- Musisz kucnąć przy rzece i czekać na odpowiedni moment, kiedy jedna z nich dopłynie do ciebie - odpowiedział dla spokoju.
Zdeterminowana wzięła kłębek mchu, postawiła go kawałek dalej i przypatrywała się mu, by po chwili na niego naskoczyć.
- Co ty robisz? - spytała Szafirek, która nagle pojawiła się za jej plecami.
- Poluje na ryby - odpowiedziała.
Szafirek tylko zastrzygła uszami i pobiegła za rodzeństwem bawiącym się w berka.
Lilia patrzyła na to ze smutnymi oczkami. Z nikim nie miała bliższej relacji, nawet z bratem, bo nawet go tu nie było. Koteczka poczuła ukłucie w sercu, jednak po chwili znów skupiła się na kłębku mchu i zaczęła się z nim miotać po ziemi. I znowu, jak na zawołanie, pojawił się niespodziewanie przy niej.
- Lilio, jak się czujesz? - była to Różana Woń.
Koteczka rozszerzyła oczka. Medyczka należała do rodu królewskiego, więc spuściła głowę, wydłużyła do przodu łapki, niby w ukłonie i odpowiedziała:
- Tak, mości pani, wszystko w porządku. Żaden kaszelek ani katarek się nie ukazał, dreszczu nie mam, chyba że przed twą światą, czy jak to leciało.
Różana Woń o mało nie parsknęła ze śmiechu, a rzadko tak miała, i szepnęła:
-Kociaki. - a następnie głośniej dodała - Naprawdę jest z tobą wszystko w porządku, bardzo mnie to cieszy.
Potem machnęła ogonem i wyszła z legowiska.
- Co ty robisz? - spytała Szafirek, która nagle pojawiła się za jej plecami.
- Poluje na ryby - odpowiedziała.
Szafirek tylko zastrzygła uszami i pobiegła za rodzeństwem bawiącym się w berka.
Lilia patrzyła na to ze smutnymi oczkami. Z nikim nie miała bliższej relacji, nawet z bratem, bo nawet go tu nie było. Koteczka poczuła ukłucie w sercu, jednak po chwili znów skupiła się na kłębku mchu i zaczęła się z nim miotać po ziemi. I znowu, jak na zawołanie, pojawił się niespodziewanie przy niej.
- Lilio, jak się czujesz? - była to Różana Woń.
Koteczka rozszerzyła oczka. Medyczka należała do rodu królewskiego, więc spuściła głowę, wydłużyła do przodu łapki, niby w ukłonie i odpowiedziała:
- Tak, mości pani, wszystko w porządku. Żaden kaszelek ani katarek się nie ukazał, dreszczu nie mam, chyba że przed twą światą, czy jak to leciało.
Różana Woń o mało nie parsknęła ze śmiechu, a rzadko tak miała, i szepnęła:
-Kociaki. - a następnie głośniej dodała - Naprawdę jest z tobą wszystko w porządku, bardzo mnie to cieszy.
Potem machnęła ogonem i wyszła z legowiska.
***
Nadeszło późne popołudnie, słońce chowało się za drzewami. W żłobku Złocisty Widlik opowiadał różne legendy, w tej chwili skąd wzięły się maści kotów. Lilia uważnie się przysłuchiwała, chłonąc każde słowo.
- Czyli moja mama znalazła mnie w kwiatku? - zapytała.
- Nie, przyniósł cię ptak - odpowiedział piastun z błyskiem lekkiego zawstydzenia, a zarazem rozbawienia.
- Ptak?! - oczy się jej zabłyszczały - ale fajnie!
- No już, idź spać - rzekł złoty kocur - wszyscy zasnęli oprócz ciebie.
- Ale ja nie jestem śpiąca - miauknęła by po chwili ziewnąć
- Przecież widzę, że jesteś. No już - szturchnął ją lekko nosem.
- A jutro opowiesz nam o paziu królowej? - spytała.
- Myślę, że nic nie stoi na przeszkodzie. A teraz już do spania.
Koteczka posłusznie podreptała do kącika żłobka, by zwinąć się w kłębek i zapaść w głęboki sen...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz