— Pójdę z tobą, aby wybudować to legowisko wojowników — zgodził się w końcu z Kosaćcową Grzywą.
— No i o to mi chodziło, młody! — Zagarnął go ogonem do wyjścia i znów zniknęli w lesie.
Szli przez zaśnieżony las. Czuł, jak jego poduszki łap powoli zamarzają. Może nie był to dobry pomysł, żeby pójść drugi raz poza obóz, tym bardziej że bolały go łapy. Nie był jeszcze tak wytrzymały, jakby chciał. Jego rehabilitacja jeszcze trwała.
— Dotarliśmy na miejsce! Tylko uważaj, żebyś nie wpadł, będziesz musiał zejść po tamtych korzeniach starego drzewa, widzisz? — Zagrodził mu nagle drogę ogonem.
Przed nimi rozciągała się wielka wyrwa w ziemi, w której widział wykopane nory oraz przekształcone krzewy na legowiska. W dół prowadziły dwa solidne korzenie, którymi trzeba było się wspiąć. Przeciągle westchnął, rozumiejąc teraz, czemu wcześniej nie chciano go tutaj zabrać. Nie był pewien, czy jest w stanie zejść na dół i później z powrotem wspiąć się po korzeniach. Nadal go przecież bolały tylne łapy, a teraz po takim spacerze, czuł, jak trzęsą mu się tylne kończyny.
— Dasz radę zejść, Porywisty Dębie? — zapytał się go Kosaćcowa Grzywa z jego typowym chytrym uśmieszkiem.
Dąb napuszył się i pacnął ogon wojownika.
— Oczywiście, że dam radę! Nie jestem już żadną kaleką!
— No i to rozumiem! Mówisz jak prawdziwy kocur.
— Bo nim jestem. Nie widziałeś, ile kotek w Klanie Wilka na mnie leciało? Takiego kocura, co ma silne łapy, jak konar drzewa, to każda chciała!
Kosaćcowa Grzywa się zaśmiał i pokiwał krótko głową. Jako pierwszy poszedł do korzeni drzewa i zwinnie po nich zbiegł, a za nim ruszył Porywisty Dąb, który już ostrożniej i wolniej zszedł na dół.
— Przysięgam, jak nie będę mógł wejść na górę z powrotem, to będziesz musiał mnie tam wciągnąć — prychnął i wylizał szybko swoje tylne łapy, które z każdym uderzeniem serca, bolały go coraz mocniej. Pewnie mak przestał już działać, więc jak wrócą do reszty Świetlików, to będzie musiał poprosić Stroczkową Łapę o drobną pomoc.
— Zobaczymy, czy ciebie wciągnę. Nie możesz być aż tak ciężki, przecież niosłem cię przez Drogę Grzmotu wraz z Mglistym Snem.
— Właśnie, robiłeś to z pomocą Mglistego Snu i na równej drodze. Tutaj będziesz musiał się wspiąć na górę. Jednak nie wątpię w twoje umiejętności i siłę. Jednak jeśli nadwyrężysz bark, czy coś innego, to się z ciebie pośmieję.
— Ale z ciebie szlachetny inwalida — prychnął Kosaćcowa Grzywa z aroganckim uśmieszkiem.
— Z ciebie również. — Przewrócił oczyma. — Gdzie masz to legowisko lidera?
Kosaćcowa Grzywa wskazał ogonem norę, do której koty będą musiały się dostać poprzez podwyższenie zbudowane z kamieni. Ruszyli do pracy, która po dłuższym czasie okazała się mniej efektywna. On nie mógł tyle ustać na tylnych łapach, by przednimi wygarniać ziemię, a Kosaćcowa Grzywa ciągle przez przypadek rzucał w niego pyłem i drobinkami kamieni. Nie zajęło im to dużo czasu, żeby podjąć decyzję o powrocie do prowizorycznego obozowiska Świetlików. Przy pomocy starszego wojownika wdrapał się po korzeniach i oboje zniknęli w gęstwinie, zostawiając za sobą w obozowisku niedokończone legowisko lidera.
— No i o to mi chodziło, młody! — Zagarnął go ogonem do wyjścia i znów zniknęli w lesie.
Szli przez zaśnieżony las. Czuł, jak jego poduszki łap powoli zamarzają. Może nie był to dobry pomysł, żeby pójść drugi raz poza obóz, tym bardziej że bolały go łapy. Nie był jeszcze tak wytrzymały, jakby chciał. Jego rehabilitacja jeszcze trwała.
— Dotarliśmy na miejsce! Tylko uważaj, żebyś nie wpadł, będziesz musiał zejść po tamtych korzeniach starego drzewa, widzisz? — Zagrodził mu nagle drogę ogonem.
Przed nimi rozciągała się wielka wyrwa w ziemi, w której widział wykopane nory oraz przekształcone krzewy na legowiska. W dół prowadziły dwa solidne korzenie, którymi trzeba było się wspiąć. Przeciągle westchnął, rozumiejąc teraz, czemu wcześniej nie chciano go tutaj zabrać. Nie był pewien, czy jest w stanie zejść na dół i później z powrotem wspiąć się po korzeniach. Nadal go przecież bolały tylne łapy, a teraz po takim spacerze, czuł, jak trzęsą mu się tylne kończyny.
— Dasz radę zejść, Porywisty Dębie? — zapytał się go Kosaćcowa Grzywa z jego typowym chytrym uśmieszkiem.
Dąb napuszył się i pacnął ogon wojownika.
— Oczywiście, że dam radę! Nie jestem już żadną kaleką!
— No i to rozumiem! Mówisz jak prawdziwy kocur.
— Bo nim jestem. Nie widziałeś, ile kotek w Klanie Wilka na mnie leciało? Takiego kocura, co ma silne łapy, jak konar drzewa, to każda chciała!
Kosaćcowa Grzywa się zaśmiał i pokiwał krótko głową. Jako pierwszy poszedł do korzeni drzewa i zwinnie po nich zbiegł, a za nim ruszył Porywisty Dąb, który już ostrożniej i wolniej zszedł na dół.
— Przysięgam, jak nie będę mógł wejść na górę z powrotem, to będziesz musiał mnie tam wciągnąć — prychnął i wylizał szybko swoje tylne łapy, które z każdym uderzeniem serca, bolały go coraz mocniej. Pewnie mak przestał już działać, więc jak wrócą do reszty Świetlików, to będzie musiał poprosić Stroczkową Łapę o drobną pomoc.
— Zobaczymy, czy ciebie wciągnę. Nie możesz być aż tak ciężki, przecież niosłem cię przez Drogę Grzmotu wraz z Mglistym Snem.
— Właśnie, robiłeś to z pomocą Mglistego Snu i na równej drodze. Tutaj będziesz musiał się wspiąć na górę. Jednak nie wątpię w twoje umiejętności i siłę. Jednak jeśli nadwyrężysz bark, czy coś innego, to się z ciebie pośmieję.
— Ale z ciebie szlachetny inwalida — prychnął Kosaćcowa Grzywa z aroganckim uśmieszkiem.
— Z ciebie również. — Przewrócił oczyma. — Gdzie masz to legowisko lidera?
Kosaćcowa Grzywa wskazał ogonem norę, do której koty będą musiały się dostać poprzez podwyższenie zbudowane z kamieni. Ruszyli do pracy, która po dłuższym czasie okazała się mniej efektywna. On nie mógł tyle ustać na tylnych łapach, by przednimi wygarniać ziemię, a Kosaćcowa Grzywa ciągle przez przypadek rzucał w niego pyłem i drobinkami kamieni. Nie zajęło im to dużo czasu, żeby podjąć decyzję o powrocie do prowizorycznego obozowiska Świetlików. Przy pomocy starszego wojownika wdrapał się po korzeniach i oboje zniknęli w gęstwinie, zostawiając za sobą w obozowisku niedokończone legowisko lidera.
***
Aktualne
Nowa pora sezonu i nowy skandal. Wszystkie Świetliki dobiegła informacja, co zadziało się w obozowisku, w którym odnaleziono porozrzucane wnętrzności jakiegoś kota. Mglisty Sen wraz z Jarzębinowym Żarem wdrożyli dochodzenie, starając się znaleźć sprawcę w Świetlikach, jednak jaka była szansa, że to właśnie stąd ktoś mógł dopuścić się takiego czynu? Nie chciał pokazywać palcem, jednak to właśnie wtedy, kiedy mianowano Ostową Łapę i nadano mu mentora, to właśnie szalona szylkretka rzuciła się na czarnofutrego. Zauważając Kosaćcową Grzywę, podszedł do wojownika i szturchnął go pyskiem.
— Jak myślisz, kto to mógł być? Ta twoja przyjaciółeczka, co odwaliła, ma chyba zadatki na taką psychopatkę, która mogłaby czegoś takiego się dopuścić — zagadał do wojownika.
<Kosaćcowa Grzywo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz