Przeszłość
Kobczyk wtuliła się w bok mamy, patrząc na Przebiśnieg. Dowiedziała się dzisiaj sporo istotnych rzeczy, dzięki którym może będzie mogła pomóc jakoś swojej rodzinie w razie kryzysu związanego z ograniczoną ilością zwierzyny? W końcu ryb w wodzie zdawało się, było tak wiele, jak gałęzi na drzewach. Oczywiście, jeśli Kobczyk siedziałaby nad wodą tylko i wiecznie wyławiała kolejne, to w końcu by ich zabrakło. To tak, jakby wyrywać każdą z gałęzi po kolei, nie dając roślinie czasu na regenerację. Kobczyk dowiedziała się, jaką postawę warto było przyjąć podczas łowów oraz za czym się rozglądać.
Po jakimś czasie deszcz przybrał na sile, intensywnie uderzając w ich schron, który sprawnie osłaniał ich przed wszelkiego rodzaju niedogodnościami pogodowymi. Kobczyk wgryzła się w rybę, czując, że natrafia na coś twardego. Intensywny rybi zapach poniósł się po jej pysku, zwierzyna smakowała dokładnie tak, jak pachniała. Ość pękła pod jej zębami, wydając intensywny dźwięk chrupnięcia. Czekoladowa wypluła ją prędko ze zdziwieniem. Czyli tak, jak myszy miały kości, tak ryby też posiadały własne, tylko inne. Może nawet bardziej kruche? Reszta posiłku przeszła do dwóch vanek, a sama brązowooka poczuła się senna.
***
Teraźniejszość
Wąsatka nie wróciła. Najprawdopodobniej nadal męczyła się ze swoim uciekającym okiem, jeśli tylko żyła gdzieś tam, daleko. Wilczy Skowyt, jej ojciec, miał pojęcie, gdzie znajdowała się jej siostrzyczka, w końcu cały czas powtarzał, że kiedyś wróci, jak tylko wykona nieznaną łaciatej misję. Co to była za misja, która zajmowała tak długo? Czemu akurat ona musiała na nią wyruszyć, sama? Była już wystarczająco duża, żeby szukać swojej siostrzyczki. Była też wystarczająco duża, żeby zacząć podejrzewać, że jej kochana siostrzyczka umarła, chociaż nie miała na to żadnego dowodu. Nie chciała za bardzo wierzyć w tę wersję zdarzeń, było to okrutne i niepotrzebnie przygnębiające, jeśli tylko okazałoby się, że żyje, to Kobczyk przeżyłaby żałobę bez sensu. Chociaż ciekawe, czy wtedy ich więź tylko by się pogłębiła, jeśli Wąsatka by wróciła i tym samym okazałoby się, że żyje? Czy tęskniła czasami za Kobczykiem? Poruszyła łapką po gruncie. W brzuchu jej burczało, a po zwierzynie, jaką mieli jeszcze ostatnio, pozostały same kosteczki. Chwyciła jedną z nich, próbując zębami zerwać jakiekolwiek resztki mięsa, jednakże każda z nich była całkowicie wyjedzona. Westchnęła pod nosem z niezadowoleniem.
Napuszyła futro wzdłuż kręgosłupa, nabierając długiego, dużego oddechu świeżego, mokrego powietrza. Kichnęła, gdy do nosa napłynął jej nieprzyjemny zapach błota. Pogoda nie była wcale litościwa, mimo że znacznie się ociepliło i powinno być przyjemniej.
— Za niedługo wrócę, mamo, idę zapolować — miauknęła do Mewy, która obecnie układała ich posłania. Kobczyk usłyszała od niej pozytywną odpowiedź. Ciekawe czy uda jej się rzeczywiście coś dzisiaj upolować? I czy udałoby jej się znaleźć Wąsatkę? Najprawdopodobniej nie od razu. Musiała uzbroić się w cierpliwość… i to jaką! Mogło okazać się, że szuka jej całkowicie na darmo. Może łatwiej byłoby po prostu kazać ojcu, żeby ją do niej zaprowadził. Albo, żeby sam przyprowadził wreszcie Wąsatkę do domu.
Krążąc tak, mijając kolejne i coraz to nowsze drzewa w zamyśleniu z chlupotem mokrego błota pod łapami, natknęła się na znaną jej kotkę. — Przebiśniegu? Miło cię widzieć — miauknęła, posyłając jej delikatny uśmiech. — Zapolujemy na ryby? — dopytała, zastanawiając się, czy obecna pogoda była wystarczająco dobra, czy raczej całkowicie się nie nadawała na tego typu aktywności. Poruszyła ogonem z nadzieją.
<Przebiśniegu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz