Jego mianowanie w końcu nadeszło. Patrzył teraz na lidera z dumą w oczach, podrygując koniuszkiem ogonka. Królicza Gwiazda spojrzał na niego i jego rodzeństwo.
— Zebraliśmy się tu dziś, aby mianować czwórkę młodych kotów na uczniów.
Cierń czuł dreszczyk ekscytacji. Jako pierwszą wywołano jego siostrę.
— Mak, ukończyłaś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś została uczennicą. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Makowa Łapa. Twoim mentorem będzie Cyklonowe Oko. Mam nadzieję, że przekaże ci on całą swoją wiedzę.
Kotka zetknęła się nosem z mentorem, po czym usiadła u jego boku. Nadeszła kolej następnego kota.
— Berberysie, ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Berberysowa Łapa. Twoim mentorem będzie Śnieżycowa Chmura. Mam nadzieję, że przekaże ci ona całą swoją wiedzę.
Teraz to Berberysowa Łapa lekko poddenerwowany dotknął swoim nosem nosa kotki. Również usunął się na bok.
— Pyłku, ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Pyłkowa Łapa. Twoim mentorem będzie Skrzypiący Skrzyp. Mam nadzieję, że przekaże ci on całą swoją wiedzę.
Również odeszli na bok po zetknięciu się nosami. Nareszcie. Pora na Ciernia. W końcu najlepsze zostawia się na koniec, prawda? A on właśnie taki był. Najlepszy z najlepszych. Wypiął dumnie pierś, rozglądając się po tłumie kotów. Któż dostąpi tego zaszczytu trenowania go? W końcu lider zaprosił go do przodu, a on dumnie kroczył przed siebie, w końcu zatrzymując się przed nim.
— I nareszcie, Cierń. Również ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Ciernista Łapa. Twoim mentorem będzie Jagodowe Marzenie. Mam nadzieję, że przekaże ci ona całą swoją wiedzę.
Zdziwiony spojrzał na matkę. Na prawdę? To ona będzie go trenowała? Fuknął lekko. Choć może i to lepiej? Berberysowa Łapa na pewno będzie mu zazdrościł! Poza tym spędzi z matką o wiele więcej czasu niż reszta jego rodzeństwa. Ochłonął, teraz lekko z gracją stykając się nosami z matką. Ciekawe, czy wszyscy teraz mu zazdroszczą! No i czy podziwiają go. W końcu wygląda dzisiaj bezbłędnie! Cały klan teraz wykrzykiwał ich imiona, a on czuł się tak, jakby to jego rozbrzmiewało najgłośniej. W końcu wszyscy po złożonych jemu i jego rodzeństwie gratulacjach rozeszli się, a on sam od razu podszedł do swojej mamy.
— Wybieramy się na trening dziś, czy jutro? — zapytał nonszalancko, przecież wcale nie ekscytował się jak kociak. To krok w dorosłość, a on musiał pokazać, że nie jest niewychowany.
— Możemy nawet dziś. Jeśli tylko chcesz. — odpowiedziała mu kotka, na co ten skinął.
— Im więcej będziemy trenować, tym lepiej, prawda?
— W rzeczy samej. A więc zbieraj się, Ciernista Łapo. — skinęła w stronę wyjścia z obozu. Kocura aż świerzbiły łapy na fakt, że będzie wreszcie zaczynał swój trening, że zobaczy w końcu tereny poza obozem. Gdy wyszli z niego poczuł delikatny powiew wiatru. Muskał go lekko po futrze, co zdecydowanie było przyjemnym uczuciem. Podążył za swoją matką, która kierowała go w stronę granic terytorium. Zapewne chciała go z nimi zapoznać, pomyślał od razu. Po dłuższej wędrówce wzdłuż granicy z Owocowym Lasem, o którym przy okazji opowiedziała mu matka, zatrzymali się przy wielkim, niezidentyfikowanym obiekcie. Kocur patrzył na niego przez długą chwilę, w końcu poddając się ze zgadywaniem. Spojrzał na kotkę z pytającym wyrazem twarzy.
— Co to jest? Wygląda dziwnie… Jakby wcale nie powinno tu być. — stwierdził kocur.
— Bo nie powinno. Nazywamy to Upadłym Potworem. Jego druga część znajduje się na terytorium Owocowego Lasu, oraz Klanu Wilka. Nie jest wytworem przyrody, tylko dwunożnych. — odpowiedziała mu szylkretka. Chwilę jeszcze przyglądali się potworowi, zanim przeszli dalej. Dotarli do Martwego Szlaku, o którym opowiadał mu jeden z odwiedzających jego i rodzeństwo uczniów. Ciarki przeszły jego ciało, jednak szybko otrząsnął się. Przecież nie był słabiakiem! Nie mógł po sobie pokazać czegoś takiego, co to to nie. Spojrzał na Jagodowe Marzenie, która otworzyła pyszczek aby zacząć opowiadać o tym miejscu.
— Martwy Szlak. To miejsce, w którym obumarła roślinność. Pewnie znasz opowieści krążące na temat tego miejsca, jednak nie wierzyłabym w nie na twoim miejscu w pełni. Ruszajmy dalej.
Kolejne miejsce jakie odwiedzili to Kamienni Strażnicy. Opowieści powoli nudziły się Ciernistej Łapie. Skoro był pod nimi skarb, to czemu nikt go nigdy nie wykopał? Wydawało się to być jednym wielkim oszustwem. Chciał już nauczyć się walki! Tak, był niecierpliwy. I to bardzo. Ale czy można mu się było dziwić? Kto by chciał słuchać nudnych bajeczek… Nareszcie jego matka wskazała w stronę obozu, co oznaczała, że wracają. Nie mógł się doczekać tego, że następnego dnia będą w końcu uczyli się walki. Gdy rozszedł się z szylkretką zatrzymał się przy stercie zwierzyny, wybrał sobie dorodnego zająca i skierował się w stronę Berberysowej Łapy, który zjadał gdzieś niedaleko tą samą zdobycz. Przysiadł przy nim, wylizując swoje futerko nonszalancko. Brat od razu zauważył go i uśmiechnął się.
— Ciernista Łapo! Jak tam szkolenie z mamą? — gdy wypowiedział te słowa lekko spojrzał w bok. Czyżby zazdrościł mu mentorki? No tak, bardzo zżył się z matką, pewnie to dlatego. Uśmiechnął się triumfalnie.
— Wspaniale, zwiedziliśmy praktycznie całe terytorium! Powiedziałbym nawet, że znam je już całe na pamięć. — odpowiedział.
— To świetnie… — odpowiedział zdawkowo, wgryzając się znów w posiłek. Cierń jednak zdecydował się drążyć.
— A twoja mentorka?
— Moja? Cóż… Poopowiadała mi o kodeksie wojownika. No i chyba tyle. — odpowiedział bratu. Czyli faktycznie, Ciernista Łapa na razie bawił się lepiej! Skończył szybko posiłek i wstał, strzepując ogonem.
— Muszę lecieć, przydałoby się zribić sobie miejsce w legowisku uczniów i wyspać się na jutro. Na razie!
***
Następnego dnia obudził się dość wcześnie. Przeciągnął się na miękkim mchu, po czym wyszedł z legowiska. Od razu dostrzegł matkę rozmawiającą z jednym z wojowników. Dumnie kroczył w ich stronę, zatrzymując się tuż obok niej, witając się z rozmówcą matki. Ta pożegnała się szybko i wyruszyli z obozu. Dotarli do rozciągłego terytorium, gdy w końcu mentorka przemówiła.
— Dzisiaj nauczymy się polować na króliki. Nie będzie to łatwym zadaniem, ale wydaje mi się, że mu podołasz.
Czy podoła? Oczywiście, że tak. Przecież jest świetny! Od razu zaczął dokładnie analizować pozycję, jaką przedstawiła mu matka, jednak po dłuższej chwili, gdy sam już ją zastosował i czekali, aż jakiś królik wyjdzie z nory, zaczął się nudzić. W końcu zobaczyli go. Mały brązowy królik wyszedł ze swojego schronienia i rozglądał się po polanie. Jego matka podkradła się trochę bliżej, a gdy już była na tyle blisko, aby móc zaatakować, podbiegła i zabiła go, wgryzając się w jego kark. Ciernista Łapa nie zdążył nawet wszystkiego dokładnie zarejestrować, a cała akcja zdążyła się zakończyć. Jego matka przyniosła zdobycz i skinęła w stronę łąki. Cóż, wygląda na to, że teraz jego kolej. Czekał przez dłuższą chwilę, gdy w końcu z trawy wyłonił się królik. Od razu pobiegnął przed siebie, a gdy wyskoczył zdążył w ostatniej sekundzie wylądować na króliku, zanim ten zniknął w trawie. Walczył dzielnie, próbując podrapać drapieżnika, jednak nie zdołał uciec uczniowi. Finalnym ciosem zabił zwierzynę, triumfalnie zanosząc ją do matki. Ta z aprobatą skinęła mu głową.
— Bardzo dobrze. Wracajmy, robi się późno. Lepiej być wcześniej w obozie.
Skinął jej głową i wziął swoją zdobycz, podążając za nią. Był z siebie dumny, jak mógłby nie być! Jak na pierwsze polowanie poszło mu bardzo dobrze. Ciekawe co powie Berberysowa Łapa!
1200 słów
polowanie na króliki
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz