Z jednej strony próbował zachowywać się wyrozumiale, a z drugiej… nieco go to szczypało. Tylko i wyłącznie dlatego, że jego brat – Trójoki Zając – także dostał ucznia i czuł się przez to zagrożony. Co, jeśli kocurowi uda się szybciej wyszkolić Oszronioną Łapę? Wtedy wyjdzie na to, że jest lepszy, mądrzejszy, bardziej rozważny, opanowany i nie wiadomo co jeszcze. Zresztą Zając zawsze był raczej tym cichym, spokojniejszym kotem, podczas gdy Królik nieustannie pakował się w kłopoty. No, ale przynajmniej nie można było o nim powiedzieć, że jest nudny, czyż nie? Mógł być głupi, mógł się ośmieszać i robić z siebie błazna, ale przynajmniej potrafił niekiedy wpędzić uśmiech na pyski innych kotów! Musiał być też potwornie charyzmatyczny, skoro udało mu się zaciągnąć Trójokiego Zająca do ucieczki… To był tak głupi plan, że cudem było, że naprawdę Dynia i kremowy na niego przystali. Ale czego można oczekiwać po tworach kota pod wpływem kocimiętki?
Królicza Prawda wziął w płuca głęboki wdech, starając się zebrać w sobie, by wstać i pójść po Pasterzową Łapę. Trójoki Zając jeszcze spał obok, co tylko dodało mu motywacji, by wybyć z obozu jako pierwszy i móc nazywać się tym bardziej obowiązkowym. W końcu im wcześniej rozpoczęty trening, tym więcej czasu mentor, jak i uczeń, będą mieli wieczorem. Poza tym zgodnie z kodeksem uczeń musiał wpierw zapolować dla starszyzny, by potem móc samemu zjeść. Lepiej było zapolować na treningu wraz z kimś doświadczonym i móc wcześnie zjeść śniadanie, by mieć siłę na pełnienie reszty swoich obowiązków.
Kremowy ruszył drogą prowadzącą w dół skalnych półek, już zawieszając wzrok na legowisku uczniów, które znajdowało się naprzeciwko. Jeszcze nim do niego dotarł, zatrzymał się na moment przed wyjściem z obozu, by spojrzeć na piękne, błękitne niebo, spowite kilkoma chmurkami. Pora Nowych Liści naprawdę ich rozpieszczała, choć z początku przez obfite deszcze i topnienie śniegu można było na zewnątrz trafić na najprawdziwsze bagna! Teraz jednak było już sucho, a ponadto zwierzyna zaczęła coraz częściej wychylać się z norek. Uzupełnienie stosu nie było już tak trudne, jak te kilka księżyców temu – a teraz jeszcze łatwiej było napotkać nieco tłustsze i bardziej pulchne zwierzątka.
No, ale wypadałoby już iść po tego ucznia, zamiast rozczulać się nad słoneczną pogodą.
Królik spuścił wzrok na ziemię i niczym skazany ruszył w stronę legowiska uczniów, by odnaleźć Pasterzową Łapę. Miał tylko nadzieję, że na dzisiejszym treningu łaciaty nie będzie mu znów trajkotał o nadchodzącej epidemii i końcu Klanu Klifu. Choć Królik musiał przyznać, że ostatnio już się uspokajał na ten temat. Musiał zauważyć, że zmarłych na zielony kaszel kotów przestało przybywać i życie toczyło się tak jak dawniej. Kremowy obawiał się jednak, że niewiele czasu minie, nim Pasterz znajdzie sobie kolejny powód do tego, by panikować…
Przystanąwszy przy jego posłaniu, ostrożnie trącił go łapą. Młody nawet nie drgnął; jego oczy wciąż były twardo przymknięte, a klatka piersiowa unosiła się miarowo. Królik spróbował raz jeszcze, tym razem potrząsając nim znacznie mocniej. Nim jednak zdążył zrobić to po raz trzeci, usłyszał czyjś głos:
— Śpi jak zabity, co nie?
Kremus przeskanował legowisko zaciekawionym wzrokiem, aż w końcu spoczął on na czekoladowo-srebrnym kocurku, który był bratem Pasterza. Nazywał się Różeńcowa Łapa i w przeciwieństwie do dymnego… wydawał się nieco przyjemniejszy w obyciu.
— Wczoraj nie umiał zasnąć, więc poprosił medyczki o ziarna maku… A potem odpłynął — wyjaśnił, spoglądając na drzemiącego brata.
Królicza Prawda posłał Różeńcowi niezręczny uśmiech.
— Ach… rozumiem — odparł, po czym znów zwrócił pysk w stronę Pasterza. — Obudź się, obudź… no proszę — zaczął szeptać ponaglająco, chcąc już w końcu opuścić obóz i pójść na trening.
W końcu młodszy zaczął powoli się rozbudzać, co sprawiło, że wojownikowi spadł kamień z serca. Wreszcie! Ile można było czekać, aż Pasterz wygra z działaniem maku i wróci na ziemię?
— Zbieraj się, młody. Zaraz wychodzimy na trening — oznajmił, gdy tylko kremowy otworzył oczy i zdawał się kontaktować.
Po tych słowach nie czekał na reakcję Pasterza, tylko pewnie opuścił legowisko uczniów z uśmiechem na pysku. Wtedy zdał sobie sprawę z tego, że odkąd wstał, nie zadbał o swój wygląd. Przysiadł niedaleko wyjścia, gdzie zaczął wygładzać i wylizywać swoje futro. Musiał przynajmniej wyglądać jak normalny kot, jeśli chciał być uważany za porządnego. A poza tym, gdyby poszedł na trening z Pasterzem taki “zaniedbany”, dymny pewnie by mu powiedział, że jeszcze kilka dni, a w jego futrze zalęgną się robaki. Wtedy rozpętałaby się kolejna tragedia i znów musiałby wysłuchiwać, że za niedługo wszyscy Klifiacy będą chodzić brudni i pogryzieni przez insekty.
Gdy tak nad tym rozmyślał, nawet nie zauważył, że Pasterzowa Łapa zdążył już się wyszykować i stanąć tuż przy nim, bez słowa czekając, aż Królicza Prawda się odezwie. Gdy bursztynowooki zdał sobie sprawę z obecności ucznia, wzdrygnął się wpierw, po czym podniósł na niego zmieszany wzrok.
— Och! Już tu jesteś.
— Jak widać…
Wojownik podniósł się z miejsca i ruchem głowy nakazał dymnemu podążenie za nim poza obóz. Wkrótce do jego uszu dotarł dźwięk kroków młodszego, który posłusznie, choć raczej niechętnie, ruszył za nim na szkolenie. Pasterz nie przepadał za opuszczaniem Różeńca, co chyba każdy już zauważył. Czekoladowy jeszcze nie poszedł ze swoją mentorką na trening, co dodatkowo musiało gryźć dymnego, który akceptował jedynie sytuację, gdy Pietruszkowa Błyskawica sprawowała pieczę nad Różeńcem, podczas gdy Pasterza nie było w pobliżu. No nic. Musiał się jakoś przyzwyczaić do tego, że nie może ciągle obserwować każdego ruchu swojego brata.
Jak to się w ogóle stało, że Pasterz wyrósł na takiego hipochondryka i pedanta? Pręgowany domyślał się, że musiał stracić rodziców w dosyć młodym wieku, ale czy to naprawdę aż tak na niego wpłynęło? To znaczy – tak, to dosyć traumatyzujące przeżycie… Ale taki Różeńcowa Łapa radził sobie z tym naprawdę nieźle. Może dymny powinien czasem poprosić go o jakieś rady? Chyba każdy byłby spokojniejszy, gdyby nie musiał wysłuchiwać ciągłego nawijania o chorobach, śmierci i końcu świata…
— Nauczę cię dziś nawigacji w tunelach — Królik oznajmił pewnie, kierując się w stronę granicy z Klanem Burzy, gdzie znajdowało się wejście do tuneli.
Pasterzowa Łapa niemal od razu parsknął ze zdziwienia.
— W życiu nie wejdę do żadnych tuneli! Brudno tam i śmierdzi! — uparł się, jeżąc futro.
— Już nie udawaj takiego eksperta! Jeszcze nigdy nie byłeś w tunelach! — odparł wojownik, kładąc po sobie uszy. Nie miał dziś nerwów na tego dzieciaka.
— Ale słyszałem o nich! Wiesz, jak tam musi być niebezpiecznie?! Duszno, ciepło… Ponadto w każdej chwili te tunele mogą się zasypać, a wtedy utkniemy tam i umrzemy!
— Nie umrzemy! Klifiacy od pokoleń uczą się nawigować i polować w tunelach i jeszcze nie słyszałem o tym, by któryś z nich umarł, robiąc to! — oburzył się pręgowany.
— To najwyraźniej źle słuchasz! — fuknął Pasterzowa Łapa. — Ja próbuję ci tylko wbić trochę rozumu do głowy, mógłbyś to uszanować!
Wojownik prychnął ze zdumienia, nie dowierzając w to, co słyszy. Postanowił przemilczeć słowa dymnego, bo wydawały mu się wręcz absurdalne. W ciszy dotarł wraz ze swoim uczniem do Sekretnego Tunelu, gdzie przystanął, wciąż zszokowany zachowaniem kremowego.
— Co się taki blady zrobiłeś? — zapytał w końcu Pasterz, unosząc jedną brew do góry. — Jesteś na coś chory? Jeśli tak, to się ode mnie odsuń! — burknął z odrazą, odsuwając się nieco od wojownika.
Klifiak zadarł brodę, a wtedy coś podpowiedziało mu, by spojrzeć w stronę granicy. Z jakiegoś powodu czuł się obserwowany, choć w pierwszej chwili pomyślał, że to tylko przebywanie z Pasterzową Łapą na co dzień skutkuje takimi omamami.
Jak się jednak okazało, kilka długości lisa stąd naprawdę ktoś stał. Burzak. Miał czarne, półdługie futro, a jego zielone oczy uważnie śledziły ruchy Króliczej Prawdy.
Wojownik napuszył się i strzepnął swoim krótkim ogonem.
— Zostań tu… Albo wiesz co? Spróbuj na coś zapolować samemu — polecił, po czym ruszył prędkim krokiem w stronę granicy z Klanem Burzy. Nie będzie pozwalał na to, by jakiś szemrany kot obserwował przebieg treningu!
Gdy był już wystarczająco blisko, zmrużył oczy podejrzliwie i zmarszczył brwi. Przez moment analizował wyraz pyska obcego, ale nie wyczytał z niego żadnych większych emocji. Wyglądał na trochę zmęczonego i przybitego, ale Klifiak nie zamierzał wypytywać go o samopoczucie. Co to, to nie.
— Co się gapisz? — zapytał wprost, przechylając lekko głowę. — Czy to moje piękne, lśniące futro tak cię onieśmiela, czy jesteś niskich lotów szpiegiem? — prychnął.
Królicza Prawda wziął w płuca głęboki wdech, starając się zebrać w sobie, by wstać i pójść po Pasterzową Łapę. Trójoki Zając jeszcze spał obok, co tylko dodało mu motywacji, by wybyć z obozu jako pierwszy i móc nazywać się tym bardziej obowiązkowym. W końcu im wcześniej rozpoczęty trening, tym więcej czasu mentor, jak i uczeń, będą mieli wieczorem. Poza tym zgodnie z kodeksem uczeń musiał wpierw zapolować dla starszyzny, by potem móc samemu zjeść. Lepiej było zapolować na treningu wraz z kimś doświadczonym i móc wcześnie zjeść śniadanie, by mieć siłę na pełnienie reszty swoich obowiązków.
Kremowy ruszył drogą prowadzącą w dół skalnych półek, już zawieszając wzrok na legowisku uczniów, które znajdowało się naprzeciwko. Jeszcze nim do niego dotarł, zatrzymał się na moment przed wyjściem z obozu, by spojrzeć na piękne, błękitne niebo, spowite kilkoma chmurkami. Pora Nowych Liści naprawdę ich rozpieszczała, choć z początku przez obfite deszcze i topnienie śniegu można było na zewnątrz trafić na najprawdziwsze bagna! Teraz jednak było już sucho, a ponadto zwierzyna zaczęła coraz częściej wychylać się z norek. Uzupełnienie stosu nie było już tak trudne, jak te kilka księżyców temu – a teraz jeszcze łatwiej było napotkać nieco tłustsze i bardziej pulchne zwierzątka.
No, ale wypadałoby już iść po tego ucznia, zamiast rozczulać się nad słoneczną pogodą.
Królik spuścił wzrok na ziemię i niczym skazany ruszył w stronę legowiska uczniów, by odnaleźć Pasterzową Łapę. Miał tylko nadzieję, że na dzisiejszym treningu łaciaty nie będzie mu znów trajkotał o nadchodzącej epidemii i końcu Klanu Klifu. Choć Królik musiał przyznać, że ostatnio już się uspokajał na ten temat. Musiał zauważyć, że zmarłych na zielony kaszel kotów przestało przybywać i życie toczyło się tak jak dawniej. Kremowy obawiał się jednak, że niewiele czasu minie, nim Pasterz znajdzie sobie kolejny powód do tego, by panikować…
Przystanąwszy przy jego posłaniu, ostrożnie trącił go łapą. Młody nawet nie drgnął; jego oczy wciąż były twardo przymknięte, a klatka piersiowa unosiła się miarowo. Królik spróbował raz jeszcze, tym razem potrząsając nim znacznie mocniej. Nim jednak zdążył zrobić to po raz trzeci, usłyszał czyjś głos:
— Śpi jak zabity, co nie?
Kremus przeskanował legowisko zaciekawionym wzrokiem, aż w końcu spoczął on na czekoladowo-srebrnym kocurku, który był bratem Pasterza. Nazywał się Różeńcowa Łapa i w przeciwieństwie do dymnego… wydawał się nieco przyjemniejszy w obyciu.
— Wczoraj nie umiał zasnąć, więc poprosił medyczki o ziarna maku… A potem odpłynął — wyjaśnił, spoglądając na drzemiącego brata.
Królicza Prawda posłał Różeńcowi niezręczny uśmiech.
— Ach… rozumiem — odparł, po czym znów zwrócił pysk w stronę Pasterza. — Obudź się, obudź… no proszę — zaczął szeptać ponaglająco, chcąc już w końcu opuścić obóz i pójść na trening.
W końcu młodszy zaczął powoli się rozbudzać, co sprawiło, że wojownikowi spadł kamień z serca. Wreszcie! Ile można było czekać, aż Pasterz wygra z działaniem maku i wróci na ziemię?
— Zbieraj się, młody. Zaraz wychodzimy na trening — oznajmił, gdy tylko kremowy otworzył oczy i zdawał się kontaktować.
Po tych słowach nie czekał na reakcję Pasterza, tylko pewnie opuścił legowisko uczniów z uśmiechem na pysku. Wtedy zdał sobie sprawę z tego, że odkąd wstał, nie zadbał o swój wygląd. Przysiadł niedaleko wyjścia, gdzie zaczął wygładzać i wylizywać swoje futro. Musiał przynajmniej wyglądać jak normalny kot, jeśli chciał być uważany za porządnego. A poza tym, gdyby poszedł na trening z Pasterzem taki “zaniedbany”, dymny pewnie by mu powiedział, że jeszcze kilka dni, a w jego futrze zalęgną się robaki. Wtedy rozpętałaby się kolejna tragedia i znów musiałby wysłuchiwać, że za niedługo wszyscy Klifiacy będą chodzić brudni i pogryzieni przez insekty.
Gdy tak nad tym rozmyślał, nawet nie zauważył, że Pasterzowa Łapa zdążył już się wyszykować i stanąć tuż przy nim, bez słowa czekając, aż Królicza Prawda się odezwie. Gdy bursztynowooki zdał sobie sprawę z obecności ucznia, wzdrygnął się wpierw, po czym podniósł na niego zmieszany wzrok.
— Och! Już tu jesteś.
— Jak widać…
Wojownik podniósł się z miejsca i ruchem głowy nakazał dymnemu podążenie za nim poza obóz. Wkrótce do jego uszu dotarł dźwięk kroków młodszego, który posłusznie, choć raczej niechętnie, ruszył za nim na szkolenie. Pasterz nie przepadał za opuszczaniem Różeńca, co chyba każdy już zauważył. Czekoladowy jeszcze nie poszedł ze swoją mentorką na trening, co dodatkowo musiało gryźć dymnego, który akceptował jedynie sytuację, gdy Pietruszkowa Błyskawica sprawowała pieczę nad Różeńcem, podczas gdy Pasterza nie było w pobliżu. No nic. Musiał się jakoś przyzwyczaić do tego, że nie może ciągle obserwować każdego ruchu swojego brata.
Jak to się w ogóle stało, że Pasterz wyrósł na takiego hipochondryka i pedanta? Pręgowany domyślał się, że musiał stracić rodziców w dosyć młodym wieku, ale czy to naprawdę aż tak na niego wpłynęło? To znaczy – tak, to dosyć traumatyzujące przeżycie… Ale taki Różeńcowa Łapa radził sobie z tym naprawdę nieźle. Może dymny powinien czasem poprosić go o jakieś rady? Chyba każdy byłby spokojniejszy, gdyby nie musiał wysłuchiwać ciągłego nawijania o chorobach, śmierci i końcu świata…
— Nauczę cię dziś nawigacji w tunelach — Królik oznajmił pewnie, kierując się w stronę granicy z Klanem Burzy, gdzie znajdowało się wejście do tuneli.
Pasterzowa Łapa niemal od razu parsknął ze zdziwienia.
— W życiu nie wejdę do żadnych tuneli! Brudno tam i śmierdzi! — uparł się, jeżąc futro.
— Już nie udawaj takiego eksperta! Jeszcze nigdy nie byłeś w tunelach! — odparł wojownik, kładąc po sobie uszy. Nie miał dziś nerwów na tego dzieciaka.
— Ale słyszałem o nich! Wiesz, jak tam musi być niebezpiecznie?! Duszno, ciepło… Ponadto w każdej chwili te tunele mogą się zasypać, a wtedy utkniemy tam i umrzemy!
— Nie umrzemy! Klifiacy od pokoleń uczą się nawigować i polować w tunelach i jeszcze nie słyszałem o tym, by któryś z nich umarł, robiąc to! — oburzył się pręgowany.
— To najwyraźniej źle słuchasz! — fuknął Pasterzowa Łapa. — Ja próbuję ci tylko wbić trochę rozumu do głowy, mógłbyś to uszanować!
Wojownik prychnął ze zdumienia, nie dowierzając w to, co słyszy. Postanowił przemilczeć słowa dymnego, bo wydawały mu się wręcz absurdalne. W ciszy dotarł wraz ze swoim uczniem do Sekretnego Tunelu, gdzie przystanął, wciąż zszokowany zachowaniem kremowego.
— Co się taki blady zrobiłeś? — zapytał w końcu Pasterz, unosząc jedną brew do góry. — Jesteś na coś chory? Jeśli tak, to się ode mnie odsuń! — burknął z odrazą, odsuwając się nieco od wojownika.
Klifiak zadarł brodę, a wtedy coś podpowiedziało mu, by spojrzeć w stronę granicy. Z jakiegoś powodu czuł się obserwowany, choć w pierwszej chwili pomyślał, że to tylko przebywanie z Pasterzową Łapą na co dzień skutkuje takimi omamami.
Jak się jednak okazało, kilka długości lisa stąd naprawdę ktoś stał. Burzak. Miał czarne, półdługie futro, a jego zielone oczy uważnie śledziły ruchy Króliczej Prawdy.
Wojownik napuszył się i strzepnął swoim krótkim ogonem.
— Zostań tu… Albo wiesz co? Spróbuj na coś zapolować samemu — polecił, po czym ruszył prędkim krokiem w stronę granicy z Klanem Burzy. Nie będzie pozwalał na to, by jakiś szemrany kot obserwował przebieg treningu!
Gdy był już wystarczająco blisko, zmrużył oczy podejrzliwie i zmarszczył brwi. Przez moment analizował wyraz pyska obcego, ale nie wyczytał z niego żadnych większych emocji. Wyglądał na trochę zmęczonego i przybitego, ale Klifiak nie zamierzał wypytywać go o samopoczucie. Co to, to nie.
— Co się gapisz? — zapytał wprost, przechylając lekko głowę. — Czy to moje piękne, lśniące futro tak cię onieśmiela, czy jesteś niskich lotów szpiegiem? — prychnął.
<Nieznajomy?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz