BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Belzebub x Loki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Belzebub x Loki. Pokaż wszystkie posty

27 listopada 2021

Od Lokiego cd Belzebuba

 Kiedy dziwny kocur odszedł, spojrzał na swojego sąsiada. 
- Naprawdę dziwak. - Pokręcił głową. Mimo to zastanowił się nad jego odpowiedzią. Brzmiała jak coś, co zawsze mówią wieszcze. Dobrze, że miał dobrą pamięć, bo się z nim skonsultuje. Ciekawe co on by na to odpowiedział? 
Widząc, że ten milczy i nadal był w szoku, trzepnął go ogonem w bark. 
- Co ty taki spięty? Nieważne. Zasięgnę jeszcze języka u innego wariata i dowiemy się o co mu chodzi. - Wskazał na miejsce, gdzie zniknął Ozzy. 
- No dobrze... To do zobaczenia. 
- Nie daj się porwać! - Jeszcze miauknął udając się do swojego domu. 

***

Czemu miał takiego pecha, to nie wiedział. Może dręczyło go to, że minął już kolejny księżyc, gdy widział tą kotkę z klatki? Pamiętał nadal co tam się stało. Ten cały chaos, gdy Wyprostowany wszedł, a on skitrał się we wnęce. Smutne miauknięcia... Przewrócił się na drugi bok. Nadal nie mógł spać. 
Mieli ich przenieść za dwa księżyce. Wtedy wszystkie koty zaginą. Obiecał, że sprowadzi pomoc, a on nie łamał danego słowa. Potrzebował jednak pomocy. Heimdall... cóż zgodził się pomóc, ale obawiał się, że jego ego wystrzeli tak wysoko, że zamiast ratunku sprowadzi na nich kłopoty. Mimira nie pytał, bo wiadomo... on był tylko by dawać rady, a nie aby walczyć ze złymi potworami. Ale ich dwójka, pozbawiona mocy nie da rady sobie z taką potęgą. Pozostało zrzeszyć Ozzyego i Belzebuba. 
Wstał i westchnął, budząc przy tym kolejny raz swojego olbrzyma. Właśnie. Czemu on nie pomoże? W walce ze swoim gatunkiem lepiej by sobie poradził od niego! 
- Ej ty! - miauknął mu w pysk. - Walcz za nas. Zaprowadzę cię do... - nie dokończył, bo został zwalony z miękkiego posłania na ziemię. 
A to drań! Otrzepał się i spróbował ponownie, ale z takim samym skutkiem. Co to za mysi móżdżek! Powinien dawno nauczyć się co chcę mu przekazać! 
No nic... trzeba było zająć się pierwotnym planem. 

***

Gdy tylko się obudził ten ćwok zabrał go do Obcinacza. Dojrzał tam Jeżynka, Kizie, Anubisa i Mel - sąsiadów, którzy również zachorowali. Tyle, że on nie! Był zdrowy! To, że budził Wyprostowanego było spowodowane chęcią porozumienia się w sprawie porwanych kotów! A to, że chciał spać, nie obchodziło go! 
Drapnął łapą powietrze, gdy Obcinacz zbliżył do niego igłę. Nie zamierzał dostawać po raz kolejny podejrzanych rzeczy! Syknął na niego, ale jego asystentka owinęła go w jakiś koc i tyle było z jego walki. Poczuł ukłucie, a zaraz potem odpłynął w sen.

***

Obudził się nagle, zrzucając z siebie Mimira, który... właśnie! Co on na nim robił?! Pokręcił głową, nadal skołowany. A zresztą... nieważne. Który dzisiaj był? To już? Rozejrzał się po domu, ale nie dojrzał nigdzie brata. Czy ten idiota sam tam poszedł? On chyba naprawdę oszalał! Zerwał się szybko na nogi i wyskoczył na zewnątrz. Śnieg zasypał go już od progu, a dreszcze przebiegły przez jego grzbiet. Niech to! Podskoczył, próbując przeć naprzód przez zaspę. 
- Hej! - zawołał do Buby, widząc go w oknie, gdy tylko dotarł na ulicę. - Hej! Który dzisiaj?! - Chyba go nie usłyszał. Znów podskoczył, przybliżając się do drzwi wejściowych. Wskoczył na parapet i spojrzał na Ozzyego. To był jednak on?! 
- Zawołaj brata, twa ciemność nadchodzi i krew się leje! Musimy temu zapobiec! - wrzasnął, mając nadzieję, że przezroczysta ściana przepuściła jego głos. 

<Buba?>

Wyleczeni: Jeżynek, Kizia, Anubis, Mel, Loki

22 października 2021

Od Belzebuba cd. Lokiego

W głębi duszy cieszył się, że jego nowy znajomy przejął inicjatywę. Może i Ozzy był czubkiem, ale był też jego bratem i tak jakoś… głupio wyszło. Kochał tego świra (nawet jeśli nigdy by się do tego nie przyznał) i nie chciał go zranić. Czuł, jak policzki cholernie go palą. Jakoś tak nie potrafił spojrzeć arlekinowi w oczy (pomijając fakt, że było to trudne i z technicznego punktu widzenia). 
- Apokalipsa nadchodzi! Tak! Właśnie tak... niestety. Wyprostowani porywają koty z dróg... znikają nie wiadomo gdzie... czas się przygotować na ostateczność... - z jakiegoś powodu bengal modlił się w duchu, żeby Loki się zamknął. Czuł się jeszcze gorzej. Zrobił głupio żartując z brata, ale ledwo co poznany kocur… - A ta ostateczność spadnie z nieba! 
Zaniepokojony spojrzał na brata. Ten, jak gdyby nigdy nic, przyglądał się bicolorowi (chyba).
- Pytałem o muchę - miauknął po prostu.
Przez uderzenie serca panowała cisza.
- Słońce zgaśnie i niebo zaleje krew - szepnął nagle, jednym susem znajdując się za Lokim. Obszedł bicolora, wpatrując się (chyba) w niego intensywnie. - I złamana zostanie szósta pieczęć… Ziemia się zatrzęsie… Gwiazdy zgasną… Księżyc upadnie… Ale jeszcze nie teraz - zakończył, odwracając się na pięcie. Belzebub kichnął, połaskotany ogonem brata. Gdy otworzył ponownie ślepia, jego już tam nie było. Dopiero teraz bengal uświadomił sobie, że wstrzymywał oddech. Westchnął.
- No właśnie.
Wyglądał pewnie jak zawsze, ale głos mu zadrżał.


<Loki? Nie wiem, co tam kombinujesz :’)>

15 października 2021

Od Lokiego cd Belzebuba

 - Gdzie? - rozległo się tuż obok pieszczoszka.
Kocur uniósł wzrok i jego spojrzenie skrzyżowało się ze wzrokiem dwukolorowych oczu. Ozzy uśmiechał się niewinnie, patrząc raz na swojego brata, raz na orientala (albo na obu naraz, ciężko powiedzieć).
Lokiemu przybycie nowego wcale nie zaskoczyło. W takim wielkim Siedlisku, nie miało szans nie spotkać osobnika swojego gatunku. Ten był jednak dziwni. Najbardziej rzucił mu się w oczy jego sposób patrzenia no i oczy. Takie... nienaturalne... Czyżby był skrzyżowaniem kota z istotą wyższą? Słyszał opowieści na ich temat, ale nigdy nie zdarzyło mu się osobiście takiego kogoś spotkać. Nawet sądził, że to wymysł rodziców i dwukolorowe koty nie istnieją; pomijając fakt, że jeden z jego sąsiadów to dosłownie dwukolorowy kot. 
- Kim jesteś? - zapytał, zwracając się do czarnego arlekina. 
- To właśnie jest mój brat - Buba przedstawił ich sobie. 
A więc... to ten świr? Zaskoczony aż zamrugał. 
- Gdzie? - powtórzył w ich kierunku. 
- Gdzie co? - zapytał bicolor, patrząc w kierunku cętkowanego. To w końcu był jego brat, powinien wiedzieć o co mu chodzi. Już po tym jednym zdaniu mógł przyznać kocurowi rację... jego brat był naprawdę dziwny. Gdyby nie to, że nie miał nawyku tchórzyć, poczułby się nieswojo. 
- Chodzi mu o to co powiedziałem. O apokalipsie i śmierci... - szepnął mu na ucho towarzysz tak, aby gumowe ucho arlekina nie dosłyszało. 
- Lubisz śmierć? - zapytał go głośno, nie zważając na spojrzenie Belzebuba. Pewnie wolał uniknąć rozmowy z bratem albo w ogóle nie poruszać takich tematów, bo... bo właśnie co? Nie za bardzo wiedział co może się stać, więc zaryzykował, jak to miał w zwyczaju. 
- Apokalipsa nadchodzi! Tak! Właśnie tak... niestety. Wyprostowani porywają koty z dróg... znikają nie wiadomo gdzie... czas się przygotować na ostateczność... - Nie za bardzo wiedział w co wierzył kocur i jak zobrazować mu ten koniec. Wpadł jednak na pomysł, że ogień z nieba mógłby doskonale do niego przemówić. 
- A ta ostateczność spadnie z nieba! 
Gdyby wiedział co później się stanie... pewnie nie wypowiedziałby tych słów głośno... Na razie jednak świetnie się bawił, czekając zaciekawiony, czy kocur łyknie to i zacznie panikować. 

<Buba?>

29 września 2021

Od Belzebuba cd. Lokiego

Kocur się zaśmiał. Może i nie zrozumiał połowy z tego, co kocur mówił (czarno-biały chyba dawno nie miał okazji się wyżalić bo gadał jak najęty), a w drugą połowę ciężko było mu uwierzyć, ale jakoś tak miło było spotkać kogoś, kto też ma problemy z rodzeństwem. Od razu poczuł sympatię do Lokiego.
- Nie myślałem, że kiedykolwiek to powiem, ale w porównaniu do twoich braci, mój brat wychodzi na całkiem normalnego. Nie, nie czci żadnych obrazków - dodał, śmiejąc się z tego pomysłu. - Serio mieszka tu taki kot? Muszę go kiedyś poznać. Czyli mój braciszek miał rację, że sprowadziły się tu jakieś czubki - prychnął. - Bez urazy oczywiście, nie mówię o tobie.
Oriental skinął głową na znak, że nie chowa urazy.
- Naprawdę był dziwny - dodał, wciąż mając na myśli tamtego pieszczocha.
- Ozzy jest… specyficzny - Belzebub zaśmiał się pod nosem. - Czasami mam wrażenie, że żyje w innym uniwersum. Pojawia się znikąd w losowych momentach, mówi i robi dziwne rzeczy, a potem znika. Nigdy nie wiadomo, co mu wpadnie do tego pustego łba. Zachowuje się jak czubek, a potem nagle wyjeżdża z jakąś psychoanalizą albo totalnie głęboką myślą i myślisz “lol, to było mądre, może tylko udaje dziwaka?”. Ale potem odwala coś takiego, że masz ochotę walnąć łbem o ścianę i ci przechodzi - parsknął. - I ta jego poza księcia ciemności. Wiesz, coś takiego - Belzebub uniósł łeb i zapatrzył się w dal nieobecnym wzrokiem. Zamachał powoli ogonem i westchnął, jakby Szatan znów wzywał go do piekła, a on wrócił dziś stamtąd już trzy razy. - Słońce zachodzi dziś krwawo… - miauknął, naśladując przyciszony głos brata. - To wróżba złego losu… Apokalipsa… Śmierć nadchodzi… - Przeszedł za Lokim, niemal smyrając go po nosie ogonem. - Upały szkodzą na futro… - Przypominając sobie jak ostatnio go przestraszył, skoczył nagle w bok, krzycząc na całe gardło “MUCHA!”.
- Gdzie? - rozległo się obok niego.
Uniósł wzrok i jego spojrzenie skrzyżowało się ze wzrokiem dwukolorowych oczu. Ozzy uśmiechał się niewinnie, patrząc raz na swojego brata, raz na orientala (albo na obu naraz, ciężko powiedzieć).
Ups. Przypał.


<Loki? xD>

02 września 2021

Od Lokiego cd Belzebuba

- Mój brat. Taki czubek. - Zaśmiał się cicho.
Och! Czyli też miał nieznośnego brata! No! To pewnie go rozumiał idealnie.
- Mam też kilku czubków w rodzinie - westchnął. 
W sumie... kocur był nawet spoko. Dawno nie miał komu ponarzekać na rodzinę. Zawsze robił to tylko w swoim towarzystwie, okazjonalnie przy Wyprostowanym, jednak to nie było to samo. Nikt przecież nie mógł rzucić słów pocieszenia i mu przytaknąć. 
Pieszczoch najwyraźniej zaciekawił się jego słowami, bo zachęcił do kontynuowania.
- Dopiero co tu się wprowadziliśmy. Mój szalony ojczulek, upadł na głowę i zesłał mnie na wygnanie. O dziwo nie samego, bo moi bracia są tu ze mną. Heimdall to taki mysi móżdżek. Myśli tylko mięśniami; no wiesz... Ja jestem najsilniejszy, bla, bla, bla, nikt mi nie podskoczy. A tak naprawdę to maminsynek, ojcosynek też. Gdybyś widział jak się podlizywał... Pewnie dlatego skończył tu ze mną - zaśmiał się. 
To nawet prawdopodobne. On sam czasami ma go dość. A co dopiero ktoś taki jak Odyn i Frigga. 
- No i jest jeszcze Mimir. To dopiero dziwak, mówię ci. Pewnie dogadałby się z twoim bratem, skoro twierdzisz, że jest czubkiem. Wierzy w to, że nasz ojciec jest wszechmogący i nas obserwuję. Modli się do niego! To już dopiero przesada! Masz pojęcie jakie to uciążliwe? Jeszcze ma dziwne urojenia i przepowiada przyszłość. Serio... gapi się w deski, widzi jakieś wzory, nawet krew do niego przemawia. 
- No to nieźle... - zgodził się z nim kocur, czym zdobył jego aprobatę. Nareszcie ktoś uważał to samo co on! Gdyby się z nimi spotkał wierzył, że nadal stałby przy jego opinii. Nikt normalny nie rozmawiałby z takimi świrami z własnej woli. 
- A jak! A twój brat? Co takiego robi, że jest czubkiem? Nie mów tylko, że czci jakiś obrazek. Już spotkałem takiego pieszczoszka... dziwny był... - No i miał do niego problem o gapienie się i dotykanie kwiatków "jego pani". Cokolwiek to znaczyło... 

<Belzebub?>

18 sierpnia 2021

Od Belzebuba cd. Lokiego

W akompaniamencie jęków i przekleństw, jego Dwunożni wyszli z mieszkania. Minęły dwa śniadania imprez i wiedział, że przez kolejne kilka będą w podobny sposób znikać z domu i pojawiać się dopiero na kolację.
Zamknął ślepia i gdy się obudził, jego żołądek znów domagał się jedzenia. Przeciągnął się i rozejrzał. Nie, Dwunożnych faktycznie nie było. No cóż, zawsze warto sprawdzić.
Podszedł do miski i zajrzał do środka. Przynajmniej zostawili jedzenie. Zjadł trochę, ale raczej z konieczności. Właśnie sobie przypomniał, dlaczego nie lubił, że wychodzili. No, i byli jego kumplami.
Przeszedł się po domu, szukając jakiegoś zajęcia. Gadające pudełko mówiło coś monotonnym głosem. Nic ciekawego. Westchnął, machając na boki ogonem. Potrzebował jakiegoś zajęcia.
Mógł odwiedzić Ozziego. Na samo wspomnienie jego Dwunożnej przeszedł go dreszcz. Nie, żeby się jej bał, jasne, że nie, po prostu… Była dziwna. Prawie tak samo jak jego brat albo jeszcze bardziej (co w pyszczku Belzebuba było prawdziwą obelgą).

Jego wzrok powędrował za okno. Dlaczego nie… Tam na pewno znajdzie coś ciekawego. W ostateczności pójdzie pośmiać się z mieszkającego niedaleko psa. Chociaż samemu nie było tak zabawnie jak z kimś.
Zręcznie przecisnął się przez klapę w drzwiach i momentalnie pożałował decyzji o wyjściu. Chyba sam słodki Szatan zstąpił do jego ogródka. W pakiecie z piekielną pogodą.

Kątem oka dostrzegł czarno-białą kitę. Jakaś potępiona dusza pałętała się po jego terenie w ten piekielny upał. Podszedł do kocura akurat, gdy ten obwąchiwał pozostałe po wczorajszej imprezie puszki.
- Nie kradnij napojów moich właścicieli - miauknął do niego pół-żartem, szczerząc się.
- Że to? Za nic nie tknę tego, a co dopiero ukraść! Śmierdzi jakby coś w tym umarło. - Bengal zaśmiał się na jego słowa. - Ukrywam się tu tylko przed słońcem. Loki jestem, a ty to kto?
- Belzebub - odparł kocur, uśmiechając się. - Jesteś jednym z tych nowych, o których opowiadał Ozzy?
- Możliwe - miauknął czarno-biały. - A kto to?
- Mój brat. Taki czubek. - Zaśmiał się cicho.


<Loki? Obgadywańsko rodzeństwa? XD>

25 lipca 2021

Od Lokiego

Słońce grzało dzisiaj wyjątkowo mocno. Nie miał ochoty wychodzić w ten skwar, ale również wizja spędzania tego czasu z braćmi, nie była zachęcająca. Mimir od rana kręcił się z kąta w kąt, wzdychając i mamrocząc modły do ojca. Świr jak nic. Nadal nie pojął, że Odyn to drań, ale i zwykły kot? To, że miauczał do niego litanie nie sprawi, że nagle spadnie deszcz. A gdyby naprawdę do tego doszło, uznałby to za zbieg okoliczności. 
Heimdall również był nie w sosie. Ciągle podchodził do miski z wodą, a później dręczył Wyprostowanego głośnymi pretensjami o warunki w jakich przebywają. 
A on? On, wielki Loki, wpatrywał się w magiczne pudełko, gdzie mógł podglądać życie jakichś dziwnych stworów. Niby to ryba, ale taka duża z kłami? Obserwował jak dziwnie podskakuje na lądzie, po czym wpada do wody. Taki ktoś nie miał szans na przeżycie. 
Nagle uwagę jego od tego co dzieję się na ekranie, zwrócił sługus, który przytachał jakąś metalową konstrukcję. Chyba ją kojarzył... z dawnego życia. 
Wyprostowany podłączył jego ogon ze ścianą, po czym przyrząd ożył, wytwarzając zimny powiew wiatru. A no tak! To maszyna do jego tworzenia! Że też od razu jej nie skojarzył. Wyglądała inaczej niż ich stara, ale dawała ten sam efekt. 
Mimir, Heimdall i on sam, od razu znaleźli się w polu jego rażenia. Rozkoszowali się chłodem, tak bardzo, że ich problemy odeszły na drugi plan. 
- Widzicie? Modły działają - odezwał się Mimir.
Przewrócił oczami. No tak... Ten widział w tym boską ingerencję ojca. Najwidoczniej musiał mu przemówić do rozsądku, bo czekoladowy raczej nie oświeci niebieskiego.
- Żadne modły. To zasługa Wyprostowanego, a nie ojca - prychnął. - I nie! - Zatkał mu pysk ogonem, widząc jak ten chcę coś powiedzieć. Naprawdę nie miał ochoty i chęci, aby teraz zajmować się jego wymysłami. - Nie zaczynaj - ostrzegł go.
- Przestań dręczyć, Mimira - rozległ się głos Heimdala, który postanowił zainteresować się ich wymianą zdań. 
Od razu cały jego dobry humor minął. Wyczuwał kolejną umoralniającą gadkę. Trzepnął ogonem, odchodząc od rodzeństwa, które wdało się w dyskusję. Aby nie słuchać ich kłapania językiem, szybko wyszedł przez klapę w wielkich wrotach na zewnątrz. Gorzko tego pożałował, kiedy jego łapki zetknęły się z rozgrzaną ziemią. Sycząc i prychając, szybko przeskoczył przez płot i udał się na poszukiwanie jakiegoś cienia. Tak się złożyło, że w sąsiedztwie dostrzegł idealne miejsce. Po przejściu przez kolejne ogrodzenie, usiadł pod krzesłem. Tu miał ochronę przed słońcem, ponieważ z jednej strony okryty był przez jakieś śmierdzące napoje. Pierwszy raz się z czymś takim zetknął, dlatego powąchał je. Były otwarte i puste, ale zapach nadal się unosił.
- Nie kradnij napojów moich właścicieli - odezwał się czyjś głos. 
Przed nim stał dziwny kocur. Był czarno-biały w bengalskie cętki. Na jego oskarżenie, skrzywił pysk. Nie wrobi go w coś, czego nawet nie zamierzał zrobić!
- Że to? Za nic nie tknę tego, a co dopiero ukraść! Śmierdzi jakby coś w tym umarło. Ukrywam się tu tylko przed słońcem. Loki jestem, a ty to kto?

<Belzebub?>