Kocur nie potrafił patrzeć na nią bez świadomości, że już dawno stracił ją. Gdy ta zapytała, co tu robi, westchnął. Weszli do legowiska medyków, a on nerwowo podrygiwał koniuszkiem ogona.— Masz coś może na uspokojenie? — zapytał trochę nieśmiało.
— Czyli znowu, przyszedłeś mi tu wymyślać i szukasz wymówek, na rozmowę ze mną.
— Nie, to… — Sam chyba nie wiedział, co ma jej na to odpowiedzieć. Ostatnio boryka się z bezsennością, a w dodatku co chwilę dostaje ataków lękowych. Jego syn wspiera go, ale po ostatniej rozmowie z Gąbczastą Perłą jest tylko gorzej… Gdyby tylko wiedziała, dlaczego się tu w ogóle znalazł, może inaczej by na niego patrzyła. Ale nie może się dowiedzieć. W końcu, gdyby się dowiedziała, kto wie, co zrobiłaby z tą informacją. Choć nadal nie wydała jego. Tak przynajmniej się mu wydawało, być może próbowała… — To skomplikowane, z resztą, po prostu przyszedłem po pomoc, nie możesz mi jej dać..?
— Takim zdrajcom jak ty? Uciekłeś z Klanu Wilka z mordercami. — Strzepnęła ogonem.
— Nigdy bym tego nie zrobił, gdyby nie było na to dobrego powodu. — odpowiedział kotce, niecierpliwiąc się. Czuł, jak jego łapy drżą.
— Tak? Bo na pewno musi być dobre wytłumaczenie na ucieczkę z bandą rozbójników, prawda? Powiedz, ty też kogoś zabiłeś? Jak oni? — Chwilę zawahała się. — Muszla też kogoś zabił?
— Co? Nie! To w ogóle nie tak, jak myślisz… Nie mogę ci powiedzieć, czemu uciekliśmy… — westchnął, spoglądając na bok. — Proszę, mogę dostać te zioła..?
— Po raz pierwszy i ostatni, więcej ich nie dostaniesz. Nie mogę marnować ich na kogoś takiego jak ty. — Odwróciła się do ziół, a on wlepił wzrok w jeden punkt. “Takiego jak ty”..? Co niby miała przez to na myśli? Bycie czekoladowym, czy… Coś kompletnie innego. Gdy podała mu zioła, bez słowa przeżuł je, po czym, gdy ta otworzyła pyszczek, by coś jeszcze powiedzieć, wyszedł bez słowa.
· · ─ ·𖥸· ─ · ·
Nie spodziewał się, że on i Muszla dostaną w końcu pozwolenie na opuszczenie więzienia. Cóż, w pewien sposób. Muszla mógł zacząć swoje szkolenie, zostając Skroploną Łapą, a on został… Budowniczym. Klan Nocy traktował go wręcz jak darmową siłę roboczą, jak niewolnika… Przynajmniej teraz miał swoje własne miejsce, no… Prawie, gdyż razem z nim spała Fląderka i Komarza Łapa. Choć musiał przyznać, że jego nowy dom mu się podobał, to nie mógł niestety stwierdzić, że jego budowa była łatwa…
· · ─ ·księżyce temu· ─ · ·
— Na dziś chyba wystarczy. — Błoto powiedział do Muszli, po dołożeniu ostatniego kawałku błota do jednej ze ścian.
— Mam nadzieję, że tym razem wiatr znów nie zniszczy niczego… — odpowiedział ojcu młodszy, na co Błoto odwrócił wzrok. Z każdym dniem ich praca zdawała się być syzyfową, gdyż kawałki odpadały, lub wiatr psuł w jakiś sposób ich pracę. Przynajmniej tak się im wydawało, że był to wiatr.
— Hej, dziś niebo wygląda tak, jakby miało być ładnie. Uszy do góry, może akurat się nam upiecze. — uśmiechnął się do kremowego. Ruszyli do legowiska więźniów, gdzie mieli spać do czasu ukończenia budowli. W nocy jednak nie potrafił zasnąć. Kocur rzucał się z boku na bok, aż w końcu stwierdził, że pójdzie się przejść. Wyszedł z dołu, podchodząc do jednego z pilnujących dołu wojowników.
— Mogę pójść szybko się załatwić? — zapytał kocur, na co stojący na warcie wojownik westchnął i skinął głową. Błoto odszedł trochę dalej w krzaki, jednak, zamiast załatwić potrzebę, spojrzał w stronę wysepki, na której znajdowała się ich budowla. Chciał jedynie z daleka zerknąć, czy wszystko wygląda mniej więcej dobrze, ale zamiast tego zobaczył ciemną sylwetkę. Położył po sobie uszy w złości. Czyżby jego przypuszczenia były słuszne? Czy ktoś sabotuje jego i Muszli pracę? Odwrócił się w stronę stojących na warcie wojowników, ale ci byli bardzo ospali, prawie zasypiali na stojąco. Kocur przewrócił oczami, po czym powoli zaczął skradać się w stronę wyspy. Dotarł do wody, której dotknął łapą, aby sprawdzić, jak bardzo jest zimna. Przeszedł go dreszcz od jej temperatury, ale nie miał wyboru, musiał przepłynąć na drugą stronę. Ruszył więc powoli, trzęsąc się z zimna. Prąd ciągnął nim, ale mocno młócił łapami pod wodą, zużywając wręcz całe swoje siły. Gdy dotarł do wyspy, wyłonił się z rzeki, plując na ziemię. Otrzepał się, a dźwięk intruza, który jeszcze chwilę temu słyszał, ucichnął.
— Wiem, że tu jesteś. — powiedział to cicho, ale na tyle głośno, aby kot, który znajdował się teraz przy jego budowli usłyszał go. — Wychodź, ale już.
Cisza. Błoto w końcu nie wytrzymał, więc ruszył w stronę wejścia do budowli. W środku, była… Gąbczasta Perła. Która nieudolnie próbowała się schować przed Błotem. W czekoladowym coś wręcz zawrzało.
— Co ty tu robisz na Klan Gwiazdy?! — szepnął zdenerwowany.
— Mogłabym zapytać cię o to samo. — odpowiedziała po chwili, wypinając do przodu pierś. — Czemu jesteś cały mokry?
— Płynąłem tu. — Nastała chwila ciszy, po której kotka znowu w końcu się odezwała.
— Powinieneś teraz być w więzieniu, z resztą –
— Czekoladowych kotów, tak? Zresztą takich jak ja? — Bił teraz ogonem po ziemi. —Czy to ty?
— Ja co?
— Czy to ty niszczyłaś przez ostatnie księżyce pracę moją i Muszli. — wycedził przez zęby, ale kotka najwyraźniej nie miała odpowiedzi na jego pytanie, gdyż spojrzała na bok. Dla niego jednak brak odpowiedzi był wystarczający, by wyciągnąć wnioski. Prychnął, patrząc na nią z lekką pogardą. — Co tobie strzeliło do łba? Co ci to daje?
— Nie zasługujecie na miejsce w Klanie Nocy. Ty i reszta tych… tych…
— Och przestań już. — syknął w jej stronę. — Mam teraz tak po prostu zignorować to, co robisz? Jak myślisz, co powie na to Mandarynkowa Gwiazda?
— Nie odważysz się jej powiedzieć. Ona i tak ci nie uwierzy.
— Cóż, jest świadoma, że nasze prace odwlekają się w czasie, bo cały czas wiatr przeszkadza nam w budowie. Ale chyba nie spodziewałaby się, że tym wiatrem jesteś ty.
— A jak myślisz, co powie, gdy dowie się, że uciekłeś w środku nocy z izolatki? Nadal da ci tu zamieszkać? — Odwróciła kota ogonem. Czekoladowy patrzył na nią nadal ze złością, ale po chwili westchnął zrezygnowany.
— Masz zostawić tę wyspę. Przyjdź tu po raz kolejny, a powiem Mandarynkowej Gwieździe, co zrobiłaś.
— Czemu mam cię posłuchać? Równie dobrze to ja mogę pierwsza do niej pójść. — zapytała go ostrożnie.
— Bo wiem, że nie chcesz kłopotów ani dla mnie, ani dla siebie. Więc wracaj do legowiska. Marnujesz sen i czas na takie zabawy. Nie jesteś kociakiem. — odwrócił się, chcąc odejść w stronę brzegu, z którego przypłynął, ale kotka wyszła tuż za nim, stając na jego ogonie.
— Sam zachowujesz się jak kociak, przychodząc do mnie co chwilę po zioła, marnując je. Stwierdziłam, że się odpłacę. — Uśmiechnęła się do kocura buntowniczo, po czym odeszła w stronę wyspy Klanu Nocy. Kocur spojrzał na nią jeszcze na chwilę zza ramienia, a gdy odeszła, jego spojrzenie złagodniało. Westchnął, wchodząc znowu do wody.
· · ─ ·teraźniejszość· ─ · ·
Strzepnął ogonem na samą myśl o tamtej nocy. Nie chciał mieć nic do czynienia z kotką, skoro miała się tak zachowywać. Spojrzał w stronę wejścia na wysepkę, gdzie właśnie zmierzał Skroplona Łapa. Z uśmiechem podszedł do ojca, ocierając się głową o jego bok.
— Nie uwierzysz, jak wielkie są terytoria Klanu Nocy. Nie tak wielkie, jak Klanu Wilka, ale robią wrażenie. W dodatku coraz lepiej idzie mi pływanie i łowienie ryb, choć… To nie jest jedna z moich ulubionych aktywności. — Domyślam się. — zaśmiał się czekoladowy. Poczuł nagły ból w zębie, przez co wzdrygnął się. Syn spojrzał na niego zmartwiony.
— Znów ten ból? Mówiłem ci już dwa zachody temu, żebyś poszedł do medyka.
— Nie chcę, nic mi nie jest. — uśmiechnął się speszony. Syn nie w pełni wiedział, jaka jest relacja jego i Gąbczastej Perły…
— Nie przyjmuję takiej odpowiedzi. Zaraz sam ją tu przyprowadzę. — powiedział, po czym ruszył w stronę wyspy. Błoto od razu wyskoczył za nim.
— Nie, nie trzeba serio! To zaraz przejdzie…
— Nie słucham cię! — odpowiedział mu Muszla. Nim Błoto zorientował się, gdzie już są, Muszla wszedł do legowiska medyków, a czekoladowy zatrzymał się. Kremowy odwrócił się w jego stronę. — Co się z tobą dzieje?
— Ja… Nie chcę tam iść. — odezwał się cicho kocur, ale z legowiska właśnie wyszedł Klekoczący Bocian.
— Och, potrzebujecie czegoś? Gąbczasta Perła akurat została w legowisku, ja wychodzę. — prychnął, po czym odszedł od dwójki. Zdziwiony patrzył za medykiem, po czym nawet nie zdał sobie sprawy, gdy kremowy pchnął go do środka lecznicy. Czekoladowy potrząsnął głową i spojrzał na Gąbczastą Perłę.
<Gąbczasta Perło..?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz