Dawno temu
“Dlaczego nie pomyślałem o konsekwencjach jeszcze przed ucieczką?” – zastanawiał się niemal codziennie. Naprawdę sądził, że w siedlisku Dwunożnych wszystko się powiedzie? Że wraz z Dyniową Skórką zdoła bez problemu wychować dwie córki? Może i tak by było, gdyby nie był takim tchórzem. Zamiast zajmować się Kocimiętką i Makiem, wolał znikać gdzieś między uliczkami i szlajać się samotnie. To nawet nie tak, że potajemnie spotykał się z kimś innym. Nie. Po prostu uciekał od obowiązków, bo miał taki kaprys. Bo mógł.
Teraz już od niczego nie ucieknie. Nie miał dokąd. Gdyby tylko spróbował się lenić albo podpaść komuś wyżej postawionemu, Judaszowcowa Gwiazda bez wahania wyrzuciłby go na zbity pysk. A wtedy naprawdę zostałby sam. Nie miałby już do kogo wrócić.
Niesforna Łapa westchnął ciężko i ruszył w stronę legowiska uczniów, marząc tylko o tym, by wreszcie położyć się i odpocząć po dniu wdychania mysiej żółci i wysłuchiwania narzekań starszyzny. Był tak zmęczony, że nawet nie zwrócił uwagi na dwie młodsze uczennice, które przyglądały mu się z wyraźnym zaciekawieniem. Pomyślał, że pewnie plotkują na jego temat, a do tego był już przyzwyczajony, więc nie przejął się ich spojrzeniami.
Kiedy jednak podszedł do swojego posłania, miał wrażenie, że świat na moment ucichł. Wydało mu się to podejrzane, ale zmęczenie było silniejsze niż potrzeba zachowania czujności. Wsadził jedną łapę w mech, a wtedy…
Plusk!
Po jaskini rozległ się śliski, obrzydliwy dźwięk. Kremus odskoczył jak poparzony, a w uszach zadźwięczał mu chichot dwóch uczennic. Spojrzał w dół. Między mchem i gałązkami dostrzegł gładką, lśniącą skórę jakiegoś stworzenia. Żaba. Schowana w jego posłaniu.
— To chyba jakiś żart — warknął pod nosem, chwytając płaza w zęby. Z nerwów zacisnął szczękę tak mocno, że niemal go zmiażdżył.
— Co jest? Co on robi? — dobiegł go głos jednej z uczennic.
Przez moment przestał kontrolować własne łapy. Te same poniosły go prosto przed Nietoperzą Łapę i Morświnową Łapę. Obie kotki umilkły natychmiast, wpatrując się w niego z bladymi minami.
Niesforna Łapa zamachnął się i cisnął żabą prosto w pysk czarnofutrej. Płaz odbił się od jej nosa i z kolejnym obrzydliwym pluskiem spadł na ziemię.
— Co ty wyprawiasz! — fuknęła Nietoperza Łapa, chwytając się łapą za miejsce, w które oberwała.
Bursztynowooki przez chwilę mierzył ją gniewnym spojrzeniem, lecz nie powiedział ani słowa. Nie zamierzał dać się dalej prowokować. Odwrócił się po prostu i wrócił na swoje posłanie, jakby nic się nie stało.
* * *
W Porze Nagich Drzew
Królicza Prawda maszerował obok Psotnego Nietoperza, podczas gdy Mroźny Wicher wysunął się na przód patrolu. Patrolowali właśnie granicę z Klanem Wilka, przez co kremowy tęskno wpatrywał się w tereny, które się za nią znajdowały. Zastanawiał się, jak radziła sobie Kocimiętka, Mak i Dyniowa Skórka. Czy dwie, teraz już nie tak młode, kotki otrzymały już swoje wojownicze imiona? Czy miały w klanie wielu przyjaciół i były na ogół lubiane, czy raczej Wilczaki patrzyły na nie krzywo ze względu na fakt, że tak naprawdę nikt nie znał ich prawdziwego ojca?
Wojownik zamyślił się na tyle, że w pewnym momencie na śliskim śniegu omsknęła mu się łapa i zachwiał się, o mało nie wywracając się na ziemię. Udało mu się jednak utrzymać balans, choć serce na chwilę podeszło mu do gardła. Sfrustrowany strzepnął swoim krótkim ogonkiem, mamrocząc coś pod nosem, bardziej do siebie niż do kroczącej tuż obok czarno-białej kotki.
Tej jednak nie umknął fakt, że Królicza Prawda zachowywał się niecodziennie. Nie, żeby na ogół nie był dziwny, ale tak intensywne wpatrywanie się w tereny Klanu Wilka wzbudzało pewne podejrzenia. Jak zwykle kremus nie popisywał się inteligencją, robiąc to przy swoich pobratymcach – choć on nigdy mądrością szczególnie nie grzeszył. Dobrze, że przynajmniej został Niesforną Łapą, a nie Głupią czy Bezmózgą Łapą. Choć oba te człony pasowałyby do niego aż nadto.
— Ej, Królik! Czyżbyś wypatrywał swojej kochanki z Klanu Wilka? — odezwała się Psotny Nietoperz, uśmiechając się zadziornie.
Serce wojownika na moment stanęło, a futro na karku zjeżyło się z nerwów. Podniósł wzrok na młodszą kotkę i niemal od razu wykrzywił pysk w grymasie niezadowolenia. Zmarszczył brwi i zanim odpowiedział, fuknął pod nosem.
— Jakiej znowu kochanki! Źródlana Łuna jest moją… partnerką i to nie podlega żadnym wątpliwościom! — oburzył się, poruszając nerwowo swoim kikutem. — Patrz lepiej na czubek własnego nosa, zamiast wtrącać się w życie innych! — furczał dalej, wyraźnie dotknięty jej słowami. Tym bardziej że te słowa, choć rzucone w formie żartu, miały w sobie ziarno prawdy. Nie mógł przecież zaprzeczyć, że Dyniowa Skórka była jego “kochanką”. Doczekali się nawet dzieci – a to znaczyło, że ich relacja była czymś więcej niż przelotną przyjaźnią.
— Rety! Ja tylko żartowałam, nie musisz się od razu tak puszyć — odparła Psotny Nietoperz, przewracając oczami.
Gdy Królicza Prawda pomyślał, że do końca patrolu będzie miał już spokój, kotka dodała:
— Ale skoro się tak oburzyłeś, to może jednak mówię prawdę, co?
Bursztynowooki zmarszczył nos i zmierzył ją spojrzeniem tak chłodnym, że mógłby nim i jezioro zmrozić. Zazwyczaj nie denerwował się tak szybko, lecz wszelkie romanse i zakazane miłości były dla niego drażliwym tematem. Wstydził się swojej przeszłości. Wolał do niej nie wracać. Wystarczy, że Trójoki Zając, Dyniowa Skórka i jego córki wiedzą, jakim był dupkiem.
— Nawet tak nie myśl… — wycedził przez zęby. — Zakochałem się w Źródlanej Łunie już jako uczeń. Mimo że wtedy jeszcze nie byliśmy razem, nie byłbym w stanie jej zdradzić — przyznał, zadzierając brodę z udawaną pewnością.
Kłamał. Och, jak bardzo kłamał. Owszem, kiedyś się w niej zauroczył, to była prawda. Ale Dyniowa Skórka skutecznie pozbyła się z jego serca wszelkich uczuć do Łuny.
“Miałem mówić prawdę. Miałem nie udawać kogoś, kim nie jestem… a tu proszę. Życie cały czas robi mi na przekór” – myślał z goryczą. Jakim cudem nosił imię Królicza Prawda, skoro całe jego “piękne” życie było jedną wielką ułudą? Wystarczyłoby jedno złe słowo, a czar prysłby bezpowrotnie i prawda wyszłaby na jaw. I wtedy każdy dowiedziałby się, kim naprawdę jest kremowy wojownik.
<Psotny Nietoperzu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz