obliczem Słonecznego Fragmentu pojawił się rudy kot. Mimo ślepoty postaci, przewodnik był wręcz pewien, że mara przeszywa go spojrzeniem.
– Dałem ci szansę. Przygarnąłem cię, a ty wszystko zaprzepaściłeś. Zawiodłeś nie tylko mnie, ale również swoją matkę. Jej śmierć poszła na marne.
Bełkot ducha kalał uszy przewodnika. Przez sen docisnął łapy do uszu, chcąc zagłuszyć słowa Nagietkowego Wschodu, jednak bezskutecznie. Rudy kpił z kremusa, porównując go do swojego brata, jak i również raz za razem przywoływał imię Gai.
Sen, czy właściwie koszmar, mimo, że trwał w rzeczywistości dość krótko, dla przewodnika był niczym wieczność. W końcu Słońce poderwał się gwałtownie, wybudzając się ze snu. Rozejrzał się dookoła, chcąc się upewnić, że nocna mara na dobre odeszła.
Niechętnie wyszedł na zewnątrz z ciepłej nory. Jego ciałem przeszedł dreszcz, gdy płatki śniegu wraz z zimnym wiatrem otuliły go z obu stron. Wodził spojrzeniem dokoła, starając się odnaleźć niebieską sylwetkę.
Ostrożnie podszedł do Burzowych Chmur, którego grzbiet zdążyła przyprószyć konkretna warstwa śniegu. Mimo zimna kocur niewzruszony wpatrywał się w mrok. Kocury nie odzywały się do siebie przez długi czas, jednak w końcu Burza pękł. Gwałtownie otrzepał się ze śniegu, smagając powietrze raz za razem swym ogonem.
– Wracamy do obozu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz