– Dziwne... – podjęła Tawuła, starając się nie myśleć o ostatnich wydarzeniach w klanie z udziałem ptactwa, a dokładniej piszczce, którą ktoś przyniósł królowym i z której wypełzło robactwo. Na samą myśl Tawuła poczuła nudności, współczując wojownikom, którzy mieli okazję widzieć. Pokręciła łebkiem, przyspieszając kroku, aby zbytnio nie zostać w tyle. – S-słońce! P-Promyk... Zaczekajcie!
Mimo napiętej sytuacji w klanie młode koty starały się spędzić miło czas w swoim gronie i przy okazji podszlifować umiejętności łowiecki, ponieważ widok starszych, którzy plotkowali o przyszłości klanu, jak i kotów doszukujących się znaków w dosłownie wszystkim był naprawdę przygnębiający. W szczególności widok matki łamał serce Tawuły, gdy ta szorując po ziemi brzuchem, przemieszczała się powli po kociarni, mamroczącej pod nosem, że rządy Pikującej Gwiazdy sprowadzą klęskę na Klan Klifu.
Mimo że Tawuła w pewnym sensie kochała Jastrzębi Zew, w końcu była jej matką, to jednak miała również do niej sporo żalu w związku z tym, że potraktowała ją i jej rodzeństwo inaczej niż swój pierwszy miot, który zaakceptowała jako swój. Nawet pomimo tego, że Tawuła miała kochających ojców, ich obecność nie mogła jej zastąpić obecności matki, której namiastki doszukiwała się w swojej starszej przyrodniej siostrze i mentorce, Pchełkowym Skoku. Bierność ze strony matki, jak i zatajenie prawdy przed młodymi bolała ją nadal, nawet jeśli nie chciała tego przyznać przed nikim. Gdyby bura szylkretka nie zgodziła się na umowę z ojcami Tawuły, koteczki nie byłoby na świecie.
A może tak, by było lepiej? A gdyby rany zadane podczas wojny z Klanem Wilka były śmiertelne, kocica, zamiast piastować funkcje wiecznej królowej, przemieszczając się z trudem po kociarni, jak i całym obozie, mogłaby w pełni sprawna poruszać się po Gwieździstym Bezkresie jako zasłużona wojowniczka.
Tawuła zamarła, wpatrując się szeroko rozwartymi oczami przed siebie. Czy ona naprawdę pomyślała o tym, że lepiej by było, gdyby Jastrzębi Zew odeszła?
Po plecach przeszedł ją dreszcz. Uniosła spojrzenie ku niebu nad Betonowym Światem, na którym kłębiły się burzowe chmury w oddali, zwiastujące nocną ulewę.
Trójka młodych uczniów była przekonana, że w związku dostania pozwolenia na opuszczenie obozu bez obecności w grupie chociażby jednego z ich mentorów nikt nie będzie ich pilnował, dlatego mieli zamiar przetestować swoje umiejętności podczas zdrowej rywalizacji, jak i nieco popisać się przed sobą. Nic bardziej mylnego. Gdy dorastająca przyszłość Klanu Klifu ruszyła w kierunku Złotych Kłosów, jeden ze starszych wojowników wyłonił się z jaskini, ruszając wolnym krokiem za młodzieżą, których śmiechu, jak i odgłos rozmów prawdopodobnie było słychać we wszystkich klanach. To właśnie od niego miało zależeć w głównej mierze decyzja, czy trójka kotów jeszcze będzie piastować funkcje ucznia, czy może uda im się zdać test, do którego wytypowali ich mentorzy, dzięki któremu dostąpią zaszczytu szybszego zyskania wojowniczego miana. Pozostając w tyle, obserwował przez cały czas z ukrycia trójkę rodzeństwa w trakcie polowania, nie raz uśmiechając się pod nosem, jak i kręcąc z rezygnacją głową, widząc ich wygłupy.
~~~
Tawułowa Łapa pomyliła się. Silny wiatr znad morza sprawił, że burzowe chmury dotarły szybciej nad tereny Klanu Klifu, niż zakładała. Przemoczona do suchej nitki biegła ile sił w łapach znad Kaczego Bajorka z powrotem do obozu. Mimo że było jej zimno, kąciki jej pyszczka, w którym trzymała złowioną rybę ze zbiornika, były wywinięte ku górze. Pozostałe dwa koty również biegły z powrotem, trzymając w pyskach swoje łupy; Słońcu udało się pochwycić ryjówkę na Złotych Kłosach, za to Promienna Łapa upolowała kaczkę.
– H-hej... stójcie... – miauknął liliowy kocur, tuż po tym, jak odłożył piszczkę na mokrą trawę. Tawuła i Promyk zatrzymały się, zerkając pytająco na brata, który został w tyle. – Przecież już jesteśmy mokrzy, bez sensu biec na oślep po śliskim podłożu...
– Nie chcę się przeziębić!
– Nie przeziębisz... – zakasłał. Tawułowa Łapa zastrzygła uszami zmartwiona chrypą brata.
– Ty już się chyba przeziębiłeś, Słoneczna Łapo – miauknęła biała kotka. – Będzie dobrze, jeśli od razu po powrocie udasz się do Ćmiego Księżyca...
– Nic mi nie jest. Po p-prostu dostałem zadyszki. Powietrze wciąż jest zimne, lodowate, jakby nadal była pora nagich drzew... – mruknął, sięgając ponownie po ryjówkę.
Liliowy kocur wyprzedził swoje siostry, idąc truchtem. Promyk, jako pierwsza pochwyciła ponownie swoją zwierzynę i zrównała z bratem kroku, siląc się na żarty, jak i zachowując się normalnie, jak na Promienną Łapę przystało. Być może również zmartwiła się kaszlem brata, jednak nie było, aż tak po niej tego widać, jak po Tawułowej Łapie.
~~~
Tuż przed wejściem do obozu, Słoneczna Łapa został zaatakowany przez kilka mew, które próbowały odebrać mu ryjówkę. Kocur przez kilka uderzeń próbował zatrzymać piszczkę, jednak koniec końców udało się ją zabrać wygłodniałemu ptactwu, które walczyło miedzy sobą o kęs mięsa.
Tawułowa Łapa dostrzegła rozczarowanie na pysku brata. Widziała, że się starał, dlatego też wręcz skradając się po zboczu, ostrożnie dotarła do kocura, który właśnie informował mewy o tym, że jutro skończą na stosie.
– Coś ostatnio narwane są te ptaszyska... Trzymaj. – mruknęła Tawuła, starając się przekazać bratu piszczkę, gdy w tym samym momencie oberwała po pysku skrzydłami od ptaka, jak i pazurem, bądź dziobem, który próbował również i jej odebrać zwierzynę.
Tawuła zmrużyła oczy, aby ich nie stracić i cofnęła się od kocura, aby i jego latająca bestia nie poraniła. Oprócz trzepotu skrzydeł i skrzeku mewy, do jej uszu docierały nawoływania jej imienia przez rodzeństwo, a nawet ojca.
– T-tawuła! Uwa...
Zielonooka w ostatniej wybiła się w powietrze, nim straciła pod wszystkimi łapami grunt. Czas, jakby zwolnił. Tawuła wpatrywała się w mewę z wściekłością i rządzą krwi. Ten przerośnięty, latający szczur poranił jej pysk, gdy próbował wyrwać jej z pyska rybę. W dodatku jej członek stada zabrał jej bratu jego zdobycz. Wysunęła pazury i otworzyła szeroko pysk, by już po chwili łapą uderzyć w skrzydło złodzieja piszczek i zatopić w nim zębiska.
– Tawuła! Chcesz, żebym umarła na zawał kilka księżyców przed tym, nim zostanę wojownikiem?! – Do białych uszu doszedł głos Promiennej Łapy, która z przyjęciem upewniała się, czy biała kotka nie straciła wzroku po ataku wściekłego ptaka. – Coś ty sobie myślała?!
– Wkurzyła mnie ta mewa. Zamiast samemu polować, wolała czekać i ukraść zwierzynę komuś innemu... – Oblizała pysk z krwi. Przeniosła spojrzenie na mewę, którą dociskała do podłoża. Niewiele myśląc, pazurem rozcięła wnętrze ptaka, aby się upewnić, że jego wnętrze i samo mięso jest czyste. Odetchnęła z ulgą. Nie miała zamiaru wymiotować tuż przed wejściem do obozu.
~~~
Jej zwinny, jak i dość ryzykowny skok tuż nad przepaścią stanowił temat wieczornych rozmów. Niektóre koty krytykowały ją, uznając, że powinna odpuścić mewie, bo sama mogła skończyć martwa, a inne były pod wrażeniem jej zwinności. Sama Tawuła była z siebie zadowolona. Mimo kilku ran na pysku, które otrzymała od mewy, cieszyła się, że na dobrą sprawę każdemu z nich udało się przynieść zwierzynę do obozu. Niestety jej dobry humor szybko wyparował z jej ciała.
Właśnie przylizywała futro na piersi, gdy zbliżyła się do niej Pchełkowy Skok. Szylkretka poprosiła uczennice, aby udała się za nią. Tawułowa Łapa dość niepewnie opuściła legowisko uczniów. Czyżby Pchełka miała zamiar na nią nakrzyczeć...
Zaskoczona wpatrywała się w pysk Judaszowcowej Gwiazdy, który wyrósł tuż przed nimi. Na jego starczym pysku malowało się zmęczenie, a oprócz tego Tawule ciężko było odgadnąć cóż takiego kocur sobie myśli właśnie w tej chwili. Na dobrą sprawę i mało co nie stracił kolejnego członka rodziny, chociaż właściwe nigdy nie byli ze sobą jakoś szczególnie blisko. Judaszowiec nie był jej dziadkiem. Był bratem jej babci. Rzadko miała okazję z nim rozmawiać, gdy nie był w swojej roli lidera. Na dobrą sprawę był chyba nim zawsze.
Pchełkowy Skok podeszła do kocura, zostawiając nieco w tyle Tawułę i wymieniła z brązowym kocurem parę słów. Judaszowcowa Gwiazda przeniósł spojrzenie na Tawułę, na co kotka przełknęła ślinę.
Pięknie. Nim nastaną rządy Pikującej Gwiazdy, będzie czekać mnie kara. Teraz na pewno da mi jakieś okropne imię, jak już skończę trening!
Tawuła czekała na to, aż lider ją skarci lub oznajmi, że dostaje jakieś karne imię w związku z tym, że nie przeciwdziała skutków swojego wyczynu; gdyby coś poszło nie tak, mogła skończyć, jak Jastrzębi Zew, a może nawet i gorzej.
Judaszowcowa Gwiazda wyminął białą kotkę i po kilku uderzeniach serca dotarł do mównicy, by chwilę później zwołać zebranie klanu.
– Ja, Judaszowcowa Gwiazda, przywódca Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. – Głos lidera odbijał się echem od ścian jaskini, a pomarańczowe oczy kocura społeczny na zdezorientowanej uczennicy. – Tawułowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
– P-przysięgam – wymamrotała, starając się odszukać w tłumie Pchełkowego Skoku.
– A więc, Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Tawułowa Łapo, od tej pory będziesz znana jako Tawułowa Bryza. Klan Gwiazdy ceni twoją zwinność oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Klifu!
Tawuła czekała na to, aż lider ją skarci lub oznajmi, że dostaje jakieś karne imię w związku z tym, że nie przeciwdziała skutków swojego wyczynu; gdyby coś poszło nie tak, mogła skończyć, jak Jastrzębi Zew, a może nawet i gorzej.
Judaszowcowa Gwiazda wyminął białą kotkę i po kilku uderzeniach serca dotarł do mównicy, by chwilę później zwołać zebranie klanu.
– Ja, Judaszowcowa Gwiazda, przywódca Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. – Głos lidera odbijał się echem od ścian jaskini, a pomarańczowe oczy kocura społeczny na zdezorientowanej uczennicy. – Tawułowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
– P-przysięgam – wymamrotała, starając się odszukać w tłumie Pchełkowego Skoku.
– A więc, Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Tawułowa Łapo, od tej pory będziesz znana jako Tawułowa Bryza. Klan Gwiazdy ceni twoją zwinność oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Klifu!
[1475 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz