Natrętne, delikatne swędzenie, jakby ktoś drażnił jej nos koniuszkiem wysuszonego źdźbła trawy, nie dawało Zwisającej Perłówce spokoju. Mimowolnie zmrużyła oczy, napinając mięśnie pyska w skazanej na porażkę próbie powstrzymania nadchodzącego hałasu. To było już kolejne kichnięcie, odkąd otworzyła oczy, a przebudziła się na tyle niedawno, że nie zdążyła nawet podnieść się z posłania.
Podczas ostatniej Pory Nagich Drzew spędzała wyjątkowo dużo czasu poza obozem, a przynajmniej tym nowo wykopanym. Już wtedy, gdy lodowaty wiatr smagał ciągle jej futro, podświadomie czuła, że zmierza to w złą stronę, a nocne czuwanie po mianowaniu stanowczo w tym nie pomogło. Z początku powtarzała sobie, że nie było sensu zawracać głowy Wdzięcznej Firletce z powodu zwykłej błahostki, zwłaszcza wtedy, gdy miała wystarczająco obowiązków na głowie po utracie uczennicy.
Jednak wymowne, pełne irytacji spojrzenia wciąż zaspanych klanowiczów, których skutecznie wyrywała ze snu każdym kolejnym parsknięciem, były jasnym sygnałem.
Ułożyła z grubsza zmierzwione futro i pociągając nosem, ruszyła w stronę legowiska medyka. Tuż przed samym wejściem poczuła, jak fala swędzenia wzbiera się w niej na nowo. Kotka skrzywiła się, a z jej pyska wymknęło się kolejne kichnięcie, rozbrzmiewające w tunelach.
Kiedy z powrotem otworzyła lekko załzawione oczy, z ciemności legowiska wyłoniła się już głowa Wdzięcznej Firletki.
— Słyszałam cię z samego końca tunelu — odezwała się cicho, ale w jej głosie słychać było troskę. — Trzeba było przyjść do mnie od razu, zamiast się męczyć.
Medyczka odwróciła się i po chwili wróciła z garstką ziół, jakich Zwisająca Perłówka nie rozpoznawała. Wojowniczka powoli żuła gorzkie lekarstwo, słuchając krótkich zaleceń o unikaniu siedzenia na otwartym wietrze. Na koniec skinęła głową, ale w duchu kiełkował w niej inny plan. Jej myśli poszły od razu do pewnego miejsca poza tunelami, gdzie technicznie rzecz biorąc, wiatru nie powinna zastać.
Celem wyprawy była ceglana wieża, w którym znajdowało się poprzednie legowiska medyka. Od pożaru miała wrażenie, że przetrzepała już każdy zakamarek starego obozu nieporównywalnie dokładniej, niż kiedykolwiek jak próbowała zabić czas w swoich kocięcych księżycach. Nic nie stało jednak na przeszkodzie, by pokręcić się tam po raz kolejny.
Bardzo słaby, ulotny zapach suchych ziół dalej wypełniał pomieszczenie, ale nie trzeba było bystrego oka, żeby zauważyć, że źródła tej woni od dawna już tu nie ma. Mimo to Zwisająca Perłówka postanowiła sprawdzić ostatni kąt. Zanurkowałą głęboko w cień i ku swojemu zaskoczeniu, wyciągnęła spod schodów prowadzących na drugie piętro wieży zupełnie nietknięte ogniem posłanie. Chwyciła znalezisko w pysk, czując przypływ satysfakcji i bez zbędnej zwłoki postanowiła zanieść je z powrotem do obozu.
Gdy taszczyła posłanie przez zgliszcza, z drogi zstąpiła jej Słodka Dziewanna. Jej widok przywołał w pamięci Perłówki wspomnienie sprzed jakiegoś czasu, kiedy znalazła w okolicy parę ususzonych, lekko pogniecionych stokrotek, najpewniej należących oryginalnie do kotki stojącej przed nią.
Nie chciała od razu puszczać ciężko znalezionej zdobyczy, więc tylko odprowadziła odchodzącą kotkę wzrokiem i ruszyła dalej. Wracając do tuneli, ostrożnie ominęła legowiska medyka, mając nadzieje, że Wdzięczna Firletka nie przyłapie jej na natychmiastowym naciąganiu jej zaleceń. W końcu dotarła do nory wojowników i zanim zdążyła znowu zapomnieć, wyciągnęła schowane koło swojego posłania stokrotki i delikatnie odłożyła je na miejsce Słodkiej Dziewanny. Pewnie będzie miała okazję wspomnieć, gdzie je znalazła innym razem.
[Event Klanu Burzy: oddanie przedmiotu właścicielowi]
Wyleczeni: Zwisająca Perłówka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz