Jego interakcje z młodszymi kotami ostatnimi czasy zdawały się nie istnieć i niezbyt mu to przeszkadzało. Chciał mieć znajomych i przyjaciół oczywiście, wbrew pozorom był społecznym stworzeniem (tylko wtedy kiedy jego energia społeczna była pełna, znał koty z którymi rozmawiał i je lubił, lub od razu nawiązywał dobry kontakt i wspólną nić porozumienia) i często rozmarzał o posiadaniu całej grupki przyjaciół którzy byliby do niego podobni, jednak Klan Burzy pod tym względem niezbyt spełniał jego idealistyczne oczekiwania. Była co prawda Wróżka, która była najbliżej jego komfort strefy, jednak ona była jego... hm, bardziej obiektem zauroczenia niż takim czysto platonicznym przyjacielem. Była Dryfujący Fluoryt i Ruda Lisówka, ale oni byli dużo starsi, był Barszczowa Łodyga którego traktował bardziej jak wujka i uch... kto jeszcze? Znajomy z granicy z Owocowego Lasu? Nie widział się z nim już od dłuższego czasu, a z miotem Jagodowego Marzenia nie miał kontaktu, podobnie jak z całą resztą podobnych mu wiekiem. Jeszcze po odejściu Kołysanka czegoś bardzo mu brakowało i nie mógł za nic nazwać tej brakującej cząstki.
I wtedy... BĘC!
Odskoczył zaskoczony, nie spodziewając się zderzenia. Co to, kamień? Korzeń? Nie powinno tu być tego czegoś, to coś nowego! Ktoś tu coś przytachał? Ale nie, chwila... to coś było zbyt miękkie na ścianę i zdecydowanie pachniało kotem... a dokładniej pewną kotką z legowiska uczniów. Musiała się nie ruszać, skoro jej nie usłyszał... przypał.
- Ej! Nie widzisz jak...!? - przerwała. - Aha.
Mina Księżyca mówiła sama za siebie, chociaż nic nie powiedział. Jedynie ściął wargi na wzór wymuszonego uśmiechu i czekał aż kotka sobie pójdzie, albo... nie wiedział, cokolwiek.
- Wybacz - mruknął, oczekując jakiegoś komentarza zwrotnego, jednak zamiast tego kotka wskazała łapą na jakiś przedmiot (a przynajmniej tak zgadywał) po czym odezwała się raz jeszcze.
- Co to? Czyje to?
- ... Nie mam... pojęcia, o czym mówisz...
- To - zostało mu coś przyłożone z rozmachem do piersi - Czyje?
Z lekkim zaskoczeniem malującym się na pysku bo tym nagłym ataku, przyłożył łapę do piersi, nie pozwalając przedmiotowi spaść na ziemię i szybko zauważył, że kotka mówiła o piórze. Długim, nieco poszarpanym już i starym, najpewniej wyrwanym ze skrzydła, lub po prostu zebranym z ziemi.
- Bażant - mruknął krótko, czy powąchał je u nasady i przejechał po nim łapą.
- A to?
- Gołąb.
- A to? To jest śliczne!
- Czajka.
- Mogę je wziąć?
- A jest jeszcze jakieś inne?
- ... Nie.
- To nie.
Krótka wymiana zdań a jednak pozostawiła po sobie niezadowolenie na mordce kotki. Niezadowolona usiadła z marudnym wydechem, grzebiąc pazurem w ziemi.
- Nie jesteś wcale zabawny - stwierdziła, jak gdyby rozczarowana. Księżyc nie bardzo wiedział co z tym faktem zrobić. Przeprosić? ,,Wybacz, że nie spełniam twoich oczekiwań. Spodziewałaś się spotkać tutaj rasowego bad-boya? Niestety wylosowałaś smutnego nerda, spróbuj swojego szczęścia ponownie! Już dziś kup dwa losy a dostaniesz jeden dodatkowy w gratisie!" Nie wiedział co o kotce myśleć. Znał ją. Kroki zdawały się znajome i z tego, co mówił Lotosowy Pąk, nie pierwszy raz plątała się po Grocie Pamięci, przeszukując pióra i dopytując o różne gatunki roślin czy zwierząt, bardzo często jednak odchodząc z niezadowoleniem, jak gdyby ich odpowiedzi niezbyt ją satysfakcjonowały. Wciąż jednak nie miał okazji z nią porozmawiać i jej stwierdzenie, że nie jest zabawny, pomimo bardzo krótkiej wymiany słów, której nie można było nawet nazwać rozmową, jakoś ubodło jego ego. Przynajmniej nie powiedziała, że jest nie interesujący. Brak zabawności mógł przeżyć. Może nie był specjalnie społeczny, ale wciąż przejmował się tym, co mówią i myślą o nim inni.
- Nie staram się być... - burknął jakby nadąsany i niezbyt zadowolony, chociaż ładnie owinął to w obojętność. Młodsza jednak zdawała się nie być szczególnie szczęśliwa z usłyszanej odpowiedzi.
- Powinieneś! Ze swoim wyglądem wzbudzasz naprawdę wiele nadziei. Oszukujesz innych! Słyszysz? Oszust.
- Co? Wcale nikogo nie-
- Czuję się oszukana. - stwierdziła z nadąsaniem. Nie bardzo rozumiał, co miał z tym zrobić? To nie była jego wina, że kotka sobie coś ubzdurała. Cisza która nastała po wyznaniu kotki była niezwykle głośna, przerwana przez odgłos mechanicznego przełykania śliny, który odbił się w uszach srebrnego.
- Uh... - po tym kreatywnym komentarzu obrócił się w miejscu, chcąc odejść od bardzo niezręcznej konwersacji.
- Ej. Ej, ej co ty robisz?
- ... Idę.
- Nie możesz! - kotka ruszyła się z miejsca, podbiegając do kronikarza, który nie mógł już ukryć zdezorientowania i znużenia na pysku. Uszy dawno poleciały mu na boki a ogon wyrażał dyskomfort.
,,Czym jest jej problem"
Chciała się czegoś dowiedzieć? O coś zapytać? Poszukać pachołka by się na nim wyżyć? Jeszcze fakt, że była to dość młoda uczennica sprawiał, że nie za bardzo wiedział jak się zachować. Co prawda było lepiej niż z młodymi kociętami, ale wciąż. Jeśli miał jakoś posegregować z jaką grupą najlepiej by mu się było dogadać, to najgorsze były kociaki, czasem zamieniając się miejscem ze starszymi uczniami którzy bywali wredni. W najlepszym miejscu znajdowali się ci młodsi uczniowie, ale głównie niezręczne kocury czy kotki. Ona się do takich nie zaliczała... tak mu się zdawało. W sumie, ile miała księżyców? Na pewno powyżej 6 ale niewiele mu to mówiło, akurat tą fazę rozwojową klanu ominął.
- Powinniśmy trzymać się razem!
- ... Czemu.
- Bo oboje jesteśmy specjalni!
,,Specjalni inaczej?" To zdawał się mówić przez chwilę jego pysk. Nie wiedział, czy czuł bardziej zmieszanie czy niezręczność. Od samego początku rozmowa się nie kleiła, szczególnie od jego strony, a teraz usłyszał od podrostka, że powinien się z nim trzymać po tym, jak został nazwany mało zabawny.
- Jesteś... bardzo trudna do obejścia - zauważył na wydechu, nieco zrezygnowany, opuszczając znów uszy na boki, tym razem wraz z głową. Czego ona chciała? Pomocy! Była przerażająca! On sam w życiu by nie dał rady podejść do starszego kota i się naprzykrzać! Nie, żeby był zły z tego powodu ani nic, ale jednak...
- Co to ma znaczyć - prychnęła, zaraz rzucając to jednak w niepamięć - SpEcJalNi. Ja, ty, rozumiesz? Podobnie jak Wędrujące Niebo, ale on jest za stary.
- Eh? Co ma do tego Wędrujące Niebo, nie rozumiem - jęknął, już całkiem skołowany, przykładając łapę do czoła. - Specjalnymi na pewno można by nazwać pawie dzieci, a nie-
- Nie, nie, nie słuchasz mnie! Ty, ja i Pan Stary Kronikarz, chociaż sam najmłodszy nie jesteś, jesteśmy super. Stary Kronikarz ma jedno oko zamglone, ty masz oba niewidzące, a ja mam jedno niezbyt działające przez pysk... a skoro ja jestem super, to znaczy, że wy pewnie też. W jakiś... sposób. Jeszcze nie wiem jaki, ale na pewno to odkryjemy, więc się przygotuj.
Tok myślenia kotki miał jakiś sens. Miał sens jeśli myślało się tak, jak ona i kocur to w pewien sposób wyłapał, jednak patrząc na to z boku - brzmiało jak zwykłe urojenia, niestety. Coś, co się mówiło kociakowi który odstaje od reszty, żeby nie czuło się jak ostatni dziwoląg. A co do pyska, tak, coś mu zaczęło świtać, coś słyszał o jedynym kociaku Kwiecistej Kniei która szybko po porodzie wyparowała, a opiekę nad młodym szczawiem przejęła Słodka Dziewanna. Jak to było z opisem...? ,,Pysk jej jakby żywica stopiona, po jednej stronie drzewa sosnowego spływająca" jak to Wędrujący niegdyś opisał. Tylko jak jej było na imię? Nie mógł sobie za nic przypomnieć, na pewno znał jej kroki i zapach, ale ani to ani to nie powie mu jej imienia.
- Mmmm... ty jesteś...
- Jestem.
- Nie, nie o to. Twoje imię.
- Bazia Łapa.
- Tak, słuchaj... czy możesz.... czy możesz sobie iść czy możesz... nie?
- Co nie.
- Nie robić... tego. Tego co robisz. No wiesz... - machnął łapami, próbując podeprzeć się nimi podczas wyjaśniania o co mu chodziło, jednak milczenie z drugiej strony świadczyło albo o niezadowoleniu, albo o zmieszaniu, więc w końcu zatrzymał łapy gwałtownym ruchem, zamarł na moment. Nie rozumiała, a on sam się zaplatał we własnych myślach. ,,Żeby zdezorientować swojego wroga musisz najpierw zdezorientować siebie" czy coś takiego. - Albo wiesz co, rób co chcesz - Westchnął przeciągle, jeszcze nie wiedząc, że te słowa mogły wywołać katastrofę w postaci zabrania części czasu z jego (niezbyt) cennego życia.
- Naprawdę? - rozpromieniła się. Niemal mógł poczuć jak uderzają w niego gwiazdki i kwiatki należące do aury wytwarzanej przez kotkę.
,,O nie."
- Nie, czekaj, może nie koniecznie WSZYSTKO co chcesz-
- Nie ma cofnięć! Nie masz pojęcia ile mam pomysłów co możemy zrobić! Myśleliście kiedyś nad przedstawieniami, albo może zajęciami dla najmłodszych takimi bardziej kolorowymi? Albo dla starszych takie bardziej kRwaWe? Oczywiście, ja jestem starsza, więc mogłabym oglądać! Albo nawet przedstawiać! Co prawda trochę was mało ale na pewno znajdą się jacyś wolontariusze.
- Czekaj... nie, czekaj chwilę - starał się ją uspokoić, ale ciąg myśli tej kotki, w przeciwieństwie do niego, nie tylko nie miał końca, ale jeszcze wychodził na światło dzienne z zadziwiającą szybkością.
- Wrócę tutaj jutro, jestem pewna, że Zwiewny Mak będzie podzielać mój pomysł, zobaczysz. Jeszcze nie wiem który, ale na pewno na któryś przystanie, tylko muszę jej powiedzieć. Spodziewaj się mnie jutro, towarzyszu! - wybiegła. Wybiegła, zostawiając jeszcze bardziej skonfundowanego Księżyca niż był na początku. W dodatku bardzo przebodźcowanego i nie do końca wiedzącego, co ze sobą zrobić. No i czy na pewno mógł pozwolić młodszej kotce szaleć? Czy Wędrujące Niebo nie urwie im za to uszu? Czy w ogóle słowa zakazu dotrą do Baziej Łapy? Panika nakazała zrobić jedyną rozsądną teraz rzecz, która wymagała zawołania odpowiedzialnego dorosłego który mógłby opanować sytuację.
- Lotosowy Pąkuuu - jęknął cicho, przydreptując do starszego kolegi, który właśnie wszedł do groty.
I wtedy... BĘC!
Odskoczył zaskoczony, nie spodziewając się zderzenia. Co to, kamień? Korzeń? Nie powinno tu być tego czegoś, to coś nowego! Ktoś tu coś przytachał? Ale nie, chwila... to coś było zbyt miękkie na ścianę i zdecydowanie pachniało kotem... a dokładniej pewną kotką z legowiska uczniów. Musiała się nie ruszać, skoro jej nie usłyszał... przypał.
- Ej! Nie widzisz jak...!? - przerwała. - Aha.
Mina Księżyca mówiła sama za siebie, chociaż nic nie powiedział. Jedynie ściął wargi na wzór wymuszonego uśmiechu i czekał aż kotka sobie pójdzie, albo... nie wiedział, cokolwiek.
- Wybacz - mruknął, oczekując jakiegoś komentarza zwrotnego, jednak zamiast tego kotka wskazała łapą na jakiś przedmiot (a przynajmniej tak zgadywał) po czym odezwała się raz jeszcze.
- Co to? Czyje to?
- ... Nie mam... pojęcia, o czym mówisz...
- To - zostało mu coś przyłożone z rozmachem do piersi - Czyje?
Z lekkim zaskoczeniem malującym się na pysku bo tym nagłym ataku, przyłożył łapę do piersi, nie pozwalając przedmiotowi spaść na ziemię i szybko zauważył, że kotka mówiła o piórze. Długim, nieco poszarpanym już i starym, najpewniej wyrwanym ze skrzydła, lub po prostu zebranym z ziemi.
- Bażant - mruknął krótko, czy powąchał je u nasady i przejechał po nim łapą.
- A to?
- Gołąb.
- A to? To jest śliczne!
- Czajka.
- Mogę je wziąć?
- A jest jeszcze jakieś inne?
- ... Nie.
- To nie.
Krótka wymiana zdań a jednak pozostawiła po sobie niezadowolenie na mordce kotki. Niezadowolona usiadła z marudnym wydechem, grzebiąc pazurem w ziemi.
- Nie jesteś wcale zabawny - stwierdziła, jak gdyby rozczarowana. Księżyc nie bardzo wiedział co z tym faktem zrobić. Przeprosić? ,,Wybacz, że nie spełniam twoich oczekiwań. Spodziewałaś się spotkać tutaj rasowego bad-boya? Niestety wylosowałaś smutnego nerda, spróbuj swojego szczęścia ponownie! Już dziś kup dwa losy a dostaniesz jeden dodatkowy w gratisie!" Nie wiedział co o kotce myśleć. Znał ją. Kroki zdawały się znajome i z tego, co mówił Lotosowy Pąk, nie pierwszy raz plątała się po Grocie Pamięci, przeszukując pióra i dopytując o różne gatunki roślin czy zwierząt, bardzo często jednak odchodząc z niezadowoleniem, jak gdyby ich odpowiedzi niezbyt ją satysfakcjonowały. Wciąż jednak nie miał okazji z nią porozmawiać i jej stwierdzenie, że nie jest zabawny, pomimo bardzo krótkiej wymiany słów, której nie można było nawet nazwać rozmową, jakoś ubodło jego ego. Przynajmniej nie powiedziała, że jest nie interesujący. Brak zabawności mógł przeżyć. Może nie był specjalnie społeczny, ale wciąż przejmował się tym, co mówią i myślą o nim inni.
- Nie staram się być... - burknął jakby nadąsany i niezbyt zadowolony, chociaż ładnie owinął to w obojętność. Młodsza jednak zdawała się nie być szczególnie szczęśliwa z usłyszanej odpowiedzi.
- Powinieneś! Ze swoim wyglądem wzbudzasz naprawdę wiele nadziei. Oszukujesz innych! Słyszysz? Oszust.
- Co? Wcale nikogo nie-
- Czuję się oszukana. - stwierdziła z nadąsaniem. Nie bardzo rozumiał, co miał z tym zrobić? To nie była jego wina, że kotka sobie coś ubzdurała. Cisza która nastała po wyznaniu kotki była niezwykle głośna, przerwana przez odgłos mechanicznego przełykania śliny, który odbił się w uszach srebrnego.
- Uh... - po tym kreatywnym komentarzu obrócił się w miejscu, chcąc odejść od bardzo niezręcznej konwersacji.
- Ej. Ej, ej co ty robisz?
- ... Idę.
- Nie możesz! - kotka ruszyła się z miejsca, podbiegając do kronikarza, który nie mógł już ukryć zdezorientowania i znużenia na pysku. Uszy dawno poleciały mu na boki a ogon wyrażał dyskomfort.
,,Czym jest jej problem"
Chciała się czegoś dowiedzieć? O coś zapytać? Poszukać pachołka by się na nim wyżyć? Jeszcze fakt, że była to dość młoda uczennica sprawiał, że nie za bardzo wiedział jak się zachować. Co prawda było lepiej niż z młodymi kociętami, ale wciąż. Jeśli miał jakoś posegregować z jaką grupą najlepiej by mu się było dogadać, to najgorsze były kociaki, czasem zamieniając się miejscem ze starszymi uczniami którzy bywali wredni. W najlepszym miejscu znajdowali się ci młodsi uczniowie, ale głównie niezręczne kocury czy kotki. Ona się do takich nie zaliczała... tak mu się zdawało. W sumie, ile miała księżyców? Na pewno powyżej 6 ale niewiele mu to mówiło, akurat tą fazę rozwojową klanu ominął.
- Powinniśmy trzymać się razem!
- ... Czemu.
- Bo oboje jesteśmy specjalni!
,,Specjalni inaczej?" To zdawał się mówić przez chwilę jego pysk. Nie wiedział, czy czuł bardziej zmieszanie czy niezręczność. Od samego początku rozmowa się nie kleiła, szczególnie od jego strony, a teraz usłyszał od podrostka, że powinien się z nim trzymać po tym, jak został nazwany mało zabawny.
- Jesteś... bardzo trudna do obejścia - zauważył na wydechu, nieco zrezygnowany, opuszczając znów uszy na boki, tym razem wraz z głową. Czego ona chciała? Pomocy! Była przerażająca! On sam w życiu by nie dał rady podejść do starszego kota i się naprzykrzać! Nie, żeby był zły z tego powodu ani nic, ale jednak...
- Co to ma znaczyć - prychnęła, zaraz rzucając to jednak w niepamięć - SpEcJalNi. Ja, ty, rozumiesz? Podobnie jak Wędrujące Niebo, ale on jest za stary.
- Eh? Co ma do tego Wędrujące Niebo, nie rozumiem - jęknął, już całkiem skołowany, przykładając łapę do czoła. - Specjalnymi na pewno można by nazwać pawie dzieci, a nie-
- Nie, nie, nie słuchasz mnie! Ty, ja i Pan Stary Kronikarz, chociaż sam najmłodszy nie jesteś, jesteśmy super. Stary Kronikarz ma jedno oko zamglone, ty masz oba niewidzące, a ja mam jedno niezbyt działające przez pysk... a skoro ja jestem super, to znaczy, że wy pewnie też. W jakiś... sposób. Jeszcze nie wiem jaki, ale na pewno to odkryjemy, więc się przygotuj.
Tok myślenia kotki miał jakiś sens. Miał sens jeśli myślało się tak, jak ona i kocur to w pewien sposób wyłapał, jednak patrząc na to z boku - brzmiało jak zwykłe urojenia, niestety. Coś, co się mówiło kociakowi który odstaje od reszty, żeby nie czuło się jak ostatni dziwoląg. A co do pyska, tak, coś mu zaczęło świtać, coś słyszał o jedynym kociaku Kwiecistej Kniei która szybko po porodzie wyparowała, a opiekę nad młodym szczawiem przejęła Słodka Dziewanna. Jak to było z opisem...? ,,Pysk jej jakby żywica stopiona, po jednej stronie drzewa sosnowego spływająca" jak to Wędrujący niegdyś opisał. Tylko jak jej było na imię? Nie mógł sobie za nic przypomnieć, na pewno znał jej kroki i zapach, ale ani to ani to nie powie mu jej imienia.
- Mmmm... ty jesteś...
- Jestem.
- Nie, nie o to. Twoje imię.
- Bazia Łapa.
- Tak, słuchaj... czy możesz.... czy możesz sobie iść czy możesz... nie?
- Co nie.
- Nie robić... tego. Tego co robisz. No wiesz... - machnął łapami, próbując podeprzeć się nimi podczas wyjaśniania o co mu chodziło, jednak milczenie z drugiej strony świadczyło albo o niezadowoleniu, albo o zmieszaniu, więc w końcu zatrzymał łapy gwałtownym ruchem, zamarł na moment. Nie rozumiała, a on sam się zaplatał we własnych myślach. ,,Żeby zdezorientować swojego wroga musisz najpierw zdezorientować siebie" czy coś takiego. - Albo wiesz co, rób co chcesz - Westchnął przeciągle, jeszcze nie wiedząc, że te słowa mogły wywołać katastrofę w postaci zabrania części czasu z jego (niezbyt) cennego życia.
- Naprawdę? - rozpromieniła się. Niemal mógł poczuć jak uderzają w niego gwiazdki i kwiatki należące do aury wytwarzanej przez kotkę.
,,O nie."
- Nie, czekaj, może nie koniecznie WSZYSTKO co chcesz-
- Nie ma cofnięć! Nie masz pojęcia ile mam pomysłów co możemy zrobić! Myśleliście kiedyś nad przedstawieniami, albo może zajęciami dla najmłodszych takimi bardziej kolorowymi? Albo dla starszych takie bardziej kRwaWe? Oczywiście, ja jestem starsza, więc mogłabym oglądać! Albo nawet przedstawiać! Co prawda trochę was mało ale na pewno znajdą się jacyś wolontariusze.
- Czekaj... nie, czekaj chwilę - starał się ją uspokoić, ale ciąg myśli tej kotki, w przeciwieństwie do niego, nie tylko nie miał końca, ale jeszcze wychodził na światło dzienne z zadziwiającą szybkością.
- Wrócę tutaj jutro, jestem pewna, że Zwiewny Mak będzie podzielać mój pomysł, zobaczysz. Jeszcze nie wiem który, ale na pewno na któryś przystanie, tylko muszę jej powiedzieć. Spodziewaj się mnie jutro, towarzyszu! - wybiegła. Wybiegła, zostawiając jeszcze bardziej skonfundowanego Księżyca niż był na początku. W dodatku bardzo przebodźcowanego i nie do końca wiedzącego, co ze sobą zrobić. No i czy na pewno mógł pozwolić młodszej kotce szaleć? Czy Wędrujące Niebo nie urwie im za to uszu? Czy w ogóle słowa zakazu dotrą do Baziej Łapy? Panika nakazała zrobić jedyną rozsądną teraz rzecz, która wymagała zawołania odpowiedzialnego dorosłego który mógłby opanować sytuację.
- Lotosowy Pąkuuu - jęknął cicho, przydreptując do starszego kolegi, który właśnie wszedł do groty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz