Słyszał, że medycy potrafią kontaktować się z Gwiezdnymi Przodkami, i czasem marzył o tym, by kiedyś móc tak jak oni spotkać się z Klanem Gwiazdy, by zadać mu te wszystkie pytania, na które nie znał odpowiedzi. Chciałby wiedzieć, czym zawinił, rodząc się w takiej rodzinie, a nie innej. Dlaczego to on musiał cierpieć za haniebne czyny swojej matki i ojca, którego nawet nie znał? Wiedział o nim jedynie tyle, że był z innego klanu i że Strzępka szczerze go kochała. Ale nic więcej. Nie wiedział nawet, z jakiej przynależności pochodził, ale coś mu podpowiadało, że był on członkiem Klanu Wilka… Wciąż go ciągnęło do tej łaciatej przywódczyni, która także miała białe plamki wyglądające niczym piegi. Czy to możliwe, że ta kotka mogłaby być… jego babcią?
Nim jednak zdążył się nad tym głębiej zastanowić, do legowiska uczniów wparowała Rozkwitający Aster. Wszystkie myśli i przypuszczenia, które przed chwilą nagromadził w swojej głowie, nagle uciekły. Strzepnął ogonem sfrustrowany, zdając sobie sprawę z tego, że mógł mieć rozwiązanie swoich problemów na końcu języka. Nie chciał jednak winić za to swojej mentorki. Ona tylko robiła to, co powinna. Podniósł na nią wzrok, czekając, aż ta wyda mu rozkazy. Pewnie zabierze go na trening, tylko ciekawe, czy tym razem będzie on na medyka, czy wojownika.
— Hej, Naparstku. Mam prośbę… — mruknęła buraska, robiąc krok w stronę ucznia. — Chciałabym, byś poprosił medyczki o mysią żółć i wyciągnął Trójokiemu Zającowi kleszcza. Nauczysz się, jak wygląda i jak jej używać, a przy okazji odciążysz medyczki z jednego zadania — wyjaśniła, uśmiechając się do kocura.
Naparstnicowa Łapa trochę się zdziwił, bo sądził, że znowu będzie musiał opuszczać obóz, ale to nawet lepiej, że musi jedynie wyciągnąć kleszcza z czyjejś skóry. Chociaż właściwie nie do końca wiedział, kim był Trójoki Zając. Wydawało mu się, że mógł być bratem Króliczej Prawdy, no bo… Królik i Zając to imiona dla bliźniaków!
Skinął głową w stronę Aster, która po chwili podniosła się i opuściła legowisko uczniów, zostawiając Naparstnicową Łapę samego. Kocur wyciągnął przednie łapy do przodu i ziewnął przeciągle, szykując się do wstania. Musiał jakoś odnaleźć tego wspomnianego wcześniej kota, a kompletnie nie miał pojęcia, gdzie ten mógłby się znajdować. Musiał kierować się tylko faktem, że domyślał się, iż wojownik będzie mieć kremowe futro i krótki ogon. Wydawało mu się, że fakt, iż ten kocur był bratem bliźniakiem Króliczej Prawdy, mógł być prawdziwy, bo do żłobka czasem przychodził kocur łudząco podobny do niego.
Naparstnicowa Łapa w końcu podniósł się ze swojego gniazda i zaczął kierować się w stronę centrum obozu, jednocześnie rozglądając się wokół w poszukiwaniu kremowego futra. Właściwie to nie musiał szukać długo. W pewnym momencie jego oczy zatrzymały się na czyjejś sylwetce, która wydawała się znajoma z czasów żłobka. Biało-niebieski przyspieszył kroku, czując, jak w jego sercu zaczęła narastać nadzieja.
— Trójoki Zającu, hej! — mruknął, podchodząc do kocura. — W ramach treningu kazano mi wyjąć ci kleszcza ze skóry, więc…
— Chwila, chwila — odparł wojownik, marszcząc brwi. — Ja nie jestem Trójokim Zającem, tylko jego bratem. Na imię mi Królicza Prawda i… nie mam w futrze ŻADNYCH pasożytów — stwierdził, patrząc na Naparstnicową Łapę podejrzliwie.
Uczeń poczuł, jak robi mu się ciepło, jak zaczynają drżeć mu łapy.
— Na Klan Gwiazdy! Tak strasznie cię przepraszam, Królicza Prawdo… Ja… — zaczął się tłumaczyć, ale plątał mu się język. — Musiałem was pomylić, ale… nieważne. Wiesz może, gdzie jest twój brat…? — zapytał z nadzieją, że nie będzie musiał w dalszym ciągu się rozglądać. Teraz to miał ochotę zaszyć się w swoim legowisku!
— Nie, nie wiem. Ale możesz sprawdzić, czy nie śpi na którejś z półek — mruknął, na co Naparstnica skinął mu wdzięcznie głową i już bez żadnego słowa niezręcznie zaczął oddalać się od kremowego. Co za wstyd! W ogóle nie pomyślał o tym, który z nich ma jaki kolor oczu!
Wspinając się po rampie prowadzącej przez wszystkie skalne półki, nieźle się zmęczył. Miał tylko nadzieję, że gdy już zostanie mianowany na protektora, przyjdzie mu spać gdzieś nisko, by nie musiał się tak wysilać za każdym razem! No bo naprawdę, kto wymyślił tak strome wejście? Jeszcze bardziej przerażała go rampa prowadząca do legowiska starszyzny. Trafiały tam koty, które ze względu na swój stan fizyczny nie były w stanie normalnie polować i walczyć, więc dlaczego miałyby być w stanie wspinać się po czymś takim, by dotrzeć do swojego posłania? Ktoś chyba tego nie przemyślał, gdy ustalał rozkład legowisk. Swoją drogą ciekawe, jak dawno temu to było… Od ilu księżyców Klan Klifu i inne klany żyły tutaj, nad morzem? Czy kiedykolwiek żyły gdzieś indziej? To jednak pytanie na inny dzień, bo teraz musiał skupić się na znalezieniu wojownika.
Nie musiał szukać zbyt długo. Kremowy faktycznie odpoczywał właśnie na swoim posłaniu. Leżał w pozycji “na chlebek” i oczy miał przymrużone, ale zdecydowanie nie można było powiedzieć, że spał. To dobrze, bo budzenie go tylko po to, by wyjąć mu kleszcza, byłoby dosyć… słabe.
— Trójoki Zającu? — mruknął, podchodząc bliżej kocura. Ten od razu postawił ucho do góry i spojrzał na ucznia. — Rozkwitający Aster powiedziała mi, że w ramach treningu mam wyjąć ci kleszcza ze skóry — wyjaśnił, uśmiechając się nieśmiało.
— Ach, tak. Ostatnio na niego narzekałem… — miauknął zielonooki, po czym odwrócił głowę. — Jest w miejscu, do którego nawet nie mogę sięgnąć! Cieszę się, że chcesz mi pomóc — oznajmił, po czym podniósł się z miejsca i oba kocury ruszyły w stronę lecznicy.
* * *
Teraz kroczył przy granicy z Klanem Burzy, węsząc przy ziemi. Bura kotka dreptała tuż obok, a jej rytmiczne kroki pobrzmiewały w uszach Naparstnicowej Łapy. Słońce było już wysoko na niebie, a niebo zdawało się nieskazitelnie czyste – pozbawione jakiejkolwiek chmurki. W innym przypadku może by się cieszył, że jest tak słonecznie i pogodnie, ale było mu teraz okropnie ciepło. Jego długie, gęste futro dobrze nadawało się do mrozów, ale gdy promienie słoneczne zaczynały robić się tak zabójczo gorące, miał ochotę je sobie wyrwać! Jednak jego matka też miała długie futro. Ciekawe, jak radziła sobie w tak upalne dni? Mógłby ją nawet o to spytać, ale odkąd kotka przyznała się do tego, że jego ojciec jest z innego klanu… trochę się od niej zdystansował. Czuł się bardzo dziwnie z faktem, że Postrzępiony Mróz związała się z tym dziwnym kotem po raz drugi, wiedząc, że za pierwszym razem urodziły jej się same chore córki. Sama na siebie sprowadziła ten los. Pozwoliła, by Irysek i Sreberko umarli, a on… by pozostał przy życiu i cierpiał z każdym dniem. Dlaczego to zrobiła? Jak mogła być tak… tak głupia? Naprawdę czuł do niej sporo żalu. Czasem nie mógł patrzeć na jej pysk, ale… rodziny się nie wybiera, prawda? Poza nią nie miał raczej nikogo więcej w Klanie Klifu. Nie miał nikogo, kto by go wysłuchał. No… może oprócz Gąsienicowego Ogryzka. Kocur wydawał się całkiem fajny. Opiekował się Naparstnicą w żłobku, podczas gdy liliowa szylkretka była bardziej zajęta swoim umierającym kociakiem niż żywym synem.
Tak się zamyślił, że nawet nie zauważył, gdy przekroczył granicę z Klanem Burzy. Na ziemię przywrócił go dopiero czyjś krzyk, dobiegający od strony burzackich terenów. Naparstnicowa Łapa wzdrygnął się i już chciał się cofać, jednak coś mu nie pozwalało. Stał jak wryty, teraz wpatrując się w czarno-białą kotkę, która zmierzała w jego stronę. Przełknął głośno ślinę, czując, jakby jego pysk nagle stał się suchy niczym wiór. Gdzie teraz była Rozkwitająca Aster? Czemu od niego odeszła? “Proszę, wróć tu i załagodź tę sytuację…” – modlił się w myślach.
— Cześć… — mruknął do obcej mu kotki, gdy była już wystarczająco blisko. — Nie wszedłem tu specjalnie, przysięgam…
<Nieznajoma?>
[1500 słów do treningu medyka]
Wyleczeni: Trójoki Zając
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz