Przeszłość
Znudzony szedł wraz z dwójką kotkę oraz Niedźwiedziówką w stronę ustalonego miejsca spotkania z drugą częścią patrolu. Miał nadzieję, że nie było błędem zabieranie obcej samotniczki do ich obozu — nawet jeśli kodeks nakazywał, co innego, to on nie zamierzał tracić w żadnym wypadku czujności. Coś mu mówiło, że bura nie do końca mówi prawdę, a jedynie to, co chcą usłyszeć. Może to jego jakaś paranoja, przewrażliwienie, lecz uważał, że lepiej być przesadnie ostrożnym, niż zginąć z łap kota, kiedy tylko na chwilę odwrócić wzrok.
Jego przemyślenia przerwał słaby głos Słodkiej Łapy. Nieco zaniepokojony od razu skierował na nią swoje niebieskie ślepia, chwilę przed tym, jak kotka o mało co nie upadła na ziemię. Od razu znalazł się blisko jej boku, starając się ją wspierać. Lekka panika zawitała w jego jasnym spojrzeniu, bojąc się o szylkretkę.
— Ćmie Mżenie, zabierz Niedźwiedziówkę do reszty patrol — oznajmił, nawet nie spoglądając na wojowniczkę.
— A ty to co?
— Zabieram swą siostrę do medyków, teraz. — I nie czekając dłużej, ruszył prosto w stronę obozu, nie mając zamiaru ani chwili zwlekać z obawą, że stan kotki może się jeszcze bardziej pogorszyć.
«★»
— To tylko odwodnienie spowodowane niestrawnością, a następnie wymiotami, jednak dobrze, że w końcu ją przyprowadziłeś.
— W końcu? Nic mi nie było wiadomo, by wcześniej chorowała — zauważył liliowy, obserwując pracę Różanej Woni oraz Gąbczastej Perły. — Głupiaś siostro. Czemu wcześniej nie przyszłaś do medyczek?
— Konwaliowa Mielizno, wiem, że się martwisz o Słodką Łapę, jednak teraz przyda jej się odpoczynek i porządne nawodnienie. — Wojownik doskonale zrozumiał aluzje medyczki: miał wyjść i nie zawracać ogona siostrze. W tej kwestii nie miał nic do gadanie, więc jedynie nieco poirytowany lekceważącym podejściem Słodkiej do swojego zdrowia, zastrzygł uchem, by następnie opuścić lecznicę.
Tuż przy wyjściu nieco zaciągnął się zapachem mięty, który unosił się w legowisku, by następnie odszukać mentorkę szylkretki i przekazać jej wieści o stanie uczennicy. W tym aspekcie dopisało mu szczęście, gdyż zwęglona wojowniczka właśnie wyłoniła się z legowiska wojowników. Żwawym krokiem podszedł do niej i nim otworzył pysk, skinął głową na powitanie.
— Witaj Świteziankowe Jezioro, chcę jedynie przekazać wieści o mej siostrze, Słodkiej Łapie. — Widząc drobne zaciekawienie w żółtych oczach starszej, kontynuował: — Ma głupia siostra zbagatelizowała stan swego zdrowia i obecnie wraca do sił u medyczek.
— Dziękuje Ci, Konwaliowa Mielizna — odpowiedziała cicho, dopiero po paru uderzenia serca, oznaczających wahanie przed wypowiedzeniem jakichkolwiek słów w stronę liliowego. Ten jedynie skinął głowę, by następnie udać się do legowiska.
Miał zamiar przywrócić swoje futro do nienagannego stanu, w którym było, nim wyruszył na patrol z resztą. Przez ten czas do jego długiej szaty zdążył się przyczepić drobne gałązki lub nawet liście, które będzie musiał wyjmować. Nikły grymas pojawił się na jego pysku, kiedy zdał sobie sprawę, że w takim stanie przypadła mu rozmowa ze Świteziankowym Jeziorem. Jednakże wtedy nie miał czasu, by najpierw z grubsza ogarnąć swój wygląd, gdyż wojowniczka musiała w trybie nagłym dowiedzieć się o stanie swojej uczennicy. Na chwilę przerwał wyciąganie elementów lasu z sierści, by spojrzeć na Źródełko, które było przyozdobione lawendą. Musiał uspokoić swoje galopujące myśli oraz określenia cisnąć mu się na język przez nieostrożność Słodkiej Łapy. Bardzo się o nią martwił, nie będąc w stanie pojąć, czemu zwlekała aż tyle z udaniem się do medyczek, przecież trening nie ucieknie, a bez dobrego zdrowia to ten może jedynie się jeszcze bardziej wydłużyć.
Po dłuższej chwili wrócić do przerwanej czynności, przechodząc do rozplątania dłuższych pasm, które zdążyły się ze sobą splątać w trakcie patrolu oraz przeprawy na wyspę ze Słodką.
«★»
Obecnie
Od incydentu z odwodnieniem Słodkiej Łapy minęło trochę czasu, jednak Konwalia nadal miał za złe uczennicy, że tak bagatelizowała swój stan. Treningi szylkretki nieco ułatwiały mu sprawę, gdyż często jedno z nich było na tyle zajęte, że się mijali, bądź nie byli w stanie się załapać i chociaż zamienić kilka słów. Może liliowy zachowywał się nieco, jak kociak, niemal unikając zielonookiej, lecz głównie było to podszyte obawą, że emocje wzięłyby górę i powiedział coś, czego, by później żałował.
Właśnie wychodził ze żłobka po kolejnej wizycie u Złocistego Widlika i kolejnych kociąt, które jakiś czas temu zawitały w Klanie Nocy. Dzieci Niedźwiedziówki w tym czasie zostały mianowane na uczniów, jak ona sama, będąc wprowadzaną przez Wężynowy Kieł w klanowe życie. Natomiast Werwa, Narcyz i Kasztanek mieli łatwiej, gdyż urodzili się tutaj i obecnie byli szkoleni przez Kijankowe Moczary, Lśniącą Ikrę i Zmierzchającą Falę. W głowie liliowego pojawiła się myśl, czy on też kiedyś dostanie własnego ucznia — jego dymny mentor raczej dobrze go wyszkolił, patrząc na to, że dostał kolejnego ucznia, Przypaloną Łapę.
Zmierzając w stronę wyjścia z obozu, przez przypadek wpadł na kogoś drobniejsze budowy od niego. Już chciał przepraszać i przyznawać, że zbytnio nie patrzał, gdzie idzie, lecz widok jego siostry skutecznie powstrzymał wszelkie słowa, które chciał wypowiedzieć. Nieco zmieszany skierował wzrok na kołyszącą się lawendę obok źródełka.
— Konwaliowa Mielizno, może dołączysz? — spytała niespodziewanie wojowniczka, choć było widać na jej pysku zakłopotanie i niepewność po wypowiedzeniu propozycji.
— Nie jestem pewny, nie chciałbym wam przeszkadzać… — mruknął, starając się unikać wzroku Słodkiej Łapy.
— Idziesz i nie ma żadnego “ale”. — Jak widać, zielonooka uczennica podjęła za niego decyzję. A on? Nie miał zbytnio sił się z nią spierać, dlatego też jedynie skinął głową starszej, dając znać, że dołączy.
<Słodka Łapo?>
Wyleczeni: Słodka Łapa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz