Dzień mianowania
Niebo nad klifami od rana malowało się w zszarzałych barwach, dzień jak każdy inny na terenach klanu. No, może nie do końca, gdyż to właśnie dziś dwójka przybranych wnuków Judaszowcowej Gwiazdy miała zostać mianowana na uczniów. W końcu Źródlana Łuna nie będzie musiała całymi dniami z bólem w oku obserwować swoich kociąt, by te zachowywały się, jak należy w kociarni. Musiała tylko wytrzymać do ceremonii mianowania, a wszystko wróci do dawnego stanu.
Morskooki point nie traktował tego całego przedstawienia jako coś wyjątkowego. Zwykłe wypowiedzenie, powtarzanej ciągle formułki w obecności klanu. Najchętniej pozostałby w żłobku u boku kochanej siostry, lecz wzrok Jastrzębiego Zewu mu nie pozwalał. Za każdym razem, kiedy robił cokolwiek innego niż przygotowania do godnego reprezentowania się przed wojownikami, to starsza nie spuszczała z niego spojrzenia, aż ten zirytowany tym stanem, ulegał, sprawiając jakiekolwiek pozory, że ten dzień traktuje jako coś niezwykłego.
Nie potrafił zrozumieć takiego szumu o zmianę imienia oraz dotychczasowego miejsca spoczynku. Co innego mianowanie nowego przywódcy, zastępcy czy nawet medyka, gdyż nie każdy mógł piastować te stanowiska. Wojownicy stanowili większość klanu, więc dlaczego ceremonie na uczniów i owych wojowników także były tak hucznie odbierane? Jego młody umysł nie był w stanie pojąć tej tradycji, która miała miejsce w każdym klanie, a nawet społeczności, jaką był Owocowy Las.
W końcu nastąpił moment, gdy czekoladowy przywódca zwołał obecnych w obozie pobratymców. Ci zebrali u podnóża półki skalnej, służącej za mównicę. Ta mieściła się nad samym legowiskiem przywódcy, z której był widok na cały obóz Klanu Klifu.
— Strzępku, ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Zszarzała Łapa. Twoim mentorem będzie Bukowa Korona. Mam nadzieję, że Bukowa Korona przekaże ci całą swoją wiedzę. Jednakże biorąc pod uwagę obecny stan twojego mentora, do momentu jego wyzdrowienia będziesz także szkolony przez Trójokiego Zająca.
Każde słowo przybranego dziadka wyryło się w głowie Strzępka, a raczej Zszarzałej Łapy. Klan skandował ich imiona, lecz kocurek czuł, że jeśli zaraz nie ucichną, to oszaleje. Dlaczego jego człon został zmieniony? Czyżby to był jakiś przytyk Judaszowcowej Gwiazdy, co do jego wątpliwego pochodzenia? Królicza Prawa go okłamał? Przecież był ich “ojcem”, więc po to miałby to robić. Poirytowany wątpliwościami i pytaniami bez odpowiedzi, machnął gwałtownie ogonem, co zapewne nie uszło uwadze Oszronionej Łapie, gdyż ta po chwili przyjacielsko szturchnęła go barkiem w bok. Strzępek posłał siostrze niepewny, nieco zbolały uśmiech, a widząc jej pytające spojrzenie, pokręcił głową, dając znać, że później odpowie na wszystkie pytanie uczennicy.
Morskooki nawet nie zauważył, kiedy jego siostra zniknęła, klan zaczął się rozchodzić, a przed nim wyrosła, jak spod ziemi, Pikująca Jaskółka, która zaczęła ustalać z Trójokim Zającem zasady podwójnych treningów. W końcu niecodzienną rzeczą było, że jeden wojownik dostawał dwójkę uczniów — nawet jeśli jeden z nich był tylko na pewien czas.
— Jeśli jeszcze macie jakieś pytania, pytajcie teraz. Nie chcę żadnych niedomówień, nieścisłości czy problemów — powiedziała twardo zastępczynią. Odwróciła się w stronę jednego z synów i zmarszczyła nieco ślepia. — To, że Zszarzała Łapa jest twoim uczniem jedynie na okres zdrowienia Bukowej Korony, nie znaczy, że jest mniej ważny. Oboje mają zostać dobrymi wojownikami.
— Oczywiście — oznajmił zielonooki kremus. Kotka skinęła i odeszła, zostawiając za sobą nieco napiętą atmosferę. Zając posłał nowoprzybyłej parze przepraszający uśmiech. — Ustalaliśmy dokładne zasady naszych podwójnych treningów.
— Tak, tak, to dość niecodzienny wybór — zgodził się brat kocura. — Ja i Oszroniona Łapa chcieliśmy pogratulować za to temu oto uczniowi. — Spojrzał na syna z taką samą dumą, jaką wcześniej obdarzył córkę. Strzępek skinął w podzięce. Pointka wystąpiła nieco i zmierzyła go wzrokiem.
— Dali ci takie imie, że nie umiem go powiedzieć — przyznała. — Czemu, tak w ogóle...? — Spoglądając na Króliczą Prawdę, a następnie na ich wspólnego mentora. — Czemu kotom zmieniają imiona? Moje jest takie szame... Inne, ale takie szame...
Strzępek nie słuchał dalej, był pochłonięty obserwacją “ojca”, mając nieodparte wrażenie, że ten nie powiedział mu do końca prawdy. “Strzępku! Przecież jesteśmy jak dwie krople wody” — prychnął pod nosem na dawne słowa Króliczej Prawdy. Od jakiegoś czasu traktował kremusa z nieco większym dystansem niż jego brata, do którego będzie mógł jeszcze bardziej się zbliżyć, dzięki wspólnym treningom.
***
Następnego dnia Trójoki Zając zabrał ich dwójkę na zapoznanie z terenami klanu, w którym przyszło im żyć. Oszroniona Łapa wydawała się podekscytowana wizją opuszczenia jaskini i zobaczeniem świata poza wodospadem, lecz Zszarzała Łapa nie wydawał się być tak zadowolony, jak siostra. Jakby coś go uwierało i nie dawało spokoju. Może była to wina krótkiego i raczej płytkiego snu — wieczorem młódka wypytywała go o jego niemrawą minę zaraz po ceremonii nadania nowych imion. Przyznał jej, że liczył na inny obrót spraw i skrycie marzył o zostaniu medykiem — ciekawiły go zioła i to, jak niektóre z nich wpływały na zdrowie kota. Czuł posmak żalu w pysku wobec starego przywódcy, który był ich dziadkiem.
— Widocznie stwierdził, że będziesz lepszym wojownikiem niż medykiem — podsunęła młódka, wypowiadając te słowa ze słyszalnymi trudnościami, spowodowanymi przesunięciem szczęki.
— Może nawet i lepiej, mamy siebie nawzajem cały czas — mruknął, zmęczony opierając głowę na boku siostry. Nawet jeśli mieli własne posłania tylko dla siebie, to woleli spać razem, blisko siebie, jak to czynili w żłobku.
Teraz oboje, ramię w ramię wychodzili z obozu, prowadzeni przez kremowego wojownika. Strzępek starał się odgonić niechciane myśli, by zachować ostrożność na ścieżce, która prowadziła do podnóża klifu. Point słysząc szum fal, uderzających o ściany nabrzeża, oraz odległy skrzek mew, czuł wewnętrzny spokój, a przez głowę szybko przemknęła tylko jedna myśl — czy gdyby został medykiem, to dane byłoby mu niemal ciągle opuszczać jaskinię i słuchać morskiej melodii natury? Widział, jak Ćmi Księżyc lub Jagnięcy Ukłon wyłaniają się z własnego legowiska, by zniknąć za zakrętem. Lecz był to raczej rzadki widok, czymś codziennym nie mógł tego nazwać.
Chciał wierzyć, że faktycznie Judaszowcowa Gwiazda uważał, że będzie lepszym wojownikiem niżeli medykiem i jego decyzja nie jest spowodowana pogłoskami o niepewnym pochodzeniu dwójki kociąt Źródlanej Łuny. Wystarczyło, że niebieska wojowniczka patrzyła na nich z bólem, co dawało mu do myślenia. Nigdy nie zaznał matczynego ciepła czy troski z jej strony, a jedynie coś, co miało imitować i zastępować potrzebę tych uczuć.
Przez większość drogi Oszroniona Łapa prowadziła konwersację z Trójokim Zającem, na zmianę co jakiś czas wciągając Zszarzałą Łapę do ich wymiany zdań. Ten starał się za każdym razem odpowiedzieć czymś więcej, niż półsłówkami, jednakże było to nieco trudne, patrząc na to, że niezbyt przysłuchiwał się rozmowie. W końcu kocurek się poddał, skupiając uwagę na obserwacji i poznawaniu terenów Klifiaków. Ich mentor co jakiś czas tłumaczył gdzie co, z kim najbliżej mają granicę, opowiadając przy tym, czym danym klan się charakteryzuje.
Dopiero kiedy słońce powoli chyliło się ku horyzontowi, zawędrowali na plażę, by poznać tajniki otwierania krabów. Nawet jeśli pora nagich drzew dobiegała końca, to skorupiaki zbytnio nie wychylały się ze swoich kryjówek w piasku, także ledwo znaleźli jakieś dwa, by na jednym kremowy wojownik zademonstrował swoje umiejętności, a na drugim uczniowie mogli spróbować swoich sił. Nie było to łatwym zadaniem, gdy krab pomimo bycia oszołomionym przez zielonookiego kocura, nadal próbował zacisnąć szczypce na którymś z rodzeństwa lub uciec w morską toń. Finalnie wrócili do obozu z dwiema zdobyczami, z którymi poradził sobie ich wujek.
— Ty jesteś Zszarzała Łapa? — Już na wejściu ktoś czekał na pointa. Kocurek nie kojarzył zbytnio głosu wojownika, a tym bardziej jego samego, dlatego też nieco znudzony po męczarniach z krabem, spojrzał na srebrno czekoladowy pysk starszego. Pierwsze, co przykuwało uwagę to blizna w miejscu lewego oka.
— Zależy, kto pyta — mruknął młodszy, choć sądząc po świeżej szramie na pysku brązowookiego, domyślił się, że to musi być Bukowa Korona, jego mentor.
— Twój mentor — oznajmił z lekką wyższością, na co point jedynie prychnął. Judaszowcowa Gwiazda chyba ich dobrał ze względu na zbieżne charaktery. “Niedoczekanie” — stwierdził w myślach niebieski.
— Nie miałeś przez przypadek zdrowieć w legowisku medyków? — spytał Strzępek, unosząc lewą brew, choć raczej i tak nie było tego widać przez grzywkę, która zawsze opadała mu na ową stronę pyska.
— Sam będę decydować, kiedy jestem zdrów. — Na te słowa morskooki przewrócił swoimi ślepiami w ostentacyjny sposób, jakoby testując cierpliwość Bukowej Korony. — Za trzy wschody słońca przejmę twoje treningi — dodał, by następnie oddalić się do legowiska medyków, z którego wyłoniła Jagnięcy Ukłon, zapewne w poszukiwaniu wojownika.
Zszarzała Łapa odprowadził go chłodnym wzrokiem nieco zmrużonych oczu, by później ciężko westchnąć. Cudowny mentor mu się trafił. Już miał się obrócić w boku do siostry i wujka, lecz ich nie zastał w oczekiwanym miejscu. Zamrugał kilka razy, zastanawiając się, kiedy zdążyli odejść, zostawiając go na osobności z mentorem, że point tego nie zauważył.
Czyli pozostały mu tylko trzy dni treningów z siostrą. Z chwilowym grymasem na pysku, odwrócił wzrok na obóz, by dostrzec nieopodal dwójkę, z którą będzie musiał się niedługo rozstać. Ukrywając rodzący się smutek, podszedł do siostry oraz jej mentora, by przekazać im wieści od Bukowej Korony.
— Za trzy wschody słońca Bukowa Korona przejmie moje treningi — oznajmił na wstępie, nie dając żadnemu z nich dojść pierwszemu do słowa.
— Czyżby go tak szybko wypuszczali z lecznicy? — spytał Trójoki Zając, choć bardziej to brzmiało na pytanie skierowane do jego samego, niżeli Zszarzałej Łapy.
— Stwierdził, że sam zadecyduje, kiedy wyzdrowieje — odparł, przytaczając słowa czekoladowego, przy okazji przewracając oczami. W takim tempie to mu te ślepia z oczodołów wypadną — przed spotkaniem brązowookiego wojownika rzadko kiedy wykonywał ów gest, lecz teraz? Już dwa razy go wykonał w przeciągu ostatnich kilkudziesięciu uderzeń serca.
Kremus już nic nie mówił, tylko skinął głową i odszedł w kierunku legowiska przywódcy. Zapewne chciał przekazać Pikującej Jaskółce lub Judaszowcowej Gwieździe wieści, jakie przekazał mu Zszarzała Łapa. Ten odprowadził wzrokiem swojego tymczasowego mentora, by następnie wrócić wzrokiem na swoją ukochaną siostrę, która zdawała się czekać na dalsze słowa brata. Jakby młódka wiedziała, że jest coś na rzeczy i point nie podzielił się wszystkim z ich wujkiem.
— Co za arogancki futrzak — fuknął, biorąc ze stosu drobnego potrzosa, którego upierzenie było zbliżone do wróbla, lecz ten boki ogona posiadał białe, a na jego drobnej główce znajdowało się więcej brązu. W dodatku potrzosy mogą jedynie upolować w czasie pory nagich drzew, kiedy ptaki te zimują na terenach klanów.
— Czyli stały nam trzy dni — zagaiła Szron. Kocurek, słysząc jej głos, a także towarzyszącą większości słów wadę, nieco uspokoił swoje zapędy, powstrzymując się przed dalszym wyzwaniem swojego, pożal się Klanie Gwiazd, mentora.
— Niestety — westchnął z ptakiem w zębach, by następnie skierować się pod ścianę opodal wejścia do legowiska uczniów. Obecnie w Klanie Klifu było łącznie czternastu uczniów, z czego najstarszymi była dwójka samotników, która dawniej należała do Owocowego Lasu. Najmłodszymi natomiast było rodzeństwo znajdek, Tygrysia oraz Androwandowa Łapa, przy czym oboje byli niebieskimi szylkretami. Byli trochę jak on i Oszroniona Łapa, podobni do siebie, a jednocześnie tak różni pod względem charakteru. Młódka w porównaniu do niego nie brzydziła się nieczystych zagrań, za wszelką cenę wygrywając z bratem przepychanki lub inne rywalizacje. Aż zbyt dobrze pamiętał, kiedy nie raz nie dwa siostra podstawiała mu łapę podczas ich kocięcych zapasów. Strzępek nie miał temu nic przeciwko, dopóki jego siostra była szczęśliwa i mógł ją wspierać — nie to, co Źródlana Łuna.
Ułożył się wygodnie pod ścianą, a w ślad za nim poszła niebieskooka. Kocurek odłożył piszczkę przed ich łapami, po chwili jednak podsunął ptaka bliżej kotki, by ta jako pierwsza wzięła kęs. Ta cicho zamruczała w odpowiedzi na gest brata i poczęstowała się ptakiem.
***
Kolejnego dnia Trójoki Zając wziął dwójkę rodzeństwa nad Kacze Bajorko, które było stawem i jednocześnie ślepą odnogą rzeki, która nad klifami zmieniała się w wodospad, który skrywał obóz klanu.
“Jeszcze dwa wschody” — pomyślał, kierując się za kremowym wojownikiem wzdłuż ściany klifu. Odgłosy pobliskiego morza były czymś, co nigdy mu się nie znudzi oraz nie zacznie działać na nerwy. Widok ledwo pojawiającego się słońca na horyzoncie był pięknym widokiem, który już zawsze będzie robił na nim wrażenie, nieważne ile ujrzy w swoim życiu wschodów. Ta pomarańcz i żółć, barwne niebo wokół jasnej tarczy, której promienie rozpościerały się na poranny firmamencie, to było coś, czego Strzępek nigdy nie chciałby niczym innym zastąpić.
Docierając do dzisiejszego celu podróży, zielonooki wojownik zaczął tłumaczyć im podstawy podstaw umiejętności łowieckich. Na początku pokazał dwójce wyćwiczoną wręcz do perfekcji pozycję na ugiętych łapach. Niemal leżał na ziemi, lecz brzuchem ledwo co dotykał pojedynczych źdźbeł trawy, które przetrwały pod śnieżną pokrywą, która w ostatnich dniach zmieniała ziemię w istne bagno. Rodzeństwo z uwagą obserwowało poczynania mentora, by później, jak najlepiej odwzorować jego postawę we własnym wykonaniu. Oczywiście ich pierwsze próby nie były tak idealne, jak chcieli i Trójoki Zając u każdego z nich znajdował coś do poprawy.
Zszarzała Łapa nie wiedział, który już raz ugina łapy pod sobą, przyjmując odpowiednią pozycję, lecz kiedy usłyszał kolejne poprawki ze strony wojownika, machnął zirytowany ogonem. Czuł, jak jego wewnętrzna frustracja narasta — bycie perfekcjonistą w takim momentach było istnym przekleństwem, wszystko musiało być idealne, nawet jeśli wykonywał coś pierwszy raz i naturalnym stanem rzeczy było, że od razu nie będzie perfekcyjnie. Do tego doszła zazdrość, kiedy kremus w pewnym momencie pochwalił Oszronioną Łapę za szybkie postępy.
Poirytowany swoimi powolnymi postępami, machnął gniewnie ogonem, by następnie podnieść się z ugiętych łap i podejść do brzegu bajorka. Te było jeszcze bardziej błotniste niż w czasie innych sezonów ze względu na panujące już roztopy.
— Czemu akurat Kacze Bajorko? — spytał, odwracając głowę w stronę pozostawionej dwójki. Na pytanie o nazwę miejsca, tymczasowy mentor Strzępka, przeniósł swoją uwagę na niego, przez co napuszył się w środku — teraz cała uwaga spoczywała na nim, a nie na utalentowanej siostrze.
— Niedługo to miejsce będzie pełne młodych kaczek — wyjaśnił Trójoki Zając, podchodząc do morskookiego. W tym czasie Szron wycofała się z dotychczasowej pozycji, samej dołączając do dwójki kocurów.
***
— Gotowy? — Zszarzała Łapa usłyszał niespodziewanie głos obok siebie. Właśnie czekał z niebieskooką młódką, aż zjawi się ich mentor. Zdziwiony niedawno poznany brzmieniem, należącym do srebrnego jednookiego wojownika, skierował wzrok na swoje prawowitego nauczyciela, którego dotychczas zastępował brat Króliczej Prawdy.
— Nie — oznajmił prosto z mostu. — Miały być trzy wschody słońca, dziś mija drugi — zauważył, wracając do oczekiwania na Trójokiego Zająca.
[2289 słów + otwieranie krabów]
[Przyznano 46% + 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz