Teraźniejszość
W tym momencie słońce było już w zenicie. Buraska wciąż jeszcze leżała w swoim posłaniu w legowisku uczniów, czekając tylko, aż Wężynowy Kieł przyjdzie i ją stąd zabierze. Trochę dziwnie się tu spało, biorąc pod uwagę, że reszta uczniów była znacznie młodsza od niej. Czuła się trochę upokorzona, ale na szczęście nie na długo. Starała się sprawiać wrażenie takiej, która przykłada się do treningów i ceni sobie nocniackie tradycje oraz umiejętności. Nie opanowała jeszcze do końca pływania i łowienia ryb, ale z każdym dniem była coraz bliżej perfekcji. Nawet jeśli nie zawsze była zachwycona zachowaniem swojej mentorki, uważnie wysłuchiwała jej słów i powtarzała jej ruchy.
W końcu szylkretka zjawiła się w progu legowiska uczniów.
— Wstawaj. — Jej głos był znużony, jakby dopiero co wstała i przyszła tu bardzo niechętnie. Co było bardzo możliwe… Wężyna nie była może przykładną wojowniczką Klanu Nocy, ale z tego, co Niedźwiedziówka zdążyła zauważyć, zbratała się z Mandarynkową Gwiazdą, więc nieważne, jak leniwa by była, i tak nie spotka ją za to żadna kara. Co za niesprawiedliwy świat, w którym przyszło jej żyć…
Niedźwiedziówkowa Łapa podniosła się z miejsca i podeszła do Wężynowego Kła, by po chwili w ciszy wyjść u jej boku z legowiska. Gdy zaś wychodziły z obozu, szylkretka zaczęła wyjaśniać:
— Dziś pójdziemy w głąb terenów Klanu Nocy, nad jezioro — oznajmiła, zadzierając brodę.
Jednak mimo jej pewności Niedźwiedziówka zauważyła, że kotka delikatnie kuśtyka, choć starała się to jak najbardziej zamaskować.
— Tam spróbujesz popływać bez obawy o to, że prąd cię zniesie — mówiła dalej, ale bura przestała już skupiać się na jej słowach.
— Aha, dobrze. A jesteś pewna, że to bezpieczne zbliżać się tak do wody, gdy się kuśtyka? — zapytała, przechylając głowę.
Wężynowy Kieł milczała przez chwilę, po czym zmarszczyła nos i fuknęła pod nosem.
— Nie wiem, o czym mówisz — przyznała, idąc dalej przed siebie.
Niedźwiedziówka chętnie by ją jeszcze o to pomęczyła, ale nie chciała wchodzić kotce pod skórę. W końcu obiecała sobie, że będzie udawać przyjazną i pomocną. Nie chciała uchodzić teraz za natrętną.
Po jakimś czasie udało im się w końcu dotrzeć nad brzeg jeziora. W późnej Porze Nowych Liści było tu całkiem ładnie. No, a przede wszystkim było też ciepło. Słońce przygrzewało w grzbiety kotów, które zdecydowały się opuścić swoje zacienione legowiska. Niedźwiedziówkowa Łapa zbliżyła się do tafli wody, by następnie pochylić się nad nią i zaczerpnąć trochę wody.
— Nauczyłam cię już podstaw pływania — mruknęła w końcu Wężyna, również przybliżając się do wody. — Ale w Klanie Nocy są sami świetni pływacy. Ty takim nie jesteś. Nie teraz — mówiła dalej.
Obecnie znajdowały się na brzegu cypla, więc na horyzoncie dokładnie było widać drugi brzeg.
Bura przełknęła ślinę. Miała wrażenie, że wie, co ją czeka.
— W ramach testu przepłyniesz stąd na drugą stronę. Będę szła brzegiem i cię obserwowała. Tylko nie zacznij się topić, bo nie zamierzam cię ratować — oznajmiła, przewracając oczami.
“Pf… Co za pocieszająca informacja” – pomyślała, jednak mimo wszystko uśmiechnęła się pogodnie i odparła:
— W życiu! Jestem pewna, że nie zacznę się topić. W końcu już tak dokładnie mi pokazałaś, jak powinnam pływać.
Wężynowy Kieł uniosła jedną brew do góry.
— No ja mam nadzieję.
W ten sposób Niedźwiedziówkowa Łapa dała się zaciągnąć do wody. Na szczęście dzięki swojej determinacji i uprzednio zdobytej wiedzy bez szwanku udało jej się dopłynąć na drugi brzeg. Choć gdy już wyszła na ląd, zdała sobie sprawę z tego, jak bardzo bolą ją łapy. Musiała się nieźle zmęczyć, gdy tak nimi machała.
Po tym wróciły już do obozu. Rozstały się przy wejściu, ale bura dostrzegła, że Wężynowy Kieł zmierza w stronę lecznicy. Więc naprawdę coś musiało ją boleć. Nie chciała się jednak przyznać, bo to uraziłoby jej majestat.
* * *
Przeszłość, przed mianowaniem kociąt Niedźwiedziówki na uczniów
Od samego rana Niedźwiedziówka siedziała poza żłobkiem w obecności Wężynowego Kła. Wojowniczka opowiadała jej dziś o zwyczajach, które panowały w Klanie Nocy. Mówiła o nienawiści do kotów czekoladowych, o ślubach… a przede wszystkim o rodzie królewskim. Bura słuchała jej dziś niezwykle uważnie, zaintrygowana tą grupą kotów, które w klanie uchodziły za najważniejsze. Gdyby tylko mogła zbliżyć się do jednego z nich, a najlepiej… do każdego! Tylko czy była na tyle czarująca, by jakoś zaskarbić sobie ich szacunek?
Nagle przed jej twarzą przemknęła dobrze zbudowana kocica o średnim wzroście. Miała półdługie, biało-czarne futro, a na czole widniał szkarłatny znak lotosu. Uniesiony ogon świadczył o tym, że musiała być dumną i poważną wojowniczką. Pasowała niemal idealnie do opisu wzorcowej księżniczki, o którym opowiedziała jej Wężynowy Kieł, przez co bura spojrzała wymownie w jej stronę, unosząc delikatnie kąciki ust.
— Jest z rodu, prawda? — szepnęła jej niemal do ucha, jednocześnie czujnie śledząc ruchy wojowniczki krzątającej się nieopodal.
Szylkretowa zmrużyła oczy, po czym cicho odchrząknęła.
— Najwidoczniej — odparła, prostując się przy tym, jakby próbowała sprawić wrażenie niewzruszonej. Jej pysk wygiął się w ten typowy dla niej grymas, który świadczył tylko o jednym – że uważa się za kogoś ponad wszystkimi.
Niedźwiedziówka przewróciła oczami, a końcówka jej ogona zastukała kilka razy o ziemię.
— Dobra, koniec tego gadania na dzisiaj. Idę się z nią przywitać — oznajmiła, szczerząc zęby w uśmiechu.
Wężyna jedynie zmarszczyła brwi, jakby bezsłownie chciała skrytykować poczynania burej, ale mimo wszystko nie próbowała jej powstrzymać.
Brązowooka ruszyła pewnie przed siebie i podeszła do biało-czarnej kotki, która właśnie wylizywała jedną z przednich łap.
— Strasznie dziś chłodno, prawda? — mruknęła karmicielka, przysiadając obok księżniczki. Nie znała jej imienia i miała wrażenie, że zapytanie o nie byłoby niegrzeczne. Zapewne wymagano od niej, by znała cały ród królewski na pamięć. — Nazywam się Niedźwiedziówka, ale to pewnie już wiesz. Chociaż mam nadzieję, że liderka nada mi dwuczłonowe imię, gdy już ukończę ten… trening — dodała jeszcze, z lekkim zawahaniem. Nie była może zachwycona wszystkimi klanowymi zwyczajami, ale wizja otrzymania takiego fikuśnie brzmiącego miana całkiem jej się podobała.
— Z pewnością takowe otrzymasz — odparła kotka po chwili. — Przypomnisz mi, kto zajmuje się twoim szkoleniem?
Niedźwiedziówka uśmiechnęła się pod nosem, po czym spojrzała za siebie. Nieopodal wciąż jeszcze siedziała szylkretowa wojowniczka.
— Wężynowy Kieł — odparła, po czym wróciła spojrzeniem do czarno-białej kotki. — Lubisz ją?
<Księżniczko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz