Patrol poranny, no masz… Od rana miał okropny humor, chyba wstał lewą łapą. Berberysowa Łapa cały czas gadał mu za uchem coś o swoim szkoleniu, a Ciernista Łapa miał tylko ochotę się położyć znów w cieplutkim legowisku i zasnąć. Jednak nie mógł. Cierpiał teraz na zewnątrz, podczas gdy poranny przymrozek sprawiał, że jego sierść stawała dęba, a łapy stojące na szronie trzęsły się delikatnie. Otrząsnął się, napuszając futro, żeby choć trochę otulić się ciepłem. W końcu znalazł się przed matką, która czekała na niego przy wyjściu z obozu. Razem z nią stało kilka innych kotów, jednak nie zarejestrował kim byli przez zimno, jakie teraz czuł. Temperatura na prawdę była nadal dość niska, pomimo pory nowych liści. Ciągły deszcz sprawiał, że jego futro przemakało całkowicie. W końcu ruszyli w terytorium, nareszcie nie zwlekając. Jego matka mówiła coś do niego, jednak nie rejestrował tego. Coś było na rzeczy. Może miał złe przeczucie na jakiś temat. Może coś miało się stać..? Tylko co… Z rozmyślań wybiła go matka, która pacnęła go w łeb ogonem, patrząc na niego surowo.
— Zadałam ci pytanie, Ciernista Łapo. Jaki wyczuwasz zapach? — na jej pytanie przewrócił oczami i rozejrzał się. Zawęszył, a do jego nozdrzy dotarł zapach mokrej drogi grzmotu, oraz tego, co wydobywa się z potworów.
— Droga grzmotu. Niedawno przebiegał nią potwór.
— Brawo. Skup się, nie mamy całego dnia. Reszta jest bardzo z przodu, a my dalej wleczemy się w tyle. Trzeba ich nadgonić. — powiedziała, przyspieszając tempa, na co kocur odpowiedział tym samym. Szli wzdłuż rzeki, której szum zagłuszał myśli kocura. Miał ochotę zatrzymać się i wyrwać jakąś roślinę wraz z jej korzeniami ze złości. Zastrzygł uchem słysząc, jak do mostu zbliża się jakiś potwór. Nie miał zbyt często okazji, aby się jakiemuś przyjrzeć, a ten zwolnił akurat przy przejeździe nad wodą. Kocur przypatrywał się mu z zaciekawieniem, aż ten zatrzymał się nagle. One potrafiły to zrobić? Był pewny, że pędzą one całe swoje życie. Zdziwiony obserwował, jak wychodzi z niego dwunożny, który następnie z tylnego wejścia do brzucha potwora wyciągnął coś brązowego. Wyglądało, jakby coś było w środku. A nawet jakby to coś żyło. Dwunożny podszedł do krawędzi mostu, wyciągając ramię z tym, co trzymał, a następnie upuścił to do rzeki. Do uszu kocura jednak zanim tajemniczy obiekt wylądował w wodzie zdążył dotrzeć przerażony pisk. Najwidoczniej reszta patrolu również go usłyszała, gdyż zatrzymali się. Ciernista Łapa natomiast nie tracił ani chwili. Jego łapy same ruszyły w stronę mostu.
— Ciernista Łapo, wracaj tu! — krzyknęła jego matka, jednak ten zdeterminowany pobiegł w stronę rzeki.
— To coś jest żywe, musimy to wyciągnąć! — krzyknął w desperacji, odwracając się do matki. Ta patrzyła na niego zdezorientowana, a reszta kotów z patrolu pobiegła w jego stronę. Kocur zatrzymał się przy brzegu, patrząc, jak w worze, który lepiej teraz widział, coś próbuje w desperacji wydostać się ze środka. Rozejrzał się, woda była dość głęboka, no i przede wszystkim zimna… Zadrżał na samą myśl. No nic, trzeba zaryzykować. Obok niego pojawił się Kminkowy Szum, który tuż po Ciernistej Łapie wskoczył do wody. Zimno, było mu tak strasznie zimno… Jego futro od razu przemoczyla woda, a mróz czuł chyba nawet w kościach, ale nie poddawał się. Młócił łapami, próbując dostać się do worka. Słyszał piski, które lekko zagłuszał szum rwącej wody. Na szczęście był on blisko brzegu przyniesiony przez prąd, więc Ciernista Łapa złapał za niego razem z Kminkowym Szumem, walcząc teraz z wodą. Z całej siły bił łapami w wodzie, żałując teraz wskoczenia do niej, w końcu jego matka złapała go za kark, a rudy wojownik, który był teraz z nim w wodzie złapał się trawy przy brzegu. Wyciągnięto ich na brzeg, sprawdzając zawartość worka. Ciernista Łapa pluł wodą, otrzepując się z niej w między czasie. Był wykończony, pomimo faktu, że była to krótka kąpiel.
— To kocięta! Mają szczęście, że je znaleźliśmy… — powiedziała Jagodowe Marzenie. Ciernista Łapa w końcu ruszył w stronę znaleziska, w którym kuliły się dwie małe kotki. Trzęsły się z zimna. Patrzył na nie zdezorientowany, jednak gdy jego matka chwyciła jedno z nich, sam schylił się, by zrobić to samo. Brązowa jednak patrzyła na niego lekko przerażona. Uśmiechnął się do niej, mając nadzieję, że poczuje się ona lepiej.
— Już dobrze, mała. Nic ci nie jest. Jesteś bezpieczna. — podniósł kotkę, podając ją jednemu z suchych wojowników. Jagodowe Marzenie sama oddała kociaka komuś innemu, teraz patrząc na syna w złości.
— Co ty sobie myślałeś?! Mogłeś utonąć! — kocur skulił się pod napływem jej złości.
— Przepraszam, ja… Chciałem je tylko uratować… — chciał się wytłumaczyć, jednak nie dała mu skończyć.
— Nie kosztem swojego życia! Ciernista Łapo, powinieneś następnym razem przemyśleć dwa razy swoje decyzje. Musisz być bardziej ostrożny. Pomimo tego, że uratowałeś te kocięta, spotka cię kara za podejmowanie pochopnych decyzji. — zakończyła monolog odwracając się w stronę obozu. Kocur otrzepał się z wody, patrząc na matkę jak ta odchodzi oburzony. Ratuje życie dwójki kociąt, a ta ma czelność narzekać?! Miał szczęście, że nie musiał płynąć dalej, bo faktycznie wpłynąłby na mocniejszy prąd… Na szczęście tam, gdzie się znalazł mógł jeszcze lekko czasami wyczuć dno rzeki. Kątem oka zauważył, że brązowa kotka nadal przygląda się mu. Cóż, przynajmniej w jej oczach może był bohaterem, a nie głupcem…
850 słów
[Przyznano 17%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz