— Nie licz na wygraną tak łatwo!
Nie spodziewał się, że raptem parę księżyców temu, Pożar która wpierw nie była zbytnio zainteresowana bliższą znajomością, teraz sama będzie proponować wspólny bieg.
Widział kątem oka jak ruda pędziła przez obóz. Kilka kotów podniosło głowy znad świeżej zdobyczy, gdy przemknęła obok.
Nie czekając chwili dłużej, pędem ruszył za nią. Czuł, jak ekscytacja miesza się z rosnącym szczęściem, z każdym przebiegniętym metrem. Mimo wieku, był jeszcze dość sprawy i ku uldze, potrafił jeszcze szybko biec.
Wypadli z obozu, przemierzając łąki. Słońce przyjemnie świeciło w futro, a Dzwonek poczuł, że żyje.
Po paru chwilach dorównał jej wreszcie kroku. Nie zamierzał poddawać się tak łatwo.
— Nie licz na fory! — zawołał.
— W życiu! Wygram jedynie uczciwie!
Upadły Potwór wyłonił się przed nimi. Kocur chciał przyspieszyć, ale na moment zabrakło mu tchu. Wiedział, że przegrał, gdy kotka z pewnością nabrała rozpędu na ostatnich metrach.
— Wygrałam! — wydyszała triumfalnie.
Sekundę później Dzwonkowy Świst wpadł na nią z impetem. Oboje potoczyli się po ziemi. Przez chwilę leżeli spleceni, a rudy spoglądał na nią przepraszającym wzrokiem.
Był skończony, myślał już o tym, co kotka mu powie i jaką dostanie od niej pogadankę.
Ku jemu zdziwieniu, Pożar jedynie cicho się zaśmiała, a on do niej dołączył.
Kotka pierwsza oprzytomniała. Wstała, otrzepała się i przysiadła niedaleko. Poszedł w jej ślady. Przez moment między nimi zapadła niezręczna cisza.
Postanowił ją przerwać.
— Wiesz… — odezwał się. — Lubię, kiedy się tak śmiejesz.
Serce zabiło mu mocniej. Był przekonany, że rzuci jak zwykle, jakąś ripostę, jak to miała w zwyczaju. Jednak ku jemu zdziwieniu tego nie zrobiła.
Zamiast tego uniosła podbródek.
— To przyzwyczajaj się — mruknęła.
— Naprawdę? Co w ciebie wstąpiło? — zapytał szczerze zaskoczony jej zachowaniem.
< Pożar?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz