BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik - w walce z drapieżnikami życie stracił Promieniste Słońce. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Znajdki w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 1 marca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

20 lutego 2026

Od Trzcinowego Szmeru do Wzorzystej Dali

Noc Zgromadzenia [14.02.2026 r.]

Na Srebrnej Skórze pojawił się ogromny księżyc, a koty z Klanu Nocy zebrały się pod wyjściem z obozu. Kiedy Mandarynkowa Gwiazda dała znak do wymarszu, wszyscy wyszli z obozu. Mimo nieprzychylnych spojrzeń niektórych Nocniaków ruszyła z wysoko uniesionym ogonem za kotami z rodu. Ostatnio czuła się trochę samotna w klanie, może znajdzie jakiegoś ciekawego kota na zgromadzeniu? Podróż minęła naprawdę szybko i jako pierwsi zjawili się na Bursztynowej Wyspie. Rozsiadła się wygodnie na skale. Nie przepadała za tą wyspą, była zbyt nudna, wypłowiała z kolorów i bez roślinności. Przycupnęła blisko krawędzi i obserwowała ciemną wodę, która obmywała skałę.
"Oby znalazł się jakiś ciekawy kot do rozmowy... Może ktoś z Klanu Wilka byłby chętny do wspólnych pogaduszek? Przecież to sojusznicy..."
Odwróciła się w kierunku, skąd mogły przyjść koty z innych Klanów. Następną społecznością, jaka przybyła na zgromadzenie byli ich sojusznicy oraz koty z Owocowego Lasu. Zauważyła, że jedna kotek z Klanu Wilka wskoczyła na skałę obok Mandarynkowej Gwiazdy. Czyżby zmiana lidera również i dopadła ich sojuszników. Zainteresowana przyglądała się szylkretce. Obie liderki zaczęły rozmowę między sobą, chwaląc się i wypytując o powodzenie drugiego klanu. Nie chcąc podsłuchiwać, postanowiła, że zrobi sobie spacer po wyspie. Chodziła między kotami na zgromadzeniu, licząc na to, że znajdzie jakiegoś ciekawego osobnika do rozmowy. Nie miała do tego szczęścia. Pamiętała, że jedno z najbardziej komfortowych zgromadzeń, na którym nie siedziała znudzona, było to z Lulkowym Zielem. Jednak ogrodnika nie ma już długo w Klanie Nocy. Trzcinowy Szmer westchnęła pod nosem zawiedziona obrotem spraw. Zawsze te zgromadzenia były pełne ekstrawertycznych kotów, które zbierały się we własne grupki.
"Ale nuudy...."
Poddała się z szukaniem kota do rozmów. Nie chciała się wbijać już w rozmowy innych, więc zrobiła to, co zawsze, czyli poszła nad brzeg skały i wpatrywała się w wodę obmywające wyspę.
"Szkoda, że nie ma tutaj Lulkowego Ziela. On ze mną by porozmawiał..."
Jednakże nie musiała długo czekać, aż znajdzie się jakiś inny samotny kot, który również nie chciał przesiedzieć całego zgromadzenia samemu. Czując na sobie czyjś wzrok, podniosła znudzone spojrzenie na kota, który do niej się zbliżył. Niedaleko niej stała szylkretowa kotka, która pachniała Klanem Klifu.
"Wyśmienicie..." — westchnęła cicho w myślach.
Klan Klifu nie wkupił się w łaski kotów z Klanu Nocy, tym bardziej że nie tak dawno Szałwiowe Serce został nakryty na zdradzie z niejaką Klifiaczką. Sama nie pałała do tych kotów sympatią, jednak nie mogła być wroga dla kotki, która wyglądała, jakby bała się własnego cienia. Może miała złe wspomnienia ze zgromadzeniami?
"Dobra... Nic mi nie szkodzi jej zaprosić do wspólnej rozmowy. Jest rozejm." — Zmiękła lekko na widok sierotki, trzęsącej się pod jej twardym spojrzeniem.
Machnęła ogonem, zachęcając Klifiaczkę, aby przysiadła się obok niej.
— Trzcinowy Szmer z Klanu Nocy — przedstawiła się krótko. — A ty?
Nieznajoma uśmiechnęła się lekko i usiadła obok niej.
— Nazywam się Wzorzysta Dal- — Ugryzła się w język, widząc jednak dziwne spojrzenie wojowniczki, improwizowała. — …ia… Wzorzysta Dalia
— Wzorzysta Dalia? Z Klanu Klifu? — spytała się bardziej sama siebie niż rzeczywiście rozmówczynie. — Ładne i dość niespotykane imię. Nie spotkałam się z takim jeszcze. Co oznacza "Dalia"?
Swój wzrok przeniosła znów na ciemną wodę i wysunęła łapę, by ją zamoczyć. Woda była chłodna, jednak kotka musiała zająć czymś swoje łapy. Wzorzysta Dalia zamilkła na chwilę, jakby musiała sobie przypomnieć, co dokładnie oznacza jej imię.
— To taki kwiat.
— Musiał być ładne te kwiaty, skoro dali ci takie imię — zauważyła.
Ich rozmowa zaczęła ją nudzić. Czy naprawdę będą rozmawiać na takie tematy?
— Czy w Klanie Klifu dzieje się w ogóle coś ciekawego? — spytała od niechcenia. — Wydajesz się młoda, nawet młodsza ode mnie... Młodzi często plotkują, znasz może jakąś ciekawą plotkę, Wzorzysta Dalio?
Szylkretka speszyła się trochę na komplement.
— Tylko o jakimś mysio-mózgim uczniu, który spanikował, kiedy usłyszał kaszel w legowisku starszych.
— Brzmi to naprawdę nudno. Nie wiedziałam, że macie takich uczniów, którzy boją się kaszlu — prychnęła z jej typowym sprytnym uśmieszkiem, jednak zaraz przestała. Klifiaczka nie była przecież Żmijowcową Wicią i mogła nie rozumieć jej poczucia humoru. — Chociaż w Klanie Nocy wcale nie jest lepiej z uczniami... Same katastrofy, jakby nie umieli się trzymać z dala od kłopotów. Wcześniej, jak byłam uczennicą, to byłam od nich o wiele twardsza.
Swoją mokrą łapką wskazała na jej blizny na szyi.
— Widzisz te blizny? Są to blizny po starciu z wydrą. Przegoniłam ją własnymi pazurami, kiedy byłam jeszcze uczennicą, a na dodatek wydłubałam jej oko! — Dumnie się wyprostowała, napinając swoje mięśnie. — Byłam uczennicą samej Mandarynkowej Gwiazdy, która stworzyła ze mnie prawdziwą wojowniczkę Klanu Nocy.
Wzorzysta Dalia wzdrygnęła się lekko na widok blizn i po usłyszeniu opowieści, po czym skinęła głową z uznaniem.
— Miałaś szczęście, moja mentorka boi się własnego cienia.
Na wzdrygnięcie się rozmówczyni, uśmiechnęła się szerzej. Było to dla niej przysmakiem, kiedy inne koty patrzyły z respektem na jej bliznę.
— Czyli trafiłaś na leszcza — podsumowała ją. — Nie chcę cię obrażać, jednak tobie udziela się jej charakter. Powinnaś coś z tym zrobić, Wzorzysta Dalio.
"Jednak nie powiedziałabym, że miałam albo mam w czymkolwiek szczęście. Wątpię, byś straciła całe swoje rodzeństwo albo spotkało cię cokolwiek podobnego, co mi się przydarzyło."
Żałowała, że nie mogła naskoczyć na kotkę i wyżalić się z tego, że wcale nie ma tak kolorowo w życiu.
— Może powinnaś też pokonać jakiegoś drapieżnika? Wtedy pokazałabyś, na co cię stać.
Kotka cofnęła się trochę do tyłu i zaśmiała się nerwowo.
— Może…
Starała się opanować jej uśmiech. Widziała dokładnie, jak młodsza od niej kotka zestresowała się ich rozmową. Musiała trafić na słaby punkt Wzorzystej Dalii. Normalnie zaczęłaby się wyśmiewać z kota lub robić docinki, jednak tutaj nie rozmawiała z kimś, kto dorównuje jej choćby trochę humorem. Westchnęła cicho, opanowując swoje dziwne żądze. Nie starała się również zapraszać kotki, by usiadła bliżej niej.
— Może zmieńmy temat, na jakiś bardziej nudny. Widzę, że cię trochę przestraszyłam. — położyła się na skale, podparła głowę jedną łapą, a drugą brodziła znów w wodzie — Czy w Klanie Klifu polujecie na ryby? Macie dostęp do morza, czy uczono was pływania?
— Pływać? Polować na ryby? Nie… Morze jest za głębokie — zauważyła, zdziwiona Klifiaczka.
— To trochę głupie, żeby nie pływać, skoro ma się dostęp do wody... — zauważyła Trzcinowy Szmer. — Co wy robicie w takim razie z tym morzem i plażami?
— Polujemy na kraby! — wyjaśniła z ekscytacją.
Pamiętała, jak mówiła o tym jej mentorka, jednak nie słyszała jeszcze tego z pyska Klifiaka.
— Na kraby? Rozumiem, że jecie je wraz z pancerzami. Nie bolą was od tego zęby?
— Z pancerzami? To byłoby godne pchlich móżdżków! Otwieramy je i wyjmujemy mięso.
— Otwieracie? To da się zdjąć ich pancerze? Łatwiej już się poluje na ryby... Bolałyby mnie pazury od ściągania pancerza z kraba…
— Nie mamy na tyle ziół, żeby robić to pazurami, a potem co chwilę chodzić do medyków! — zażartowała. — Rozbijamy je kamieniami.
Zaciekawiona oderwała swój wzrok od wody i przestała moczyć w niej swoją łapę. Zapamiętała dokładnie rozmowę ze Wzorzystą Dalią. Będzie musiała wypróbować polowanie na kraby, Klan Nocy również miał plaże i często widziała na nich czerwone skorupiaki, a jedzenie zawsze się może im przydać.
— Nie spodziewałam się tego... Brzmi to...fascynująco. — Pogładziła łapką swoją brodę.
— A wy jak polujecie na ryby? Przecież są takie śliskie i szybkie.
— Szczerze każdy ma inną technikę. Niektórzy cali się zanurzają, inni tylko łapią ryby pyskiem. — Przypomniała sobie, jak jej ojciec łowił ryby na polowaniu. — A jeszcze inni używają do tego swoich łap z wysuniętymi pazurami. Różnie wychodzi i jest to specyficzne polowanie, jednak dla tych, co lubią się moczyć, jest to całkiem fajna zabawa-
Przerwała, kiedy z nieba rozległ się huk i błysnęła jasna błyskawica.
— Na Klan Gwiazdy... — mruknęła, czując, jak futro jej się podniosło na karku.
Klifiaczka zjeżyła się z powodu głośnego dźwięku.
— Co się stało?
— Z nieba spadła błyskawica — powiedziała, będąc nadal zszokowana takim dziwnym zjawiskiem. Przecież niebo było bezchmurne.
— Czy to znaczy, że zgromadzenie zostaje przerwane?
Przeniosła wzrok na skałę, na których siedzieli liderzy oraz... kociaki? Co tam robiły kocięta? Jej rozmówczyni całkowicie skupiła się na scenie, która odgrywała się na skale między liderami. Ona również nie odrywała wzroku od liderów oraz kociaków, które jakimś cudem znalazły się na wyspie.
— Tego to się nie spodziewałam za wszelkie plagi Klanu Gwiazdy…
— Zgromadzenia zawsze takie są? Dawno nie byłam…
— Ostatnie zgromadzenie, które dobrze pamiętam, to było za czasów Spienionej Gwiazdy. Wtedy księżyc jakoś mocniej świecił niż zwykle... A tak to nudno dość jest... — odpowiedziała, starając się jednocześnie usłyszeć rozmowy liderów.
Kociaki zaczęły obrażać przywódcy z innych Klanów, a z każdym ich słowem, Królicza Gwiazda coraz bardziej płaszczył się pod wrogimi spojrzeniami Zalotnej Gwiazdy oraz Mandarynkowej Gwiazdy. Natomiast Judaszowcowa Gwiazda, najstarszy z liderów, starał się nie przysypiać.
— Myślisz, że co się stanie z tymi kociakami?
— Nie mam bladego pojęcia... Ja bym za te pyskate języki ich zaciągnęła do obozu i opóźniłabym mianowanie na uczniów o kolejne sześć księżyców bez możliwości wychodzenia z obozu. Jednak nie wiem, czy to nie za lekka kara... — zauważyła.
— W naszym klanie takich by pewnie po prostu wyrzucili…
— No cóż... Jednak to nie my będziemy mieć pod górkę. To Klan Burzy teraz wychodzi na głupich. To oni nie mają karmicielek w żłobku, żeby pilnowały swoich pociech? Mam nadzieję, że Mandarynkowa Gwiazda nie puści tego płazem.
— Nie rozumiem jakim cudem Judaszowcowa Gwiazda może być taki spokojny.
Trzcinowy Szmer spojrzała na starego przywódcę. Chciałaby powiedzieć swojej rozmówczyni, że ma już przeterminowanego dawno lidera i to jest kwestia czasu kiedy na starym pierniku zacznie rosnąć pleśń, jednak tego nie zrobiła, gdyż znajdowali się blisko pozostałych kotów z Klanu Klifu, a ona nie chciałaby pogarszać sytuacji, jaka panuje pomiędzy Klanem Nocy oraz Klanem Klifu.
— Ma luz.
— Kiedy ostatnim razem jakiś uczeń się wymknął na zgromadzenie, nawet nie zrobił takiego zamieszania, a i tak został skazany na trzy księżyce usuwania kleszczy starszym.
— Szczerze, tym kociakom należy się lekcja pokory, jak nigdy dotąd. Jednakże wyrzucenie z klanu to za dużo, nadal to są tylko głupie kocięta. Jakbym była matką- — ucięła. Poczuła się stara, wyobrażając siebie teraz jako matkę, jakichkolwiek kociąt. Przecież jeszcze była młoda... Nieprawdaż?
W międzyczasie Zalotna Gwiazda straszyła kocięta, że zabierze je do Klanu Wilka, by nauczyły się pokory. Strachy zadziałały w połowie, gdyż jedno z nich zaczęło coś piszczeć i krzyczeć do świeżo upieczonej przywódczyni, jednak tego już Trzcinowy Szmer nie mogła już dosłyszeć. Koty z pozostałych klanów również zaczęły komentować porażkę Klanu Burzy, przez co na wyspie zapanował szum.
— Nie rozumiem Wilczaków. Czemu mieliby chcieć wziąć takiego kociaka? — odezwała się w końcu Wzorzysta Dalia.
— Też tego nie rozumiem, jednak może wyniknie z tego jakiś sojusz w przyszłości między klanami? O ile Wilczaki by oddali tego kociaka z powrotem.
— Wątpię — mruknęła tylko.
Nie odpowiedziała Wzorzystej Dalii, gdyż nie miała pojęcia, jaka naprawdę jest nowa przywódczyni Klanu Wilka. Zawsze była szansa, że kociak zostałby w Klanie Wilka na stałe albo w ogóle by nie przeżyłby tam dłuższego czasu. Klan Nocy miał naprawdę ciekawych sojuszników...
— Wygląda na to, że sytuacja jest opanowana, przynajmniej zdaje się tak... Nie wierzę, że w ogóle stało się coś takiego na zgromadzeniu. Klan Burzy jest niepoważny, jak można nie pilnować swoich kociąt? — zaczęła się powtarzać.
— Zgadzam się. Jakim cudem oni w ogóle wyszli z obozu?
Trzcinowy Szmer pokręciła nosem z dezaprobatą, nadal patrząc się na Króliczą Gwiazdę.

***

Dzień drugi po zgromadzeniu

Trzcinowy Szmer wyszła wraz z Rezedową Łapą poza obóz. Zapowiadał się kolejny dzień nauki dla podopiecznego oraz dla niej samej. Chciała wypróbować metodę łowienia krabów, o której wspominała jej Wzorzysta Dalia. Na zgromadzeniu może i było wielkie zamieszanie, spowodowane przez pojawienie się kociaków z Klanu Burzy, jednak mogło też być dla niej owocne. Każde jedzenie porą nagich drzew miało wielką wagę, więc czemu by nie nauczyć się techniki łowienia i otwierania krabów? W następnym sezonie mogłaby co nieco podratować głodnych klanowiczów, a głód i tak by się zmniejszył, gdyby nauczyłaby i tego swojego ucznia.
— Gdzie idziemy, Trzcinowy Szmerze? — Przerwał ciszę Rezedowa Łapa, który zdziwił się, że odchodzą coraz to dalej od obozu Klanu Nocy.
— Idziemy na plaże, przy granicy z Klanem Klifu — wyjaśniła mu.
— Po co? Przecież nie upolujemy tam ryb.
— Chciałam coś sprawdzić Rezedowa Łapo. Dowiedziałam się o czymś bardzo ciekawym od jednej Klifiaczki i może nam się to przydać.
Zaciekawiony uczeń przechylił łebek i otwierał już pysk, żeby zacząć się dopytywać jej o szczegóły, jednak Trzcinowy Szmer szybko zasłoniła mu jadaczkę swoim długim ogonem.
— Poza tym sprawdzimy granice z Klanem Klifu.
Po niedługim czasie w końcu dotarli na plaże, gdzie nie było widać żywej duszy, nawet Trzcinowemu Szmerowi nie rzucało się w oczy żadne czerwone barwy, która mogła świadczyć o obecności krabów. Szylkretka nie pozwalając się zwieść pustce, ruszyła bliżej fal, które obmywały piasek i zaczęła węszyć. Wiedziała, jak pachną skorupiaki, każdy kot z Klanu Nocy chcąc lub nie chcąc, musiał napotkać na swojej drodze, jakieś inne wodne zwierzę niż same ryby.
— Czego szukasz? — Podszedł do niej Rezedowa Łapa.
Kocur wyglądał na zdezorientowanego, tym bardziej że nie wyznaczyła mu zadania, tylko skupiła się od razu na poszukiwaniu skorupiaków.
— Szukaj krabów.
— Co? Czemu akurat krabów?
— Nie zadawaj zbędnych pytań, tylko szukaj krabów!
— Um… No dobrze…
Uczeń ruszył w drugą stronę i unikając silniejszych fal, starał się znaleźć jakiejś poszlaki, która mogła świadczyć o obecności tych dziwnych skorupiaków, na które miał zwyczaj polować Klan Klifu. Trzcinowy Szmer jednak nie zwracała uwagi, czym jej uczeń aktualnie się zajmował. Miał tak naprawdę jedno zadanie, musiał nie przekroczyć granicy z żadnym klanem. Inaczej mogła go w każdej chwili dogonić i ochrzanić za głupie wybryki. Przeczesując tak dalej mokry piasek, w końcu natrafiła na kraba. Ostrożnie go wyrzuciła na piasek, z dala od morskiej wody i przywołała do siebie Rezedową Łapę. Uczeń popatrzył się na skorupiaka z zaciekawieniem.
— To, co teraz?
— Według Klifiaczki powinniśmy go otworzyć kamieniem.
— Na naszej części plaży nie ma kamieni — zauważył Rezedowa Łapa, oglądając się na boki.
Trzcinowy Szmer prychnęła niezadowolona. Akurat teraz nie mieli kamieni, kiedy udało się jej wyłowić kraba?! Cóż to za pech. Otworzyła pysk i odwróciła się do ucznia, by kazać mu pobiec po jakikolwiek kamień, jednak było to błędem. W tym czasie kraba obrócił się i swoimi szczypcami złapał szylkretkę za łapę. Trzcinowy Szmer wrzasnęła z bólu, a na pysku Rezedowej Łapy pojawiło się przerażenie. Machnęła łapą w powietrze, a krab poluzował uchwyt i koziołkując w powietrzu, wpadł do morza.
— Uuuu… Co za pech — zaśmiał się pod nosem Rezedowa Łapa, po czym dostał po pysku łapą od Trzcinowego Szmeru.
— Następnym razem biegniesz po kamień!

***

Gąbczasta Perła uważnie obejrzała jej łapę i pokręciła nosem. Zniknęła na chwilę w spiżarce, po czym wróciła do niej z jednym ziarenkiem maku, które trzymała na małym listku. Położyła ziarenko przed jej łapami i spojrzała na nią z niedowierzaniem.
— Jeszcze raz… Chcesz mi powiedzieć, że chciałaś złapać raka-
— Kraba.
— Chciałaś złapać kraba i go przynieść do obozu?
— Tak.
Jej dobra koleżanka złapała się łapką za pyszczek, przecierając przy tym oczy.
— Czemu? Przecież Klan Nocy nie je krabów, na nie polują tylko koty z Klanu Klifu. Co ci się udzieliło po zgromadzeniu? Założyłaś się z kimś, że sama też upolujesz raka?
— Kraba. — Znów poprawiła Gąbczastą Perłę, a ta westchnęła przeciągle. — Jedna Klifiaczka powiedziała, jak dokładnie poluje się na kraby, jednak zabrakło mi kamienia, żebym rozłupała pancerz. Jeśli nauczyłabym się polować na kraby, to Klan Nocy nie musiałby głodować w następnej porze nagich drzew.
Medyczka uśmiechnęła się głupio niedowierzająco.
— Jeśli chcesz, to następnym razem możemy oboje pójść na polowanie na kraby — zaproponowała koleżance. — Wtedy nie wyjdę jedyna na obłąkaną.
— Chętnie, jednak nie w najbliższych dniach. Wiesz, że Nocniaki jeszcze przeżywają zdradę twoich rodziców. Nie daj im kolejnego powodu, żeby na ciebie krzywo patrzyli. — Dymna pogłaskała ją swoim puchatym ogonem po boku. — Poczekaj do następnego zgromadzenia. Po nim sytuacje w Klanie Nocy powinny się uspokoić.
Trzcinowy Szmer wstała na cztery łapy, będąc gotowa odejść do legowiska wojowników. Posłała medyczce ostatnie spojrzenie.
— Nic nie obiecuję. Inni są głupcami, jeśli myślą, że również jestem zdrajczynią. Nie mam nic sobie do zarzucenia, jeśli robię to po mojej stronie granicy i nie łamię do tego żadnego kodeksu wojownika — zauważyła dość chłodno, jednak po chwili posłała przepraszające spojrzenie Gąbczastej Perle. Nie chciała jej urazić, a wiedziała, że kotka zwyczajnie się o nią martwi. — Nie będę robić niczego głupiego.
— Cieszy mnie to. Jesteś silna i raki powinny się ciebie bać.
— Kraby. — Kolejny raz poprawiła medyczkę.
— Jeden glon… To i to ma skorupę — zaśmiała się i przewróciła dramatycznie oczyma.
Trzcinowy Szmer również się zaśmiała i wyszła z lecznicy, delikatnie kulejąc na jedną łapę.

***

Kolejny dzień i kolejny patrol graniczny. Szła z pobratymcami plażą w stronę granicy z Klanem Klifu, a mewy głośno krzyczały nad ich głowami. Kiedy odnawiali granicę, wyczuli silny zapach Klifiaków, a kilka uderzeń serca potem ujrzeli ich patrol, który również musiał odświeżyć znaczniki zapachowe. Może nie mieli sojuszu i nie panował rozejm, jak podczas zgromadzenia, jednak oba patrole kulturalnie przywitały się ze sobą. Nikt nie był na siłę uprzejmy i bezgranicznie słodki, jednak koty zaczęły ze sobą rozmawiać. Trzcinowy Szmer widząc znajome futro, zamruczała na powitanie.
— Witam Wzorzysta Dalio, jak mijają ci dni po zgromadzeniu? Czy kociaki Klanu Klifu są o wiele grzeczniejsze od tych z Klanu Burzy? — zaśmiała się do kotki, która nieśmiało wyjrzała zza swoich pobratymców.

<Może zostaniemy koleżankami? Co ty na to, Wzorzysta Dalio?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz