dawno dawno temu
Bał się improwizować, w przeciwieństwie do Wróżki.
Wróżki, która nie tylko miała o wiele więcej odwagi niż on sam, ale również posiadała głos, który zdawać by się mogło, że był w stanie zakończyć najgorsze wojny. Być może było to uczucie podsycone przez jego adorację w jej stronę, jednak nie miało to w tej chwili znaczenia. Kocur, chociaż nie pierwszy raz jej słuchał, wcale nie znudził się jej melodią, a tylko zatapiał głębiej, zawsze czekając na więcej. Była uspokajająca, poruszająca i pozwalająca przemieścić się w śnie do jakiejś wspaniałej krainy. Nie umiał jednak tego opisać słowami, więc gdy ta skończyła, jedynie uśmiechnął się rozmarzony, czekając na werdykt Wędrującego Nieba.
– Pięknie melodie z twojego serca płyną. A im dłużej, tym bardziej wyraźnej nuty nabierają – pochwalił najpierw – Tylko uważać musisz, gdy schodzisz z wyższego tonu, by głos się nie łamał – Tak, będą nad tym pracować. Nad głosem Księżyca pewnie też by można było popracować gdyby nie to, że śpiewanie publiczne było niemal tak straszne jak wyrok śmierci, nawet, jeśli nie widział osób które go słuchają. I jeśli się zastanowić, to wciąż śpiewanie przed tłumem było lepsze, niż podczas lekcji, na której Wędrujące Niebo się wsłuchiwał i oceniał. Zdecydowanie nie było to dla niego, chociaż miał wrażenie, że zostawał trochę w tyle.
– Dobrze, następnym razem będzie lepiej – padło z pyska kotki, która jakby szykowała się już na wojnę ze swoim głosem, by go okiełznać do perfekcji. Lekcja została zakończona, jednak nikt za bardzo nie rwał się do wyjścia na zewnątrz. Dostali polecenie, by spytać się, czy ktoś nie potrzebuje pomocy przy typowych uczniowskich obowiązkach, jednak grota wciąż mocno trzymała trójkę uczniów w swoim brzuchu. Lubił ją. Była przestronna, a prócz tego cudownie bawiła się dźwiękiem, gdy nie było w środku zbyt głośno.
– Grota polubiła twój śpiew – odezwał się w końcu, ruszając lekko uszami – Czasami mam wrażenie, że jej ściany pochłaniają i odbijają melodię, jakby bawiła się kulką mchu.
– Rzeczywiście! Jakby chciała się przyłączyć... ale sama nie ma pyska, więc musi użyć czyjegoś głosu, żeby zaśpiewać.
– I wtedy brzmi, jakby śpiewało wiele głosów na raz – mruknął, zastanawiając się przez chwilę, wracając myślami do momentów, w których grota im odpowiadała.
– Oczywiście. Myślę, że to Klan Gwiazdy odpowiada swoim śpiewem na nasz. W końcu Grota Pamięci jest wysycona energią przodków. – Lotosowa Łapa podzielił się swoim spostrzeżeniem, które w oczach... (uszach?) Księżyca rzeczywiście miało sens. Może nie do końca w to wierzył, ale to też nie tak, że nie wierzył, a chciał, by było prawdą w jakimś stopniu. W końcu brzmiało tak ładnie i romantycznie, dotykając jego duszy w odpowiednich miejscach.
– Może my teraz im odpowiemy? Im więcej głosów użyjemy, tym więcej przodkowie będą mieć opcji, żeby nam odpowiedzieć. Myślę, że polubią takie zróżnicowanie, każdy lubi w końcu inne brzmienie prawda? – Księżyc kiwnął głową. Brzmiało to dobrze i przyjął myśl z ochotą. Wróżka miała takie dobre pomysły... jak przystało na gwiezdnego posłańca! – Dobrze, to może ja zacznę, a wy się spróbujcie przyłączyć? Wtedy zobaczymy do jakiej tonacji co pasuje!
,,Ale że teraz?"
Lotosowa Łapa nie pałał zapałem, ale Księżyc nie mógł zobaczyć wyrazu jego pyska, więc nie bardzo wiedział czy mógł się na nim oprzeć. Co innego z emocjami malującymi się na jego własnym pysku, które były czymś pomiędzy strachem, stresem i kamienną, ofensywną niechęcią. I wtedy zaczęła. Odchrząknęła ,,I raz, i dwa.. i..."
Po grocie rozszedł się melodyjny głos, który przez moment próbował dopasować jedną, konkretną nutę, do której mogła się przyłączyć dwójka kocurów. Lotosowa Łapa dołączył zaraz później, a Księżyc poczuł szturchnięcie w bok, gdy dostał małego kuksańca na "zachętę" czy też czymś w rodzaju przekazania "rusz dupę".
,,Nie chcę" Przeszło mu przez myśl, jednak po przełknięciu wstydu i wymruczeniu czegoś z gardła, wydał z siebie najbardziej nudne i kartonowe: aaaaaaaaaaaa na jakie było go stać. Zaraz został upomniany.
Próba synchronizacji trwała chwilę, po której Wróżka postanowiła nieco poprowadzić pozostałą dwójkę, zmieniając nieco nuty i srebrny musiał przyznać, że nie brzmiało to źle i było całkiem zabawne, gdy nie śpiewał sam. Mógł się nawet wczuć! Melodia powoli płynęła po zakamarkach groty, czasem się odbijając i dodając głębi, jednak mimo czystości w utworze, jakiejś źródlanej mocy, brakowało mu czegoś. Może cięższych tonacji? Głębszych? Ich trójka miała bardziej czyste, dźwięczne brzmienie, jednak chętnie posłuchałby czegoś... hm, co poruszyłoby ziemią.
– Ah, tak, to to! – Wełnista Łapa zdawała się być pochłonięta nowym zajęciem, natomiast Księżyc zaczął myśleć nieco dalej. Nie wszyscy nadawali się do śpiewania, jednak może ktoś miał jakiś ukryty talent którego jeszcze nie odkrył i należało go poszukać? Tylko głupio by było tak podchodzić... losowo...
– Brakuje czegoś głębszego – wyrzucił z siebie.
– Głębszego? – Lotosowa Łapa brzmiał jakby był nieco zaintrygowany, wiedząc mniej więcej o co mogło chodzić.
– Coś takiego co by... nadało stabilności? – próbował wytłumaczyć, machając łapami – Bo za bardzo odlatujemy. Nie, żeby było źle, ale czegoś mi brakuje i to chyba takiego kontrastu... wiecie...
– Może Kukułcze Skrzydło by się nadawał? Jego głos chyba brzmi dobrze.
– Jesteś pewna, że da radę wydobyć z siebie coś więcej niż starczy gwizd z gardła? – starszy może był potężny i dawał aurę samca alfa, jednak lata świetności miał dawno za sobą. Jeśli poprosić go o dołączenie do prób, to pewnie tylko pogorszyliby jego stan. Tylko kto w takim wypadku został? Na pewno spytają Kołysanka, jednak kocurek również ma bardziej delikatny głos, a Śniak pewnie brzmi jak zdarta płyta. Księżyc co prawda tego nie wiedział, ale tak zgadywał. W dodatku pewnie zasnąłby podczas próby.
– Jestem pewna, że jeśli kogoś popytamy to znajdziemy kogoś odpowiedniego. A jeśli nie, można zawsze poćwiczyć – pozytywna energia Wełnistej Łapy wypełniła przestrzeń, chociaż bengal nie był aż taki szczęśliwy. Mieli za mało możliwości.
– Fajnie by było użyć też kotów z innych klanów... I wtedy podczas jakichś ceremonii wiele głosów rozbrzmiałoby w grocie...
– Księżycu.... to jest genialne! – poczuł, jak jego policzki zostały chwycone z dwóch stron przez dobrze-wiedział-kogo łapy. Był do tego przyzwyczajony, więc teraz czuł się jak chiński pierożek z farszem gotowy do zalepienia. – Jeśli tylko nad tym popracujemy, być może z pomocą Wędrującego Nieba i Obserwującej Salamandry będziemy mogli wprowadzić wspaniałą tradycję do klanu! Być może z ogrodem nie wypaliło, jednak tym razem damy radę, zobaczysz.
Wróżki, która nie tylko miała o wiele więcej odwagi niż on sam, ale również posiadała głos, który zdawać by się mogło, że był w stanie zakończyć najgorsze wojny. Być może było to uczucie podsycone przez jego adorację w jej stronę, jednak nie miało to w tej chwili znaczenia. Kocur, chociaż nie pierwszy raz jej słuchał, wcale nie znudził się jej melodią, a tylko zatapiał głębiej, zawsze czekając na więcej. Była uspokajająca, poruszająca i pozwalająca przemieścić się w śnie do jakiejś wspaniałej krainy. Nie umiał jednak tego opisać słowami, więc gdy ta skończyła, jedynie uśmiechnął się rozmarzony, czekając na werdykt Wędrującego Nieba.
– Pięknie melodie z twojego serca płyną. A im dłużej, tym bardziej wyraźnej nuty nabierają – pochwalił najpierw – Tylko uważać musisz, gdy schodzisz z wyższego tonu, by głos się nie łamał – Tak, będą nad tym pracować. Nad głosem Księżyca pewnie też by można było popracować gdyby nie to, że śpiewanie publiczne było niemal tak straszne jak wyrok śmierci, nawet, jeśli nie widział osób które go słuchają. I jeśli się zastanowić, to wciąż śpiewanie przed tłumem było lepsze, niż podczas lekcji, na której Wędrujące Niebo się wsłuchiwał i oceniał. Zdecydowanie nie było to dla niego, chociaż miał wrażenie, że zostawał trochę w tyle.
– Dobrze, następnym razem będzie lepiej – padło z pyska kotki, która jakby szykowała się już na wojnę ze swoim głosem, by go okiełznać do perfekcji. Lekcja została zakończona, jednak nikt za bardzo nie rwał się do wyjścia na zewnątrz. Dostali polecenie, by spytać się, czy ktoś nie potrzebuje pomocy przy typowych uczniowskich obowiązkach, jednak grota wciąż mocno trzymała trójkę uczniów w swoim brzuchu. Lubił ją. Była przestronna, a prócz tego cudownie bawiła się dźwiękiem, gdy nie było w środku zbyt głośno.
– Grota polubiła twój śpiew – odezwał się w końcu, ruszając lekko uszami – Czasami mam wrażenie, że jej ściany pochłaniają i odbijają melodię, jakby bawiła się kulką mchu.
– Rzeczywiście! Jakby chciała się przyłączyć... ale sama nie ma pyska, więc musi użyć czyjegoś głosu, żeby zaśpiewać.
– I wtedy brzmi, jakby śpiewało wiele głosów na raz – mruknął, zastanawiając się przez chwilę, wracając myślami do momentów, w których grota im odpowiadała.
– Oczywiście. Myślę, że to Klan Gwiazdy odpowiada swoim śpiewem na nasz. W końcu Grota Pamięci jest wysycona energią przodków. – Lotosowa Łapa podzielił się swoim spostrzeżeniem, które w oczach... (uszach?) Księżyca rzeczywiście miało sens. Może nie do końca w to wierzył, ale to też nie tak, że nie wierzył, a chciał, by było prawdą w jakimś stopniu. W końcu brzmiało tak ładnie i romantycznie, dotykając jego duszy w odpowiednich miejscach.
– Może my teraz im odpowiemy? Im więcej głosów użyjemy, tym więcej przodkowie będą mieć opcji, żeby nam odpowiedzieć. Myślę, że polubią takie zróżnicowanie, każdy lubi w końcu inne brzmienie prawda? – Księżyc kiwnął głową. Brzmiało to dobrze i przyjął myśl z ochotą. Wróżka miała takie dobre pomysły... jak przystało na gwiezdnego posłańca! – Dobrze, to może ja zacznę, a wy się spróbujcie przyłączyć? Wtedy zobaczymy do jakiej tonacji co pasuje!
,,Ale że teraz?"
Lotosowa Łapa nie pałał zapałem, ale Księżyc nie mógł zobaczyć wyrazu jego pyska, więc nie bardzo wiedział czy mógł się na nim oprzeć. Co innego z emocjami malującymi się na jego własnym pysku, które były czymś pomiędzy strachem, stresem i kamienną, ofensywną niechęcią. I wtedy zaczęła. Odchrząknęła ,,I raz, i dwa.. i..."
Po grocie rozszedł się melodyjny głos, który przez moment próbował dopasować jedną, konkretną nutę, do której mogła się przyłączyć dwójka kocurów. Lotosowa Łapa dołączył zaraz później, a Księżyc poczuł szturchnięcie w bok, gdy dostał małego kuksańca na "zachętę" czy też czymś w rodzaju przekazania "rusz dupę".
,,Nie chcę" Przeszło mu przez myśl, jednak po przełknięciu wstydu i wymruczeniu czegoś z gardła, wydał z siebie najbardziej nudne i kartonowe: aaaaaaaaaaaa na jakie było go stać. Zaraz został upomniany.
Próba synchronizacji trwała chwilę, po której Wróżka postanowiła nieco poprowadzić pozostałą dwójkę, zmieniając nieco nuty i srebrny musiał przyznać, że nie brzmiało to źle i było całkiem zabawne, gdy nie śpiewał sam. Mógł się nawet wczuć! Melodia powoli płynęła po zakamarkach groty, czasem się odbijając i dodając głębi, jednak mimo czystości w utworze, jakiejś źródlanej mocy, brakowało mu czegoś. Może cięższych tonacji? Głębszych? Ich trójka miała bardziej czyste, dźwięczne brzmienie, jednak chętnie posłuchałby czegoś... hm, co poruszyłoby ziemią.
– Ah, tak, to to! – Wełnista Łapa zdawała się być pochłonięta nowym zajęciem, natomiast Księżyc zaczął myśleć nieco dalej. Nie wszyscy nadawali się do śpiewania, jednak może ktoś miał jakiś ukryty talent którego jeszcze nie odkrył i należało go poszukać? Tylko głupio by było tak podchodzić... losowo...
– Brakuje czegoś głębszego – wyrzucił z siebie.
– Głębszego? – Lotosowa Łapa brzmiał jakby był nieco zaintrygowany, wiedząc mniej więcej o co mogło chodzić.
– Coś takiego co by... nadało stabilności? – próbował wytłumaczyć, machając łapami – Bo za bardzo odlatujemy. Nie, żeby było źle, ale czegoś mi brakuje i to chyba takiego kontrastu... wiecie...
– Może Kukułcze Skrzydło by się nadawał? Jego głos chyba brzmi dobrze.
– Jesteś pewna, że da radę wydobyć z siebie coś więcej niż starczy gwizd z gardła? – starszy może był potężny i dawał aurę samca alfa, jednak lata świetności miał dawno za sobą. Jeśli poprosić go o dołączenie do prób, to pewnie tylko pogorszyliby jego stan. Tylko kto w takim wypadku został? Na pewno spytają Kołysanka, jednak kocurek również ma bardziej delikatny głos, a Śniak pewnie brzmi jak zdarta płyta. Księżyc co prawda tego nie wiedział, ale tak zgadywał. W dodatku pewnie zasnąłby podczas próby.
– Jestem pewna, że jeśli kogoś popytamy to znajdziemy kogoś odpowiedniego. A jeśli nie, można zawsze poćwiczyć – pozytywna energia Wełnistej Łapy wypełniła przestrzeń, chociaż bengal nie był aż taki szczęśliwy. Mieli za mało możliwości.
– Fajnie by było użyć też kotów z innych klanów... I wtedy podczas jakichś ceremonii wiele głosów rozbrzmiałoby w grocie...
– Księżycu.... to jest genialne! – poczuł, jak jego policzki zostały chwycone z dwóch stron przez dobrze-wiedział-kogo łapy. Był do tego przyzwyczajony, więc teraz czuł się jak chiński pierożek z farszem gotowy do zalepienia. – Jeśli tylko nad tym popracujemy, być może z pomocą Wędrującego Nieba i Obserwującej Salamandry będziemy mogli wprowadzić wspaniałą tradycję do klanu! Być może z ogrodem nie wypaliło, jednak tym razem damy radę, zobaczysz.
┈◦☽⭒┈𝄪⚪𝄪┈⭒☾◦----
Nie wypaliło.
Rozkwitająca Szanta odeszła, zostawiając po sobie pustkę. Wełnista Łapa czasem przychodziła, na początku dając mu nieco miejsca, później przychodząc coraz częściej, martwiąc się, przynosząc jedzenie, dzieląc się informacjami. Dowiedział się dzięki temu, że zmieniła swoją rolę na ucznia medyka! Tak, to była rola dla niej, dla gwiezdnego posłańca nic lepszego na chwilę obecną nie było i w normalnej sytuacji byłby szczęśliwy.
Czasem mu śpiewała, czasem po prostu milczała, czasem opowiadała, jednak jej słowa do niego nie docierały. Przestała też mówić podniosłe rzeczy pokroju ,,Rozkwitająca Szanta wciąż z nami jest" gdy na nią nawarczał, odzywając się pierwszy raz od śmierci matki.
Czasem mu śpiewała, czasem po prostu milczała, czasem opowiadała, jednak jej słowa do niego nie docierały. Przestała też mówić podniosłe rzeczy pokroju ,,Rozkwitająca Szanta wciąż z nami jest" gdy na nią nawarczał, odzywając się pierwszy raz od śmierci matki.
┈◦☽⭒┈𝄪⚪𝄪┈⭒☾◦----
jakoś zaraz przed śmiercią Kołysanka
Stanął przed Wróżką marnie wyglądając, ze skołowanym i zawstydzonym wyrazem pyska, nerwowo przygryzając wnętrze policzka. Było to popołudnie po rozmowie we śnie z Rozkwitającą Szantą a albinoska była pierwszym kotem, którego postanowił odszukać, chociaż to nie jej najbardziej należały się chyba przeprosiny, a Białemu Strumieniowi, jednak do niego... do niego nie chciał jeszcze iść.
– Hej... – wydobył z siebie, zastanawiając się, czy bardzo głupio wyglądał gdy po takim czasie bycia dla wszystkich zmartwieniem, teraz wychodzi żeby się jak gdyby nigdy nic przywitać. Szczególnie patrząc na to, że była to Wróżka. Wróżka, która przecież była dla niego jednym z najważniejszych kotów i której za nic nie chciał stracić, a którą odpychał przez cały ten czas, jakby była utrapieniem.
Wełnista Mszyca odłożyła na trawę zioła, które właśnie trzymała w pysku. Nie zdecydowała się odezwać do kocura, zamiast tego nachyliła się do niego i zetknęła się z nim lekko czołem w geście powitania.
– Stęskniłam się za tobą, Księżycowa Łapo – miauknęła, posyłając kocurowi delikatny uśmiech. Skoro niebieski potrzebował samotności, zdecydowała się dać mu przestrzeń. – Cieszę się, że do mnie przyszedłeś. Jak się miewasz? Wszystko w porządku? – spytała, nawet jeśli wiedziała, że kocura coś trapiło. Jego mimika to zdradzała.
– Ja... ten, no. Chciałem przeprosić... – wymamrotał, chociaż nie był pewien, czy ,,przeprosiny" to rzeczywiście było to, po co do niej przyszedł. Dać znać, że stara się wrócić do normalnego życia? Prosić o dalszą pomoc pomimo odtrącenia wszystkich dookoła? – No i... doceniam twoje starania... przez ten czas. – ugniatał nerwowo przestrzeń pod łapami. Nie potrafił nawet wytworzyć jednej, prostej myśli, odczuwając panikę, przez którą chętnie uderzyłby głową o ścianę groty.
Kotka cofnęła się nieco, dając więcej przestrzeni kocurowi.
– Przeprosiny przyjęte – miauknęła. – Jak się teraz czujesz? Cieszę się, że zdecydowałeś się do mnie przyjść, ale widzę, że nadal cię coś trapi... Jeśli chciałbyś porozmawiać o Rozkwitającej Szancie lub o tym co czujesz, jak się czujesz z tą sytuacją w związku z jej odejściem, to jestem tutaj i cię wysłucham – zaproponowała rozmowę, sądząc, że zmartwienie widoczne na jego licu dotyczyło wydarzeń z przeszłości. Delikatnie dotknęła łapy kocura, który drgnął nieznacznie przez nagły dotyk, w geście zachęcenia, aby nie dusił swych odczuć. Rozumiała go zbyt dobrze, w końcu sama straciła matkę w młodym wieku.
– Nie trzeba – mówił prawdę. Na razie nie czuł takiej potrzeby a wywlekanie swoich wątów na Klan Gwiazdy zaraz po wyjściu z legowiska, szczególnie patrząc na to, że Wróżka była teraz medykiem nie było odpowiednie w jego mniemaniu. Może później... kiedyś. – Ale dzięki. Chociaż nie wiem, czy Wędrujące Niebo mnie nie wyrzuci ze stanowiska... opuściłem trochę... zajęć – przyznał pół żartem, chociaż w sumie to się nieco martwił. Opuścił wiele lekcji i został w tyle, chociaż społeczeństwo wymagało od niego, by był już dorosły. Wcale się tak nie czuł. I wcale nie interesowało go to, co się dzieje wśród innych kotów.
<Wełenko?>
[1572 słowa]
[Przyznano 31%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz